Przejdź do zawartości

Dziewczyna bezimienna/Część druga/XVI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Charles Mérouvel
Tytuł Dziewczyna bezimienna
Pochodzenie Kurjer Poranny 1893
Wydawca Feliks Fryze
Data wyd. 1893
Druk w Drukarni Rotacyjnej
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz anonimowy
Tytuł orygin. La File sans nom
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


XVI.
Gdzie Piotr Brecheux wytacza swoje działa.

Nazajutrz rano, w chwili gdy admirał de Vitray opuszczał mieszkanie, udając się fiakrem na stację kolei Saint-Lazare, aby wziąść pociąg do Cherbourga, Piotr Brecheux znajdował się sam w hotelu na ulicy Bassano.
Majowe słońce błyszczało wspaniale. Paryż podobny był do pracującego mrowiska, do brzęczącego ula, opanowanego legjonami cudzoziemców.
Żadne porównanie nie może dać pojęcia o nadzwyczajnym ruchu, jaki wtedy panował w jego murach. Wielka powszechna wystawa, jedyna w swym rodzaju, to jest stuletnia rocznica, została właśnie otwartą. Sztandar trójkolorowy powiewał na olbrzymiej żelaznej machinie, nazwanej wieżą Eiffla. Armja robotników kończyła ogrody i trawniki, sadziła kwiaty na polu Marsowem, złociła olbrzymiego Genjusza, wzniesionego na szczycie głównego pawilonu.
Cały świat paryzki, zajęty był wielkiem dziełem. Tłumy spieszyły do stolicy.
Piotr Brecheux nie posiadał się z radości, w tym odmęcie różnorodnym czuł się tak dobrze, jak ryba w wodzie. Doświadczony pick-pocket wybiera zawsze pole do swych operacji pomiędzy zbiorownikiem ludzi. Tego samego systemu trzymał się dawny nauczyciel z Caen, obiecując sobie dobrą gratkę pośród tego olbrzymiego chaosu. Przemyśliwał tylko w jaki sposób przyśpieszyć wypadki, w które chciałby się rzucić z błyskawiczną szybkością. Cieszył się także, iż uczeń jego był w tej chwili w doskonałem usposobieniu.
Spotkanie z Joanną było dla niego biczem, który go poganiał do działania. Jan postanowił za jakąbądź cenę zostać bogatym, gdyż za pieniądze można zadawalniać swoje namiętności. Nikt się nie oprze potędze złota! Jest ono siłą, która zwycięża wszystkie przeszkody. Nie pytał jakiemi środkami dojdzie do celu. Chciał majątku, aby ozdobić nim ukochaną, olśnić ją, a że tylko pieniądz pozwala nam nasycić wszystkie żądze nasze, to też Jan pragnął złota.
A jego zły duch dawał mu tak łatwą sposobność do zdobycia go, przytem sposobność ta była tak ponętną iż każdy inny by się też jej nie oparł.
Naturalnie, iż nie mamy na myśli spokojnych i uczciwych ludzi, mocnych w dobrych zasadach, płynących spokojnie po oceanie tego życia, jak dobry żaglowiec po spokojnem morzu. Lecz w Paryżu nie brak takich co gonią za wszelkiego rodzaju przyjemnościami i uciechą. Więc też wychodząc rano na miasto, dla wyszukania odpowiedniego dla biednej dziewczyny z La Roche-Morgat mieszkania, Jan umiał powtórzyć staremu wszystkie przyrzeczenia, jakie ten zgubny jego przewodnik wymagał na nim przed tem nim mu dał pieniędzy i swoje pozwolenie do działania.
Zatem Piotr Brecheux tryumfował. Złośliwa radość rozjaśniała jego twarz pomarszczoną, uwolnioną w tej chwili od wszelkiego przymusu. W wielkiej galerji pałacu, na ulicy Bassano, którą sobie obrał za główne siedlisko, radość straszna, piekielna biła od tego ducha zemsty i złości.
Przed nim leżały rozrzucone na stole papiery, listy i dokumenty dawnej kochanki Maurycego Colombey’a, pożółkłe od czasu, a pomiędzy niemi znajdował się ostatni jej list, na którego kopercie było napisane:

„Do mojego syna.”
Koperta była otwartą.
Piotr Brecheux wyjął z niej list, rozwinął i zaczął czytać zapewne po raz setny:
„Janie mój kochany.

