Dziady część III/Scena I

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Adam Mickiewicz
Tytuł Dziady część III
Redaktor Józef Kallenbach
Wydawca Krakowska Spółka Wydawnicza
Data wydania 1920
Druk Druk. L. Anczyca i Spółki
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
AKT I
SCENA I
kórytarz. — straż z karabinami stoi opodal. — kilku więźniów młodych ze świécami wychodzą z cel swoich. — północ.[1]
jakób[2]

Czy można? — obaczym się?

adolf[3]

Straż gorzałkę pije;
Kapral nasz...

jakób

Która biła?

adolf

Północ niedaleko.

jakób

Ale jak nas runt złowi, kaprala zasieką.[4]

adolf

Tylko zgaś świécę! — Widzisz, — ogień w okna bije.

Gaszą świécę

       5 Runt, dzieciństwo! Runt musi do wrót długo pukać,
Dać hasło i odebrać, musi kluczów szukać; —
Potém, — długi kórytarz, — nim nas runt zacapi,
Rozbieżym się, drzwi zamkną, każdy padł i chrapi.

Inni więźnie wywołani z celi wychodzą.
żegota[5]

Dobry wieczór.

konrad

I ty tu?

x. lwowicz

I wy tu?

sobolewski

I ja tu.

frejend[6]

       10 A wiécie co, Żegoto, idziem do twej celi!
Świéży więzień dziś wstąpił do nowicyjatu,
I ma komin: tam dobry ogień będziem mieli;
A przytem nowość, — dobrze widziéć nowe ściany.

sobolewski

Żegoto! A jak się masz? I ty tu, kochany?

żegota

       15 U mnie cela trzy kroki; was taka gromada.

frejend

Wiécie co, pójdźmy lepiéj do celi Konrada.
Najdalsza jest, przytyka do muru kościoła;
Nie słychać stamtąd, choć kto śpiéwa albo woła.
Myślę dziś głośno gadać i chcę śpiéwać wiele;
       20 W mieście pomyślą, że to śpiéwają w kościele:[7]
Jutro jest Narodzenie Boże — Eh, koledzy,
Mam i kilka butelek[8].

jakób[9]

Bez kaprala wiedzy?

frejend

Kapral poczciwy, i sam z butelek skorzysta.[10]
Przytém jest Polak, dawny nasz legijonista,
       25 Którego Car przerobił gwałtem na Moskala.
Kapral dobry katolik, i więźniom pozwala[11]
Przepędzić wieczór świętej Wigiliji razem.

jakób

Gdyby się dowiedzieli, nie uszłoby płazem.

Wchodzą do celi Konrada, nakładają ogień w kominie i zapalają świecę. — Cela Konrada jak w prologu[12].
x. lwowicz

I skądże się tu wziąłeś, Żegoto kochany:
       30 Kiedy?

żegota

Dziś mię porwali, z domu, ze stodoły.

x. lwowicz

I ty byłeś gospodarz?

żegota

Jaki! zawołany.
Żebyś ty widział moje merynosy, woły![13]
Ja, co pierwéj nie znałem co owies, co słoma,
Mam sławę najlepszego w Litwie ekonoma[14].

jakób

       35 Wzięto cię niespodzianie?[15]

żegota

Od dawna słyszałem
O jakiemś w Wilnie śledztwie; dom mój blisko drogi:
Widać było kibitki latające czwałem,
I co noc nas przerażał poczty dźwięk złowrogi.[16]
Nieraz, gdyśmy wieczorem do stołu zasiedli
       40 I ktoś żartem uderzył w szklankę noża trzonkiem,
Drżały kobiety nasze, staruszkowie bledli,
Myśląc, że już zajeżdża feldjegier ze dzwonkiem[17].
Lecz nie wiedziałem, kogo szukają i za co,
Nie należałem dotąd do żadnego spisku;

       45 Sądzę, że rząd to śledztwo wynalazł dla zysku,
Że się więźniowie nasi porządnie opłacą,
I powrócą do domu.

tomasz

Taką masz nadzieję?

żegota

Jużci przecież bez winy w Sybir nas nie wyślą:
A jakąż winę naszą znajdą lub wymyślą?
       50 Milczycie, — wytłómaczcież, co się tutaj dzieje,
O co nas oskarżono, jaki powód sprawy?

tomasz

Powód, — że Nowosilcow przybył tu z Warszawy.
Znasz zapewne charakter Pana Senatora,
Wiesz, że już był w niełasce u Imperatora,
       55 Że zysk dawniejszych łupiestw przepił i roztrwonił,[18]
Stracił u kupców kredyt i ostatkiem gonił.
Bo pomimo największych starań i zabiegów,
Nie może w Polsce spisku żadnego wyśledzić;
Więc postanowił świéży kraj, Litwę nawiedzić[19],
       60 I tu przeniósł się z całym głównym sztabem szpiegów.
Żeby zaś mógł bezkarnie po Litwie plądrować
I na nowo się w łaskę samodzierżcy wkręcić,
Musi z towarzystw naszych wielką rzecz wysnować
I nowych wiele ofiar Carowi poświęcić.

żegota

       65 Lecz my się uniewinnim —

tomasz

Bronić się daremnie —
I śledztwo i sąd cały toczy się tajemnie:

Nikomu nie powiedzą, za co oskarżony,
Ten, co nas skarży, naszéj ma słuchać obrony!
On gwałtem chce nas karać — nie unikniem kary.[20]
       70 Został nam jeszcze środek smutny — lecz jedyny:
Kilku z nas poświęcimy wrogom na ofiary,
I ci na siebie muszą przyjąć wszystkich winy.
Ja stałem na waszego towarzystwa czele,
Mam obowiązek cierpieć za was, przyjaciele;
       75 Dodajcie mi wybranych jeszcze kilku braci,
Z takich, co są sieroty, starsi, nieżonaci,
Których zguba niewiele serc w Litwie zakrwawi,
A młodszych, potrzebniejszych z rąk wroga wybawi.

