Ewa (Wassermann)/Zanim pęknie srebrna nić/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jakób Wassermann
Tytuł Ewa
Podtytuł „Człowiek złudzeń“: powieść druga
Data wydania 1920
Wydawnictwo Instytut Wydawniczy „Renaissance“
Druk Drukarnia Ludowa w Krakowie
Miejsce wyd. Warszawa — Poznań — Kraków — Lwów — Stanisławów
Tłumacz Franciszek Mirandola
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
20.

W godzinę potem stanęli w osiedlu kmiecia. Drzwi stajni otwarto na ścieżaj. Otaczali je parobcy i dziewki. Siary parobek trzymał wzniesioną wielką latarnię, a wszyscy zaglądali do zagrodzenia. W tem chwiejnem i skąpem świetle miały te twarze wyraz zdziwienia i skupienia modlitewnego. Wewnątrz na mierzwie leżały zwłoki Walpurgi. Policzki jej były różane, nic nie przywodziło na myśl śmierci, a tylko sen spokojny.
Na ławie stała dopalająca się świeca.
Amadeusz utorował sobie drogę przez ciżbę i klęknął u stóp zmarłej. Stary parobek trzymający latarnię, szepnął coś i zaraz pouklękali wszyscy, składając do modlitwy ręce.
Jedna z krów zaryczała, potem rozebrzmiały dzwonki zaniepokojonej trzody. Krystjan widział, jak przez mgłę ciemń stajni, twarz zmarłej, jakby wymalowaną, oblane żółtem światłem głowy klęczących o płaskich czołach i zaciśniętych wargach.
Zatrzymał się w ciemnem podwórzu. W chwili, gdy Amadeusz zbliżył się doń, nadszedł cieśla wiejski, by wziąć miarę na trumnę. Ruszyli w milczeniu z powrotem.
Krystjan przystanął nagle u drogowskazu, objął ramionami słup i zadarłszy głowę jął z napięciem obserwować płynące chmury nocne. Usłyszał słowa Amadeusza:
— Czyżby to było możliwe? Czyż podobna?
Zwrócił ku niemu twarz.
— Krystjanie Wahnschaffe! — powiedział Amadeusz bezdźwięcznie, głucho. — Towarzystwo pańskie dziwny wpływ na mnie wywiera! — potem mruknął znowu do siebie: — Czyżby to było możliwe? Czyż rzecz ta, niesłychana ziścić się może?
Krystjan nie rzekł słowa i poszli dalej.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Jakob Wassermann i tłumacza: Franciszek Mirandola.