„Nie będziesz znał twej matki. A jednak kocham cię z całej duszy mojej i ze wszystkich sił moich, lecz nie mam odwagi żyć dłużej.
„Są cierpienia, przechodzące ludzkie siły i moje jest właśnie z tej liczby.
„Za chwilę uniesiona falą wód, aż do głębokiego Oceanu, znajdę grób w jego głębi, jedyny, który mi się przynależy na tej ziemi.
„Samobójcom odmawiają poświęconej ziemi, a twoja matka drogie moje dziecię zostanie samobójczynią. Sam ten wyraz wystarczy abyś pojął co przecierpieć musiałam aby dojść do podobnej rozpaczy.
„W kilku słowach dowiesz się mojej historji.
„Pochodzę z ubogiej rodziny wieśniaków z okolicy de Valognez w Raville. Tam to na cichym wiejskim cmentarzu chciałabym spocząć snem wiecznym.“
„W ten sposób, miałam tę nadzieję, iż przyjdziesz pomodlić się na mym grobie, a serce moje nawet przez ciężką mogiłę usłyszałoby szept twej modlitwy, odczuło twój pocałunek. Nie mam nadziei nawet tego smutnego szczęścia. Mój ojciec dał mi staranne wychowanie, odmówił sobie wszystkiego aby mnie umieścić w klasztorze, tym smutnym ponurym gmachu, który zobaczysz może kiedyś na wzgórzach de Valognez.
„Kiedy opuściłam klasztor, miałam lat siedemnaście, to jest siedem lat temu, gdyż mam dziś lat dwadzieścia cztery.
„Matka moja już nieżyła, a ojciec wkrótce podążył za nią, zostałam samą z tą odrobiną nauki, aby na życie zapracować.
„Miałam jednak szczęście. A ileż to biedaczek ginie nim mogą znaleść miejsce aby uczciwie żyć ze swej pracy.
„Dostałam się do zamożnego domu w Paryżu, jako nauczycielka do dwóch dziewczynek.
„Przebyłam tam trzy lata prawie szczęśliwa. A tobie drogi synu przysiądz mogę, że byłam uczciwą dziewczyną, chociaż mówiono, że jestem ładna, co jednak musiało być prawdą, gdyż nie mogłam się opędzić najrozmaitszym propozycjom, które odważnie odrzucałam od siebie bez wyjątku.
„Jednak pewnego dnia po roku uporczywego prześladowania, byłam na tyle słabą, iż spełniłam czyn, za który płacę dziś życiem.
„Pewien młody człowiek bogaty, wykształcony i dobrze wychowany starał się o moje względy. Listy jego znajdziesz wraz z mojemi. Długo się opierałam.
„Aby dopiąć swego celu i zwalczyć mój upór, zrobił tysiące obietnic, złożył przysięgę, której nawet nie wymagałam, iż zostanę jego żoną, jego jedyną miłością.
„Nieszczęsna, uwierzyłam i uległam.
„Wraz z listami znajdziesz też i obrączkę z dwoma wyrytemi imionami i datą! Był to prezent zaręczynowy.
„Przez trzy lata sądziłam się być jedynie kochaną przez niego, byłam mu wierną, kochałam go... całą duszą.
„Złudzenie krótko trwało.
„Pewnego dnia oświadczyłam mu, iż miałam zostać matką. Usłyszawszy to, zbladł bardzo, odpowiedział mi zaledwie kilka słów niezrozumiałych i zimnych i więcej nie przyszedł do skromnego mieszkanka, które, miałam tyle słabości, przyjęłam od niego.
„Tego samego wieczoru dowiedziałam się o jego przyszłem małżeństwie z bogatą dziedziczką, której miljony chciał przyłączyć do swoich.
„Nazajutrz otrzymałam od niego list, niegodny uczciwego człowieka, pełny uwłaczających podejrzeń, oraz sumę dwudziestu tysięcy franków.
„Dostałam strasznej gorączki. Przez cały miesiąc byłam pomiędzy życiem a śmiercią!
„Młodość zwyciężyła, mocniejsza od mego bólu.
„Odzyskawszy cokolwiek siły, natychmiast opuściłam Paryż, nie obejrzawszy się nawet po za siebie.
„Ponieważ postanowiłam umrzeć, musiałam zatrzymać udzieloną mi jałmużnę, aby ją dać tym, którzy się mieli tobą opiekować w dzieciństwie.
„Synu mój! Przysięgam ci na zbawienie duszy mej, że należałam tylko do twojego ojca... nigdy nie byłam kochanką innego... Nie czynię mu wyrzutów, iż mnie oszukał, zawiódł... przysięgi wiecznej miłości są zawsze zrywane... powinnam była się bronić i strzedz od złego...
„Żal mam do niego za to, iż mnie znieważył, wypędził, opuścił nikczemnie, pomimo iż wiedział dobrze, żebym mu była pozostała zawsze wierną i nieprzeszkadzała w niczem, dozwalając zerwać węzeł, nas łączący.
„Człowiek ten nazywa się Jan-Maurycy Colombey! Majątek postawił go tak wysoko, iż ktokolwiek ci wskaże, gdzie zamieszkuje.
„Kiedyś, jak urośniesz i będziesz przebywał w pośrodku wspaniałości Paryża, spotkasz się z nim z pewnością.
„Życzę sobie abyś znał imię tego człowieka, jednakże słuchaj mnie ukochany mój synu, nie chcę, abyś się starał pomścić moje nieszczęście, jest to ostatnia prośba twej matki.
„Przebacz, jak i ja przebaczyłam!
„Staraj się zostać uczciwym człowiekiem, iść zawsze prostą drogą i zawdzięczać tylko własnej pracy środki, potrzebne do tej smutnej wędrówki, co się nazywa życiem.
„Jeżeli ci ono stanie się ciężarem, przyjdź się połączyć ze mną, a ja cię oczekiwać będę!
„Żegnam cię, drogie dziecko moje i płaczę krwawemi łzami nad twą kołyską.
„Przebacz mi, iż cię na świat wydałam, przebacz mi, iż nie mam siły, aby żyć i ciebie pielęgnować.
„Lecz jestem zanadto nieszczęśliwą!
„Żegnam cię i błogosławię!

