Ewa (Wassermann)/Nocne rozmowy/4

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jakób Wassermann
Tytuł Ewa
Podtytuł „Człowiek złudzeń“: powieść druga
Data wydania 1920
Wydawnictwo Instytut Wydawniczy „Renaissance“
Druk Drukarnia Ludowa w Krakowie
Miejsce wyd. Warszawa — Poznań — Kraków — Lwów — Stanisławów
Tłumacz Franciszek Mirandola
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
4.

Z pośród nurtujących tajnego radcę myśli i podświadomych procesów duchowych, wyłoniło się po kilku dniach w jego mózgu wspomnienie pewnego zajścia w Aix-les-Bairis. Krystjan miał wówczas czternaście lat.
Albrecht Wahnschaffe spotkał tam markizę Berlotti, bardzo inteligentną damę, ongiś śpiewaczkę, która na starość zbrzydła straszliwie. Pewnego dnia, na promenadzie, markiza zachwycona urodą Krystjana zaprosiła do siebie ojca i syna. Krystjan pobladł, przerażony brzydotą tej kobiety i oświadczył chłodno, a stanowczo, że nie pójdzie i nie ustąpił, mimo wszelkich rozkazów, perswazji, ni próśb. Wówczas wpadł Albrecht w szał. Zdarzało mu się to raz na kilka lat, ale w takim razie był zupełnie nieprzytomny, zaś po ataku chorował ciężko.
Przyskoczył do syna i wymierzył mu straszny cios laską. Drugi raz nie uderzył już, spojrzawszy mu w twarz. Zamieniła się w lód, w lód płonący, dostojną, śmiertelną wzgardę, o którą gniew strzaskał się, jak szkło o granit.
Przerażony, pełen wstydu, ojciec, przekonał się, że tego chłopca zmusić do niczego, żadnym sposobem nie można.
Zdarzenie to wróciło mu teraz właśnie na pamięć i dlatego zrezygnował raz na zawsze z użycia przemocy.
Przed paru miesiącami napisał doń, prosząc by przyjechał, wyjaśnił sprawę i wyzwolił rodzinę z beznadziejnej niepewności, zwłaszcza matkę, która cierpi bez winy. Na to odpisał Krystjan lakonicznie, że przybycie jego nie miałoby celu, niczego wyjaśnić nie może, rodzina nie ma żadnej podstawy do jakichkolwiek obaw, jest w najlepszym nastroju i prosi tylko, by go zostawić własnym losom.
Jakiż sens miało atoli to co czynił? Gdzie klucz zagadki? Czyżby w stuleciu panowania wszechwładnej wiedzy zajść mogła laka mistyczna przemiana osobowości?
Wyobrażał sobie, jak Krystjan kroczy wieczór długiemi nieskończenie ulicami, zachodzi do najmarniejszych garkuchni, wyobraził sobie jego konwencjonalnie uprzejmą minę, dumnie, chłodno, patrzące oczy, białe, silne zęby... a wszystko to razem napawało strachem. Cóżby uczynił, spotkawszy go?
Atoli może właśnie trzeba było doń jechać? Może ponura ta wizja wywołaną została tylko przez oddalenie, a zetknięcie nastręcza łatwe i proste rozwikłanie?
Myśl ta wgryzła mu się w mózg, wypływała raz po raz, dręcząc niesłychanie w snach, podczas bezsennych nocy, wśród rozgwaru interesów, w rozmowach z ludźmi wszędzie, o każdym czasie, przez całe tygodnie i miesiące.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Jakob Wassermann i tłumacza: Franciszek Mirandola.