Dyskusja indeksu:PL Kālidāsa - Sakontala czyli Pierścień przeznaczenia.djvu

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

<£. J Új ZSth’l¿^blSih
CZYLI
PIERŚCIEŃ PRZEZNACZENIA Wolno drukować, pod warunkiem złożenia w Komitecie Cenzury, po wydrukowaniu, prawem przepisanej liczby exemplarzy.
Warszawa dnia */9 Października 18 60 r. p. o. Starszego Cenzora, A. FUNKENSTEIN,
M 7~ w Drukarni J Psurskiego, ęt
SPIS RZECZY,
Str.
Przedmowa...........................................III
Krótka wiadomość o Poezyi dramatycznej Indjau w ogólności a szczególniej o Sakontali i jej
Autorze.......................................XII
Sakontala czyli Pierścień Przeznaczenia.... 1
Objaśnienia....................-.....................163
Kilka przypisów wyjętych z Piaynala Historyi filo-zOiicznej osad Europejskie# ^pbydwuchlndjach 204
PRZEDMOWA,
Literatura polska w przekłady dziel z jcr/ykÓT’, cudzoziemskich, zwłaszcza treści-1 poważnej, niezbyt obfita, tein bardziej /a-l — nasza literatura pozaeuropejska a mianowicii Schodnia*czyli azyatycka. jest nawet bardzo ub<7g<“ *
Na palcach wyliczyc możemy dzieła, które ztam-tąd pochodzą a które w przekładach posiadamy: a jednak Azya, ta kolebka ludów, jest matką kultury umysłowej wszystkich narodów. Ile razy zechcemy badać początki każdego z nich, tylekroć zwracamy oczy na krainy Wschodu. ‘ Tam leżą skarby wiedzy nieodczytane i nieodgadnięte: naj-starożytniejsze jeżyki, naj dawniej sza religiją i najstarszą cywilizacyą — wszystko to posiadają Indye Do nich zwracały się najpotężniejsze i najbardziej badawcze umysły wszystkich krajów i czasów. aby zaczerpnąć światła, któreby nam rozwidnił,, odleje, epoki pierwotne. Lecz niezmierna odległość owy ch krajów, trudność posiadania języków Wschodu, zwłaszcza tych, w których pisane są księgi święte a które oddawna do umarłvch nale-żą ^ zawiłość chronologiczna i tak wiele innych okoliczności, są niepokonaną przeszkodą, ktśre; przebycie zaledwie kilku badaczom się udało Z prac przez nich dokonanych kórz; sta cala Europa; wielkie dzieła, jakie nam ztamtąd przynieśli są tłumaczone niemal na wszystkie jeżyki europejskie. Podziwiae*’ musiemy oświatę narodu, jegc wysokie wykształcenie moralne, już w tych czasach, ldedy, Europa leżała jeszcze pogrążona w mroku i niepamięci — zamieszkała ludami których Sie znamy i których począijj^w dzisirj dojść niepodobna, 4 \
Dwa i pół wieku ^ifiiywa, jak Indye przeszij najprzódJeżęśpiowo a teraz niemal w całości pod panowanie angielskie. Synowie Albiomi pierwsi Avdarli się także w dziedzinę umysłową ludów indyjskich; zac ich pośrednictwem Europa dopier.c bliżej poznała wielkość skarbów tamtej-s-zej litera-tury.
Bezwątpienia jednym z najznakomitszych i najwięcej zasłużonych orjentalistów, jest Sb’ William Jones (Dżon) urodzony 28 Września 1746 roku w Londynie. Uczęszczał do szkoły w Harrow i do uniwersytetu w Oxfordzie, gdzie poświęcał sk\ stu-djom literatury krajów wschodnich a początkowo językowi arabskiemu i perskiemu; — jednocześnie uczył się włoskiego, hiszpańskiego i portugalskiego, W 19 roku życia wychowywał młodego hrabiego Spencer; w dwa lata nóźniej zaczął się uczyć je zyka chińskiego. Od 1770 r. poświęcił sig, nauce prawa, nie przerywając dalszego ciągu studjów literatury wschodniej. Jako praktyczny i uczony prawnik, wkrótce znalazł wiele zajęcia.
Do życzenia jego otrzymania posady w Indyach rząd niechętnie się przechylał, dopiero za Ministe-ryum Shelburna w 1783 r. zost-ał powołany na Starszego Sędziego w Kalkucie a jednocześnie do stanu szlacheckiego podniesiony. W Indyach poświęcał się.uczonym badaniom politycznego i naukowego stanu kraju. Zamazał w 1784 r. „To warzystwo Azyatyckie w Kalkucie5, ’ i studjował z największą gorliwością język ’sanskrypki. Całe życie poświęcił wielkiej myśli: duchowego zespolenia Wschodu i Zachodu. Umarł w Kalkucie 27 Kwietnia 1794 r. Kompania Schodnio-indyjska kazała postawić jego posąg w Kalkucie, prócz tegc położono mu pomriki w Kościele S piętego Pawfc w Londynie i w Oxfordzie *).

  • ) Z jeg° uezonych prac wymieniają się: „Grammar of the

Persinn langitague“ (Londyn 1771; 9 Sierpnia 180 9), »
„Poeseos Asiaticae commentnrii“ (Londyn 17 7 4, powtórnie odbite, — w Lipsku 1 7 7 7 r. przez Eichborna). Wydanie przekładu, iltoallakat, or seven Arabian poems’’ (Londyn 1 7 83).
Anglia postawiła mu pomniki. Z przekładów jego j, SakO!»taIę” przedstawiamy ru polskim Czytelnikom, k+óra kilkakrotnie była tłumaczoną na język francuzki, niemiecki i duński. Niech nam wolno1’ będzie przytoczyć słów kilka o samym jej autorze. ” ’
Kalidas, albo jak^fo często nazywają Kalidasas, wyborowy pWeta indyjski, żył av końcu Igo stóleL cia przed Chrystusem, ria dworze króla Yikrama-ditja. J(%o najlepszą rf>oezyą jest dramat „Sakon-tala” o którym Herder moAvi: „że sceny jego poima zane Są splotam z ku’iatóu\ Każda vj sposób prosy t naturalny z rzeczy samej, jab latorośl pięlcna z swego gruntu y-ynika. Znajdują się tu miejsca tak wyborne, jakich próżno szukalibyśmy ic całej poezy’ greckiej.1“’
„Takiego prżkpychu bano, tej zuoni i Jewiecistości «> żądny’’ innej:poezyi nie znajdzie” — powiada w je-
Przekład Medschnun i Leila“ podług Hale/i (Kalkutta 1 7 88 Kahdasa ViSakontala’ (17 8 9).:
Zbiór Praw Mami’’ (Kalkutta 17 9-1).
Wicloliczne dodatki dp Iiistoryi starożytności i literatury Indyi i Azyij w wydanych dla Towarzystwa nzyatycki’go w Kalkuc!e „Asiatic Miscellany (3 tomy, Kalkuita 17 85 — 1 788) i „Asiatic Researches’’ (Kalkutta 1 7 88).
Zupełne wydanie jego pism, dopełniła wdowa po mm, w Londynie w 6 toinach 1 7 9 9 roku.
Pozostałe po nim zbiory dostały się Oolebrooke’owi, który między inncmi wydał z togo., Digest of Ilinoo Law. ’ Porównaj Teign moutha „Memoires of the life, wiilings and correspondence of Sir Will. J. (Londyn 180 4; nowe zwiększono wydanie przsz Wilksa, 2 tomy, Londyn 18 40). tlnym z swych odczytów pub]:.cznych Dr. Karol Me-cherzyński, uczony professor Wszechnicy Jagiellońskiej *).
Sakontala stawia, Kalidasa w rzędzie pierwszych poetów wszystkich czasć w. Takową tłumaczył z san-skrytu na język angielski Jones (w Kalkucie 17 8 ’j roku), z tegoż na niemiecki Jerzy Forster (1790) i Herder (1803). Z sanskryckiego oryginału na język francuzki przełożył i wydał Chezy w Paryżu 1830 r. B. Eirzel przełożył wierszem rymowyu: (w Zurich 1833). Po nowej recenzyi wydał j? w niemieckim przekładzie Bothlingk w Bonn 1842 r. Hammench przełożył na język duński (Kopenhaga 1845 r.) i znowu Meyer na niemiecki w Tii-bilngen 1851 roku **) *) Obraz tegoż: Przegląd literatury Ludów Wschodnich
Kraków 1851 str. 3 6.**) Prócz tego mistrzowskiego działa posiadamy jeszcze z pisrc Kalidasa.
Di amę „Yikramotoasi” bogatą w piękności liryczne (wydań: w przekładzie łacińskim przez Lenza w Berlinie 183 3 r.; — nnwe wydanie Bollensena w Petersburgu lS4t>;5 niemieckie IIo fera w Berlinie 1 83 7 i B. Ilirzclal w Frauenfeld 1838 r-)
Komedyą intrygancką p. t. „Mulavika i.igni-Mitra” (wydal Tuilberg w Bonn 1840 r.).
Oba jego opiczne poemata j, Raghwansa ’ i mytyczna pow cśe 0 stary ii władcy., Ąyodhyi które wydał Stenzler w Londynie 183 2 r ) oraz Kumarasambham“ czyli Narodzenie Boga Wojny (wydał tenż’» Stenzler w Londynie 183 8), pomimo piękności szczegółów i całości są trzeźwe i zimne.
Z lirycznych jego p, >ezy! najbardziej zasługująca na uwagę 1 najwyborniejsza jest „ileghaduta’ to jest Posianii Obłoku czyli Skarga wygnanego kochanka, pełna głębokiego uczucia i
Wogóle sławńe! imię Kalidasa, obok największych poetów późńiejśżych czasów, śmiało postawioiieF^oyć może.
Jak wyżej nadmieniliśmy, z Jóiićsa tłumaUżył Sali ontalę na język niemiecki^’ Jan Jerzy Adam Forster — najstarszy syn’ Reinholda Forster — — obaj są znani jako współtowarzysze drugiej podróży Cooka na około ziemi. Prócz tego tłumacz Sakontali* znany nam jest bliżej, jako professor Uniwersytetu Wileńskiego. ’Urodził sie 26 Listopada 1754 r. senhuben pod Gdańskiem. W 11 roku życia towarzyszył ojcu w podróży do Saratowa a później pod kierunkiem tc^goż, przedłużał swe nauki w Petersburgu. Gdy ojciec jego wydalił sio* dć’ Londynu towarzyszył mu i pracował od 1767 roku w kanto-lze jego, dopóld słaby stan zdrowia, nie zmusił gc do porzucenia handlu na zawsze. Następnie towarzyszył ojcu do Warrington, gdzie kilka dzieł na, język angielski przetłumaczył a obok tego w sąsiedniej szkolą,, udzielał lekcy i jeżyka — niemleckiegc i francuzkiego. Po powrocie«z podróży na około zh wdzięcznych opisów natury — (wydał ją w wolnym przekładzie angielskim Wilson w Kalkucie 1S13 r i Gildemeister — wra: ze zbiorem pism erotycznych:,,Sringara-iilalca — w Bonn 184] r. po niemiecku naśladowana przez M — Mullera w Królewcu 184 7 r
Mniej ważne są jogo, Rilu-Sankara“ to jest: Pory Roku (które wydał Bohlen z przekładem łacińskim j iiiemieckim w Lipsku 1 8 40)
Przypisują mu lakże obrobienie Sagi: „A“ la i hamayanti pod tytułem „iValodąya1 (wydał Benary w Berlinie 18 30 i Yates w Kalkucie 184 4 roku), mi, pod przewodnictwem Cooka odbytej, która wskutek szkorbutu podkopała jego zdrowie’, ’ udał się w 1777 r. do Paryża, gdzie zapoznał się zBuffonem a następnie do Hollandyi. W drodze do Berlina Landgraf Hessen-Kasselski zaproponował mu katedrę nauk przyrodzonych, którą też przyjął i przez*sześć lat zajmował. V’ r. 1784 powołanym został do wykładu nauk przyrodzonych w Uniwersytecie Wilten-¡SBim; — — gdy w 1787 r. Cesarzowa’Katarzyna zamierzyła wysłać wyprawę na około świata, Forst-ef zamianowany został historjografem tego przedsięwzięcia. A ponieważ owa podróż z powodu wojen tureckich do skutku nie przyszła, przeto Forster powrócił do Niemiec i udał się do Getyngi. Kurfirst Mo--¿’uncki mianował go w 1788 pierwszym bibliotekarzem i professbrem.
Forster piastował ten urząd z odznaczeniem, aż do przvbycia Francuzów do Moguncyi w roku 1792. Z zapałem oddany nowym zasadom zdstał Avysłany przez republikanów mogunckich do Paryża, dla wyjednani;1 u Komitetu, przyłączeń i a do Francy’ Gdy zaś po odebraniu Moguncyi przez Prussttków, cały majątek, książki i rekopimna utracił, wtedy rozłączył się z ukochaną małżonką, córką Heynego z Gfctyngi, która za jego zezwoleniem połączyła się z Huberem i wowc-z&s to powziął zamiar udania* się do Indyi. Vi tym celu rozpoczął studja wschodnich języków, leez ulegając wysiieniom i wypadkom ostatniego roku, zmarł w Paryżu 11 Stycznia 1794.
Forster nnhży do klassycznych pijarzy niemieckich; jego proza łączy lekkość francuzką z powaga angielską.^ Z mnóstwa tłumaczeń wymieniamy — zjegc pism, zajmując}^ pod względem historyi naturalnej i znajomości człowieka: „Opis podróży na około śt.cna-ta od 1772 — 1775 r.“ (2 tomy, Londyn 1777, przekład niemiecki, 3 tomy Berlin, 1784). „Pwma mniejsze albo Przyczynek do majorności krajk^i ludów, historyi naturalnej i fdozofii życia, fóę(6 toinóu Berlin 1789 — 1797); a w szczególności szacowny „Pogląa na Ren dolny, Brabancyą, Flandryą, Hollandyo i Francyą w Kwietniu, Maju i Czerwcu 1795 roku z podróży wraz z Alexandrem Humboldt odbytej.
Jemu także należy się zasługa za przełożenie na język niemiecki dramatu Kalidasa: „Sakontcila“ *)
Teressa Haber, poprzednio jego żoną będąca, wydała: „Korrespondency&it wraz z wiadomością o jegc życiu“ (2 tomy Lipsk. 182S — 1829 r, ) a jego córkt „Pisma Ogólne“ z charakterystyką autora przez G. G. Gerwmusa skreśloną, (9 tomów Lipsk 1843 — 1844). Zycie Forstera opisywał Komg w piśmie: „iv]ul)iś’ci w Moguncyi ¿i (Clubis-ten:ri Mainz), 3 tomy Lipsk 1847 — i w drugi ¿m „Dom i Świat“’ (Haus und Welt) dwfe części, Brunświk 1852. ) Wilhelm Humboldt z powodu tego przekładu, w iednyrc z swych list iw do tłumaczu tak się wyraża.,,Przekład rana, jusl mistrzowski; tylko z czułością jak pańska, było możliwśm te uczucia tak wymowiiie i dobitnie odwzorować:’“
Skreśliwszy powyższe życiorysy, podług dobrych źródeł *) wracamy cło dalszego ciągu tej pracy.
Forster tłumaczenie swoje zbogaeił gruntownemu przy pi sann z dzieł Jonesa, Marsdena, „Wilkinsa, Son-nerata, Le-Gentila i innych (zebranemi, właśnie na czem zbywało innym wydaniom tego dramatu. Te przypisy jako też i kilka objaśnień z Raynala „EL storyi filozoficznej Osad Europejskich w obydwóch Indyach, załączone są przy niniejszem dziele. ’ ‘.
Jakkolwiek przekład niniejszy dokonanym będąc w końcu zeszłego stólecia, to jest wkrótce po wyjściu tłumaczenia Jerzego Forstera, w zupełności wymaganiom krytyki dzi-sieiśzej nie odpowiada, jednakowoż sąclziemy że dzieło takie; którego wartość Ave-wnętrzna u ¡postronnych tak Avysoko została oszacowaną nie bedzie bez korzyści dla ogółu, dla literatury zaś naszej dość upragnionym nabytkiem.

  • ) Deutsche Encyklopedie oder ffimv. Lexicon.

Allgemeine Encyklopedie der Wissenschaften und Künste ron J. S. Ersch und J. Gruber. Leipz.g.
IRÓTKA-’WIADOMOŚĆ o Poeiji BraanatyezEiej ’iiilTtin w ogólności r * it szczególniej o Sakout%li a jej Autorze.
Pierwsze puczątki póezyi dramatycznej w Państwie Indyjskiem, naszym dotąd nie dościgłe siedzeniom’, gubią sit za oponą najodleglejszej starożytności. — Jej wynalezienie przypisują pewnemu mędrcowi nazwiskiem B!lCl’fct, który zarazem jest u nich znany, jako wynalazca systemu muzycznego, co do tych jeszcze czasów po jpgo zowją iniiemu.
Jednak zdania tego powagę zdaje się wątlić upO’ wszech tlio.iie [mniemanie, że pierwszy wiersz sans-krycki, który kiedykolwiek ludzkie usłyszało ucho, Wielki Walini!ii w zapale gniewu wymówił. — Sławny ten mąż, w tak zwanym srebrnym wieku świata żyjący, był autorem poematu heroicznego o Wojnie, współcześnie z nim żyjącego Famy króla Ajodkyi — — Zatem należałoby wnosić, że przed jego czasem, nit mogło być jeszcze dram wierszem pisanych.
Jest także wieść bajeczna u Indyan, że pierwszy regularny dramat, w jednej materyi z KaiuajailCin był dziełem Ilaaumaia czyli Pawanfl, który w wojennej wy prawie Kamy pŁzeciw Laucc, dowodził wojskiem Satyrów albo Górali — Powiadają że to poe-ma na gładkiej wyrvł skkle, którą potem w morzu zatopić kazał, nie będąc kontent z t^j pracy. — Po przeci igu wielu lat, miał któryś uczony KsiążSj kazać zręcznym nurkom odcisnąć w wosku to poeiną, a tym sposobem ocalić je po większej części. Pamlit RaaiaSoczau zapewniał angielskiego tłumacza Sakon-tali, że sam to dziewo posiada.
Z tem wszystkiem rzecz pewna że ten gatunek publicznych ‘zabaw, już bardzo znacznik był wydoskonalony, kiedy Wiiiriiinaiifja, około stu lat przed erą fchrześciańską panujący, okazał się łaskawym przyjacielem i dobroczynnym opiekunem wierszopisów, grammatyków i matematyków, to jest w%wym czasie, gdy ciała Europa prócz Greków i Rzymian w grubej jeszcze pogrążona była niewiadbmośc: względem nauk“ światłych.
Dziewięciu utalentowanych mężów, których pospolicie u Indyan dziewięciu perłami Wschodu albo nazwiskiem dziewięciu klejnotów zaszczycają1/bawiło się’! przy jego dworze: z pomiędzy tych Kalidasoni zgodnomyślnie najświetniejszą przypisują sławę. 0 wzietośd jego sądzić można z następujących tu pochwał, któremi go jeszcze wspominać zwykli.
„Poezya była słodko-bawiącą si’ę‘ córką WahrJka, 1 łjasa wychował ją. a sama wybrała sobie Kalidasa
Oblubieńcem podług — porządku Widerwhy; stała^się matką A.nary, Sumlara, ¿aiikliy t i Ifhanika: teraz w podeszłym wieku zwątlona,.straciwszy wdzięki pięknośgi. idąc nogami nieozdobionemi, a chód mają? chwiejący, w lada której chatęe szukałaby dla siebie przytułku.“
„ Pierścionek SakontciU, w którym Czwarty Akt. a oąobliwie. cztery oddziały, wierszom błyszczący et w nim najświetniejszą pięknością, wyjawiają zupet nie niezmierną obfitość genjuszu Kalidasa.“’
Sławny ten poeta wielu innyeh dzieł jest jeszcze autorem. Angielski tłumacz wymienia następujące Dramat pod tytułem Ir »asy. Poema heroiczny albc raczej Zbiór poematów w jednej książce, o Dzieci act Sionca; inne a w którem zupełnie jedność akcyi za-chowaiją o Narodzeniu Knmary bożka wojny; dwie lub trzy his tory e miłosne wierszem, a nare»zeie małe dzieło a^e bardzo wyśmienite o Prozodyi w języku sanskrytskim (całkiem tym sposobem jakjest Terentia’ □us). — Niektórzy twierdzą takżoj — że Kalidas przejrzał pisma \, almika i Wyasy i poprawiał edycye tych autorów, teraz wT używ aniu będące. Na to przynajmniej wszyscji zgadzają się, że po tych szanownych poetach jest najsławniejszym. Szkoda że pisał tylko dwa dramatjjęzne poemata, zwłaszcza gdy powieści w jego Raghinvausic mnóstwo mogły dostarczać przedmiotów do tego gatunku poezyi.
Niektórzy współcześnie z mm żyjący i szereg na si&jjiii^ch wierszopisów aż du naszych czasów tai wielką liczbę’ napisali tragedyi, komedyi, fars ’ i dramatów muzycznych, że teatr indyjski może by natfełnił tyle tomów jak teatr któregokolwiek innego europejskiego narodu.
Z pomiędzy tych sztuk dramatycznych (po mdyj-sku IS1 ataki;, za najwyborniejsze s$ poczytane oprócz wyżej wymienionych Kalidasa — Złośliwe Dziecię, Uprowadzenie Uszy, Uskromnienie Durwasasa, Porwany Pukiel, Malati i Mcdhawa\
Wszystkie te Xataki pisand.sa wierszem, gdzie dy-alog większego wymaga uniesienia a prozą gdzie de zwyczajnej zniża się — mowy. Osoby znakomite i uczone mówią czystym, sanskrytem, kob&ty prakrytem. a ten nie różni się od języka Braminów, tylko że przez bardziej pieszczone wymawianie, z delikatité^ćią włoskiego języka się równa. Osoby z pospólstwa mu wią pospolitym.językiem swojej prowincyi. T<sa dramat ’(Sakontala) musiał zyskać wielką bardzo wzię-tośój w owym czasie, gdy go pierwszy raz* grano. Państwo Indyjskie było wtedy w kwitnącej porze swej potęgi, a próżności narodowej pochlebiała owa błyszcząca świetność, w której królowie i bohaterowie, chluba Indyan, w nim się okazywali.
Dekoracye musiały być piekńe i przepyszne; a dla pewnyeh okoliczności domyśleć się można, że dwoi-w Awcinty, za pilnowanie.“ Wikramadi+yi przechodził w okazałości wszystkie inne monarchow dwory w każdym wieku i kraj’1. Dusz mantę najpryncypal-niejszą tej sztuki osobę znajdujemy w chronologicznych tabellach Branrnów, między Dzieć mi Księżyca, w dwudziestej pieiwszej generacy’ po potopie, a je żeli aby cokolwiek dowierzać można Chronologii In-dyan żył on (w jednym czasie z dziadem lub ojcem Króla Dawida to jest:) około 2730 roku od stworzenia świata, a 1276 przed Narodzeniem Chrystuso-wem. — Puru najsławniejszy z jego poprzedników, pochodził w piatem pokoleriu od Buddhy czyli Merkurego, a podług wieści indyjskich, ożenił się z córką tego pobożnego króla, którego Wisznu w korabiu uratował od powszechnego potopu.
Najstarszy syn j^go Biur, i, poprzednikiem jest Kuru, Pandu od niego w prostej linii pochodzi. k+órego familją Apollo iiidyjski zaszczycił swojem wcieleniem, dla tego też najsławniejsze po Ramajame po-ema iSaśi nazwisko: Maha-Bharat.
Tak nazwane w dramaturgii machiny, wzięte sij z mitologii do dziś dnia jeszcze w Indyach używanej. Dla jej zrozumienia obszernych by trzeba objaśnień. Angielski tłumacz, z którego przedmowy ta wiadomość wyjęta, jednę tylko czyni przestrogę,.że bożyszcza w tej sztuce oczywiście są jestestwami al-legorycznemi. — Maryczy, pierwszy twór Brahmy czyli Twórczej mocy znaczy Światło, ów delikatny płyn, wprzód utworzony niż słońce, które uważano jaka miejsce w którem się chowa, — tak jak woda prędzej stworzona mź morze w którem jest zawarta. Kasyapa syn Mary czego, zckje się być uosobionym niezmiernym przestworem, gdyż niezliczony w sobie zawiera światy. Jego dzk&i z Aditi, czyli działającej mocy — (jeźliby bardzi ij nie znaczyła Adity właściwie dzień a Dity druga jego żona noc) — są Indra czyli firma ment widoczny i Dwanaście Adityów czyli Słońc, które przewodr’cza równej liczbie miesięcy.
Tłumacz angielski nie zapuszcza się w żadne’ krytyczne uwagi nad charakterami i nad tokiem tego dramatu, mówi tylko, że bardzo łatwo przerobić by go można, na pięć aktów niezbyt długich, łącząc z drugim trzeci w jedno, a kładąc ¿Szósty do piątego. Bo rzet-elnie powiedziawszy, cała rozmowa Duszman-ty z jeg° trefnisiem i wielka c-zęść umizgów jego w lesie pustelnicznym, bez wszelkiego dla dramatc uszczerbku, mogłyby zostać opuszczone. Lecz mówi Jerzy; Forster, jeśli jego największa dla Europejczyków zaleta, zależy na malowaniu obyczajów Indyan i na obznajmieniu nas z ich gustem, w płodach literatury, wymienione miejsca zawsze dla^ezytelników jakowąś będą mieć wartość, luboby dla teatru byłj na-dpotrzebne albo wcale i niedorzeczne. — Obraz ter autentyczny starożytnych obyczajów w Indyach i największą osobliwość z azyatyckiój literatury dotąd widzianą, z języków oryginalnych wytłumaczy? po angielsku Sir William Jones (Dżon), Sędzia w Ben-galu. Wszyscy Filologowie przyznawają mu że do lirze się uswoił’ z literatura Greków i Rzymian jako i wschodnio-krajowych narodów. W Anglii u wszystkich kochających sic w pięknych naukach, jako wierszopis niepoślednio jest szacowany. On utworzył także w Kalkucie, mieście portowem wBengalu, Uczone Towarzystwo, którego prace ’ nad dziejami, starożytnościami,, kunsztami, naukami i nad literatura Azyatów, wiele nam udzielają światła i ważnych ciekawości. \
CZYLI
PIEEŚCIEN PRZEZNACZENIA.
SZTUKA DRAMATYCZNA 5pS||PtS — ^^gai^SPn —
OSOBY.
DUSZMANTA, Cesavz Indyjski. SAKONTALA,
ANUSUJA, ł
„.;tfąnny, jej towarzyszki. 1‘flYJAMWADAj J J
MADHAWYA, Trefi.U czyli konfident Cesarza. GAUTAMI, Stara Pustelnica.
SARN G AE A W A,
Bramini.
SARADUATA,
KANNA,
KUMBHYLAKA, Rybak.
MA TALI, Woźnica Indry. SERWADEMANA, mały chłopczyk. KASIAPA Bożek, \ t ADITY Bogini, j ^Rodzice Indry.
Urzędnicy cesarscy, Policyanci, Bramini, Panny, Pustelnicy, Uczniowie, Podkomorzowie, Strażnik zamkowy, Posłańcy i rożne tługi
Ficrwszem Twórcy dziełem Woda.
Niech Ogniowi winne dary,
Szczodra ręka na hołd poda;
Zakon święci te Ofiary.
Słońce, Miesiąc, dla znaczenia
Czasu, biegiem równym chodzi —
ZTćnritt matką jest Rodzenia,
Płód u niej ginie, co z niej wschodzi.
Żyć — Powietrzem jest oddychać Nadpowietrzne te krainy,
Gdzie piorunne grzmoty słychać,
Oponą świata machiny.
Który w ośmiu się objawiasz Tych postaciach, Issa Wielki,
I przemiany tworów spraw.asz
Nam błogosław w sprawie wielkiej! (odchodzi).
DYREKTOR TEATRU (wchodząc).
Na co długo rzszerzać się mową? (zaglądając do pokoju gdzie aktnrowie się ubierają). Jak się ubierzesz, moja Pnm to chei^j tu wyjść nawidok.AKTORKA (wchodząc).
Otóż jestem, Panie, słuchani twyeh rozkazów.
DYREKTOR TEaTKU.
Widzisz tu liczne i wyborne zgromadzenie, chwałą okrytego [¡Bohatera, Króla naszego ’Wikramaditja, opiekuna wszystkich kunsztów rozweselających. Przed temi widzami, grać mamy nowe dzieło Kalidasa, pod tytułem Sakon-taia albo Pierścień przeznaczenia: zate.n upraszam o jak najdokładniejszą uwagę.
AKTORKA.
Któżby nie miał natężać uwagi, przy zabawce której cel tak chwalebny.
DYREKTOR TEATRU (z uśmiechem).
Ja mówię bez ogródki. — Nasze teatralne talcnta, wtedy tylko — mają u mnie jakiś szacunek, kied\ — z twarzy oświeconej publicznści, wyraźnie wyczytuję, że im sprawiają ukontentowanie. — Jednak powątpiewam o moich siłach, choć byin i najbardziej chciał je natężyć.
AKTORKA.
Bardzo sprawiedliwie, że o twojej zalecie, dopiero sądzić chcesz, w miarę ukontentowania, które zgromadzenie to okaże; ale mam nadzieję, że wnet jej wziętość zobaczemy Masz jeszcze jakie rozkazy?
DYREKTOR TE A TIIL.
Stojąc tu już na teatrze, cobyś mogła lepszego uczynić^ jak serdecznie słuchaczów pieśnią taką rozrzewnić i ich umysły śpiewaniem twojem rozweselić.
AKTORKA.
Czy śpiewać mam opisanie kté ej pory roku? A którą — że najbardziej lubisz?
DYREKTOR.
Piękniejszej obrać nie można, jak w rozkosze obfitujące lato, które teraz prawie się zaczyna. Jak w lecie przyjemny schyłek dnia naszą młodzież do kąpania się w chłodnych strumieniach wabi i słodkim snem; łudzi, w cieniach gdzie szepczące wietrzyki lasów się chłodzą, gdy powiewając nad kwitnącym Patalisem jego się wonią napawały.
AKTORKA (śpiewa).
Pachiiiące kwiatkr, woni pełne ziółka,.
Z których wysysa słodycz luba pszczółka,
Przywabia jej chęci,
Do zbioru zaś nęa Nam lubego daru Kwiat Nagakiesaru.
Pieszcząc się wspólnie tam w roskoszne’m gronie
Kwiaty ślicznemi na swem wdzięcznem łonie Z jednych wianki robią A Syryszą zdobią,
Swe skronią i lice Niewinne dziew ice.
DYREKTOR-
Ach jak wdzięczna piosneczka! Twarze wszystkich tu przytomnych, niby jaśnieją wesołością. Muzyka łącznie z twym głosem, zdaje się ich dusze unosić; zachwyceniem. Przez ja^ąż-to inną reprezentacyą będziemy soue mogli zabezpieczyć ich spr/yjanie?
AKTORKA.
Zapewne żadną lepiej, jak, reprezentacją Pierścionka przeznaczenia kiórąś dopiero co zapowiedział.
DYREKTOR. i jakżem też o tem mógł zapomnieć? Ale w tym momencie, melodye twego głosu, w to mnie ukołysały roztargnienie i takim były dla mnie powabem, jak owa prędko-noga Antylopa dla Duszmanty, za którą teraz tak usilnie się ugania.
Koniec prologu.
AiiT I.
SCENA W LESIE. (Duszmanta wózkiem myśliwskim’ pędzi za antylopą czyli gazellą. Sam uzbrojony tukiem i sajdakiem, Woźnica go potęozi).
WOŹNICA (pogląda wprzód na antylopę a potem na króla).
Kiedy spojrzę na (ę tam antylopę, a potem na Ciebie Kroju i łuk twój natężony, zdaje mi się że widzę Boga Mahe-Sg, jak goni za jeleniem ze swoim łukiem zwanym Pinaką, który tęgo lewą ręką trzyma.
DUSZMANTA.
Ten zwierz swoją szybkością, dosyć przedłuża — polowanie Oto znowu biegnie: jak pięknie kark w tył wygięty, ogląda się od czasu, na wózek co za nim pędzi. — Teraz z bojaźni, przed zlatującą strzałą, nachyla głowę, rozciaga giętkie biodra, teraz znużony stawa a półotwartą gębą podskubuje tra. wę około siebie. Patrz jak to skacze! jak pizystanął! jak raz leciutko przy ziemi pełznie a drugi raz wysoko się wspi. na. Teraz tak prędko ucieka, że ledw’o go jeszcze rozeznać mogę. wuŹNICA.
Tu wszędzie było wzgórzysto i to konie wstrzymywało w najlepszym pędzie, a z tej naszej mitręg’ korzystał; ale na tej równinie łatwej go będzie doścignąć.
DUSZMANTA.
Puszczaj im cugle.
WOŹNICA.
Czynię podług rozkazu mego króla (Leci pędem potem zwolna). Uciec nie mógł. Tumany gęste unoszone przez konie ani się ich dotknęły; strzęsły grzywą, zadarły uszy, a pę. dziły nie w cwał. ale właśnie lotem ¿rzez płaszczyznę.
DUSZMANTA.
Wnet dognały tę antylopę — Przedmioty zdaleka malutkie, w oka mgnieniu pokazały się wielkie, oddzielne zdawały się byt w jedno złączone, krzywe wydało się prostem, kiedyśmy mimc pędzili. Koła tak szybko obracały się, że przez kilka chwr zdawało się, że nic nie jest blisko i nic zadaleko. (Przykłada strzałę do cięciwy).
GŁOS (za teatrem). Nie godzi się jéj zabijać! Ta antylopa, o Królu, ma w na. szym lesie schronienie, nie trzeba jej zabijać!
WOŹNICA (słucha i ogląda sięj-
Prawie stanęła na strzał, a tu nadchodzą dwaj pustelnicy.
DUSZMANTA.
To stój!
WOŹNICA.
Niech się staje wola twoja, o Królu! (Przytrzy.nuje cugle) Pustelnik z uczniem swoim.
PUSTELNIK (podnosząc ręce).
JNie zabijaj, potężny Monarcho, nie zabijaj biednego zwię-rzątka, co tu znalazło schronienie.
Zaiste kaleczyć je nie trzeba. Strzała w tak młodym zwierzu, skutkowałaby jaŁ ogień w beli bawełny. Jak słaba być musi skórka młodej antylopy przeciw twoim ostrym strzałom. Schowajże prędko tę strzałę, którą zmierzałeś do niej. Wasza broń, Królowie i Bohaterowie, przeznaczona na ratunek uciśnionych, nie zaś gnębienie niewinnych.
DUSZMANTA {kłaniając się).
Otóż chowam Strzałę. (Kładzieją do sajdaka).
PUSTELNIK (z radością).
Taki czyn ciebie godny, Królu chwalebnie panujący! Godny jest Króla potomka Puruego, — bodaj Ci nieba dały syna ozdobionego cnotą, któryby panował nad całym światem’
UCZEŃ (wznosząc ręce).
Tak, jest to naszem życzeniem. Niech syna twego zdo bią wszystkie cnoty, miech będzie Panem świuta!
DUSZMANTA (schylając głowę).
Głowa moja z uszanowaniem przyjmuje wyroki Bra mina.
PUSTELNIK.
Myśmy tu przyszli Wielki Ki ólu, zbierać drw a do uroczystej ofiary. Ten las, nad brzegami strumienia Malini, jest schronieniem dzikich zwierząt, którym Sakonatala udziela swojej opieki; ją zaś samą przyjął nasz święty nauczyciel Karina jako drogi mu powierzony zastaw. — Jeśli czas ci pozwala, udaj się do owego gaju, abyś doznał prawt nasze1 gościnności. Gdy własnemi przekonasz się oczami, o cnotliwym sposobie życia tych, którym świętobliwość jedynem bogactwem i którzy wznieśli się nadpoziome troski, wtedy zawołasz — ile to dobrych poddanych broni ta ręka, na której [uż cięciwa twarde odbiła odgniotki. ‘
DUSZMANTA.
Czy wasz gospodarz w domu“?
PUSTELNIK. ij£iauczyciel nasz poszedł do Somatirthy, spodziewając si^ tam przez swe modły, odwrócić nieszczęście którem los zagraża nieskalanej Sakontali. Przykazał jej, aby w jego nie-bytności wszystkich gości z winnem przyjmowała uszanowaniem
DUSZMANTA.
Świątobliwy mężu, ja ją odwiedzę; onaj/świadkiem będzie mej pobożność’ a szanownemu Mędrcowi korzystne o mnie uczyni doniesienie.
OBADWAJ PUSTELNICY.
Niechże tak będzie, my póidziem do naszej pracy. (Pustelnik odchodzi z uczniem swotm):
DUSZMANTA.
Jedź! odwiedzając to siedlisko swiętobiiwości, oczyszcze-my dusze nasze.
WOŹNICA:
Jak Król (któremu niech niebo użyczy jak najdłuższegc życia): rozkazuje. (Jedzie dalej);
DUSZMANTA (oglądając się na wszystkie strony)-
Że znajdujemy się w pobliskości mieszkań pobożnych pustelników, dosyć wyraźnie widać, choćby tego nikt nie był powiedział.
WOŹNICA. i po jakich to poznać można znakach1?
DUSZMANTA.
Nie widzisz to? Oio pod owem drzewem leżą poświęcone ziarnka, które tam nasypano, kiedy tkliwe samiczki pa-puże, nagi1 swe pisklęta w wiszącym griieździe karmiły. Uważaj znowu, w innych miejscach Iśkniące kawały gładzonych kamieni, któremi klcjowate owoce Ingudi świę tego tłuczono. Patrz jak owe Dzikocielce z ludźmi się oswoiły, do ich ¿losu przyzwyczajone, bez trwogi sobie skaczą i śmiało biegają. Jak ta rzeka czerwona od pasów poświęconej kory, które po niej płvną. Oto patrz, jak korzenie owych drzew, rosi woda sv:ętych sadzawek, jak w nich się wzrusza gdy wiatr wit-je; oto śv:ieże zielone liście, czasami okryte dymem wzbijającym się od ofiary czystego Ghighu. Spojrzyj raz je zcze, oto młode sarnięta tercją, nie lękając się naszego przybliżenia, baw:ą się na trawniku przed ogrodem, gdzie porozrzucano trawę ofiarną, którą narznięto na jakiś pobożny uży tok!
WOŹNICA.
Teraz i ja już zwazam wszystkie oznaki świętego mieszkania.
DUSZMANTA (zwracając s’ę).
Moj kochany, szanowna la świątynia nie powinna być nadwerężona. ¡Stań tu, bo zsiądę.
WOŹNICA.
Trzymim cugle. Niechże Król zsiądzie podług upodobania swego.
DU, 8Z M A NTĄ (wysiadłszy ogląda Swój ubiór).
Gaje poświęcone na Chwałę Bożą w pokorniejszych trzeba odwiedzać szatach. Weź te królewskie suknie, a tymczasem że się żwawi» z mieszkańcami tego miejsca, konie można napoić i odczyścić.
WOŹNICA.
Stanie się wszystko, jak rozkazujesz. (Odchodzi).
DUSZMANTA (przechadzając się ogląda).
Nuż tedy^wchodzę do tej świątyni (TYchodzids gaju).
Mila! te miejsca są św’ęfe! Strzyka mi w prawem ramieniu! (Staje zamyślony). Jakie korzyści obiecywać mi może. to przeczucie w odległym lesi*? Prawda bramy dla wprzódy przeznaczonych zdarzeń, wszędzie otwarte.
GŁOS (zcP\ teatrem).
Przychodźcie tu koihane towarzyszki! Pizychodźciez!
DUSZMANTA (słucha).
Ha! słychać głos kobiet, tam w prawo od owej’ altanki Muszę się dowiedzieć, kto to tam. * (Idąc ogldda się).
Dziewczęta jtik widzę należące do familii Pustelnika. Noszą konewki wieksze i mniejsze, podług swej zdolności, ab] młode oblewać rośliny. O jakże pięknie są ukształtowane! Kiedy piękność dziewcząt co mieszkają w odległych lasaeh, tak nieznana jest wewnątrz wspaniałych pałaców, to trzeba porzucić kwiatki ogrodowe a na ich miejsce sadzić kwiaty leśne, gdyż „e farbą i woną przewyższają. (Stanął patrząc na nie z zadziwieniem).
SAKGNTALA, MU? U JA, PRYJAMWADA.
ANUSUJA.
O moja Sakontalo! w twojem dopiero towarzystwie, ‘drzewa naszego Ojca Kanny zdawają mi się być piękne i wdzię czne. Tyś młodziutka jak świeżo rozkwitła Malika, tobie się godzi napełniać wodą te rowki, które koło tych krzewin kopano.
SaKONTALA.
Zrobię ja to, nielylko dla tego że ojciet: tak kazał, lubo by i ta pobudka już była dostateczną, ale ii czuję w sobie taką skłonność do tych wodnych roślinek, jakby do siostry.
PllYJAMWADA.
Moja luba przyjaciółko! Krzaczki któreś teraz oblała kwitną dopiero w Jecie, co się teraz zaczyna; lecz oblewajmyż i tamte wodą, które już okwitły; im mni, jsza nadzieja zysku, tem większa nasza cnota.
SAKONTALA.
Wyśmienita rada! (Optewa inne rośliny).
DUSZMANTA (na strpnie pełen zachicijcenią).
Jaklo? to córka Kanny, Sakontala? (Z zadzmimiem) Szanowny ten mędrzec musi jednak być nielitościwy, że tak ładniutkiemu dziewczęciu, tak podłą pracę zadaje i płaszczem ją z grubego łyka przyodziewa. Ktoby mógł żądać aby ta cudna piękność której zaraz na pierwsze wejrzenie duszi się moja całkiem oddała, — «szystkie wycierpiała utrudzenia jego surowéj pobożności, taki mógłby też chcieć twarde drzewo Samy rozłupać niebieskim liściem lotosu. — Ukryję się za tem drzewem, będę ztąd patrzyć na jej wdzięki a nieprze Szkodzę jej poufałości. (Idzie u, krzaki).
SAKONTALA.
Moja kochana Pryjamwada tak mocno mi ł, ko wy płaszcz pierśiami zawiązała, aż mnie bolą. Anusujo proszę Cię, rozwiążże rn. go. (Anusuja rozwiązuje).
Pil Y JAM WADA (z uśmiechem).
Prawda, prawda moja luba przyjaciółko, używaj póki możesz swej kwitnącej młodości, która twym piersiom to wdzięczną obłość nadaje.
DUSZMANTA (na stronie).
Dobrze mówi Pryjainwada! Ach jej wdzięków ukryć ni< można, chociaż sukmana z plecionego łyka ramiona jej ota cza i piersi po części zakrywa, jauby osłona z żółtych liści? gdypiękny kwiatek zasłaniał. Lilia wodna zawsze piękna, choć ją przykrywa mech brudny; a promienie księżyca sprawiające rosę tem świetniejsze, kiedy czarne widać na nim plamy. Nawet to łyko ładnieje od piękności tej dziewczyny ^ która ma oczęta jak gazella: rozża‘rza bardziej we mnie pło. mień, niżeli go gasi. Lilia wodna rB wielu wspiera się ło dygach, uli; za to też liczne i wyborne kwiecia koło ni<?V wiszą.
S A KONTAL V (pozierając wprost siebie).
Tamten \mra, moje kochane, kiwa na nas końcami swych liści, kfóre wiatr powali wzrusza; chce nam jakąś do ucha poszepnąć tajemnicę. Muszę się zbliżyć do niego. (Przy stępuje bliżéj t?o tego drzewa).
PRYJiMWAdA.
Moja Sjkontalo zabawiemy się tu trochę w cieniu.
SAKONT \L \.
A dla czego tu prawie?
PBYJAMWADA.
Bo Amra zdaje się być tub.e zaslub>onym, a ty w zupełnej swej piękności podobna jesteś do kwitnącej Smereki, która koło tego drzewa wężykowało się wspina.
SikONTALA.
Spawicdliwie się nazywasz Pryjamwada, miłomuwiąca.
DUSZMANTA (na stronie).
Prawdę powiada.. Wszak to jej usta, rozpalone jak mło-dyjlistcczek u kwiatka, jej rączki jak giętkie rośliny; młodociana ta piękność, we wszystkich rysach podobna do blasku kwiecia.
A N CSU JA.
Patrz Sakontalo, jak owa świeża Mall’ka; którą nazwałaś Wanadosyni, Rozkoszą Gajów, słodkiego Amrę obrała sobie za oblubieńca.
SaKONTALA (przybliżywszy się, przypatruje się z radością).
Jak to przyjemna ta pora roku, która święci zaślubiny roślin (Stoi zadumana).
PRYJAMWADA (uśmiechając się).
A wiesz ty Anusujo, czemu Sakontala z tak wielką radością przypatruje się tym roślinom?
ANUSUJA.
Nie, do prawdy nie wiem, prawiem też nad tem rozmy siała, czy bym tego nic zgadła. Proszę chciejże riii powiedzieć.
PRYJAMWADA.
Jeśli Mallika, la Wanadosyni,
Łącząc się z Amrą myłki nic uczyni To znaczy się Me Ze ja w krótkie chwile Podług żądzy ęhlubnij Zawrę związek ślubny.
Mąż mi się dostanie Serca pożądanie.
To są teraz je; myśli.
SAKONTALA
Marzenia to twojej ima/tnao, \i. (Przewraca konewkę).
AiN’ CTSujA.
Oto roślina, Sakontalo, o której zapomniałaś, chociaż tak jak i ty urosła pod nasz;go Ojca Ranny pieczołowitością,.
SAKONTALA.
Zapewne i sama o sobie zapomnę. Co za dziwy! (Zniżając się do rośliny). O Piyjamwado! (Radośnie, — przypatrując sii roślinie). Mam ci wcsohj powiedzieć nowinę.
TRYJaMWADA.
A co to za nowina dia mnie inoja Kochaneczko?
SAKONTALA. ‘ —
Ta Madhawi, lubo jeszcze nie czas aby kwifngłA, ’ jui do koła zaszczycona pięknem kwieciem od korzenia do sa mego wierzchołka. 1
OBIEDWIE (przybiegając).
Czy rzeczy,,iście prawda, kocha!)a przyjaciółko? sakontala-
Czy prawda? A to patrzcież same.
PI’YJAJIWADA (2 prędkością).
Z (ego znaku, zapowiadam Ci Sakoutalo, że wkrótcc mąż bardzo zacny, rękę twoją pozyszeze. (Obie spoglądają nc Sakontalę).
SAKOj > TA.LA. (Nieco gniewliwie).
Jakie też dziv actwa u ciebie w głowie!
PRYJAMWADA.