„Twoja matka.
„Róża Bertot.“

Piotr Brecheux złożył list napowrót, mówiąc:
— Poczciwa duszo, spodziewam się, że twoja prośba nigdy nie zostanie wysłuchaną! Przebaczyć, to rzecz głupców! Ja nie przebaczam nigdy! Syn twój nic nie wie o swej historji, lecz w dniu, kiedy się o niej dowie, moja i twoja zemsta będzie gotową!
Właśnie rozmyślał o tem, kiedy drzwi galerji się otworzyły i służący Wiljam wszedł tym razem poufale, mówiąc po angielsku:
— Czy pan wie, że on przyszedł!
Piotr odpowiedział:
— Niech wejdzie.
Powiedziane to było tonem, dającym wiele do myślenia.
Jasnem było, iż służący ten, ze swą poważną miną angielskiego gamonia, nie był znów tak bardzo głupi, jak na to wyglądał. Był on raczej wspólnikiem swoich panów i pomagał im znakomicie.
Piotr Brecheux pozbierał rozrzucone listy i papiery i zamknął je do szuflady, podczas kiedy wierny Will wprowadził jakiegoś pana mówiąc:
— Niech pan raczy wejść tutaj..Pana Rodriguez nie ma w domu, lecz nauczyciel przyjmie pana.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Charles Mérouvel i tłumacza: anonimowy.