żegota

Więc aż do tego przyszło?

jakób

Patrz, jak się zasmucił,
       80 Nie wiedział, że dom może na zawsze porzucił.

frejend

Nasz Jacek musiał żonę zostawić w połogu,[21]
A nie płacze —

feliks kółakowski

Ma płakać? Owszem — chwała Bogu!
Jeśli powije syna, przyszłość mu wywieszczę —
Daj mi no rękę — jestem trochę chiromanta,
       85 Wywróżę tobie przyszłość twojego infanta.

Patrząc na rękę:

Jeśli będzie poczciwy, pod moskiewskim rządem
Spotka się niezawodnie z kibitką i sądem;
A kto wié, może wszystkich nas znajdzie tu jeszcze —
Lubię synów, to nasi przyszli towarzysze.

żegota

       90 Wy tu długo siedzicie?

frejend

Skądże datę wiedziéć?
Kalendarza nie mamy, nikt listów nie pisze;
To gorsza, że nie wiemy, póki mamy siedziéć.

suzin

Ja mam u okna parę drewnianych firanek,[22]
I nie wiem nawet, kiedy mrok a kiedy ranek.

frejend

       95 Ale pytaj Tomasza, patryjarchę biedy;
Największy szczupak, on też pierwszy wpadł do matni.
On nas tu wszystkich przyjął i wyjdzie ostatni,
Wié o wszystkich, kto przybył, skąd przybył i kiedy.

suzin

To Pan Tomasz! ja poznać nie mogłem Tomasza.
       100 Daj mi rękę. Znałeś mię krótko i niewiele:
Wtenczas tak była droga wszystkim przyjaźń wasza,
Otaczali was liczni, bliżsi przyjaciele;
Nie dojrzałeś mię w tłumie, lecz ja ciebie znałem,
Wiem coś zrobił, coś cierpiał, żebyś nas ocalił; —
       105 Odtąd będę się z twojéj znajomości chwalił,
I w dzień zgonu przypomnę: z Tomaszem płakałem.

frejend

Ale dla Boga, po co te łzy, płacze, zgroza!
Patrz: Tomasz, gdy był wolny, miał na swojém czole
Wypisano wielkiemi literami: »koza«:

       110 Dziś w więzieniu jak w domu, jak w swoim żywiole.
On był na świecie, jako grzyby kryptogamy[23]:
Więdniał i schnął od słońca; — wsadzony do lochu,
Kiedy my, słoneczniki, bledniejem, zdychamy,
On rozwija się, kwitnie i tyje po trochu.
       115 Ale też wziął Pan Tomasz kuracyją modną,
Sławną teraz na świecie kuracyją głodną.

żegota do Tomasza:

Głodem ciebie morzono?

frejend

Dodawano strawy;
Ale gdybyś ją widział! — Widok to ciekawy![24][25]
Dość było taką strawą w pokoju zakadzić,
       120 Ażeby myszy wytruć i świérszcze wygładzić.

żegota

I jakże ty jeść mogłeś?

tomasz

Tydzień nic nie jadłem,
Potém jeść próbowałem, potem z sił opadłem;
Potém jak po truciznie czułem bole, kłucia,
Potém kilka tygodni leżałem bez czucia.
       125 Nie wiem, ile i jakiem choroby przebywał,
Bo nie było doktora, coby je nazywał.

Wreszcie jam wstał, jadł znowu i do sił przychodził,
I zdaje mi się, żem się do téj strawy zrodził.[26]

frejend z wymuszoną wesołością

Wierzcie mi, tam za kozą same urojenia;
       130 Kto tu był, sekret kuchni i mieszkań przeniknął:
Jeść, mieszkać, źle czy dobrze, skutek przywyknienia.
— Pytał raz Litwin, nie wiem, djabła czy Pińczuka:[27]
Dlaczego siedzisz w błocie? — siedzę, bom przywyknął.

jakób

Ależ przywyknąć, bracie!

frejend

Na tém cała sztuka.

jakób

       135 Ja tu siedzę podobno od óśmiu miesięcy,
A tak tęsknię jak pierwéj, nie mniéj —

frejend

I nie więcéj?
Pan Tomasz tak przywyknął, że mu powiew zdrowy
Zaraz piersi obciąża, robi zawrót głowy.
On odwyknął oddychać, nie wychodzi z celi —
       140 Jeśli go stąd wypędzą, koza się opłaci:
Bo on potém ni grosza na wino nie straci,
Tylko łyknie powietrza i wnet się podchmieli.[28]

tomasz

Wolałbym być pod ziemią, w głodzie i chorobie
Znosić kije i gorsze niźli kije — śledztwo;
       145 Niż tu w lepszém więzieniu, miéć was za sąsiedztwo —
Łotry! wszystkich nas w jednym chcą zakopać grobie.

frejend

Jakto? więc płaczesz po nas? — masz kogo żałować!
Czy nie mnie, pytam, jaka korzyść z mego życia?
Jeszcze w wojnie, — mam jakiś talencik do bicia,
       150 I mógłbym kilku Dońcom grzbiety naszpikować:
Ale w pokoju! Cóż stąd, że lat sto przeżyję
I będę klął Moskalów, i umrę, — i zgniję?
Na wolności wiek cały byłbym mizerakiem,
Jak proch, albo jak wino miernego gatunku:
       155 Dziś, gdy wino zatknięto, proch przybito kłakiem,
W kozie mam całą wartość butli i ładunku.
Wytchnąłbym się jak wino z otwartéj konewki;
Spaliłbym jak proch lekko, z otwartéj panewki;
Lecz jeśli mię w łańcuchach stąd na Sybir wyślą,
       160 Obaczą mię Litwini bracia i pomyślą:
Wszakci to krew szlachecka, to młódź nasza ginie,
Poczekaj zbójco Caru, czekaj Moskwicinie! —[29]
Taki jak ja, Tomaszu, dałby się powiesić,
Żebyś ty jednę chwilę żył na świecie dłużéj.
       165 Taki jak ja, ojczyźnie tylko śmiercią służy:
Umarłbym dziesięć razy, byle cię raz wskrzesić —
Ciebie, lub ponurego poetę Konrada,
Który nam o przyszłości, jak cygan powiada —

do Konrada:

Wierzę, bo Tomasz mówił, żeś ty śpiéwak wielki;
       170 Kocham cię, boś podobny także do butelki;

Rozléwasz pieśń, uczuciem, zapałem oddychasz,
Pijem, czujem, a ciebie ubywa — usychasz.