W istocie kochaneczko, ja nie żarlfię. Tak słyszałam od naszego Ojca Ranny, piecza tym roślinom się nadała, a ztąd ja Ci prorokuję bliskie zamęscie. ÀNÜST’JA.
Moja Prjjamwado, — dla tego też zawsze tak żwawo ją oblewała.
SAKONTALA. j a Madhawi mują jest siostrą, czyż nie powinnam jej pielęgnować’? (Oblewają).
DUSZM \1KTA (Ka stronie)
Obawiam się aby nie należała do świętego plemienia Kanny, który nią się opiokuje. Czyli też ta obawa co mnie dręczy nie jest płonną? Moje serce tak gwałtownie ku niej rozżarzone a jej miałoby b’ć zbronno stać się oblubienicą Wojownika? — Wątpliwości mogą na czas dręczyć poczciwego, ale wnet znikną, kiedy jego skłonność jest mocna i niewzruszona. Kocham ją: nie, nigdy niepodobna żeby miału być córką Bramiiia z którą nie godzi mi się żenić.
SAKONTALA (trzęsąc ^yłową).
Oto wyleciała pszczoła z kwiecia^tej tu Malliki i szumi mi koło twarzy (Strwożona).
DUSZMANTA (Pieszczonym głosem tla stronie).
Jak często widywałem, że nasze damy przy dworze, umyśl ną wykwintnością głowę tu i owdzie zwracają, przed nadla tującym motylem, jedynie aby pokazały swoje wdzięki. Ti wiejska piękność marszczy czoło i zmruza milutkie oczęte z samej bojaźni, bez wykwintnej przesady. Tyś pszczółkc szczęśliwa, ty dotykasz się kącika jej ocząt, tak wdzięczni« drżących! Ty zbliżasz się du tego uszka i brzęczysz tak ci chutko, jak gdybyś jaką tajemnic«; miłosną poszepnąć miała! Gdy swoją rączką Ciebie usiłuje spędzić, ty vysysasz tymczasem słodycz z tych ust, które wszystkie skarby szczęśliwości w sobie zamykają: a gdy tam tak używasz, cobym ja miał za najwyższe uszczęśliwienie, — ja tu szperam, z którego pokolenia ona ród swój wywodzi!
SAKOSTALA.
Ratujcież mnie proszę od tak uprzykrzonegu uwadu, on szydzi ze mnie choć staram się go odpędzie’.
PRł JAMWAJ^A.
Zkąd miałybyśmy tę moc uwolnienia ciebie? Król łJusz-manta jedynym jest obrońcą naszego świętego gaju.
DUSZIyIANTA. (Na stronie).
To by była zręczna pora dać się poznać {Wychodzi trochę). Nie mogę i nie mam się czego obawiać. Jednak — (zatrzymując się i cofając)’, zbyt, nagle bym się, 01 pokazał jako Rról. — Wolę się tylko wydawać za podróżnego, klorj żąda praw gościnnych.
SAKONTaLA.
Ta natrętna pszczczółka nie chce sięiuspokoić*.’ Muszę sobie gdzieindziej siąść (idąc na lok ogląda się) Precz! precz! leci za mną gdzie jeno się ruszę. Ratujcież mnie! wyzwólcie mnie z tego utrapienia.,
DUSZMAKTA (nagle wychodząc),
Ha! gdzie Puruego wnukowie nad światem królują a przez wierną straż mądrych praw nawet i rozpustnika kiełznają, tam się.śmiał jeszcze znajdować zuchwalec napastujący przyjemne córki pobożnych pustelników? (Spoglądają na niego pomieszane).
AXUSUJA. Nie, nic masz tu żadnego zuchwalca, tę panienkę tylko, naszą kochaną przjjaciółkę, nagabała ta pszczoła brzęcząca. (.Dziewczęta spozierają na Sukontalę)-
DUSZMANTA. (Zbliżając się do niej).
Panno, twoja pobożność niech będzie uszczęśliwiona. (Sa konłala zawstydzona, milcząc wzrok wlepia w ziemię).
ANUSUJA.
Gościa naszego powinneśmy przyjąć z przyzwoiten? uszanowaniem.
PRYJĄMWADft.
Witamy Cię podróżniku! Idź moja Sakontalo, przynieś z chatki koszyk z kwiatanr. i owocami. Tymczasem rzeka użyczy nam wody na umycie nóg jego. {Poziera na konewki).
DUSZMANTA.
Świętobliwa Panno, przez grzeczność twojpj mowy, dosyć mi już czynisz honoru.
ANUSUJA. ł
Siądź sobie trochę na tej murawie, gazie nasłano liścia Septaperny. Cień tu orzeźwiający a Panie ty potrzebujesz spoczynku po swej podróży.
DUSZMANTA.
Wy wszystkie musicie być znużone, waszą bacznością na usługi gościnne; więc spocznij jie tu razem ze mną.
PRYJAMWADA (Aa stronie do Sakontali).
Pójdźmyż, siądźmyż sobie wszystkie, gość kontent z naszego przyjęcia. (Siadają wszystkie).
SAKUNTALA (Na »tronie).
Spozierając na tego młodzieńca, czuię w sobie jakieś wzruszenie, która niekoniecznie się zgadza z misjscem nabożeństwu poświęeonym.
D L SZ NIA j\ TA (Przypatrując się jednej po drugiej).
Jak miła ta zgoanoJć waszej przyjaźni, ’święte panienki, z wdzięczną równością waszego wieku i waszej piękności!
PRA JAMWALH (Na stronie do Anusui).
Co to za jeden być musi? moja Anusujo! Piękność i siłi. w jego postaci a przyjemność z powagą w mowie złączone, wskazują nam oznaki umysłu przeznaczonego do najwyższej władzy.
ANUSUJA (Cicho do Pryjamwady).
I ja mu się już dziwiłam. Trzeba go jako zajść przez pytania. (Głośno) Twoja łagodna mowa ośmiela mnie zapytać, którą to cesarską dzielnicę gość nasz zaszczyca? Gdzie to jego ojczyzna, która zapewne teraz pod jtgo uiebytność żałobą okryta? Cóż mogło być powodem, po niżenia twojej wspaniałej postaci, do odwiedzenia lasu, gdzie tylko mieszkają pustelnicy prostaczkowie?
SAlyONTALA (jJTa stronie).
O moje serce, nie zadawaj same sobie udręczenia! Wierna Anusuja, przez swe rady, kierować będzie temi myślami, które roisz.
Dl SZM \N I A (Ńct stronie).
Jak tu sin dać poznać? jak się ukryć? (Pomyśliwszy trochę) już wiem. (Głośno do Anusui). Moja śliczna Damo, jestem ba-dęczem Wedy, mieszkam w stolicy naszego krula, pochodzącego od Puru a starając się pełnić powinności religii i obyczajów, przychodzę odwiedzać Świątynię Cnotliwości.
Świętobliwi saężowiSj równego z tobą zatrudnienia są na-Sacrm pany i nauczycielami. (W spojrzeniach Sakontali widaŁ skromności, czużosćią, gdy jej towarzyszki naprzemiar na Króla i na nią spoglądają).
ANUSUJA (I\ ra stronu do Sakontali. i ’ [ S.X 07 63 0 gdyby naoz godny Ojciec tu był!
SaKGNTALa.
A coby z tego było1?
ANUSUJA.
Onby częstował naszego gościa różnemi posiłtami SAKONTAL.. (Kibyt-z gniewem).
Idź sobie idź! Jużeś znowu co innego miała w głowie, nie’ chcę fuż więcej o tem słyszeć. (Siada osotnojl“
I
DUSZ MANTA (Aa stronie dojej towarzyszek). \
Pozwólcież mnie święti Panny, że się was spytam o wa szą piękną przyjaciółkę.
OBJEDWlE.
Pełnienie twojej prośby, poczytujemy sobie za wielką zasługę.
DUSZMłNTA. \
Ile wiem, mądry Kanna ustawnie v, zbija się myślami swe-mi do Najwyższego Jestestwa, wyrzekłszy się wszystkich związków doczesnych; czy to więc prawdą być może, że mimo tego, ta panienka, jaŁ powiadają, jego jest córką1?
Niechaj nasz Pan słuchać raczy. W familii Kusy był ksią’ że wielkiej potęgi, równie wsławiony przez pobożność jak i waleczność swoją.,
DUSZMANTA.
To pewno mówisz o Kausycie owym mędrcu i królu.
ANUSUJA.
Wiedzże tedyżeon jest jej prawdziwym ojcem: lubo Kanna tą szanowną nazwą się szczyci: dla tego ją wychował, bo mu jako małe dziecię jeszcze oddaną została. duszmanta. 1
Oddaną^ — To słowo wzbudza we mnie ciekawość, życzyłbym sobie wiedzieć, wszystkie jej przypadki.
ANUSUJA.
W króciutkich ci je opowiem słowach; gdy mądry ten król już zaczął uczuwać, nagrodę swej surowej pokuty, Bogowie Swergi, obawiając się jego wzrastającej potęgi, zesłali Boginkę Menakę, której powaby mogły go pozbawić całei korzyści jego pobożności.
DUSZM ANTA.
Tak się to Bogocie niższego rzędu lękają pobożności smler telnika“? Cóż się więc stało?
ANUSUJA.
W najśliczniejsze dnie wiosny, poznał Kausyka piękność tej Niebieskiej Nimfy a na skrzydłach pożądliwości (Tu zamilkła zawstydzona).
DUSZMANTA.
Rozumiem, Sakontala jest córką króla z Nimfy niższego Nieba.
Tak jest.
DUSZMANTA (Na stronie).
Spełnione życzenia mego serca! (Głośno) Wcale też niepodobna, żeby jej nieporównana piękność, udziałem być miała rodzenia się tylko z śmiertelnych. Owe światło co drżą-cemi promykami przyświeca, musiało koniecznie wyjść z łona nieb’0S (Sakontala siedzi skromna, oczy swe wlepiając w ziemię).
DUSZMANTaj (Do siebie). 0 jakem szczęśliwy! Moja imaginacya ma leraz gdzie się rozpościerać, ale szydzenia tych dziewcząt z jej zaślubienia — dręczące powątpiewanie! jakże mi dokucza! czyby zupełnie miała być poświęcona do życia duchownego’?
PRYJAMWADA (Zuśmiechem na Sakontalę potem na króla spoglądając).
Zdaje się, ze Pan nasz o więcej jeszcze okoliczności spytać się pragnie1?) (Sakontala daje znać ręką, że jej się to nie podobało).
DUSZMANTA
Przenikasz skrytości mojego serca. Prawda, ciekawym wie. dzić cały los tej lubej dziewczyny i muszę się jeszcze o cos spytać.
PRYJAMWADA 1 nad tem tak długo się namyślasz? (Na stronie) Mógłby kto rozumieć że temu nabożnemu mężowi, jego śluby wzbra niają umizgnąć się do pięknego dziewczątka.
DUSZMANTA.
Oto się pytam, czy powinien Kanna, surowe pustelnicze przepisy, tak daleko rozciągać, że nie godzi mu się swij córk. za mąż wydać i że on przyrodzonym pociągom młodocianej miłości tamę kłaść musi! Czyby ona, o losij przewrotny! mia ła być przeznaczoną, przepędzić życie między ulubionemi swe-mi gazellami, których jasne czarne oczy, ona swojemi daleko przewyższa.
PRYJA:\IW AD A.
Dotąd mieszkała szczęśliwa w tym tu świętym Jesie, wr siedlisku jej Ojca Duchownego, ale teraz wyznaczy jij oblubieńca, któn by z nią był równego rodu.
DUSZ.VlAi\TA (Na stronie pełen zachwycenia).
Raduj się me serce, rozraduj się! Wszystkie wątpliwości nikną! Do tego przedmiotu od którego przedtem serce moje, jak od płomieiiia unikało, teraz zbliżyć się może jak do najkosztowniejszego dyamentu.
SALON TAL A (Niby rozgniewana)
Anusujo ja dłużej tu nie zostanę.
ANUSUJA.
Ale dla czegóż? proszę Cię —
SAKONTALA
Pójdę do świętobliwej matrony Gautami i powiem jej jakie to płoche mowy nasza Pryjamwada plotła (Wstaje)
ANUSUJA. , r.;>ie przystoi, moja kochaneczko, aby mieszkająca w tej świątyni odchodziła, poki gościowi zupełny honor nie oddany (iSakontala nic nie odpowiada, chce odejść).
DUSZMANTA (Na stronie).
Co? Ona już odchodzi? (Wstaje niby, chcąc ją wstrzymać, ale namyślił się inaczej) Czynności rozkochanego tak są nieuważne, j ak wzruszenia jego serca; mnie, co namiętność pobudza iść za eórką pustelnika, mnie 1 strzymuje powinność!
PR \ JAM WADA [Przystępując do Sahontali)
Moja kochana przyjaciółko takeś sie rozgniewała — nie mo żesz ztąd odejść.
SA ¡yOl\ 1’A-LA (Cofa się jjacrzuc nu nią punuro).
A cóż mnie tu potrafi zatr zymać?
PRYJAMWA Da.
Jeszcześ mi wi.ina, podług naszej umowy względem wy mierzonej pracy, dwa krzaczki polewać. Wprzód uczyń zadosyć swej powinności, abyś miała wolne sumienie, potem możesz sobie pójść, gdzie ci się podoba.. — {Wstrzymuje ją) DdSZMA ’!
Ta panienka jak widzę zmęczyła się odlewaniem tylu uko chanych roślin. Jak świeże kwiecie zdobi — łodygi, lak jej rączki są ozdobą wolno-zwisłych ramionen; piersi jej unoszą się od ciężkiego oddychania, a rozwolnione kędziory swych włosów, z których teraz wstążka się wyślizga, chwyta jedną rączką. Pozwólcie abym za nią dług wypłacił (daje Pnjjam-
W wadzie swój pierścionek, obie dziev;eczki gdy na pierścionku tym wyryte imie Duszmanty czytają, — pozierają na siebie z zadziwieniem. J esf to fraszka, nie warta twej uwaiji, ja to tylko szacuję, jako podarunek od Króla.
PRYJA M WADA
To go nie powinieneś dać nikomu ’-<a samo twoje słowo, od tego momentUj)|ten dług jej daruje. (Oddaje mu pierścionek),
AXUSUJA..
Teraześ sobie wolna Sakontalo, z łaski tego Pana, albo to m^że wcale jaki monarcha, który ci dał taki dowód swegc sprzyjania. Gdzi.eż teraz pójdziesz?
SAKOiiTALA. (Xa stronie)-
Cóż mnie dziM ić powinno, kiedj na takie rzeczy od zmysłów nie odchodzę? iii x JAia^y ąi) A.
No, nie pójdziesz to Sakontalo1]
SAKONTALA.
Albo ja to wasza poddana1? Pójdę jak mi się podobać będzie.
DUSZMiNTA (Na stronie patrząc na Sahontalę „zlokuj.
Albo ona czuje dla mnie rniłośE, jak ja dla niej, albo ja z radości nie wiem co się we mnie dzieje, Nic do mnie nie gada, a jednak słucha z pilnością, kiedy co mówię. > Sama sobą nie włada: jej oczy zawsze na mnie zwrócone
ZA TEATliKiYl
Pobożni Pustelnicy strzeżcie, ratujcie zwierzęta tego święte-, go lasu! Król Duszmanta dzisiaj w nim poluje. Pył uniesiony kopytami jego koni, kiedy stąpają po czerwonym zwirze, tak czerwonym jak ranne zorze, opada jak bełty mgły zaraźliwe] na święcone gałęzie, na których waszi ’z łyka dziane płaszcze wiszą, zmoczone wodą rzeki, w którejśjfcie się kąpali. I
DUSZMANTA (na stronie).
Moi ludzie musieli mnie zapewne szukać i teraz przerywają ciszę tego spokojnego siedliska.

