Dziady część III/Wstęp Wydawcy

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Kallenbach
Tytuł Wstęp
Pochodzenie Dziady część III
Wydawca Krakowska Spółka Wydawnicza
Data wydania 1920
Druk Druk. L. Anczyca i Spółki
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


WSTĘP
I
OD GUSTAWA DO KONRADA

Dziesięć lat długich i brzemiennych w życiu Mickiewicza upłynęło między napisaniem w Kownie Czwartej części Dziadów a Trzecią ich częścią, w Dreźnie utworzoną. Droga do Rosji, zaczęta w końcu października 1824 r., prowadziła najpierw do stolicy nadnewskiej, gdzie szereg niezwykłych wrażeń i stosunków utkwił w wyobraźni poety na zawsze: poczynając od spiskowców rosyjskich, Rylejewa i Biestużewa, a idąc do malarza, mistyka i wolnomularza Oleszkiewicza, i dalej do rozczytywania się w teozoficznych rojeniach Martineza i Saint-Martina.
Wchodził w świat obcy mu duchem, wstrętny, przygnębiający... Nastały ciężkie dla Mickiewicza lata. On, którego dusza nie znała dotychczas, co fałsz i podstęp, zmuszony był na każdym kroku do tajenia swych najlepszych uczuć. Tam się nauczył »pod ziemię kryć z gniewem i być jak otchłań w myślach niedościgły«. Z ciągłą nadzieją wydostania się zczasem za granicę, Mickiewicz był na pozór spokojny, »ledwie nie rozumny«, »postać miał skromną jako wąż wystygły«, Tylko w zaufanem kółku najbliższych filomatów, przebywających z nim razem na wygnaniu w Moskwie (Malewski, Daszkiewicz, Jeżowski, Pietraszkiewicz), składał maskę »spokoju« rzekomego, był znowu sobą. Zbliżył się powoli do kilku Rosjan, z którymi łączyła go sympatyczna nić wspólnych literackich lub społecznych zapatrywań. Tu na pierwszem miejscu wymienić należy poetów: Puszkina, Żukowskiego, Kozłowa, Baratyńskiego, dalej kniazia Wiaziemskiego, K. Polewoja, Pogodina. Przed tą garstką Rosjan szlachetnych, którzy nie taili swej sympatji dla Polski, miał poeta nasz »gołębią prostotę«; do nich-to zwrócił wspaniałą odezwę z III-ej części Dziadów: „Do Przyjaciół Moskali“, w której tak streścił przymus duchowy, jakiemu ulegać musiał w latach 1825—1829:

Pókim był w okuciach,
Pełzając milczkiem jak wąż, łudziłem despotę,
Lecz wam odkryłem tajnie, zamknięte w uczuciach.

Uczucia to były gwałtowne — tem gwałtowniejsze, że tajone. Do wszystkich cierpień wygnańca-patrjoty dołączały się męczarnie poety, który rwał się do czynu-pieśni, a każdy poryw natchnienia hamować musiał względami na cenzurę:

......Zdejmą mi tylko z rąk i nóg kajdany,
Ale wtłoczą na duszę......
Błąkać się w cudzoziemców, w nieprzyjaciół tłumie
Ja śpiewak, — i nikt z mojej pieśni nie zrozumie
Nic, oprócz niekształtnego i marnego dźwięku......
Żywy.... zostanę dla mej Ojczyzny umarły.

Przecież, choć »broń mu przełamano w ręku«, nie umarł dla Ojczyzny, nawet tam — w sercu wroga.

Pobyt Mickiewicza w Rosji był twardą szkołą życia, z której i jako człowiek i jako poeta wyszedł zwycięsko. Jako człowiek hartował się w uczuciach filareckich, które przez pięć lat tęsknoty wezbrały tajemnie w olbrzymiem sercu jego, czyniąc je zdolnem do miłości i cierpień »za miljony«; jako poeta: Sonetami, Wallenrodem i Farysem doszedł już niemal szczytu doskonałości i czekał tylko na sposobną chwilę, aby uwieńczyć swe skronie Improwizacją Konrada. Olbrzymią doniosłość rozwoju wewnętrznego Mickiewicza w Rosji streścił świetnie Kozłow, ociemniały poeta rosyjski, w tych kilku słowach, wypowiedzianych do Odyńca: »Daliście go nam silnym, oddajemy go wam potężnym«.
Rozum i uczucie dochodziły w nim do najpiękniejszej miary i harmonji. Rozum zdawał się w nim wówczas brać górę nad uczuciem; ale było to pozornem. Ten sam Oleszkiewicz, który w końcu roku 1824 otwierał mu pobyt w Rosji, mistyczne dając klucze do zrozumienia dziwnych dróg Opatrzności, teraz żegnał go na wyjezdnem i wróżył, że będzie »naczyniem wybranem«, i że »prędzej czy później Łaska go napełni i przez niego spłynie na drugich«. Napróżno Mickiewicz chciał w żarty obrócić słowa Oleszkiewicza. »Ty myślisz teraz — odpowiedział mu »guślarz-malarz« — że ty strasznie rozumny i że niema światła nad rozum. Ale to nic nie szkodzi; jak Pan Bóg chce, tak będzie«...
Przyjdą czasy, kiedy Mickiewicz uchyli czoła przed duchem Oleszkiewicza i wyzna w pokorze:

Rozumie ludzki! Tyś mały przed Panem,
Tyś kroplą w Jego wszechmogącej dłoni —

i powie:

Pan maluczkim objawia, czego wielkim odmawia.