Bierze za rękę Konrada i łzy sobie ociera.
Do Tomasza i Konrada:

Wy wiecie, że was kocham: ale można kochać,
Nie płakać. Otóż, bracia, osuszcie łzy wasze;
       175 Bo jak się raz rozczulę i jak zacznę szlochać,
I herbaty nie zrobię i ogień zagaszę.

Robi herbatę
Chwila milczenia.
x. lwowicz

Prawda, źle przyjmujemy nowego przybysza;

Pokazując Żegotę

W Litwie zły to znak płakać we dniu inkrutowin...[30]
Czy nie dosyć w dzień milczym! — he? — Jak długa cisza.

jakób

       180 Czy niéma nowin z miasta?

wszyscy

Nowin?

x. lwowicz

Żadnych nowin?

adolf

Jan dziś chodził na śledztwo, był godzinę w mieście;
Ale milczy i smutny; i jak widać z miny,
Niéma ochoty gadać.

kilku z więźniów

No, Janie! nowiny?

jan sobolewski ponuro

Niedobre — dziś — na Sybir — kibitek dwadzieście
       185 Wywieźli.

żegota

Kogo? — naszych?

jan

Studentów ze Żmudzi.

wszyscy

Na Sybir?

jan

I paradnie! — było mnóstwo ludzi.

kilku

Wywieźli!

jan

Sam widziałem.

jacek

Widziałeś? — i mego
Brata wywieźli? — Wszystkich?

jan

Wszystkich, — do jednego:
Sam widziałem. — Wracając, prosiłem kaprala
       190 Zatrzymać się; pozwolił chwilkę. Stałem zdala,
Skryłem się za słupami kościoła. W kościele
Właśnie msza była, — ludu zebrało się wiele.
Nagle lud cały runął przeze drzwi nawałem,
Z kościoła ku więzieniu. Stałem pod przysionkiem,
       195 I kościół tak był pusty, że w głębi widziałem
Księdza z kielichem w ręku i chłopca ze dzwonkiem.
Lud otoczył więzienie nieruchomym wałem;
Od bram więzienia na plac, jak w wielkie obrzędy,
Wojsko z bronią, z bębnami, stało we dwa rzędy;
       200 W pośrodku nich kibitki. — Patrzę, z placu sadzi
Policmejster na koniu; — z miny zgadłbyś łatwo,

Że wielki człowiek, wielki tryjumf poprowadzi:
Tryjumf Cara północy, zwycięzcy nad — dziatwą! —
Wkrótce znak dano bębnem, i ratusz otwarty —
       205 Widziałem ich, — za każdym z bagnetem szły warty:
Małe chłopcy, znędzniałe, wszyscy jak rekruci
Z golonemi głowami, — na nogach okuci.
Biédne chłopcy! — Najmłodszy, dziesięć lat, nieboże,
Skarżył się, że łańcucha podźwignąć nie może
       210 I pokazywał nogę skrwawioną i nagą.
Policmejster przejeżdża, pyta czego żądał:
Policmejster człek ludzki, sam łańcuch oglądał:
»Dziesięć funtów, zgadza się z przepisaną wagą«. —
Wywiedli Janczewskiego; — poznałem: oszpetniał,[31]
       215 Sczerniał, schudł, ale jakoś dziwnie wyszlachetniał.
Ten przed rokiem swawolny, ładny chłopczyk mały,
Dziś poglądał z kibitki, jak z odludnéj skały
Ów cesarz! — okiem dumném, suchém i pogodném.[32]
To zdawał się pocieszać spólników niewoli,
       220 To lud żegnał uśmiechem gorzkim, lecz łagodnym,
Jak gdyby im chciał mówić: niebardzo mię boli.
Wtém, zdało mi się, że mnie napotkał oczyma,
I nie widząc, że kapral za suknią mię trzyma,
Myślił, żem uwolniony: dłoń swą ucałował
       225 I skinął ku mnie, jakby żegnał i winszował; —
I wszystkich oczy nagle zwróciły się ku mnie,
A kapral ciągnął gwałtem, ażebym się schował.
Nie chciałem, tyłkom stanął bliżej przy kolumnie.
Uważałem na więźnia postawę i ruchy: —
       230 On postrzegł, że lud płacze, patrząc na łańcuchy,

Wstrząsł nogą łańcuch, na znak, że mu niezbyt ciężył.
A wtém zacięto konia: kibitka runęła;
On zdjął z głowy kapelusz, wstał i głos natężył,
I trzykroć krzyknął: »Jeszcze Polska nie zginęła!« —
       235 Wpadli w tłum; — ale długo ta ręka ku niebu,
Kapelusz czarny jako chorągiew pogrzebu,
Głowa, z któréj włos przemoc odarła bezwstydna,
Głowa niezawstydzona, dumna, zdala widna,
Co wszystkim swą niewinność i hańbę obwieszcza,
       240 I wystaje z czarnego tylu głów natłoku,
Jak z morza łeb delfina, nawałnicy wieszcza:
Ta ręka i ta głowa zostały mi w oku,
I zostaną w méj myśli, — i w drodze żywota
Jak kompas pokażą mi, powiodą gdzie cnota;
       245 Jeśli zapomnę o nich, Ty Boże na niebie
Zapomnij o mnie!

x. lwowicz

Amen za was!

każdy z więźniów

I za siebie.

jan sobolewski

Tymczasem zajeżdżały inne rzędem długim
Kibitki; — ich wsadzano jednego po drugim.
Rzuciłem wzrok po ludu ściśnionego kupie,
       250 Po wojsku: wszystkie twarze pobladły jak trupie;
A w takim tłumie taka była cichość głucha,
Żem słyszał każdy krok ich, każdy dźwięk łańcucha.
Dziwna rzecz! wszyscy czuli, jak nieludzka kara;
Lud, wojsko czuje, milczy, — tak boją się cara.
       255 Wywiedli ostatniego: zdało się, że wzbraniał,
Lecz on biedny iść nie mógł, co chwila się słaniał,
Zwolna schodził ze schodów, i ledwie na drugi
Szczebel stąpił, stoczył się i upadł jak długi.

