Encyklopedja Kościelna/Człowiek

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Tytuł Encyklopedja Kościelna (tom III)
Redaktor Michał Nowodworski
Data wydania 1874
Druk Czerwiński i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Indeks stron
Człowiek 1) jest rozumną, wolną, cielesną istotą, czyli wyraźniej mówiąc i oznaczając zarazem źródło, z którego bezpośrednio pochodzi rozumność, wolność i życie człowieka, jest on jednością duchowej duszy i ciała. Ta jakościowa istotna różnica człowieka, z jednej strony od Boga, Ducha Najwyższego i Niestworzonego, a z drugiej, od natury, jest nauką Kościoła (Conc. later. IV c. i. Deus condidit creaturam spiritualem et corporalem angelicam videlicet et mundanam, ac deinde humanam, quasi communem, ex spiritu et corpore constitutam; Gen. 1, 26. 2, 7. 2 Cor. 5, 1. 4. Rom., 7, 22), a zarazem nauką filozofji ścisłej, na pilném badaniu rzeczywistości opartej (ob. Dusza). Takiém pojęciem człowieka usuwamy zarówno błąd panteistyczny, podający człowieka za najdoskonalszy wytwór natury, a Boga za powszechny tylko byt i życie wszystkiego, co istnieje, jak i dobijające się dziś o panowanie teorje materjalistowskie, zaprzeczające duchowości drugiej składowej części naszej istoty. Ale jakkolwiek człowiek różnym jest od Boga i natury, wszelako nie jest oddzielony ani od Boga, ani od natury, lecz w ścisłym z niemi zostaje związku zależności. Samodzielném, w bezwzględném znaczeniu, jest tylko życie Boże; życie ludzkie, pomimo wolności woli (ob.), jest zależne. Ze strony ciała należy człowiek do natury i podlega jej prawom, z drugiej znów duchem, stworzonym na obraz i podobieństwo Boże, dąży do Boga, najwyższego wzoru swego. Ztąd słusznie człowiek nazwany małym światem (mikrokosmos). Ponieważ dusza i ciało w ścisłej z sobą zostają jedności, przeto wzajemnie na siebie oddziaływają. Klimat, pożywienie i t. p. warunki fizyczne wywierają niezaprzeczony wpływ na człowieka; przebieg cielesnego rozwijania się człowieka, odpowiednio do różnych faz swoich, pobudza lub tamuje duchowy jego rozwój. Przy normalném wszakże swojém rozwijaniu, duch wyzwala się coraz więcej z pod zewnętrznych wpływów natury i oddziaływania ciała na własne życie; człowiek staje się obojętniejszym na klimat, poskramia najsilniejsze popędy ciała, ale z jego potrzeb zupełnie wyzwolić się nie jest dlań możliwe, dopóki w niém żyje. Stosunek ten wszakże, jaki dziś zachodzi pomiędzy ciałem a duszą, nie jest pierwotny. Jakkolwiek bowiem ciało ludzkie należy do życia natury, a zatém jest z istoty swej doczesne i znikome, wszakże Bóg chciał, aby miało ono udział w nieśmiertelném życiu duszy; i po utwierdzeniu się człowieka w sprawiedliwości, nieśmiertelność miała być stałym darem laski dla ciała (ob. art. Sprawiedliwość pierwotna. Adam). Śmierć ciała jest dopiero skutkiem grzechu, najprzód jako kara, a powtóre jako konieczne następstwo zerwanej przez grzech harmonji, jaką Bóg ustanowił pomiędzy duchem a ciałem. Zniesienie tego następstwa i kary grzechu jest dziełem Odkupienia (ob.). Przez Chrystusa wszyscy zmarli zmartwychpowstaną, tak jak przez grzech Adama wszyscy umierają (ob. Zmartwychwstanie). — 2) O początku rodzaju ludzkiego nauki przyrodnicze nie są w stanie nietylko nic pewnego powiedzieć, ale nawet postawić poważnej naukowej hypotezy; stworzenie bowiem człowieka jest faktem nadnaturalnym. Ci tedy naturaliści, co wręcz przeciwko tej niemożliwości stawiali swoje hypotezy, pomimo chwilowego i cząstkowego powodzenia, zawdzięczanego swej powadze naukowej, ostatecznie okrywali się śmiesznością. Komuby np. chciało się czytać objaśnienia Okena (ap. Reusch ,Biblja i Nat. s. 268), jak ród ludzki wywodzi on przez samorodztwo zmułu morskiego, temu się wydawać będzie, że na wielkiego naturalistę i uczonego