Dziennik Dolnośląski nr 0/Ostatni akord wielkiej afery

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Ryszard Żabiński
Tytuł Ostatni akord wielkiej afery
Pochodzenie Dziennik Dolnośląski nr 0
Redaktor Włodzimierz Suleja
Data wydania 31 sierpnia 1990
Wydawnictwo Norpol-Press sp. z o.o.
Miejsce wyd. Wrocław
Źródło Skany na Commons
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron

„Wartex” zlikwidowany, udziałowcy odzyskają to, co pożyczyli przed laty firmie, ale... bez procentów
Ostatni akord wielkiej afery

RYSZARD ŻABIŃSKI


Dwie wille, elegancko i nowocześnie urządzone (poprzedni pałacyk firmy był w stylu retro) kilka szklarni o pow. 1,5 tys. m2, wszystko, razem z gospodarstwem rolnym o pow. 30 ha, jest na sprzedaż za 1 mld 40 mln zł. Prezes „Wartexu” Eugeniusz Komidzierski denerwuje się, że jeszcze nie ma kupca. Ten miliard dałby oddech konającej już firmie. Udziałowcy żądają swoich pieniędzy, wygrywają sprawy w sądach, tak samo dawni kontrahenci, a „Wartex” płaci i płaci jakby był studnią bez dna.
W czerwcu br. na Walnym Zgromadzeniu w Warszawie 1 500 udziałowców (w sumie jest ich ponad 3 tys.) poznało całą prawdę o wyczynach poprzedniego kierownictwa firmy. Przedstawiono udziałowcom rachunki za kawiory, alkohol, wyroby z porcelany i inne dowody niesłychanej wręcz rozrzutności.
Po zebraniu do prezesa Komidzierskiego podeszli naukowcy z SGPiS w Warszawie z prośbą[1] „Wartexu”. Piszą właśnie książkę o aferach w spółkach, a ta jest jedną z największych. „Wartex” jest winny udziałowcom 1 mld 270 mln zł plus jeszcze 1 mld zł procentów od wniesionych pożyczek. U instytucji państwowych firma jest zadłużona na 450 mln zł. Tymczasem, śmiech powiedzieć, „Wartex” przynosi 1 — 3 mln zysku miesięcznie!
W ostatnich miesiącach, zauważa prezes Komidzierski, produkcja wzrosła 5-krotnie, ale koszty 15 razy. Poza tym ciągle trzeba spłacać tych, którzy wygrywają sprawy w sądach, pokrywać koszty sądowe itp. Nie ma pieniędzy na rozkręcenie interesu.
Udziałowcy nie przegłosowali wniosku o likwidację „Wartexu”. Procedura likwidacji jest kosztowna, ponadto indywidualni udziałowcy w kolejce po pieniądze z upadłej firmy są ustawieni na ostatnim miejscu.
Prezes Komidzierski zaproponował, aby pożyczki, których ludzie udzielali „Wartexowi”, przeznaczyć na dopłaty do udziałów. Ponieważ udziały, w przeciwieństwie do pożyczek, są nienaruszalne, nie można żądać ich zwrotu w sądzie i firma odetchnęłaby.
Udziałowcy podeszli ze zrozumieniem do argumentacji prezesa i wniosek zaakceptowali. Ośmielony tym prezes zaproponował, aby minimalny udział (już powiększony do 110 tys. zł) zwiększyć jeszcze do 550 tys. zł. W ten sposób firma zdobyłaby upragnione środki na rozwój, a także zabezpieczyłaby się przed sądowymi sprawami ze strony udziałowców.
Prezes jednak przekroczył granicę wyrozumiałości wspólników i wniosek upadł. Nie wypaliła też sprawa połączenia pożyczek i udziałów. Tylko... 8 proc. udziałowców podpisało i przysłało do Wrocławia stosowne deklaracje. Reszta znowu zaczęła ciągać nieszczęsny „Wartex” po sądach.
Powstał więc klasyczny pat, ludzie chcą odzyskać swoje oszczędności, które lekkomyślnie powierzyli „Wartexowi” i rozdrapują co się da, uniemożliwiając tym samym firmie normalne funkcjonowanie.
Siedzę w wygodnym fotelu, w eleganckiej willi „Wartexu”[2] marmurowy sufit w sekretariacie), a przed sobą, na stoliku, mam puszkę piwa i kilka dużych, zagranicznych szamponów. Gdyby wspólnicy nie rozdrapywali firmy, to można by tym towarem handlować. Na jednej puszce piwa zarabiałoby się ponad dwa tysiące złotych. Można by rozwinąć handel („Wartex” ma kilka sklepów wielobranżowych na Dolnym Śląsku), produkcję odzieży (własny zakład, wykwalifikowani ludzie). A tak to co? — martwi się prezes. Wszystko diabli wezmą. Jak można rozmawiać z trzema tysiącami wspólników, których poprzedni zarząd wystawił do wiatru?
W tej sytuacji prezes jeszcze raz zwołuje wspólników i proponuje likwidację „Wartexu”. Walne Zgromadzenie odbyło się 22 sierpnia br. we Wrocławiu. Tym razem udziałowcy zadecydowali o ostatecznej likwidacji „Wartexu”.
Prezes Komidzierski twierdzi, że pieniądze uzyskane ze sprzedaży majątku firmy wystarczą na pokrycie kosztów likwidacji, spłatę długów u kontrahentów oraz usatysfakcjonowanie udziałowców. Ci ostatni dostaną wszy-[3] bez procentów. Uwzględniając jednak to, że ich pieniądze są ulokowane w „Wartexie” od wielu lat oraz wielkość inflacji w tym okresie, stracili bardzo dużo.
Z całej tej sprawy płyną ważne wnioski. Bardzo łatwo jest stracić swoje oszczędności lokując je w takich firmach jak „Wartex" czy Bezpieczna Kasa Oszczędności L. Grobelnego. Takich możliwości tracenia pieniędzy będzie coraz więcej. Będą powstawać nowe spółki emitując tysiące akcji, które kupią drobni ciułacze. Kupią, nie znając nawet ich rzeczywistej wartości, choć jest uproszczony sposób, aby ją obliczyć (wartość nominalna akcji podzielona przez odsetki płacone przez bank należący do państwa, pomnożona przez odsetki, jakie będą płacone akcjonariuszom).
Powstaje też pytanie: jak przyszli akcjonariusze będą mogli kontrolować działalność firmy, której powierzyli swoje oszczędności? Wartość takich akcji weryfikuje się m.in. na giełdach, ale przecież my mamy dopiero ich namiastki. Zanim więc rynek kapitałowy nam się nie ucywilizuje, należy uważać z robieniem świetnych interesów.


  1. Przypis własny Wikiźródeł tekst nieczytelny
  2. Przypis własny Wikiźródeł tekst nieczytelny
  3. Przypis własny Wikiźródeł tekst nieczytelny


Tekst udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0.
Dodatkowe informacje o autorach i źródle znajdują się na stronie dyskusji.