To Wasilewski; siedział tu w naszem sąsiedztwie;[33]
       260 Dano mu tyle kijów onegdaj na śledztwie;
Że mu odtąd krwi kropli w twarzy nie zostało.
Żołnierz przyszedł i podjął z ziemi jego ciało,
Niósł w kibitkę na ręku, ale ręką drugą
Tajemnie łzy ocierał; — niósł powoli, długo.
       265 Wasilewski nie zemdlał, nie zwisnął, nie ciężał,
Ale jak padł na ziemię prosto, tak otężał;
Niesiony, jak słup sterczał, i jak z krzyża zdjęte
Ręce miał nad barkami żołnierza rozpięte;
Oczy straszne, zbielałe, szeroko rozwarte. —
       270 I lud oczy i usta otworzył; — i razem
Jedno westchnienie, z piersi tysiąca wydarte,
Głębokie i podziemne jęknęło dokoła,
Jak gdyby jękły wszystkie groby z pod kościoła.
Komenda je zgłuszyła bębnem i rozkazem:
       275 Do broni, marsz! Ruszono; a środkiem ulicy
Puściła się kibitka lotem błyskawicy.
Jedna pusta: był więzień, ale niewidomy;
Rękę tylko do ludu wyciągnął z pod słomy,
Siną, rozwartą, trupią; trząsł nią, jakby żegnał.
       280 Kibitka w tłum wjechała. — Nim bicz tłumy przegnał,
Stanęli przed kościołem: i właśnie w téj chwili,
Słyszałem dzwonek, kiedy trupa przewozili.
Spójrzałem w kościół pusty, i rękę kapłańską
Widziałem, podnoszącą ciało i krew Pańską,
       285 I rzekłem: Panie! Ty, co sądami Piłata
Przelałeś krew niewinną dla zbawienia świata,
Przyjm tę z pod sądów Cara ofiarę dziecinną,
Nie tak świętą, ni wielką, lecz równie niewinną.

Długie milczenie.
józef[34]

Czytałem ja o wojnach; — w dawnych, dzikich czasach,
       290 Piszą, że tak okropne wojny prowadzono,
Że nieprzyjaciel drzewom nie przepuszczał w lasach,
I że z drzewami na pniu zasiéwy palono:
Ale car mędrszy, srożéj, głębiéj Polskę krwawi;
On nawet ziarna zboża zabiéra i dławi;
       295 Sam szatan mu metodę zniszczenia tłumaczy.

kółakowski

I uczniowi najlepszą nagrodę wyznaczy.

Chwila milczenia.
x. lwowicz

Bracia, kto wie, ów więzień może jeszcze żyje;
Pan Bóg to sam wić tylko i kiedyś odkryje.
Ja, jak ksiądz, pomodlę się; i wam radzę szczérze
       300 Zmówić za męczennika spoczynek paciérze. —
Kto wié, jaka nas wszystkich czeka jutro dola.

adolf

Zmówże i po Ksawerym paciérz, jeśli wola;[35]

Wiész, że on, nim go wzięli, w łeb sobie wystrzelił.

frejend

Łebski! — To z nami uczty wesołe on dzielił:
       305 Jak przyszło dzielić biedę, on w nogi ze świata.

x. lwowicz

Nieźleby i za tego pomodlić się brata.

jankowski[36]

Wiész, Księże, dalibóg, że drwię ja z twojéj wiary:
Cóż stąd, choćbym był gorszym niż Turki, Tatary,
Choćbym został złodziejem, szpiegiem, rozbójnikiem,
       310 Austryjakiem, Prusakiem, carskim urzędnikiem:
Jeszcze tak prędko bożéj nie lękam się kary:
Wasilewski zabity, my tu — a są cary.

frejend

Toż chciałem mówić; dobrze, żeś ty za mnie zgrzeszył;
Ale pozwól odetchnąć, bom całkiem osłupiał;
       315 Słuchając tych powieści, człek spłakał się, zgłupiał.
Ej Feliksie, żebyś ty nas trochę pocieszył?
Ty jeśli zechcesz, w piekle djabłabyś rozśmieszył.

kilku więźniów

Zgoda, zgoda, Feliksie, musisz gadać, śpiéwać!
Feliks ma głos! Hej Frejend, hej wina naléwać!

żegota

       320 Stójcie na chwilę. Ja też szlachcic sejmikowy,
Choć ostatni przybyłem, nie chcę cicho siedziéć.
Józef nam coś o ziarnkach mówił: na te mowy
Gospodarz winien z miejsca swego odpowiedziéć.
Lubo car wszystkie ziarna naszego ogrodu
       325 Chce zabrać i zakopać w ziemię, w swojém carstwie:
Będzie drożyzna, ale nie bójcie się głodu.
Pan Antoni już pisał o tém gospodarstwie.[37]

jeden z więźniów

Jaki Antoni?

żegota

Znacie bajkę Goreckiego
A raczéj prawdę?

kilku

Jaką? Powiedz nam, kolego.

