Elegja (Pada deszcz...)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stefan Napierski
Tytuł Elegja
Pochodzenie Elegje
Wydawca Księgarnia F. Hoesicka
Data wydania 1937
Druk B-cia Drapczyńscy
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
ELEGJA

Pada deszcz. — Znów owisła krągło obietnica.
Jak w kropli pojedyńczej więziona źrenica.
Nęci, aby zielonem upoić się winem;
Już kryształ wody wzrasta w zastygłą roślinę,
Zlęknioną przestrzeń zwiera w powierzchnię owalną.
By trwać kulą cieknącą i niedotykalną.
Tam liść podługowaty brzękiem w strunach jęczy.
Pnie się białym wiolinem, jak łodyga tęczy.
Sinym gromem pochmurne lodozwały ciosa.
Strugi blasków rozlewa płaczka długowłosa.
By piorunem wdół runąć, na przestworzu płatki
Gubiąc: strzały przelotnej grot i warkot gładki.
Tedy znów się ucisza. Niech spokojne drzewa
Patrzą, jak rośnie ku nim szczeblami ulewa.
Drabina srebra! Stopnie zastygłe hałasu,
Konary cieczy, grota, szmerna koncha lasu.
Mokry otwór warg, tryton, który gardło płócze
Szumami śpiewu, hymnem, smaganym przez tucze.
Bulgotem niebosiężnym.
Nad czeluść lejącą
Pochyl się twarzą jasną i jasnowidzącą,
Zwiśnij nad czarną blachą, rozelśnioną kratą:
Jaki świat... Pomyśl o nich: ile tam jest kwiatów.
Dyszących samotnością, olbrzymiem sklepieniem.
Grząską glebę pijących z łagodnem cierpieniem.
Ach! tulipany, których serca nic nie zmienia.
To jak mogiła ziemi. Dotknij się sklepienia.
Rozetrzyj w nozdrzach krzewy, listeczki wybladłe.
Uśmierć muśnięciem pędy, na zawsze przepadłe.
Oczy płasko płynące, źrenice drążone,
Połóż na widnokręgów brzegi wyszczerbione.
I jak posąg żałosny ułóż się na wodzie.

Wytchnąć od grozy niebios w pachnącym ogrodzie,
Zapomnieć!
Nie patrz w gwiazdy pustsze od uśmiechu.
Gdzie jaskółki kołują stromo jak pod strzechą.
A wiatr, cierpliwy zbójca, dmąc w przestwór wysoki,
Gna gołębie, szumiące skrzydłem, jak obłoki.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stefan Marek Eiger.