  • ZA TEATREM

Strzeżcie się Pustelnicy, przed owym słoniem, który tędy dąży i wszystko obala co mu się sprzeciwia, teraz trąbą swToją opasał wysoką gałęz, zwiułą nad drogą-, teraz zaczyna się plątać w kręte kłącze >\ratati. Ach juka to przeszkoda dla naszych świętych obrządków, nasze stada strzeżone idą w rozsypkę! Dziki słoń niezwykłym widokiem wozu przestraszony, nasze lasy pustoszy., ł
DUSZftlANTA (Na stronie).
Urażam mimo woli mojej świętobliwych pustelników’, muszę zaraz pójść do nich.
PRYJAMWADA.
Zacny gościu, lękamy się rozjadłego słonia.... wealeśmj pomięszane, pozwól nam schronić się. do chatki pustelniczej.
AitfUSUJiL
Moja Sakontalo, czcigodna matronŁ, w wielkim będzie strachu o ciebie. Pójdźmyż prędzej aby się schronić w bez-piecznem miejscu.
SAKONTALA (idzie).
Ach już nie mogę dalej postąpić: raptem coś mnie tu w boku zabolało
Di;SZMAXTA.
Niczego się nie bójcie, moje kochane panieneczki. już ja się postaram o spokojnośić, dla w iszych świętych lasów.
PRYJAMWADA.
Zacny gościu! nie wiedziałyśmy nic o twojem dostojeństwie; daruj nam, żeśmy należący się tobie honor nie we wszystkiem okazały: prosiemy abyś nas drugi raz bytnością swoją zaszczycić raczył, lubo niedokładne były dane przez nas dowody gościnności.
DUSZMASTTA
Same ujmujecie waszym usługom sprawiedliwej zalety Dosyć dla mnie chluby, żem się mógł bawić z wami.
SAK0XlALA.
Ach Anusujo! Ostre źdźbło Kussy, kaleczy mi nogę, moja łykowa dzianka, zawadziła się vr gałęziach lvuruwaki. Pomóż mi się wyplątać, a podpieraj mnie. (Odchodząc ogląaa się na króla od czasu do czasu wsparta na dziewczętach).
JJUSZiilAi\TA (Z icestchniemem)-WsŁjatkie już poszły. Przez króciutki tylko mumcnt byłem szczęśliwy, patrząc na nieporównaną piękność Sakontali. Swoich dworzan odeszlę. do miasta, a sam się roztaboruję niedaleko od tego lasu. Nic mnie nie odwiedzie od słodkiej za bawy, wystawiania jej sobie w myśli. Mogęż inaczej uczynić’ Moje nogi wprawdzie wprost postępują, ale niespokojne ser ce, napowrót do niej spieszy; jak rzęsa bagniska noszom przy lasce, — chwiejąc się za powiewem wiatru, zawsze sit; skłania na przeciwną stronę. (Odchodzi),
KONIEC AKTU I-go. \
AEŁT II.
Scena na równinie, gdzie Samioty liro-lewskie od końca lasu.
MA.DHAWYA (Wzdycha i narzeka)-Wyborne odetchnienie! — Ach! ledwo co jeszcze żyję, takeno znużony!.... Mój przyjaciel Król, ma gust bardzo dziwny. — Co mam myśleć o Królu, co do niepożytecznego polowania, tak zapamiętale przywiązany. — „Tu biegnie Gazella!; tam pokazał się dzik!“ O niezem innem mówić nie umiemy. W jasne nawet południe, kiedy najgorętsza spieka, musiemy biegać i skakać jak te zwierzęta, za któremi goniemy — Nie mamy czem gasić pragnienia, tylko wodą, potoków ciekących z gór, której smak trąci palonym kamieniem i obrzydłem liściem. — Z głodu połykamy chudą zwierzynę nie tak pieczoną, jak raczej wysuszoną. Chcę w nocy momencik spocząć, już tentent koni lub słoniów, ze snu mnie budzi, albo syno wie niewolniczego rodu, rozlegającym się głosem, zawrzasną:, „więcej zwierzyny, więcej zwierzyny!“ I to nie koniec jeszcze tej biedy; dawne rany jeszcze nie zagojone, a nowe bóle już się otwierają. Jak Król od nas się odłączył, zapędziwszy się za głupią sarną, zabłąkał się, jak ja miarkuję, do owej pustyni. Tam — co za nieskończone utrapienie! — zobaczył córkę pustelnika jakąś Sakontalę, a od tego momentu ani słówkiem nie dyehnie o powrocie do miasta! Ja całą noc dla tych smutnych myśli i oka nie mogłem zmrużyć. Ach! kiedyż to wracać będziemy do domu1? Ani zoczyć nic mogę tego kocha nego przyjaciela Duszmanty, od czasu jak sobie uroił przybrać jeszcze jedną żcnę. (Spogląda na bok). Ach otóż przecie jest! — Jakże się odmienił! Wprawdzie ma jeszcze łuk w ręku, ale zamiast królewskiej przepaski, nosi wieniec z kwiatów leśnych. Idzie, idzie! muszę się usposobić. (Stanąwszy, na laśce wsparty, mówi głośno) Tak sobie aby momencik odpocznę.
DUSZMANTA (Tak jak wyżej go opisano, wzdychając, przemawia do siehe).
Nie tak łatwo dostać jej będzie, tej kochanki. Jednak spo sób, którym zdawała się być wzruszoną,, napełnia moje serce ufnością: o zapewne! choćby riam szczęście w miłości jaszcze nie sprzyjało, to przecie nasze skłonności dążą do wzajemnego złączenia się. (Z uśmiechem). Tak zwykli kochankowie zwodzić samych siebie, przyjemnem wyobrażeniem, kiedy wszystkie siły ich duszy lgną do ukochanego przedmiotu! Ale nie! Ja się nie uwodzę. Nawet kiedy poglądała na swe towarzyszki oczy jej lśniły czułością, — kied^ wzruszyła swe-mi rączkami, opadały tedy jakby zemdlone od miłości, — gdy przyjaciółka sprzeciwiała się jej odejściu mówiła z gniewem. Wszyslko, wszystko to dla mnie, ktoby o tem mógł powątpiewać. Jak miłość jest bvstro-oka, w śledzeniu swoich korzyści.
MADIIAWS A {Nachylony jak przedtem).
Wielki Królu! rękami władnąć uż nie mogę, tylko usta uioje jeszcze zdołają po^ze^ąc ei Dfogosławieństwj Zwy-t-ięztwo niech towarzyszy Królowi!
DUSZMANTA (przypatruje „ni, się ~ uśmiechem) ‘ ~ r — ’ i
Ej, mój kochany przyjaciela Mad ha wy o, jakimże to sposobem, takim stałeś się kaleki’?.UADHAWYA
Własną twą wysoką ręką uderz ^ wszy mnie w oko, pytasz się jeszcze dla czego z niego łzy cieką.
DUSZMANTA *
Mów zrozumiałe, nie wiem, co chcesz powiedzieć.
MADIIAWYA
Patrz jak ten l.i:rz Wetasowy, tam w rzece nakrzywiony, Proszę powiedz mi, czy on taki krzywy z własnej woli, czy go też moc bystro płynącej rzeki tak nachyliła? — — —
DUSZMAjNTJ
Podług wszelkiego podobieństwa, schylił go wart tej rzeki.
MADIIAWXA
A mnie, tv KrirFu nachyliłeś.
DUSZMANTA
A to jaks mój Madhawyo!
MADIIAWYA
Czy się to tobie godzi, tak rzucić ważne sprawy królestwa i wdzięczne mieszkanie w twoim pałacu i tu osiąść jakby pustelnik? Czyż zgromadzenia radne tu w lesie odbywać sie mogą’?-Ja Szanowny Bramin rąk i nóg swych użyć jiiż nie mo gę; i chromym i kulawym, — bo calusieńki dzień muszę gnać za psami i zwierzętami — Proszę Cię, pozwól mi z łaski swO’ jej aby jeden dzień do spoczynku.
DUSZ MA NT A fJfc stronie).
Jak to narzeka ten nieboraczek, tymczasem i ja sam skoro pomyślę o córce Ranny, tak mało mam jak i on ochoty do polowania. Jakżebym miał ten łuk natężać i strzałę do jego cięciwy przykładać, aby bić te p-‘ękne sarny, które z moją kochanką w jednym mieszkają lesie, i których oczom jej waDne oczęta blasku udzielają1?
W ADHAWYA (Patrzy niezwrotnem okien? na króla)
Jakim to zamiarem umysł twój królewski trudn.ć się przedsiebierze? Tak mi się zdaje, żeś do pustyni uczęszczał
DUSZMANTA....
Ja jedynie otem myślę jak dogodzić chęciom mego dawnego przyjaciela.
MADHAWJfA (radośnie).
«
Niechże tedy król jak najdłużej żyje! (Podnosi się ale udając wielką słabość).
DUSZMANTA
Zostań; słuchaj mnie z uwagą.
MADHAWYA
Król niech rozkaże! *
DtSZMANTA
Jak sobie wypoczniesz, użyję cię do pewnego interessu, który cię aie utrudzi.
MADHAWYA
Coby to mógł być za iuteres taki, chyba doura potrawa ryżu.“ “ ’ i.
DUSZMANTA
Swego czasu, o tem się dowiesz.
MADHAWYA
Słuchać będę z radością.
DUSZMANTA
Oho! a któżto tam?........
PODKOMORZY.
Kroi niech raczy udzielić swoje roztazy.
DUSZMANTA.
Raitawako! każ-no do mnie przyjść Hetmanowi.
PODHOMOIIZY
Zaraz spełnię twoją wolę. {Wychodzi, a powracając z Hetmanem mówi do niego) Spiesz się Król stoi i czeka na Cię.
HETMAN (Na stronie pozierając na Króla)
Jakim sposobem polowanie, które Nauczyciele Obyczajów, zowią występkiem, w oczach Króla cnotą zdawać się może? Bo gdyby mu się tak nie zdawało, jakżeby nieustanny ten trud, w takim upale, mógłby zrobić mego króla tak nieczułym, że promienie słońca wcale na niego nie skutkują. Jaki on to wielki! względem nas innych małych ludzi, wydaje się jak słoń żerujący na górze: on cały zdaje się być samą duszą! (Głośno zbliżając się do Króla). Niech świetne zwycięztwo Królowi memu nieodstępnie towarzyszy! W tym lesie, królu mój! bywają zwierzęta drapieżne, — znać tropy ich łap na każdej drożynie. Co za rozkazy Król mi udzielić raczy?
DUSZMANTA.
Mój Bhadraseno, ten moralizujący Madhawya, wstrzymał nasze uciechy i zabronił nam ochoty myśliwskiej.
HETMAN (2Vi* stronic, do Madhaicyi).
Przyjaciela bądź stałym w twojem zdaniu i w twojej mowie, ja tymczasem prawdziwy zamysł Króla wyczerpnę. (Głośno). O mój Królu, ten trefniś mówi zwyczajnie jak niemądry. Zważ jeno jakie nam uciechy sprawia polowanie, — prawda że ciało zmęczy*^ ale przez to nabywa szybkość1 i zwinności do wszystkich spraw. Patrz tam, te dzikie zwierzęta, rozmaitego gatunku, naprzemian widać na nich bojaźń ’ z wściekłością. Czy może być która roskosz wyższą, jak ta Strzelca łukowego, kiedy jego strzała do celu w locie trati? Jakiem prawem polowanie można nazwać występkiem? Zaiste nie masz innej zabawki mogącej pójść z niem w porównanie. .ManilAw i A [Niby rozgniewany).
Precz ty fałszywy podchlebco! Król idzie za wrodzonym pociągiem, a na to można wymóv. kę znalesć; ale diu ciebie ty synu niewolniczy, żadnej nie masz wymówki. Precz z tobą do lasu! Wolałbym że Cię jcki tygrys, lub stary niedźwiedź był rozsarpał, zamiast szakala, na którego czychał i którego ty jesteś wyobrażeniem. ( DUSZMAiNTA
ISasz obóz rozłożyliśmy blisko świętej pustelni, n.ój Bha draseno — dla tego twego pochlebnego zdania o polowaniu, po-chwalic nie mogę. Dzisiaj mówię, niech dzikie bawoły bez przeszkody w miałkiej tarzają się wodzie a rogami swerai piasek w górę rzucają, — niech stada antylop w cienistych gajach zgromadzone, spokojnie żerują: ogromne dziki, niech na pobrzcżu tego jeziora, korzenie roślin ryją, a mój łuk ze spu szczoną cięciwą niech sobie tu spocznie’.
HETMAN.
Jak Pan mój rozkazuje.
DUSZMANTA.
Wracajcie strzelców łukowych,, którzy już poszli zwierza ścigać; zakazujcie officerom oddalać się od tego gaju; a każdy niech się wystrzega jątrzyć gniew tych pobożnych ludzi. Cierpliwa cnota, jest wydatną zaletą świętych mężów, ale w swem sercu, tłumią płomień wszystko pożerający, tak jak karłmn-kuł, bo z natury swej zimny, sparzy rękę nasycony promieniami słońca!
MADHAWYA.
Teraz idź i wydawaj sobie, ochoty myśliwskie.
HETMAN.
Królewskie rozkazy, natychmiast zostaną spełnione. (Odchodzi).
DUSZMANTA (.Do swych dworzan).
Złóżcie z siebie suknie myśliwskie a ty Rajwatako czekaj tu w bliskości.
PODKOMORZY.
Jestem posłuszny twym rozkazom (Odchodzi).
MADHAWYA-
Walnie! powietrze znowu czyste i muchy żadnej nie masz. Proszę cię, siądź sobie na tych kamykach a cień drzewa tego. niech ci służy za baldachin. Ja przy tobie siądę, bo rad-bym wiedzieć, co to za interes, — co mnie nie studzi.
DUSZMANTA.
I!ź jeno wprzód a siądź sobie.
MADHAWYA.
Pójdź mój królewski przyjacielu. (Siadają obydwa pod drzewem).
DUSZMANTA.
Mój przyjacielu Madhawyo! Twoje oczy nie pasły się jeszcze spojrzeniem na taki przedmiot, który nadewszystko wart, aby był widziany.
MADHAWYA.
I czemu nie1? wszak mają króla przed sobą!
DIJSZMANTA.
Prawda że ludzie zawsze, jak najkorzystniej o sobie sądzić zwykli, lecz tą razą miałem w myśli Sakontalę, najświetniejszą tych lasów ozdobę.
MADHAWYA (2Va stronie).
Tę namiętność w nim bynajmniej podsycać nie myślę. (Głoino) I cóż z tego masz za korzyść, chociaż ją widzisz? Ona córką Bramina, zatem dostać jej nie możesz.
DUSZ MANTA.
Jakto? Czy ludzie z zadziwieniem patrzą na księżyc w pełni, z głową wzniesioną i niezwrofnem okiem w nadziei aby go posiadać? Ale wieuz, że serce Duszmanty, nie skłoniło się do przedmiotu, dla którego osiągnienia rozpaczać by musiał.
MADEAWYA.
A to jak? Chciejże się wytłumaczyć!
DUSZMANTA.
Ona jest pobożnego Króla ’Wojownika córką z Nimfy niebios zrodzoną, matka ją zostawiła na ziemi a Kanna wychował pieczołowicie; tak i świeża Malaty nachyla swój kwiat przy łodydze, lecz gdy słonce przyświeca, znowu się wznosi i rozwija.
MADHAWYA.
Mając już w swoim pałacu tyle >obiet, w świetności równych drogim kamieniom, to żądza twojr pozyskania tegc wiejskiego dziewczęcia, podobna do chętki człowieka, który sobie przyjadł daktyle a kwaśnej tamaryndy mu sh zachciewa.
DUSZMANTA.
Cd} byś ią znał, nie mówiłbyś o niej z taką wzgardą.
MADHAWYA.
Tak, rozumie się, że to co król znajdzie godnem swe go zadziwienia, wszystkie w sobie wdzięki łączyć winno.
DUSZMANTA (z uśmiechem).
Nietrzeba obszerniejszego opisu. Iitedy moc Brahmy i jej rysy razem zważam, to mem zdaniem stworzenie tak szacownego klejnotu, wszystkie inne jego dzieła zacienia. Ona została ukształconą albo raczej wyciśniętą w odwiecznym umyśle, gdy w swe’m najwyższe’m natężeniu, ideały doskonałych tworów w sobie wzbudził a użyczone od nich piękności w niej jednej zgromadził. madtiawya,
To obok niej wszystkiemi innemi pięknościami gardzićby można.
DUSZMANTA.
Podług mego zdania tak jest w samej rzeczy. Niewiern jeszcze który tc szczęśliwy mieszkaniec lej ziemi, wyLranym został, aby posiąść tę piękność nieskażoną.
Teraz ona podobna do kwiecia, którego woń jeszcze nie-zwietrzała; do młodego listeczka, którego żadna jeszcze ręka od swój nieoddarła szypułki; do czystego dyamentu, którego szlifierz nie dotknął — do świeżego miodu, którego słodyczy jeszcze niekosztowano, albo raczej — do niebieskiego owocu złączonych cnót, do kturych doskonałości nic więcej przyczynić nie można.
MADII.YWYA.
To spiesz się tedy, bo ten zacny owoc cnót mógłby wpaść w ręce jakiemu pobożnemu prostaczkowi którego włos połyskiwa olejem sezamowym.
DUSZMANTA
Ona sama sobą rządzić nie może a jej ojciec mniemany, z tąd oddalony.
MADHAWYA.
A jakże ona względem ciebie myśli’?
DUSZMANTA.
Przyjacielu, dziewczęta w familii pustelniczej bywają bardzc skrytego umysłu, ale ta spoglądała na mnie a jednak nie-chciała aby to spostrzeżono, potem uśmiechnęła się a o czerr mnem wszczęła mowę. Jest to taki zwyczaj miłości, nieod-razu się wyjawiać, a dotąd mówić nie mogę że swojem postępowaniem zemną całkiem się wynurza, ani też żeby się ze wszystkiem ukrywała.
MADHAWYA (ze śmiechem). i
To tak niby z niechcenia na cię spcj-zawszy, już twe serce opanowała,
H DUSZ MANTA.
Gdy przechadzata się z towarzyszkami, uważałem jć jeszcze lepiej, a moja namiętność ku mej tem bardziej rosła Przyjemnie Jubo kłamliwie rzekła: „ostre końce kussy kaleczą n ‘ nogi,“ — znowu stanęła, znowu postąpiła kilka kroków dalej, znowu obróciła twarzyczkę naawając że chce odszypłać łykową dziankę od gałęzi a przecież w nich nie była zawikłana.
MADHAWYA.
Z polowaniem na antylopy zacząłeś a teraz widzę wcale inną ruszyłeś zwierzynę, — i to podobno jest przyczyną że ten święty las tak ulubiłeś.»
DUSZ MA NT A
Pomówmy teraz o tem zatrudnieniu dla ciebie, o któreir wspomniałem. Ty jako Bramin możesz wynaleść pozór, abyu drugi raz mógł się udać do tego schronienia cnoty.
MADHAWYA.
A moją radą jest to: przypomnij sobie zes^królem.
DUSZMANTA.
A ztąd jakież następstwo “?
MADHAWYA. „Wydajże tedy rozkaz aby ci pustelnicy złożyli ta dla mnie szóstą część swego zboża. Taki rozkaz dawszy, bez obawy możesz pójść tam do gaja.
DUSZMAMTA.
Nie, Madhawyo. Oni płacą inszy pobór, [oni co wszystko złoto i klejnoty świata porzuciwszy, daleko kosztowniejsze posiadają skarby. Bogactwa monarchów, zebrane od czterech pokoleń ich poddanych, są znikome; ci pobożni zaś od-dawają nam szóstą część owoców swej pobożności; owoców, nigdy nieskazitelnych! (Za teatrem).
Jesteśmy szczęśliwi żeśmy dopięli celu naszych życzeń.
DUSZMANTA.
Ha! słychać głosy pobożnych pustelników.
PODKOMORZY (wchodząc).
Zwycięzlwo królowi! Dwóch młodzieńców, synów pustelnika, czekają w mym poczcie prosząc o posłuchanie.
DUSZMANTA.
Wprowadźcie ich tu niezwłocznie.
PODKOMORZY-
Podług rozkazu Króla.-(wychodzi lecz waca zaraz z temi dwoma Braminami). Pójdźcie tu! pójdźcie!
PIERWSZY BRAMIN (sprstrzegając Króla),
Jak wielką ufnością napełnia mnie widok tak wspaniały! albo czyż ona bardziej wynika z jego skłonności do cnoty i świętobliwości? Zkąd to pochodzi że moja bojaźń znika “i W Jcsie, który nam dostarcza wszelkich użytków założył mieszkanie a lubo rzeczywiście trudni się naszą obroną jednak codziennie bardziej wzrasta jego pobożność.
Pochwała monarchy, który przezwyciężył swe namiętność wzbija się do nieba. Natchnieni poeci nieustannie śpiewają Patrzcie oto cnotUwy Książę!“ ale my wprzód wspominamy królewskie imie, — „Patrzcie oto mędrzec między królami!“
DRUGI BRAMIN.
Czy to ów prawdziwie cnotliwy Duszmanta? /,
PIERWSZY BRAMIN.
Tak jest, on to.
DRUGI BRAMIN.
Więc już mi niedziwno, że to on sam, którego ramię tak mocne i wzniosłe, jak główna zapora w bramach jego miasta, który całą posiada ziemię, oceanu niedościgłe granice — albc o którym bogowie ze Swergi, straszliwie walczący ze złemi potęgami w bitwie głoszą; że łuk jego natężony zyskał zwy-cięztwo, a nie piorun Indry,
OBYDWA, (zbliżając się).
Zwycięztwo niech wieńczy broń twoją Królu!
DUSZMANTA (wstając).
Pozdrawiam was obydwóch z uszanowaniem.
OPYDWA.
Błogosławieństwo nad Tobą!
DUSZMAlNTA (2 uszanowaniem).
Czyż mogę wiedzieć przyczynę waszego tu przybycia?
PIERWSZY BRAMIN.
Naszemu monarsze korzą się pobożni mieszkańcy tych lasów, a żebrzą.
DITSZ^ANTa.
Jakieżto ich rozkazy?
PIERWSZY BRAMIN.
W niebytności IvannyŁ naszego wodza duchownego, nieprzyjacielskie Demony napastują nasze święte siedlisko; racz więc w towarzystwie twego woźnicy, panem być i obrońcą tego tu miejsca, chociażby na kilka dni tylko.
DUSZMANTA (na stronie).
Wybornie ci się nadali do uskutecznienia twych zamiarów! Jużci właśnie za włosy ciągną cię do siebie ale nie mimo tc twej woli.
DUSZMANTA-
Raiwatako! każ woźnicy aby tu zajechał i z sobą przywiózł mój łuk i kołczan.
PODKOMORZY.
Słucham cię. (wychodzi).
PIERWSZY BRAMIN.
Łaskawość ta zdobi ciebie, jako powszechnego obrońcę.
DRUGI BRAMIN-
Tak niszczą Puruego potomkowie obietnice, że swych poddanych oswobodzą od strachu przed niebezpieczeństwy.
DUSZMANTA. wnrzódy świeci mężowie! a niezwłocznie za wam. przybędę.
OBYDWA.
Zwycięztwa niech będą od ciebie nieodstępne! (Odchodzą)
DUSZMANTA.
Nie ucieszyż cię to kochany Madhawyo, że zobaczysz mojć Sakontalę’?
MADHAWYA.
Początkowo nie byłem temu przeciwny, ale teraz miałbyir wiele przeciwko temu do powiedzenia osobliwie z powodi tych rosterków z Demonami.
DUSZMANTA.
Och nie lękaj się niczego, ty zawsze blisko obok mnie pozostaniesz. , ’M ADHAWYA.
A jak się spodziewam, będziesz też m-ał czas, mnie bronić’?
PODKOMORZY.
Zwycięzcą niech będzie nasz monarcha! Wóz królewski w gotowości, a wszyscy oczekują Twego z wy ciężkiego przybycia. Właśnie teraz stanął tu z miasta, Karabba, posłaniec Królowej matki.
DUSZMANTA.
Czy go szanowna Królowa tu wyprawiła?
PODKOMORZY
Bez wątpienia.
DUSZMANTA.
Niech wnijdzie (Pudkomorzy wyszedłszy, wraca z posłańcem).
PODKOMORZY.
Oto stoi Król, przybliż się do niego z uszanow aniem-
K.ARABBA (rzucając się na ziemię).’
Niech Król zawsze będzie zwycięzcą! Królewska matka wyprawiła to poselstwo.
DFSZMANTA.
Jakie są jej rozkazy?
KARABBA.
Za cztery dni. przypada zwyczajna uroczystość objęcia tronu przez jej syna a przytomność Króla, (który niech żyje“ jak najdłużej!) będzie wtedy poirzobną.
DUSZ MANTA-
Z jednej strony prośba Braminów, a z drugiej rozkaz szanownej Matki mojej; — to i to święte powinności z których żadna nie powinna być zaniedbaną,
MADHAWYA (śmieje się).
Bujaj między obiema, jjk Król Trysanku, między niebem i ziemią gdy pobożni mężowie wołali: „Wznoś się \ c a Bogowie ze Swergi: „Spadaj!“
DUSZMANTA.
Zaiste, wiekie mną miotają wątpliwości, zwłaszcza, że odległość tych dwóch miejsc, do których powinność mnie wzywa, tak jest v. lelka: ino; umysł podobny do strumienia którego bieg w samym środka przedzielają skały. (Namyśla się: Przyjacielu Madhawyo, moja matka wychowała ciebie, jak własnego syna, abyś bjł moim towarzyszem i żebym miał z kira się bawić w dziecinnym wieku. Moje miejsce przy nabożeństwie Królowej, ty bardzo dobrze zastąpić możesz. Wracaj więc do stolicy a opowiedz jej w jakie mme zawikła-nie wprawiła prośba szanownych lasu mieszkańców.
MADHAWYA.
Tak się stanie; aleś przecie me^uwierzył abym ja w same rzeczy bał się Demonów’{
DUSZUANTA,
A zkądże ci się wzięło, ty Arcy Braminie, stac się od razu takim śmiałkiem 8
JIADHMTYA.
O terazem ja panującym Królem?
DUSZMANT A.
Prawda, prawda, wyprawię cały swój dwór aby twemi assystował majestatowi, a ja’ tymczasem trwogi w tej pustelni zaspokoję.
MADHAWYA (postępując poważnym krohiem).
Oto patrz, ja jestem samowładnym królem.
DUSZMANTA (na stronie).
Ten Bramin taki trzpiotowaty przez swą płochość mógłbj moje teraźniejsze przedsiewzięcit, kobietom w pałacu wypaplać Muszę go jakim tumanem odurzyć. (Biorąc Madhawgę za rękę) Upewniam cię, że tylko z uszanowania dla pobożuych pustelnika w, udaję się do lasu, nie zaś żebym czuł w sobie chę< do córki pustelniczej. Jak dalece jestem wywyższonym nad dziewczynę wychowaną między antylepami a zwłascza taką dziewczynę, której sercu miłość, wiecznie obcą być powinna! Jam tę powiastkę wymyślił tylko dla mojej zabawki.
MAHDHAWYA.
W samej rzeczy — tylko dla twojej zabawki!
DUSZMANTa.
Jedź tedy szczęśliwie przyjacielu; wykonaj wiernie to, com ci polecił a ja tymczasem pójdę bronić Pustelników. (Wszy scy odchodzą
KONIEC AKTU DRUGIEGO.
JLSŁT ssie
PUSTELNIA AYLESIE. (Uczeń pustelniczy niesie trawę święconą.)
UCZEJf ’{¿zamyślony i zadumany).
Jak wielką jest moc Duszmanly! Ledwo co nasz Monarcha z swym woźnicą przybył do lasu, jużeśmy spokojnie nasze święte obrządki sprawować mogli. Któż zdoła opisać g0’ słowami? Skoro tylko zmierzy strzałą, brzęknie cięciwą, gdy usłyszysz szczęk jego drżącego łuku, nagle rozpraszają się wszystkie przeciwności. Przynoszę świeżą wiązkę kassy kapłankom, aby koło ofiarni nią nasłały, (spojrzawszy na scenę) Jakto Pryjamwado? dla kogo to niesiesz tę maść z korzenia Usyry: liście wodnej lilii1? (Słucha) Czy dobrze słyszę? To od upałów słonecznych Sakontala tok wiele cierpiała, a ty dla niéj niesiesz to lekarstwo chłodzące? Pilnujcież ją troskliwie, moja Pryjamwado, bo ona jest oczkiem szanownego Ojca kanny. Przez Gautami przyszlę jej leczącą wódkę, poświęconą przez Waitanę. (Odchodzi).
DUSZMANTA (pokazuje się jako kochanek).
Wiem ja co pobożność nad nią dokaże. Ona nikomu nie przyzna prawa, rządzenia sobą, jak tylko Kannie. Nadto tego pewien jestem, jednak jdk niepodobna aby moje serce wróciło do dawnej spokojności, tak niepodobna tej wodzie, aby na powrót wzniosła si§ pod górę, z której spadła. O Bożku m*łości, jak twoje groty mogą być tak ostre, gdy tylko kwiatami są zakończone? Teraz domyślam się przyczyny ich ostrości. Ich końce są to płomyki rozpalone gniewem Ilary. co dotąd jeszcze jak ogień Barawa pod wodą goreją Jakże-byś mógł rozżarzać serca inaczej, ty co sam spłonąłeś w popiół obrócony? Ty również jak księżyc, Iudo się zdaje że na zaufanie zasługuje, jednak nas biednych kochanków jak najsrożej oszukujecie. Kto tak kocha, jak ja, źle czyni, że przypisuje tobie kwieciste cnoty, a księżycowi ochładzające promienie. Księżyc sypie no nas ogr::e pełnemi rosy promieniami a ty ostrzysz rzeżącemi dyamentem końcami swe strzały, które tylko kwieciem są nastrzępione. Roskoszą jednak napoił mnie ten Bożek szczycący się rybą jako swem godłem, li’bo mi serce rani, oby tylko chciał mnie zniszczyć za pomocą mej kochanki, której oczy wielkie i piękne jak oczy sarny.
O władnące Bóstwo, czyż nie masz litości, kiedy ja tak wielbię twe wielkie przymioty?.... O miłości! tysiące moich próżnych myśli rozżarzają twój ogień do najgorętszych płomieni. Godziż się tobie łuk tak natężać, aby ta strzała, którą dopier si mej mierzysz, głębiej w niej uwięzła? (wzdychając) W ni-czem ulgi nie znajdę jak tylko gdy spóji zę na swą kochankę! (Pogląda do góry). To gorąco piekące południa, Sakontala zapewne przepędzi na brzegu rzeki, którą Tamalas zdobi swoim ęieniem. Pewno tak będzie, zbliżę się do niej (chodząc Uedzt wzrokiem po ziemi). Moja słodka przyjaciółka, jak mi się zdaje pod tym rzędem młodych drzewek przechadzała się, bc jeszcze widać łodygi kwiatków, które ona zapewne narwała, że nie zwiędły: a z tych świeżo naskubanych liści sączy się jeszcze sok mleczny. (Czując lekki powiew). Co za wyśmienity chłód na tem pobrzeżu! Owiońcie mnie tu szepczące wietrzyki, powiewajcie na mnie wonią lilii wodnych a ochładzajcie mi pier si które Bożek niewidzialny rozpala; — chłodźcie je wilgocią którą wsiąkacie z fal rzeki Mahni — (Patrząc na ziemię). Jestem szczęśliwy! Sakontala musi tu gdzieś się znajdować w labiryncie kwitnącyeh Madhawi z wąsami siiującemi się po ziemi bo w żółtym piasku przy wchodzie du owej altanki wydepta no świeże ślady, z przodu troszkę wjższe a w tyle w klęslejsze od ciężaru nóżek; za gąszczem tego krza lepiej jeszcze widać. (Ukrywając się śledzi z troskliwością). Teraz mój wzrok WCjrze mem na ni^. zupełnie nasycić mogę. IiocWimie mego serca z dwiema wiernemi towarzyszkami, ’ spoczywa na gładkie, skale, na którei świeżego kwiecia nasłano. Gałęzie zasłaniają mnie a tak mogę się przysłuchać jej przyjemnej rozmowie. (Stojąc zakryty spogląda). {Sakontalę i jej dwie panny widać)
DZIEWCZĘTA (Wiejąc na nią wachlarzami).
Powiedz luba Sakantalo! czy cię orzeźwia wietrzyk, który robiemy wachlarzami z szerokich liści lotosu?
SAKONTALA (smętna).
Ach moje kochane, na co się tak fatygujecie? (Obiedwie patrzą na się zasmucone).
DUSZMAWTA (na stronie).
Zdaje się być bardzo chora! Zkąd u niej tak gwałtowna febra? Czy z takiej przyczyny, jakąby sercemoje rade we mnie wmawiać — albo — {Zamyśla się). Nie wiem co mam myśleć! widzę że jéj lekarstwo z balsamicznej Usyry zrobione, na piersi przyłożono. Je’ jedyny naramienniczek^z delikatnego włókna lilii wodnej, bardzo wolno zawiązany Lecz chociaż chora, jednak piękna, a nawet nieporównanej jest piękności. Tak to bywa z sercami młodych! Miłość i słońce nas oboje wskroś przenikać mogą jednakim płomieniem, — a upały parnego lata nie wiodę do tych roskoszy, do których nas wiedzie zapal pożądliwości młodzieńczej.
PKYJAMAY AD A (na stronie do Amtsui).
Nie zważałaś ty, jak pierwsze spolrzenie naszego nabożnego Monarchy, działało na serce Sakontali? Mnie się coś zdaje, że ona z tego choruje.
A^TTSUJA (na stronie jej odpowiada).
I mnie się także tak zdaje; zapytam jej się bez ogródki {głośno), Moja lub? Sakontaloajpozwólże mi uczynić jedno zapytanie — co jest prawdziwą przyczyną że ci tak niedobrze1? i
DUSZMAINTA (na stronie).
Teraz musi się wydać, ale ach co widzę na jéj naramisn-niczkach lotosowych, połyssujących jak promyki księżyca, gorączka czarne plamki wypiętnowała.
SAKONTALA (podnoszą2 się siada).
Opowiedzcież mi, co myślicie?
ANUSUJA.
Niepodobna żebyśmy wiedzieć mogły, eo się w sercu two-jem dzieje, jednak zddje nam się, że z tobą jest coś podobnego, jak to słyszałyśmy opowiadane w bajeczwach miłosnych. Powiodz nam śmiało, co za przyczyna twej choroby; wszak żaden lekarz nie może rozporządzić lekarstwa, póki wprzód się niedowic, z czego kto chory.
DUSZMANTA (na stronie),
I ja podchlebiam sobie takiem samem podejrzeniem.
SAKOINTALA.
Moja boleść nieznośna a jednak niechce mi się bardzo sp.e szyć z wyjawieniem jej przyczyny.
PRYJAMWADA.
Moja kochaneczko, Anusuja bardzo dobrze mówi. Uważaj gwałtowność twego cierpienia. Od diiia do dnia gorzej cię zmitręży, luboś jeszcze nic nie utraciła z wdzięków swej nie porównanej piękności.
DUSZMAINTA (na ¡ironie).
To w samej rzeczy prawda, — czoło jej suche, głowa zwisła, ciało już szczuplejsze, jej ramiona leżą bez rzeźwośC’, czerstwa cera więdnieje podobna do snujących się Madhawi które gorący wiatr przypala; lecz i tak jeszcze miła wtem przekształceniu, moja dusza zachwycona jest jej pięknością.
SAKONTALA (wzdychając).
Co ja mam mówić’? i na co mam waszą troskliwość powiększać?
PRTJAMWADA.
I dla tego to, moja’najukochańsza, chcemy te’ż wiedzieć twoją tajemnicę. Iiiedy każda z nas cząstkę tej niespokojno-ści na się weźmie, to ci się przecie cokolwiek ulży z własnego ciężaru.
DUSZMAisTA (na stronie).
Na żądanie dwóch przyjaciółek, radość i żal z nią dzielących, niechybnie musi wyjawić ukrytą przyczynę swej choroby a ja czekam z tęsknotą na jej odpowiedź,,tbo przy pierwszem widzeniu się naszem z tkliwością na mnie poglądała%
SAKONTALA.
Od tego momentu gdym postrzegła tego zacnego Księcia, który teraz nasz śv>ięty las od napaśli obronił... (milczy zawstydzona).
OBIE.
Mów dalej, Sakontalo!
SAKONTALA.
Od tego momentu zakochałam się w nim z niezmierną tkliwością i.... toć to jest co mnie tak osłabiło.
AMTSTJJA.
Szczęściem że twoje serce darowałaś mężów; który ciebic godzien.
PRYJAMWADA.
Mógłżeby wspaniały strumień odwrócić się oa morza aby wpłynąć do jeziora?, ’ *
DUSZMAjSTTA (radośnie)
Co z upragnieniem wiedzieć chciałem, jej własne wyznały usta. Miłość zawiązką mych cierpień, miłość ich lekarstwem: jako dzień lata zaćmiony chmurami, wszystkie zwierzęU orzezwia po upałach, których sam był sprawcą. —
SAKONTALA. >
Jeźli to dla was nie z przykrością, szukajcież proszę sposobu jakbym mogła znaleść łaskę w oczach królewskich.
DUSZMANTA (na stronie).
To żądanie rozpędza wszystkie troski moje i napełnia mnie radością w udręczeniu.
PRYJAMWADA (na stronie do Anusui).
Trudno to będzie, moja miła, wynaleść skuteczne lekarstwo dla niejt Najężaj teraz wszystkie umysłu siły, bo je choroba żadnej nie cierpi zwłoki. i
ANUSUJA (na stronie do Pryjamiuady).
Ale jakimże sposobem można i przyspieszyć leczenie jej choroby i oraz to zataić?
PRYJAMWADA (Jak przedtem).
O co zataić to łatwo; ale je prędko uskutecznić jest tak trudno, że wypowiedzieć tego nie można.
ANUSUJA (jak przedtem).
A to czemu? * *
PRY JAM WAD A.
Prawda że się zdawało że młody Król na pierwsze wejrzę nie w niej się rozkochał; — to widać było z tkliwych jego spojrzeń!“ Uważali też, że przez te kilka dni bardzo zbladł i przychód!, jak gdyby z miłości bezsenne noce przetrawił “
DUSZMA!vTA (na sironiej.
Prawda że mi ona spać nie dała. Ten złoty naramiennik stracił blask od pożaru co mnie wyniszcza, a którego żadna niegasi rosa, chyba łzy, 1 tóre oczy moje w nocy ronią — nie raz mi się ześlizgnął aż do ręki i tyleż razy musiałem go umocnić na wywiędłem ramieniu.
PRY JAM W AD A (głośno).
Przychodzi mi coś na myśl Anusuju! napiszmy liścik miłosny, schowam go w kwiatek, który pod pozorem pokornego podarunku, sama w ręce królewskie oddam. /’.NUSUJA.
Wyśmienity wynalazek — niezmiernie mi się podooa; ale co na to rzeknie nasza Sakontaia’? t SAKOJNTAla.
Muszę się wprzód zastanowić nad następstwami mogące-mi z takowego kroku wyniknąć.
PRYJAMWADA.
Ułóż-że sobie kilka wierszy, namiętność twą wyrażających i coby było zgodne z charakterem panienki wysokiego urodzenia a godnej kochania.
SAKONTALA.
Swego czasu o tom pomyślę, tylko serce moje jakoś się lękg, żeby mną nie chciał wzgardzić.
DUSZMANTA (niewidziany).
Zupełnie uszczęśliwiony w twojej przytomności oto stoi tu ten, od którego obawiasz się lękliwe dziewczę zostać wzgardzoną? Tu stoi ten, który cię kocha zapamiętale, a ty boisz się że cię może nie przyjmie? Ivto ciebie posiadać ma, pragnąć już nie będzie świetniejszych klejnotów, — tyś tym klejnotem, który osiągnąć z upragnieniem usiłuję.
ANTJSUJA.
Sakontalo, sama lżysz własną nieporównaną zacność, Miałżeby takicilowiek rozum, laby w jesieni zasłaniał się para-solikiem od poświaty księżyca, kiedy ta już i tak zdoła uśmierzyć rozpalenie, które południe w nim roznieciło?
SAKONTALA (z uśmiechem).
Przypominam sobie coś. (namyśla się)-DU3ZMANTA.
Patrzyć będę niezwrotnem okiem na tę wierszopiskę lubą i nie zmrużę oka pók miary składu wierszowego liczy. Jak wdzięcznie, stosownie do faktu czołem kołysze! Cała jej postać świadczy o czystej tkliwości.
PItYJ ’ MY AL i.
Niech jego słowa usłyszemy, paznokciem wydrasnę je na tym liściu lotosu, co taki miękki i zieleniutk jak pióro młodej papużki i który łatwo przyrżnąć można podług formy listu. Powiedz nam te wiersze. sAkoxtal\.
Okrutniku! ja się żalę,
Nie wiadomo bowiem wcale,
Serce twoje czyli wzdycha?
Czyli R e 11 i w niem oddycha?
Moje Rama zaś odgrzewa,
Pociąs żądzy się odżyw:
Wszystkie duszy mojej siły Ru tobie się nakłoniły.
Ij t’SZ Al A N i’A. (nagie wychodząc mówi tyleż wierszy tejże miary).
Twoje tylko wieu odgrzewa,
Mnie zaś żartki Ramadewa Serce rozżarzył płomieniem,
Gdyby gwiazdy dnia promieniem,
Co w yziew y K a m a 1 a t y Przytłumia — a blask poświaty Zupełnie gasi księżyca,
Gdy noc chłodzi, i oświeca.
AjNUSUJA (Przypatrując mu się z radością).
Witamy cię wielki Królu!. U mojej przyjaciółki, owoce imaginacyi bezzwłocznie dojrzewają. (Sakontala chce wstać).
DUSZMASTA i i
Nie fatyguj się. Członeczki tv. oje spuczyw ające na naśpioł ce z liści, których naramienniczki lotosowe nawet lekki przycisk zemnie — i cala twoja miluchna postać, która tak wicie cierpieć się zdaje od południowych upałów, nie po winna być jeszcze bardziej rmżoną, zachowaniem prawideł zwyczajowych.
SAKO^TALA (na strunie). iVch moje serce! po takich cierpieniach, jeszcze to nie możesz się uspokoić? t AMJSUJA.
Niech Rról nasz siądzie na tej skale, na której ona spoczywa. (Sakontala usuwa mu się trochę).
DUSZMANTA (siadając). t
Pryjamwado, czy febra twojej wdzięczne; przyjaciółki trochę zwolniała?
PRYJAMWADA (uśmiechając się).
Prawie wzięła skuteczne lekarstwo, a wkrótce ozdrowiej’e. Ale potężny Książe mając u ciebie i u niej łaskę, przyjaźń jaką mam dla Sakontali ziiiewala mnie na chwilę do pomówienia, ztobą.
DUSZMANTA. .Mów ze mną śmiało zacne dziewczę, a nic niechciej prze-denmą taić ni i JAaIWADA.
Niech Król nasz sluchac raczy.
DUSZMaNTA.
Uważam. PRYJAMWADa.
Ujmując troski naszym pobożnym pustelnikom, zadosyt uczyniłe^powinnościom AVieikiego „Monarchy
Dli SZMANT
Chciejże raczej o czem inrfftri mówić.
PRYJaMWADA.
Pozwol/e więc tedy powiedzieć sobie, że nasza łuba’przy jaciółka zakochała się w Tobie i że Kama, ten żartki bożek przyczyną jest jej miłości. Ty jedynie możesz utrzymać ji. szacowne życie.
DUSZMANTA.
Słodka Pryjamwado! wzajemne są skutki naszej narnię-tności, lecz ja poczytuje to sobie za honor.
SAKONTA LA { (Ji.niechając się z tkliwościu,,, ulm z gniewem zrhięszaną)
Dla czegóż chcecie cnotliwego monarchę wstrzymywać, który zapewne smucić się musi, że tak długo jest oddalonym od tajemnych pokojów swego pałacu............ DUSZMANTA.
To serce, przyznaje się tobie, o ty! która na całej zitmi najkosztowniejszym dla mnie desteś klejnotem — że prócz ciebie nie będzie miało innego celu, prócz cieb.e mówię — której czarne oczarowały mnie oczęta, gdybyś tylko mii szych chciała używać wyrazów Strzała miłości o mało żt mi życia nieodjęła; twoje zaś słowa gubią mnie do szczętu,
ANUSUJA (śmieje się)
Książęta, jak powiadają, mają wiele żon ulubionych. Zapewnij nas tedy, aby przyjaciółka nasza przez nasze postę-puwame me została zasmuconą.
DUSZMANTA.
I trzebaż mi to wiele o tem mówić? Choćby najwięcć było kobiet w muim pałacu, jednak mam tylko dwa przed mioty, którym całkiem poświęcać się mogę: morzem otoczoną ziemię, nad którą panuję i waszą słodką przyjaciółkę
OBIE.
Nasze obawy już więc uprzątnione. (Sakontala daremnie usiłuje ulcryivt c siooją rudośo)( J
PRYJAMWADA (na stronie do Anusui).
Patrz jeno jak powoli sk rzepiąją się siły naszej lubej przyjaciółki, — jako pawicę po upale letnim, orzeźwia chłodny powiew wiatru, lub prz’i.mny deszczyk.
SAIiOiiTALA (do swych towarzyszek).
Darujcież mi proszę moją omyłkę, żem wyrzekła próżno-znaczące słowa; wyrzekłam je, aby wam zrobić rozrywkę, aby wam niejako nagrodzić, tkliwą o mnie troskliwość., j
PRYJaMWADA.
Jednak były powodem żeśmy, dobrze i skutecznie poradziły, — ale kto nam przebaczyc powinien, to Król, bo on zapewrne poczyta to sobie za urazę >?
SAKONTALA. ]
Spodziewani się Żc wielki tcu Muutirchu będzit; nam chciat darować, co w jego przytomności lub niebytuości się wymówiło. (Nmsfronie do tych dziewcząt). Proszę cię chciejże się tej u mego za mną przyczynić.,
DUSZMANTA (z uśmiechem).
Bardzo chętnie daruję ci każdą urazę, śliczna Sakoritalo, która mego serca jesteś panią, byłeś tylko chciała lepie; jeszcze mi się usunąć, abym mógł wygodniej siąść przj tobie na kobiercu kwiecistym, na 1 turym twoje członeczki spoczywają i żibyś mi pozwolicV‘heiała obok ciebie odetchnąc od znużenia.
PRYJAMWADA. tisuć się cokolwiek, to go ułagodzi i uszczęśliwi..
SAKONTALA (udając gniew na stronie do Pryjamwady).
Cyt! ty złośliwe dziewczę; — możesz to jeszcze tak szydzić z mej słabości?
AiTUSUJ A (zaglądając na scenę).
Ach moja Pryjamwado, patrz! oto biegnie twoja ulubiona gazella, dziko oglądając się na wszystkie stron}; — niebo żątko zapewne tęskni bez swej matki, która się zabłąkała w tym wielkim lesie. Muszę pójść i pomódz jej szukać.
PRY J Ali WAD A.
Wiem ja dobrze jak ona raźna w nogach. Ty sama nie-dogonisz jej, pójdę ja Z tobą {wychodzą razem). .....V, — — — —.V« C ^ i,
SAKOXXAUA. \u’ na to iczwolić abyście z¡/ui udeszły; jakże samą mnie tak zostawić chcecie’?...
OBIE {zuśmiechem).
Samą? jakto? Wszakże monarcha świata obok ciebie. ( OdchoazuJ-
SAKONTALA.
Jak też obie przyjaciółki moje, tak mnie samą odejść tli mogły?
DUSZ MANTA
Luba dzieweczko, niechciej się o to troszczyć. Czyż mnie tu nie ma na ich miejscu, abym sobie użebrał twoją łaską? (Na stronie). Muszę jej odkryć że ją kocham. (Głośno). Nie potraiięż ja jak one, powiewać wachlarzykiein z liści lotosu, aby cię ochłodzić lubym wietrzykiem i aby oddalić» twe niepokoje? Nie mogęć ja to, jak i one, złożyć twoje nóżęta na mojem łonie, rumiane jak lilia wodna i głaskać je, — ty piękności czarująca! aby uśmierzyć twoje boleści?
SAKONTALA.
Samabym sobie ubliżyła, pozwalając sobi’ tam przyjmova( przysługi grzeczności, gdzie sama winnam być z uszanowaniem (wstawczy chodzi powoli okazując słabość).
DUSZMANTA
Jeszczeć, nie przeszło południe, moja kochaneczko, a twoje członeczki zemdlone. Tak mało masz sił, iż niepotra-fiss znosić osłabionem ciałem niezmiernego upału zwłaszcza wstawszy z łoża, gdzie twoim piersiom świeże kwiaty udzielały cienia. (Przyciągają zwolna do siebie).
SAkONtALA.
Chciej odejść odemnie — zostawić mnie samą. Ja rzeczywiście jestem zawisła od innych, nie mogę czynić cobym chciała bo.,.. Same tylko owe dziewczęta mają ppzvkaz mnie usługiwać. Co ja teraz pocznę1?
DUSZMANTA (na boku)
Obawa żebym ją mógł urazić, trwogą mnie napełnia.
SAKONTALA (dosłyszała tych słów),
Król urazić nie może. Ja żalę się tylko na swój los srogi.
DUSZMANTA.
Dla czego to czynisz? Wszak twoje przeznaczenie jest tak piękne!
SAKONTALA.
Powiedz raczéj, jak mogę wstrzymać się od utyskiwania na los, co moje serce natchnął czułością na przymioty godne kochania a poddał mnie przecie cudzej woli?
DUSZMANTA. (Nu strome).
Czyby zatem nie wypadało wierzyć że to płeć piękna, za miast że nas miłość dręczy, — samego Kamadewę w sercu uwięzionego trzyma, aby go dręczyć namysłarm? (Sa kontala chce odejść).
DUSZYiANTA (Na stronie).
Jakto, co? ja niemam korzystać z nadarzonego szczęścia: (Idąc za nią chwyta za koniec jej płaszcza).
SAKONTALA.
Potomku Puiuego! Postępuj sobie rozumnie! Zachuwaj Się podług rozumu. Pustelnicy po lesie na wszystkich str, nach robotą są zatrudnieni.
DUSZMANTA
Kochaneczko! twoje obawy próżne. Sam liamia głęboką posiadający znajomość zakonu, n.c sprzeciwi się naszemu połączeniu. Bardzo wiele córek najświętobliwszych mężów, zawierają ślubne związki, podług obrządku Gandharwą zwanego, jak zwycza niesie między czcicielami Indry a ich ojcowie sami potwierdzają takowe związki (Ogląda się). Ty i słowem jednem nie odpowiadasz? Nie dasz się jeszcze uprosić? Ach! to ja więc iść muszę. (Odchodzi ale ógląda się)
SAKONTĄLA (Postąpiwszy także kilka kroków za mm pogląd’?).
Łubom ja ci odmówiła i tyllio moment z sobą pozwoliłam mówić, — jednaj?, o potomku Puruego! nie całkiem chciej zapomnieć o Sakontali. ł
DUSZUANTA
Czarująca dzieweczko! A choćby cię usunięto aż na koniec świata, pamięć by twoja jednak została w tem sercu — jak c.eć jeszcze towarzyszy drzewu, lubo dzień już zeszedł.
S \KOXTAliA (wychodząc mówi do siebie)
Odtąd jak jego słyszę przysięgi, postępują wprawdzie moje nogi, aleja z miejsca nie odchodzę. TIkryje się za tą roz kwitła Kuruwaką i uważać będę jak namiętność na niego działa. (Ukrywa się za krzakiem).
DUSZMAiNTA (sam).
Możesz-że mnie opuścić, kochana Sakontalo? Opuścić ninit co ciebie najtkliwiej kocham’? Ani chwilki ze mną nie mo glaś się zabawie? Miła jest twoja przyjemna postać, nieomylna cecha łagodnej duszy, le.cz twe serce możeż być tak twarde, jak SyrySia przy kosmatej łodydze?:
SAKONTALA \Na stronie)**
Jestem jakby przykuta do tego miejsca.
I DCSZilANTA (do siebie).
Co ja tu pocznę na tem opuszczonem miejscu jej spoczynku? tkwfnpatrzy tam i sam). Ila! co za szczęście żem jeszcze nieodszedł! Tri ]eży jej naramiermiczek z kwiatów, pachnących kosztowną wonią korzenia Usyry, która swym balsamem piersi jéj krzepiły a gdy on z jej rączki się ześlizgnął, nowem dla mego scrca staje się pętem. (Podnos\ nara-’mienniczeJc z uszanowaniem).
SAKOiTTALA. (na boku patrzy sobie na rękę). jStcstetj! to mnie mdłości tak osłabiły, że włókna łodygi lotosu koło mego ramienia okręcone, upaść mogły na ziemię a jam tego niespostrzegłj.
DUSZMiMNTA (do siebie, chowając naramienniczek w zanadrze).
O jakież niebieskie przejmuje mnie uczucie, gdy go się tak dotykam! Ta ozdoba twrego ramionka, kochaneezko, lube martwa i bez zmysłów, jednak napełnia nową ufnością twego nieszczęśliwego kochanka — napawa go roskoszą, które] tyś mu odmawiała!
SAIvONTAL A {na stronie).
Dłużej tu niewytrzymain, dobry to powód że wrócić się mogę. (Idzie poicoli ku niemu).
D USZ M A ¡N TA (rozradowany) *,
Ach! Królowa mego serca, uszczęśliwia znowu oczy moje
O nieba łaskawe 1 wyście dla mnie przeznaczyły radość pc tylu zmartwieniach, ’ Czatak kfórego gardziel — zasechł z pragnienia, prosił o kroplę wody a nagle spłynął chłodzący str myk z obfitej chmury w dziób jego. —. SAKOiŃTALA.
Potężny Królu! Będąc jjż w połowie drog. do chatki spostrzegłam, że naramienniczek z cieniutkich łodyg uwity, z reki mi sie zsunął, a dla tego wracam, będąc w Surcu mocno przekonana, żeś go zobaczył i schował. Chciejże mi go oddać, proszę cię abjś nas oboje, siebie i mnie, na szemrania pustelników nie wystawił.
DUSZMANTA
Dobrze! pod pewnym warunkiem oddam ci go
SAKONTALA.
Pod jakim-że to warunkiem? powiedz.
DUSZMAiNTA
Że ja go tobie znowu do ramionka przypnę.
SAKOXTALA (na stronie).
Nie masz inszego sposobu! muszę na to zezwolić.