żegota

       330 »Gdy Bóg wygnał grzesznika z rajskiego ogrodu,
Nie chciał przecie, ażeby człowiek umarł z głodu;
I rozkazał aniołom zboże przysposobić,
I rozsypać ziarnami po drodze człowieka.
Przyszedł Adam, znalazł je, obejrzał zdaleka,
       335 I odszedł; bo nie wiedział, co ze zbożem robić.
Aż w nocy przyszedł djabeł mądry i tak rzecze:
Niedaremnie tu Pan Bóg rozsypał garść żyta,
Musi tu być w tych ziarnach jakaś moc ukryta;
Schowajmy je, nim człowiek ich wartość dociecze.
       340 Zrobił rogiem rów w ziemi i nasypał żytem,
Naplwał, i ziemią nakrył i przybił kopytem; —

Dumny i rad, że boże zamiary przeniknął,
Całém gardłem rozśmiał się i ryknął i zniknął.
Aż tu wiosną, na wielkie djabła zadziwienie,
       345 Wyrasta trawa, kwiecie, kłosy i nasienie!...
O wy! co tylko na świat idziecie z północą,
Chytrość rozumem, a złość nazywacie mocą:
Kto z was wiarę i wolność znajdzie i zagrzebie,
Myśli Boga oszukać — oszuka sam siebie«.

jakób

       350 Brawo Antoni! pewnie Warszawę nawiedzi,
I za tę bajkę znowu z rok w kozie posiedzi.

frejend

Dobre to: lecz ja znowu do Feliksa wracam.
Wasze bajki — i co mi to za poezyje,
Gdzie muszę głowę trudnić, niźli sens namacam?[38]
       355 Nasz Feliks z piosenkami niech żyje i pije!

Naléwa mu wino
jankowski

A Lwowicz co? — On paciérz po umarłych mówi!
Posłuchajcie: zaśpiéwam piosnkę Lwowiczżwi.

Śpiewa:

Mówcie, jeśli wola czyja,
Jezus Maryja:
       360 Nim uwierzę, że nam sprzyja
Jezus Maryja,
Niech wprzód łotrów powybija
Jezus Maryja!

Tam car jak dzika bestyja,
       365 Jezus Maryja!

Tu Nowosilcow jak żmija,
Jezus Maryja!

Póki cała carska szyja,
Jezus Maryja!
       370 Póki Nowosilcow pija,
Jezus Maryja!
Nie uwierzę, że nam sprzyja
Jezus Maryja.

konrad

Słuchaj ty! — tych mnie imion przy kielichach wara!
       375 Dawno nie wiem, gdzie moja podziała się wiara,
Nie mieszam się do wszystkich świętych z litaniji,
Lecz nie dozwolę bluźnić imienia Maryji.

kapral[39], podchodząc do Konrada

Dobrze, że Panu jedno to zostało imie —
Choć szuler zgrany wszystko wyrzuci z kalety:
       380 Nie zgrał się, póki jedną ma sztukę monety;
Znajdzie ją w dzień szczęśliwy: więc z kalety wyjmie,
Więc da w handel na procent, Bóg pobłogosławi,
I większy skarb przed śmiercią, niźli miał, zostawi.
To imie, Panie, nie żart. — Więc mnie się zdarzyło
       385 W Hiszpaniji, lat temu — o, to dawno było...
Więc byłem w legijonach, naprzód pod Dąbrowskim,
A potém wszedłem w sławny pułk Sobolewskiego[40].

sobolewski

To mój brat!

kapral

O mój Boże! pokój duszy jego!
Walny żołnierz — tak — zginął od pięciu kul razem;
       390 Nawet podobny Panu. — Otóż — więc z rozkazem
Brata Pana, jechałem w miasteczko Lamego —
Jak dziś pamiętam — więc tam byli Francuziska:
Ten gra w kości, ten w karty, ten dziewczęta ściska —
Nuż beczéć; — każdy Francuz, jak podpije, beczy —
       395 Jak zaczną tedy śpiewać wszyscy nic do rzeczy,
Siwobrode wąsale takie pieśni tłuste!
Aż był wstyd mnie młodemu! — Z rozpusty w rozpustę,
Daléj bredzić na świętych. — Otóż, z większych w większe
Grzechy laząc, nuż bluźnić na Pannę Najświętszę —[41]
       400 A trzeba wiedzieć, że mam patent sodalisa,
I z powinności bronię Maryji imienia —
Więc ja im perswadować: stulcie pysk do bisa!
Więc umilkli, nie chcąc miéć ze mną do czynienia.

(Konrad zamyśla się, inni zaczynają rozmowę)

Ale-no Pan posłuchaj, co się stąd wyświęci.
       405 Po zwadzie, poszliśmy spać, wszyscy dobrze cięci —
Aż w nocy trąbią na koń, zaczną obóz trwożyć;
Francuzi nuż do czapek — i nié mogą włożyć:
Bo nie było na co wdziać, bo każdego główka
Była ślicznie odcięta nożem, jak makówka:
       410 Szelma gospodarz porznął jak kury w folwarku. —
Patrzę: więc moja głowa została na karku!
W czapce kartka łacińska, pismo nie wiem czyje:
»Vivat Polonus, unus defensor Mariae«.
Otóż, widzisz Pan, że ja tém imieniem żyję.

jeden z więźniów

       415 Feliksie, musisz śpiéwać! Nalać mu herbaty,
Czy wina —

feliks

Jednogłośnie decydują braty,
Że muszę być wesoły. Chociaż serce pęka,
Feliks będzie wesoły i będzie piosenka.

Śpiéwa:

Nie dbam, jaka spadnie kara:
       420 Mina, Sybir, czy kajdany;
Zawsze ja wierny poddany,
Pracować będę dla cara.

W minach, kruszec kując młotem,
Pomyślę, ta mina szara,
       425 To żelazo, — z niego potem
Zrobi ktoś topór na cara.

Gdy będę na zaludnieniu,
Pojmę córeczkę Tatara:
Może w mojém pokoleniu
       430 Zrodzi się Palen dla cara.[42]

Gdy w kolonijach osiędę,
Ogród zorzę, grzędy skopię,
A na nich co rok siać będę
Same lny, same konopie.