A dzięki Oleszkiewiczowi rozpocznie się ferment duchowy, który dokona się w Rzymie, a któremu na imię w III części Dziadów: X. Piotr.
Wyjechawszy 27 maja 1829 r. z Petersburga, podróżował Mickiewicz naprzód po Niemczech. Woził z sobą wszędzie Pismo św. i mówił w Berlinie W. Cybulskiemu, że ma zamiar napisać coś w stylu biblijnym. Jest to godnem uwagi zjawiskiem w rozwoju duchowym poety, że już wówczas, od chwili wyjazdu z Rosji, pod wpływem poważnej zapowiedzi Oleszkiewicza, toczy się w jego duszy walka rozumu z uczuciem, pychy z pokorą. Coraz wyraźniej zapowiada się zwycięstwo uczucia i pokory. W podróży z Karlsbadu do Weimaru poucza Mickiewicz Odyńca, że »prawdy rozumem nie dojdziesz. Natchnienie, dar Boży, objawia ją niekiedy«. Później, w Darmstadzie, zastanawiając się nad dramatycznością historji polskiej, hołd składa dziejom ojczystym, bo historja nasza »obraca się w sferach wyższych nad sam ziemski rozum... i ma to podobieństwo z poetycką Helladą, że wszystkie sprawy tego świata przez uczucie i wiarę ze światem nadprzyrodzonym jednoczy, a podług praw jego i natchnień sama się w swych działaniach kieruje«. Jakże już tu bliscy jesteśmy owej zasadniczej idei Dziadów, idei-matki o wierze w wpływ świata pozagrobowego na sferę działań ludzkich. Zanim jeszcze stanął w progach Wiecznego Miasta, poeta stoczył w sobie walkę duchową wewnętrzną, której wynikiem było głębokie przekonanie, że rozum ludzki za mały jest i za słaby, aby się zmierzyć z wszechświatem ducha, że tylko uczucie, i to przez pokorę, dochodzi do uwierzenia w prawdę objawioną, a przez wiarę do przeświadczenia o tej prawdzie.
Pobyt w Rzymie miał przekonania te pogłębić i utrwalić. Nie szło to zrazu łatwo wśród gwaru życia towarzyskiego. Ale prąd, nurtujący w głębi duszy, koniecznie szukał już wtedy ujścia poetyckiego. W ciągu grudnia 1829 r. zamyślał Mickiewicz w Rzymie napisać tragedję p. t. Prometeusz. Odyniec opowiada w swych Listachże dzieło Brumoy (Théatre des Grecs), zawierające tłumaczenie francuskie tragików greckich, przypomniało Mickiewiczowi Ajschylowego Prometeusza, o którym »myślał już oddawna. Kupił sobie oryginał grecki. Powróciwszy raz z teatru, zastał Odyniec Mickiewicza »kiwającego się jak rabin nad książeczką, której właściwie nie czytał, ale medytował nad nią i ustawicznie do niej zaglądał«. Wyraz twarzy przypomniał Odyńcowi chwilę w Wilnie, kiedy przyszedłszy raz wieczorem, zastał poetę, piszącego IV część Dziadów. Mickiewicz zaczął mówić o Prometeuszu, wreszcie tłumaczyć i deklamować z zapałem scenę między Prometeuszem a Hermesem. »Adam był tak wzruszony, że twarz i usta mu drgały, a łzy świeciły się w oczach. Skończywszy, zaczął opowiadać główny zarys swego planu. »Nie będzie to — mówił on — ani tłumaczenie, ani nawet proste naśladownictwo poety greckiego, ale tylko daleka parafraza jego idei, zastosowana do chrześcijańskich pojęć duchowych. W treści zaś jest to odwieczna historja ducha ludzkiego, nie bez dobrej woli w gruncie, ale obłąkanego przez pychę, w zapasach z potęgami wyższemi, a raczej tylko silniejszemi od niego, których on ani uznać, ani im ulec nie chce i nie może«. Te myśli zatem, które niedawno przedtem rozwijał przed grobowcem Galileusza w kościele Santa Croce we Florencji, starał się Mickiewicz w końcu roku 1829 ująć w tragedję myśli w Rzymie. Zanosiło się na polskiego Prometeusza, którego stłumiły wówczas niepomyślne dla twórczości warunki pobytu rzymskiego; ale ziarno prometeuszowe nie przepadło i nie uschło w piersi poety, czekało tylko na stosowną do wzrostu porę. Jak dalece przejęty był Mickiewicz na wskróś Prometeuszem Ajschylosa, dowodzi świadectwo Odyńca, który stanowczo twierdzi: »Przekonany jestem najmocniej, że scena Improwizacji z III-ej części Dziadów jest zabytkiem tylko i odbiciem głównej treści tego dramatu, który głęboko tkwił w duszy autora«.
Z wiosną r. 1830 poeta, bywając częściej w domu hr. Ankwiczów, poznał bliżej, a niebawem pokochał córkę ich Henrykę Ewę, cichą, rozmarzoną religijnie pannę, która mogła mu przypominać Marylę. Nowa ta miłość Mickiewicza nie miała siły i nastroju pierwszej, Gustawowej; było to uczucie niemal ojcowskie człowieka, który wiele w życiu przecierpiał, przebolał i szukał osłody w niewinnym uśmiechu dziewczęcia polskiego. Dawał jej w sercu swem miejsce drugie, skoro pierwsze zajął był kto inny raz na zawsze[1]. Religijna atmosfera domu Ankwiczów zaczęła zwolna oddziaływać na Mickiewicza. Już z początkiem stycznia 1830 r. powróciwszy z kościoła Jezuitów, gdzie widział »panie swoje« spowiadające się, napisał poeta znamienne i pełne natchnienia religijnego wiersze, znane potem jako wiersz do Marceliny Łempickiej. Znajdujemy w nim pierwszy od lat kilku ton religijny, tak głęboki i czysty, że już sam ten ton dowodzi wielkiej i stanowczej ewolucji duchowej w kierunku wiary głębokiej. Już tutaj wyraża Mickiewicz silną wiarę w potężny wpływ aniołów na ludzi.
Rola anioła jest tam tak samo pojęta i określona, jak później w III-ej części Dziadów. Całe widzenie Ewy (scena IV) jest właściwie rozwinięciem i spotęgowaniem myśli, zaznaczonych lekko w wierszu do M. Łempickiej. Już poeta silnych sam doznać musiał wrażeń religijnych, już ocenił doniosłość duchowej ekstazy, skoro wiersz swój do panny Łempickiej tak kończy:

Jabym dni wszystkich rozkosz za nic ważył,
Gdybym noc jedną tak jak ty przemarzył.