DUSZMAiNTA

Siądźmyż tu sobie oboje, na tej gładkiej skale, ażebym go mógł przypiąć (siadają — biorąc ją za rękę). Ali jaka niewymowna delikatność! Ta ięka odzyskała swoją przyrodzoną tęgosć i pięknośe, jak m^ody wypustek Kamalaty, albo raczej — podobna do bożka miłości gdy spłonął ogniem rozgniewanego H a r y a, orzeźwionym został deszczem nektarowym, którym go nieśmiertelni zrosili.
SAKONTALA (ściskając mu rękę).
Syn mego Pana nieeli raczy pospieszyć z przywiązaniem mi nararmenniczka.
DUSZMANTA (do siebie z radością’
Terazem istotnie szczęśliwy.... i, Syn mego pana?‘-. W takich wyrazach mówią tylko o mężu. (głośno). Zameczek u nie go nie dobrze się otwiera, moj? kochaneczko, trzeba żeby: go kazała sporządzić ażeby lepiej się ścinał. ^ SAKONTALA {z uśmiecherri).
Jak ui się podoba?
DUSZMANTa (puszczającjejrękę), l
Patrz moja kochana! Oto nów który opuszcza firinamein aby hołdował wyższej piękności on zstąpił na opiające twe ramię i ściska go swemi rogami jak naramienniezek.
SaKONTAjlA.
Ja doprawdy nic nie widzę coby poaobne było do księżyca, może szepczące wietrzyki wiejąc pyłki z kwiecia lotosu na mnie, wzrok mi zaćmiły.
DUSZMANTA (z uśmiechem},
Jeźli mi pozwolisz, to woniejące te pyłki zdmuchanę ci z oczka.
SAKONTALA Nader wielką byłoby to łaską! ale ja mewierzę.
DUSZMANTA. — ¡Nie obawiaj się niczego, — nie bój cię. Nowotny stuga nigdy nie przestępuje rozkazów swej pani.
SAKONTALA.
Zbytni natiętnik nie pozyskuje zaufania-
DUSZMANTA (do siebie).
Z tak walnej okazyi koniecznie korzystać wypada. (Cha jej głowę podnieść, Salcontala niby go odpycha, ale siedzi). O moje dziewczę z tem oczkiem gazelli; nie lękaj s>ę żadnego liiepo słuszeństwa! (Sakontala spoziera na moment do góry. lecz zaraz znowu głowę zwiesza, — Duszmanta wspierając ją znowu; na stronie). Te usta, których słodyczy tylko się domyślano ale jeszcze nie doświadczono zdawają się z radośne’m drżeniem zezwalać na to, abym moje ugasił pragnienie.
SAKONTALA.
Syn mego pana, jak się zdaje, 1’zapomina oswojem przyrzeczeniu.
DUSZMANTA.
Kochaneczko! uwiodłem się bliskością lotosu do tego foka, któremu się równa jasne’m lśnieniem. (Chucha jej delikatnie w oko).
SAKONTALA-
AVidzę Króla dotrzymującego słowo, jak królom przystoi. Rzeczywiście, mocno zawstydzona j¿stem, że będąc bez wszelkich zalecających zasług, syn mego Pana poczytał mnie być godną, zaszczycenia grzecznością tak tkliwą.
DUSZMANTA.
Czy mogę sobie życzyć innej nagrody jak tej, która jest największą ze wszystkich? Chciej mnie uszczęśliwić aby je-dnem chuchnięciem ust twoich tak wdzięcznych.
SAKONTALA.
A ukontentujesz się tem V;
DUSZMANTA
Pszczółka komentuje się samym wyziewem wodnej lilii.
SAKONTALA
Bobym też maczej nie wiedziała jak się wywdzięczyć.
DUSZMANTA.
Sie? — a przecież tak — i tak — i tak — (całując ją z zapałem)’
Z\ SCENĄ.
Słyszysz! oto już, Czakrawaka wabi swego samca na brzegach Mallini Noc już zaczęła rozpościerać cienie.
SAK O NT AL A (słucha zalękniona). 0 synu mego Pana: Poważna Gautami nadchodzi dowiedzieć się jak się mam. Proszę cię ukryj się za temitam drzewami. ‘ ’ duszmanta.
Stosuję się do tej konieczności. (odchodzi) (Gautami wchodzisz naczyniem w ręku.)
GAUTAMI (przypatruje się Sakontali z troskliwą obawą.
Moje dziecię oto święcona woda. A to co? słabaś a nie masz nikogo przy tobie, jak tylko bogów niewidzialnych ’?
SAKOKTALA.
Pryjamwada dopiero co odeszła z Anusują do rzeki.
GAUTAMI (pokrapiając ją).
Moje dziecię, czy ci febra zwolniała? (bierze ja za rękę).
SAKONTALA.
Szanowna matrono, cokolwiek mi lepiej.
GAUTAMI.
To już nie masz się czego lękać. Bodajeś wiele jeszcze lal żyła! Dzień już na samym schyłku; zabierzmy się razem dc chatki.
SAKONTALA (na stronie, powolutku wstając).
O moje serce! ledwo coś zakosztowało uszczęśliwienia, jużci Spodki moment uleciał! (Postępuje kilka kroków i znowu wraca do altanki). O luba altanko, z k’ęto wijących się roślin, któraś odemnie odpędziła troskę, ciebie wzywam! Kwitnie mi nadzieji że pud cienieni twoje W znowu ’będę szczęśliwą“ ( Wychodzi za Gautami)
DUSZ MANTA (wracając do altanki wzdycha).
A. lak, moje życ-ztfnia musiały zostać nieuskutecznione? Cóż mogłem uczynić więcej, jak całować usta tuj lubej dzieweczki, chociaż odwracała odemnie swe nieskalane jagody. Uprzejmą mnie napawały słodyczą jej usta. lubo się «tedy niechętnie nadstawiaiy! Gdzież pójdę?. Zostanę jeszcze na tem miejscu spoczynku, z wijących się roślin, które przytomność mojej wybranej rozjaśniała. (Ogląda się). Tu na tej kwiatami obsypane, siedziała skale; tu jej spoczywały ozło-neczki! Tu leży jej rozrzewniający list miłosny, z liścia wod-dnej lilii; tu leżał jej naramienniczek z delikatnych włókien gdy się ześlizgnął z tej lubei rączki. Prawda że teraz opuszczona jest ta altanka Wetasasowa i że pusta gdy moja luba z niej znikła; ale póki oko moje poglądać będzie na te pamiątki jej tu. bytności, odejść ztąd nie mogę. (Zamyślony]
O jakże szczęście moje nieuzupełnione — czyż ja to kochankiem? ja! co obok mojej miłej nakorzystałem z najzręczniejszej sposobności? Jeśliby Sakontala znovu te ciche i ukryte cienie odwiedzić miała, wtedy’, o wtedy niech ten moment będzie moim! Mszak to przechodnie są uciechy młodości
O moje serce ¡jakaż to mądrość twoja 1 Czy potrafisz nowe-mi przedsięwzięciami zagłuszyć rospacz nad zburzoną szczęśliwością? I czemużeś“ m; pozwoliło odejść od kochank niezaspokoiwszy v przody m^j żądzy?
ZA SCE>iĄ.
O królu! prawie gdy rozpoczynamy ofiarj wieczorne przez święte ognisko, przelatują widma krwi chciwych Demonów! — szare w cienistym obłoku, jakfbywa przy schyłku dnia, rozsiewają wszędzie około siebie postrach i trwogę!
DUSZMANTA.
Nie bójcie się, świętobliwi mężowie! Król wasz stanie się obrońcą waszym, (odchodzi).
KOINIEC AKTU SBjlWSiEfcru. ... ““ — — — — ------
AKT ir.
SCENA:. TRAWNIK. PUZED CHATKĄ (Obie towarzyszki zbierają kwiatki).
ANUSliJA. —; i
O moja Pryjamwado, nasza luba przyjaciółka prawda ż, e już szczęśliwie podług obrządku Gandharwy z oblunienceir zaślubiona, równym jej w dostojeństwie i doskonałościach jednakże moje tkliwe serce jeszcze się lęka, a osobliwie jedna wątpliwość napełnia innie trwogą,
PRY JAM W ADA.
Jakaż to wątpliwość moja Anusujo ’i
ANLSTJA.
Dziśiorano skończywszy święcenie, nasi pustelnicy, pożegnali pobożnego króla z oświadczeniem wdzięczności. Odjeżdża teraz do swej stolicy Hasty napur a a tam w skrytych gmachach pałacu, otoczony od tylu — set kobiet — czyli on wspomni jeszcze swoją przyjemną oblubienicę’?l Cóż myślisz o tem‘?
PRY JAM W AD A.
Co względem tego, mozesz być spokojna. Człowiek tak pięknie ułożony i tak światły, medopuści się żadnej megodzi-wości. Tylko ojednę rzecz mi chodzi. Jak z pielgrzymstwa swego, nasz ojciec Kanna powróci a dowie się o tem wszv-stkiem, co rzeknie na tę wiadomość?
Jeśli mnie pytasz, to ci odpowiem, że mnie się zdaje, iż on kontent będzie z jej zamęścia.
Dla czcgo? t
PliYJ AMWADA
ANUSUJA.
A możesz-że on pragnąć eo lepszego dla swojej Sakonta-li, nad tak zacnego — znakomitego małżonka. Wiesz, że szczęśliwe zanieście zawsze było jego pierwszem dla niej życzeniem. Za starannością nieba życzenia te wypełnione i jakżeby nie miał być kontent’?
PRYJAlWWADA.
Twoje zdanie bardzo jest sprawiedliwe, ale.... (poglądając na koszyk). Moja kochana, jużeśmy dostateczny zapas kwiatów naskubały, aby obsypać ognisko ofiar.
ANUSUJA.
Nazbierajmyż tego więcej jeszcze, ozdobiemy świątynią bo:;inekj\którvm Sakontala winna swe szczęście. (Zoczyna zbierać).
ZA SCENĄ.
Ja tu jestem — ja!
ANUSUJA [słucha).
Zdaje mi się że to niby głos jnk.egoś — gościa, który tę pustynię odwiedza.
TRYJAMWADA.
Biegnij my ż tam. Sakontala drzemie a chociaż nas rozwesela swoją bytnością kiedy nie śpi, jednak cały dzień myśli s jej nieprzytomne; bo całkiem zaprzątnione mężem który odjechał.
ANUSUJA.
Dobrze, pójdźmy — ale wiesz co, wszystkie te kwiatki wy-potrzebujemy, (idą dalej).
ZNOWU ZA SCENĄ.
Jak to? gościowi winnego nieokazujesz względu? Słuche; więc mego przekleństwa:
„Ten — którym całkiem umysł twój zajmujesz,
Myśli twe pieścisz i serce czarujesz —
Kiedy napróżno dowód rzeczywisty Cnoty prawdziwej, pobożności prawej Słusznie wyghjda, w tych progach wzór czysty Zadatków, świętej dla gościa ustawy.
Niechaj cię zapomni Utraci z pamięci’ 1 więcej nie wspomni ’Twoich tkliwych chęci.
Niech cię tak porzuci Chociaż cię zobaczy,
Jak gdy się ocuci
Ze snu, już nie baczy,
Co rzekł upojony Trunkiem rozpalony.
I (Dziewczęta ze smutkiem spoglądają na siebie).
PRY JAM W ADA Boże!co za straszne nieszczęście! Nasza kochana przyjaciółka w roztargnieniu zapewne zaniechała i uraziła jakiego świętobliwego męża, który się spodziewał zostać od niej przyjętym z uszanowaniem.
Zapewne ze nieco innego. (Zagląda na scenę). Oto tam szyb-kiem krokiem bieży na powrót ten popędhwy Durwasas.
PRYJAMWADA.
A któżby miał moc, ]’ak ogień pożerający, zniszczyć tc wszystko, co mu się narazi’? Idź moja Anusujo; padnij mu dc nóg a jeśli można uproś go, aby się wrócił. Ja poDiegnę tymczasem po wodę dla niego i przyniosę mu co na posiłek.
ASUSTTJA.
Dobrze pobiegnę, (odchodzi).
PRYJAMWADA (raźno idąc noga iej się poślizgnęła).
Ach spieszyłam się bardzo i koszyk mi upadł — i jakże, przecież nic mogłam zaniedbać mojej powinności do ofiary. (zbiera świeże kwiatki’.
AiNUSUJA (powróciwszy).
Moja kochana, zapalczywosć jego nie ma granic; z płaczem ścieląc mu się pod nogi prosiłam lecz uśmierzyć się nic dał; — przecież go potem ledwo trochę zmiękczyłam.
PRYJAMWADA.
I tak nad nim w:elkiaj dokazałaś rzeczy, — powiedzże jakim to sposobem aby trochę go ułagodzić!’?
ANUSUJA.
Gdy już żadną miarą wrócić nie chciał, rzucając mi się do nóg rzekłam:
O mędrca świętobliwy!
Chciejże proszę te winę.
Darować tej dziewczynie,
Która dla ciebie zawsze Z wysokim jest szacunkiem Tylko w swem roztargnieniu Na głos Twój nie zważała.
Mężu Błogosławiony!
PRYJAM WADA.
Nuż tedy? cóż ci na to odpowiedział?
ANUSUJA.
Oto jego słowa:
Ten mój wyrok nieodzowny!....
Lecz przekleństwo com wyzionął Niechaj moc utraci srogą Skoro mąż jlf oldem rzuci Na swój w zakład się ziszczenia
Dany Jej Pierścionek To rzekłszy — zniknął.
TE Y JAM WADA.
To przecie możemy się znowu cieszyć, bo Król odjeżdża jąc, własną ręką na palec Sakontali włożył Pierścionek, na którym imię,,0 u szm a n t a“ wyryte itak go niezwłocznie poznać musi; więc sposób zakończenia nieszczęścia zależy od tego Pierścionka. ĄNU&łfclA
Pójdźmyż do ołtarzy boginek uprosić sobie ich wsparcie. (Odchodzą).
PRYJAMWADA (zagląda na scenę).
Patrz moja Anusujo, ¡tam siedzi nasza przyjaciółka niewzruszona jakby posąg, a zwisłą głowę wspiera na lewem ramiepiu. Tak zatopiona w jednym przedmiocie sama nie myśli o sobie a tem mniej zważałaby na obcego.
AiSUSTTJA. 4 1 % j
To straszne przekleństwo, Przyjamwado, niech będzię tajemnicą między nami. Uczuttft naszej przyjaciółki bardzo są tkliwe, trzeba jej oszcędzac każdego gwałtownego wzruszenie
PRYJAilWADA.
Któżby wrzącą wodą )Dlewał kwiaty młodocianej Maili ki? (odchodzą rażeni). (Uczeń Kanny wchodzi). USZEK.
Przysłał mnie tu szanowny Kanna, powróciwszy z świętej drogi. Mam uważać jak pożno w noc: zobaczę jak jeszcze daleko do Świtu, (Chodzi tu i owdzie uważąjąe’gwiazdy).
Tu księżyc wswe łoże skłania się wieczorne, ’, „który kwitnące rozpala O s z a d d y —
Tu słońce zaczyna bieg swój za Arunem Siodząc, co rumaki wozu jego wodzi:
Obu blask widoczny, widoczna poświata,
Tak wtedy* gdy wschodzą, jak kiedy zachodzą [ człowiek okazać równą winien stałość.
Czy szczęście go pieści, czy w nieszczęściu grzęźnie. {po przestankiu).
Zniknął księżyc teraz: a luby kwiat nocy Straciwszy swój zaszczyt a chlubiąc się z woni Tiachyla głowę, jak oblubienica Nieznośne w swem sercu e.-erjjiąca boleści Czekając z tęsknotą na powrut kochanka.
Zorza się rumieni: farbuje rosiste
Krople na gałęziach tych krzaczków W ad ar y.
Tam paw‘ ocucony strząsa się nadęty Opuszcza swe gniazdo na dachu pustelni Co trawą święconą zewsząd przeplatane.
Oto tam się zrywa nagle Antylopa Z miejsca świętych ofiar, gdzie swojem kopytem Wycisnęła piętno, wzmaga się i wspina Smukłe natęża członki i rozciąga.
Jak księżyc spadł z niebios, promhńmi blademi,
Księżyc, co wsparłszy nogę na S u-M e c u Wstępując na głowę króla gór wyniosłych Spędzając drużyny okropnej ciemności,
Wznosił się aż w średnie pomieszkanie Wisznu!
Tak mocarze ziemi natężoną siłą Wspinając się na szczyt ambitu i sławy Widzą w nagłym pędzie — upadek — znizenie...............
AINUSUJA {wchodząc zamyślona; do siebie).
Sakoutala w tak duchownych Wychowana tych ćwiczeniach Nabożeństwa surowego
I z pilnością tak strzuzona Od wszystkiego co podsycać Może roskosz w nas zmysłową,
Mogła tak tkliwą czułością Rozkochać sięf?^.’. *
Ach! niegrzecznie to od Króla Że tę biedną.....tak opuścił! l’
UCZEŃ (na stronie).
Czas zbliża się ofiary H o m y. Pojdę dać o tem znać nauczycielowi. (odchodzi).
ANUSUJA (sama w zamyśleniu).
Zniknęły nocne cienie; ledwom się przeczuciła;
Lecz choćbym nie drzemała, cóżbym ja zrob.ć mogła?
Ręce moje niechętnie ściągam do rannej pracy.
Miłość to temu winna! Ach! miłość winna sama;
Bo przez wiarołomnego króla, cnej przyjaciółki naszej Zraniła serce.... Czyli to już są skutki Przekleństw, które wyzionął Durwasas urażony1! Czy podobna ażeby Książę tak pełen cnoty Po uroczystym związku, tyle zaniechał czasu Przynajmniej jej udzielać cieszących wiadomości?
Czyliż mamy Pierścionek który jej losem rządzi
Jemu do rąk odesłać?..... Bodajbym jaki sposób
Znaleść mogła dogodny, ulżyć cierpieniom srogim Tej co się zawsze smuci!.... Któżby miał czoło twierdzić, Ze w czem występną była?.... Jednak jak z gorliwością Pragnę ją widzieć w szczęściu, przecież nie mam śmiałości Ojcu naszemu Kannie, powiedzieć że jest w ciąży. Gdzież, ach gdzież mam się udać? i co począć ja biedna“! Abym mogła jej smutek rozpędzić i zgryzotę!
P Ii Y JAM W A DA (wchodzi),
Pójdź Anusujo, pójdźże prędzej! robią już przygotowania aby Sakontalę do pałacu małżonka swego odprowadzić.
A^USUJA (zadziwiona).
Co to mów isz muja miła?
PRY.T:YM W AD A.
Słuchajno co ci powiem, — prawiem szła do Sakontali, chciałam tylko’spytać się cz\ dobrze spała.
A NU SU JA.
Dalejże, a cóż?
PfiYJAMWADA.
Siedziała przytuliwszy głowę do kolan, w tem Kanna nas2 ojciec w’szedi a uściskaw szy ją, szczęścia jej winszował. Otc jego słowa:
„AVesel się dziecię z przyczyny takiej,
Bom pomyślności pewne widział znaki.
Zwykłą podpaliwszy poranną ofiarę,
Miim bełty gęste dymów się kopcących, Czystym Ghighem chlusnął właśnie gdyby w miai Bramin młody w środek płomieni czcigodnych Zręcznej pobożności niezawodnym skutkiem:
Ze ty dłużej serca nie^strapisz już smutkiem!
Takie znaki wieszcz Każą nam się cieszyć!
A dziś — dzisiaj jeszcze Trzeba ci już spieszyć.
Abyś porzuciła Moją biedną chatkę,.
Która się chlubiła
I ojca i matkę Swoją o cię troską Zastąpić tkliwością.
Za pomocą Boską, J Wybierz sit: z radością Do pałacu Króla ivtóregoś’już żoną!
A ta moja wola Wolą niewzruszoną
ANUSUJA.
Moja przyjac:ołko, ale któż Kannie powiedział, co w jego działo się niebytności?
PRYJAMWADA.
Wszedłszy na to miejsce, gdzie święte ognie się płomienią, usłyszał głoś z nieba, mówiący boskimi wierszami..........
ANUSUJA (zadziwiona). Ach! zdumiewam się!
’ PRYJAMWADA
Postuchajże tych wierszy z nieba:,.. — ^kanno! Braminie pełny pobożności Wiedz, że twej. pieczy córka poruczona Jasnym promieniem chwały i świetności,
Z króla Duszmanty już jest napełniona.
Okryty sławą z mądrej waleczności Da ziemi prawa płód którym zciążona,
Jak drzewo Samy, przez usilne tarcie Wywiera tajny ogfói&ia pożarcie.^
ANUSUJA (ściskając siuą przyjaciółkę).
Jestem jakby w zachwyceniu, moja miła, z radości nie wiem co robić! Ale ach! dzisiaj to już rozstaj się mam^ z naszą ukochaną?...! Teraz czuję,„że mój smutek w natężeniu przynajmniej równa się z moją radością
PRIJ AJIWAD A.
Trzeba nam z cierpliwością umieć zniesc; te żale, które wynikną z rozstania. Nasza przyjaciółka będzie uszczęśliwioną — a to być powinno naszą pociechą.
ANUSUJA.
Spieszmyż tedy aby ją ubrać jaku oblubienicę. W takiej myśli jużem napełniła ową łupinę kokosową co tam na tej Am rze wisi, pyłem wonnym z Nagakiesaru. Zdejmże ją a pyłelt ten zbierz na świeży listek lotosu; ja tymczasem nazbieram troszkę Goraczany od czoł;: krowy świętej: trochę ziemi z miejsca poświęconego i garstkę świeżej Kussy a 1 tego zro bię ugniotek, przynoszący szczęście
PRYJAMWADA. i
Bardzo dobrze! (Zdejmuje to naczynie kolcowe. Armsuja odchodzi).
ZA SCENĄ. , Powiedz tam Gautami obydwom Misrom Sarngarawie i Saraduacie aby mieli się. w pogotowiu odprowadzić moje dziecię, moją Sakontalę.
PRY JAM WAD A (słucha).
Spieszże się moja Anusujo, spiesz się już ojciec nasz urządza podróż do H a s t y n a p u ry.
ANUSUJA (wraca z temi rzeczami co uzbierała na ciasto czarujące).
Otóż jestem! Pójdźmyż moja Pryjamwado.
PKYJAMWaDA (oglądając sig).
Owo stoi nasza Sakontala po ranrfej kąpieli, otoczona gro-nem świętych kobiet, mających koszyki napełnione poświęco’ nem zbożem, które przyszły życzyć jej pomyślnej podróży Lećmyż prędzej witać się z fctemi. ł §akontala. Gratami i?usicldcaki
SAKONTALA.
Rzucam się z pokorą przed Boginią.
GAUTAMF.
Córko, jak najczęściej wymawiaj to słowo Bogini, bo to twemu Panu wielkie szczęście przeniesie.
PUSTELNICZKT.
Bodajbyś, ty oblubienico królewska, powiła Bohatera! (Pustelniczki odchodzą).
AINUSUJA Z PRY JA M WADĄ (razem zbliżając się do Salcontali)
Najukochańsza przyjaciółko, czy kąpiel dzisiejsza sprawił; ci ukontentowanie?
SAKGiNTALA.
Moje przyjaciółki, witam was cal im sercem!... Siądźmy? sobie tu razem na jaką chwilę. (Siadają).
AINUSUJA.
Stój trochę spokojnie; abym ci mogła przywiązać czary, które ci zapewnią pomyślne powodzenie.
SAKONTALA.
Bardzoś dla mnie łaskawa a nie tak prędko znowu będę miała ukontentowanie, widzieć was moje lube przyjaciółki, około sieme. (Obciera sobie łzy)
PR.YJAMWADA.
Kochanko! nie trzeba ci płakać kiedy wybierasz się w miejsce twego uszczęśliwienia (Oliedwie dzieweczki zaczynają ptakai ubierając Sakontalę). Twoja smagława kibić wartaby była bogatszego ubioru. Ozdabiamy cię tylko takiemi kwiaty, jakie w lesie się znajdują. (Uczeń Kanny wchodzi niosąc kosztowne szaty).
UCZEŃ.
Oto jest cały ubiór. Meuh krolowa ustroi się w te szatj niech będzie szczęśliwa! Niech królowa długo żyje! (Kobiety patrzą na się z podziwieniem).
GAUTAMI.
Mój synu Harito, z kądże to takie suknie’?
UCZEŃ.
Z pobożności naszego ojca Kanny. i
GAUTAMI.
Jak to rozumieć
UCZEŃ.
Słuchajcież! Szanowny mędrzec dał taki rozkaz:.«^, Przynieście świeżych kwiatów dla Sakontali, kwiecia z najpiękniejszych drzew!’4 W oka mgnieniu zjawiły się Boginki leśne, popodnosiły swoje rączki tak piękne i miękkie jak młode listki. Jedne robiły dzianą robot^’spodnią sukni^juśniejącą jak miesiąc na szczęśliwy wróżbę jej pomyślności: inne wyciskały sok z Lakszy, aby kosztownym rumieńcem ubarwić jej nóżcnta; drugie trudniłysię wygotowaniem najświetniejszych szat a wszystkie!, z gorliwą skwapliwością rozsypały nad nami swoje dary. — —,
PKYJJiltfWADA.
Nawet pszczółka gnieżdżąca, się w w ydrążonym pniu drzewa, hołduje miodowej słodyczy lotosu.,
GAUTAMI.
Bogini Szczęścia; która królowej towarzyszy, musiała Bogiń’ kom dać zlecenie, aby jej wprzódy zapowiedziały, że bogatsze ubiory w pałacu królewskim posiadać będzie. (Sakontala zachowuje zię skromnie).
UCZEŃ.
Pobiegnę do Kanny, kąpie się tam w rzece Mali ni i opo wiem mu tę znakomitą łaskę boginek leśnych, {odchodzi).
A NU SU JA.
Serdeczna przyjaciółko, niespodziew;ałaś się dziś takiej sukni! Czy potrafię cię też w mą ubrać? (namyślawszy się)i. Dobrze, że rysować umiem; to mi przecie poda myśl, ufałdowae t< szatę podług przepisów sztuki. i SAKONTALA. o«
Znam twoje przywiązanie.
KAN3SA (wchodzi zatopiony to głębokich myślach; na stronie).
Dziś Sakontala wybiera się w drogę:
Zgoda, ja tak chcę! Lecz boleści srogie.
Głębokie sercu zadauają rany1 Tok łez obfity, chociaż usiłuje Rozum przytłumić! Płacz rzewny wstrzymuje Głos we mnie mowy — wzrok moj mętnym czyni. Jak dziwną rzeczą że Pustelnik w lesie Stroniąc od siedlisk ludzi, gdy kryje się Czuje w swej duszy taki nadmiar Ijnutku.
O jak okropne muszą być cierpienia ’Tkliwego ojca kiedy rozłączenia Z córką pieszczoną nadchodzą momenta! (Przechadza się zamyślony).
PRY JAM W AD A.
Teraześ moja Sakontalo przyzv.o:cie ubrana; włóż jeszcze na siebie tę suknię, ten podarunek boginek leśnych. (Sakon tala wstaje i odziewa się tą suknią).
GAUTAME.
Moja corko, ojciec twfj duchowny płacze z radości — oto stoi pragnąc uściskać ciebie; spiesz się okazać mu winne poszanowanie. (Sakontala kłania mu się skromnieVł-
KANNA.
Niechaj małżonek twój cię tak kocha,
Jak swa Yayaty kochał Sarmiszta!
Bodajbyś pana pobiła światu,
Jako Puruego ona jest matką!
GAUTAMi
Moje dziecię, — to nie próżno — słowm sposób życzenia; to jest darem rzeczyv iście udzielonym. KANNA.
Pójdź moja najukochańsza, pójdź za mną obwiodę cię koło Ognia ofiarnego. (wszyscy występują) — ’ »
Opiekuńczym niech staraniem Ciebie strze’“1^ i pilnują Ognie z łoskotem, trzaskaniem,
Co po stosie drew się snują1 W miejscu sobie naznaczonym Na ognisku tem święconem.
Które trawią drewka święte “’Swym płomieniem, kiedy ścięte Świeżo leżą rozrzucone
Zdziebła Kussy od nas czczone —
Te ognie niech cię prowadzą Które grzechy nasze gfadzą,
Mocą wznoszącej się pary Czystego Ghighu ofiary (SaYontalapoważnym, krokiem obchodzi ognisko’)..
Teraz, moja kochana, pod tak dobrą wróżbą zacznij swą podróż (ogląda się). A gdzie są NJisry co cię odprowadzić mają?
SARNGARAWA Z SAliADUATĄ (wchodzą)..Świętobliwy rnędrcu, oto jesteśmy.
KANNA.
Mój synu Sarngarawo, idź ty wprzódy a pokazuj twej siostrze drogę.
SARNGARAWa.
Pójdź, pójdźmyż! (Wszyscy idą).
KANNa.
Słuchajcież wy drzewa, w tym tu świętym ]esie,
W których orszak leśnych boginek kryje się!
Słuchajcież i głoście! że ztąd Sakontaia Do pałacu Króla — Męża się oddala!
Ta która pragnienia swego niegasiła
Póki czystą wodą was wprzód nie zrosiła;
Ta która na dowód swej do was miłości Dla ozdoby włosów, swej twarzy piękności Nigdy i listeczka świeżego nie rwała Z tych gałęzi waszych.... bo radość jej cała Była widzieć roku ową porę miłą
Gdy was pyszne kwiecie ozdobnie szczyciło. (Chór niewidzialnych Boginek leśny ch).
Życząc podróży Tobie szczęśliwej,
Oto wyrazy szczerości tkliv ej:
Niechże łagodne powiewy Wietrzyków mile chłodzących*
Wioną na ciebie wyziewy Kwiatków v ouią się szczycących!
Czyste wody którym cienia Liście Pedmy udzielają,
Niechaj gaszą twe pragnienia Wątłe siły orzeźwiają.
Drzewo które się zieleni Gałęzie ku ziemi skłania,
Od słonecznych niech promieni
I ich spieki cię zasłania.
Życząc podróży tobie szczęśliwej To są wyrazy szczerości tkliwej! (Wszyscy słuchają z zadumaniem).
S A R iffi &£ A W A.
Czy to głos samca Kokili,:co naszej Sakontali życzy drogi szczęśliwej? Czy to śpiewały leśne boginki sprzyjając pobożnym mieszkańcom tego gaju, wraz z tym ptaszkiem wdzięcznie śpit wającym i z nim złąez\ły swe życzenia?
GAUTAMI.
Córko! boginki leśne kochające pustelników swych pobratymców, winszowały ci szczęścia; viimaś im za to złożyć dzięki z uszanowaniem. (Sahontalci chodzi w kolo kłaniając sie boginkom leśny ni).
SAKONTALa [do Pryja>pa<ly)..
Lubo radością unosi mnie myśl, że wnet małżonka mego zobaczę, jednak już mdleję moja Przyjamwado, kiedy teraz mam się żegnać z tym gajem, młodości mej schronieniem.
PRYJAMWADA.
Ty nie utyskiwasz sama — oto gaj nawet smuci się gdv nadchodzi godzina pożegnania. Gazella jeść — przestaje nazbieraną trawę Kussy, a pawicy nie chce się już skakać na łące; zbiedniałe liście roślin leśnych schylają się, ku. ziemi; zniknęła ich piękność wraz z czerstwoseią.
SAKONTALA
Pozwól mi szanowny Ojcze pożegnać się z tym krzaczkiem Madhawi, którego czerwone kwiecie zdaje sie. niby gaj rozżarzać. k&NNA.
Moje dziecię, znam ja twe przywiązanie do tej rośliny.
SAKOiNTALA (ściskając tę roślinę).
O najświetniejsza z wijących się’ rośhn chciej przyjąć te mo. je uściski a twemi na wzajem uścisnąć mnie giętLiemi gałęzia mi! Od dnś dnia jakkolwiek wielką jeot odległość która nas rozłącza, zawsze twoją będę! O kochany ojcze, uważaj tę roślinę jak drugą moją istność.
KANNA.
O moja najukochańsza! Twój.? miłe przvmiotv. pozyskały
ANUSUJA (na stronie do Sahontali).
« * i Najukochańsza przyjaciółko, w naszej samotności serca wszystkich do ciebie są przywiązane i smucą się że odchodzisz. Oto ptak Czakrawaka którego samiczka wabi, wpół ukryta między wodną lilią, wcale jęj się nie odzywa; — nasku-bane włókna lotosu wypadają mu z dzióbka a zapatruje si^ na ciebie z niewym ownem uczuciem.

  • — kanna. ’

