Fragment (Zawsze kochankom przychylne są bogi...)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Zawsze kochankom przychylne są bogi.
Póki dwa serca brzmią na jedną nutę,
Oni ich wiodą jednakiemi drogi.
Pamiętam jeden dzień, jedną minutę...
I ja też kiedyś miałem rok dwudziesty,
I jam też kochał — i byłem kochany!...
I rozumiałem wszystkie drzew szelesty
I wszystkie szmery fali zwierciadlanej.
I rozumiałem ptaków szczebiotania
I złote blaski słońca w gajów szumie:
Gdy kochasz — cały świat ci się odsłania,
Gdy serce umrze — już nic nie rozumie.

Znałem dziewczynę. Na licach mej lubej
Najświeższe wiosna umaiła kwiaty,
Ale w jej duszę wiosenne cheruby
Po stokroć świeższe wlały aromaty.
A miała uśmiech pół-dziecka, pół-kotki,
I dziwną mądrość w swojem oku sinem —
I głosik srebrny tak cichy, tak słodki...
I usta — kielich z przenajsłodszem winem.
Wszystko to przeszło: dziś trawą zarosły
Ścieżki, po których chodziła dziewczyna!
Wichry nam szczęście, jako pył rozniosły,
Trwało to krótko. Lecz dusza wspomina...

Był na przedmieściu niewielki ogródek,
Gdzie mało ludzi, lecz mnogie powoje
I wiele astrów, róż i niezabudek —
Lubiliśmy ten ogródek oboje.
Tam, gdy wieczorne zapadały cienie,
Z dwóch końców miasta szliśmy — ja i ona —
By codzień jedno powtarzać westchnienie,
Jednem westchnieniem kołysać dwa łona.
Trwało to krótko... Lecz dusza wspomina.
Choć łzy mi nieraz płyną z oczu sute...
Biegłem, gdzie na mnie czekała dziewczyna,
Biegłem... Pamiętam ten dzień, tę minutę...

Biegłem zdyszany i pełny tęsknoty...
A miasto wokół zgrzytało mi gwarnie —
Wrzawa przechodniów, powozów turkoty,
I migające nierówno latarnie
Sklepowe okna, kuchenne zapachy,
Drażniły duszę moją rozśpiewaną,
Że chciałem skrzydła mieć i po nad dachy
Lecieć i klęknąć przed mą ukochaną.
Nikt-że tu nie zna mej pieśni tajemnej?
W zadumie sklepów czytałem napisy.
A w tem z ulicy bocznej, wąskiej, ciemnej,
Ktoś wyszedł, wyszedł jakby z za kulisy.

Tak my na rogu zeszli się oboje,
I wzajem w oczy my sobie zajrzeli
I naraz imię usłyszałem swoje:
Ona to była! Bogi nas widzieli!
Ona to była! Jak w czarownej baśni,
Z pod ziemi naraz wyrosła dziewczyna.
I już mi było weselej i jaśniej...
I ludzie mili! Ach, dusza wspomina!

Wspomina dusza! Chwila szczęścia krótka
Jak sen minęła. Na drogi połowie
Spotkaliśmy się. Potem do ogródka
Długo szli razem. Wiedli nas bogowie.

Tak to kochankom przychylne są bogi.
Wszystko to pierzchło, pierzchło, jak obłoki!
Lecz dziś, gdy stanę pośród owej drogi —
Czekam i patrzę, i patrzę w te mroki:
Czyli nie wyjdzie z za rogu ulicy,
Czy nie zawoła mojego imienia —
Ta, z którą razem piliśmy z krynicy
Łez, pocałunków, tęsknoty, marzenia!
Nie płynie Wisła nazad w Tatry z morza,
Czas nie powróci, nie wskrześnie uczucie,
Nie wyjdzie dziewczę z ulicy naroża —
Ja tylko pomnę o owej minucie.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Antoni Lange.