Gdybym!... Cała trudność i niepewność spokoju ducha widnieje z tych słów końcowych. Serce jego rwało się ku marzeniom cichym, niebiańskim, anielskim, ale rzeczywistość burzyła rojenia tęczowe i »srodze budziła« z marzeń religijnych. Filareci: Daszkiewicz i Jan Sobolewski zmarli w tym roku (1830) na wygnaniu; ta wieść żałobna rzuciła cień smutku na jasne dni włoskie. Złowrogie przeczucia owładnęły Mickiewiczem. W lipcu 1830 r. napisał prześliczny wiersz Do Matki Polki, wieszcząc na kilka miesięcy przed 29 listopada męczeństwo bez zmartwychpowstania.
W październiku 1830 r. stosunek z Ankwiczami uległ stanowczej zmianie. Ojciec Henryki dał wyraźnie Mickiewiczowi do zrozumienia, że nie powinien się łudzić nadzieją małżeństwa. Poeta odchorował ten nowy zawód. A jak w r. 1823 na rozpacze serca kochanek Maryli znalazł gorzkie, lecz uzdrawiające lekarstwo w celi Bazyljańskiej, tak teraz niespodziewany wybuch wojny narodowej położył kres troskom osobistym i kazał drżeć nie o własne, lecz o narodu szczęście.
Zdala od Polski, pozbawiony dokładnych wiadomości o rewolucji listopadowej, »całemi dniami biegał w Rzymie bez celu, a wieczorami myślał«. »Różne przeszkody« zatrzymywały go w Rzymie dłużej, niż sam pragnął. Jakkolwiek przeczuwał niepomyślny wynik wojny z Rosją, to przecież uważał za swój obowiązek śpieszyć do kraju i stanąć w szeregach bratnich. Dopiero d. 19 kwietnia 1831 r. mógł z Rzymu wyjechać.
Kiedy w sierpniu 1831 r. przedostał się Mickiewicz w Poznańskie, już nie było właściwie poco wkraczać do Kongresówki. Los powstania był rozstrzygnięty. We wrześniu składano już na granicy pruskiej broń, a Poznańskie zaroiło się od emigrantów. Opowiadania świadków i uczestników świeżej walki narodowej podziałały wstrząsająco na twórcę Konrada Wallenroda. Zrozumiał rozpaczliwe położenie narodu, ocenił niepowetowaną stratę we własnem życiu, że nie był uczestnikiem boju o niepodległość. Przeszedł znowu męki zwątpienia i rozpaczy; bliskim był samobójstwa. Po ośmiu miesiącach pobytu w Poznańskiem dał się unieść fali emigracyjnej do Drezna.
Tu w kwietniu 1832 r. nastąpił prawie wulkaniczny wybuch twórczości, który dał nam trzecią część Dziadów. Wybuch ten zaskoczył poetę niespodziewanie. Raz, modląc się w kościele drezdeńskim, poczuł, »jakby się nad nim bania z poezją rozbiła«. Natchnienie uniosło go ku tym stronom i czasom, kiedy na łonie Ojczyzny, wśród braci filareckiej, wśród trosk serdecznych żył przecież »całem i zupełnem życiem«. Zapragnął młodość własną powołać do życia, przeszłość chlubną filarecką wcielić do »narodowego pamiątek kościoła« i dać jej nieśmiertelność.
Natchnienie płynęło nań rzeką wezbraną i szumiącą. Sam uważał się tylko za narzędzie, posłuszne temu natchnieniu. »Stałem się Schreibmaschine — pisał 26 kwietnia 1832 r. do hr. J. Grabowskiego — i przez całe te kilka tygodni pióra z ręki nie wypuszczam. Jeszcze nie wszystko, com zaczął, pokończone, a póki nie skończę, to nie ruszę się z Drezna. Pisanie jest rodzajem cietrzewiej piosnki, z której i wystrzałem trudno przebudzić. Nie wychylam się wcale z domu«... A do brata, Franciszka, w trzy dni potem pisze: »Tak jestem zatrudniony od kilku tygodni, że ledwie mam czas brodę ogolić. Pisałem tyle, że liczba wierszy skleconych w ciągu tego miesiąca, wyrównywa trzeciej części, a może i połowie wszystkiego, com dotąd ogłosił. Nie wszystko jeszcze, com zaczął, pokończone i póki nie skończę, zostanę zapewne w Dreźnie«.
W połowie maja 1832 r. Mickiewicz miał już III-ą część Dziadów gotową do druku. Wezbrana fala natchnienia opadła po sześciu tygodniach zalewu poetyckiego. Nowy utwór swój uważał jako »kontynuacją wojny, którą teraz, kiedy miecze schowano, dalej trzeba piórami prowadzić«.
Zastanówmy się na chwilę nad genezą tego utworu.






