Erotyki (Zbierzchowski)/Scherzo wiosenne

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Henryk Zbierzchowski
Tytuł Scherzo wiosenne
Pochodzenie Na łuku tęsknoty
Data wydania 1923
Wydawnictwo Spółka Nakładowa „Odrodzenie“
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


SCHERZO WIOSENNE.

I.

POETA.

W łąki idziemy,
W kwitnące sady,
W mej dłoni twoja dłoń.
Ze szczęścia blady,
Ze wzruszeń niemy
Patrzę w twych oczu toń.
Szeleści przed nami łan,
Jak srebrne morze.
Mój Boże!
Taki się czuję pan,
Takie sny cudne roję.
Spojrzyj! wszystko to moje:
To szeleszczące zboże,
Te wody przeczystej zdroje,
Ta łąka, tych kwiatów woń,
I drzewa szumiące w borze.
Wszystko to mojem jest!
Znaj mój królewski gest:
Zanim się w sercu przesili
Czar tej jedynej chwili

Poznaj, że jestem pan,.[1]
Władca, co wszystko może,
Hojniejszy niźli król,
Bogatszy nad mocarze:
Oto ci daję w darze
Ten szeleszczący łan,
Te drzewa szumiące w borze,
Te kwiaty wiosennych pól,
Te chmury, te srebrne zdroje.
Wszystko, wszystko co moje
I co nie moje.

II.

CHMURKA WIOSENNA

Wiosenna na niebie chmurka,
Ciągle swe kształty zmienia:
To stroi się w białe piórka
Jak w przestwór lecący ptak,
To kształty dostaje cienia
I daje jakiś znak,
Srogi nakaz milczenia,
Lub przeobraża się w kwiat,
W ogromny bukiet mimozy,
Wszystkie te metarmofozy
Śledzę z mych okien rad,
Bo srebrna chmurka na niebie,
Przypomina mi ciebie!
Lecz skoro wiatru, tchnienie,
Niby drapieżne sępy

Rozedrze chmurkę na strzępy,
Kończy się me marzenie,
Chmurka się zmierza w zwierzę
Z paszczą co żeru żąda,
Porasta w sierść lub pierze,
Przybiera kształt wielbłąda,
Cielsko swoje wygina,
W długie przeguby węża —
I wtedy mi przypomina
Już tylko... twojego męża.

III.

SZCZĘŚCIE.

Spotkali się w owym dniu,
Między więdnięciem bzu
A rozkwitaniem jaśminu.
 
Spijał z jej ust karminu
Wszystką słodycz miłości,
Piękny jej składał ślub,
W który wierzył niezbicie,
Że miłość ich przetrwa przez życie
I poza grób.
O piękna złudo młodości,
Zrodzona w pięknych słów chrzęście
Pod czarem ustek karminu!
Ty nie wiesz, że ludzkie szczęście

Ma coś z krótkości dnia,
Ma coś z żywota motyla,
Lub przemijania snu
I tylko tak długo trwa,
Jak długo trwa owa chwila
Między więdnięciem bzu,
A rozkwitaniem jaśminu.




Przypisy

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – tylko przecinek.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Henryk Zbierzchowski.