Ewa (Wassermann)/Karen Engelschall/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jakób Wassermann
Tytuł Ewa
Podtytuł „Człowiek złudzeń“: powieść druga
Data wydania 1920
Wydawnictwo Instytut Wydawniczy „Renaissance“
Druk Drukarnia Ludowa w Krakowie
Miejsce wyd. Warszawa — Poznań — Kraków — Lwów — Stanisławów
Tłumacz Franciszek Mirandola
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
21.

Krystjan wrócił do hotelu i zdumiał się wielce, ujrzawszy w blasku zaświeconej lampy elektrycznej, siedzącą przy stole Joannę.
Przysłoniła dłonią oczy, a on zatrzymał się przy drzwiach, marszcząc czoło. Bladość niezmierna jej twarzy nastroiła go jednak zaraz serdecznie.
— Muszę jechać — szepnęła. — Dostałam telegram. Muszę zaraz wracać do Wiednia.
— I ja także wyjeżdżam — odparł Krystjan.
Milczeli przez chwilę, potem rzekła Joanna:
— Czy cię jeszcze kiedy zobaczę? Czy mogę? Czy pozwolisz?
Te pokorne zapylania świadczyły o wewnętrznej rozterce. Uśmiechnęła się z rezygnacją.
— Będę w Berlinie! — odparł. — Sam jeszcze nie wiem gdzie. Ale zwróć się do Crammona. Łatwo go odnaleźć, a krewne odsyłają mu listy, do Wiednia adresowane.
— Jeślibyś pozwolił, mogę przyjechać do Berlina, — powiedziała z taką samą rezygnacją — mam tam krewnych. Ale myślę, że nie zechcesz! — znowu nastała pauza, a łagodne jej oczy błądziły po pokoju. — Czyż to ma być koniec? — wstrzymała oddech napięta w oczekiwaniu, niby cięciwa łuku.
Krystjan podszedł do stołu oparł palec o płytę, spuścił głowę i rzeki, powoli wymawiając poszczególne wyrazy:
— Nie wymagaj teraz odemnie decyzji, gdyż jest to niemożliwe. Ranić cię nie chcę, nie chcę powtarzać tego co już tyle razy zaszło w życiu mojem. Jeśli poczujesz ochotę, przyjedź nie zważając na mnie. Nie sądź tylko, że cię zamierzam opuścić. Ale nastał czas krytyczny. Więcej ci powiedzieć nie mogę.
Brzmiało to dla Joanny zgoła beznadziejnie, a jednak wyczuła coś, co podziałało kojąco na jej ból osobisty. Właściwym sobie, śmigłym gestem wyciągnęła do Krystjana rękę, przybrała sztywną pozycję salonową i uśmiechnięta zlekka powiedziała:
— A więc... może... do widzenia.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Jakob Wassermann i tłumacza: Franciszek Mirandola.