II
GENEZA III CZĘŚCI DZIADOW

Na wybuch natchnienia zanosiło się oddawna. Kiedy Mickiewicz pewnego poranka kwietniowego 1832 r. poczuł w kościele drezdeńskim, że się nad nim jakoby »bania z poezją rozbiła«, to była to tylko jasna świadomość, że cierpliwie oczekiwany moment twórczy nadszedł, że się czasy wypełniły i że arcydziełu myśli i uczuć pora na świat... Od lat kilku wzbierały w nim prometeuszowe myśli: póki był w Rosji, w okuciach tłumić w sobie musiał żale i cierpienia; gdy odetchnął pełną piersią za granicą, spotkał się tam z taką różnolitością wrażeń, z tylu nowemi podnietami umysłowemi (Hegel, Goethe, Lamennais, przeszłość klasyczna, muzea, Dante i t. d.), że fantazja jego ucichła narazie, jakkolwiek wewnętrzna walka rozumu z wiarą dążyła już wówczas (w końcu 1829 r.) do przybrania poetycznych kształtów w tragedji »prometeuszowej«. Na prometeuszowe myśli padają w r. 1831 bezustanku iskry narodowego pożaru: dokonana niedawno w Rzymie wewnętrzna budowa wiary, miłości i nadziei zatrzęsła się w posadach swoich po katastrofie r. 1831. Pierś Prometeusza polskiego przygniotło nowe, straszne brzemię. Zasunął się ołowianemi chmurami naokół horyzont jego duszy. Myślom jego coraz nieznośniej i duszniej było; ten nadmiar bólu patrjotycznego i zgryzoty, zwątpienia i rozpaczy byłby mu rozsadził pierś, gdyby nie był znalazł ujścia... Łzawnica przepełniona była nad brzegi: »bania z poezją« pęknąć musiała, na szczęście dla poety i dla naszej poezji... Co z tego skłębionego waru uczuć i żalów buchnęło najpierw: czy skarga Polaka na zgwałcenie jego najdroższych nadziei, czy tytaniczny bunt myśli ludzkiej przeciw nieodgadnionym wyrokom myśli Bożej? — tego na pewno nie będziemy już nigdy wiedzieli i to, ostatecznie, może nam być obojętne. Z psychologicznego punktu widzenia jest rzeczą jasną, że niebotycznym wierzchołkiem owych prometeuszowych myśli, nękających poetę od r. 1829, była Improwizacja Konrada. Co więcej; Improwizacja Konrada jest nietylko najsilniejszym objawem natchnienia, ale jest poprostu tak gwałtownym, żywiołowym niemal wybuchem twórczości, tak potężnem wyładowaniem się nagromadzonych w poecie przez lata całe prądów tytanicznych, że musimy jej dać chronologicznie nawet, pierwszeństwo przed wszystkiemi innemi scenami III-ej części Dziadów i uznać, że zrodziła się ona w Dreźnie, bardzo wcześnie w kwietniu 1832 r., może tej samej nocy[2] po owym pamiętnym dniu, kiedy się nad poetą »bania z poezją rozbiła«. To pewna, że jako człowiek gorąco wierzący pragnął co rychlej pozbyć się tego grzechu pychy, do której się poczuwał w sumieniu. Sam potem uważał Improwizację za »zwrotnikowy (a więc najwyższy) punkt Byronowskiego kierunku«, za utwór, w którym »szał pychy rozumu dosięga ostatecznych granic, a tylko pokorna wiara broni Konrada od ostatecznego upadku i zguby«. Improwizacja była zatem poniekąd wielką, generalną spowiedzią z tego grzechu pychy, który tak ostro osądził sam, już w r. 1829. Spowiedzią? zaiste, nie w rodzaju spowiedzi Św. Augustyna albo Tołstoja, ale straszną, jako szczere, namiętne wyznanie stanu duszy wierzącej, a zbolałej, spragnionej sprawiedliwości, a pojonej octem bezprawnej przemocy. Wyznanie to wyrasta z przerażającą, zawrotną szybkością na wyzwanie, rzucone Bogu, wyzwanie, jakiemu równego w sile natchnienia i mocy słowa nie ma żadna obca poezja.
Improwizacja nie mogła być oczywiście z góry obmyślana, jako scena III-ej części Dziadów. Zrodziła się ona samoistnie i samowolnie. Pomimo późniejszej pracy kompozycyjnej Mickiewicza, dziś jeszcze Improwizacja działa na nas nie jako część całości, ale owszem jako całość zupełnie w sobie zawarta, skończona, odrębna. Po jej dokonaniu poeta nie mógł tego dumnego wyzwania tytanicznej myśli pozostawić bez odpowiedzi. Prometeuszowi-Konradowi, uosobieniu pychy ludzkiej, przeciwstawił wcielenie chrześcijańskiej pokory i poddania się woli Bożej w X. Piotrze. W Dziadach drezdeńskich mamy zatem echo tych walk duchowych, które przebywał poeta i dawniej, w Rosji, i niedawno w Rzymie: a dumnemu Konradowi, imiennikowi z serca i uczuć Wallenroda, staje na drodze cichy, niepozorny X. Piotr, który uzdrawia i ratuje go tak, jak niegdyś poetę w Petersburgu Oleszkiewicz, a potem w Rzymie X. Chołoniewski.
Ten krwawo okupiony dorobek swego ducha, to odrodzenie moralne człowieka, chciał Mickiewicz przedstawić na tle historycznem zdarzeń filareckich z r. 1823, w których sam tak wybitną grał rolę. Dzieje filareckie nabierały wobec wojny narodowej r. 1831 znamienia przedświtu jej niejako i zapowiedzi. Tortury duchowe, zniesione godnie przez młodzież wileńską w r. 1823, domagały się teraz, po świeżych ofiarach, aby je przypomniał narodowi czynny ich uczestnik i naoczny świadek. Broszura Lelewela z r. 1831 p. t. Nowosilcow w Wilnie odświeżyła w pamięci poety owe niezapomniane miesiące więzienia u Bazyljanów; obecność Domeyki w Dreźnie poruszała codziennie całe mnóstwo szczegółów charakterystycznych z owej epoki gwałtu i ucisku. Te dwie historje serdeczne: własnych przejść duchowych i filareckiej niedoli splatały się wówczas w Dreźnie w jedno tęczowe pasmo poetyckiego natchnienia, w jeden prawdziwy, przeżyty dramat. A gdy pomyślał, że w tym dramacie zrosły się niemal dzieje bohatyrskie młodzieży filareckiej z tem, co sam wtedy przebolał i co dało punkt wyjścia jego walkom wewnętrznym, a stało się zawiązkiem jego duchowej ewolucji: treść obfita, niewyczerpana zaczęła się snuć ze zbolałej duszy poety i trzecia część Dziadów wtedy się zrodziła.
O ile Improwizacja Konrada wpłynęła na zawiązek i rozbudowanie III-ej części Dziadów, da się dzisiaj dopiero wykazać na podstawie odszukanego niedawno autografu poprawnego. Ze stanu tego autografu widać, że Improwizacja przepisana była z bruljonu (zagubionego i nieznanego dziś), zanim inne sceny były napisane. Kartki, zawierające Improwizację, są u góry oznaczone liczbami 1, 2, co samo przez się świadczy o pierwotnej odrębności tych kartek, dopiero później włączonych do całości. Najlepszym zaś dowodem wcześniejszego napisania Improwizacji jest ten fakt, że u samej góry kartki, na początku, napisał Poeta pierwotnie: »Gustaw«. Imię to potem silnie zamazane. Zamiast niego wpisał na boku: »Konrad, po długiem milczeniu«. Autograf drugi (poprawny) stwierdza zatem dowodnie, że Improwizacja powstała wówczas, kiedy jeszcze nie było słynnej potem przemiany Gustawa w Konrada. Improwizację bowiem wygłaszał pierwotnie Gustaw.
Słynny zaś napis na ścianie w celi więziennej: Gustavus obiit... hic natus est Conradus dopisał Mickiewicz pierwotnie do sceny pierwszej, jak widać w autografie poprawnym (ob. poniżej uwagi wydawcy na str. 56 do w. 28). Później przeniósł poeta tę łacińską inskrypcję do sceny, w której Gustaw śpi pod opieką Anioła Stróża, a z której to sceny w końcu zrobił Prolog[3].
Geneza III-ej części Dziadów, o ile możemy się jej domyślać ze skąpych wskazówek a litograficznych, wykazuje jeden znamienny rys: luźność scen, które nie wiążą się ze sobą żadną nicią intrygi dramatycznej, ale pomimo całej rozmaitości miejsca (Wilno, okolice Lwowa, Warszawa, wieś za Wilnem) i czasu, spojone są ze sobą tajemniczą nicią idei przewodniej: wiary w wpływ dobrych i złych duchów na sferę działań ludzkich, wiary w wielkie, powszechne obcowanie świata zmysłowego z światem zagrobowym, z zaświatem. Ta wiara była samą treścią duszy Mickiewicza; nic dziwnego, że pełne są jej wszystkie niemal sceny III-ej części Dziadów, zwłaszcza te, w których poeta dał wyraz osobistym swym uczuciom. Ale nawet sceny historyczne, t. j. sceny, zawierające przedmiotowo wierne skreślenie wypadków filareckich, nie mogły uniknąć wpływu subjektywnego nastroju poety i odznaczają się pewnem zabarwieniem religijnem, które zresztą Mickiewicz starał się już w przedmowie do III-ej części Dziadów usprawiedliwić i uzasadnić: »Wszyscy pisarze — czytamy tam — którzy uczynili wzmiankę o prześladowaniu ówczesnem Litwy, zgadzają się na to, że w sprawie uczniów wileńskich było coś mistycznego i tajemniczego. Charakter mistyczny Zana..., religijna rezygnacja, braterska zgoda i miłość młodych więźniów, kara Boża sięgająca widomie prześladowców, pozostawiły głębokie wrażenie na umyśle tych, którzy byli świadkami lub uczestnikami zdarzeń; a opisane, zdają się przenosić czytelników w czasy dawne, czasy wiary i cudów«.
Jeśli dodamy do tego, że »świadek i uczestnik« tych zdarzeń był zarazem w chwili twórczej gorąco religijnym wyznawcą Krzyża, to zrozumiemy nastrój religijny całej, trzeciej części Dziadów.
Jej nastrój patrjotyczny nie potrzebuje chyba objaśnienia. Niema serca, po ludzku czującego, do któregoby tym utworem Mickiewicz nie trafił. Obrazom męczarni narodowych, tu skreślonych, złożyła już dawno hołd wymowny George Sand: »Obrazy te są takie, jakich ani Byron, ani Goethe, ani Dante nie byliby mogli namalować. Może i sam Mickiewicz miał w życiu swem jedną tylko chwilę tego nadnaturalnego natchnienia. Prześladowanie, cierpienia i wygnanie rozwinęły w nim siły, nieznane mu przedtem... Od czasów proroków Syjonu, od czasu ich łez i jęków, żaden głos nie wzniósł się z taką siłą, aby opiewać przedmiot tak ogromny, jakim jest upadek narodu«.[4]
Doniosłość trzeciej części Dziadów nietylko w poezji, ale wogóle w historji naszej nie da się nawet scharakteryzować, bo trwa ciągle, niczem nie zmniejszona; naród cały miał lata Konradowego szału w namiętnem pragnieniu zemsty i odwetu, »z Bogiem — i choćby mimo Boga!« Dla nas nie są Dziady wspaniałym tylko pomnikiem poetyckiej siły, ale żywą rzeczywistością, żywą i żywiącą prawdą, najdroższą cząstką naszej narodowej treści.
Czem zaś były dla poezji naszej, widać bodaj z tego, że zaledwie rozległ się tytaniczny głos Improwizacji, a już odpowiedziały mu gromkie echa... Garczyński w Wacławie, Słowacki w Kordjanie, Krasiński w Irydjonie podejmują wspaniały wątek Konradowej myśli. Zapładnia ona ich wyobraźnię, żyje w ich sercach i wydaje utwory pełne ognia, których bohatyrowie noszą na obliczu swem wyraźne rysy duchowego z Konradem powinowactwa. Ale nie tu miejsce na szczegółowy genealogiczny wywód wielkiej rodziny, którą Dziady wydały.