Mój synu Sarngarawo, oddając Sakontalę królowi pamiętajże mu tak odemnie powiedzieć:
„Wiesz królu! że. ludziom żyjącym w pustyń, ’
Cnota z nabożeństwem całe skarby czyni!
Przez wzgląd na wspaniałość twego rodu świetną;
Miej staranność zawsze w umyśle pamiętną, H Aby twoju miłość do lubej dziewczyny,
Bez namowy krewnych wszelkiej ich przyczyny Co w tkliwem twem sercu sama się wznieciła Lubej żądzy zawsze płomykiem zarzyła.
Gdy zasiędziesz w pięknem kobiet swoich gronie,
Okaż Sakontali, zwykłe względy, żonie!
Oto cię prosiemy — to tylko żądamy,
Nic więcej nie chcemr, ni się domagamy,
Bo gorętsza czułość i żywsze pragnienia,
Zależą od niebios woli i śl inienia.“
SARNGARAWA.
Osnowa twojego rozkazu, najszanowniejszy ¡Nauczycielu, głęboko utkwiła w mojéj pamięci.
KANNA (spozierając tkliwie na Sahontalę).
Teraz i tobie moj* kochaneczko, łagodne dam napomnienie „W domu ite męża bądź z uszanowaniem,
Jak się rozrządzisz swojem już mieszkaniem! 7*
A przyjaciele co go otaczają Nieehaj od ciebie winne względy mają! 1 Drugich żon jego nie chciej być rywalką,
Raczej im usłuż.... a nie j^trz ich walką!
Choćbyś nie żyła z nim podług swych chęci,
Pełnić co każe, miej zawsze w pamięci!
Bezstronność zawsze okaż swym domowym Grom ich występki, dozorem surowym!
Własnych roskoszy i żądzy skłonności Me chciej nasycać w zapale chciwości’
Bo żonom jedna, to^postępowanie Wzgląd u rozumnych, pewne poważanie;
Kobiety sercem i zdaniem przewrotne,
Są własnych domów zarazy istotne.“*
A co powie Gautami na takie nauk?
GAÜTAML
«¡Jwdzo to wyborne., Moje dziecię; spamiętajze je sobie dobrze.
KANNA.
Pójdź kochanko, na pożegnanie uściskaj mnie jeszcze i twoje czułe przyjaciółki.
SAKONTALA
Czy Anusuja z Pryjamwadą wrócić się muszą do pustelni?
KANNA
I one także, moja córko, za mąż p>jdą podług swegc stanu; niegodzi im się jeszcze odwiedzać miasta ale Gauta mi odprowadzi cię dalej. £1 małżonka toLie równego. Dawno już moj^ serce taka dla ciebie życzliwość przed innemi zajmowała. Teraz gdy przyszedł koniec moich trosk wydania cię za mąż, ulubioną twą roślinę z jej oblubieńcem Amrą zaślubię, który obok niej wor rozpościera. Pójdźmy moje dziecię; zabierzmy się w dalszą podróż.
S AK ORT ALA (zbliżając się do dwóch dziewcząt). $
Lube przyjaciółki, ten krzaczek Madhawi, niech w rękach waszych drogim będzie zastawem. 1 T ĄNUSUJA Z PRYJaMWADĄ.
Ach! ach! a my w czyjej zostaniemy op’ece?
KANNA-
Łzy na nic się nie zdadzą, Anusnio. Wy przykładem waszym pow innyicie starać się, aby Sakontala nabrała serca a wy ją hardziej jeszcze rozrzewniacie waszym płaczem. (Idą dalej wszyscy).
SAKONTALA. s
Ach ojcze, widzisz ową sarneczkę, która dla ciężaru jck: w sobie dźwiga, tak powoli postępuje; proszę cię jak się ociepli przyszlij też z łaski swoiej do mnie a daj mi znać jak sit też ma.... ISie zapomn.jże o tem.
KANNA
Nie, moja kochana, nie zapomnę.
SAKONTALA (Idąc wprzódy zatrzymuje się razem).
Ach! co to jest takiego, co mnie chwyta za obrąbek mojej sukni i zatrzymuje 2 (ogląda się).
KANNA.
Oto ta sarneczka, twoja ulubiona wychowanka, którejś
SO pyszczek osu||gS końcami Kussy f pokaleczony, częstokroć własną ręką olejem sezamu smarowała, aby się zgoił — coś ją mera” garsteczką ziarnek Sy am’ak i karmiła, nie chce odstąpić śladów swej opiekunki. ii A KU-NT ALA.
Czego płaczesz, moje niebożątko, o mnie?.... Już ja opuścić muszę wspólne nasze mieszkanie. Jakem ja cię pielęgnowała, kiedyś matkę swoją zaraz po ulęgnięciu straciła, tak po mojem z tobą rozstaniu mój ojciec z troskliwą pieczołowitością, około ciebie chodzić będzie. Y/róć sie, moje niebożątko wracaj!.... Trzeba się rozstać! (Zalewa s«} kami).
KANNA. i —;
Nie, zgadza się z twojem przedsiewzięciem, byś płakała.
Zobaezemy się znowu — trzeba nabrać serca. Oto idz sobie śmiało prostą drogą, khdy pod piękną powieką łezka się wzmaga do wyronienia, staraj się stałoscią zaraz ją przytłumić od pierwszego razu. Pielgrzymując po ziemi, gdzie ścieżki pod górę i na dół idą a pravą rzadko kiedy poznać można, ślady twoich postępków nie zawsze jednakie będą, ale cnota zawsze prostą do celu poprowadzi cię drogą.
SARN G AB A/W A.
Szanowny przepis, świętobliwy mędrcze! nakazuje życzliwym, aby w podróż idącego odprowadzać, aż wody dostatkiem znajdzie. Zachowałeś dokładnie ten przepis: jesteśmy nad brzegiem wielkiej sadzawki Udziel nam teraz swych roz kazów7 a chciej się wrócić.
KANNA.
Spocznijuyź sobię trochę w cieniu tego Waty. (idą w cień). Cóż też każę powiedzieć wspaniałemu Cuszmancie? (namyśla się).
I KANNA
Moja luba kochanko, ta mi‘ręgajDrzeszkodą mi jest w pełnieniu obrządków nabożnych.
SAKONT ALA.
Ach mój ojcze, będziesz je mógł pełnić przez długie czasy bez zmartwienia; aleja nieboga, cierpienia moim są udziałem!
KANNA.
O nie przyńiuszaj mnie do opuszczania codziennego nabożeństwa.... (wzdychając). Nic nie ulży mego zmartwienia.
I jakżeby zakończyć się mogło, moja kochana, gdy zawsze przed oczyma mieć będg, rośliny bujnie wyrastające z tych świętych jąderek, które twa ręka przed moją chatką rozsiała1! Idź bądź szczęśliwa w podróży! (z Sakontalą odchodzi Gautam\ wraz z Misrami).
PRYJAMWADA Z AiTUSUJA (z żalem, za nią spoglądając)
Ach niestety! niestety! Gęste drzewa zakrywają już naszą przyjaciółkę.
KANNA.
Moje dziatki kiedy przyjaciółka nasza już odeszła uhamuj-cie wasze żałosne rozrzewnienie a pójdzie za mną. (wracają)
OPIE.
Świętobliwy ojcze! Las bez Sakontali zdawać nam się będzie teraz próżną pustynią.
KAlNNA.
Bo wasza miłość dla niej, zroDi go wam pustkami (zamyślony) ach... dobrze!.... “Tak słabe me serce odzyska swą stałość,
Kiedy Sakontala odemnie odeszła.
To prawdą istotną że prędzej lub później,
Córka zwykła stać się własnością obcego. — Gdym ją już odesłał do Króla jej Pana,
Czuję w sobie duszę czystą i spokojną Jak człowiek mający u siebie zastawem Czyj klejnot kosztownej ceny i wartości.
Kiedy po troskliwem i długiem chowaniu Złożył go napowrót w ręce właściciela.“ (odchodzi).
KONIEC AKTU CZWARTEGO.
— ’-04%^ —
AE.T‘^
STARY PODKOMORZY (wzdycha). \
Jakżem się to już zestarzał i jakżem zwątlony? Na tej lasce którą niegdyś na znak urzędowania piastowałem będąc na królewskich pokojach, wspierać się teraz muszę; bo chodzę jak wywiędły, — zemdlony liczbą lat które przeżyłem.... Mam królowi, gdy przez pałac przechodzić będzie coś powiedzieć, co go się samego tyczy a zwłoki rnecierpi. (Idzie powoli dalif). Ale? o co to już było? Aha, przypominam sobie: pobożni uczniowie Ranny żądają audjencyi. Dziwna to jednak rzecz jest z życiem ludzkiem. Rozum podeszłego człowieka, czasami tak światłya czasami nagle się ćmi, niby płomyczek w lampie dogorywającej. (Przechadzając się ogląda się).
Oto tau. Duszmanta. Prawie też dobrem ludu tak troskliwie się trudził, jakby własnyeh domowników. Z spokojnem sercem dąży teraz do swego gabinetu; jak słoń przewodniczący stadu przez cały ranek, na pastwiskach od słońca rozpalony, szuka chłodnego cienia.
Król właśnie wstaje z tronu, potrzebuje spoczynku. Ledwo że się nielękam, prawie teraz, powiedzieć mu, że Ranny uczniowie przybyli. Ale co? Podpory narodów, czyż powinny mieć spo-
SAKOjSTTALA (ściskając go).
Oderwana od serca mego ojca; jak młocie drzewo sandałowe z gór Malaj:, jakże rosnąć będę na cudzym gruncie?
KANNA.
Nie trap się daremnie tęsknotą zgryźliwą,
Królewskie dostatki myślą cię troskliwą Nieraz napełnią. Będzieć się zdawało,
Że teraz co cierpisz, biedą nader małą Przeciwko natłokom tych dolegliwości Co wynikać zwykły z bogactw obfitości;
A zapomnisz całkiem gorzką swą niedolę,
Jak’z pamięci matki, gluzują się bóle,
Syna gdy powiją. I ty zleguiesz z synem.
Co z słońcem się zrówna w świetności jedynem!
Wiedz że i to prawdą czystą i rzetelną,
Że dusza z ciałem przez śmierć jest rozdzielną.
I jakże się smucić, kbdy się zrywają Więzy pokrewieństwa, gdyż słabsze bywają.
SAKOJSTTALA {padając mu do nóg) 1 pokorą składam ci. moje uszanowanie.
KANNA.
Zacne dziewcze! Bodaj moje usiłowania w ustaleniu twego szczęścia były skuteczne!
SAKOXTaLA ’(zbliża się do swych towarzyszek).
V
Pójdźcież tedy moje najukochańsze, uściskajmy się razem {ściskają się). ^NUSTJJA
Moja kochana, jeśliby cnotliwy monarcha nie mógł sobie zaraz cię prz pomnieć, to pokaż mu tylko pierścionek, na którym imię jego wyryte.
SĄKONTALA (zalękniona).
Moje serce wzdrygnęło się już na samą tylko obawę, którąś we mnie wzbudziła.
PjJYJAMWADA.
Nie bój się moja luba Sakontalo! Miłość zawsze stwarza sobie wyobrażenie nędzy, które jednak rzadko albo wcale się nieurz°czywistriia.
SARN GARA W A.
Świętobliwy mędrcze! Słońce już dość wygórowało niech więc Królowa w dalszą pospiesza podróż.
»AKONT ^.LA (ściskając Kannę raz jeszcze).
Kiedyż to moj Ojcze, ach Kiedyż to zobaczę znowu to schronienie cnoty?
KASNA
„Po długiem w małżeństwie z królem tym pożyciu Jak płodna ta ziemia: miłość twa doznana Zrodziwszy mu syna, którego w użyciu Swych wozów do boju, zręczność niezrównana Temu zda swe berło, znak władzy rządowej —
A nim się w ostatnią podróż wybierzecie Ty wraz z Duszmantą* zaciszy gotowej,
Do mnie w gaju świętym szukać przybędziecie *fc c
GAUTAML
Dziecię, najlepszy czas do naszej podróży szynko znika.... JNiech się ojciec twój wróci.... Idź mędrcze czcigodny, wracaj do swego mieszkania od którego los na długie czasy, ią dzieli.
Piosenka za sceną.
Na Amry wonnistvm
Kwieciu-ś siadywała,
Abyś miodem czystym Usta osładzała.
Zawsześ go lubiła
Tej słodyczy chciwa,
Pszczółko coś zrobiła?
Jak to teraz bywa?
Że ci się podoba
Co na wodzie rośnie,
Tej lilii doba;
Jak Amrze żałośnie!
Kiedy musi wspomnieć
Na tę zmienność twoją, ftlożesz-że zapomnieć
Pierwszą miłość swoją?
DUSZ \1ANTA.
Piosenka ta oddycha lubą tkliwością.
MADHA^YA.
Czy kroi rozurme tę myśl? Co dla mnie, 10 są za wysokie rzeczy.
DUSZ MANTA (z uśmiechem).
Zakochałem się raz w tej Hansamati, a to dla mnie jesl napomnieniem, że tak dawno już u niej nie bywałem. Mć; przyjacielu Madhawyo, powiedz królowej odemnie, że się poznałem na tej przymówce.
MADHAWYA.
Podług rozkazu królewskiego ale — (wstając). Przyjacielu, cudzą ręką chcesz chwycić ¿.a ostrze dzidy. Twoje zlecenie do kobiety urażonej nie bardzo mi do smaku. Pustelnik dopiero wtedy szczęśliwy, kiedy każdej zrzecze się namiętności.
DUS/3IAKTA.
Idź moj łaskawy przyjacielu, przyjemna twoia mówność ją ułagodzi. ^ MAf)HVwYA...
Co to za zlecenie! (odchodzi).
DUSZMANTA (do siebie}
Co to takiego że się zasmucam słysząc tyłku piosneczkę z wymówką, e u nie, nie bywam. Przecież w rzeczy samej od żadnego mojej skłonności przedmiotu oddzielonym nie jestem. Takowy melancholiczny humór u ludzi zazwyczaj szczęśliwych, kiedy zobaczą piękne postacie i słyszą harmonijne głosy, wynikać może z ciemnego przypomnienia sobie przeszłych lubości; jest może śladem naszych związków w jakim przeszłym stanie naszego bytu! (chodzi. zamyślony i smutny)
PODKOMORZY (zbliża się pokornie).
Zwycięztwo Monarsze! Dwaj duchowni mężowie i kilki kobiet z leśnego mieszkania swego, niedaleko gór śnieżnych przyszli z jakiemś zleceniem od Kanny. Co król rozkazać raczy?
DUSZMANTA (zdziwiony).
Co? pobożni pustelnicy wraz z kobietami?
PODKOMORZY.
Tak jest!
DUSZMANTA.
Każ kapłanowi Somaracie mujern imieniem winne im okazać uszanowanie, jak W e d a przepisują potem niech do czynek 1 Słońce wiedzie sldnące swe zaprzęgi do pracy wielogodzinnej; wiatr wieje we dnie i w nocy; Ananta nieustannie dźwiga ciężar zielni! Bez spoczynku powinna być i praca człowieka, którego dochody szóstą część zarobku jego poddanych wynoszą. (Przechadza się). * —
DUSZ.MA NT A (wchodzi z Zladhawyą i z asystencyą-, widać ż< pracą znużony).
Prośbie każdego stało się zadosyć; każdy odszedł uszczęśliwiony; — lecz królowie sumiennie pełniący powinności, cierpieć muszę nieskonezenie
Wskroś, przenikającym jest ból troskliwego o władzę panowania, a jtśu ta mocno ugruntowana — dręczy znowu monarchę nieustawna staranność o utrzymanie narodu; jako wielki parasol gdy go człowiek sam w ręku nosi, zarazem sfatyguje „ choeiaż i cienia udzieli. 5
Z. SCE\Ą.
Król niech będzie zwycęzcą! (Dwaj śpiewacy recytują wiersze).
PIERWSZY. ’
„Ni w brudnych roskoszach, ni w rozwiązłej lubości JNie nużysz sił natężeń, lecz w istnej pomyślności Smakując sobie ludu: ta w dzień cię praca trudzi A w nocy troską wątli, ze snu ćię rano budzi.
Ta myśl wspaniała duszy, od pierwszej twej zawiązki, Napełnia serce chęcią, swe kochać obowiązki.
Jak drzewo rozłożyste, gąszczem okryte ciemnym Wstrzyma ogniste słońce, a cieniem swym przyjemnym Na okół rospostartym, orzezwia lubym chłodem Rozpieszczone upałem członki znużone chodem.“
Rządem władnące berło, w prawicy gdy piastujesz, Zabłąkanych w zdrożności, do cnoty krok kierujesz. Każesz rosterkom — milczą; twe słowo zgodę wskrzesza,
W tobie obrońcę z niebios widzi poddanych rzesza 1 Bogactwa twych pokrewnych niezmierne, kto je zliczy?
W twem sercu wielkomyślnem nic już nie ograniczy Twojej miłości ludu: bo wrzędzie krewnych miescisz Wszystkich mieszkańców kraju. Los równą pieczą pieścisz Tak celujących władzą i świetnością majątku.
Jak i nędzarzów w chatce lub wzgardzonym zakątku.“
DUSZMANTA (słuchając).
Jak miły jest głos słodkiej poezyi, po znękaniu się uciążu wem sądownictwem!
MADHAWYA.
Jużcić prawda! orzeźwia to i znużonego buchaja kitdy ludzie rzekną: oto idzie dov, ódea staaa.
DUSZMANTA (z uśmiechem). (
Tuś to przyjacielu? Siądźmyż sobie. (Król siada ~ Madha tcyą, za sceną słychać muzykę).
MADHAWYA.
Słuchaj Królu, mój przyjacielu! słyszę oto dobrze nastrojoną Wirfę w tamtym pokoju, której brzmienie, zgadza si^ z głosami Bogów.,; Zdaje mi się, że Królowa Hansamati przygotowania czyni aby cię powitać nową pieśnią.
DUSZMANTA.
To ciszej żebym usłyszał.
PODKOMORZY (na stronie).
Król jakoś zatrudniony, poczekam aż wolniejszy czas mi ć< będzie. (Idzie na bok), 1 pod ciężarem owoców; zniżają się chmury napełnione pożytecznym deszczem a dobroczyńcy rodu ludzkiego nie nadymają się z swych bogactw.
S rRAŻNIK.
O królu, ci goście — świętobliwi, stawają przed tobą z łagodnym wzrokiem — oznaką przychylności.
DUSZMANTA (przypatruje się Sakontalij*
Ha’ Co to za dzieweczka z tak piękną kibicią, płaszczeir w pół okrjtą! Między pustelnikami wydaje się jak świeże zielone oczko między zwiędłem i zżółkniałem liściem.
STRAŻNIK.
Oczywiście, że taka postać jest godną, aby jej się bliże przypatrzyć.
DUSZMANTA.
Nie odsłaniać ]éj f musi Być w ciąży a megodzi mi się spój-rzeć na cudzą żonę.
SAKONTALA. (na stronie z ręką na piersiach).
Och moje serce, czemu tak we mnie bijesz? Wspomnij sobie na to, juk miłość twego pana powstała i bądź spokojne.
KAPŁAN.
Pomyślność królowi! świętobliwym tym gościom oddana cześć w zakonie przepisana. ISiechaj król raczy teraz słuchać zlecenia, od ich duchownego wodza.
DUSZAIASITA (z uszanowaniem).
Słucham!
OBAJ MISRi (wyciągając ręce).
Zwycięzlwo niech towarzyszy twoim chorągwiom.
DDSZMANTA.
Witam was z uszanowaniem.
OBYDWA.
Błogosławieństwo nad naszym monarchą!
DUSZilANTA.
Nabożeńsfwo wasze przecie nie miało przeszkody.
SARN GARA WA.
Coby potrafiło naszym cwiczeniom przeszkadzać kiedy ty jesteś tym co wszystkie zachowuje stworzenia? Jakto? Kiedy jasne słońce promienie swe rozrzuca, miałażby ciemność świat okrywać?
DUSZMANTA (na stronie).
Nazwisko tedy króla wszystkie pono przynosi światowe korzyści! (głośno). Czy świętoLliwy Kanna żyje w uszczęśliwienia?
SARNGARAWA.
Królu! Kto zbiera owoce bojaźni Boga, śmiało rozkazywać może szczęściu. Najprzód dowiaduje się z uprzejmą przychylnością, czyli twoja broń jest zwycięzką; potem takiemi do ciebie mówi słowy: duszj;Axta.
I x
Jakie to rozkazy jego?
SARNGARAWA.
„Ślubny, o królu! któryś zawarł związek
Z córką przezemnie tkliwie wychowaną, Potwierdzam prawnie. Pełniąc obowiązek
Tak słodki, składam cześć krolum przyznaną. mnie przyjdą. Ja swych pobożnych gości, na lakiem^ miejscu oczekiwać będę, gdz:e ich przyzwoicie będę mógł przyjąć.
PODKOMORZY. nozkazom jestem posłuszny, (odchodzi).
DUSZMaiNTA.
Sti iżniku! pokaż mi drogę do ogniska poświęconego.
STRAŻNIK.
Tędy, Królu, droga, (idzie wprzód). Oto wchód do poświęconego ogniska: tam oto krowa, którą na ofiarę doją; jeszcze połyskiwa na niej święcona woda którą dupiero była skro-p: ina. Niech król wnijdzie w górę.
DUbZMANTA (Stróże pałacu dźwigają go na ramionach na to ognisko). i i
Z jakiem by to zleceniem pobożny Kanną, przysłać mógł do mnie? Czy nieprzyjacielski duchy albo inne jakie przyczyny, przeszkodziły uczniom jego w nabożnych ćwiczeniach? Czyli jakie nieszczęście przypadło na biedne stada, które jię w lesie pasą? Czyli też grzechy króla jadem zaraziły kwiat i owoce tych roślin, co pustelniczki pozasadzały? Myśli moje pływają w odmęcie ciemnych domniemań.
STllAŻUIK.
Nie mogło się stać nic złego, czego król się obawia, bo sam dźwięk jego cięciwy od wszelkiego złego pustelnią za-bespieczył. Ja rozumiem że ci pobożni mężowie uszczęśliwieni dobrocią królewską przyszli winne mu oddać pokłony. sakngarawa, sar^duata, gactami. (Wchodząc wprowadzają Sukontalę za rękę; przed niemi:dzie Podkomorzy i Kapłan).
PODKOMORZY.
Tu tędy. szanowni goście tu, tu!
SARNGARAWA.
Mój przyjacielu Saraduato, oto siedzi król wszystkich ludzi ich szczęście od jego zawisło skinienia a jednak dla wszystkich równe ma względy. Tu żadnego z poddanych, nawel z ostatniego wydziału pokoleń, z wzgardą nieodepchną. Aleć moja dusza nigdy nie miała przywiązania do rzeczy doczes u \ nych, dla tego uważam, to ognisko mnóstwe’m ludzi otoczone tylko jako miejsce przeznaczone na ogień święty.
SAEADUATA.
Jak i ty zdumiałem się na wstępie w to ludne miasto, ale teraz jest mi tak jako temu, co wykąpawszy się w czystej wodzie, spojrzy na człowieka splugawionego pyłem lub olejem; — jak brudne czystemu, jak śpiący czuwającemu, jak jeniec wolnemu, jak niewolnik niepodległemu 1
K AP-ijAii.
Toć też przyczyną że mężowie jak wy, tu tak wysoko wyniesieni jesteście nad innych śmiertelników. t — <
SAKONTALA (Postrzegłszy złą wróżbę), (
Szanowna matko, oto drży mi prawe oko. Co też znaczy to poniewolne wzruszenie ‘?
GAUTAMI.
Niechże niebo odwróci złą wróżbę! Niech wszelka radość tobie towarzyszy, moja kochanko! (wszyscy stawają rzędem), r.
’KAPŁAN (pokazując im Króla).
Tam oto, pobożni mężowie, jest opiekun narodu; siadłszy czeka na was. i
SARNGARaWA.
Tegośmy też sobie życzyli; sieuwodziemy się w tej mierze własnym zyskiem. Tak zawsze bywa; drzewa uginają się
Tyś pełen sławy — Sława twą istotą,
Chwała cię zdobi, zewsząd cię okrywa:
A Sakontala prawdziwą jest cnotą,
Która się w ludzkiej postaci ukrywa.
Złość już nie rzeknie: małżeństw tajemnice Li Brahma kala stadłem nierówności,
Bo z oblubieńcem on oblubienicę Godnośr-’ złączył równei i zacności.
Cdy w niej się tkliwy twój zadatek wzmaga.
Chciójże ją przyjąć jak uczciwą żonę,
Niech złączuie z tobą pełnić dopomaga
Prawa dla stadła święcie uchwalone*“1
G ACTA MI.
Wielki kroluv wejrzenie twoje łagodne i dobrotliwe; chi ’a-łabym ci kilka słów powiedzieć.
DUSZMANTA (łaskawie).
Mów, szanowna matrono.
Ga u i a mi.
Nie czekała aż ojciec jej duchowny, z drogi powróci, od żadnego z swych krewnych me zasięgnęła rady. Wyście oboje bjli przytomni obrządkowi waszego zaślubienia: gadajcież teraz sami z sobą bez obawf, będąc sobie zostawieni.
SAKOXTALA [na stromej.
Co też król mój rzeknie?
DUSZ JI ANT A (do siebie zmieszany).
Cu to za dziwna awantura!
SAKONTALA (na stronie).
Ach niestety! z jaką v, zgai dą przyjmuje nasze poselstwo
SARNGARAWA. (na stronie).
Comająznaczyć te wyrazy któicm słyszał’?,,Dziwna awantura!“ — (głośno) Monarcuo, znasz serca ludzkie! Niech która żona i najuczciwiej się sprawuje, świat jednak zawsze źle o niej trzyma, jeśli tylko przy krewnych rodziców swych się mieści. Tutaj — oto z prośbą stawa przed tobą prawa małżonka a wraz z nią pokornie upraszają do mj należący, że by odtąd dni swoje przepędzała w mieszkaniu męża swego — bez względu na to czyli doznu lub nie jego dalszej miłości.
DUSZMANTA. 1, il
Co mówisz? Ja to małżonkiem tej niewiasty?
SAKONTaLA (żałośnie),
O moje serce! tak się stało ’akem się obawiała.
S ARS GARA WA.
A godziż się to wspaniałemu Książęciu, odstąpić prawideJ religii i honoru, dla tego tylko, że mu żal zawartych związków1!
DUSZMANTA.
Jakim sposobem można było wymyśleć taką baśń zabawny i pochlebiać sobie że znajdzie wiarę i
SARiNGARAWA (zapalczywie).
Niestatecznym jest umysł mocarzy, upojonych nadętościć swojej potęgi. i
DUSZMANTA
Taka przymówka dla mnie zbyt surowa. i
GAUTAMI (do Sakoniali).
Nic płoń się lube dziecię moje; niech c: płaszcz zdejmą, ab} król mógł cię sobie przyDomn Ł (odkrywa ją).
IJ CSZMANTA (na stronie przypatrując się Sakontalt).
Powątpiewając czyli nie kto inny posiadał tę piękność nienaganną, moim teraz odsłoniętą oczom, podobny jestem do pszczółki, która przy nadchodzącej nocy ulatywa nad zroszonym kwiatem, zarówno wachając się z niego użytkować lub go porzucić.
STRAŻNIK (na boku do Króla). iviul najlepiej zna swoje prawa i powinności: lecz któzbj się tak namyślał, gdy taka kobieta, piękna jak drogi kamień pokojom jego pałacu nowej dodałaby świetności’?
SARNGARAWA
Cu 111(1 królu dziwne twoje milczenie “?
DUSZMANTA.
Świętobliwy mężu, myślę i m\ślę, ale zaślubienia megc z tą kobietką przypomnieć sobie nie mogę. Czyliż mi si< godzi, wyprzeć się zacności mego pokolenia Kszetrj przyjmując do mego pałacu niewiastę, co może’ od kogo innego jest w ciąży.
SAKUiNTAliA (na stronie).
Ach! biada mi! Czyż jeszcze mogła wyniknąć jaka wątpliwość o nasz szlubny z\:ązek‘?Tak łamie się drzewo mej na--dziei co z taką wzrastało bujnością!
SARNGAHAWA.
Strzeż się, ab} boski mędrzec, który ten nieoszacowany klejnot, cośmu jak niegodny rabuś wydarł, tobie jako dobrowolny dar ofiaruje.... strzeż się, aby nieprzestał o tobie jako oprawnym swojej córki małżonku myśleć i żeby nic odwrócił całej troskliwości jedynie na nią, gdyż twoje ją hajbi wiarołomstwo.
SARADITATA.’
Uspokój się kochany Sarngarawo, a ty Sakontalo mówże teraz — na ciebie kolej, kiedy pan twój oświadcza że cię zapomniał. “ ‘
’ SAKONTALa (na szronie).
Jeżeli zgasła w r.im miłość dla mnie, cóż mi potem, że w nim wskrzeszę jej przypomnienie? Ale kiedy już dusza moja ma być przeznaczoną na udręczenia — niechże tak będzie; przemówię i ja (głośno do Duszmanty). Ach mój małżonku] (przestanek). Alnoż to jeszcze powątpiewasz o przyzwoitem używaniu tej świętej nazwy? — O synu Puruego! a godzisz sie to, wyprzeć się mnie dzisiaj z tak uszczypliwem szyderstwem, Kiedyś mnie przecie w świętym lesie nieograniczoną kochał na mięlnością?
DUSZMANTA (zatykając sobie rękami uszy).
Dalekiem niech będzie ot mej duszj takie przestępst\. o Namówiono cię abyś mnie złośliv ie stiańbila i wydarła mi tę zacność, którą dotąd się chlubię; jako strumień przerywający brzegi odmieniając tok spokojny, wysokie obala drzewa.
SAKOXTaLA.
Jeżeli to pochodzi tylko z jakiej wady w pamięci, ja ci straconą pamięć powrócę pokazując ci P i e rśc. er na któryu twoje imię wyryte.
DUSZMAXTA
Trafnie wymyślono!
SAKONTALA (ogląda palce),
Niestety n.e mam Pierścień.a. (Patrząc na Gautami zbiera jej się na płacz).
GRUTAMI.

Nieszczęśliwy Pierścień musiał ci upaść gdyś czerpała wodę dla oblania głowy, w sadzawce Saczytirtha niedaleko Sakrawatary.
DUSZMANTA (z uśmiechem).
ŻeDy też to kiedy brakło kobietkom na wybiegach!
SAKONTALA.
Mocy Brahmy wszystko ustępować powinno. Jednak wymienię jeszcze jedną okoliczność.
DUSZMATsTA.
Ha, niechże już aby tę historyjkę usłyszę.
SAKOSTALA
Raz w altanie Wetasasowej czerpałeś wodę w rękę z na czynią naturalnego liścia logosu.
DUSZMANTA.
I cóż dalej?
Sł.KOXTALA.
W tej chwili zbliżyła się do ciebie młodziutka sar-neczka, którą jak własne dziecię wychowałam; tedy rzekłeś łaskawie: „Pijże ty naprzód, moje lube zwierzątko!“ ale jus nie chciała z cudzej ręki, a z mojej chciwie żłopnęła wodę. Z po-wstającem wzruszeniem \»tedyrzel łtś:-^, Tak niech każde stworzenie kocha swego wspólnika, obieście mieszkankami lasu i obieście godne kochania.“
DUSZM VNTA.
Takiemi pieszczotliwemi pov iastkami, łowią tylko duszę rozpustnika.
GAP TA MI.
Wstrzymaj się, potężny królu, od tak surowego zdania. Ona wychowała się w świętym lesie, tam jej żadnego nie nauczono szalbierstwa.
DUSZMAXTA.
Poważna matrono, chytrość płci niewieściej, wyjawia się, i bez nauki, nawet uinnego gatunku jak nasz. A coby z tego było gdyby jeszcze nauki w te’m dawano i1* Kokile w’przóc niźli jeszcze w’ylecą na powietrze, zostawiają innym wcale iir obcym ptakom swoje jajka do wysiedzenia, i swe pisklęta dc wykarmienia.
SAKONTALA (rozzłoszczona).
O bezecniku więc o wszystkiem na świecie sądzisz podług swego zepsutego serca? Czy był kiedy król podobny tohiefe czy będzie kiedy podobny, również jak ty podły oszust w pła szczyku religii i cnoty? Podobnyś do głębokiej stndni, której otwór łudzące rośliny okrywają!
DCSZMANTA (na stronie).
Widać że po chłopsku wychowana, dla tego z taką złością mówi i bez zachowania skromności niewieściej; — z jej wzroku patrzy zapalczywość a język się zacina, gdy wymawia tak gru-biańskie słowa. Jej warga czerwoniutka iak Bimba, trzęsie się jak na mrozie a brwi tak pięknie obłączyste marszczą się. Pc waby prostoty chybiły u mnie w swoim skutku, teraz chce złością swego dokazać... i łamie łuk Ramy któryby mnie łatwo był zranił, gdyby ona cudzą nie była własnością....’ (yłośno). Duszmanty serce, moja młoda kobietko, wszystkim znane a z twego postępowania widać jakie ty masz serce.
SAKONTALA (szydząc).
Wam królom w każdym razie wszystko na słowo wierzyć trzeba; wy dokładnie wiecie ’ak wiele okazać szacunku dla cnoty i ludzi: kobiety choćby najskromniejsze i najcnotliwsze na jjiczi iu się nie >, iSją i w r.i z, em prawdy nic mówią.... Trafiłam na szczęśliwą godzinę szukając przedmiotu mojej miłości; w szczęśliwym momencie pozyskałam ręką króla pochodzącego od Puru, króla który, moją ufność zyskał przez swe słodkie jak miód słowa, gdy tymczasem jego serce ukrywało sztylet, co miał przebić moje serce. (zasłania twarz i płacze).
SAKiNUAKAWA.
T*iie znośna ta w umyśle królewskim niestateczność, pobudza mnie do gniewu. Niechże się odtąd każdy s‘rzeże w potajemne wchodzie związki. Przyjaźń która si^ nagle zawiąże, wprzód niźli serca nawzajem się. poznały, odmienia się w nienawiść. l»lSZMAXTA
Więc chcesz mnie przymusie? do spełnienia wielkiego przestępstwa, uwodząc się jej gładkiemi słowy?: SAHNG YR.’ W A (ze wzgardą).
Jużeś słyszał moją odpowiedź; — słowa nieporównanej kobiety, która nigdy niedowiedziała się co jest niesprawiedliwość, wiary tu nie mogą znaleść? Tylko ten jedynie ma prawdę mówić, który innych oskarżać umie i występki śledzić.
DUSZM AtiTA.
O człowieku prawdziwości nieskażonej, bez wątpienia js to jestem t^m, co go tak opisujesz; aie co mnie przyjdz:e z oskarżenia twojej towarzyszki?
SARNGARAWA,
Wieczna nędza!
DUSZMAFTA. ii ’ i I
Nie! Nędza niebędzie nigdy losem potomków LJuruego i
SARNGARAWA.
JNa cu się zda nasza kłótnia królu, wypełniwszy iOZkaz; naszego nauczyciela, ’ wracamy teraz, Sakontala podług prawa twoją jest żoną, zarówno czyli opuścisz, czyli ją przyjmiesz a władza małżonka jest nieograniczoną. Gautami idź Wprzódy! (Misry i Gautami odchodzą).
SAKONTALA.
Ten wiarolomca mnie oszukał, ale wy moi przyjaciele mo-żecież i wy mnie odstępować 3 (idzie ¿u niemi).
GAUTAMI DO SAKNGARAWY ioglądając się).
Mój synu! Sakontala zanami idzie z tkliwą prośbą. Jakzt ona może się tu zostać przy niewiernym małżonku — una cc szczerą iest tkliwością?.
SARlNGARAWA (surowo dc Sakintali).
Kobieto! widzisz wady swego męża i żądasz byc wolną| (Sakontala staje drżąca).
SARADCATA.
Królowa niech mnie słucha: jeśli jesteś taką jak. król powiada, co za prawo masz do narzekania? Ale jeśli znasz czynj swojej duszy, to wypada ci czekać, jak służebnicy w mieszkaniu s\yego pana. Zostań gdzie jesteś, my zaś musiemj wrócić do Kanny.
DUSZMANTA.
Nie uwodźcież jej, świętobliwi mężowie, próżnem oczekiwi wani3m. Księżyc otwiera kwiat nocy — słońce rozwija lilia wodną, każdy lubi bawić się szczególnym przedmiotem swej skłonności a cnotliwy wstrzymuje się od cudzej żony.
SAKNGAPAW k.
Jednak o królu, obawiając się niby nadwerężyć religią i cnotę, śmiesz opuszczać zaślubioną sobie małżonkę, pod* pozorem że w natłoku spraw rządowych o swoim osobistym zapomniałeś związku.
D OSZ MANTA.
Ja doprawdy nie mogę sobie przypomnieć żadnego przyrzeczenia tego gatunku i pytam się ciebie jako duchownego doradzcy: co jest większym grzechem: czyli własną opuścić żonę, czyli cudzą zaślubić?
KAPL YN (pomyślawszy trochę)
Możemy między tęmi dwoma ostatecznościami wynaleść środek.
DUSZMANTA.
Mój przewodniku duchowny, chciej więc ro ’kazywać.
KAPŁAN.
Młoda ta kobietka u mnie niech pozostanie w domu aż zlegnie.
DUSZMANTA.
A to dla czego?
KAPŁAN.
Mądrzy znaczenia gyiazd tłumacze, zapewnili Króla że stanie się ojcem książęcia okrytego sławą, którego panowanie ma się rozciągać od morza na wschodzie aż do zachodu. Jeśli więc córka świętobliwego męża urodzi syna, u którego rąk nóg wyjawiają sie znaki rozległego panowania, ja jej winny królowej hołd oddając, zaprowadzą na królew stie pokoje; jeśli zaś. nie — tedy niech powraca do ojca swego na czas wyznaczony.
DUSZMANTA.
Jł, jNiechże tak będzie jakeś urządził.
KAPŁAN (do Salcontali).
Ty moja córko, pójdź za mną!
SAKONTALA.
O ziemio, szczodrości pełna Bogini, chciej mnie przyjąć do łona swego! (Płacząc odchodzi z kapłanem, obaj Misry i Gautami z drugiej odchodzą strony..., Duszmanta stoi zamyślony o pięknej Salcontali, ale przekleństwo ¿mi jeszcze jego pamięć).
ZA SCENĄ.
O jakież cudowne zdarzenie!
DUSZMANTA.
Co to się tam takiego /jawiło’(
KArŁAN (jocni-racając).
Słuchaj królu co za dziwna rzecz się stała. Po odejścii uczniów Kanny, stała Sakontala skarżąc się na swój los okrutny, załamywała ręce z płaczem; a wtedy —
DUSZMANTA.
Cóż?
KAPŁAN.
Spuściła się z powietrza~światłość w postać’ kobiety, przy Apsarastirtha, gdzie boginkom niebios cześć oddawają; ta światłość nagle ją otoczyła i z nią zniknęła, (wszyscy w wiel-kiem zadumieniu). jj^SZmAly-lA.
Zarazem się domyślał że w tem są jakieś wpływy czarownicze. Lecz to już minęło a wszystkie w tej mierze rozumowania są daremne. Uspokoj się Somarato ’
KAPŁJ, N.
Król niech będzie zwycięzcą, (odchodzi). 1 ’-tli Dl SZ.\IAXTA.
Mój Podkomorzy, bardzo się. czuję znuzonym a ty Strażniku, zaprowadź mnie na miejsce spoczynku.
STRAŻNIK.“
Niechże król raczy pójść tędy.
DUSZMANTA (<odchodząc mówi sam do siebie) Nadaremnie usiłuję przvpomnie’ć sobie ślub z córką pustelnika, jednak moje serce tak niespokojne, że małobym nie-wierzył, że zdarzenie to, musi być prawdziwe. ! (Wszyscy odchodzą).
KONIEC AKTU PIĄTEGO.
AIŁT TI.
SCENA NA ULICY. (Dozorca Policy i z dwoma policyautami przyprowadzają ’złowiekc ze związanemi rękahii).
PIEKWSZY POLICY ANT (uderzywszy więźnia).
Oto masz raz, Kumbhylako, jeśli się tak zowiesz, a przyznaj się zkąd masz Pierścionek z tym drogim kamieniem, na którym ryte^królewskit imię
KUMBHYLAEA (drżący).
Zlitujcie się nademną proszę, jam niepopełnił takiego wy1 stępku, o jaki mnie winujeue.
FtKlfwgZY pOUui&NT. — ’ *’*-*.] i i
O ly przezacny Brarninit, czyli ci go król uarował za jaką ważną usługę?
KrMBHYLAKA.
Ale chciejcież mnie tylko słuchać,;a jestem ubogi rybak, mieszkam w Sakrawatarze.
DRUGI POLICYANT..
Któż ci się ’pyta, ty złodzieju, o twoje pokolenie i mieszkanie?
DOZOIiCA POLICYJNY
O Suczako, dajże mu pukuj, niechże już do końca opowie swoją historyą. Teraz hultaju żebyś nam nic nie taił!
PIERWSZY POLICY iNT.
Słyszyszże? Czyń, jak nasz przełożony każe.
KUMBHYLAKA.
Ja się żywię i swoich rybołówstwem, — łowię siecią, na wędę i jeszcze różnemi ii.nemi sposobami.
DOZORCA POLICYJNY (ze śmiechem).
Cnotliwy sposób zarabiania na kawałek chleba!
K Uł IBH7L A K A.
Nie wjrzucaj rai tego, panie. Niewolno nam opuścić sposobu do życia, który mieli nasi ojcouie, choćby był i naj-podlejszy a kto zwierzęta zabija i sprzedaje, inoże jednak mieć serce miękkiej lubo dopuszcza się okrucieństwa.
DOZORCA POLICYJNY.
No dalej, dalej.
KITMBHYLAKA.
Raz ułowiłem wielką r o h y t ę, rozpłatawszy ją, znalazłem w jej żołądka ten piękny Pierścień. Gdym go chcia] sprzedać, wzięliście mnie do aresztu. Oto tylko a o nic więcej winowae mnie można, że wziąłem ten pierścionek.
I chcecież mnie bić jeszcze więcej % Czyż mi życie odjąć zamyślacie’?
DOZOKCA (tjjącha pierścionek).
Dżaluko, ten kamień doprawdy był w rybie: dziwny to przecie przypadek i muszę o tem donieść komu z dworzan królewskich.
POLICY ANCI (do Rybaka).
Pojdźże tu, ty smyku, pójdź tu! (idą dalej).
DOZORCA.
’V i h i
Zostań tu Suczako, przy wielkiej bramie, a czekaj aż się obaczę z którym dworzaninem w pałacu.
POLICYANCI. \
Idź Radzajukto, niech król na ciebie będzie łaskaw. (Do-1 zorca odchodzi). “
DRUGI POLICYAIST.
Zdaje mi się że nasz przełożony długo zabawi.
PIERWSZY POLICYAHT.
Królowie pozwalają do siebie przystępu kiedy im się podoba.
DRUGI POLICYAiNT.
O mój Przyjacielu Dżaluko, ręce mnie swiędzą, zapewne ja to tego rzezimieszka na tamten świat wyprawię.
KIjMBHYLAKA.
Odebrałbyś życie niewinnemu. j.JiLRWSZY rOLICYAiNT.

