[233]CIV.
Dziwna choroba.
„Moja Zosiulku, ja ci powiadam,
Że do poprawy wielka już pora,
Znowu się dzisiaj skarżyła Madame
Na twą niepilność.” „Mamo, bom chora:
Jabym siedziała wciąż nad książkami,
Ale poradzić nie umiem sobie,
Gdy chcę pracować, wnet oczy łzami
Się zalewają — i nic nie robię.
Pióra, zeszyty, papiér, atrament,
I wszelkie inne nauk przedmioty,
Czynią w méj głowie tak wielki zamęt,
Iż mi do trudów braknie ochoty.”
A Mama rzeknie: „Może to przesyt
Ze zbytku w jadle — spróbuj dyety.”
„O nie! mam zawsze wielki apetyt,
Mnie tylko szkodzą książki, kajety.”
„Dziwna choroba! Choć się nie zdarza
Widziéć tę słabość u starszych osób,
Należy jednak przyzwać lekarza,
Może on na to wynajdzie sposób.”
Zjawił się doktór — w piersi popukał,
Spytał czy Zosia pilna i grzeczna,
Zobaczył język, pulsu poszukał,
I rzekł: „Choroba to niebezpieczna,
[234]
Zwłaszcza u dzieci; kiedy napadnie,
Którą panienkę, albo téż chłopca,
Wszystkie nauki idą nie ładnie
I każda praca bywa im obca.
Wciska się zwykle do szkolnych ławek,
Między ospałych leniuchów bractwo,
Lub zwolenników płochych zabawek,
A ta choroba zwie się „próżniactwo.”
Oto recepta: przez godzin cztery
Codziennie pisać, czytać, rachować,
Robić ćwiczenia, składać litery,
Lalki zaś w szafę głęboko schować.
Jeżeli chora poczuje dreszcze
Wstrętu do pracy, na sam początek
Należy trudy podwoić jeszcze;
Gdy zacznie ziewać, postawić w kątek.
W razie jeżeli te wszystkie środki
Nic nie pomogą, wtedy potrzeba
Usunąć ciastka, cukry, łakotki,
I dać na obiad suchy kęs chleba.”
Do słabéj Zosi kuracyę ową
Zastosowano téj saméj doby,
A w skutku leków panna jest zdrową
I nie ma wcale dziwnéj choroby.