III
USTĘP. — ZAMIARY DALSZYCH DZIADÓW

Zakończenie III-ej części Dziadów w mistrzowski sposób łączy żywioł subjektywny z przedmiotowym, historycznym. Wywiezienie filaretów do Rosji w samą noc Dziadów sprowadza nas z krainy duchów na ziemię, na polski padół płaczu i nędzy. Poeta z końcem pierwszego aktu filareckiej i własnej tragedji opuszcza ojczyznę, a w opowiadaniu epicznem, dołączonem pod nazwą Ustępu do III-ej części Dziadów, przysposabia nowe tło etniczne, nowe tło psychiczne przyszłego otoczenia Konrada.
Ustęp jest rozszerzeniem, a zarazem świetnem pogłębieniem tych rysów, któremi Mickiewicz scharakteryzował świat rosyjski już w scenie ósmej (balowej). Mamy w Ustępie obrazy natury północnej i ludzi tamtejszych (Droga do Rosji, Przedmieścia stolicy), mamy psychologję i patologję ówczesnego Petersburga, znakomitą charakterystykę cara w todze Rzymianina (Pomnik Piotra W.), wreszcie arcydzieło obserwacji i malowniczego odtworzenia epoki w wierszu p. t. Przegląd wojska.
Jak z jednej strony krajobrazy, skreślone w Ustępie z prawdziwem mistrzowstwem, pełne są życia i nawet w drobiazgach są wierne, tak z drugiej strony ludzi ówczesnych bezlitośnie przedstawił poeta w całej, ohydnej, nagości dusz »wspaniałych«, spodlonych despotyzmem, przekupstwem i zanikiem godności człowieczej. Te wiersze, pełne gorzkiej ironji i zjadliwego sarkazmu, pisane były pod bezpośredniem wrażeniem katastrofy r. 1831, w chwili, gdy cała Europa wrzała oburzeniem — niestety bezsilnem — na północnego Tyrana i nie szczędziła mu obelg.[5]
Ustęp poświęcał Mickiewicz »Przyjaciołom-Moskalom«. Żrąca i paląca gorycz poematu polskiego, wyssana z krwi i łez Ojczyzny nieszczęśliwej, miała w przekonaniu poety gryźć okowy wspólnych kajdan; poemat cały mógł mieć na czele te same słowa, które wojsko polskie w r. 1831 na swych sztandarach widziało: »Za naszą i waszą wolność!« — W epicznych opowiadaniach Ustępu rzucił poeta jakby most wiszący, który miał przeprowadzić Konrada do dalszych, zamierzonych »aktów« jego dramatu, do dalszych części Dziadów. Odmalowawszy w Ustępie drogę do Petersburga, chciał Mickiewicz w dalszych Dziadach przeprowadzić bohatyra swego przez całe piekło przymusowego wśród wrogów pobytu, pokazać walkę Konrada z przeciwnościami, a wreszcie wyzwolenie jego duchowe, dokonane w Rzymie. Najważniejsza ta część, już w myśli ułożona, już częściowo pisana, (nawet w czasie tworzenia Pana Tadeusza) — zaginęła na zawsze!
Oto co nam poeta o dalszym wątku zaginionych Dziadów sam przekazał:
Kiedy Niemcewicz po odczytaniu trzeciej części Dziadów w Londynie, pośpieszył (3 lutego 1833 r.) z wyburzeniem swego uwielbienia dla dzieła »szczytnego, wyższego nad wszystkie pochwały«, dającego potomności »wierny, acz okropny obraz cierpień naszych i okrucieństw barbarzyńców«, kiedy prosił Mickiewicza, aby napisał poema epiczne powstania naszego, w »rodzaju Danta« — twórca Improwizacji »czerpie w tych wyrazach pociechę, uważa je za nagrodę«, a przeczytawszy »ze wzruszeniem« zdanie Niemcewicza o trzeciej części Dziadów, tak mu dalej dziękuje:
»Zdawało mi się, że podsłuchałem przyszły wyrok potomności. Pozwól autorowi cieszyć się tem złudzeniem. Pochlebiło mi niezmiernie, ze odgadnąłeś cel i plan mojego poematu; rzeczywiście mam zamiar objąć w nim całą historję prześladowań i męczeństwa naszej Ojczyzny. Sceny wileńskie są wstępem do więzień petersburskich, katorżnej roboty i posielenia w Sybirze. Przedsięwzięcie szerokie i bogate w przedmioty. Oby tylko Bóg dał natchnienie! W jednej z następujących części wprowadzę niewolnika konfederata, który w zamku petersburskim przesiedziawszy całe życie, doczekał roku 1825 i opowiada nowym towarzyszom więzienie Kościuszki i Niemcewicza. Jeżelibyś mógł, Szanowny Panie, udzielić mnie w kilku słowach szczegółów o swoim ówczasowym pobycie w Krieposti, bardzobyś mnie uszczęśliwił i moje dziełko ozdobił«. Otrzymawszy zaś od Niemcewicza rękopis pożądanego pamiętnika, przeprasza, że zajęty tworzeniem Pana Tadeusza nie zdołał nawet podziękować za pamiętnik. »Część tego pamiętnika wejdzie w poema moje; jużbym go teraz użył, ale zajęty byłem innemi pracami, po których skończeniu do poematu Dziadów wrócę«. Jakoż nie były to czcze obietnice. Wiemy bowiem z listu Mickiewicza do Odyńca, do jakiego stopnia myśl o Dziadach zaprzątała jego imaginację. W liście tym (z lutego 1834 r.) donosi Mickiewicz przyjacielowi o ukończeniu Pana Tadeusza i tak pisze: »Ledwiem skończył, bo mnie już duch porywał gdzieindziej, do dalszych części Dziadów, których kawałki oderwane mimojazdem pisałem«, I zaraz potem dodaje te słowa wielkiego znaczenia, tem większego, jeśli zważymy, że je wypowiada już jako autor Pana Tadeusza: »Z Dziadów chcę zrobić jedyne dzieło moje warte czytania, jeśli Bóg dozwoli skończyć«.