  • 1 * ‘

Oto <dzie nasz; przełożony, król prędko rozsądził, Tera/, ivumbhylako pokaże się, czyli zobaczysz znowu swych towarzyszów, czyli żerem będziesz dla sępów i szakalów.
DOZORCA (powracając).
Tego rybaka, żeby w tej chwili...
KUMBHYLAKA (zalękniony).
Ach zginąłem!
DOZORCA.
Uwolnić! Król powiada że wie o tem, iż on niewinny, że powieść jego jest prawdziwą.
DRUGI jBOLICYAHT.
Jak tam nasz przełożony każe! Już on b^ł na drodze do mieszkania Yamy a wracają go ztamtąd. [rozwiązując rybakowi ręce).
KUMBHYLAKA (kłania się).
Panie, dziękuję twojej dobroci, żeś mnie zachował przy życiu.
DOZORCA-
Przyjacielu, wstań a słuchaj z radością, oto król darował ci tyle pieniędzy, ile ten pierścionek wart a dla człowieka jak ty, wielkim to jest majątkiem. (oddaje mu pieniądze).
KUMjjiiiijaKa [z radościh).. *
Teraz nie wiem z radości co mam robić.
PIERWSZY POLICYAINT
Tak się wydaje teraz ten włóczęga, jak gdyby go zdjęto ze słupa a wsadzono na słonia, od publicznej parady.
DRUGI POLICY ANT. (J króla ten pierścień musi być w jakim osobliwszym szacunku.
DOZORCA.
Nre dla wewnętrznej on go szacuje wartości, ale domyślać się mogłem przyczyny. jego, radość1, gdy ten pierścień zobaczył.
«1
TOLlci ADiCI.
A z jakiegoz to powodu ta radość‘i
DOZORCA.
Zapewne przywiódł mu kogoś na pamięć, co miejsce ma w jego sercu, bo tak stałym jak on zawsze bywa a przecie spojrzenie na ten pierścień na kilka minut go wzruszyło
DRUGI POLICY’AMT.
Nasz przełożony sprav.ił królowi wielką radość.
PIERWSZY POLICYAINT.
Tak jest, a to przez tego rybaka. (pozierając groźnym wzrokiem na niego).
KUMBHYLAKA.
Nie gniewajcież się; oto połowę tych pieniędzy podziel«; między was i kupię wam za nie wina.
PIERwSZY POLICxaNT.
O terażes z nami za panie — bracie.... Dobre wino pierwszym jest przodmiotem naszej skłonności.... Pójdźmy, pójdziemy razem do winiarza. (wszyscy odchodzą).
SCENA W OGRODZIE PAŁACOWYM. (Boginka Misralciesy pokazuje się na powietrzu).
MISRAK.1ESY.
Pierwsze moje polecenie sprawiłam, kąpałam się w sadzawce.Boginek, teraz muszę zobaczyć własnemi oczami, jak cno. tliwy król się smuci.... Sakontala bardzo mi na sercu, bo ^órką jest mméj kochanej Menaki, która mi oba te zlecenia dała (ogląda się), — Ach widać że w tym dniu radosnym całj dwór królewski w nowym pogrążony ’’est smutku. Gdybym chciała użyć swych sił nadprzyrodzonych, łatwo wiedzieć Dym mogła co się tu stało; lecz muszę b\ć posłuszną życzeniom Menaki. Z owego krzaczka przypatrzę się w szystkiemu, a nikt mnie niezobaczy (zniżając się, idzie na wskazane miejsce). (Dwie panny służebnice Bożka AMości przychodzą).

  • 1

PIERWSZA PANNA. (widząc kwiat Amrowy).
Kwiecie Amry, wisisz na zielonej gałązce, świeże i lekkie jak oddech wiosennego księżyca. Muszę dla Bogini Retti narwać go z koszyczek.
DIU.GA PANNA.
A dla czego moja Parabritiko, ty sama chcesz tylko jj zbierać? piekwsza panna.
Moja kochana Nadukariko kiedy Kokila (znaczenie mego imienia ), kwitnące drze“, o Amry spostrzeże, zaraz wpada w zachwycenie i traci wszelkie zmysły. “ DRUGA PAiiriA (radośnie).
Co? To doprawdy pona słodkiej radości znowu powróciła? i
PIERWSZA PANNA.
Tak jjst, owa pora roku w której tyko o wiaie i miłości śpiewamy.
DKUGA PASSA.
Trzymaj mnie, wejdę na drzewo, aby narwać tych wonnych pączków by Ramie przynieść je na ofiarę.
PIERWSZA PANU A.
Jeśli ci inam dopomódz. to musisz mi dać połowę nagrody, którą za to dostaniesz od niego.
DRUGA P A SNA.
To się samo przez się rozumie i bez umowy. Wszak wiess żeśmy tylko jedną duszą, lubo jej Brahma dał dwa ciah (Wspina się na drzewo i zrywa kwiecie). Ach pączki ledwo CC pękają — oto mam leden, który dopiero odrobinkę roł.puknię-ty i bardzo ślicznie pachnie (biorąc garsteczke pączków). To kwiecie poświęcam dla bożka, który ma na chorągwi rybecz kę! O lube kwiecie, które teraz święcę, tyś godne ostrzyć szóstą strzałę Ramadewy, biorącego łuk teraz aby tysią CcWnE ranić serca młodych (rzuca jeden kwiat).
STARY PODKOMORZY (wchodząc zagniewany).
Przestańcie rwać pączki dopiero pukające, nie będzie radosnego obchodu rozpoczęcia roku, bo król zakazał.
PASSY.
Wybacz nam, Łlievi iedziałyśmy o tym zakazie.
PODKOMORZY.
Jakto’? wyście nie wiedziały ’^Drzewa nawet ’które wiosna ozdobiła, ptaszki kołyszące się na ich gałązkach, przejęte są żalem wraz z naszym monarchą. Dla tego to owe pączki, co już tak dawno się wypuszczały, nie chcą pokazać pyłków owoco-rodnych, — dla tego kwiat Kuruwaki, chociaż zupełnie wykształcony ukrywa się wT zamkniętym kielichu;] głos samca Kokili, więzgnie w ga^dziołku, lubo już zimnej nie bywa rosy a nawet Smara bożek pożądliwo-wości, na pół już wydobytą strzałę,.’wpuścił na powrót do kołczana.’
I\ilSRAE’IESY (na stronie).
Król bez wątpienia jeszcze jest wiernymi tkliwym.
V *’
PIERWSZA PANNA. —
Przed kilku dniami wyprawił nas Mitrawassu, rządca naszej prowincyi, ucałować nogi króla i przyszłysmy ozdobie jego faje i ogrody a dla tego niceśmy niewiedziały o tym zakazie.
PODKOMORZY.
To sie teraz strzeżcie, aby drugi raz niewykroczyć.
DRUGA PANNA.
Z radością panu naszemu będziemy posłusznemi: ale jeśli nam się godzi wiedzieć to zdarzenie, opowitdzże nam piosie-mv cię, z jakiego powodu Monarcha kazał zaniedbać zwykłych uroczystości.
MtbRAKIESY (na ¡stronie).
Królowie zwykli lubić uroczyste obchody, zakaz taki musi tedy mieć jaką ważną przyczynę.
PODK OMO CZY (na stronie)
Wszak to rzecz publicznie już wiadoma, czemużbym nie miał im powiedzieć? (gMno). A nie słyszałyście o nieszczęśliwej opuszczonej Sakontali.
PIERWSZA PANNA.
Aż do zobaczenia nieszczęsnego pierścienia, rządca opowiedział nam jej przypadki.
PODKOMORZY.
To już mało co mam wam powiedzićć. Skoro król spojrzawszy na kamyk w nim osadzony odzyskał pamięć, zaraz zawołał: „Prawda, nieporównana Sakontala, prawną moją jest małżonką, a wtedy kiedym ją porzucał, straciłem rozum.“ — Oraz b;ło widać na nim oznaki najgłębszego smułku i żalu a od tego momentu znienawidził wszystkie uciechy życia. Już nie używa codziennie szacownych swych talen-ów na dobro ludu: trawi długie noce bezsennie; tarzając się na łożu. Wstawszy rozumnego nifi mówi słowa, myli się w imionach kobiet będących na jego nokojach, nazywając je w zamyśleniu Saknntalą: to siądzie znowu zasmucony, wsparłszy głowę na ręku. i\I[SRAK.IFSY (na stronie).
O jakże mnie to cieszy!
PODKOMORZY.
Głęboka zgryzota, która serce jego przenika, przyczyną jest że wiosenna uciecha została zakazaną.
PANA’A.
Z ukaz bardzo przyzwoity.
PODKOMORZY (słucha).
Oto monarcha tu idzie, wróćcie się panny do swojej prowincji (panny odchodzą?). (Duszmanta w żałobie, przed nim Strażnik zamkowy a obok niego Madhawya).
PODKOMORZY (pdtrząc na króla’)).
Jednak jego wspaniała postać w każdym abiorze okazuje się pełna majestatu. Nasz król nawet w żałobnej oponie wydaje się godnym uszanowania. Uciechy, ubiory, zatrudnienia porzucił, spadł z ciała a naramiennik zsuwa mu się aż do przegubu ręki; wargi mu się popadały od gorących wzdychań, oczy jego martwe od długiej zgryzoty i bezsenności — jednak mym oczom nieznośny blask cnoty, który lśni się na jego twarzy, jak z dyamentu pięknie szlifowanego.
MIS RA KIESY (na stronie przypatrując się królowi). i
I sprawiedliwą przyczynę“ ma do smutku moja Sakontala nad utratą takiego młodzieńca, lubo od niego porzucona i wzgardzona.
DDSZM ANTA (idzu powoli w głębokich“ myślach zanurzony).
Gdy moja ukochana, z oczkami gazelli, miłość naszą przj5§ pominała, musiałem zapewne drzemać ale nadmiar zmartwienia mnie ocucił.
MISRAKIESY (na stronie).
To dziewczę tak ujmującej piękności jeszcze będzie szczęśliwe.
MADHAWYA (na stronie).
Król nasz znowu nabrał mkosnego powietrza i nie wiem jakim sposobem uleczyć jego chorobę.
PODKOMORZY (zbliżając się „króla)
Zwycięztwo królowi! niech król raczy odwiedzić, ową. piękną okolicę cieniem lasów przymiloną, owe chłodne ulice i te kwitnące ogrody, gdzie tak wyśmienicie spoczywać można na wdzięcznych murawach.
DUSZMANTA (który na to nie zicaiat)
Strażniku, powiedz pierwszemu ministrowi odemnie, że na długi/czas myślę miasto opuścić, a zatem zasiadać nie będę w trybunale, niech do mnie pisuje i ws^stkie podane skargi od mych poddanych do mnie przeszłe.
STRAŻNIK
Jak król rozkazuję (oddiodzf). \
DUSZMAjNTA (do Podkomorzego).
A ty Parwalajano, nie zaniedbywaj pełnienia wyznaczonych tobie obowiązków.
PODKOMORZY.
Bynaimnniéj. (odchodzi).
MADHAWlć A.
I muchy nie zostawiłeś wr ogrodzie. Teraz chciej się uraczyć w tem miejscu, co zdaje się cieszyć końcem tej pory roku która nam rosę przynosi.
DCSZMANTA.
«
Kiedy ludzi obwinionych o wielkie przestępstwa za niewinnych uznawają, wiesz mój Madhawyo, jakie wtedy oskarżający odnosi kary. W utracie zmysłów zapomniałem swojej mi łości do córki Mędrca-, a z serca zrodzony Bożek, który się raduje zadając drugim bolećci, zakłada nową strzałę kwiatem Amry zaostrzoną do swej cięciwy..... Pierścień wrócił mi pa mięć a teraz ze łzami żałosnemi utyski.yam nad stratą mojej UKOchanej, którą bez przyczyny porzuciłem. Oto zmartwienia mnie wyniszczają, kiedy powrót wiosny serca wszystkich radością napełnia.
MADHAWY^ i
Uspokój się mój przyjacielu, ja strzały Bożka miłości swoją laską potrzaskam (utrąca kilka kwiatów z drzewa Amry).
DUSZMANTA. {zamyślony).
Tak jest uznaję Moc Najwyższą Brahmy... (do Madhawyj). Gdzie mój przyjacielu, gdzież mam siąść i paść wzrok temi młodemi krzaczkami, co mają niejakie podobieństwo z wzrostem Sakontali?
MADHAWTA.
Wnet tu nadejdzie malarka, której powiedziałeś że ten poranek przepędzisz w altanie z Madhawii; przyniesie ci obraz królowej, który kazałeś jej odmalować.
DUSZMAXTA,
Jej obraz naw*l radością napełni moją duszę... Zaprowadź mnie do tej altanki.
MADHAWTA*
Tu mój przyjacielu, tędy (Ida obydwa a Misralctesy za niemi). Altanka ta z wikłających się Madhawi ozdobiona kawał kami kamyków niby lskniącemi klejnotami, milcząc zdaje się witać samą swoją ozdobą, Wnijożmyż tam a siądźmy sobie. CSiadają w Altance).
I
MISRAKIESY (na stronie).
Z za owego gęstego krzaczka przypatrzę się obrazowi mojej Sakontali, a potem pospieszę z doniesieniem o szczerej miiosei jej małżonka. (Ukrywa się).
DUSZ >1 ANTA. (wzdychając).
O doświadczony mój przyjacielu, teraz cała awantura w owej pustelni, odświeża się w mojej pamięci. Jak bardzo wzruszyło to moje serce, już^m ci wtedy powiedział, ale kiedym ją porzucił nie było ciebie. W naszych rozmowach często wspomniało się jej imię ale jakżeby też inaczej być mogło’? Czyś ty też tak samo jak ja przepomniał całe to zajście?
’MISRAEIESY (na stronie).
Jak widzę monarchow i na chwilę zostawiać nie można, oddalonych od przedmiotu ich miłości.
MADIIAWYA.
Nie, nie zapomniałem o tem: ale na końcu rozmowy zapewniłeś mnie, żeś całą historyą tylko dla zabawki zmyślił. Itenu żserca uwierzyłem. Musiały Nieba wielkie uradzić zdarzenie, które się przez to wyjawi.
MISRAKIESY (na stronie).
To niezawodna prawda.
DUSZMANTA (po długim namyśle)-
O mój przyjaciela, nauczże mnie, jakim sposobem ulżyć udręcz eniu.
MADHAWYA.
Co to za nowe boleści cię ściskają? Cnotliwy nigdyby nie powinien tak się trapić; najgwałtowniejsze wichry n.e wzruszą żadnej góry.
DUSZMANTA.

  • Kiedy pomyślę o stanie mej przyjaciołŁ Sakontal. którą niezmiernie zasmucić musiałem porzucając ją, żadnego już dla siebie nie znajduję pocieszenia. Chciała pójść za Braminami z matroną. Zostań! zawołał uczeń mądrca, tak szanowny jako sam mędrzec; zostań się! Rzuciła tedy jeszcze raz okiem na mnie, na mme zdrajcę swego, a łzy strumieniem lały się po jej prześlicznej twarzy. Ach sama już myśl wyobrażająca mi j„j bóle. pali mnie jak pocisk jadem zaprawny.

MISKAKIESY (na stronie).
Jak on się gryzie! ach! az mi go żal.
MADHAWYA
Zapewne który mieszkaniec niebios przyjąć ią musiał do siebie.
DUSZMANTA.
Nie; któryż to bożek byłby się kiedy na to odważył, uwieść kobietę tak do swego męża przywiązaną? Menaka, boginka ze Swergi, jest jej matką, domyślam się zatem, że która z służących jej boginek na jej żądanie ukryć ją musiała.
JHSEAKIESY (na stronie)
Porzucić Sakontalę, zaiste było bardziej dziełem takiegoż» zmysły postradał, aniżeli rozumnego człowieka. jlADHAWYA.
Jeśli tak, to ją wkrótce znowu znajdziesz.
DUSZMANTA....... k
A z iakiegoż to powodu tak rozumiesz „i
KADHiWYA
Bo ojcowie i matki długo tego cierpieć nie mogą, żeby ich córka od małżonka swego oddaloną była *
DUSZM^NTA.
Czy to sen tak osłabił pamięć moją? czy illuzya, czyli to wada rozsądku“? czy to ukaranie złych czynności?...........
Bądź co bądź czuję żem pogrążony w przepaść nędzy, dopóki Sakontala iiie wróci w moje objęcia.
MADHAWYA. iNie rozpaczaj! Nieszczęsny pierścień już jest dowodem, że zgubione rzeczy znaleść można. O zdarzenia które Niebo nam przeznaczyło; trapić się nie trzeba.
DTTSZMANTA (p-trżąc na pierścionek).
To mogęż przynajmniej ubolewać nad losem pierścienia, który spadł z takiej ręki, na którą znowu nie tak prędke będzie się mógł dostać.... O drogi kamyku, tyś oddalony o( delikatnego paluszka, którego brzuszec się rumieni a na którym byłeś umieszczony; i luboś tak mały, wyjawiły się złe twoje przymioty, gdyż ukaranie twoje podobne do mojegc
MISRAKIESY (na stronie).
Gdyby pierścień w czyją inną dostał się. rękę, dopierob y to nad losem jego ubolewać trzeba. O Menako! jakążby cię radością napełniła rozmowa, któiij się teraz przysłuchiwać mogę!
MADHĄWYA.
Powiedzże mi proszę, jakim sposobem dostał się ter pierścień, na palec Sakontali’?
DUSZMANTA.
Gto ci powiem, mój przyjacielu, gdym z gaju świętego oddalał się do stołecznego miasta, moja ochanka roniąc łzy z oczu, tak do mnie mówiła: ^Kiedyż to znowu, syn moi ego Pana przypomni mnie sobie
MADHAWY\.
Dobrze, cóż dalej? i
DUSZMaNTA.
Wtedy kładąc ten pierścień na jej palec, odpowiedziałem „’Wymawiaj w każdy dzień, jfdną z tych trzech zgłosek na tym kamyku wyrytych; a niźli tym sposobem słowo Dusz-manta wymówisz, jeden z najznakomitszych urzędników dworu, przybędzie aby ciebie najukochańsza sprowadzić do mojego pałacu!“ Jednak o niej zapomniałem i porzuciłem ją, jak gdyby rozum straciwszy.
MISR & KIESY (na stronie).
Między ich rozstaniem a zobaczeniem się znowu, słodki przeciąg czasu był ułożony, ale wola Hrabiny go unieszczę-śliwiła.
MADFAWYA.
A jakimże sposobem nierścień ten zamiast wędki dostał się w pysk karpia’?
DUSZMANTA.
Gdy to niebożątko, w sadzawce Saczytirthd, wod<j głowę sobie zlewało, wtedy zapewne pierścień się ześlizgnął.
MADHAWYA.
To bardzo być moze. 4
MISEAMESY (na stronie).
A więc tedy, to było ty lko przyczyną, że taki król, który się nawet lęka niesprawiedliwości, powątpiewa, że z nią w samej istocie ślub zawarł. Jednak nie pojmuję, jaki związek ma jego pamięć z tym pierścieniem.
DUSZMANTA.
I doprawdy mocno gniewam się na pierścień.
MADHAWYA (śmiejąc się).
I ja także na moją laskę.
DUSZMANTA.
A to czemu, mój Madhawyo’?
MADHAWYA.
Dla tego że się waży być prostą, chociaż ja tak krzywy je-stem. Co to ’¿a zuchwalec, ta moja iaska!
DUSZMANTA (niesłyszawszy tego).
O jakżes mógł pierścionku, opuścić rączkę, kcorą tak delikatny zdobi paluszek, a ześlizgnąć się w sadzawkę którć wodną lilią się tylko szczyci’? oto jasna odpowiedź: nie masz ro zumu! Ale jak ja mogłem opuścić moją ukochaną, będąc uro’ dzony z duszą rozumną’? ailSRAIOESY (na stroje)
Właśnie jedną miał myśl ze mną.
AIADHAWYA (na stronie)
Tak to! ja muszę tu czekać na uwagi które robi a tym czasem morzyć się głodem!
DUSZ MAK TA.
U kochanko z którą, tak źle się obszedłem i którą porzuciłem bez przyczyny, kiedyż to, ja twój zdrajca, którego serce najżałośniejszy smutek głęboko rani, uszczęśliwiony zostanę widzeniem ciebie?
PANICA {przynosząc obraz).
W ielki króln, obraz gotowy (pokazując mu obraz).
DUSZMANTA.
Prawda, to jej twarz — to jej piękne oczy, jéj usta, którym uśmiech nowych dodaje wdzięków i które rumiennoscią przechodzą Karkandhu. ft a obrazie nawet zdaje się, że te usta mówią a oblicze lśni promieńmi tkliwości co jej cerę ożywiali-’
MADHAWYA.
W samej rzeczy przyjacielu, ten t braz tak miły jak miłość same, oko moje pogląda nań z każ;léj strony i pasie wzrok. pięknością. Tyle mi sprawia ukontentowania, jakbym się bawił z samą Sakontalą.
MISRAKIESY (na stronie).
Co za wyborne malowidło, jakbym moją przyjaciółkę żywą miała przed oczami.
DUSZMANTA.
Bardzo wiele jeszcz brakuje, aby ten wizerunek dosięgnął swego oryginału; tylko żywa moja imaginacya dopełnia w nim to czego brakuje a tak dopiero w’yslawia mi wyobrażenie wdzięków mojej ukochanej.
MISRĄKiESY (na stronie).
Myśli jego są zgodne z nadmiarem żalu i miłości.
DUSZMANTA (wzdycha).
Ach! niedawno temu przyszła sama do mnie — ja jej przyjąć nie chciałem; teraz moje serce hołduje jej obrazowi; jat podróżny co bez troski mija strugę w której płynie jasna woda a wkrótce potem w piaszczystej pustyni, ziejąc pragnieniem, lada pozorowi wody uwodzić się daje.
MADHAWYA.
Ja tu tyle widzę kobiet odmalowanych na obrazie, że Sa — kontali dobrze rozeznać nie mogę.
MISRAKIESY (na stronie).
Ten starzec widzę, nie zna sit; na jej piękności, nad którą mc równego nie masz na ziemi; jej oczy co duszę króla oczarowały zapewne przez niego jeszcze me były widziane.
DldZMANTA.
A którą z tych tu osób miałbyś za królów??
MADIIAWYA (oglądając obraz).
Zdaje mi s:ę że tę, która n:by trochę znużona; u które suknia cokolwiek rozsznurowana, a delikatne ramiona ze znużenia opadaj;].; kilka jasnych kropelek po oblicza sit roni a kwiatki zmykają się z rozplecionych włosów. To mu-si być królowa a drugie zapewne jej panny.
DOSZMANTA.
Dobrześ zgadł; moja ’*j>dnak miłość coś v i;cej wymaga ot tego obrazu. Przez jakfjejś uchybienie pęzla niby po jej jago dach toczy się łezka, która nie przystoi chwili, w której widzieć ją chciałem odmalowaną, (do Panny) Czaturiko, obraz jeszcze nie gotowy: idź do swego pokoiku i przynieś tu potrzeby malarskie.
PANNA.
Mój Madhawyo, trzymajże teri obraz do mego powrotu.
MADilAYn’!’:
Nie, ja go trzymać będe. (.Bierze obraz. Panna odchodzi).
MADIIAWYA.
Cóż ¡na jeszcze przydać?
MISRAKII-SY (na sironie\.
Domyślam się, że żądać będzie, aby mu odmalowała wszy. stkie potoczne przedmioty, które wyrażały położenie jego kochanki w pustelni.
DUSZMANTA.
Na tym krajobrazie, mój kochany, życzyłbym sobie mieć odmalowaną rzekę Malini i rozkochane Flamingi na zielo nym jej pobrzeżu. Tam dalej w głębi powinny być urmjszczo-ne paałrki niedaleko snujących się pasm gór Hiinalai, a na nich stada Czamary. Tu z przodu ciemne drzewo z rozłoży-stemi gałęziami, gdzie kilka płaszczów z łyka dzianych wisi i schnie na słońcu. Kilka czarnych antylop spoczywa w jego cieniu, a samiczka powoli ociera swe czoło o róg samca.
MADHAWYA.
Każ dodać co ci się podoba; ale podług mego zdania trze-baby te tam puste miejsca napełnić staremi pustelnikami, tak ku ziemi jak ja nachylonemi.
DUSZMAiNTA (mo słysta&szy tego). .Ach! zapominam, że mojej kochance jeszcze gdzieniegdzie ozdóbki brakuje!
MADHAWYA.
A jakiej że to? i
JlISRAKIESY jna stronie).
Zapewne takiej co przystoi dla Panny w lesie wychowanej
DCSZ^ANTA.
Malarka zapomniała umieścić Syryszę, której łodyga za de-hkatnem tkwi uchem a w części na jej wspiera się twarzy. W zanadrzu powinien spoczywać bukiet z łodygi wodnej lilii, jako promyk księżyca jesiennego.
MiDHAWYA.
A dla czego króiowa jak gdyby się czego bała, część twarzy zakrywa końcami palców rumianych jak Kuwalaja?....
Aha teraz widzę tę natrętną pszczółkę co lubi kraść woń kwiatów, z jakąż chciwością pragnie miodu z lotosu przy jej uslaeh.
DUSZMANT.--.
Pszczoła? Odżeń że tę natrętnicę?
MADHAWIA.
Król ma najwyższą władzę nad wszystkiemi przestępca mi
DUSZMAiSTA (do pszczółki). Na co się ty zbliżasz, do lubych mieszkańców kwiecistego lasu i gotujesz sobie udręczenia gdy będziesz odrzuconą? Oto tam siedzi twoja samiczka; czekając spragniona na kwiatku twego powrotu; bez eiebie zaś kosztować nie chce soku miodowego.
M i SR AK [ESY (na stronie).
Taki fanatyzm przynajmniej stosowny. 7 MADHA’, 1 TA. niewierność u nas przysłowiem.
DUSZMAi-iTA (niby rozgniewany).
Pszczoło, jeśli się dotkniesz ust mojej kochanki, tak ru-miennych jak młodzintł i listek, kiorego żaden jeszcze ni( owionął wietrzyk, tych ust, z których ssałem słodycz upojony miłością, to cię kazę zamknąć w samym środku kwiatu lotosowego! Jakto i jeszcze to nie słuchasz? U
MADHAWYA.
Jakżeby nie miała być tobie posłuszną słysząc tak surowy wyrok na się? (na stronę ze śmiechem). On z miłości i żalu oszaleje a jeśli ja zostanę w jego towarzystwie, bez pierwszej i bez drugiego, —, tak będę szalał jak i on, —
DFSZMANTA.
Co to? nieruszysz się na wyraźny mój przykaz?
MiSR.-iKIESY (na strome,.
Zbyteczne uniesienie się namiętnością, napełnia postać mędrca odrazą!
MADHAWYA.
Ej moj prZjjacielu, wszak to tylko malowana pszczoła,
MISKA&.IESY (na stronie).
Dopiero teraz zmiarkowałam, że on się tak omylił’ jest to dowodem jak doskonale ten obraz malowany. Czego on jeszcze taki zamyślony?
DUSZMASTA,
Co za złośliwa przestroga! Uniesiony radością sycę wzrok spojrzeniem, gdyż dusza moj? w tym zatopiona, a ty okrutny dostrzegaczu, na co mi mówisz, że to tylko obraz? {piaćze). ...
AiiSBAKIESY (na stronie).
Oto patrzcież, jakie są. cierpienia oddzielonych od siebie kochanków! Lada co pogiąża ich w smutku.
DUSZJlANTA.
Na co tak nieustanną trapię się zgryzotą? Długi przeciąg niespokojności, nawet we śnie przeszkadza mi przestawać z rnoją kochanką, a łzy w oczach nie dają wyraźnie przypatrzeć się jej obrazowi.
MISP.AKIESY (na stronie)
Te cierpienia dowodzą jego niewinności; kiedy ją porzucał zapewne nie był przy zdrowych zmysłach lo
PANNA {powracając)
Gdym powracała z farbami.......
DUSZMANTA (porywczo). — Cóż się tedy staio?
FAjnjSA. ’
Królowa Wasumati wyrwała mi je gwałtem, dowiedziawszy się od swojej służącej Pingaliki, jakie mam zlecenie; Ja sama, rzekła, tę skrzyneczkę z farbami, zaniosę synowi mego Pana.“
M Atoli WY A
I jakżeś się wyplątała?
PANNA,
Gdy dziewczyna koniec jej płasztóa odejmowała z ciernia, w które się zaplątał, jam wtedy upatrzyła porę umknięcia
DUSZmaNU a
Mój Madnawyo, wielka grzeczność okazywana z mej strony dla Wasumati czyni ją wyniosłą; wnet ona tu nadejdzie, twojej zostawiam troskliwości schowanie obrazu.
MADHAWYA (do siebie).
Wolałbym żebyś go sobie sam schował (bierze obraz, wstaje i mówi głośno). Ha, jeżel: mnie z sieci twych sekretnych po’-kojów w których właśnie więźniem jestem wypuścisz, a pozwolisz mi mieszkać na murze Meghaczhaady, który je otacza, to ci tak ten obraz ukryje, że go nikt nie zobaczy chyba gołębie, (odchodzi).
MISRAKIESY (na stronie).
Jak święcie szanuje on dawniejsze związki lubo inny przedmiot jego serce w więzach trzyma!
STRAŻNIK. (wchodząc z listem),
Szczęście królowi!
DUSZMANTA.
Strażniku, niewidziałeś teraz królowej Waoumdti 1
STiiAŻNIK.
Spotkałem się z nią dopiero, królu, ale postrzegłszy u innie ten list w ręku, wróciła się.
DUSZMANTA.
V
Królowa wie kiedy przyjść można, nie chce być przeszkodą toku‘spraw puLlicznych.
STKAŹNIK.
Najwyższy Minister nadesłał takowe doniesienie. „Przypadek zdarzony w rrieście dokładnie wy łuszczy tera i jasno opisałem; niech król raczy o tem sądzić.“
DUSZMANTA.
Podaj mi ten list. (wziąwszy go, czyta).
„Do stóp króla składam tę wiadomość: Kupiec imieniem Dhanawriddhi, prowadząc wielki handel na morzu, zginął przez rozbicie się okrętu. Jeszcze nie miał żadnego potomka a zostawia majątku l.ilka milijonów, który jeśli król rozkaże na skarb królewski zabranym zostanie.“ (zasmucony). O jakże wielkiem nieszczęściem śmierć bez potomna, jednak przy tak wielkiem bogactwie musiał mieć i wiele żon. Dowiaduj się czyli która nie została po nim w ciąży
STRAŻNIK
Słyszałem, że żona jego, córka poczciwego człowieka, nazwiskiem Saketaka już zwykłe kobietom brzemiennym obrządki odprawiła.
DUSZMAKTA.
To dziecię lubo jeszcze nie urodzone, ma prawo do majątku ojcowskiego. Idź a powiedz Ministrowi, żeby ten mój wyrok kazał ogłosić.
STPAŻNIK.
Jestem posłuszny rozkazom.
DUSZMANTA.
Zaczekaj jeszcze.
STRAŻNIK (wracając).
Oto jestem.
DUSZMANTA. ’,
Czy potomstwo jest, czy go nie masz, majątek jednak nie powinien b<yć do skarbu wzięty. Niech obwołają, że kiedy który z mych poddanych utraci kogokolw.ek tąaź z swych krewnych (wyjąwszy gdy przestępstwa grabież majątku konieczną czynią) Duszmanta dobrotliwem sercem miejsce jego zastępować myśli.
STRAŻNIK.
Zaraz każę to obwołać, {odchodzi).
DUSZMANTA. (to głębobch myślach zostaje zatopiony)
STRAŻNIK (powróciwszy’).
Królu, twój wyrok z którego widać, że po długiem drzemaniu ocknęły się twoje cnoty, głośnym przyjęto oklaskiem
DUSZMAiSTA (ciężko westchnąwszy).
Kiedy człowiek sławny, niestety! bezpotomnie umiera, któż ubcy pc nim bierze puściznę? To ’będzie losem wszystkich skarbów zgromadzonych przez synów Piujego..............
STRAŻNIK.
Niechże niebo od nas to nieszczęście odwróci! (odchodzi).
DUSZ MANTA.
Biada mi! Wszystka moia szczęśliwość, której dotąd używałem iuż zniknęła! —
MISR-aKIESY (na stronie).
Zawsze serce jego zajęte myślami o swojej Kocnance.
DUSZMANTA.
Prawna małżonka, którą niegodziwie odrzuciłem, całkiem zajęła moją duszę; ach, ona możeby była sławą mego domu; onaDy może urodziła mi syna, celuj4cego świetnością, jak najkosztowniejrzy klejnot płodnej ziemi.
MISBaKIESY (na strome).
Jeszcze ona nie od wszystkich opi*szczona, wkrótce, spodziewam się, będzie znowu twoją.
PAFNA (na stronie).
Przez fatalny list, który Minister przysłał, król zupełnie się odmienił. Jest całkiem rozrzewniony.
DUSZMANTA.
Ach! dusze moich zmarłych przodkówr, co swej cząsteczki pogrzebowego placka wyglądają, którego żaden syn za mnie nie przyniesie, troszczą się już że doznają ujmy winnej sobie czci, gdy Duszmanty więcej na ziemi nie będzie. Któż w naszej familii pamiątkę obrządków pogrzebowych podług przepisów Wedy, obchodzić b§dzie? Zamiast czystego na poju ofiatncgu, prz, udkowie moi napawać się muozą tym łes strumieniem, jedyną ofiarą, którą bezdzietny dla nich czjnic może (płacze).
MISR AKIES x (na stronie).
Oczy króla już są tak mętne, że mu się zdąja być ciemno lubo tam lampa życia jasno się świeci.
PAK NA
Nie smuć się tak bardzo; młodyś jes^ze Muuareho! a jak Jrugie królowe synów ci urodzą, tak pełnych sławy jakoś sam, przodkowie twoi oczyszczeni będą od występków których się tu dopuścili.
DUSZMANTA (iaiośniej.
Achzemną! się kończy Plemię Puruego,
Chlubiące się dotąa Płody jego liczne,
Że są pełne sławy!
Saraswati rzeka,
Tak też ginie smutnie W okolicy która Niegodna być łożem Boskiego strumienia. (mdleje) l
PANNA (;wspierajac go) o
Niech król trochę się wesprze.
MI SR AKIES Y (na stronie).
Mamżeli go znowu wskrzesić? Nie, wnet go ocucą/ Słyszałam, że Boginka Dewa-Dżanani. temi słowy cieszyia Sakontalę:
„Jak bogowie się radują Ofiarą dla nich paloną,
Tak i ciebie wnet ucieszy Miłość twojego małżonka.“
Więc pójdę ją do stałości namówić, a moją’przyjaciółką Menakę ucieszyć, donosząc jej o jego cnotach i miłości (unosząc się znika).
ZA SCENĄ.
Bramina zabić się niegodzi! Ratujcie życie framina!
DUSZMANTA (ocucająe się).
Nie Madhawya to tak zawrzasnął? %
PANNA.
Może go Pingalika z drugiemi słnżącemi złapała, gdy niósł obraz.
DUSZMANTA.
IdżCzaturiko i zapowiedz królowej odemnie, aby swe służebnice w lepszej trzymała karności.
PANNA.
Jak król każe (odchodzi).
ZA SCENĄ.
Ja jestem Bramin, nie godzi się mnie zabijać! DUSZMANTA.
Oczywiście że Bramin wwielkiem jest niebezpieczeństwie Hola! jest tam kto?
STARY PODKOMORZY.
Co król rozkazuje “?
DUSZMANTA.
Dowiedz się, dla czego ten trwożliwy Bramir tak wrzeszczy okrutnie.
PODKOMORZY.
W tej chwili się dowiem (wyszedłszy wraca drżący)-
DUSZMANTA.
Czy jest tam czego się obawiać?
PODKOMORZY.
I dosyć!
DUSZMANTA.
Czego tak drżysz? Tak drżą tylko wjpodeszłym wieku. Strach trzęsie ciałem staruszka, jak powiew wiatru liściem Pippali.
PUDK.OMORZY.
Ratuj swego przyjaciela!
DUSZMANTA.
Ratować1? A z czego “?
PODKOMORZY.


