Emisarjusz/XXII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Emisarjusz
Wydawca Biblioteka Domu Polskiego
Data wydania 1925
Druk Drukarnia P. K. O.
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron



∗             ∗

Przez uwięzienie głównego winowajcy los innych aresztowanych mógł się nieco polepszyć, schodzili oni do innej kategorji obwinionych. Szczególniej podsędek, skutkiem umiejętnych córki zabiegów, wyzdrowiawszy nieco otrzymał obietnicę drogo znowu opłaconą, że może został uwolnionym czasowo na porękę, z warunkiem stawienia się do komisji na jej zażądanie. Zwlekano jednak urzędowe rozwiązanie z dnia na dzień, a jeśli kto, to panna Celina wcale się o zatrzymanie w miasteczku nie gniewała podobno.
Ciotka dziwiła się niezmiernie zmianie jej humoru i gorliwości nadzwyczajnej w nabożeństwie, jakiej jeszcze nigdy w siostrzenicy nie widziała. Nieustannie wychodziła na msze, na nieszpory, na medytacje, różańce, to do katedry, to do klasztorów, a ciotka jakkolwiek towarzyszyć jej rada, rzadko kiedy mogła pójść z nią razem... zawsze się tak dziwnie składało. Nie brała nawet z sobą sługi, ale w małem miasteczku nie raziło to nikogo. Widywano ją najczęściej w towarzystwie jednej z sióstr Miłosierdzia, podżytej już matki Wincentyny.
Niektóre zmiany zaszły w tym czasie pomiędzy urzędnikami... Pułkownik Szuwała mianowany generałem, przeniesiony na grado-naczelnika do Wołogdy... a biedny poczciwy Atamaneńko wzdychając bardzo zwijał szczupłe tłumoczki i wywoził się na lekarza przy szpitalu wojennym w Kowlu.
Obu im z różnych przyczyn nie bardzo chciało się opuszczać miejsca, do których byli nawykli, ale człowiek w służbie jest niewolnikiem. Szuwała wybierał się powoli, z poufalszymi w rozmowie dając do zrozumienia, że był dosyć niezadowolonym z tego awansu, i że się czego innego spodziewać miał prawo. Wołogda wydawała mu się po trochę wygnaniem, przy tem w głębi Rosji już tak bezkarnie dokazywać nie można, jak w tych zawojowanych prowincjach... hors la loi.
Chory tymczasem coraz się miał lepiej, co tydzień wysyłano przez trzech lekarzów podpisywany raport do Kijowa, i za miesiąc obiecywano go wreszcie oddać w ręce komisji, dokarmionego na męczeństwo.
Rabczyński i Załowicki z powodu, iż śledztwo właściwe dotąd się jeszcze nierozpoczęło, mieli pozwolenie pozostania w turmie miejscowej, ale razem z głównym winowajcą przewieźć ich później nakazano do Kijowa. Załowicki okuty był w kajdany i strzeżony jak najściślej.
Tymczasem i sztab-doktór odjechał, a dozór nad Pawłem powierzony został władzy wojskowo-policyjnej — lekarze miejscowi doglądali rekonwalescenta.
Na pozór tedy wszystko się tak składało, że zgotowanego mu losu nieszczęśliwy uniknąć nie mógł. Boleli nad tem wszyscy, bo ktokolwiek się doń zbliżył, odchodził ujęty energją rzymską jego charakteru i dziwnym umysłu spokojem. Żołnierze na straży, którym los jego nie był tajemnicą, zdumiewali się słysząc go śpiewającego czasem wieczorami tęskną piosenkę jaką.
Po wyjeździe Atamaneńki już panna Celina wiadomości o nim nawet żadnej mieć nie mogła. Ale i ona dziwnie się zdawała uspokojoną. Czy to czas wszechmocny zbyt żywe uczucie złagodził, czy w serce jakaś niepojęta dla drugich wstąpiła nadzieja?!
Już wśród zimy, podsędek Jagłowski za wielkiemi protekcjami otrzymał nareszcie ów chwilowy urlop do domu, i nie tracąc ani godziny, zabrawszy córkę natychmiast wyruszył do Radziszewa. Panna Celina ostatni dzień cały niemal spędziła w kościołach i spłakana opuściła miasteczko... zdala jeszcze błogosławiąc je krzyżem świętym. Pobyt w niem na całe życie miał dla niej zostać pamiętnym.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.