E. T. A. Hoffmann

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stefan Napierski
Tytuł E. T. A. Hoffmann
Pochodzenie Poeta i świat
Wydawca Księgarnia F. Hoesicka
Data wydania 1932
Druk „Monolit“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tomik
Pobierz jako: Pobierz Cały tomik jako ePub Pobierz Cały tomik jako PDF Pobierz Cały tomik jako MOBI
Indeks stron
E. T. A. HOFFMANN

W ponczu oparach, dusznych i gorących,
a tak gryzących, jak łzy, kiedy płomyk
modry trzepoce, niby w zmierzchu motyl
— tu, pod sklepieniem nizkiej tej piwnicy,
w mroku, o łuki ostre przełamanym,
pod skrzydłem cieni, pod okiem demona,
jest jakby harfa. Kiedyż zagra na niej?

Wsparty o zydel, wyciągnąwszy nogi,
przegięty ekstatycznie, jakby tonął,
albo jakgdyby śmiał się, z wzrokiem lśniącym,
z szklistą, zmartwiałą, szczęśliwą źrenicą,
z cybucha pyka zwolna (ten bulgoce),
o! nie pijany, ale zstępujący
w piekło: w tych dymach, co się wiążą, kładą
tam pod pułapem, jak szorstki sznur stryczka,
ileż zjaw! ileż tonów! ileż śmierci!

Gdy się odśmiechnąć pragnie — z takim trudem,
jak dziecko, które płakać już przestaje,
i usta ściska i zaplata rączki
bezsilne — widzi dzioby! żmije! knieje!
A potem gruzy: te mroczne ruiny
wizji strzaskanej w purpurowym zmierzchu;
monstra w kadłubach okrętów; ondyny,
trenem białawym, zbyt długim, wabiące,
w rozwianej luźnej szacie, w księżycowej

zieleniejące melodji. Straszliwe
węże w koronie złoto-szmaragdowej,
jak trupy, żółto fosforyzujące,
wpół-przechylone z mogiły, jak trąby
u warg Anioła, przeraźliwie-srebrne,
i pękające, jak puls, jak krew ciemna,
wzburzona trunkiem, co tętna rozsadza.
I obce, smutne, dziecinne zabawki,
a błaho-groźne, w których oczach płaskich
ciekawa pustka mieszka, jak w grobowcach.
O, sarkofagi miast! Dzwony, dudniące
oceanicznie! O, tarczo zegarów,
po których czas przesuwa sztywny palec!

A potem automaty dźwięczeć będą,
jak szelest strugi o dno, bardzo cicho,
o gładkie drobne kamyczki prąd piany,
jak wiekuista pokusa powierzchni:
ach, tak lustrzana! ach, i tak bezdenna!
I wszystkie ptaki przemówią głosami
drewnianych papug, zapylonych starców,
chrypiąc: mechanizm, który klucz zagubił
— z trzaskiem wirują sprężyny, chargocząc,
i kółka trzeszczą rdzawo, i łańcuchy
pękają, obłąkane, w wielkim werku
wszechświata, z dysonansem zawsze nowym,
jak trzaskające struny smukłej harfy,
co smaga w wichrze muzyki i kraje
pierś, jak z kryształu promień, i jak lancet,
że opadają ręce.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stefan Marek Eiger.