To zapowiadał Mistrz poezji polskiej już po napisaniu swego arcydzieła. Przekonany, »że się nadto żyło i pracowało dla świata tylko«, postanowił odtąd »nigdy już pióra na fraszki nie użyć«. Z Dziadów chciał stworzyć pieśń pieśni swoich, bo pojął je jako myśl Bożą dla dobra bliźnich: bo »to tylko dzieło warte czegoś, z którego człowiek może poprawić się i mądrości nauczyć«. Człowiek, który sam w sobie i z sobą przeszedł Dantejską wędrówkę na ziemi, który z miłością za miljony, czuł męki Prometeusza, patrząc na cierpienia narodu, a przecież od miłości pogańskiej Konrada zdołał wzbić się do seraficznej miłości X. Piotra, z piekła, pożądającego krwi i zemsty, potrafił wznieść się w archaniołów strefy — taki genjusz mógł znaleźć rozkosz tworzenia chyba tylko w najdonioślejszych zagadnieniach: szczęścia Ojczyzny i Ludzkości szczęścia! Do tych zagadnień tęsknił, ku nim wytężał ramiona swej duszy i wówczas i nieraz jeszcze potem. Uzupełnieniem, a zarazem wycieniowaniem słów poety w liście do Odyńca są wspomnienia Bohdana Zaleskiego, który żył wtedy z Mickiewiczem bardzo blisko. Było to na wiosnę 1834 roku. Mickiewicz przeniósł się z Paryża do Sèvres i tam wśród, ciszy wiejskiej wypoczywał po Panu Tadeuszu i doglądał jego korekty.
»Codziennie — pisze Bohdan Zaleski — z Adamem robiliśmy wycieczki poza Sèvres; wałęsaliśmy się po laskach... Adam używał teraz w pełni swobody, słusznie i święcie mu się należącej po dwuletnich niepokojach i znojach. W zanadrzu i po kieszeniach nosił zawżdy korekty drukarskie, przeglądając je najczęściej leżący na murawie, z ołówkiem w ręku.
W opromienieniu wiośnianego słońca i śród zieleni pól i lasów, Adam rześki dotąd i wesoły, nagle począł się chmurzyć, co dosłownie ściemniać na obliczu. Odosobniał się, zamykał się w domu na całe dni, skarżąc się na dokuczliwe swoje spliny. Przyjaciele różne naznaczali przyczyny tym splinom... Walna ich przyczyna tkwiła wszelako gdzieindziej. Raz mimochodem koło leżącego napomknąłem: »nie prawdaż, Adamie, rozbierają ciebie Dziady?« Na to pytanie, uścisnął mi rękę, potakując skinieniem głowy. — Ile razy zabierał się do pisania dalszych części Dziadów, doświadczał wielkich wzruszeń i cierpień. Wstrząsały nim tak wewnątrz wulkaniczne prądy genjalnej twórczości. W Dziadach streścić chciał wszystkie potęgi swego ducha: rozrachunki z Bogiem, zapasy i walki sumienia człowieczego, żary i bole patrjoty. Z Dziadów uczynić miał główne i jedyne dzieło swoje godne czytania. Istotnie, w tym czasie na luźnych kartkach pisał nocami nieczytelnie notaty i urywki do dalszych części Dziadów. Te kartki widziałem i wtedy w Sèvres i po leciech jeszcze w Lozannie, kiedy mnie sam wtajemniczał w ich arkana«.
W związku z tem opowiadaniem o »luźnych kartkach« dalszych części Dziadów przytoczyć tu wreszcie musimy, co sam Mickiewicz Bohdanowi Zaleskiemu donosił w styczniu 1840 r., w odpowiedzi na przysłane sobie wiersze: »Ale, ale, ów twój wiersz senny, dziwna to, i arcydziwna rzecz. Bo u waż, że ja kiedyś w auguście czy septembrze (a zatem 1839 r.) napisałem, albo rzuciłem na papier kilkadziesiąt wierszy, w celu robienia pierwszej części Dziadów! Owoż rzecz taż sama: chłopiec tuła się między mogiłami. Tylko u mnie fantastyczniej, bo śpi, a chórem nad nim nócą i piołuny siwe i lebioda i ślimaki etc. etc. Inspiracja mnie opuściła i przestałem pisać«.
Dwa fakty zwracają w tym liście uwagę naszą. Najpierw to, że jeszcze w siedm lat po wydaniu trzeciej części Dziadów, w warunkach twórczości stosunkowo nieprzyjaznych, poeta marzy o Dziadach; powtóre, że pragnie dać nam całość organiczną, a więc rozpoczyna od »robienia« części pierwszej... Czy, zarzuciwszy w starej podróżnej tece fragmenty pierwszej części, pisane na Litwie, uważał je za stracone i na nowo do części pierwszej przystępował? czy też poprostu »rzucił« wówczas na papier »kilkadziesiąt wierszy«, aby dodać jedną scenę do dawniejszych? — trudno rozstrzygnąć. Wyrażenie »w celu robienia pierwszej części Dziadów« jest dość elastyczne i pozwala na dwojaki domysł.
To pewna, że rok 1839 był ostatnim w szeregu lat, które mogły były dać nam dalsze Dziadów części. Po r. 1840, po przeniesieniu się z cichej Lozanny do hucznego Paryża, nie mogło być już mowy o dokonaniu »jedynego dzieła«, godnego czytania.
Los wrogi zawisł od początku tak nad Dziadami, jak nad ich twórcą. Już w zawiązku samym wydane zostały fragmentarycznie, jako druga i czwarta część. Po długich, smutnych latach dziesięciu rzucił się poeta z nadludzkiem uczuciem i olbrzymią siłą ku ulubionej myśli swego ducha i oto znowu część tylko (akt pierwszy) wyszła w r. 1832 z pod ręki Mistrza... Po kilkakroć jeszcze próbuje wykończyć Dziady, dopowiedzieć w nich tajnie swego ducha — napróżno! Dziady są tragedją życia Mickiewicza...
Nie mamy całości utworu; ale pozostałe części są puścizną królewską, której nie oddalibyśmy za najwspanialsze inne »całości«. Duch poety obejmował Dziady jako dzieło, »z którego człowiek może poprawić się i mądrości nauczyć«. Czy w zachowanych częściach nie mamy dużo przestrogi i dużo mądrości?
Jeśli się zastanowimy nad tem, co za myśl wiąże trzecią część Dziadów z dawniejszemi, wileńskiemi, co im wszystkim nadaje wspólny nastrój? to znajdujemy odpowiedź w gorącej wierze poety w duchów obcowanie, w tej wierze, którą od dziecka przejął od ludu białoruskiego i wzmocnił religją. Ta wiara biła z najtajniejszych ducha jego głębin, jak silne ożywcze źródło mistycznej pociechy na dni posuchy i upału życia. Wiara ta przewija się jak nić złota przez wszystkie części Dziadów i wiąże je z sobą silniej, niż wszelkie artystyczne sposoby. Wiara w wpływ świata nadziemskiego, niewidzialnego, świata duchów na działania a więc i losy ludzkie, jest już w młodocianym autorze fragmentów pierwszej części. Orszak, wybierający się na Dziady, na uroczystość obcowania zmarłych z żywymi, wierzy silnie, że duchy na Dziady przyjdą, a tajemniczy Myśliwy Czarny zapewnia Gustawa:

