Dziwne przygody miłosne Rouletabilla/XVI
| <<< Dane tekstu >>> | |
| Autor | |
| Tytuł | Dziwne przygody miłosne Rouletabilla |
| Wydawca | G. Seyfarth (Józef Georgeon) |
| Data wyd. | 1918 |
| Druk | Drukarnia W. A. Szyjkowskiego |
| Miejsce wyd. | Lwów |
| Tłumacz | anonimowy |
| Tytuł orygin. | Les étranges noces de Rouletabille |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Cały tekst |
| Indeks stron | |
Rouletabille jechał w milczeniu, ale Włodzimierz zaczął sławić Konstantynopol, jako miejsce rozkoszy wszelakich. Malował stolicę barwami z tysiąca i jednej nocy.
— Czy jest tam jaka dobra piwiarnia? — spytał Candeur.
— Wyśmienita i to niejedna! W Konstantynopolu znajdziesz wszystko, czego dusza zapragnie.
— Ja chciałbym tylko dobry bifsztyk i bombeę piwa. To mi wystarczy zupełnie.
— Tak, ale trzeba mieć pieniądze na zapłacenie! — zauważył Rouletabille, który, w miarę zbliżania się do stolicy, coraz bardziej zaczynał się niepokoić, z powodu zupełnego braku środków pieniężnych.
— Mniejsza o pieniądze! — mruknął Candeur.
— Nie mniejsza, mój chłopcze, — zaprzeczył Rouletabille, — bo, zanim nam nadeśle „Epoka“, potrzebujemy zaraz pieniędzy. Przedewszystkiem, musimy wysłać depeszę.
— Nie trap się, mój drogi! odrzekł Candeur z lekceważeniem. — Mam przy sobie dwa tysiące franków!
— Masz dwa tysiące? — zdziwił się Rouletabille.
— Rozumiem! — powiedział Włodzimierz, znalazłeś je w kieszeni Kietewa.
— Mam obrzydzenie do ciebie, ty, najmłodszy ze Słowian, — powiedział Candeur i odwrócił się od Włodzimierza.
— Więc skądże wziąłeś pieniądze?
— Od pana Priskiego.
— Jakto? Wszakże odmówiłeś i to przy mnie.
— No, oczywiście, odmówiłem. Ale, na drugi dzień, spotkawszy pana Priskiego, powiedziałem mu: Proszę pana, ja, jak wiadomo, nie przyjmę tej sumy, jaką nam pan obiecał wypłacić, natomiast przyjmie ją chętnie Włodzimierz. Włóż pan w kopertę tysiąc franków, a ja mu je doręczę; a pan Priski, jako człowiek uczciwy i w dodatku mający zamiar wstąpić do klasztoru, powiedział: Słowo, rzecz święta! I dał mi tysiąc franków. Nosiłem to przy sobie i nie spieszyłem się z doręczeniem, gdyż wiem, że Włodzimierz jest utracyusz, a zresztą miał swoje tysiąc franków. Kiedy Włodzimierz przegrał pieniądze z Bułgarami i był smutny, wyjąłem kopertę z kieszeni i właśnie miałem mu ją podać, gdy zaczęła się ta awantura ze skradzionym koniem. Nie było czasu na nic innego. Włodzimierz wybiegł, a ja zostałem w stancyi. Wtedy krzyknął jeden z oficerów: Trzymasz pan bank? Żal mi się zrobiło przegranych pieniędzy, bo i na cóż pieniądze tym oberwańcom, więc siadłem i pociągnąłem raz i drugi. Wszyscy powrócili po waszym wyjeździe i gra się rozpoczęła. Poszczęściło mi się i tym tysiącem Włodzimierza, odegrałem sobie tamten tysiąc.
— Wiwat, Candeur! — zawołał Włodzimierz.
— Teraz rozumiem twe opóźnienie! — zawołał Rouletabille, również bardzo ucieszony postępkiem przyjaciela.