Filantropowie

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Bolesław Prus
Tytuł Filantropowie
Pochodzenie Pisma Bolesława Prusa
tom I To i owo
Data wydania 1935
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Drukarz Drukarnia Narodowa
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
FILANTROPOWIE.

Obraz I. MĄŻ. Kochana Peciu, na miłość boską, częściej zaglądaj do domu, bo obawiam się nieszczęścia! Ja cały dzień siedzieć muszę w biurze, ty wiekuiście gdzieś wychodzisz, a dom i dzieci bez najmniejszej opieki!
ŻONA (z gniewem). Czy już skończyłeś?...
MĄŻ (zmieszany). Taaak!...
ŻONA. Cieszę się, że tak interesujesz się sobą i tem, co do ciebie należy; — radziłabym ci jednak posłuchać czasem ojca Pacyfika, w jaki to sposób on zapatruje się na ludzi podobnie myślących!... Cóżto? czy tylko o siebie dbać powinniśmy? Czy dokoła nas nie wyciągają rąk miljony nędzarzy?! Nasze dzieci mają dom i służbę, mają co jeść i w co się ubrać, a ileż jest tak nieszczęśliwych istot, że nietylko wygód i służby, ale nawet chleba i rodziców są pozbawione!!
MĄŻ. Ależ najdroższa!...
ŻONA (w zapale). Proszę cię, nie przerywaj mi! Wiem, co chcesz powiedzieć!... Chcesz powiedzieć, abym dawała jałmużnę nieszczęśliwym?.... Ależ ojciec Pacyfik mówi, że oni nietylko chleba, lecz i dłoni przyjaznej i serca potrzebują!
MĄŻ. Pozwól!...
ŻONA. Nie mam czasu na słuchanie twoich egoistycznych bredni. Muszę iść zaraz na sesją, a pojutrze na kwestę, — potrzebuję więc nowego czarnego kapelusza, czarnej jedwabnej sukni, czarnych paryskich rękawiczek i czarnej parasolki. Ponieważ zaś wiesz, że umiem być oszczędną, najlepiej więc zrobisz, dając mi odrazu 100 rubli!
MĄŻ (przerażony). O nieba! nie wyobrażałem sobie dotąd, aby miłość bliźniego wymagała tak straszliwych ofiar!
DAMA OBCA (wchodzi). Witam państwa! Spieszże się, najdroższa Peciu, bo już od godziny oczekuje na ciebie całe kółko!
ŻONA. W tej chwili służę ci!... Spieszże się, najdroższy Ferdziu!
MĄŻ (oddaje pugilares). Służę ci, najdroższa Peciu!... (na stronie). Przeczuwam, że niedługo sam będę musiał prosić o wsparcie!

(W kilka dni później).

ŻONA. Teraz będziemy się mogli obrachować; oto co wydałam (czyta). Suknia 40 rubli, kapelusz 6 rubli, rękawiczki 2 ruble, parasolka 4 ruble, wynajęcie powozu 5 rubli, na składkę 2 ruble... razem 60 rubli. Resztę jeszcze zachowam na nieprzewidziane wydatki.
MĄŻ (zdesperowany). Ach! na nieprzewidziane wydatki... przyda się!
ŻONA. Nie przerywaj mi! Zebraliśmy gotówką rubli srebrem 15 i 30 kopiejek, oprócz tego...
MĄŻ (błagalnie). Ależ, żono, wysłuchajże mnie teraz!
ŻONA (rozgniewana). Proszę cię, nie rób takich min!... Oprócz tego książę X. obiecał dać 10 rubli, hrabia Y. obiecał 25 rubli.
MĄŻ (w rozpaczy). Nasz syn umiera!
ŻONA (przerażona). Cóż się stało?... och!
MĄŻ. Kiedyś dziś wyszła na ową przeklętą kwestę, Dzidzio spadł ze schodów i okropnie się potłukł!
ŻONA. O nieba! gdzie mój syn?... Och! już po wszystkiem!... może nawet nie będę mogła pójść na zebranie ogólne!...
(Obraz II). LITERATKA. Ja właśnie podałam projekt utworzenia towarzystwa dam, któreby się poświęciły kształceniu... (z zakłopotaniem) kobiet upadłych...
OBECNI. Co za szczytny pomysł!... pani jesteś aniołem!
LITERAT I. Ja... przygotowałem artykuł wstępny o potrzebie kształcenia kryminalistów i właśnie szukam ludzi z poświęceniem.
OBECNI. Co za szlachetność!...
LITERAT II. Mój projekt jest bez porównania skromniejszy... Ja chcę kształcić warjatów i miejscowych idjotów.
OBECNI. O! to przechodzi wszelkie pojęcie!!...
LITERAT III. Pozwólcie, państwo, zwrócić waszą uwagę na to, że mamy bliższe obowiązki... Proponuję zatem, aby kilkunastu z nas wyjechało na prowincją i zostało nauczycielami wiejskimi.
OBECNI. Niezła myśl!...
LOKAJ (który to słyszał). Chwała Bogu, że państwo tak chcą uczyć ludzi biednych... może się i nam, miejscowym, coś z tego okroi!... Ja, z przeproszeniem, i moja żona, bez urazy, mamy wisusa chłopaka i dwie dziewczyny; — możeby się też które z państwa zlitowało nad temi robakami, chociaż to małe, niegłupie i coprawda nie kradło... ale zawsze jeszcze nauczyć się może i tego i owego...
LITERAT I. (zakłopotany). Pomoglibyśmy ci z chęcią, mój przyjacielu, ale... widzisz... my mamy inne obowiązki!



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Aleksander Głowacki.