Ewa (Wassermann)/Bose nogi/3

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jakób Wassermann
Tytuł Ewa
Podtytuł „Człowiek złudzeń“: powieść druga
Data wydania 1920
Wydawnictwo Instytut Wydawniczy „Renaissance“
Druk Drukarnia Ludowa w Krakowie
Miejsce wyd. Warszawa — Poznań — Kraków — Lwów — Stanisławów
Tłumacz Franciszek Mirandola
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
3.

Krystjan dumał w jaki sposób ma zaopatrzyć w pieniądze Vossa, nie upokarzając go. Wobec postanowienia jazdy razem, musiał się przecież wyekwipować, a nie miał nic, prócz tego co na sobie.
Amadeusz wiedział o tem. Dzieliła ich przepaść społeczna, w którą patrzyli obaj z przeciwległych brzegów.
Amadeusz urągał w głębi serca słabości Krystjana i kochał go jednocześnie, uczuciem służalczem, tajonem, bo od dzieciństwa dep tanem i obrażanem. Dreszcz go przejmował na myśl, że zostanie sam w leśniczówce rozczarowany, konając, z wizją ponętnych obrazów w duszy. Cóż on uczyni, jak przezwycięży tę trudność? Dumał nad tem i obserwował Krystjana nienawistnie.
Czas naglił.
W ostatnie popołudnie, rzekł Krystjan:
— Nudzę się. Zagrajmy w karty! — wyjął z szuflady talję kart francuskich.
— Nie tknąłem w życiu kart! — zauważył Amadeusz.
— To nic! — rzekł Krystjan. — Wystarczy rozróżnić czarne i czerwone. Ja trzymam bank. Postaw pan na kolor. Jeśli pan postawisz na czerwone, a ja wyrzucę czerwone, wygrałeś pan. No, ileż pan stawiasz? Zacznijmy od talara.
— Zgoda! Oto talar! — przystał Amadeusz, kładąc pieniądz na stole, a Krystjan potasował i przełożył karty.
Amadeusz wygrał.
— Postaw pan teraz dwa talary.
Wygrał znowu dwa. Stawiał dalej, przegrał parę razy, ale ostatecznie doszedł do trzydziestu.
— Weź pan teraz bank! — zaproponował Krystjan, rad wielce, że udał się podstęp jego.
Postawił dziesięć talarów i przegrał, stawiał dalej piętnaście, dwadzieścia, trzydzieści i przegrywał ciągle. Stawiał potem sto, dwieście, pięćset i wyżej, nieustannie przegrywając.
Policzki Amadeusza to czerwieniały, to bladły, a ręce mu drżały i szczękał zębami. Czuł ogromny strach przed zmianą szczęścia, nie był jednak w stanie wyrzec słowa, kładącego tamę grze. Banknoty gromadziły się przed nim. W ciągu pół godziny wygrał przeszło cztery tysiące marek.
Krystjan poznaczył uprzednio karty w sposób niewidoczny dla niedoświadczonego. Wiedział z góry jaki kolor rzuci Amadeusz, a co dziwniejsze, że chociaż czasem zapomniał spojrzeć na znak, Amadeusz wygrywał ciągle.
Krystjan wstał.
— Musimy się spieszyć! — zauważył. — Trzeba, byś się pan wyekwipował do drogi.
Voss był oszołomiony niespodzianym zwrotem w życiu jego, jaki nastąpił w tak krótkim czasie. W głębi duszy tlało wprawdzie podejrzenie, ale nie zważał na nie teraz już i poddał się bezmiernym marzeniom.
Dojechali autem do Wiesbadenu i tam zakupił Amadeusz, z pomocą Krystjana ubrania, bieliznę, płaszcze, trzewiki, kapelusze, rękawiczki, krawatki, różne przybory toaletowe i wielki kufer.
O dziewiątej wieczór siedzieli w wagonie sypialnym.
— Kimże jestem właściwie teraz? — zapytał Amadeusz Voss. — Co wyobrażam? — dodał, rzucając wokół spojrzenie zaciekawione i srogie zarazem, a z czoła odgarnął płowe włosy. — Krystjanie Wahnschaffe, daj mi pan jakiś urząd, tytuł, bym wiedział kim jestem.
Krystjan objął go spokojnem spojrzeniem.
— I pocóż miałbyś pan być dziś kimś innym, niż wczoraj? — odparł zdziwiony.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Jakob Wassermann i tłumacza: Franciszek Mirandola.