       435 Z konopi ktoś zrobi nici: —
Srebrem obwita nić szara

Może się kiedyś poszczyci,
Że będzie szarfą dla cara.

chór śpiéwa:

Zrodzi się Palen dla cara.
       440 ra — ra — ra — ra — ra — ra —

suzin

Lecz cóżto Konrad cicho zasępiony siedzi,
Jakby obliczał swoje grzechy do spowiedzi?
Feliksie, on nie słyszał zgoła twoich pieni.
Konradzie! Patrzcie: zbladnął, znowu się czerwieni.[43]
       445 Czy on słaby?

feliks

Stój cicho! — zgadłem, że tak będzie —
O, my znamy Konrada, co to znaczy, wiemy.
Północ jego godzina. — Teraz Feliks niemy;
Teraz, bracia, piosenkę lepszą posłyszemy.
Ale muzyki trzeba. — Ty masz flet, Frejendzie,
       450 Graj dawną jego nutę; a my cicho stójmy,
I kiedy trzeba, głosy do chóru nastrójmy.

józef, patrząc na Konrada

Bracia! duch jego uszedł i błądzi daleko,
Jeszcze nie wrócił: może przyszłość w gwiazdach czyta,
Może się tam z duchami znajomemi wita,
       455 I one mu powiedzą, czego z gwiazd docieką.
Jak dziwne oczy: błyszczy ogień pod powieką,
A oko nic nie mówi, i o nic nie pyta;
Duszy teraz w nich niéma; błyszczą jak ogniska
Zostawione od wojska, które w nocy cieniu

       460 Na daleką wyprawę ruszyło w milczeniu:
Nim zgasną, wojsko wróci na swe stanowiska.

Frejend próbuje różnych nut[44]
konrad śpiéwa:

Pieśń ma była już w grobie, już chłodna, —
Krew poczuła: z pod ziemi wygląda,
I jak upiór powstaje krwi głodna,
       465 I krwi żąda, krwi żąda, krwi żąda.
Tak! zemsta, zemsta, zemsta na wroga,
Z Bogiem — i choćby mimo Boga![45]

(Chór powtarza.)

I Pieśń mówi: ja pójdę wieczorem;
Naprzód braci rodaków gryźć muszę;
       470 Komu tylko zapuszczę kły w duszę,
Ten jak ja musi zostać upiorem.
Tak! zemsta, zemsta, etc., etc.

Potém pójdziem, krew wroga wypijem!
Ciało jego rozrąbiem toporem,
       475 Ręce, nogi gwoździami przybijem:
By nie powstał i nie był upiorem.

Z duszą jego do piekła iść musim,
Wszyscy razem na duszy usiędziem,
Póki z niej nieśmiertelność wydusim:
       480 Póki ona czuć będzie, gryźć będziem.
Tak! zemsta, zemsta, etc., etc.

x. lwowicz

Konradzie, stój dla Boga! to jest pieśń pogańska.

kapral

Jak on okropnie patrzy! To jest pieśń szatańska![46][47][48]

Przestają śpiéwać
konrad z towarzyszeniem fletu

Wznoszę się, lecę, tam! na szczyt opoki!
       485 Już nad plemieniem człowieczem,
Między proroki.
Stąd ja przyszłości brudne obłoki[49]
Rozcinam moją źrenicą, jak mieczem:
Rękami, jak wichrami, mgły jéj rozdziéram —
       490 Już widno — jasno. — Z góry na ludy spoziéram:
Tam księga sybilińska przyszłych losów świata!
Tam na dole!
Patrz, patrz, przyszłe wypadki i następne lata,
Jak drobne ptaki, gdy orła postrzegą,
       495 Mnie orła na niebie![50]
Patrz, jak do ziemi przypadają, biegą,[51]
Jak się stado w piasek grzebie —
Za niemi, hej za niemi oczy me sokole[52],
Oczy błyskawice![53]
       500 Za niemi szpony moje! — Dostrzegę je, schwycę.
Cóż to? Jaki ptak powstał i roztacza pióra,
Zasłania wszystkich, okiem mię wyzywa?

Skrzydła ma czarne jak burzliwa chmura,[54]
A szerokie i długie nakształt tęczy łuku,
       505 I niebo całe zakrywa —

To kruk olbrzymi! Ktoś ty? — ktoś ty, kruku!
Kłoś ty? — Jam orzeł! — Patrzy kruk — myśl moję plącze.[55]
Ktoś ty? — Jam gromowłady![56]
Spójrzał na mnie: w oczy mię jak dymem uderzył,
       510 Myśli moje miesza, — plącze[57]

kilku więźniów

Co on mówi? — co? — co to? Patrz, patrz, jaki blady,[58]

Porywają Konrada

Uspokój się...

konrad

Stój! stójcie! Jam się z krukiem zmierzył —
Stójcie! Myśli rozplączę —
Pieśń skończę — skończę —

Słania się
x. lwowicz

       515 Dosyć tych pieśni.

inni

Dosyć.

kapral

Dosyć. Pan Bóg z nami.
Dzwonek! słyszycie dzwonek? Runt, runt pod bramami!

Gaście ogień — do siebie!

jeden z więźniów patrząc w okno:

Bramę odemknęli —
       518 Konrad osłabł — zostawcie — sam, sam jeden w celi![59]

Uciekają wszyscy.