Z nędzy i niebezpieczeństwa.
DUSZMaNTA.
Mów wyraźniej.
PODKOMORZY.
Oto mur, który się na wszystkie strony wysoko wznosi od okrywających go obłoków Meghaczhanda nazwany.
DCSZMANTA.
Cóż z tego?
PODKOMORZY.
Z wysokości tego muru, do którego szczytu ledwo wzbić się zdołają modroszyje gołęoie, zły duch ludzkim niewidzialny oczom, przyjaciela od dzieciństwa z tobą chowanego gwałtem uprowadził.,
DUSZMANTA (z, ywając się pujjędliwie).
Jak to? nawet dc mych wewnętrznych pokojów cisną się nadprzyrodzone jestestwa? TrosKa nieodstępną towarzyszką dostojeństwa królewskiego. Król dobrze nie zr.a złych skutków wynikających co dzień i co godzina z jego medbalstwa; a zkądżeby miał wiedzieć którą lud jego postępuje drogą? Jakże ma poprawić obyczaje ludu nie poprawiszj wprzódy własnyeh?
ZA SCENĄ.
Ratujcie, ratujcie! uwolnijcież mnie!
DUSZMaNTa (chodzi i słucha).
Nie bój się przyjacielu, nie boj się niczego.
ZA SCENĄ.
Jak to? niczego się nie bać, kiedy potwora za kark mnie chwyciła, chce mi kości połamać, jak się łamać zwykło trzcinę cukrową!
DUSZMANTA (patrząc i słuchając w tę i ową stronę).
Dajcie mi łuk!
STRAŻNIK (przynosząc luk i sajdak).
Oto są zbroje naszego wielkiego bohatera: (Duszmanta Merze luk i strzałę). <-> ~ —....
ZA SCENĄ.
Oto jestem, a chciwy na świeżą krew twoją zadłavrię cię drgającego, jak tygiys cielę płata. A gdzież teraz twój obrońca Duszmanta, który łuk swój naciąga na obronę ución.Dnych1?
Jlix-’.śr,.rrrj-fisb, uua\ ia*Qi. ijr.S
DU&ZMANXA liifm/Lbfiy)
Demon nazywa mnie po imienia i szydzi ze mnie z naj-grawaniem. Stój najobrzydliwsza poczwaro! Ja tu jestem a ciebie nie długo tu już będzie, (poanosząc łuk). Idź wprzódy Parwptayana, na wschody tarasu. , ’ ’ ’. — — t ’ F
PODKOMOkZY.
Tędy wielki królu! (wszyscy spiesznie, odchodzą), (Teatr odmienia się na wielki Taras).
DUSZMANTA (przychodzi i ogląda się)
Hm! to miejsce jest próżne.
ZA SCENĄ-
Ratuj, ratujże mnie! Ja ciebię widzę, przyjacielu, ale ty mnie zobaczyć nie możesz; jak mysz w pazurach kocich żadnej nie mam nadziei życia.
DUSZMANTA,
Przecież ta strzała rozróżni cię od nieprzyjaciela, na przekor czarów co cię niewidzialnym czynią, Madhawyo nie lękaj się, a ty krwi chciwa Salamandro nie waż.się zabijać tego, którego kocham i którym się opiekuje Oto zakładam strzałę, która ciebie niegodną dłuższego życia wskroś przeszyje a uratuje Bramina, którego szkoda żeby miał ginąć tak prędko. Ptak niebieski twypi;a mleiio a zostania wodę co z niem oyła zmieszaną. (naciąga cięciwę). , (Matati i Madhawya icchodzą).
MATULI.
Boga Indry jest \>olrj aby złe demony legły ud iwych *.postrzałów; przerw nim naci gnij cięciwę a na przyjaciół twoich dobrotliwem rzuć okiem!
DUSZMAFTA (zdziwiony oddaje zbroję).
Witam cię Matali! Witam cię wodzu Indry powodu: MADHAWYA.
Tak! ten rzezak chciał mnie zadławić, a ty go witasz tak grzecznie!
MATALI (ze śmieehem).
Itrólu, długiego życia i zwycięztwa ci życzę! Słuchaj zlecenia z którem mnie ru zesłał Pan powietrznego okręgu.
DUSZMANTA.
Słucham z pokorą.
MATALI. -i-.; ac, Yitóhtoq“»u Żyje plemię Danawas. potomkowie Kalanemiego trudne do zwyciężenia.
DTTSZM VNTA.
Słyszałem to już od Nareda.
MAT ILI.
Bóg stokrotnej ofiary, nic zdoławszj zwyciężyć tego olbrzymiego rodu, tobie jako doświadczonemu przyjacielowi poleca, aby go atakować w samo czoło uszykowanych do bitwy szeregów. Jak słońce z siedmiu rumakami rozpacza o rozproszeniu ciemnych zastępów nocy & usfępr;e księżycowi który je bez trudu rozgania — tak ty siądź ze mną do powozu Indry, a zabrawszy łuk, spiesz do niezawodnego zwycięztwa.
DU&ZJoajnTa. * /’...........
Czuję, jak wysoko jestem usiduuwany piitz ta&owj wy bór Księcia dobrych duchów, jednak powiedz mi wprzódy, dla czego mego przyjaciela Madhawyę, tego nieboraczka, tak sponiewierałeś |
HAT ALI.
Postrzegłem, że ty nie wiem z jakiego powodu niezmiernie byłeś zasmucony, a tak drażniąc ciebie chciałem siły twoje ocucić. Ogień rozpościera płomienie, kiedy drew weń wrzucą; wąż rozjątrzony łbem swym strzela na przeciwnika, a człowiek zdolny przez walkę nabyć sławy, natęża siły kiedy jego męstwo jest rozdrażnione.
DUSZMANTA [do Madhawyi).
Mój przyjacielu, rozkazy Diwespetira wymagają natychmiastowego posłuszeństwa. Idź tedy do pierwszego ministra; uwiadomij go o tem a powiedz mu odemnie:
„Twoja n$fih mądrość dzielnie zabezpieczy ’“%Lud mnie poddany, od nieszczęścia, trwogi,
„Kiedy na innych strachów uśmierzenie,
„Łuk mój cięciwą dąży natężoną.“
MADHAWIA.
Słucham; jednakbym wolał, aby bez nastraszenia ranie Matali wykonał swe zlecenie, [odchodzi).
MA TALI.
Siadajże na wóz, wielki Rrólu! (Duszmanta wsiada a Matali z nim odjeżdża).
KONIEC AKTU SZSÓTEiiO. aiłt yń. (IhuzmantQ t Matuli w powozie Boga Indry, unoszą su; po nad olloki).
DUSZMANTA.
Wiem to Matali, żem nie zasłużył na tyle dowodów uszanowania, ktoremi mnie Indra zaszczycił, lubo zawsze zlecenia jego wykonywałem.
MATALI.
Obydwaście niekontenci: tyś Bogu Piorunów tak ważną wyświadczył przysługę a poczytujesz ją tylko za lichy dowód pobożności! jemu zaś zdaje Ł:ę, ze cała jego łaska nie wyrówna tej wdzięczności, którą on ci winien.
DUSZMANTA.
Między przysługą a nagrodą, n.e było proporcyi. Wszystko to przeszło moje oczekiwani!, gdy on wprzód nizli się ze mną pożegnał, na połowie tronu swejego siąść kazał i wywyższył mnie nad wszystkich mieszkańców Oguistego Nieba; kiedy jeszcze z uśmiecherr postrzegł, że Dżayanta syn jego, obok niego stojący chciwym był takiego uczczenia i kiedy wonną essencyą niebieskiego drzewa sandału piersi moje oblał, a około mojej szyi wie.iiec z kwiatów rajskich zawiesił. ł^ATALI.
I
Królu, tyś godzien od monarchy dobrych duchów wszelkiej, jaka tylko być może nagrody. Dwa razy jego niebieskie siedliska uwolniono od napaści pokolenia Danu — raz przez łapy lwa-człowieka a teraz przez twe nigdy niechybiające strzały.
DUSZMANTA.
Ale co jest przyczyną mego zwycięztwa’? Czyliż nie obrona i zasłona boska? nawet na ziemi wielkość i wspaniałość panów jest przyczyną, że ich sługom wielkie przez nich podjęte wyprawy szczęśliwie się udają. Potraf iłb\ to Arun rozproszyć cienie Nocy gdyby go Bóg tysiąco-promienny nie był iimieścił przed wozem Dnia.
MATALI.
Prawda że ten przypadek bardzo podobny (jedzit wolaiéj). Patrz, o królu, z j lką wspaniałością uwieczniają twoją sławę, która teraz unosi się pe nad niebem! Dobre duchy z radością nazbierały z drzewa żywota purpury i lazuru, któremi niebieskie boginki pięknie sobie nogi farbują a teraz dzieła twoje opisują wierszami godnemi boskich pieśni.
DUSZ MANT A (skromnie).
W mej radości, Matali, pu klęsce olbrzyma, niezważałem na te miejsca tak wspaniałe. Powiedz mi którym teraz torem wiatrów jedziemy?
MATALI.
Ta oto droga prowadi ’ do potrójnej rzekł, najwyzszej nie bios ozdoby; oto ta w której gwiazdy wokęgusię toczą rozpościerając jasne promienie. Jest to pęd łagodnie wiejącego powie trza co lotne bogów postacie unosi; — ta droga była drugim krokiem „Wiszmi, luedy dumneg^|AVali napełnił sromotą. . DUSZMAFTA.
Moją wewnętrzną dus/ę, działającą przez zewnętrzne zmysły cieszy i rozwesela widok takowy. (zagląda na hola). Teraz rozumiem, przerzynamy się przez krainę obłoków.
MATALI. —
A zkądże to tak mianujesz’?
DUSZMANT-a.
Po samym wozie widać że koła jego przez chmury deszczowe się toczą; ich obrót rozpryskuje jasne krople; rumaki In-dry parskają błyskawicami a już widzę świegotliwe Czattaki, swe gniazda na szczytach ger opuszczające.
MATALI. ł
Tak jest jak powiadasz a za chwilę staniesz w tym kraju, któregoś jest panem.
DUSZMAWTA {patrzy na dół),
Prędko, nieznacznie jednak, jak rumaki niebios spuszczają się, spostrzegam przeznaczone dla ludzi siedliska. Zadziwiający widok! Jeszcze taka odległość, że głębo!:ie przepaści żdawają się ze szczytami gór równać; na drzewach rozkładających gałęziste swe barki nie widać jeszcze liścia, rozeznać nie można wartu rzek, jako lśniące nici wężykowato się snujących; — a teraz zdaje się, jak gdyby moc niezmierna całkowity ziemiokrąg zamaszystym pędem do góry wyrzucała!
MATALI (z uszanowaniem spoglądając na ziemię).
Jak pełne wdzięków jest to siedlisko rodu ludzkiego! Tyś dobrze widział, o królu i ’ i
DuliJlAMA.
Powiedz mi, Matali, jak zewie się to pasmo gór, co jak chmura wieczorna orzeźwiające rozlewa strumienie a między morzami Wschodu, i Zachodu tworzy i*iby kształt złotego pasa?
MATaLI.
Zwie się Hemakuta, są 10 góiy gdzie mieszkają Gandhar-wy. Na całym światokręgu piękniejszego nie masz miejsca. Szczęśliwym skutKiem jest tam wieńczone nabożeństwo pobożnych. Kasyapa Ojciec nieśmiertelnych, Monarcha luazi, syn Maryczego, pochodzący od Samoistnego, Kasyapa tam mieszka z małżonką swoją Aditi. szczęśliwi w świętem odłączeniu. — ~r;® ’ j DUSZMlNTA (nabożnie).
Pozwólże mnie korzystać z okazyi tak uszczęśliwiającej, czyż mogę zbliżyć się do tego boskiego stadła, aby im winny hołd oduać?............’
MATALI.
Czemu nie1? Wyśmienita to myśl! Jużeśmy teraz na ziemi!
DUSZMANTa (zdziwiony).
Koła tego wuzu nie tętnią, nie widać żeby od nich tumany o.ę wzmagały a wcale tego nie poczułem, żeśmy już ziemi dotknęli.
MATALI.
Oto właśnie różnica między t.woiro a Indry powozom.
DUSZMANTA. k gdzież jest toświęte mieszkanie Maryczy?„?’.>-*♦ i matajj 1 ’
Niedaleko za tym tu swi^fm ga^m, gdzie widać że pobo żny Jogi niewzruszenie stoi, gęste rozczochrane trzymając sobie włosy a wzrok prosto ku słońcu kierując. U ważaj: ciało jiego w pół okryte glinianą lepuńką Termité a skórą wężową zamiast sznura kapłańskiego opasane są jego łędźwie; rośliny ostro kolące snują się yo jego szyi kalecząc ją a barki ma do koła obsadzone gniazdami ptaków.
DUSZMlNTA.


Pokornie kłaniam się mężowi ćwiczącemu się, w tak su-Towem nabożeiistwie.
MAT ILI (przytrzymując trochę, cugli).
Dotąd tedy a nie dalej; już dosjc. Oto tu jest świątynia Monarchy świata, a te lasy znoszone są strumieniami z niebios wytryskującemi,, DUSZ.U AKTA. f Ciche to mieszkanie jest nawet przyjemniejsze od siedliska bogów, tak mi tu miło jak gdybym się kąpał w ne ktarze.

  • r hft ii{vK i ‘ ’ ę, ’ * i*v

MA TAL l [przytrzymując powóz),
Niech król znijdzie!
DUSZ MA jN TA (zeskakuje wesoło).
Jakże ty możesz wozu oaejść?
MATALI.
W takim raziu on tak zost^.e; możemy oDa od mego się oddalić. Tu zwycięzki bohaterze, tu tędy. Oto miejsce spoczynkowe dla prawdziwie pobożnych. ił
BOSZMAHTA
Tu mnib napełnia rzewnem zadumieniem Widok pobożnych, święle ich mieszkanie, — v Duchom się tylko 7
Wonne’m nasycać się tutaj powietrzen.
W lesie gdzie drzewa żywota rozkwitły.
Kąpać się w strugach zbarwionych lotosem Wzmacniać swą cnotę taką tajemnicą,
Być bogomyślnym w ustronnych jaskiniach,
Gdzie proste głazy kamieńmi drogiemi Swoje tu kiełznaS chuci, martwić żądze Chociaż Boginki piękne im pokusą:
W tym gaju tylko wspiąć się można pewnie Na szczyt najwyższej, prawe,, pobożności!
Gdzie inni zdążyć daremnie się silą!
MATALT
W sercach wzniosie myślących, cu.u/ bardziej i bezustannej i natęża się chęć wydoskonalenia siebie. (idzie na lok). Powiedzże mnie Wriddhasakalyo, czem teraz zatrudnia się boski syn Maryczego $>¡9 Jak to, mówisz, że rozmawia z córką swoją Dakszą, która pełniąc wszystkie cnoty rządnej gospodyni, rady od niego zasięga z nauki obyczajowej?... To trzeba nam zaczekać aż będzie miał czas. (do Duszmanty) Spocznij sobie królu, pod cieniem drzewa Asoki a ja tymczasem uwiadomię ojca Iridry, o twojem tu przybyciu.

  • DUSZMANTA.

Czyń jak ci się najlepiej zdaje, (illatali odchodzi. Uuszmanta cżuje strzykanie w prawem ramieniu). Ach na CO mi [tak pochlebiasz próżną wróżbą, moję ramię? Zniszczone dla mnie szczęście; nędza moim udziałem!, i{[jodofl
ZA SCENĄ.
Nie bądźże tak zuchwałym i zawsze to musisz okazywać taką krnąbrność?
DUSZMANTA (nadsłuchując).
Co to1? W samej rzeczy, miejsce to nie zgadza się ze złemi skłonnościami. Kogo to tak złajano? (poglądu, i zdumiewa się) Chłopczynę widzę; jednak wejrzenie jego i siła nie ma nic w sobie dziecinnego; dwie pustelniczki usiłują utrzymać gc ale on gwałtem i z okrutną zabawką, przyciąga’ do siebie lwiątko z rozczochraną grzywą a jak się zdaje dopiero od niedossanego wymienia swej matki oderwane! (Na teatrze widać chłopiątko i dwie służące kobiety, jak ich król dopiero opisał).
CHŁOPIĄTKO.
Rozdziawno paszczę ty mały lewku, zobaczę wiele mas? zębów.
PIERWSZA PIASTUNKA.
Co to za zuchwałe dziecko! czego męczysz dzikie zwierzęta tego lasu, które pielęgnujemy jako własne dzieci? Twoje zabawki nawet oddychają wściekłem okrucieństwem i sprawiedliwie nazwali cię pustelnicy Serwademaną, bo ty wszelkie uskramiasz stworzenie.
DUSZMA3ITA. ! co to ma znaczyć, w sercu mojćm czuję pociąg ku temu chłopczynie, jak gdyby moim własnym był synem? OzamyĄony). Biada mi!, Nie mam ja syna! a ta myśl na nowo serce moje zasmuca.
DRUGA PIASTUNKA. r-i
Lwica rozszarpie ^ w kawałki jeśli.jej nie puscisz młodego lewka. ł
CHŁOPCZYK (ze śmiechem).
Właśnie ja też się jej boję! (Przygryza sobie wargi aby ją przedrzeźniać)
DU£izMiUNi A. {zadzuciony).
Ten dzieciak ma w sobie zawiązkę męstwa bohateiskiego, podobny do ognia, który tężej płoinienieje skoro się suchych drew dołoży. .PIERWSZA PIASTCNKA,
Moje dziecię kochane, puść młodego króla dzikich zwierząt a ja ci dam piękniejsze cacko do zabawki. (JH, ŁUPO.i.Y IS..
Ha, wprzódy mi go daj. Gdziez jest? (wyciąga rębe)
DUSZMANTA {przypatrując się jego ręce na stronie).
Czy też podobna! nawet na dłoni tego chłopczyka, widać oznaki panowania a wyciągając ją tak z chciwością, pokazują się na niej linijki ułożone niby w kosztowną siatkę; rozpalona jak lotos w świtaniu się otwierający, kiedy czerwona poświata liści jego kwiecia wszystkich innych farb cieniow anie po-mroczną otula oponą.
DRUGa piastunka.
Oho, słowami moja Suwrito, ty go nie ułagodzisz. Proszę przejdź się do mojej chałupki, tam znajdziesz cacko, co zrobili dla Sankary pustelniczego dziecka. Jest to paw‘ zro^ony z gliny, jasnemi kolorami pomalowany.
’ PIERWSZA PIASTUNKA
Przyniosę zaraz (wychodzi).
CHŁOPCZYK
A ja tymczasem zabawię się lwiątkiem.
DRUGA PIASTUNKA {uśmiechając się do niego).
Proszę cię, puść go, puść
JJus/jJUAiNTA (na stronie).
Czuję w sobie najtkliwszą skłonność do tego zuchwałego chłopczyka (wzdycha). 1
„Jak sloilkiem czuciem napełnia się seret,
Gdy ’spada’ojcu z dzieci pył w zanadrze Tarzających się, jak podnosząc z ziemi Gdy je przytula, — do swych ciśnie piersi!
Jak go to cieszy lubych niemowlątek Głos niewyraźny i niezrozumiały,
Uśmiech niewinny za lada przyczyną,
Kwiat biały ząbków ich okazujący!“
DRUGA PIASTUNKA (grożąc mu).
Jakto? wcale mnie nie usłuchniesz? (ogląda się). I nie maszże tu żadnego z pustelników na podoręczu? (spostrzega Króla).Pozwól, że cię poproszę zacny gościu, uwolnij to lwiątko, co się wywinąć nie może z ręki tego chłopca, bo strasznie jest silny.
DUSZ MANTA.
Spróbuję. (Zbliia się do niego z łagodnym uśmiechem) Chłopczyku, synem będje pustelnika, tak to nieszanujesz twego ojca a ojciec twój cieszyłby się, gdybyś się dobrze sprawiał; jak to, śmiesz nadwyrężać prawa świętego gaju? Żmija tylko flQ czarna jest zdolną profanować gałązki wonnego sandału, (Chłopiec puszcza lewka).
DRUGA PIASTUNKA.
Dziękuję ci, łaskawj gościa. Ale nie jest to wcale ojrr] Pustelnika.
DUSZMANTA.
Zważając na jego uczynki i siłę, domyślać się trzeba że or pewno innego jest rodu; ale świętobliwosć miejsca wprawił; mnie W to rozumienie. (Bierze chłopca za ręką... na stronie). Ah! kiedy radość moja tak już jest wielką gdy tylko dotknąłem się ręki tego dziecięcia, co jest nadziei pełną latoroślą oDcego domu, jakąż radością ten unosić się musi kto jest tak szczęśliwym będąc jego ojcem’? druga piastunka ( naprzemian raz na JJuszmantę drugi raz na dziecko spoglądając).
Co to za dziwna rzecz! < i
DUSzMAiNTA.
A czego się tak dziwujesz?
DRUGA PIASTUNKA. — — 4 ’ 1 1 — i. 1 ’
Ze ten chłopiec tak podobniutki do ciebie, mój zacny gościu a jednak z tobą w żadnćm nie znajduje się pokrewieństwie.
I to mi dziwno, że cię tak odrazu usłuchnął, nigdy cię jeszcze nie widząc, — ma on swój humór.
DUSZMANTA (tuląc chłopca do piersi) Ł
Świętobliwa matrono, jeśli on nie synem Pustelnika, jakże się zowie jego familia ‘i
DROGA PIASTUNKA
On pocnodzi od Puruego.
DUSZMANTA [na stronie). 1 ztąa zapewne w nim ta zawiązka a we mnie ta skłonność ku niemu (sadza go i mówi głośno). Ja wiem, żew rodz-c Pu-ruegojest zwyczajem iż Książęta początkowo mieszkają w przepysznych pałacach z murarri polerowanemi, z których świat strzegą i kochają; dopiero w nadwątlonym wieku Lliższegn szukają schronienia, przy korzeniach szanownego drzewa) gdzie pustelnicy przezwyciężywszy pożądliwość surowym się poświęcają ćwiczeniom w nabożeństwie. Dziwno mi lednak żcTen chłopczyk, który ma w sobie coś boskiego jest tylko z śmiertelnika spłodzony.
DRUGA PIASTUNKA.
Przestaniesz się dziwić miły gościu, gdy ci powiem, że matka jego z boginką niebi eską jest spokrewniona i że go urodziła w świętym Kasyapy gaju i
DUSZMAKTA na stronie). } *
Bardzo jestem zdumiony, nowa mi przyświeca nadzieja (głośno), litóz to jest ten cnotliwy monarcha co rękę jego matki pozyskał?..
DRUGA PIASTUNKA.
Kiegodzi mi się osławiać nazwiska Króla, co swą prawą żonę porzucił.
DUSZMANTA [na stronie).
Ah! mnie to ona ma w myśli. Muszę się teraz dowiedzieć jak jego matce na imie (pomyślawszy trochę). Czyli się zgadza jednak zdobremi obyczajami, dopytywać się o cudzą żonę?
PIEFWSZA PIASTUNKA (przynosząc bawidełko).
Patrz Serwademano! co za ładny ptaszek, Sakonta-La-wanyam. . CHŁOł^UZYK. oglądając sie ciekawie)...
L t) TT >J ’i I f Ji! ’
Sakontala„l. Gdzież mtjaluba matka? [obie piastunki vj ¡miech).

  • asiq w ‘.[sJsaoiai owpi)sfystiioA śi majess¡rws.teatoTgjin: PIERWSZA PIASTUNKA

On tak swoją matkę iocha, ic go jednakowe bftWieme sfow awiodło/“?tłc £7^ ’ **’** ¿JSSCiiO
DRUGA PIASTUNKA. b syojii/kig
Una mówiła tylko o pięknym kształcie i farbach te^o Pawia. ¡DUSZMANTA [na stronie;.
Czy 10 w istocie moja Sakontala jest j^go małżonką? Czy też inna jeszcze kobieta nosi to drogie dla mnie imię? O ta rozmowa jest jak zwodniczy pozór wody na puszczy, którym zwabić się dał jeleń spragniony a nad tem złudzeniem z gorzkim żalem ubolewa.
’!
CHŁOPCZYK.
Pawia wtedy będę lubił, jak będzie umiał biegać i latać, ale tak go nit cńcę (bierze go),
PIERWSZA PIASTUNKA.
Ach dziecię zgubiło amulecik z ramienia (troskliwie oglądając
Się).
DUSZMANT A
Nie frasuj się; upuścił go jak ze lwem się bawił, widzę go i podam ci do rąk. . OBIE PIASTUNKI.
Ach broń Boże, niedotyknj go się! suf 7i»kłoi iiaeioiochwofl ^¡rtnrtae w j>w ełódnid ojwib jijsj
PIERWSZA PtASTTJJNKA.
Och, on go podniósł (patrzą na siebie zdziwione).
DUSZMANTA.
Otóż jest! ale oźghiuż nie cuciałyście mi puiwoliu, cotknąć się tego lśniącego kamyka?
DRUGA PIASTUNKA.

  • v — v7ć’i^u2* (U.J

Wspaniały monarcho, ten boski amulecik, boską udarowa-ny jest mocą. Syn Maryczego dał go temu dziecięciu zaraz po odprawieniu świętych obrządków po urodzeniu; gdy upadł na ziemię nikt nie mógł dotknąć się go mi uszkodzenia, tylko sam ojciec lub matka tego dziecięcia. iDUSZMANTA
A drugiemu coby się stało ’? f
PIERWSZA PIASTUNKA.
Toby go był użądlił przemieniwszy się w węża.
DUSZMANTA.
A doświadczyłyście już kitdy tego j
OBIE.
O bardzo często.
DUSZMANTA |pełen radości),
Teraz przecie weselić się mogę, że gorące moje życzenia ziściły się (ściska dziecię).
DRUGA PIASTUNKA.
Pójdź Suwrito z tą iadośną uuwiną do Sakontali która tak długo biedziła się w surowych powi.mcściach kobiety rozwiedzionej (piastunki odchodzą).
CHŁOPCZYK
Bywaj zdrów, muszę pójść du mojej matki. .........~........ — ’ — — — ’ —
DUSZMANTA.
Mój synu, mój kocnaneczku, ty ją uszczęśliwisz, gdy mnie do niet oprowadzisz. chłopczyk.
Duszmanta moim ojcem, a tyś nie Duszmanta i, v i v ui 5Jilti \ DUSZMANTA.
I to nawet mnie bawi, że mir’e cię wypierasz.
SAKONTALA [ubrana w żałobę długi jéj włos w Jpojedynczy warkocz spleciony wisi prosto — na stronie).
Boskiej mocy tego amuleciku nierazem już doznała-, teraz albo musiałabym rospaczać o szczęściu, albo przepowiednie Misrakiesy doprawdy się spełniły (wychodzi na widok),
DUSZMANTA (ważąc się między radością a smutkiem).
Ach! co ja to widzęTsieporownana Sakontala w żałobie? Strapiona jej twarz świadczy o surowej pokucie; pojedynczy ma tylko warkocz a zupełnie czystem sumieniem ubolewa nad długiem oddaleniem od swego małżonka, który dla niej zbyt okazał się niewdzięcznym.
’.5AIi.ONTALA(j>i>si)‘ze<7ii go ale jeszcze wątpi).
Czy to syn mego Pana, któremu z wielkiego żalu zbiedniały lica? Jeśli nie, co to za jeden, co śmie dotknięcierr ręki kalać moje dziecię? jednak jego amulecik powinien by] ’zachować go od tego$* « Mj pff#
CHŁOPCZYK (przybiegając do niej).
Matko oto jest któś obcy, który mnie nazywa swoim synem.
JJLiSZ/MAWlA.
O moja najukochańsza, bardzo źle sooie postąpiłem z tobą; ale najtkliwsza miłość wyrugowała z mego serca to okucień siwo; proszę cię jak najuprzejmiej o wspomnienie na nić a zapomnienie o mojej dzikości.
SAKONTALA (na stronie).
Uspokój się serce moje! (Głośno) Poczytam się za nadei szczęśliwą, jeśli gniew królewski minął (na stronie),. Musi to być syn mego Pana.
DUSZMAH T S
O ty płci twojej ozdobo, nieba łaskawe dopuściły że znowu stajesz przedemną, któremu skutki czarodziejstwa pamięć zaćmiły; jak gwiazda Rohini, po dokonaniu zaćmienia księżycowego, znowu się łączy z ulubionym swoim miesiącem.
SAK.ONTALA.
Niechaj król będzie.... (rozpłakawszy się).
DUSZMANTA.
O najserdeczniej odemnie ukochana, lubo łzy twoje tłumią to słowo: „Zwycięzcą;’4 jednak i tak zwycięztwo z mojej jesl strony, dla tego że cię zno* — u widzę, chociaż usta twe blad< i nieupięknione.
CHŁOPCZYK.
Co to za człowiek1? Mamo! i
SAKONTALA
Lube dziecię, spytaj się tego bóstwa, które czuwa nad naszym losem {płacze).
DUS25MANTA.
Wyrugujże, jedynie odemnie ukochana, z twego umysłu pamiątkę dzikiego postępku. Okropne zmieszanie zmysłów opanowało moją duszę; a przy najlepszych zamiarach dziwacznie postępuiemy, kiedy nami powoduje ciemne zwodzenie,..ako ślepy któremu przyjaciel głowę ozdobł kwiecistym.wieńcem rozumiejąc że to żmija nierostropnie go z siebie zrzuca (pada jéj do nóg). — —........... SAKONTALA.
Wdan mój małżonku!.Moja szczęśliwość na długi czas była przerwana, teraz jednak po smutku następuje radość, bo syn mego Pana odzyskał przypomnienie sobie mnie nie szcześliwéj? —
DUSZMAlNTA.
Gdy pociski żalu z mego serca wydobyte zostaną, wszystko ci opowiem, teraz boleści méj duszy poczęści uśmierzone, więc chciej pozwolić abym ci starł tę łezkę, która z pod two jej wydobywa się powieki a wraz z nią niech zetrę pamiątką wszystkich łez, któreś roniła nad utratą mego rozumu (wy ciąga ręce).
SAKONTALA (ociera sobie łzy a postrzega pierścień na jego palcu).
Ah! czy to ten nieszczęsny pierścień?
DUSZMANTA.
Tak jest, a dziwnym sposobem skorom go tylko napo-wrót dostał, wróciła mi się siła pamięci.
SAKOMTALa.
Dzielny zaiste wplyw 1 jego, ponieważ mi wraca’straconą ufność mego małżonka.
DUSZMANTA.
To chciej go tedy przyjąć, jak piękna rosiina przyjmuje kwiatki przy powrocie radosne’j pury roku.
SA KOST AL A.
INie śmiem mu już dowierzać, niech go syn mego Pana nosi
MAT ALI (wszedłszy).
Z woli nieba król kochankę swą szczęśliwie znowu znalazł żoną i oglądał oblicze swego młodego syna.