niemieckiego napadł obłęd jakiś, pod wpływem którego w flegmatycznej jego naturze rozpaliła się bujna wyobraźnia starożytnego indjanina, rozprawiającego bajki o dziwnych przeobrażeniach Kryszny. Najmniejszej wagi naukowej nie przywiązywanoby również do mizernej hypotezy Darwina, o pochodzeniu i rozwinięciu się człowieka z niższych form organicznych (a bezpośrednio z małpy), gdyby takie początku człowieka objaśnienie nie nadawało się wybornie materjalistom do całości ich systematu. Nie naturaliści, ale materjaliści tę hypotezę wyznają, właściwe tedy odparcie swoje znajduje ona w art. Materjalizm i Dusza. Cf. Reusch, Biblja i Natura. Stworzenie człowieka jest faktem historycznym, poprzedzającym dzieje ludzkie, i dla tego historycznemi świadectwami stwierdzić się nie daje; ani więc historja, ani nauki przyrodnicze nie mogą dać swego opowiadania o początku człowieka; wiadomość tę dać mogło i daje jedynie Objawienie (Gen. 1, 26. 2, 7). Naszą zaś tu rzeczą jest tylko przeciwko zarzutom przeciwników wskazać możliwość tego, co mówi Objawienie. Możliwości zaś tej zaprzeczyć nie może, kto uznaje Boga, a zatém i twórczą jego potęgę. Biblijne opowiadanie o stworzeniu podaje, że ciało ludzkie uformował Bóg z ziemi, poczém dodaje: „i natchnął w oblicze jego dech żywota i stał się człowiek duszą żyjącą“ (Gen. 2, 7). Powiedziano tu tedy, że ciało ludzkie wzięte jest z ziemi, z poprzednio już będącego materjału, a zatém co do substancji swojej nie jest nowém stworzeniem, a nowém jest tylko co do swego ukształtowania i składu. Dusza zaś ożywiająca to ciało jest stworzeniem nowém co do całej swojej istoty. W opowiadaniu tém o początku ciała ludzkiego nie ma oczywiście nic takiego, coby nauce dawało powód do poważnego zarzutu. Ciało składa się z tych samych pierwiastków, jakie znajdujemy w ziemi, odżywianie też ciała i jego wzrost, równie jak jego rozkład, zostają w związku z tém jego pochodzeniem. Ciało nasze odżywia się przyjmowaniem materji roślinnej i zwierzęcej, zwierzęta żyją roślinami, a rośliny ostatecznie pożywienie swoje ciągną z ziemi, z włączeniem wody i powietrza. Objawienie tedy mówi nam tylko, że Bóg wszechmocną swoją, niezwiązany czasem i prawami natury, naraz skupił odpowiednie materjalne pierwiastki w ciało ożywione, nowo stworzonym (per creationem proprie dictam), a tchniętym w nie duchem. Co dalej Pismo ś. mówi o stworzeniu niewiasty z żebra mężczyzny, godzi się przewybornie z jednością rodu ludzkiego. Do materji, wziętej z Adamowego żebra, za wszechmocną wolą Bożą przystąpiły w jednym drgnieniu czasu te wszystkie pierwiastki z natury już stworzonej, jakie do uformowania tego drugiego ciała ludzkiego były potrzebne. Pomiędzy nowém ciałem niewiasty a ciałem mężczyzny pozostało wszakże istotne powinowactwo ciała, tak jak w dzisiejszym biegu natury, w inny sposób podobne zachodzi powinowactwo pomiędzy ciałem dziecka a ciałem jego rodziców, choć do jego wzrostu przystąpić musi, w pokarmie i oddychaniu, materjał zewnętrzny. Niektórzy (jak Mirvart w Anglji, A. Tyszyński u nas) biorąc więcej na serjo, niż na to zasługuje, darwinowską hypotozę przeobrażeń, przypuszczają, iż, bez uszczerbku pojęcia stworzenia, można się godzić na przypuszczenie, że ciało człowieka rozwinęło się z niższych form zwierzęcych, skoro tylko przyznamy, że tak powstałemu ciału daną była misternie dusza stworzona przez Boga. Ale pomijając już gwałt zadany tém przypuszczeniem tekstowi wyraźnemu Pisma ś. (Gen. 2, 7. Tob. 8, 8), gdzie mowa jest o stworzeniu ciała ludzkiego z mułu, z ziemi, nie ze zwierzęcia, walczy pko niemu: 1° niezmienność gatunków zwierzęcych, przez uczonych naturalistów zwycięzko pko darwinistom wykazana (ob. Reusch, op. c. r. 24. 