Przypisy

  1. Akt I. Scena I; w R2: »Dziadów część III we trzech aktach. Akt 1. Litwa. Scena 1. W Wilnie na ulicy Ostrobramskiej w klasztorze XX. Bazylianów na drugiem piętrze, przerobionem na więzienie stanu. Kurytarz, straż z karabinem stoi opodal. Kilku więźniów młodych w szlafrokach ze świecami wychodzą z cel swoich. — Północ«. Ob. uwagi Wydawcy o celi Konrada na str. 80.
  2. do w. I. Jakób Jagiełło, uczeń Oddziału literat., później nauczyciel w gimnazjum słuckiem. Ob. Domeyki Filomaci i filareci.
  3. Adolf Januszkiewicz, ur. 1803, był uczniem Uniw. Wil., bawił w Rzymie w r. 1829, gdzie żył blisko z Mickiewiczem.  Zesłany na Sybir w r. 1831. — Ob. Żywot jego wydany przez brata, Eustachego, w Paryżu 1861 r. Artykuł o nim w Księdze Pamiątkowej warszawskiej, t. II, 265—270.
  4. w. 3. runt: la ronde, die Runde, kontrola więzienna, nocna.
  5. w. 9. Żegota = Ignacy Domeyko, ur. w r. 1801, ukończył Uniw. Wileński ze stopniem magistra nauk matem.-fizycznych, gospodarował w Nowogrodzkiem, po r. 1831, wziąwszy czynny udział w wojnie narodowej, emigrował, spędził wiosnę r. 1832 z Mickiewiczem w Dreźnie, następnie towarzyszył mu do Paryża, gdzie, oddał się studjom geologicznym w École des mines, którą ukończył ze stopniem inżyniera. W r. 1838 udał się do Chile, gdzie zorganizował w Coquimbo szkołę i laboratorjum chemiczne. W r. 1847 objął w San Jago katedrę chemji i mineralogji w uniwersytecie. Zasługi jego naukowe ocenił Dr Karol Jurkiewicz w Wielkiej Encyklopedji Powsz. Illustr., t. XV, Warszawa, 1895 r. Umarł Ign. Domeyko w San Jago 23 stycznia 1889 r. Obszerną jego korespondencję z Mickiewiczem ogłosił Władysław Mickiewicz. Z rękopisu wydał prof. Tretiak (Akad. Umiej.) Pamiętnik Domeyki, bardzo cenny materiał do poznania i charakterystyki epoki wileńskiej. Ważną dla poznania nastroju młodzieży wileńskiej uniwersyteckiej jest broszura jego p. t.: Filomaci i Filareci (Poznań, 1872).
    X. Lwowicz, pijar, olbrzymiej postawy, »podługowatej twarzy, blady i pięknych oczu, bardzo poważny«, łagodny i uprzejmy, małomówny, o duszy płomiennej. »Najupartszych nawet ciągnął mimo ich woli ku wierze i pobożności« (Domeyko).
  6. w. 10. Frejend, Wołyniak, wesoły kompan, trochę poeta; brak nam o nim bliższych dat biograficznych.
  7. w. 20. W mieście] Z miasta R1.
  8. w. 22. Mam i kilka butelek] Mamy i buteleczki R1.
  9. Jakób] Jeden z więźniów R1.
  10. w. 23 w R1: Kapral i sam troszeczkę z naszych uczt skorzysta.
  11. w. 26. Kapral poczciwy] On pobożny R1.
  12. po w. 28 w R2 do tekstu tej sceny, przepisanego na czysto, dopisał potem Mickiewicz u góry kartki, z boku, gdyż nie było gdzieindziej miejsca, taką inscenizację:
    »Wchodzą do celi Konrada, nakładają ogień w kominie i zapalają świecę. W celi pustej napisano na jednej ścianie węglem wielkiemi literami:
    D.  O.  M.
    Gustavus obiit anno Domini MDCCCXXIII
    (Februarii Idus
    III
    Callendis Februariis)Callendis Novembris
    Z drugiej strony; (locus in quo) hic natus est
    Conradus
    anno Domini MDCCCXXIII
    Die 23 Februarii) Callendis Novembris«.
    Inskrypcja wpisana do sceny pierwszej uległa potem dalszej ewolucji. Poeta przeniósł potem, inskrypcję do sceny przedostatniej, którą wkońcu przeniósł na sam początek i zrobił z niej Prolog. — Dlatego potem w scenie pierwszej nie przypominał już inskrypcji, ale zaznaczył krótko: »Cela Konrada jak w prologu.
  13. w. 32. merynosy — owce rasy hiszpańskiej.
  14. w w. 33—34 w R2:
    Ja, co pierwej nie znałem, co owies, co słoma:
    Jak znałem się na wszystkiém, jakem umiał zrzędzić;
    jakób
    Słyszałem, że przyjąłeś z Niemiec ekonoma.
    żegota śmiejąc się
    Prawda. Właśnie go miałem obić i wypędzić:
    Popsuł mi całe żniwo. — Oj, to łotr wierutny!
    I nie dali mi czasu.. i dlategom smutny.
  15. w. 35. Od dawna] Już ci ja R1.
  16. w. 38. poczty dźwięk] dzwonka jęk R1.
  17. w. 41. feldjegier ze dzwonkiem] zbir z fatalnym R1. Ob. Objaśnienia Poety na końcu.
  18. w. 55. Że zysk d. ł.] Co złupił, to dawno... R1.
  19. w. 59. świéży kraj, Litwę] Litwę, świeży kraj R1.
  20. w. 69 On gwałtem chce nas] Oni nas muszą R1.
  21. w. 81 Nasz Jacek] Pietraszkiewicz R2.
  22. w. 93 Suzin. Stosunków bliższych Suzina z Mickiewiczem dowodzi wierszyk: »Jeszcze ma muza tego wspomina«. (Ob. Dzieła A. Mickiewicza, Lwów, 1896, I., 212 i 303—304). Urodził się r. 1800 w Kalinowszczyźnie w Kobryńskiem. Uczeń Uniw. Wileńsk. od r. 1819 na Wydziale fizyczno-matemat. W r. 1824 zesłany z T. Zanem i Czeczotem do Orenburga, umarł w Warszawie 1874 r.
  23. w. 111 grzyby kryptogamy: skrytopłciowe.
  24. w. 118 gdybyś] żebyś R1.
  25. Po w. 118 w R2 jest ustęp:
    Jeżeli wskrzesim Polskę, to nasz wielki Zupnik,
    Bo nikt tyle nie wypił i tak czystej zupy:
    Przez pół roku kapuśniak, przez pół roku krupnik,
    W których nie było widać listka, ani krupy.
    Wspomniałbyś Eneidy księgę jedynastą:
    Apparent rari nantes in gurgite vasto...
