[403]LXXIV.
Dzień Zaduszny.
Jutro dzień zmarłych, jutro wspominek
Tych, co tu żyli na ziemi:
Pozwól, o Matko, aby twój synek
Poszedł na cmentarz z innemi.
Pomnę, jak byłem mały... ot tyli,
A dziadzio leżał w téj sali,
I wszyscy tacy spłakani byli,
Bo wszyscy dziadzię kochali;
A ja pytałem, jak bezrozumne
Dziécię, co widzi nie jasno:
Czemuż to dziadzię włożyli w trumnę,
Kiedy w trumience tak ciasno?
Czemuż to tylu kręci się ludzi,
Czemu Mateczka łzy leje?
Dziadunio usnął, on się obudzi,
I wnet się do mnie rozśmieje!
Potém coś we dwa albo trzy lata,
Kiedy cios nowy zawitał,
Kiedy mi umarł najdroższy Tata,
Jam się już o nic nie pytał,
Płakałem tylko, nieszczęsne dziécię,
Płakałem dzionkiem i nocą,
Nad tym, co wszystkiém był mi na świecie,
Nad dola moją siérocą!
A jeszcze późniéj, gdy siostrę małą
Aniołki wzięli do nieba,
Mówiłem: płakać mi nie przystało,
Gdyż Matkę pocieszać trzeba;
[404]
I gdym przy grobie skończył pacierze,
Rzekłem: o Mamo kochana,
Nie płacz! Bóg dał ją i Bóg ją bierze,
Niech wola stanie się Pana!
A tyś wołała, tuląc w objęcia
Syna — cne słowa są twoje:
Bóg chciał jednego u mnie dziécięcia,
Ja cię ukocham za dwoje;
A więc na cmentarz pójdziemy razem.
Miniemy rzeczkę, pagórek,
Tam jest kaplica, w niéj przed obrazem
Zmówim pobożnie paciorek.
Potém przy grobie Ojca uklęknę
Wraz z tobą, Matko jedyna,
I będziem nucić te hymny piękne,
Które on nucił dla syna.
Potém podążym ścieżką na lewo,
Co w głąb cmentarza prowadzi,
Kędy wyrosło to duże drzewo,
Ocieniające grób dziadzi.
Czas minął długi, pleni się ziele,
Chwasty już pomnik zakryły,
Ja więc starannie trawę wypielę
Obok dziadunia mogiły.
Wreszcie siostrzyczkę odwiedzim społem,
Co jak sen znikła nam z chwilką:
Ona u Boga w niebie aniołem,
A tu piędź ziemi ma tylko!
Na jéj kurchanku bukiecik złożę,
Krzyż w wieniec kwiatów oplotę,
A ten aniołek wyprosi może,
Abym miłował wciąż cnotę,
[405]
Poznał znój, który ludy bogaci,
Brzydkim nie splamił się czynem,
Czcił wiarę przodków, kochał współbraci,
I godnym ciebie był synem.