25); a nadto, co ważniejsza, 2° psychologiczna niewzruszona prawda, że dusza jest istotną formą ciała. Gdyby ciało ludzkie rozwinęło się samo ze zwierzęcia jakiego, tedy miałoby swoją wyłączną naturę i bez duszy byłoby tém, czém jest obecnie, a istnienie w niém duszy rozumiećby należało w grubém znaczeniu, jako jej gościnne w niém przemieszkiwanie. Pośrednicy tedy owi między darwinizmem a Biblją, chcąc być konsekwentni, muszą przyznać wraz z ciałem rozwijanie się duchowych władz ludzkich, z instynktu i popędów zwierzęcych, i tym sposobem dojść do stanowiska materjalistowskiego, przeciwko któremu walczą. — 3) Całe stworzenie było oddane pierwszemu człowiekowi do użycia (Gen. 1, 29. 30), a zatém i poddane mu, a panowanie jego nad niém i w tém się już pokazuje, że dał on wszystkim stworzeniom nazwy (Gen. 2, 19. 20), przez co zarazem objawiła się duchowa jego wielkość, jako podstawa jego panowania (cf. Ps. 8). Bóg wszystko stworzył dla siebie, ponieważ stworzenie jest przedewszystkiém objawem jego wielkości; stworzył zaś wszystko dla człowieka w tém znaczeniu, że wszystko ma być człowiekowi środkiem do osiągnięcia celu (szczęścia), do jakiego on przeznaczony. — 4) Rozmnażanie się ludzi, a zatém utrzymanie się rodzaju, odbywa się w ten sposób, że Bóg do cielesnego rodzenia się przywiązuje powstanie duszy nieśmiertelnej. Pierwsza część tej nauki wynika z cielesnej natury człowieka i jest wyraźnie przez Boga stwierdzoną (Gen. 1, 28. 2, 18. 23. 24. 3, 16. 4, 1. 8, 17). Co się zaś tyczy powstawania duszy, ob. art. Dusza; cf. Generacjanizm. — 5) Grzech pierworodny (ob.) pierwszych rodziców sprowadził grzech i śmierć, ze wszystkiemi im towarzyszącemi klęskami, na cały rodzaj ludzki; we wszystkich bowiem swych członkach rodzaj ludzi stanowi całość organiczną, i dla tego stanowczy taki czyn pierwszych rodziców, stanowczo wpłynąć musiał na dzieje ich rodu całego, Ale jakkolwiek upadłą jest cała ludzkość przez cielesnego swego ojca (Adama), wszelako może się podnieść z grzechu i jego następstw przez duchowego swego Ojca (Chrystusa), uczestnicząc w owocach dokonanego przezeń Odkupienia. — 6) Przeznaczeniem człowieka jest uwielbienie Boga(Ps. 8, 135, 136, 138, 146, 147—150), a ze względu na siebie, świętość i sprawiedliwość (ob.); świętość i sprawiedliwość jest dla człowieka punktem wyjścia i celem całego jego rozwinięcia duchowego. W początku dziejów ludzkości świętość ta była daną bezpośrednio, następnie zaś zdobywaną być winna przy pomocy łaski. Obowiązkiem tedy człowieka jest dążyć do połączenia przez miłość woli swojej z wolą Bożą; takie bowiem tylko połączenie stanowi jego świętość i decyduje o przyszłém połączeniu z Bogiem w niebieskiej miłości. Miłość Boga na ziemi, jako chętne do ofiary i krzyża posłuszeństwo, idzie częstokroć bolesną drogą cierpienia; nadzieja w obietnice Boże jest jej zachętą i orzeźwieniem. Ale droga ta prowadzi do pewnego szczęścia w niebie. Miłość, jako posłuszeństwo na ziemi, prowadzi do miłości, jako szczęścia w niebie. W świętej harmonji z wolą Boga na ziemi, człowiek cnotliwy, w wiekuistej zgodności z Bogiem, używać będzie w niebie całego bogactwa potęgi Bożej, gdzie ta służyć będzie tylko ku jego uszczęśliwieniu. Jeżeli zaś człowiek przeciwi się na ziemi Bogu i jego panowaniu, może wprawdzie aż do chwili zdania rachuby tak się zachowywać, jak gdyby wcale nie było Boga, ale w chwili sądu okaże się nad nim cała pełność panowania Bożego. Nieszczęście jego wówczas będzie musiało być świadectwem wielkości Tego, przeciwko któremu on występować się ośmielił. Ostateczny tedy cel Boży będzie zawsze osiągnięty, i ci ludzie, co pko woli Bożej działają, do objawienia wielkości Bożej w ten sposób się przyczyniać muszą, że w karze, jaka na nich spada, okazuje się sprawiedliwość Boża. O społeczném stanowisku człowieka ob. art. Społeczeństwo. Małżeństwo. Kościół. N.