    Dość było taką zupą w pokoju zakadzić,
    Aby myszy wystraszyć i świerszcze wygładzić.
  26. Po w. 128 w R2 są wiersze:
    Teraz mnie na stół lepszy skazał sąd łaskawy,
    Bo nic mogę wziąć w usta chleba ani strawy,
    Wiedzą o tem i teraz nie dają krupniku.
    żegota wzruszony
    Bóg ciebie nam zachował, ty nasz męczenniku!
  27. w. 132 Obacz Objaśnienia Poety na końcu.
  28. w. 142 Ob. Objaśnienia Poety na końcu.
  29. w. 162: Caru, gwarowe (z rosyjskiego) zamiast: carze.
  30. w. 178 inkrutowin: Według objaśnienia Poety, tak się zwała na Litwie uroczystość, którą gospodarz obchodził, wprowadzając się do nowego mieszkania. — Wymawiają także: inkurtowiny z litewskiego inkurtuves, wprowadziny, instalacja.
  31. w. 214 Janczewski Cyprjan, współzałożyciel towarzystwa tajnego »Braci Czarnych« w Krożach, po uwięzieniu osadzony w Wilnie w klasztorze Bazyljanów, a następnie w kazamatach w Bobrujsku; przeniesiony w r. 1826 do wojska, pracował potem na roli; wybrany w r. 1846 marszałkiem szlachty w Rosieniach, umarł 1853 r.
  32. w. 218 ów cesarz = Napoleon z wyspy św. Heleny.
  33. w. 259 Wasilewski ] w R2: »Karśnicki«. Domeyko zapamiętał, że siedział w celi 2 między celą Frejenda a Mickiewicza. Poeta wyraźnie mówi: »siedział tu w naszem sąsiedztwie«.
  34. w. 289 Józef Kowalewski, ur. r. 1800 w Grodzieńskiem, w 1817 r. wstąpił do Uniwersytetu Wileńskiego i poświęcił się historji i filologji. Jeszcze na ławie uniwersyteckiej przetłumaczył z greckiego utwór Longina O górności (Wilno, 1823) i wydał sześć ksiąg Metamorfoz Owidjusza z własnemi komentarzami (Wilno 1823). Po wyroku na filaretów zesłany do Kazania, gdzie się poświęcił językom wschodnim. Dalsze jego bardzo ciekawe losy na dalekim Wschodzie opisały Encyklopedje nasze i Józef Bieliński (Uniwersytet Wileński, III 424—428). W r. 1862 powołany został do Warszawy do wykładu historji powszechnej w Szkole Głównej, został dziekanem Wydziału filologiczno-historycznego i na tem stanowisku umarł 1878 r. — Ob. liczne o nim wzmianki w Korespondencji Filomatów (Akad. Umiej.).
  35. w. 302 Ksawerym jest Kajetan Przeciszewski, który zastrzelił się 26 października 1823 r. — Poeta nie był pewnym imienia, gdyż w autografie na boku dodał: »Xawerym?«
  36. w. 307 Jankowski Jan, syn księdza unickiego, z Grodzieńskiego, był uczniem Wydziału filozof. Uniw. Wil., wprowadzony przez Suzina do grona błękitnego Filaretów 2 stycznia 1821 r., po wyroku zesłany do Wołogdy, gdzie został w policji »kwartalnym«. Ob. Mościckiego Wilno i Warsz. str. 179. On to wydał Filaretów. Ob. Arch. dziej. ośw. (Ak. Um.) t. IX 182—187.
  37. w. 327 Antoni Gorecki (1787—1861), poeta bajkopis, żołnierz polski z czasów Księstwa Warszawskiego, bliski Mickiewiczowi, zwłaszcza od r. 1831.
  38. w. 354 głowę trudnić, zam. trudzić.
  39. po w. 377 Kapral jest jedyną postacią zmyśloną w III cz. Dziadów, według zapewnienia Domeyki z r. 1887.
  40. w. 387 Sobolewski Maciej zginął w bitwie pod Almonacid 11 sierpnia 1809 r. Ob. Mościcki, Wilno i Warszawa str. 181.
  41. w. 399 laząc. Kapral mówi z mazurska, co w R2 było wyraźnie zaznaczone, ale zaginęło widocznie w kopji do druku, lub w korekcie. I tak n. p. w. 405 brzmi w R2pośliśwa spać, w. 407: nuz, 410: selma i t. p.
  42. w. 430 Palen dla Cara. Piotr Aleksiejewicz hr. Pahlen (1745—1826), minister i faworyt cara Pawła I., organizator spisku, który doprowadził do skrytobójstwa Pawła I w nocy z 23 na 24 marca 1801 r.
  43. w w. 444, 452—457 autoportret Mickiewicza, który przemieniał się na twarzy w czasie improwizacyj, wedle zgodnego świadectwa świadków naocznych.
  44. po w. 461 w R2: Frejend próbuje różnych nut, nareszcie na nutę Non più andrai.
  45. w. 467 W r. 1831 śpiewano w wojsku polskiem piosnkę: Z Bogiem czy bez Boga, byle na wroga! — Mościcki, str. 182.
  46. w. 483 ...To jest pieśń szatańska. Poeta przygotowuje czytelników na stan opętania Konrada przez szatana, co się następnie uwydatni jaskrawo w scenie III egzorcyzmu w w. 5, 54—55.
  47. po w. 483 w R2: Konrad recitativo z towarzyszeniem fletu.
  48. po w. 483 w R1 (w t. zw. »Książeczce« drezdeńskiej na str. 24 b) czytamy: Do Improwizacyi, przed wielką improwizacyą. — Ob. Pam. Tow. Mick. — V, 165—166 i Wiadomość o niezn. autografie... str. 20.
  49. w. 487 w R1: Już ja.
  50. w. 495 Mnie orła] Orła R1.
  51. w. 496 w R1: jak na ziemię padają, jak biegą.
  52. w. 498 w R1: orle me źrenice.
  53. w. 499 niema w R1.
  54. w. 503 w R1: A skrzydła jak czarne.
  55. w. 507 w R1: Jam orzeł!... Ale spojrzał... myśl moją plącze.
  56. w. 508 jam gromowłady. Zapowiedź wiersza 117 Improwizacji Konrada.
  57. ww. 509—510 niema w R2.
  58. w. 511 w R1: Patrz, patrz, co gada, jak blady.
  59. w. 518 sam, sam jeden w celi! — Jest to wyraźne nawiązanie do pierwszych słów następującej Improwizacji: Samotność!... Dowód dorobienia sceny pierwszej, celem uzasadnienia istniejącej już wtedy Improwizacji.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Adam Mickiewicz.