Gdzie stąpisz, jest wszędzie nad tobą
Pewna istota, która z oczu cię nie traci.

Ta istota, to duch szczery, skoro Myśliwy mówi o niej, że chce Gustawa w ludzkiej nawiedzić postaci...
Cała część druga jest wprost obcowaniem żywych ze zmarłymi, którzy dla przestrogi i nauki (»słuchajcie i zważcie u siebie!«) wygłaszają sentencje z Bożego rozkazu i opisują swe cierpienia. Jeszcze jaskrawiej wyrażona jest wiara w świat zazmysłowy w IV-ej części, w której Gustaw wywoływa z kantorka duszę, proszącą o trzy pacierze, a księdzu wprost mówi, jako świadomy życia pogrobowego:

Gdyby z twych oczu ziemskie odpadło nakrycie,
Obaczyłbyś niejedno wkoło siebie życie,
Umarłą bryłę świata pędzące do ruchu...

Po latach dziesięciu poeta nietylko nie wyrzekł się wiary pierwotnej w wpływ duchów, ale ją umocnił w sobie i podniósł w III-ej części Dziadów do godności religijnego dogmatu. Otoczeni tam jesteśmy ciągłym, nieustającym wpływem świata zaziemskiego.
Anioł Stróż mówi do uśpionego Gustawa-Konrada:

Ledwie dobra myśl zaświeci,
Brałem duszę twą za rękę,
Wiodłem w kraj, gdzie wieczność świeci...

Przy Konradzie, w noc samotną, krążą złe i dobre duchy. Anioły opiekują się »widomie« Ewą i X. Piotrem, szatany zstępują »widomie«, aby wziąć na męczarnie duszę Nowosilcowa.
A dopieroż podczas Improwizacji Konrada! Tu wpływy dobrych i złych duchów mierzą się z sobą i poprostu walczą o duszę:

Głos z lewej strony:Głos z prawej:
Wsiąść muszę na duszęBrońmy go, brońmy,
Jak na koń,Skrzydłem osłońmy
Goń! goń! w cwał! w cwał!Skroń.

W tej walce bierze górę głos złego ducha. Konradowej pysze daje on orle pióra, aż wreszcie orła zmienia w hydrę i doprowadza bohatyra do brzegu przepaści. A jednak Konrad nie pada łupem szatanów; o to się złe duchy swarzą z sobą i pierwszy wymawia drugiemu, że nie pomógł Konradowi do bluźnierstwa, że nie umiał »jeszcze o jeden stopień w dumę go podźwignąć« i »w pół drogi« łup gotowy wypuścił.
W taki to prosty sposób, nie przebierając w środkach, stara się poeta uzmysłowić dla czytelnika i widza ten wpływ nadnaturalny sił niewidzialnych na działania ludzkie. Wpływowi temu przypisał sam pierwszorzędne dla całych Dziadów znaczenie. Chcąc cudzoziemcom objaśnić w kilku słowach znaczenie i budowę »dziwnego poematu« (ce poème bizarre), tak tłumaczy »myśl panującą i tendencję autora« (la pensée dominante et la tendance de l’auteur) w przedmowie, po francusku napisanej dla Burgaud des Marets (w r. 1834).
»Wiara w wpływ świata niewidzialnego, duchowego na sferę myśli i działań ludzkich — oto idea-matka polskiego poematu; ta idea rozwija się postępowo, w różnych częściach dramatu przybierając różne kształty, stosownie do różnicy miejsc i czasu«. Ta ogólna idea-rodzicielka, wiara w obcowanie duchów, w zagrobowy ich z żyjącymi ludźmi stosunek, każe nam i dziś uważać Dziady, pomimo luźnego na pozór związku poszczególnych części, za utwór stanowiący organiczną całość.
Dziady możemy i powinniśmy uważać za dzieło, z którego »człowiek ma poprawić się i mądrości nauczyć«. Przestroga ich prosta, choć niełatwa do spełnienia: Umierajmy jak Gustaw dla samolubnej miłości, dla egotycznych marzeń, a żyjmy jak Konrad dla narodu. Konrada, zemsty chciwego, hamujmy w sobie i wznośmy go do tych czystych, wszechludzkich przestworzy, w których przebywała »jasna dusza« księdza Piotra. A tak każdy z nas niech sobie »postępowo« wyrabia i dosnuwa olbrzymi wątek idei Dziadów.

Mądrość ich tkwi w tem głębokiem przeświadczeniu Mickiewicza, okupionem latami wewnętrznej walki, że pycha ludzkiego rozumu musi zawsze, prędzej czy później, ukorzyć się przed tym Arcy-Mistrzem, co Bożą potęgę

W niewielu słowach objawił przed ludem
I całą swoich myśli i dzieł księgę
Sam wytłumaczył głosem, czynem, cudem...

Dziady są wiecznotrwałym pomnikiem wiary Mickiewicza w lepszą przyszłość narodu polskiego i ludzkości, gorącej, świętej wiary, że »miłość rządzi plemieniem człowieczem« i że trofeami ludzkości nie mogą być... knuty! Źródło swej potężnej wiary przekazał narodowi wódz jego duchowy w tych wspaniałych strofach, które streszcza ją całą niepożytą wartość Dziadów i doniosłe ich dla Polski znaczenie:

Kiedy rozumne, gromowładne czoło
Zgiąłem przed Panem, jak chmurę przed słońcem,
Pan je wzniósł w niebo, jako tęczy koło,
I umalował promieni tysiącem.

