Przejdź do zawartości

Dziecko Marii

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Bracia Grimm
Tytuł Dziecko Marii
Pochodzenie Sześć łabędzi oraz inne bajki
Wydawca Księgarnia Literacka
Data wyd. [1930]
Druk Drukarnia P. Brzeziński
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Franciszek Mirandola
Tytuł orygin. Marienkind
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
DZIECKO MARII.

Pod wielkim lasem mieszkał drwal wraz z żoną. Mieli tylko jedno dziecko, trzyletnią dziewczynkę. Byli bardzo biedni, tak że nie starczyło im nieraz na chleb powszedni i nie wiedzieli, czym nakarmić córeczkę. Pewnego razu poszedł strapiony wielce drwal do lasu rąbać drzewo i gdy tak pracował, zobaczył nagle przed sobą piękną rosłą kobietę w koronie gwieździstej na głowie.
Powiedziała doń:
— Jestem Maria, matka dzieciątka Jezus. Tyś biedny i bez chleba, przyprowadź mi twe dziecko, a wezmę je do siebie i będę dbała o nie jak matka.
Drwal usłuchał, przywiódł córeczkę z domu i oddał Najświętszej Pannie Marii, która ją zabrała z sobą do nieba. Dobrze jej tam było, jadła słodką babkę, piła mleko, nosiła złociste sukienki, a aniołki, bawiły się z nią. Gdy miała lat czternaście zawołała ją Matka Boska i powiedziała:
— Drogie dziecko, udaję się w daleką drogę, weź przeto w przechowanie trzynaście kluczy królestwa niebieskiego. Dwunastoma możesz otwierać różne mieszkania niebieskie i podziwiać ich wspaniałość, ale nie wolno ci użyć tego małego, trzynastego. Strzeż się nieposłuszeństwa, gdyż wpadłabyś w wielkie nieszczęście.
Dziewczynka przyrzekła, że uczyni wedle woli Matki Bożej, a gdy odeszła, zaczęła odmykać mieszkania niebieskie, każdego dnia jedno. W każdym siedział apostoł otoczony wielkim blaskiem, a dziewczynka cieszyła się tą wspaniałością wraz z aniołkami, które jej towarzyszyły wszędzie. Gdy zostały już tylko jedne zabronione drzwi, doznała wielkiej ciekawości dowiedzenia się, co za nimi jest ukryte. Powiedziała tedy aniołkom:
— Nie otworzę drzwi całkowicie i nie wejdę do środka, ale uchylę trochę, byśmy mogli zajrzeć przez szparę.
— O nie, — odpowiedziały aniołki. — Byłby to grzech. Najświętsza Panna wyraźnie zabroniła i mogłoby się zdarzyć nieszczęście.
Dziewczynka zamilkła, ale nie zamilkło pożądanie w jej sercu, jeno dziobało i gryzło dotkliwie, tak że nie miała spokoju. Gdy pewnego dnia wszystkie aniołki odeszły, dziewczynka pomyślała:
— Jestem teraz sama i nikt nie spostrzeże, że zajrzałam.
Wyszukała klucz, wzięła do ręki, wsadziła w zamek, a gdy tam już tkwił, pokręciła nim. Drzwi odskoczyły same, a dziewczynka ujrzała Trójcę Świętą, siedzącą w wielkim ogniu i blasku. Dziewczynka patrzyła przez chwilę z podziwem, potem dotknęła z lekka palcem tego blasku i oto palec stał się złoty. Zaraz jednak ją wielki strach ogarnął, zatrzasnęła przeto drzwi i uciekła. Ale strach nie ustawał ani na chwilę, a serce tłukło jej się w piersiach bez upamiętania. Także złoto nie schodziło z palca, chociaż tarła i myła z całej siły.
Niedługo po tym wróciła Najświętsza Panna z podróży. Zawołała dziewczynkę i kazała oddać klucze niebios. Gdy podała cały pęk, spojrzała jej Matka Boża w oczy i spytała:
— Czy nie otwierałaś trzynastych drzwi?
— Nie! — odparła dziewczynka.
Matka Boża położyła jej rękę na sercu i po jego nieustannym biciu poznała, że dziewczynka przekroczyła zakaz i otwarła drzwi; spytała więc po raz drugi:
— Czy naprawdę nie otwierałaś tych drzwi?
— Nie! — powiedziała po raz drugi dziewczynka.
Teraz zobaczyła Matka Boża pozłocony palec i spytała trzeci raz:
— Nie uczyniłaś tego?
— Nie! — rzekła dziewczynka po raz trzeci.
Wówczas powiedziała Matka Boża:
— Nie byłaś posłuszna, a w dodatku skłamałaś, nie godna więc jesteś mieszkać w niebie.
Zaraz zapadła dziewczynka w sen głęboki, a gdy się zbudziła, leżała na ziemi pośród dzikiej okolicy. Chciała wołać, ale nie mogła dobyć głosu. Zerwała się do ucieczki, ale zewsząd zastępowały jej drogę gęste ciernie, których przerwać nie mogła. W pustyni, gdzie była zamknięta, rosło stare, wypróchniałe drzewo i tam znalazła mieszkanie. Wsuwała się w tę dziuplę na noc i spała w niej, gdy zaś szalała burza i padał deszcz, stary pień także dawał jej schronienie. Ale życie pędziła bardzo smutne i wspominając, jak to pięknie było w niebie i jak bawiła się z aniołkami, płakała gorzko. Jadała jeno korzonki i jagody leśne, zbierane na przestrzeni, w której mogła się poruszać. W jesieni gromadziła w dziupli spadłe orzechy i liście. Orzechy służyły jej w zimie za pokarm, gdy zaś spadł śnieg i nastały mrozy, wsuwała się w liście jak biedne zwierzątko, by nie zamarznąć na dobre. Niezadługo podarła jej się sukienka i kawałek po kawałku spadł jej z ciała. Gdysłońce zaczęło znowu przygrzewać, wyszła ze swej jamy i siadła pod drzewem, a długie włosy okrywały ją, niby płaszcz z wszystkich stron. Tak spędziła całe lata i zaznała całej niedoli i utrapień świata tego.
