Ewa (Wassermann)/Zanim pęknie srebrna nić/3

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jakób Wassermann
Tytuł Ewa
Podtytuł „Człowiek złudzeń“: powieść druga
Data wydania 1920
Wydawnictwo Instytut Wydawniczy „Renaissance“
Druk Drukarnia Ludowa w Krakowie
Miejsce wyd. Warszawa — Poznań — Kraków — Lwów — Stanisławów
Tłumacz Franciszek Mirandola
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
3.

Kilka dni później zjawił się Crammon znowu, w celu wysondowania Krystjana.
— Nie podobasz mi się, mój drogi, — zaczął — skłamałbym, mówiąc, że mi się podobasz. Dziś mija tydzień od czasu, kiedy zażywamy tej wilegjatury. Przyznaję, jest to przepiękne miejsce wywczasów wiejskich, na wiosnę, czy w lecie, w wesołem towarzystwie, kiedy można urządzać festyny w parku, a miasta kipią nudą. Ale teraz, wśród zimy, bez orgji, szaleństw i dam, jakiż to ma cel? Czemuż się zakopujesz? Czemu zwieszasz głowę? Na co czekasz i jakie masz zamiary?
— Pytasz o tyle rzeczy, Bernardzie — odparł Krystjan — a nie powinienbyś tyle naraz zadawać pytań. Tu jest równie dobrze, jak gdzieindziej. Powiedz, gdzie może być lepiej.
Crammon odczuł nadzieję i wyraz jego twarzy rozjaśniło przeczucie wspólnych uciech.
— Gdzie może być lepiej? — rzekł. — Ależ drogi mój, każdy przedział wagonu jest lepszy, brudny przedpokój pani Simchowitz w Mannheimie jest lepszy. Zresztą porozumieć się trzeba. Przedkładam plan świetny. Naprzód Palermo, Conca d'oro, Monte Pellegrino, Sycyljanki idące do kościoła, zerkające pożądliwie z poza welonów cnotliwości. Stamtąd urocze zboczenie do Neapolu. Magnes: panna Ivonne. Najbardziej krucze włosy, najbielsze zęby i najdoskonalsze, maleńkie nóżki Europy. Okolice, leżące wśród tych granic... sublime. Potem zatelegrafujemy do Prospera Madruzzi, który siedzi osmętniały w Palazzo Venezia i czeka na to tylko, by nas wprowadzić w dostojne koła rzymskiej arystokracji. Tam napotkamy same tylko contezzy, marchezy i principessy. Oryginały wszystkich pięciu części świata roją się tłumnie w tym, przedziwnym domu warjatów. Tam wyrabiają hece z ognistymi lazaronami zimnokrwiste Amerykanki o bajecznych nazwiskach i szkaradnych pończochach jedwabnych. Każda psia buda ma pretensję osobliwości, każda kupa kamieni wzbogacić może wiedzę twoją, a co krok, potykasz się o gigantyczne arcydzieła sztuki.
Krystjan potrząsnął głową i odparł:
— To mnie nie nęci.
— A więc inny projekt! — ciągnął Crammon dalej. — Jedź ze mną do Wiednia. To miasto zasługuje chyba na twe zainteresowanie. Czy słyszałeś coś o Mesjaszu? Mesjasz, to osoba, na której żydzi zamierzaja[1] zakończyć erę swoją, a kiedy przybędzie powitają go muzyką na cymbałach i szałamajkach. Tak bywa we Wiedniu przyjmowaną każda wybitna osobistość. Kto robi nieco tajemniczą minę, nie skąpi napiwków, a przytem tu i ówdzie da po nosie natrętowi zbyt ciekawemu, ten ma wszystkich u stóp swoich. Panuje tam pewien rodzaj miłego niechlujstwa, które zezwala na wszystko co zabronione. Kobiety, bez konkurencji, sztuka mięsa u Sachera niezrównana, walec, gdziekolwiek znajdzie się muzykus i skrzypki, elektryzuje. Jestto podróż w krainę baśni, powiadam wyraźnie baśń czysta, senne marzenie. Zaprawdę, tęsknię za tem. Tęsknię za tą słodką atmosferą, pieczonemi kurczętami, sztrudlem ze śmietaną, za mem cichem retiro o meblach z czasów Marji Teresy i za memi drogiemi kobiecinami. Dalejże, otrząśnij się i jedź ze mną.
Krystjan potrząsnął głową:
— To nie dla mnie! — powiedział.
Twarz Crammona zapłonęła oburzeniem, a oczy jego rozbłysły.
— Nie dla ciebie? — zawołał — dobrze! Nie mogę ci dać do dyspozycji haremu sułtańskiego, ani raju proroka. Tedy zostawiam cię własnemu losowi i jadę sobie precz.
Krystjan uśmiechnął się, nie uwierzył bowiem. Ale nazajutrz, wielce wyraźnie zagniewany Crammon pożegnał go i wyjechał.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Jakob Wassermann i tłumacza: Franciszek Mirandola.
  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – zamierzają.