I będzie błyszczeć na świadectwo wierze,
Gdy luną klęski z niebieskiego stropu,
I gdy mój naród zlęknie się potopu,
Spojrzy na tęczę i wspomni przymierze...






WSKAZÓWKI BIBLJOGRAFICZNE

Trzecia część Dziadów ukazała się po raz pierwszy w druku jako tom czwarty wydania paryskiego (z lat 1828 i 1829) podtytułem: Poezye Adama Mickiewicza, tom czwarty, Paryż, nakładem Autora. Dostanie przy ulicy des Beaux-Arts Nr. 6. — 1832 (w 12-ce, str. 285. W drukarni A. Pinard). Na grzbiecie książki: tytuł u góry, u dołu: cena 20 fr).
Druk tego tomu rozpoczął się w listopadzie 1832 r.; nabyć można było dopiero w styczniu 1833 r. Już w ciągu tegoż roku wyszło drugie wydanie p. t.: Adama Mickiewicza Dziadów Część Trzecia. Wydanie drugie, nakładem Aleksandra Jełowickiego, ozdobione Popiersiem Autora 1833 (w 12-ce, str. 288. W drukarni A. Pinard). Z odezwy wydawcy na str. 287 widać, że druk ukończono w ostatnich dniach września 1833 r. i że cena tego wydania wynosiła pięć franków.
Wydanie niniejsze Dziadów opiera się na wydaniu z r. 1838, które było przejrzane przez autora i wydane pod jego okiem. Tekst III-ej części z r. 1838 jest identyczny z wydaniami lat poprzednich t. j. 1832 i 1833 r. W odmianach tekstu uwzględniono oprócz powyżej wymienionych wydań także wszystkie inne wydania, których dokonał sam Mickiewicz, tudzież wszystkie, znane dziś autografy poety, i kopję Domeyki. Co się tyczy autografów III-ej części Dziadów i kopji Domeyki polegał wydawca na własnych bezpośrednich studjach. Odmiany rękopiśmienne Ustępu podane są według tekstu, opracowanego przez Adama Krechowieckiego w VI roczniku »Pam. Tow. Mick.« (str. 371—435)
Por. także:

J. Kallenbach: Szczątki autografu III-ej części Dziadów (=R1) Pam. T. M. Rocznik V. 1891, str. 164—197.
Stanisław Estreicher: Nieznany manuskrypt trzeciej części Dziadów (=D). Pam. T. M., VI, 241—257.
J. Kallenbach: Wiadomość o nieznanym autografie III cz. Dziadów (=R2). Warszawa 1916. (Spraw. Tow. Nauk. Wydział język. i lit. Rok IX. Zesz. 3 (str. 29 odbitki).


O trzeciej części Dziadów pisali obszernie autorowie monografij o A. Mickiewiczu, tudzież w historjach literatury polskiej P. Chmielowski, St. Tarnowski, Al. Brückner i i. Nadto:

W. Cybulski: Dziady M-a. Krytyczny rozbiór zasadniczej idei poematu. Poznań 1863.
J. Turczyński: Rozbiór dzieł A. M. — Zeszyt III. Lwów 1873 (str. 146, 212, 213).
J. Kallenbach: O Improwizacji Konrada, Lwów 1890.
M. Kawczyński: Dziadów cz. III w stosunku do romantyzmu franc. Rozpr. A. U. Wydz. filolog. t. XXI. 1893. Krytyka tej rozprawy przez Edw. Porębowicza w Kwart. Hist. t. IX. str. 88—94; ob. także str. 407—12 i 776—79.
H. Mościcki: Wilno i Warszawa w Dziadach M-a. Tło historyczne III. cz. Dziadów, Warszawa 1908.
A. Niemojewski: Gematrja i Dziady (Bibljot. Samokształcenia 1904).
Z. Lipiner: Widzenie X. Piotra w III-ej części Dziadów, Lwów 1904.
A. Górski: Monsalwat, Warszawa (Arct) 1919.
T. Sinko: Mickiewiczowskie widzenie X. Piotra. (Przegląd Powsz. Kraków 1917). — Tamże ocena wszystkich pomysłów, dotyczących 44.
J. Tretiak: Ślady wpływu  -a w poezji Puszkina (Pam. Wydz. filolog. A. U. tom VII i w książce zbiorowej »Mickiewicz i Puszkin«. Warsz. 1906.
J. Kallenbach: A. Mickiewicz, Poznań 1918, tom II, str. 5—104.

Ob. także wskazówki bibljograficzne podane w objaśnieniach wydawcy u dołu tekstu III. cz. Dziadów.

Skrócenia:

R1 = szczątki bruljonu III. cz. Dziadów.
R2 = autograf drugi, poprawny.
D = kopja Domejki.
O1 = wydanie pierwsze z r. 1832 w Paryżu.
O2 = wydanie drugie z r. 1833 w Paryżu.
Wyrazy i zdania w autografach przekreślone są w druku ujęte w nawias.

Wilno, w maju 1920 r.

Józef Kallenbach



Przypisy

  1. W dwa lata potem pisał z Poznania do Domeyki (2 stycznia 1832 r.); »Twój list dawny, smutny, odebrałem w Rzymie. Było tam kilka słów Marji. Widok jej ręki tak mnie upoił, że płakałem jak dziecko. Pierwszy to był płacz od pożegnania się z Czeczotem i Zanem. Nie będziemy już nigdy widzieć się ze sobą. Ale powiedz jej, że ona zawsze ma w sercu mojem miejsce, z którego nikt jej nigdy nie usunął i gdzie jej nikt nie zastąpi. (Kor., II 151).
  2. Mickiewicz opowiadał tłumaczowi swemu, Burgaud des Marets, że czas w twórczości nie ma znaczenia. »Wszystko zależy od intensywności natchnienia; monolog Konrada napisałem w ciągu jednej tytko nocy«.
  3. Co się tyczy pierwotnego układu scen w III-ej części Dziadów ob. niżej przypisek na końcu Prologu (str. 52) i rozprawę o kopji Domeyki z autografu poprawnego: Stanisław Estreicher Nieznany manuskrypt trzeciej części Dziadów (Kraków 1894). — Pamiętnik Tow. im. A. Mickiewicza we Lwowie, 1898, VI 241—257.
  4. Essai sur le drame fantastique (Goethe, Byron, Mickiewicz). Revue des deux mondes, Décembre, 1839.
  5. Ob. potężny wiersz (XL) w cyklu poezyj Wiktora Hugo, zatytułowanym Les feuilles d’automne. Zbiór ten wyszedł w Paryżu w listopadzie 1831 r., a »Revue des deux mondes« zamieszcza o nim artykuł Sainte-Beuve’a już w grudniu 1831 r. — Z wszelkiem prawdopodobieństwem przyjąć możemy, że Mickiewicz miał Les feuilles d’automne w ręku w pierwszych miesiącach 1832 r., a więc przed napisaniem III-ej części Dziadów.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Adam Mickiewicz.