Elegiczne zakończenie tego ustępu

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Władysław Tarnowski
Owidiusz
Tytuł Elegiczne zakończenie tego ustępu
Pochodzenie Poezye Studenta Tom I
Data wydania 1863
Wydawnictwo F. A. Brockhaus
Miejsce wyd. Lipsk
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom I
Pobierz jako: Pobierz Cały tom I jako ePub Pobierz Cały tom I jako PDF Pobierz Cały tom I jako MOBI
Indeks stron
ELEGICZNE ZAKOŃCZENIE TEGO USTĘPU.


Cóż to za kamień uświęcony leży,
Obsadzon czterma w koło topolami?
Z których się każda żali listeczkami —
W szmeru tajemny dreszcz z nad fal wybrzeży?
Głaz ten co wieczór roszą łez perłami —
I tam falami sinego jeziora
Czy to się łódka wolnem żaglem sunie,
Czy mgła tumanem ku brzegom się snuje?
O nie! to łabędź z rana do wieczora
Od dnia do nocy przez fale żegluje!
Lecz czemuż płynąc, nigdy skrzydły swemi
Dumnie po śnieżnej nie uderzy fali?
Nie wyda głosu, ni pióry białemi
Nigdy nie wstrząśnie, nie spojrzy wesoło
I żywszym ogniem powiek nie rozpali? —
Lecz smutnie piersią prując modre fale,
Płynie milczący? a wody w około
Ledwie poruszą modrych fal kołyski.
Łabędź już brzega zielonego blizki,
Znowu odpływa, przypływa, odpływa
I tonąc pieśnią w błękitnym krzysztale,
Wiecznie żegluje, nigdy nie spoczywa. —
Ale posłuchaj — ledwo zmrok wieczora
Dopadnie ziemię i ludzi oddali,
I ledwie Luna z nad urwisk jeziora
Przejrzy twarz bladą w zwierciadlanej fali
Obacz jak łzami kora drzew opływa,
Jak w wietrze jakiś głos tajemny śpiewa,
Jak każda z topól boleśnie się żali,

Jak mgława rosa spada łez kroplami,
Z liści drgających skargi westchnieniami!
I jedna «bracie!» woła głosem drżącym,
Druga złorzeczy piorunom Zeusa
Tamte dwie chórem żałobnie kwilącym
Słowiczym żalem wołają Foebusa,
Jękiem samotną ciszę przerywając,
I warkoczami tęsknie powiewając.
A łabędź? — milczy, smutny tajemniczy —
On już nie strzepnie swobodnemi pióry
Ale posępny, cichy i ponury
Cichy jak pierwsza miłość u dziewicy,
Pewno przy zgonie swoją pieśń wyśpiewa! —
Każda z sióstr łzami grób brata obmywa,
I kiedy Zefir po cichem jeziorze
Z głębi do brzegu tonie fal rozorze,
I wleci, i w objęciu topól kona
Słychać głos cichy, drżący, przerywany,
Głos w dzikie skały w tej chwili porwany,
«Ziemio bądź lekką zwłokom Faetona!»






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie .