Edgar Allan Poe, szkic biograficzny

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Barbara Beaupré
Tytuł Edgar Allan Poe, szkic biograficzny
Pochodzenie Nowelle
Wydawca „Głos Narodu”
Data wydania 1909
Druk Drukarnia „Głosu Narodu”
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera) Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron

Ameryka święcąc w tym roku stulecie Poego, oddaje wreszcie spóźniony hołd największemu ze swych poetów, którego wyjątkowo oryginalny geniusz wycisnął niezatarte piętno na późniejszej twórczości literackiej całego świata. Jakkolwiek urodzony w Ameryce, gdzie z wyjątkiem lat szkolnych spędził całe swoje ciężkie i najeżone przeciwnościami życie, jest przecież Poe o wiele więcej dzieckiem starej angielskiej kultury. Ówczesna Ameryka nie miała żadnych pierwiastków do wytworzenia poety i myśliciela tej miary.
To też Poe powraca do Anglii chętnie, czy to tworząc wizyonerskie swe fantazye, o starożytnych zamczyskach, rozpadających się w gruzy w bladem świetle księżyca, czy wywołując postacie i obrazy nawpół prawie widmowe, w wyrafinowanej swej subtelności. »Ludziom, co w marzenia swe wierzą, za jedyną je rzeczywistość uznając, poświęcam tę książkę«, pisał poeta we wstępie do filozoficznej swej fantazyi, zatytułowanej »Eureka«. Słowa te uważane być mogą za dewizę jego, za hasło, pod którem rozwijała się artystyczna jego twórczość stęskniona za wszystkiem, co wieczne, nieziemskie, nieodgadnione. Lubował się także często Poe w pewnej kategoryi zjawisk niezwykłych, dziwacznych, lub też pełnych straszliwej grozy. Ta właśnie jego skłonność budziła przeciw niemu niechęć t. zw. trzeźwych umysłów, zamykających chętnie oczy na wszystko, coby mogło zamącić błogość ich doczesnego spokoju i wygodę duchowej ich równowagi. Przedewszystkiem jednak i zawsze lubował się talent Poego we wszelkich objawach piękna, strzegąc się jak ognia najlżejszego odcienia trywialności. Sięgał on śmiało do najdalszych krańców świadomości, gdzie doczesne zlewa się z wiecznem, skończone z nieskończonem, możliwe z niepodobnem, a umiał splatać z sobą dziwnie umiejętnie te sprzeczne czynniki, dając im podkład na pozór realny — dzięki rozległej swej, bogatej i gruntownej wiedzy. Po za wszystkiem zaś wieje z utworów Poego nieśmiertelny czar poezyi, pociągający za sztandarem jego całe pokolenia marzycieli, gotowych wraz z nim uznać za jedyną rzeczywistość tajemnicze prawa duchowe, rządzące marzeniem ich i tęsknotą.
Że człowiek taki miał życie wyjątkowo ciężkie, szamocąc się bezradnie wśród codziennych materyalnych trudności, żyjąc wśród społeczeństwa, które go absolutnie nie mogło zrozumieć, że marnie wynagradzany rozpraszał i zużywał twórcze swe siły w uciążliwej pracy zarobkowej, że wreszcie nadzwyczajny jego talent i dumne, cokolwiek dzikie usposobienie duchowego samotnika, wznieciły dokoła niego dużo zawiści i niechęci, to są rzeczy zupełnie zwykłe i powtarzające się w życiu każdego prawie wybitniejszego artysty. Ale Poe padł ofiarą innej jeszcze wyjątkowej niesprawiedliwości. Oto zaraz, bezpośrednio po jego śmierci, historya jego życia zachwaszczoną została taką mnogością fałszywych szczegółów i kłamliwych insynuacyi, że trzeba było kilkudziesięciu lat mozolnych trudów i poszukiwań, aby zbijając pracowicie fakt po fakcie, dać wreszcie obraz życia poety, takiem, jakiem ono było w istocie.
Dziś dzieło to zostało prawie w zupełności dokonane. Ostatnie wydanie utworów Poego, ogłoszone drukiem przez Harrisona w 1902 r. jest chyba najdokładniejszem i najbardziej wyczerpującem, ze wszystkich, jakie się dotąd ukazały. Wydanie to, obejmujące 17 tomów, zawiera prócz utworów poety obszerną jego korespondencyę, a poprzedzone jest najlepszą i najdokładniejszą, jak dotąd, jego biografią. Wątpliwości i niepewności cechujące dotychczasowe życiorysy Poego, zostały tu prawie zupełnie rozjaśnione, z wyjątkiem czasu pomiędzy 1831 a 1833 rokiem, który to okres jego życia pozostanie jak się zdaje i nadal nieznanym. Zachodzi tu okoliczność mająca i dla nas pewne znaczenie. Znanym jest fakt, że Poe, który w swoim czasie chciał za przykładem Byrona wziąść udział w powstaniu greckiem, zamierzał dostać się w 1831 r. do Polski, by walczyć tam w szeregach powstańczych. Biograf jego i zapalony wielbiciel, Ingram, pisze o tem co następuje: »Po gwałtownej sprzeczce, z przybranym swym ojcem, Poe, który nie był zdolny poddać się spokojnie biegowi wypadków, postanowił udać się do Polski i wyładować tam swoją energię, wspierając polskich powstańców w ich walce z Rosyą.
Jak daleko zajechał w tej podróży, niewiadomo; zdaje się jednak, że nie musiał opuścić brzegów Ameryki, bo musiało przecie dojść do jego wiadomości, że dnia 6-go września Warszawa upadła, a z nią ostatnie nadzieje polskich powstańców. Ta krótka wzmianka jest jedyną wiadomością o losach Edgara Poe, pomiędzy 1831 a 1833 r. Wogóle jednak wszyscy jego późniejsi biografowie twierdzą jednozgodnie, że tak podróż do Grecyi jak wyprawa do Polski, nie doszły wcale do skutku. Kto wie przecież czy przyszłość nie przyniesie jakich nowych pod tym względem wiadomości?
Jakże się to stać mogło? aby człowiek żyjący w połowie 19-go wieku, zatem należący do współczesnej nam prawie epoki, aby pisarz tak wybitny i za życia już sławny, mógł być po śmierci, do tego stopnia zapomnianym? Jakim sposobem szczegóły jego życia zostały tak bardzo zaciemnione i pogmatwane, że i dziś jeszcze są w nich momenta niewyjaśnione i niewypełnione luki? Przyczyną tego stanu rzeczy stał się niejaki Rufus Griswold, pierwszy biograf Poego, nizki paszkwilista, którego sam poeta wybrał nieszczęśliwie na wykonawcę ostatniej swej woli.
W czerwcu 1849 r. Edgar Poe jak gdyby w przeczuciu bliskiego zgonu, powierzył człowiekowi temu swoje papiery, prosząc, aby w razie jego śmierci, Griswold zajął się dalszem wydaniem dzieł jego, które właśnie poeta sam był rozpoczął. Smutne przeczucia nie zawiodły Poego, w październiku tegoż roku już nie żył. Zaledwie wiadomość o tem doszła do Griswolda, który jako dziennikarz był kolegą po piórze zmarłego, niegodziwy ten człowiek zniesławił pamięć poety, umieszczając w »Nowojorskiej Trybunie« nekrolog jego, zaczynający się cynicznie od tych słów:
»Umarł Edgar Poe, a mało kto smucić się będzie tą śmiercią, gdyż człowiek ten nie miał przyjaciół«. Dalej następował cały szereg kłamstw i potwarzy, wystawiających zmarłego jako człowieka obdarzonego wprawdzie talentem, ale nie posiadającego żadnej wartości moralnej. Pierwszy ten artykuł, podpisany przybranem nazwiskiem Ludwig, był tylko wstępem do obszerniejszej biografii, którą przewrotny i płytki pamflecista umieścił już całkiem otwarcie na czele wydanych przez siebie dzieł poety. Potwarcza metoda, którą posługiwał się Griswold, była bardzo prosta. Przytaczał on wiele faktów prawdziwych, ale umiał zaopatrywać je odpowiednimi komentarzami i oświetleniem jak najmniej korzystnem dla zmarłego. Nie cofał się zresztą i przed bezwględnym fałszem, byle dopiąć celu i zohydzić pamięć poety. Niecny ten czyn Griswolda wywołał odrazu protesty, jeden z przyjaciół poety nazwał publicznie postąpienie jego nieśmiertelną podłością, a wkrótce potem Baudelaire, subtelny znawca i gorący czciciel poety, wołał w słusznem oburzeniu: »Czyż niema w Ameryce prawa, któreby wzbraniało psom wstępu na cmentarze«.
Mimo to protesty, oszczerstwa rzucone tak obficie na świeżą mogiłę poety, odniosły skutek, stwierdzając raz jeszcze prawdę przysłowia. »Spotwarzajcie, a zawsze coś z tego zostanie«. Oszczerstwa te oplotły na kształt pasorzytnych chwastów pamięć zmarłego, wciskając się jadowitem żądłem w najdrobniejsze szczegóły tak prywatnego jego życia, jak i literackiej działalności i przeinaczając je potwornie. Utworzyła się dokoła postaci jego legenda, przedstawiająca genialnego fantastę, jako dziwną jakąś, wynaturzoną jednostkę, niezdolną przystosować się do najelementarniejszych wymagań społecznych. Po przez mglistą zasłonę niepewnych wiadomości o zdarzeniach, składających się na życie poety, przedstawiał się długo Edgar Poe oczom potomnych jako dziwaczny jakiś Ahaswerus, miotający się nieustannie bez wyraźnie określonego celu, jako człowiek nieokiełzanych namiętności, dopuszczający się wszędzie czynów brutalnych, skutkiem czego nie można go było nigdzie długo tolerować, jako wreszcie nałogowy alkoholik, tworzący w krótkich »momenta lucida« genialne lecz chorobliwe fantazye. Legenda ta utrwaliła się tak dalece, że nawet zwolennicy i czciciele poety uwierzyli w nią, przynajmniej częściowo. Poeta francuski Baudelaire, który jeden z pierwszych w Europie podniósł znaczenie geniusza Poego, a składując mu najwyższy hołd, jaki poeta może oddać poecie, dokonał wspaniałego przekładu jego utworów, które stanowią dziś ozdobę literatury francuskiej: wierzył jednak w insynuacye Griswolda, jakoby Poe był nałogowym pijakiem.
Fakt ten nie zmniejszył bynajmniej uwielbienia, jakie żywił dla wielkiego amerykańskiego twórcy i natchnął go tylko do stworzenia genialnej jego obrony, w której dowodził, że jeżeli Edgar Poe był w istocie takim jakim go przedstawiają, to wina leży wyłącznie po stronie społeczeństwa, wśród którego los go postawił.
»Żałosną tragedyą jest życie tego poety — pisze w przedmowie do ogłoszonych przez siebie przekładów — jakoteż i śmierć jego, bolesne tragedyi tej rozwiązanie, którego trywialność grozę powiększa«. Baudelaire wierzył jeszcze stosownie do upowszechnionej przez Griswolda wersyi, że Poe zapił się na śmierć w jednym z podrzędnych szynków w Baltimore, co było takim samym fałszem jak inne podane przez Griswolda informacye.
Badając odpowiednie dokumenty, pisze dalej Baudelaire, doszedłem do przekonania, że Stany Zjednoczone były dla Edgara Poe jednym wielkim więzieniem. Pewien jestem, że całe jego wewnętrzne życie, jako poety, a nawet jako człowieka, szukającego zapomnienia w alkoholu, było jednym rozpaczliwym wysiłkiem, dążącym do wyzwolenia się z pod wpływu wstrętnej dla siebie atmosfery. Powtarzam raz jeszcze, że ojczyzna Edgara nie stała na równym z nim poziomie. Stany Zjednoczone, to olbrzym dziecinny tchnący zazdrością ku staremu lądowi, to parweniusz historyczny, wierzący naiwnie w wszechpotęgę przemysłu, którą to bronią spodziewa się jak i niektórzy wśród nas, samego szatana pokonać. Czas i pieniądz są tam wszystkiem, a praca około dobrobytu materyalnego, doprowadzona do najwyższej przesady, podniesiona do znaczenia manii narodowej, zostawia ludziom bardzo niewiele czasu na zajmowanie się rzeczami poza ziemskiemi. Poe, człowiek dobrej rasy, oburzał się na amerykańskie upodobania do rzeczy kosztownych i zbytkownych, uważając je za objaw złego smaku. Postęp zaś, ów ideał nowożytny, nazywał zacietrzewieniem ptasich mózgów. Z tego rodzaju przekonaniami musiał on też być dziwnie osamotnionym duchem, wśród tego zakochanego w sobie społeczeństwa, a jego wiara w rzeczy niewzruszone, wieczyste, jego wielki, zdrowy rozsądek, ten, co zdaniem Machiawela, kroczyć powinien przed mędrcem na kształt kolumny ognistej, były to bolesne przywileje, które mu tylko szkodę przyniosły. Dodajmy do tego jego nieomylne, doskonałe przeczucie prawdy, istne w pewnych okolicznościach kalectwo, jego wyrafinowaną wytworność, dla której każda fałszywa nuta istną była torturą, jego niesłychane poczucie smaku, wrażliwe na najlżejsze uchybienie przeciw harmonii, jego zamiłowanie piękna, doprowadzone do rozmiarów chorobliwej prawie namiętności, a pojmiemy łatwo, że dla takiego człowieka musiało się stać życie piekielnem udręczeniem i że nie mógł dobrze skończyć. Dziwić się raczej należy, że potrafił wytrwać tak długo. Namiętne te oskarżenia, jakie rzuca Baudelaire ojczyźnie Edgara Poe, są po części przynajmniej słuszne. Ta sama Ameryka, która umie dziś jeszcze obsypywać złotem pseudo artystyczne popisy różnych efemerycznych gwiazd, pozwoliła największemu ze swych poetów pędzić nędzne życie wśród ciężkiego niedostatku i wśród wyczerpującej gorączkowej pracy, która przyspieszyła prawdopodobnie zgon jego. Sprawiedliwość jednak każe przyznać, że ten sam los spotyka często ludzi wybitnych nietylko w Ameryce.
Natomiast talent poety oceniony został wcześnie w jego ojczyźnie, a co ciekawsze, że sława jego wzięła początek z konkursu. Wyróżnienie dwóch naraz jego utworów, z pomiędzy mnóstwa innych nadesłanych na ów konkurs, przynosi w każdym razie zaszczyt przenikliwości i smakowi literackiemu sędziów. — Nie kwestyonowano też nigdy w Ameryce wartości nieoszacowanego skarbu, jakim był niezwykły artystyczny indywidualizm poety, a tylko uważano za rzecz całkiem naturalną, że skarb ten rozpraszać się musi w codziennej pracy, na szpaltach rozmaitych Magazynów i Przeglądów, przysparzając czasopismom owym ogromne ilości prenumeratorów, a przynosząc bardzo skromne tylko korzyści samemu autorowi. Nawet potwarca Griswold nie śmie odmawiać talentu poecie, jakkolwiek oczywiście stara się umniejszyć i obniżyć jego znaczenie. — Powracając jeszcze do sposobu, w jaki człowiek ten obszedł się ze spuścizną duchową Edgara Poe, zaznaczyć należy, że postąpił z dziełami poety tak samo jak z jego biografią. — Pierwsze wydanie dokonane pod jego kierunkiem, jest okrojone, niekompletne. — Co gorsza, Griswold pozwalał sobie bez skrupułu wyrzucać ustępy a nawet utwory całe, które mu się nie podobały, lub też, które mu były niedogodne. W ten sposób pozbywał się niepochlebnych wzmianek, umieszczonych o nim samym lub też o przyjaciołach jego w krytycznych rozprawach Poego, lub w t. zw. »Margginaliach«, a mając w ręku wszystkie papiery zmarłego, mógł sobie na to pozwalać, niekontrolowany przez nikogo. Oczywiście nie zadał sobie wcale trudu odszukania w czasopismach, których Poe był współpracownikiem, niepodpisanych jego prac, lub też podpisanych pseudonimem, a było ich przecie bardzo wiele. — Zadanie to podjęli dopiero późniejsi biografowie poety, z których celniejsi są Ingram, Stedman, Woodberg, a wreszcie Harrison. Dzięki ich staraniom spuścizna literacka Poego zwiększyła się w dwójnasób prawie.
Edgar Poe urodził się w Bostonie 1809 roku. Rodzina jego znaną była i szanowaną w Ameryce a także złączoną węzłami pokrewieństwa z wielu angielskimi rodzinami. Dziadek poety, Dawid Poe, odznaczył się w czasie wojny o niepodległość, w której walczył jako generał, był on też zaprzyjaźniony z wybitnymi ludźmi owej epoki. Ojciec jego poróżnił się, jak się zdaje, ze swą rodziną z powodu romantycznej swej miłości dla pięknej aktorki angielskiej Elżbiety Arnold, z którą ożenił się, porzuciwszy poprzednio studya prawne.
Oboje małżonkowie umarli młodo, zostawiając troje drobnych sierot. Edgar liczący wtedy jak jedni twierdzą 4, jak drudzy utrzymują 6 lat, był dzieckiem wyjątkowo pięknem i rozwiniętem. Przemysłowiec pewien, nazwiskiem Allan, dawny przyjaciel rodziny, człowiek bezdzietny i bardzo zamożny, postanowił wziąść chłopca do siebie i przybrać go za syna. Od tego czasu nazwisko Allan złączone zostało z rodowem nazwiskiem poety, który zachował podwójne to miano do końca życia, mimo że stosunki jego z przybranym ojcem zostały z czasem zupełnie zerwane.
Zdaje się, że w rodzinie, wśród której go los rzucił, obchodzono się z przyszłym poetą trochę jak z cackiem kosztownem, służącem do urozmaicenia życia i ozdoby domu. Popisywano się chętnie pięknością jego i zdolnościami, pokazując go przy każdej sposobności gościom, w obecności których sześcioletni malec deklamował trudne ustępy z angielskich poetów, z wielkiem przejęciem i zadziwiającem w tym wieku zrozumieniem. Zostawiano mu zbyt wiele swobody i bawiono się jego dziecinnemi fantazyami. Sam poeta wspomina później z goryczą te lata, które go tak źle uzbroiły przeciw trudnym warunkom życia, z jakimi przyszło mu walczyć w przyszłości.
Na szczęście w roku 1816 państwo Allan zmuszeni będąc udać się do Anglii, zabrali tam z sobą małego sierotę, który zwiedzał wraz z nimi całą prawie Anglię i Szkocyę. Następnie umieszczono go w prywatnej szkole w Stoke-Newington pod Londynem. W tej szkole spędził on 5 lat i tam to otrzymał pierwsze gruntowne podwaliny rozległego swego i wszechstronnego wykształcenia. Pobyt w tej szkole, opisany później przez poetę w opowieści p. t. »Wiliam Wilson«, zostawił mu niezatarte wspomnienia na całe życie.
Mały sierota czuł się bardzo dobrze w tem głuchem angielskiem, miasteczku napełnionem jak sam powiada, wielką ilością bardzo starych drzew i bardzo starożytnych domów. — Stary budynek, w którym mieściła się szkoła, był dla niego przedmiotem nieustannego podziwu. Był to, jak powiada, dom bardzo duży i bardzo nieregularny. Schody na górę, schody w dół w każdym prawie pokoju, a tak misternie rozłożone, że się nigdy nie wiedziało na pewno, czy się jest na pierwszem, czy na drugiem piętrze. Wogóle romantyczne usposobienie dziecka lgnęło do posępnego na pozór otoczenia, jak gdyby czując się tu instynktowo daleko bardziej u siebie niż w swej amerykańskiej ojczyźnie. Niezwykłe jego zdolności dały mu odrazu możność wyróżnienia się wśród swych współuczniów, a życie koleżeńskie wynagrodziło mu brak rodzinnego ciepła, którego jak się zdaje nie znalazł wiele w domu przybranych rodziców. Wogóle wspominał sam później te lata szkolne, jako najlepsze prawie swoje chwile. Przytem pobyt w tej angielskiej szkole dał mu gruntowny podkład wykształcenia klasycznego, którego by nie mógł zdobyć w Ameryce.
Powróciwszy do Stanów Zjednoczonych w r. 1821, wstąpił Edgar Poe do Akademii w Richmond w Stanie Wirginia, gdzie kształcił się głównie w naukach przyrodzonych i fizyko-matematycznych, które znakomicie sobie przyswoił, zużytkowując je później umiejętnie w literackich swoich utworach. Na ten okres jego życia przypada pierwsza jego młodzieńcza miłość, której przedmiotem była kobieta znacznie od niego starsza, matka jednego z jego kolegów. Nie wiadomo, czy ta pani, która miała być piękną i rozumną, zdawała sobie sprawę z gorących uczuć jakie budziła w swym młodym wielbicielu, ale idealna ta miłość, a raczej wspomnienie jej przetrwały bardzo długo w sercu poety. Wiele już lat po śmierci owej pani powracał do niej myślą i opiewał ją pod fikcyjnem imieniem Heleny lub Leonory. Sam opowiadał, że póki żyła wywierała na niego wpływ bardzo dodatni i wspierała go radami swemi w jego młodzieńczych troskach i kłopotach, i że umarła w chwili właśnie, gdy najbardziej tych rad potrzebował. Po śmierci jej egzaltowany chłopak odwiedzał jej grób tajemnie nocą, pomimo jesiennych chłodów, odnosząc tam niezapomniane wrażenia, których odbicie spotykamy w jego poezyach.
W 1826 r. uzupełnił poeta nauki swoje w uniwersytecie w Charlotteswille, który chlubnie ukończył. Jego złośliwy biograf Griswold, zamieścił tu wysnutą niewiadomo skąd pogłoskę, jakoby Poe wypędzony został z uniwersytetu, za jakieś nieokreślone bliżej ekscesa. Trzeba było odgrzebywać współczesne akta uniwersyteckie dla obalenia tej plotki. Okazało się, że Poe spędził w Charlotteswille ostatni rok wyższych studyów, które odbył bez żadnych przeszkód, a ostatnie egzamina zdał z odznaczeniem, że notowany był jako »succesful student«, odznaczając się w językach nowożytnych i naukach klasycznych. Jeden z profesorów jego przytacza fakt, że w czasie wykładów włoskiej literatury on jeden był w stanie tłómaczyć Tassa, czego mu publicznie winszowano. Nadszedł rok 1827, w którym Poe, 18-letni wówczas młodzieniec, zapragnął wziąść udział w greckiem powstaniu, a gdy przybrany jego ojciec sprzeciwiał się temu, młody człowiek obstawał przy swojem i wyjechał, twierdząc, że wybiera się do Grecyi. Nieobecność jego trwała dwa lata, a gdy powrócił, nie wiedziano na pewno w jaki sposób i gdzie czas ten przepędził. Wiele osób mniemało, że był rzeczywiście jeżeli nie w Grecyi, to w Europie; utworzyła się wówczas legenda o nim, jakoby dostał się do Rosyi i był więziony w Petersburgu, skąd go dopiero uwolnił amerykański konsul Middleton. Późniejsi jednak badacze jego życia potrafili podobno udowodnić, że poeta nie wyjeżdżał wcale z Ameryki lecz zaciągnął się do wojska w Bostonie, że rzeczywiście nie mógł się nagnąć do wojskowej karności i po pewnym czasie wojsko opuścił. Prawdopodobnie brak środków materyalnych, których mu przybrany ojciec odmówił, nie pozwoliły mu na upragnioną podróż do Grecyi, ambicya jednak nie dozwalała mu uledz i poddać się narzuconym sobie rozkazom. Gdy jednak wreszcie powrócił w r. 1829, okoliczności zmieniły się na jego niekorzyść. Przez czas jego nieobecności umarła pani Allan, żona jego opiekuna, z którą zdaje się łączyły poetę o wiele serdeczniejsze stosunki, niż z przybranym ojcem. Ten ostatni nie był wcale zachwycony powrotem wybujałego swego wychowanka. Poe musiał być jeszcze wtedy nastrojony rycersko, uważając widocznie zawód wojskowy jako najodpowiedniejszy dla siebie. Na jego życzenie opiekun jego wyrobił mu wstęp do akademii wojskowej w West-Point gdzie poeta przebył cały rok. W czasie tego pobytu wydał Poe tomik poezyi, dając im dewizę Rochefoucaulda.
Tout le monde a raison.





Wydanie to przeznaczone było dla prywatnego tylko koła znajomych i zadedykowane zostało przez Poego kolegom jego z korpusu kadetów w West Point. Dedykacya niefortunna, bo młodzież ta nie była w stanie ocenić niepospolitego talentu, przypadkowego swego towarzysza. »Wiersze te, pisze jeden z ówczesnych kadetów, późniejszy generał Cullum, były dla nas źródłem wielkiej wesołości, uważaliśmy je za bardzo marne, a autor ich wydawał się nam śmiesznym samochwałem. Na szczęście dla literatury, Poe nie wiele się troszczył o nasze zdanie i nie przestał pisywać wierszy«. W każdym razie pobyt w West Point był równie mało odpowiednim dla Poego, jak poprzednia służba wojskowa. Po upływie roku zmuszony był podać się do dymisyi, z powodu wykroczeń przeciw wojskowej karności. Powrócił wtedy raz jeszcze do Richmond, gdzie przebywał jego opiekun i wtedy nastąpiło stanowcze między nimi zerwanie. Poe zaręczył się z panną Royster, przybrany jego ojciec sprzeciwiał się gwałtownie temu związkowi, wywiązała się skutkiem tego żywa niechęć między nimi i Poe opuścił znów Richmond, wybierając się jak głosił do polskiego powstania. Tu właśnie następuje owa niewyjaśniona luka w jego życiu. Dopiero w r. 1833 daje się on poznać szerszemu ogółowi, jako laureat konkursu w Baltimore. Redakcya wychodzącego w tem mieście tygodnika »Saturday Visitor« (gość sobotni) ogłosiła była podwójny konkurs na najlepsze opowiadanie prozą i najlepszy wiersz. Obie nagrody przyznane zostały jednomyślnie utworom Edgara Poe. — Nadesłał on na ten konkurs sześć krótkich powieści, z których nagrodzono jedną, zatytułowaną »Rękopism znaleziony w butelce«. Nagrodzonym zaś wierszem był krótki poemat »Coliseum«. Opowiadając to pierwsze literackie powodzenie poety, Griswold nie umie powściągnąć swego złego humoru i dodaje niedorzeczną uwagę, że utwory Poego nagrodzone zostały wyłącznie dlatego, że były wyraźnie i kaligraficznie napisane; obejmując zaś niechęcią swoją także i sędziów konkursowych, daje do zrozumienia, że ci, zasiadłszy wygodnie do oceny przy kieliszku wina, nie zadali sobie wcale trudu odczytania innych mniej czytelnych rękopisów, wobec czego odznaczenie Poego było tylko i dziełem przypadku.
W takim to szczególnym tonie napisana jest cała ta... przyjacielska biografia. Od tej chwili wszakże sława literacka Poego została ustalona i rozpoczął się dla niego okres nieustannej, gorączkowej pracy, przeważnie dziennikarskiej, w której wytrwać już musiał do końca życia. Daleką już i niepowrotną była dla niego przeszłość wychowanego w dobrobycie i zbytku chłopca, którego romantyczna fantazya rwała się do wszystkiego co niezwyczajne, nie krępując się codziennymi warunkami życia. Opiekun jego ożenił się powtórnie, a mając z małżeństwa tego własne dzieci, nie zatroszczył się już nigdy o dawnego wychowanka. Pozostawiony własnym siłom, Poe popadł wkrótce w ostateczną nędzę. W takim to stanie odnalazł go jeden z sędziów konkursowych Kennedy, człowiek zacny i światły, który stał się od tego czasu przyjacielem poety, a po śmierci jego odpierał rzucane na niego potwarze. Zainteresował się on żywo młodym, nowo odkrytym talentem i pomagał poecie w miarę możności. Opowiada, że znalazł go przymierającego głodem, nie mającego nawet możliwej odzieży, któraby mu pozwoliła ukazać się między ludźmi. Otrzymana nagroda wybawiła go chwilowo z tych pieniężnych kłopotów, a wkrótce potem polecony przez pana Kennedy, został Poe stałym współpracownikiem literackiego czasopisma, które zakładano właśnie w Richmond (Wirginia). Otrzymał wtedy roczną pensyę 520 dolarów i przeniósł się na stałe do Richmond, zasilając owo pismo »Southern literary Messenger« coraz to nowymi utworami. Był to okres bardzo ożywionej jego twórczości. Imię jego stawało się coraz to popularniejsze wśród czytelników, a dzięki jego współpracownictwu liczba prenumeratorów pisma wzrosła z 700 na 5.000.
W tym czasie także zbliżył się Poe do swej rodziny, a wkrótce potem ożenił się z cioteczną swoją siostrą Wirginią Clemm, córką rodzonej siostry swego ojca. Małżeństwo to było niesłychanie dobrane i kochające się, a przytem pozyskał wówczas Poe w matce żony swojej, a rodzonej swej ciotce, przywiązaną i tkliwą opiekunkę, która kochała go jak syna i czuwała nad nim do końca, po śmierci nawet swej córki. Tymczasem sława literacka poety przedostała się do stolicy, niektóre z jego utworów ukazywały się w pismach nowojorskich, skutkiem czego otrzymał on korzystną propozycyę objęcia stałej posady przy »Nowo-Jorskim Przeglądzie«: »New York Quarterly Rewiew«.
Redakcya richmondzkiego »Messenger« żegnała go z żalem, zapowiadając czytelnikom swoim, że p. Edgar Poe zasilać będzie i nadal pismo swymi utworami, nadsyłając je z nowego miejsca pobytu. Cała więc rodzina przeniosła się wówczas do Nowego Jorku, ale nadzieja wyrobienia tam sobie niezależnego stanowiska zawiodła Poego, który po rocznym tam pobycie, zmuszony był przyjąć inną posadę w Filadelfii. Naoczny świadek życia rodziny Poe w Nowym Jorku, opowiada w ten sposób swoje wrażenia. »W ciągu jedenastu miesięcy byłem pensyonaryuszem pani Clemm i zasiadałem do jednego stołu z całą rodziną. Widywałem więc codziennie poetę i miałem sposobność rozmawiać z nim o wszelkich możliwych przedmiotach. Był on niezmiernie uprzejmym, wytwornym i inteligentnym towarzyszem, a także dobrym i uważającym małżonkiem dla swej żony, która była niezwykłej piękności kobietą. Oczy miała hurysy, krucze włosy i twarz godną dłuta Kanowy. Męża swego zdawała się kochać prawie miłością młodej matki do swego pierworodnego dziecka. Taksamo odnosiła się do niego sama pani Clemm. Byli w kłopotach materyalnych, pani Clemm radziła mnie się często w swych domowych troskach«.
W czasie owego pobytu w Nowym Jorku, napisał Poe »Przygody Artura Gordona Pymma«, które miały wiele rozgłosu nietylko w Ameryce ale i w Anglii. W Filadelfii pracował lat kilka jako współredaktor pisma »Gentleman Magazin«, które z czasem zmieniło tytuł i właściciela, zachowując jednak zawsze cenne współpracownictwo poety. Liczba prenumeratorów tego »Grahams Magazin« wzróść miała przy współudziale Poego, z pięciu na pięćdziesiąt dwa tysiące. Twórczość jego była wtedy ogromna. Następowały po sobie z dziwną szybkością fantastyczne powieści, szkice analityczne, rozprawy krytyczne i naukowe. Wszystko to tonęło na szpaltach »Magazinu« i zaledwie dwa tomy wybranych utworów ukazało się w książkowem wydaniu.
Pomimo względnie pomyślnych warunków, jakie miał w Filadelfii, poeta nie czuł się dobrze w ciasnej atmosferze prowincyonalnej, i zapragnął powrócić do Nowego Jorku.
Gdy się tam znalazł po kilkuletniej nieobecności, sława jego literacka była już ustalona, co otworzyło mu szerokie koła towarzyskie, w których przyjęto go bardzo życzliwie. Za to warunki materyalne były tu o wiele trudniejsze niż na prowincyi. Chcąc zdobyć utrzymanie dla siebie i rodziny, musiał się zaprzęgnąć do ciężkiej pracy w dużych gazetach codziennych, gdzie z natury rzeczy schodził często do roli prostego kronikarza, notującego mechanicznie prawie powszednie wypadki dnia. Pracował w ten sposób kolejno w kilku dziennikach całymi dniami, a wynagrodzenie, które otrzymywał, z trudnością tylko wystarczało na zaspokojenie codziennych potrzeb. W tym czasie jednak powstało kilka jego celniejszych utworów, a między innymi sławny »Kruk«, wiersz romantyczno-nastrojowy, w którym wirtuozya formy i muzykalna rytmiczność wiersza, doprowadzone zostały do najwyższego chyba stopnia, jaki osiągniętym został kiedykolwiek w liryce angielskiej. Z tego powodu Baudelaire pisał, że przełożenie tego wiersza na jakibądź inny język, jest ponętnem marzeniem, które jednak pozostać musi na zawsze w krainie marzeń. Wiersz ten dał poecie więcej rozgłosu, niż wszystkie jego dotychczasowe utwory, a gdy jeszcze Poe oddeklamował go parę razy publicznie, zachwytom nie było końca.
Sława poety rosła z prawdziwie amerykańską szybkością. Zapraszano go, wyrywano go sobie, żądając od niego odczytów i deklamacyi. Zdawało się, że powodzenie jego jest już ustalone. Wobec tego poeta porzucił swoje uciążliwe obowiązki kronikarskie, przeszedł do innego dziennika, którego po pewnym czasie został sam właścicielem. Posiadanie własnego dziennika, poświęconego literaturze i krytyce było jego dawnem marzeniem. Ale na nieszczęście dziennik ów zwany »Broadway Journal« nie mógł się rozwinąć z powodu braku funduszów i po kilku miesiącach rozpaczliwych wysiłków i szalonej pracy, musiał go poeta zawiesić.
W tym czasie także żona jego zachorowała ciężko. Wątły jej organizm nurtowany oddawna dziedziczną chorobą piersiową, ulegał stopniowo niszczącemu jej działaniu. Ratując gasnące jej siły Poe przeniósł się wraz z nią do małego wiejskiego domku w Fordham, pod Nowym Jorkiem. Nie miał on wtedy stałego zatrudnienia, pisując tylko przygodne sprawozdania krytyczne do rozmaitych dzienników. Krytyki owe pisane piórem niezwykle świetnem, ale i bezlitosnem dla wszelkiego rodzaju miernot literackich, zrobiły mu mnóstwo ukrytych a śmiertelnych wrogów. Dogorywająca jego żona zasypywana była bezimiennymi listami, które, jak powiada poeta, były dla niej niewymowną torturą. Nieliczni przyjaciele i wielbiciele talentu Poego, którzy odwiedzali rodzinę rozbitków w tem ich wiejskiem ustroniu w Fordham, opowiadają jednozgodnie o panującej tam doskonałej harmonii, tak pod względem wzajemnego stosunku małżeństwa do siebie, jakoteż i pod względem zewnętrznym.
Wzorowa czystość, gustowne rozstawienie nielicznych sprzętów, wielka obfitość kwiatów, wywierać miały wrażenie artystycznego piękna, każące zapominać o panującym tam niedostatku. Niedostatek ów jednak stawał się coraz bardziej dojmujący, tak dalece, że na niewiele tygodni przed śmiercią żony poety, jeden z jego dawnych szefów redakcyjnych odwołał się do ofiarności publicznej, wzywając do składek na rzecz jego i jego rodziny.
W styczniu 1847 roku umarła Wirginia Poe, a mąż jej przeżył ją tylko o trzy lata. Z początku przygnębiony boleśnie swą stratą, pozostał w Fordham, opiewając znowu zgasłą Lenorę i tworząc pierwsze zarysy filozoficznej swej fantazyi Eureka, uważanej powszechnie za koroną jego twórczości. — Po upływie roku, gdy pierwsze wrażenia bolu złagodniały, próbował jeszcze raz urzeczywistnić dawne swoje marzenie posiadania własnego pisma, poświęconego literaturze i sztukom pięknym. Miał to być miesięcznik, zatytułowany »Stylus«, którego prospekt został już rozesłany, ale i teraz projekt ten rozbić się musiał o brak funduszów. W tym czasie także miłość zagościła raz jeszcze w sercu poety. Było to uczucie, jak się zdaje, gorące i odwzajemnione do młodej amerykańskiej poetki pani Whitman. Pani Whitman, która była wdową, przyrzekła mu po krótkiem wahaniu swą rękę, pomimo oporu i niechęci całej swej rodziny. Po niejakim czasie przecież nastąpiło zerwanie. Zajście to dało powód Griswoldowi do umieszczenia we wspomnieniach swych o zmarłym poecie nieprzyzwoitej anegdoty, jakoby Poe wpadł w wilją ślubu do mieszkania swej narzeczonej w stanie nietrzeźwym i zachowywał się tam tak brutalnie, że musiano wezwać policyi do usunięcia go. Panna Whitman, która wiele już lat po śmierci poety ogłosiła swoje o nim wspomnienia, zaprzecza z oburzeniem tej niedorzecznej plotce, dodając z naciskiem, że uwierzyć jej mogli ci tylko, którzy nie znali Poego i nie mieli sposobności bliżej z nim obcować.
We wszystkich wogóle wzmiankach współczesnych, dotyczących poety, sylwetka jego zewnętrzna rysuje się w sposób doskonale harmonizujący z wykwintnym nastrojem duchowej jego organizacyi.
»Pamiętam go dobrze, pisze jeden z takich naocznych świadków. Był on tak pod względem powierzchowności jak i zachowania się najdoskonalszem urzeczywistnieniem typu poety. Rysy jego twarzy były regularne i stanowczo piękne. Oczy dziwnej barwy mieniącej się pomiędzy ciemno-szarym a fiołkowym odcieniem, czoło najpiękniejsze pod względem wyrazu i zarysu, jakie kiedykolwiek spotkałem. Cała jego postać, osoba i ruchy miały na sobie piętno niepospolitości, która nie pozwalała mu przejść niepostrzeżenie«.
Inna znów kobieca jego wielbicielka pani Osgood, poetka, charakteryzuje go w zupełnie podobny sposób: »Obejście jego z ludźmi — dodaje ona — nacechowane było jemu tylko właściwą mieszaniną słodyczy i dumy. Trudno oddać delikatny wdzięk rycerskiej i prawie tkliwej uprzejmości z jaką odnosił się niezmiennie do kobiet, które posiadały jego szacunek«.
Jakże różne są te oceny od całego szeregu brutalnych insynuacyi, jakiemi przepełnioną była pierwsza, tylekroć już wmiankowana, historya życia poety. Życie to dobiegało już końca. Po zerwaniu z panią Whitman, powrócił Poe do cichego ustronia w Fordham, gdzie spędził jeszcze rok prawie pod macierzyńską opieką ciotki swej pani Clemm, wykończając swoją »Eurekę« i nie przestając zasilać rozmaitych czasopism, rozmaitego pokroju, swemi pracami. W lecie 1849 r. udał się na parę miesięcy do Richmond, a wracając stamtąd już chory, zatrzymał się w Baltimore, gdzie wysiadłszy z pociągu, omdlał na ulicy. W takim stanie znaleziono go i zawieziono do szpitala, gdzie po kilku dniach umarł na zapalenie mózgu dnia 7 października 1849 r.
Taki był koniec poety, którego bujny i oryginalny indywidualizm artystyczny wytworzył całą szkolę, wywołując niezliczone ilości naśladowców. Począwszy od talentów tej miary co Wells, Kipling lub Stephenson, a skończywszy na mniej lub więcej zręcznych fabrykantach metafizycznych i kryminalnych sensacyi, całe szeregi piszących czerpało i czerpie nieustannie z bogatego źródła twórczości, zawartego w spuściźnie literackiej Edgara Poe.
Największą popularność zjednały mu krótkie jego fantastyczne opowiadania, wydawane kolejno pod rozmaitymi tytułami, jaka to »Arabesque and Grotesque, »Historye nadzwyczajne« itp. Opowiadania te, jako też dłuższa w tymże rodzaju powieść »Przygody Artura Gordona Pima«, przełożone zostały na wszystkie języki. Tłomaczono też niektóre z nich i u nas, wybierając jednak zbyt starannie te, które zawierały jaką jaskrawą kryminalną sensacyę.
Natomiast wyborowe, choć nieliczne, poezye Poego, ciekawe jego »Marginalia«, głęboko pomyślana »Eureka« i świetne studya krytyczne, są prawie zupełnie nieznane szerszemu ogółowi. Oczywiście, że dopiero poznanie całokształtu tych prac, mogłoby dać należyte wyobrażenie o prawdziwem znaczeniu wielkiego amerykańskiego twórcy.

Edgar Allan Poe - Nowelle (tłum. Beaupré) page 029.png



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Barbara Beaupré.