Pewnego dnia, kiedy drzewa pokrywała świeża zieleń, polował w lesie władca kraju, ścigając sarnę. Gdy zwierzyna uciekła w krzaki, otaczające polankę leśną, król zsiadł z konia, wyrwał cierniowe krzaki i wyrąbał mieczem przejście. Przeszedłszy nim, zobaczył siedzącą pod drzewem śliczną dziewczynę, okrytą aż do stóp miękkim, złocistym włosem. Stał, patrząc na nią z podziwem, potem zaś spytał:
— Czemu siedzisz w tej puszczy?
Ale nie odpowiedziała, nie mogąc wydać głosu.
Król spytał znowu:
— Czy chcesz jechać ze mną do mego zamku?
Dziewczynka skinęła tylko lekko głową.
Król wziął ją na ręce i posadził na koniu, zawiózł do siebie, potem zaś przyodział w piękne szaty i otoczył przepychem i dostatkiem. Chociaż nie mogła mówić, była piękna i tak urocza, że ją pokochał z całego serca i niebawem wziął za żonę.
Po upływie roku królowa powiła synka. Kiedy raz w nocy sama leżała w łóżku, zjawiła jej się Najświętsza Panna i powiedziała:
— Jeśli wyznasz prawdę, że otwierałaś zabronione drzwi, to rozwiążę twe usta i przywrócę mowę, jeśli jednak będziesz trwała w uporze, to zabiorę ci nowonarodzone dziecię.
Królowa odzyskała mowę na chwilę, ale nie chcąc pozbyć się uporu, odparła:
— Nie, nie otwierałam zabronionych drzwi.
Wobec tego wzięła Najświętsza Panna ręce dziecko i znikła z nim.
Gdy nazajutrz nigdzie nie można było znaleźć dzieciny, ludzie zaczęli szemrać, mówili, że królowa jest ludożerczynią i zabiła własnego syna. Słyszała wszystko, nie mogła się obronić, król zaś, kojąc bardzo żonę, nie dawał pogłoskom wiary.
Po roku urodziła królowa znowu syna Matka Boża stanęła przed nią w nocy i rzekła:
— Jeśli przyznasz, żeś otwierała drzwi zabronione, oddam ci dziecko i rozwiążę usta twoje. Jeżeli zaś dalej trwać będziesz w zatwardziałości serca, to zabiorę ci i to nowonarodzone dziecię.
Królowa odparła znowu jak za pierwszym razem:
— Nie, nie otwierałam drzwi zabronionych.
Matka Boża wzięła i drugie dziecko ze sobą do nieba.
Gdy nazajutrz dziecka nie było, jęli wszyscy już głośno mówić, że królowa pożarła syna, zaś doradcy królewscy zażądali, by nad nią odbył się sąd. Król jednak kochał żonę tak bardzo, że nie wierzył i zakazał wspominać o tym swym radcom pod karą śmierci.
Następnego roku urodziła królowa śliczną córeczkę. Ale oto po raz trzeci ukazała jej się w nocy Matka Boża i powiedziała:
— Chodź ze mną!
Wzięła jej za rękę, zawiodła do nieba i pokazała jej dwóch synków, którzy śmiali się i bawili kulą ziemską. Królowa radowala się tym widokiem, a Matka Boża spytała:
— Czy serce twe nie zmiękło dotąd. Jeśli przyznasz, żeś otwierała zabronione drzwi, oddam ci obu synków.
Ale królowa odpowiedziała po raz trzeci:
— Nie, nie otwierałam drzwi zabronionych.
Wówczas Matka Boża spuściła ją powrotem na ziemię i zabrała jej także i trzecie dziecko.
Gdy się o tym dowiedziano nazajutrz, zaczęli ludzie wołać głośno:
— Królowa jest ludożerczynią. Musi zostać skazaną.
Król nie mógł już powstrzymać swych doradców. Odprawiono sąd, ponieważ zaś nie mogła mówić na swą obronę, skazaną została na śmierć na stosie. Zgromadzono wielką ilość drzewa, przywiązano królową do pala, gdy zaś płomienie ją zaczęły ogarniać, stopniał twardy lód serca, uczuła skruchę i pomyślała:
— Ach, gdybym też mogła wyznać przed śmiercią, żem otwierała zabronione drzwi. —
Ledwo skończyła tę myśl, rozwiązały się jej usta i zawołała w niebo:
— Tak, o Mario, uczyniłam to!
W tej chwili lunął wielki deszcz, zagasił płonący stos, nad królową zajaśniał blask, a z nieba zstąpiła Najświętsza Panna, mając po obu stronach synków królowej, a na ręku nowonarodzoną córeczkę jej.
Stanąwszy na ziemi, powiedziała życzliwie:
— Wina jest odpuszczona temu, kto uczuje żal i wyzna swój grzech.
To rzekłszy, oddała jej wszystko troje dzieci, rozwiązała usta i uczyniła szczęśliwą na całe życie.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Bracia Grimm i tłumacza: Franciszek Mirandola.