Ewa (Wassermann)/Zanim pęknie srebrna nić/14

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jakób Wassermann
Tytuł Ewa
Podtytuł „Człowiek złudzeń“: powieść druga
Data wydania 1920
Wydawnictwo Instytut Wydawniczy „Renaissance“
Druk Drukarnia Ludowa w Krakowie
Miejsce wyd. Warszawa — Poznań — Kraków — Lwów — Stanisławów
Tłumacz Franciszek Mirandola
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
14.

Krystjan i Amadeusz spotkali się niespodzianie na grzbiecie wzgórza ponad wsią.
— Przez cały tydzień czekałem na pana! — rzekł Voss.
— Miałem zamiar przyjść dziś właśnie! — odparł.— Może pójdziemy razem.
Amadeusz zawrócił i poszedł z Krystjanem. Dotarli do szczytu i ruszyli w stronę lasu. Kroczyli obok siebie w milczeniu. Słońce świeciło poprzez gałęzie, nastała odwilż, resztki śniegu leżały na zeschłych liściach, ślizko było pod nogami, a gościńcem spływała woda w głębokich koleinach. Gdy wyszli z lasu, spostrzegli, że słońce zachodzi, nieboskłon był zielono różowy, a w pobliżu domów Heftrichu zaszedł ich mrok. Przez cały czas nic zamienili ze sobą słowa. Z początku nie mógł Voss dotrzymywać kroku Krystjanowi. Mając krótsze nogi, musiał od czasu do czasu drepcić spiesznie, potem jednak ustalił się rytm, przypominający brzmienie słów rozmowy.
— Jestem głodny! — rzekł w końcu Amadeusz. — Tam widzę gospodę, wejdźmy.
Weszli do izby, która była pusta i siedli za stołem, w pobliżu pieca, gdyż na dworze oziębiło się znowu. Służąca zaświeciła lampę i przyniosła to co zamówili. Krystjana ogarnął strach, płoszący nawet ciekawość. — Cóż się teraz stanie? — myślał i patrzył z uwagą na Amadeusza.
— Niedawno czytałem w starej książce budującą opowieść! — zaczął Voss, wykluwając sobie zapałką zęby, co wprawiło Krystjana w nerwowe drżenie. — Oto pewien król zauważył, że w państwie jego coraz to bardziej pogarszają się ludzie i stosunki. Spytał czterech filozofów o powód. Po naradzie, udali się filozofowie do czterech bram miasta i każdy wypisał na swej bramie przyczynę zła. Pierwszy oświadczył: — Siła tutaj rządzi i dlatego kraj nie posiada praw, dzień jest nocą i dlatego niema w kraju dróg, walka staje się ucieczką i dlatego honor w tym kraju nie istnieje.
Drugi napisał: — Jedno równa się dwom i dlatego niema w kraju prawdy, przyjaciel jest wrogiem i dlatego brak w kraju wierności, złe jest dobrem i dlatego niema w kraju nabożności.
Trzeci napisał: — Ślimak chce być orłem, a złodzieje dzierżą władzę.
Czwarty wreszcie napisał: — Wola jest waszym doradcą, ale źle radzi. Obłudnik feruje wyrok i dlatego rządy są złe. Bóg zmarł i dlatego kraj roi się od grzechów.
Rzucił zapałkę i wsparł głowę na dłoni.
— W tejsamej książce znajduje się druga jeszcze opowieść! — ciągnął dalej. — Może pan wyczuje związek. Pośrodku Rzymu rozwarła się pewnego dnia ziemia i ujrzano przepastną otchłań. Zapylani o sprawę bogowie orzekli, że przepaść zawrze się zaraz gdy ktoś w nią skoczy dobrowolnie. Nikt nie miał ochoty, lecz w końcu znalazł się pewien młodzieniec, który przyrzekł skoczyć w przepaść dobrowolnie i radośnie, pod warunkiem, że wpierw przez cały rok będzie mu wolno żyć wedle upodobania. Postanowiono zaraz, że mu będzie dozwolone wszystko co zechce, on zaś korzystał z pełną swobodą i wedle zachceń z majątku i kobiet współobywateli. Oni, wyczekiwali z utęsknieniem chwili, w której go się pozbędą. Gdy minął rok, młodzieniec przyjechał istotnie na szlachetnym rumaku i skoczył w otchłań, która się za nim zaraz zawarła.
Krystjan wzruszył ramionami.
— Cóż to ma znaczyć? — spylał niechętnie. — Czyż chcesz mnie pan karmić staremi opowieściami? Nie rozumiem tego wcale.
— Jest pan ciężki w myśleniu! — zauważył Voss i zaśmiał się do siebie. — Duch tępy. Czyż nie miałeś pan ochoty skryć się w parabolę? Jest to kojący lek, wszakże.
— Nie wiem co pan masz na myśli! — powiedział Krystjan, a Amadeusz zaśmiał się znowu zcicha.
— Chodźmy! — oświadczył Krystjan, wstając.
— Dobrze, chodźmy! — zgodził się Voss, robiąc złośliwą minę.
Wyszli.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Jakob Wassermann i tłumacza: Franciszek Mirandola.