  • ..UL SZMAiNl A i

Twoje towarzystwo mój przyjacielu, przyspieszyło urzeczywistnianie moich życzeń. Ale powiedz mi czyli też Indra wprzódy już wiedział o tem szczęściu co mnie teraz spotkało.
MAT ALI (ze śmiechem)*
A czyż może być co bogom nie wiadomego? Teraz pójdź; boski Marycza pragnb się z tobą widzieć.
DUSZMANTA
Moju kochanko poprowadź syneczka za rękę, abym was oboje mógł przedstawić Ojcu nieśmiertelnych.
SAIiONTALA.
Czuję żem zbyt lękliwa, w twojej nawet przytomności nie-śmiałaDyna do bogów się zbliżyć?
DUSZMANTA.
Przy tak szczęśliwem zdarzeniu godziłoby się jednak, proszę cię pójdź! (.Idą wszyscy). (Scena okazuje na stronie siedzącego Kasyaspę, s
KASYAPA (pokazując jéj króla).
Córko uakszy, oto sto: ów bohater, który wojskom twego syna w bitwie dowodzi*’, — Monarcha ziemi, Duszmanta Łuk jego sprawił, że teraz po zupełnie ukończonej walce, pioruny Indry służą tylko na ozdobę jego niebieskiego pałacu.
ADITI
Jego postać ma wszystkie znaki najwyzszego majestatu
MATALi (do Duszmanty).
Rodzice dwunastu Adityćw spoglądają na ciebie królu, jak jia własne swe dziecię, oczam tkliwej miłości, Zbliż się do nich, wspaniały Książe!
DUSZMANTA.
Mój Matali, czyli to oni, to stadło bogów, mające swój początek od Maryczego’ i Dakszy1? Czyliż — to oni, są temi wnukami Brahmy którym Samoistny we wszystkich rzeczy początku nadał istność? Czyli:“: to oni, których ożywień! natchnieniem boskim ludzie, zowią Źródłem sławy, widoczne’m w postaci I2stu słońc“? Czyliż to oni, co zrodzili mego dobroczyńcę, Pana stokrotnej ofiary a monarchę trzech światów?
’ MATALI.
Oni to, oni. (Rzuca się przed niemi na twarz v;raz ż Duszmanta) Wysokie Jestestwa, król Duszmanta. wykonawszy rozkazy syna waszego Wasawy, pokornie ściele się u waszego tronu.
KASYAPA.
Panuj odtąd długo jeszcze nad światem!
ADITI. i dłago r-ądź ’wojownikiem niezwyciężonym, mecn wóz twój w żadnym boju nie będzie roztrzaskanym! (Sakontala z syneczkiem swoim także przed niemi upadają)-
KASYAPA.
Córko! Twój małżonek niech będzie jako Indra! Syn twój niech równy będzie Dżayancie! A ty, bo nie masz błogosławieństwa dla cię lepszego, bądź tak szczęśliwą jak córka Pu-lomana.
ADITI.
Żyj, moje dziecię, w ciągłej jedności z twym panem a ten syn przez długi czasu przeciąg niech wam będzie ozdoLą i uciechą! Teraz siądźcież przy nas (siadają).
KASYAPA (patrząc naprzemian na każde znich).
Sakontala jest wzorem zacnych niewiast; syn jej posłuszny, a ciebie królu trzy rzadkie cechują przymioty: Prawa pobożność, niezmierna bogactwo i cnota uczynkowa.
DUSZMANTA.
O boskie Jestestwo, cel najgorętszych życzeń otrzymasvszy, przez łaskę twoją wyniesiony jestem na szczyt poziemnej szczęśliwości a twoje błogosławieństwo zapewnia mnie o jej trwałości. Wprzódy się pokazuje kwiecie, potem owoc; wprzód obłoki zbierają się w chmury a te potem rzęsiste leją deszcze; taki jest ciągły porządek przyczyn i skutków. Tak też Kiedy twoja poprzedniczy łaska, szczęśhwosć po niej następuje.
MATALI.
Zaiste o królu wielką była dobroć Bramina pierwotnego.
DUSZlIAMTA.
Wielbiony synu Maryczego, tę służebnicę tWpi zaślubiłem sobie podług porządku Gandharwy a po niejakim czasie jej krewni sprowadzili ją. do mego pałacu; ale pomięszanie zmysłów odjęro mi pamięć. Porzuciłem ją a obraziłem przez to czcigodnego Kannę, ktorego liczysz między swe boskie po-tomki. Później postrzegłszy tan pierścień nieszczęsny przypomniałem sobie i miłość i zaślubienie; lecz dotąd jeszcze cah to zajście napełnia mnn zadumieniem. Dziwna bardzo nieświadomość zaćmiła mi zmysły a zmięszała duszę; jak gdyby ktc idącego przed sobą widział słonia a przecie spytać się musiał cc to za zwierz taki? ażby po śladzie wielkich stóp jego poznał dopiero ¿fonia.
KAb V’AP 1. , ’Wie oskarżaj się dłużej mój synu, o przestępstwo któregoś się dopuścił w niewiadomości a zatem bez twojej winy. Teraz słuchaj mnie.
DUSZMANTA.
Słucham duchem pobożności
KaSYAFA.
I 1
Boginka Menaka uprowadziła Sakontalę z tego miejsca, gdzieś ją odrzuciwszy zasmucił i przywiodła ją do pałacu Ad.t: Natężonemo Najwyższym Jestestwie rozmyślaniem, doszedłem tedy, że zapomnienie twoje pochodzi z przekleństwa Durwa-susa i że to oczarowanie zakończy się spojrzeniem na ten pierścień.
DUSZMANTA (na stronie). i
Więc moje inne od hańby jest oczyszczone
SAKONTALA.
Ja jestem szczęśliwa, że syn mego Pana, który mnie teraz za prawą małżonkę uznaje, wyparł się mnie z niewiadomości a nie z nienawiści. Okropne to przekleństwo musiały zapewne słyszeć moje kochani przyjaciółki, kiedy myśl moja cze’m in-ném zaprzątniętą była. Z wielkiej miłości taiły to przedemną abym się nie martwiła. Radę jednak mi dawały, pokazywać pierścionek gdyby małżonek mój zapomniał mnie jakim, sposobem.
KAST APA (do Sakontali).
Oto wiesz teraz całą prawdę moja córko. Nie gniewaj się dłużej na swego pana. On cię porzucił, gdyż dzielność czarów pamięć jego osłabaa; lecz skoro ta ciemna niedołężność zniknęła, ożyła w nim miłość małżonka. Tak zwierciadło, gdy jego powierzchnia jest zbrudzoną żadnego nam nie wystawia wyobrażenia; ale’gdy lśniący jtgo blask odnowiemy doskonale podobne nam wyobrazi rysy.
DTSZMAiSTA.
I tak w saméj istocie ze mną było.
KASYAPA.
Mój synu Dusimanto, dzi.cię co ci urodziła Sakontala i przy którego urodzenia ja sarn Zwykłe obrządki sprawiłem, jak Weda przepisuje,... to dziecię czyś już uściskał?
DUSZMAXTá.
Święty Maryczy, syn ten ozdobą jest mego domu.
KASYAPA. ,,Wiedz jeszcze że ma cnoty bohaterskie Eozpostrze władzę od morza do morza,
Niż go przez fale znikomego życia Zawiodą żagle na ląd pośmiertności.
On władnąć będzie, mocarz niezrównany,
W szykach wojennych, nad tą ziemią całą, 1 złącznie nad jej siedmiu półwyspami!
Serwademana teraz imie jego.
Dziecię, uskramia drapieżne zwierzęta,
W dalszym go wieku zwać będę Bheretą,
Bo świat zachowa, mocą swą potężną!
DUSZM ’.NTA.
Wychowane przez syna Maryczego dziecię, wspiąć się musi na szczyt wielkości.
ADlTI. ‘J eraz, niech na nowo uszczęśliwiona Sakontala, przeszłe o wszystkich zaszłych wydarzeniach w;adomośe Kannie; matka jej Menaka w moim jest domu i wie o w’szystkiem co się już stało. sakoz;tala.
To eo Bogini mi rozkazujesz, własnem jest mojem życzeniem.
KASYAPA.
Niezmyśloną jest pobożność Ranny: umysł jego pamięta cały tok tego zdarzenia.
DTSZ.tlAiSTA.
Pobożny ten mędrzec pewnie jeszc e rozgn ewany na mnie za mój szalony postępek
KASYAPA (pomyślawszy).
Poszlę do niego z radośne’m tem doniesieniem że jego wychowankę małżonek tkliwie przyjął, że są oboje szczęśliwi wraz z młodym z nich zrodzonym wojownikiem. Hej! któż tam czeka?
KCZEJf (wchodząc).
Wielkis Jestestwo, oto ja tu jestem..
KASYAPA.
Spiesz się Gol >wo, przez lekkie powietrze, a powiedz mo-jem mieniem Rannie:
„Sakontala już powiła
Duszmancie syna lubego Miłość w’ mężu się wróciła Wraz z siłą pamięci jego.
Skoro skutek złorzeczenia,
Co Durwasas rozjątrzony,
Wyzionął — przez moc spojrzenia
Na pierścione k — był zniesiony/*
UCZJśŃ.
Jak ty Bóstwo rozkazujesz (odchodzi).
KASYAPA. i *
Mój synu wsiądźże teraz w powóz indry z żoną swoją i synem a wróćcie szczęśliwie do waszej królewskiej stolicy.
DUSZMANTA.
’Niech się stanie jak Maryczy rozkazuje.
KaSYAPA.
„Niech Bóg powi’‘trzego, na przyszłość, okręgu Rzęsistym, w potrzebne niw om czasy, deszczem Obfitym owoców lud swój szczyci zbiorem!
Niechaj częstokrotnie p.lone ofiary W Bogu piorunów, przyjaźń twą ustalą!
Przez liczne na wzajem dane sobie wsparcie;
Niech lud twój na ziemi a Jego w niebiosach,
W szczęścia wzajemnego smakuje korzyściach!
DUSZMANTA.
Wszechmocne Jestestwo, starać się będę, ile w moich siłach o pozyskanie lego szczęścia.
KASYAPA.
O wyświadczenie jakiej łaski chciałbyś jeszcze prosić?
DUSZMANTA.
Czyż może która inna być większą?
„Niechaj król każdy stara się usilnie Lud którym rządzi, istnie uszczęśliwić!
Niech Sereswati zacnych sztuk boginią,
Czytelnik Wedy winnym uczci hołdem,
A modroszyj Sziwa złotowłosy,
Wieczny, potężny i samoistotny,
Niechaj odemnie odwróci tę boleść
Rodzić się znowu na ten świat przechodni,
’To widowisko przestępstw i ich kary! ( Wszyscy odchodzą),
KONIEC.
OBJAŚNIENIA
PORZĄDKIEM ALFABETU UŁOŻONE
PRZEZ
JERZEGO FORSTERA.
Ponieważ przy angielskiem tłumaczeniu, żadne nie znajdują się przydane przypisy objaśniające obce wyrazy, a jednak wygoda Czytelników koniecznie tego wymaga, przeto Jerzy Forster do swego tłumaczenia ni nieekiego przydał ten wykład objaśniający. Lubo życzeniem jego było cos dokładniejszego użytecznego w tfśj mierze wypracować, jednak widział swe chęci bardzo ograniczone, gdyz liczba dzieł i pism kióre najnowsza literatura o IndycL do-starczyła nader jest jeszcze szczupłą a dawniejszym dowierzać nie można.
Dzieła któremi się tutaj posługiwano są następujące: (Nathaniel Brassey Halded’s) Code of Gentoo Laws, 01 ordinatio is of the Pundits London — 8. 1777.
The New Asiatic Miscellany. I\r. 1 et 2. Calcutta. 4 1789.
The Bliagvat-geeta, or Dialogues of Kreeshna na and Arjo-on. By Cb tries Wilkins. London. 4 1<J5.
The Heetopadcs of Yeeshno-Sarnaa. By Charles Wilkins. Bath. S. I7-S7
A iatick Researches: or Transactions of the Society institu^ ted in Bungil for inquiring into the history and antiquities, the arts, ’ sciences nnd literature of Asia. Yol 1 Calcutta. 4. 17S8*/ * (Quintin Crawford‘s) Sketches chiefly reaiting to the history, religion, learning and manners of the Hindoos.London-8. 1790.
Transactions of the Royal Society of Edinburgh. \ ol. II. Edinburgh. 4, 17S0, (Nr. X!II of Fart II. Remarks on the Astronomy of the Brahmins. By Mr John Playfdir).
On the Chronology of the Hindoos. By William Marsden Esq. F, R. S. 4. 1790. (from the Philosophical Transactions for 1097).
Prócz tyeli żiódeł korzystał jstecze z oświadczenia które mu jego przyjaciel W i 11 i am Marsden, członek Towarzystwa Uczonych w Londynie, autor szacownej historyi Sumatry, listownie przez grzeczność udzielił.
W porównywanie indyjskich wyrazów, wyobrażeń i obrazów z in-nemi już ’bardziej znanemi, które w innych jeżykach wschodnio-kra-jowych także się znaidują a nawet z myślami greckich i rzymskich poetów, gtęboko się-zapuszczać wcale, nie sąJłśl przyzwoicem i tylko kilku słowami otém napomyka Ortografią imion obcych stosowano do krajowej pisowni, ich przygłoskino-ziyli akcenta opuściliśmy jako niekoniecznie potrzebne; dla ciekawości jednak w tych objaśnieniach nad imionami indyjskieiii umieszczone* są i te pi-zy-gloski.
Aditi. (str. XYII i następ.) Jestestwo mitologiczne, małżonka bożka Ka§yapy, patrz to słowo
Aditya (str. XVII). Dzieci Kasyapj, która mu Aditi urodziła czyli dwanaście słońc rządzących, dwunastu miesiącami, a zatem allegorya na dwanaście rozmaitych stanowisk słońca, gdy przebiega zwierzyniec niebieski, (patrz Ivasyapa.
A j o d h y a (str. XII) Dawne nazwisko prowincyi A u d, dzisiejszej Udy, dotykającej części Gangesu od De lii y aż do Eenares. ‘ “
A k t o r k a (w prologu). Tu nadmienić można, że angielski tłumacz używał zawsze w djaiogu you ( Wy, WPan, WPani arzadkc kiedy thou, ty). Niemiedki tłumacz użył tylko w prologu grzecznego sposobu mówienia u Niemców, przez trzecią osobę liczby mnogiej, stosując się w tém do polerowanego gustu przy okazałym dworze AVikramadityi. W poiskićm sądziłem to nie potrzebnem, Wielkie atoli jest doprawdy podobieństwo, że w owych już czasacł
Indyanie tę grzecznośc rozmowy znali, aby mówić ze znakomitszemi osobami w drugiej lub trzeciej gramatycznej osobie liczby mnogiéj.
Amara, (ątr. XIV) Poeta Indyjski.
Amra (str. 11). Piękne kwitnące drzewo, nazwane oblubieńcem (str. 12). Wonne jego kwiecie w daleko większym jest szacunku niż kwiat lilii wodnej (str. 8 9) poświęcone bożkowi miłości u Indyau Kamadewie.(str. 111 ), ktdry nićm ostrzy, swoje strzały. Przy tym wyrazie oblubieniec, przychodzi na myśl słowo iloracyusza.. atlas maruat populos... tylko że gibka i okręcająca się Madhawi (Ipomoea Quamocht) za małżonkę dana wysokiemu Amrze obraz czyni ładniejszym.
Amule t. patrz Czary.
Ananta. (str 87), patrz Książe Żmijowy.
Antylopa, (str. 4) Ten piękny rodzaj zwierząt, teraz jest już n®Em naturalistom dobrze znany;, — jednak z pewnością wiedzieć nie można o którym gatunku w szczególności tutaj mowa. Ponieważ tu wspominają Czarną — a scena jest w północnej stronie Indyi ku Kaszmirowi, może więc jest to tak zwana jST i 1-G h a ą (modra krowaj indyjska Zwierze to dosyć spore wysokości małego konia, sierć ma burą albo r-a.czéj szarą, a na uszach i nogach białe odmiany. Bernier wspomina je między zwierzyną. Czyli Dziko-Cielce i młode sarny ífawns, roes), (str. 8, 7 9) należą do rodzaju zwierząt mających gałęziste rogi, czyli to raczej mają być młode Antylopy dokładnie udecydować nie można. Pierwsze byłąby najpewniejszem, skoro przypuściemy że William Jones angielski tlumaaz był dokładnie świadomy właśeiwéj.terminologii zoologicznej i jeżeli żadnych takich wyrazów fałszywie użyćby nicchciał. Piękną kibić i wysmukłość antylopy admiruje Indyanin (str. G8). Przyjemny obraz obyczajów tego zwt.efżęcia znajdujemy na stronie 1 i 5.
Anusuja. (str. 9) Jedna z towarzyszek Sakontali. Czytać, pisać (sr 4, 7) i rysować, (str. 7 4). Te umiejętnóągi wtedy już należały do przedmiotów edukacvi dawanej córkom Brahminów.
A p sarastirt’ha. (str. 10 4). Może to słowo znaczy sadzawkę boginek (str. Ho).
A r u n (str. 6 7)« Wódz wozu słonecznego. Dosyć znaczna zachodzi tu różnica między mitologią Indyan i Greków. Helios a poten: F^bus sami się powożą, a —.urora (//wo^jedna z Tytanidów icł wóz poprzedza. Tu zas sifedzi Vrua powodując siedmiu rumakam: przed Bogiem słońca Suryą a mocą tegoż boga nie zaś własną (str, 13 9) rozprasza nocne cienie. Wtlumaczeniu tych allegoryi trzeba byc bardzo ostrożnym, bo łatwo dajemy się uwieść, więcej w nich przez nasze domysły przewidywać niźli w samej Istocie w sobie zawierają. Tu jednak wstrzymać się nie można aby nie czynić porównania między rozmaitym tokiem imaginacyi a różnemi.w.amami natury, W poezyi indyjskiej musiało słońce za krótszem pośrednictwem niż w greckiśj po Aurorze — czyli Zorzy porannśj następować, ponieważ W krajach gorących świtanie trwa tylko chwil kilka.
A’ s o k a (str. 144). Drzewo jakieś nie wiadome.
A w a n t y. Stolica króla Wikramadityi, na (str. 15).
B a r a w a. (str. 41) Wynalazek ten nie bardzo musiał się różnić od greckiego ognia, gdyż się dodaje że pod wodą goreje. Znajdujemy tu potwierdzenie danej przez Halheda w przedmowie do tłumaczenia praw indyjskich przestrogi, że strzelba w rozmaitycŁ gatankach, już w najdawniejszej starożytności Indyanom znana być musiała, — ponieważ w samym wstępie tego Zbioru Praw na karcie CXIII wyraźnie czytamy ustawy zakazujące« jej użycia. W powieściach mitologicznych czyli Pi-ran-Sastras czym się wzmianka narzędzia do strzelania, podobnego do naszych armat, które pewny Biszukierma czyli W isuakarman zrobić m.ał ejlla dobrych Duchów (czyli Dewta) w pierwszym wieku, przeciwko złym duchom.(czyli Assur) stuletnią wojnę prowadzącym.
Wiec w tej mierze imaginacya Braminów zgadza się co do to* ku zupełnie z Milionową bo i w Raju Utraconym, zastępcy niebios wojując z tłuszczą piekielną, użyli ognistych wymiotów! Teraz jeszcze Indyanie na wojnie używają gatunku rac, to jest rury żelaznej 8 cali długiej a półtora cala grubej a na jednym tylko końcu oiwor mającej; tę przybijają do trzciny Bambusu na 4 stóp długiej a koniec jśj śpiezasty żelazem opatrzony, skoro nabój racy się zapali z zamachem łeci na przeciwne szyki. Używanie prochu ruśni-czego do rozmaitych fajerwerków znajdujemy w najdawniejszych czasach historyi indyjskiej i chińskiej. Tylko uietrzeba sobie wystawiać ze‘ sposobem europejskim był zrobiony; dosyć że oni dawnie od nas mieszaninę tę znali, która zapalona’ utworzyła, powietrze zdolne taki ruch i pęd uskutecznić. Po ich fortecach znajdowano lochy w skałach wyciosane z których zapewne kamieniami na dobywających za pomocą tej mieszaniny rzucali, tak jak teraz z kotłów bomby puszczają (Sketches str. 293 i daléj).
B a w o I y. (str. 30) Dobrze tu bardzo opisane w jaki sposób lubią się w miałkiej, wodzie bawić.
Bhad rasena. (str. 29) Hetman Duszmanty.
Bharat a czyli Bheret (str. XII) mędrzec indyjski mniemany wynalazca poezyi dramatycznej.
B h a r a t, Bheret czyli B h e r e t a (str. XVI 1C O). Syn Duszmanty, jeden z najsławniejszych królów Indyi. W księgach feansKrytu od jogo imienia Indye zowią się B h e r e t-K ha nt czyli Bhere t-wersz, Ziemia Bhereta. Od niego pochodzą dwie dzielnice to jest, Kuru i Pandu wi odące między sobą bai-dzc długą wojnę, której tok i wypadki z wielką wystawą mitologii, jai w Homerze, przedmiotem są olbrzymiego poematu epicznego Máha-Bhiirat. (Maha znaczy wielki). To po Ramajanie jest najdawniejsze i najsławniejsze. B h a g w a t-G e e t a którą Wilkins wyda epizodem jest tego poematu. Dzieje Indyan piszą że ten Bharal miał. jeszcze ośmiu braci.
B i m b a. (str. lOO) Owoc jakiś czerwony.
Boginki, Boginie, (str. 63 7 8) Boginki czyli-’Nimfy, podległe są Indrze, Książęciu dobrych geniuszów czyli duchów (str. 19) Zowią je także boginiami leśnemi (str. 8) a przy niewypowiedzianej tkliwości, z którą Sakontala kuło swej chatki roślinj kocha (str.78) i siostrami swémi nazywa (str. 11 14) przychodzą czytającemu domysły, które Kanny przemową do drzew (str. 7 7 j zupełnie się potwierdzają gdyż ten wyraźnie mówi: „wy drzewa... w których orszak leśnych boginek kryje się“. ięc młodociana imaginacya Indyan całą naturę a nawet i rośliny wjstaw¿ala sobi’ niby duszą ożywione i ii nich także drzewa ożywiającej siły uważane jalio jestestwa boskie jak u Greków. Homer Hymn in Vene-rem 25 8 — 272 Orpk. Hymn. L. Sakontala zostaje pod szczególny pieczołowitością boginek, bo pielęgnuje z starannością ich drzewa i kwitnące krzaczki a nawet i jednego z nich nie zrywa listeczka. Przeciwnie u Greków nimfy leśne czyli Hamadryady karzą tych cc mimo ich woli ścinają drzewa. Apol. Rhod. L. II 479 — 485. Więc myśl o świętości i nietykalności lasów i gajów w których nñeszkajq zaszczyceni łaską bogów i im tam służą z tém ściśle jpst złączona. Już Ivurtiusz napisał: arbores violare capitale est VIII, 9-
Bogowie ze Swergi, są geniusze czyli dobre duchy pod’ berłem Indry. Nie najlepiej się zawsze o nich wspomina; to ludzkiej potrzebują pomocy aby swe siedliska przeciw złym duchom obronie (str. 13 6, 1 39), to znowu z zazdrością patrzą na doskonałości ludzkie (str. 1 9) i króla T rys an ku do nieba wpuścić nią-chcą lubo pobożni mężowie tego sobie życzą (str. 3 9).
Bożek Miłości, zobacz Kama.
Brahaa (str. 16) Bóstwo uważane w swej twórczej mocy Że uczeni Indyanie stosownie do Ksiąg swych świętych tylke Jedno Najwyższe uznawają Jestestwo, niedawno znowu usiłował dowieść William Jones. (Asiat. Rofeearch I, 2 2 4). Zowią je
Brahm a czyli Wielkie (w rodzaju nijakim), którego istota tylko jemu samemu jest znana, dla wszystkich innych zaś jest niepojęta. W ¿wyjawieniu twórczą swej mocyj^i staje jm się Brahmą (Brahma rodzaju męzkiego). Samą jego moc, Buch jego boski zo-wią Przenikającym, Wisznu albo P o-w odzie-idącym Narajan (Naran wody, ajana ruszenie) a jako Burzyciel; czyli Przemieniający się w postaci niezliczone ma imiona z których to Siwa czyli S z y w a, I s s a, I s w a r a, Eu-dra, Hara, S ¡1 m b h u M a h e d e w a czyli M a h e s a są najużywańsze. 1.. icrzono zi^jego mocy nic oprzeć się nie mo-ż<‘ (itr. 9 9 116, 12 o\ że on Stworzycielem Ciała (str. Ili); on ji.»t Dziadem Bóstw Kasyapy i Aditi (str. 15 6). W łaściwy tok w sposobie myślenia u Indyan w tem mieszaniu wyobrażeń metafizycznych 7, historycznemi, zawsze ma niejakąś analogię do postępowania Greków, coby mogło przynajmniej za dowód służyć, <że w urojeniach imagincayi mniej jest dowolności, lubo często widzi się bardziéj rozuzdaną, jakby na pierwszy pozór się spodziewano. Między Antropomorfizmem Greków i Indyan ta tylko zachodzi różnica’że u tamtych był prośaiejszy, czyściejszy i piękniejszy i że pKZĄZi niego Sztuki Wyzwolone wystawiały ideały piękności; ci tu zaś jak okręt na skały pędzony widzą rozbijające się ich usiłowania, aby nadzmyś-iowe wyobrażenia widoczniej przed zmysły przedstawić. Bohaterowie Grecyi od jej Bóstw pochodzą; jak od Bngów Indyl Królowie i Kapłani tego kraju, z tą różnicą że w In-dyach stan kapłański groźną Despotyzmu hierarchicznego zdołał do-k ńczyć budowlę1, którego olbrzymie zwaliska jeszcze się utrzymały a przeciwnie nagła kultuia Greków u których wiek filozoficzno-estetyczny z-łącznie z wydoskonaleniem wytworności gustu, tuż zaraz po heroicznym następował — u nich takie wygórowanie kapłaństwa nicpodobnem zrobiło.
Brali many czyli Bramini (str. 14). Najznaczniejsze z pomiędzy czterech głównych pokoleń indyjskich do którego należą kapłani. Kie wszyscy Bramini są kapłanami, ale mięsa pewnych zwierząt ws-zyscy-jitść nie powinni i wszelkiej krwi rozlew jest im zabroniony. Bramini świeckiemi trudniący się sprawami, mi iszczący się w usługach bądźto jako pisarze lub ministrowie indyjskich (a w późniejszych czasach f mahometańskich) Książąt, już nie mogą osiągnąć godności kapłańskiej. Jest godną nwagi rzeczit^że w tym dawnym poem, aerti najszanowniejsi i najswięts: Bramini opisani sonako prości od świata odłączeni pustelnicy, żyjący w poświęconych lasach a tam na prostem tylko ognisku palą swoje ofiary i że w nim nigdzie ani wzmianki nie masz o upiększonych ozdobach późniejszego w Indyach nabożeństwa.« Duszmanta nawet jna sw je własne miejsce ofiarne, podwyższone ognisko na które go przy szczególnej okazyi właśni ludzie dźwigają, (str. 9l). Ci pustelnicy opiekują się zwierzętami swego lasu, oswajające z dzikości i pielęgnują (str. ó^S, 80, 68 i 7 9). Chlubią się z ubóstwa świeckiego a z bogactwa dóbr duchownych a przytem jeszcze i swą znajomością świata str. 7, 8l). Pochodzą nawet od bigaw (str. l5ć) a bóstwa ¿iasyapa i Adit: same nazwane są pierwotnemi (primeval) BrahmaDy. Z tej to też przyczyny pisze William Jones podług oryginału Sanskryckiego B rahmen, co się dć starodawnego wymawiania w B r ai-ffh m a n e s, wyjąwszy tylko nieco przytężjzą as-piracyą, dosyć zbliża.
Buddha, (str. 16) Jeden z poprzedników króla Duszmanty. Buddha, jak powiadają Inrlyanie, pojął za żonę cóikę pobożnego króla Menu którego też Satjawratą i Waiwasatą synem słońca zowią) i którego V;v isznu z powszechnego potopu w Korabiu (ark) wyratował..W piątym stopniu-od niego poch idzi Pum, który w Sakontali jako poprzednik Duszmanty tak ’ozęsto z chwałą się wspomina (XYI 6, 15, 3 7, 101» 1 03ni dajejj. Porówliywa-jąc różne miejsca w dyssertacyach późniejszych badaczowi dziejów starożytności Indyan można z dostateczną okazać pewnością, że teh tu Buddha n:e jest tymże samym który poprawiając religią w indyach, a jako założyciel religii w CejlanietA-Sjamie, Tonkinie, Tyfecie, Chinach i Japonii tak znakomitą zj.’ednał sobie: sławę William Jones w swej przedmowie do Sakontali porównywa go z Merkurym. Lecz to porównanie zasadza się tylko na teji okoliczności/że czwarty dzień w tygodniu (iśroda) przez całe Indye Bud d h a wara nazwany jak Rzymianie go zwali ’po Merkurym a po Wodanie północne narody. Dziewiąte wcielenie Wisznu nawet Bramini uznawają w osobie drugiego Buddhy, lubo jego. ukladi religii zarzucili i jago samego z półw. ^pu indyjskiego wygUali. (> 1-brzymie a w części — od morza pochłonięte zwaliska budynków * posągów w II a wal i p u r a m na brzegach Malabaru, posąg Buddhy z granitu na równinie Wir a pa t n am przy Bondiszery/k.tóyjjpU opis czytamy w podróżach Le Gentil’a, blat miedziany na którym ryta jest darowizna w 2 3 rnku przed narodzeniem pańskiem (Asiatic. Researches (str. 12 3) i wiele innych pozostałych pamiątek, dowodzi że Buddha i potomstwo jego długo panowali w Indach i że jego układ religii bardzo głęboko tam się zakorzenił. Z wiadomości, ^ arabskich wędrowników (które Renaudot wytłumaczył) naw® widać że posągi Buddhy jeszcze, w IX wi-ku naszej ery w Indyi czczono. Po XII zaś wieki., już giuą jego stronnicy na lądzie z tej tu strony Gangesu (LaCroze Hist. Christianisme des Indes II p. 329 3 3 9). Podług Wilkinsa śledzeń żył Buddha w Kikat w prowincyi Bahai koło 1000 roku ery Kali-Jug czyli 2101 lat przed Chrystusem Jones przeciwnie kładzie jego wcielenie na 1014 rok przed Chrystusem (A.. R. 425) Ale oczywista rzecz, że to wszystko nic o pierwszym Buddhzie współczesnym a potem i zięciu w Arce uratowanego Menu mówiono, ale że to o drugim Buddhzie rozumieć trzeba.
Chronologia. ‘\by lym większej niniejszym objaśnieniom dodać dokładności w krótkości tu tę materyą nadmienię lubo w ca łym dramacie nic się do tego nie odnosi, ale służyć będzie za uzupełnienie do wyrazu Menu. Epoki indyjskie zapędzające się a i w miliony lat oczywiście gruntują się na jakiejkolwiekbądż zgodzie różnych astronomicznych rewolucyi i tak mało poczytać je wypadi za rzeczywiście upłynione czasy, jak w ułamkach Manetona znajdujące się perjody panowania Gwiazdoskładów w Egipcie. Brami-iii zowią (creatio) stworzenie K a 1 p 3 a twierdzą że na końcu każ dego stworzenia wszystko znowu w istotę bóstwa pochłonięte zostanie. Wprzeciągu. między dwoma stworzeniami spoczywa Brahma ns Wężu czyli Żmii S e s z a (trwałość), także i A n a u t a (nieskończoność), nazwanym. Każde stworzenie trwa przez j e d e 1 dzień Bramy, albo tysiąc rewolucyi czterech perjodón Jug albo Jog (wiązania lub łączenia a ztąd może Jogi znaczy złączonego z bogiem, pobożnego). Te nazwane są S a-t y a-J u g, Tret a-J u g, D w a p a r-J ag i Kali-Jug Pierwszego perjodu trwałość naznaczają na lat 3, 200000 drugiegc na 2400000, trzeciego na 1600000 a czwartego na 400000. Nit wszystkie jednak wi<idomości w podawaniu tych liczb zgadzają się. (Obaez Le Gentil Yoyage dans les mers de l‘Inde 1, 2 35 i Voyage dś Sonnerat I). Lecz to teraz dla nas wszystko nic nie znaczy, póki dokładniej nie wyśledziemy jakim sposobem te perjody utworzono że stosownie do rachunku Braminów teraz w roku 1791 ery Chrześciań-skiej (w którym Jerzy Forster to pisał) dopiero 4892 lat czwartego perjodu czyli Kali-Jug upłynęło, K.“;zkąd widoczna że rok pierwszy fry Chrześcian rokiem był 3101 indyjskiej, gdyż lata w tych dwóch erach prawie jednakową długość mają. Ale ztąd żadną miarą nie wypala, że taki sposób rachowania w samej istocie już od tylu lat jest w używaniu. Owszem gdy już jest rzeczą niewątpliwą, że Buddha żył około 100 lat przed narodzeniem Jezusowem a Indyanie sami przyzna-wają że zjawienie Kryszny tylko o dwieście lat dawniejsze, lubo początek Kali-Jugu w równy z nim czas kładą, nikt zaprzeczyć nie może że ta epoka w Xut wieku przed narodzeniem Pańskiem nasta-
Ja. Ale stosownie do dostrzeżeń astronomicznych, które wtedy już miano, rachowano wstecz i naznaczono epokę w której ICali-Jug miał wziąść swój początek a to była ta epoka jak widać z Tabeli Braminów, kiedy wszystkie razem planety były w złączeniu (in conjunctionej. Podług ichże obrachunku przypada taż epoka o 1900 lat wcześniej jeszcze niż chronologicznie jest wyznaczone zjawienie Kryszny a za^ tem ztąd jawno że Indyanie o złączeniu chronologi z astrouomiją żadnego nie mają wcale prawdziwego wyobrażenia, gdyż oni wynalezie^ nie swojéj chronologii z pierwszym jéj rokiem mieszają. To właśnie tak, jakby chciano narodzenie Cezara kłaść w pierwszy rok perjodu Juljańskiego. A resztą że ten sam rachunek, który tak z 1200 lal przed Nar. Jez. zrobiono, fałszywy jest i błędny i że planety wpier wszym roku Kali-Jugu żadną miarą nie mogły znajdować się w po-wszechném złączeniu, Marsden w dyssertacyi swej wybornej,,On the Chronology of the Hindoos“ jak najdostateczniéj dowiódł. Pomimo owych pięknych marzeń mężów takich jak n. p. Hollwel, Bry-done, Voltaire, Halhed i Bailly o udowodnieniach że ziemia i ród ludzki są daleko dawniejsze niżeli ieh wiek z wiadomości Mojżeszowych wypada, jednak zapomnieć nam nie trzeba że Chronologia w XII lub XIII, wiekn przed Naród. Jezusa nam dochowana a znaszém obrachowaniem dziwnie się zgadzająca długość roku, przypuścić nam każą u Indyan dawniejszą dokładną znajomość gwiazdami upiększonego nieba, niżii jest któregokolwiek innego naroduświa. ta i która mieć musi zatem swój początek w kulturze z potopem równoczesnej albo może sam potop jeszcze uprzedząjącój wiekiem swoim. Nie jest tu miejsce aby zapuszczać się w zgłębianie rozbioru téj tak widocznej prawdy dla badających tę materyą, a tym mniéj wchodzić w późniejsze chronologije ‘Wikram-Adtiyi, Salwaganama (czyli Salabana) i Cyklu 60-eio letniego którego w Indyach teraz używają. Ciekawy dokładnej o tém wiadomości zasięgnąć ją może z Playsair‘s Remarks of the Astronomy of the Bralimins i w pismach wspomnio-nego już Marsdena.
Czakrawaka. Ptak wodny gatunek gęsi, Anglicy w Bengalu po spolicie zowi% go gęsią Bramińską (Brahmanee-goose). Głos jego jak koła skrzypiącego. Heetopad. p.32. Tu głos jego przeszkadza kochankom (str. 60) a (str. 21) smuci się ten ptak nad pożegnaniem się się Sakontali jak u Teokryta cała natura nad śmiercią Dafny ld. u. 70.
Czamara (str. 125). Tybetańskie krowy z ogonami długo-włosemi jak końskie. Bos grunniens Linn. p. 192 Heetop. p. 309.
Czary (str. 74) Gatunek ciastka czyli ugniotku z różnych rzeczy chce Sakontali Anusuja przywiązać jako amulecik; zniknienie Sakon tali nazywa Król czarami (str. 105), a Kasyapa Durwasasa przekleństwo także czarami zowie (str. 158). *
Czatak, ptak mitologiczny (str. 5 7)’.
Czat tak i; gatunek świerkających ptaków (141).
Czaturyka (str. 124) Panna przy dworze Duszmanty; musiała to być przednia malarka.
Czytać, p-sać i rysować (str. 22, 47 i 74’,, wspomina tu autor jako umiejętności dziewcząt nawet w lesie pustelniczym.
Daksza, O a c s h a, >(str. 144) matka Aditi.
Daktyle (str 33) przekładają się tu nad Tamaryndy.
Dana was (str. 140. Dzieci Danu, patrz Demony.
Danawriddhi (str. 129). Kupiec, poddany Puszmanty który na morzu zginął.
Danu (str. 140). Ojciec plemienia Demonów’.
Demony wchodzą wmaszyneryę tego dramatu jako i zawsze wielki wpływ mają w mistycznych powieściach lndyan. Przeszkadzają pobożnym pustelnikom i Braminom przy ofierze (str. 37 61). ¡Nawet Boga Jndrę attakują w mieszkaniach jego w niebie (str. 140) a w obydwu przypadkach Duszmanta ich zwycięża (str. 42, 137j. Te złe duchy Daityas, Danawas czyli Assur jak w Puranach się zowią, dzielą się na różne pokolenia, tu np. czyn się wzmianka dziec i Kalali cmi ego, (str. 137) Wypędzili na jakiś czas boga lndręze swego królestwa (liesaich str. 1333 Jak wnajdawniejszej greckiej mitologii tak i tu al — legorycznailluzyana sposób —.v którym cały ten światokręg stał się widzialnym i na walczenie między dniem i nocą, porządkiem a Chaosem się rozwi-j&. Diti Noc, ’ matką Daityów, nocnych ciemnych demonpw szarych na cienistych obłokach się unosząbych str, GŁ. Aditi, pierwotne światłe dnia czyli rodząca siła (.małżonka) SNieba, matką jest dwunastu słońc Aditiów — Można tu znów uważać z niejakiem ukontentowaniem analogią a oraz różnicę w układach mitologii Greków: lndyan. UGreków urodziła Ziemia (!/tit«j INiebo (Ouotcv&;)a niebo zuowu z ziemią spłodziło Tytanów i Tytanidy, przócz tego i Cyklopów, Centimanów, Gigantów, Erynnye i t. d.
Dewa Dżanani (str. 13^. BoginkałDewa znaczy bóstwo czyli boskość-
D li a n i k (str. 14), Indyjski wierszopis.
Diti. (str. XVII) Noc, druga żona Kasyapy patrz Demon.
Diwespctir (str. 138). Jedno z licznych nazwisk boga Indry w którem William Jones dziwi się jego podobieństwu do rzymskiegc wyrazu Diespiter, Diwespetir znaczy pan apowietrznego okięgu, (Lorć of tlie sky). Asiat. Research 1, 241).,
Dochody Królewskie, w dwóch miejscach widać że wynosiły szóstą dzęść płodów ziem. ’(str. 35, 87).
Duchy dobre czyli Geniusze (Dewta) których Książę Indra jest Panem powietrzuego okręgu $str. JS1. Tu przestrzedz wypadaiż oprócz Najwyższego Bóstwa w trzech swoich wielkich modyfikacyach jako Twórcze, Zachowawcze i Przeistaczające Jestestwo (Brahm§., Wisznu i Siwa) z ich małżonkami, które właściwie mieszkające wnich siły oznaczają, wszystkie inne bóstwa indyjskie tylko do Dewtów czyli Gandharwów należą a żadną miarą z ową troistością w porównanie pójść’ nie mogą. Nauka o geniuszach, w całej Azyi jest rozpostarta, a nawet w machometańskiej religii przyjęta, jak o tém świadcząilube bajeczki o Dywach i Dżinistanie urojone.
Duchy złe, obacz Demony.
Dur was&s. Indyjski święty tu opisany (str. 65) jako zapalczywy którego przekleństwo wchodzi w intrygę dramy. Szorstkość umysłu musiała byś szczególną jego cechą, gdyż między fiatakam czyli Dramami lndyjskiemi znajduję się jedno pod tytułem: Uskromienie Dur-.wasasa (XV).
Dusza (str. 83) Lubo liczne znajdują się sekty między Indyjana-mi, wszystkie jednak zgodnie trzymają się, główniejszych nauk w układzie swej religii, które od najdawniejszych czasów dochowano im w księgach świętych. Wliczbie tych należy mieścić naukę oBrabmie jako jedynem iSajwyższem Jestestwie, o nieśmiertelności duszy, o przyszłości pośmiertnej względem nagrody i kary; o przenoszeniu się du szy z ciał zmarłych do innych ciał czyli jUetempsichosis i o b.^skości Wedy, w której zamknięte są prawa i przepisj religii. Kanna uczy tu swoją córkę wierzyć z ufnością, że dusza a-ciałem rozstać się musi a Duszmanta zakończa ten cały dramat życzeniem pobożnem, aby drugi raz na ten się świat nie rodzić, ale zaraz do raju zostać przeniesionym (str. 162).
Duszmanta (str. XVI;. Ivrol albo Cesarz Indyjski, pryncypalna tej sztuki osoba; z liczby potomków w dziejach indyjskich wsławionego Puru obacz: Buddha. Lubo dramaturgia co się tyczy rysowania eharakteyfw, u Indyan została w dzieciństwie czyli w pierwiastkowych początkach a zważając wszystkie okoliczności, na wyższy stopień doskonałości wynieść się też nie mogia, jednak nader miło i w tym gatunku kultury uważać usiłowania tego narodu tak czułego i lubiącego spekulacye. Prawda że poeta królowi swemu nie nadał charakteru determinowanego, — a mało podobno jest despotów żeby takowy mieli — ale za to zaszczycił go przymiotami któremi dostatecznie nad mnóstwem innych celuje. Jego majestatyczność i godność zawsze okazuje się w swyn. blasku (str. 15, 29, 35, 41 i 92), nawet i w zgryzocie (str. 114), pobożność największą jego pochwałą (str. 36), tylko z nie-wiadomości i to przez wpływ czarów niechce usłuchnąć Brahminów z pustelni, ani wiedzieć o ich zleceniu (str. 97) i wtedy jednak dla nici jest z uszanowaniem i spokojny, lubo oni rozjątrzeni go urażają (str — 97 100 i 101). Jego żywa ímaginacya obfituje w obrazy i wiele delikatności jest wjego uwagach i odpowiedziach (str. 11. 15, 54 i 58) robi też wiersze z kopyta (str. 49). Dla kobiet bardzo grzeczny (str. li>, 24, 5C 129), tylko kiedy mu przyprowadzają żono, której dla czarów nie poznał, okazuje się w nim, upowszechnione wlndyach o niewierności płci niewieściej wyobrażenie, które zwłaszcza w Hytopadesach Bramina Wisznusarmy (albo w tak zwanych bajkach Pilpaja) na każdej wytyka się karcie — a to w podobieństwie dotkliwie przycinającem (str. 99j. Jego sprawiedliwość poeta wystawú. w pełnem świetle, przez zniesienie kaduku, ustawy nakazującej zabranie na skarb majątku po śmierci bezdzie-nych (str. 130) także i sprawowanie urzędu sędziowskiego zwyczajem oryentalnym za co mu też pochwały śpiewają (str. 88). Dojrzałość w uwagach i znanie siebie samego, także charakteryzują tego króla (str. 14, 91 i 144); skromność gdyż rozmowę od siebie na inny przedmiot zwraca (str. 50 140^; męstwo (str.-138), naturalna przytomność i przewaga (str. 147 — 4) należą jeszcze do tego charakieru, który autor w rozmaitych względach, jako kochanka początkowy krok czyniącego, szczęśliwego, rospączającego i aż do utraty zmysłów żałosnego i zasmuconego, zupełnie wymalował (str. 10, 54, 59, 26, 40, J16 i 131). Najwyższa uwielbiająca go nazwa, którą mu daje, jest: mędrca (str. 36) ale on też umie nadać jej rzeczywiste znaczenie.
Dyrektor Teatru, patrz: Teatru Dyrektor.
Dzieci Słońca, Suryawangas, tak się nazywa jedna dz.elnica łrólów indyjskich (str. XIV).
Dzieci Miesiąca czyli Księżyca Czadrawangas, inszą tychże królów jest dzielnicą, do której należy Duszmanta (str. XVL).
Dzik. (str. 25 30). O polowanin jako najulub^eńszem kro’lów In dyjskich zatrudnieniu, wspomina już Kurtinsz: Venaras maximus labor est. VIII, 9.
Dzikocielce, patrz Antylopa.
Dzikoludy, Savages, nazywa William Jones Mongolskie narody które Indye sobie podbiły.
Dżajanta. (str. 139, 157) Syn Indry.
Dżaluka. (str. 108) Policyant.
Flamingo, (Phoenicopterus ruber Linn.) P:ękne te po bagnistych miejscach bawiące siy ptaki, których ozory rzymskim żarłokom tak smahowały, nazywają się tu rozkocnane (str. 125) Flamingc czyli Haase nazywa się też ten ptak na którym Brama jeździ, kiedy v podróż się puś.i i dla tego znajdujemy go zawsze obok posągów tego bóstwa, Ssetehes str. 150.
Gaje. obacz Boginki.
Gandharwa. (55. 62 i 158) U Indyan jest ośmioraki sposób za wierania związków małżeńskich: Berameh, Diib, Arsa, Gandlierp czy — li Gandharwa, Peradszaput, Aszore, Bachus i Pejszach. Do czwartego o którym tu mówię trzeba tylko zobopólnego zezwolenia stroi, umawia jących.się bez wszelkiego, jakiegokolwiekbądź obrządku. Żadnych tnnie potrzeba świadków, sami mogą się mieniaL na łańcuszki lub wiazania z< szyi albo wieńce i dosyć kiedy kobieta mówi — Stałam się twoją żoną — żeby mąż odpowiedział: To prawda. Code of Gentoo-Laws str. 40
Gandharwy (str. 142) Nazwisko niebieskich zastępów czyli do brych duchów, co się iDewta zowią; mieszkają na górach Hemakuta, Kasyapa i Aditi (Niebo i Dzień) camże mieszkają, a może i ci należą do liczby tych Gandharwów. Być i to może, że wspommonc dopiero ślubne związki, które bez zachowania (Wszelkich obrządków w niewinności rajskiej się zawierają, swoje nazwisko od tychże mają Gandharwów, przywodzących na ziemię wspomnienie złotego wieka, które Duszmanta duchem sielanki opisuje (str. 144). I u Greków najdawniejsi bogowie tak na ziemi mieszkają i łagodnem berłem ni.d niewinności światem panują. Takowe Kwiatki imaginacy; przynajmniej są miłe, choćby tez nie były z pierwiastkowych wieści o pierwotnym stanie rodu ludzkiego czerpane.
Ga u ta mi. (str. 60) Kobieta podeszłego już wieku z pokolenia Braminów i należąca do pustelnika Kanny.
Gazella, patrz Antylopa.
Gazelli oko (str. 11). Zwyczajne w krajach wschodnich porównanie z pięknemi, wielkiemi, żywemi i łagodnem: oczami tego zwie — rzęcia z arabskiej i hebrajskiej poezyi dosyć już wiadome. Gdyby wGrecyi byli znali to piękne zwierzę z czarnym oczu blaskiem (jak Duszmanta mówi, str. 20)-,“ Lie byliby Grecy zapewne na wzór piękności wołowe oczy wystawali, lubo tu tylko na ich wielkość zważano azatem łączono oraz myśl o daiekiem i wiele prs edmiotów obejmującym wzroku tak że Boo)7zvę z oczyma wołowemi wkrótce potem tylko po prostu znaczyło pięknooki,
G high albo Ghih (str. 8). Zwyczajna ofiara Braminów, jest to czysto wytopione masło, które na płomień rzucają. Ze to znaczyć maże dobrą lub złą wróżbę jak i rzymskie Extispicia widać na karcie 70, gdzie ta okoliczność, że Bramin Ghighem chlasnąwszy trafił * wsan środek świętego płomienia, udecy dowala podróż Sakontali dc *wego męża.
Gieniusze, obacz Duchy dobre.
Golawa (str. 161). Posłaniec, którego Kasyapa przez lekkie powietrze do Kanny wy prawia.
Gołębie (str. 128). gnieżdżące się na szczytach pałacu.
Goraczana (str. 71). [Zapewne trochę włosia kędzierzawego z ezoła krowy poświęconej, na zrobienie amuletu.
Gościnność (str. 16). Najświętszą jest powinnością Wschodnich naroaów, pobratymcze z niemi ludy w południowej Europie mieszkające także święcie ją zachowywały. Durw asas żąda jej jako Prawa (Sir. 64) a straszne przekleństwo wyzionął za samo tylko jej zaniedbanie. Barbarzyńskie i dzikie narooy wyświadczają także przysługi gościnne, ale nie są u nich przepisaną ustawą i zawisły zupełnie od ich dowolnego upodobania. W Indyach umywają gościowi nogi, stawiają przeć rim posiłki, ani wprzód spytawszy kto i zkąd on jest, właśnie jak oawmój Grecy robili (Homer Odys IV, str. 60). To jest udowodnieniem łagodniejszych już obyczajów, — niejakiego poloru, pochodzących z rolnictwa osobliwie w tak żyznym kraju jak Indye. I między ludami pasterskiemi jest gościnność znana, ale że zawsze uzbrojeni rzadko kiedy mają sposobność gościom podróżnym dać dowody téj swojej cnoty, penieważ na puszczy ich ręka jest przeciwko każdemu a każdego przeciw nim, jak napisano u Mojżesza w księdze I. Bozd. 16 w. 12.
Gwiazd tłumacze (str. 103), krewkość to narodów na Wschodzie tak jak i przez długi bardzo czas i wszystkich narodów europejskich była. Teraz jeszcze żaaen Inayanin nieprzedsiewezmie żadnej ważnéj sprawy, nie poradziwszy się wprzódy swego astrologa, który zawsze jest Braminem. Heetop. str. 424. fiansamati, jedna zżon króla Duszmanty (str. 88). Może w jej imieniu jest jaka alluzya do Pawia (Hansa).
Hanu mat (str. XIII). Był Hetmanem Bamy gdy Indye zawojował. Ojcem jego był Pawan Iudyjski Bóg wiatrów Hjnumat znaczy z wy-soKiomi biodrami. Jego wojska były Satyry czyli Wielkie Pawiany. (Ajiat. Beserch I, str. 257), może to tylko byli górale, których, dla trtarskiej szpetności tak nazwano. Hanumat był poetą i muzykiem i jeszcze teraz jeden z czterech systemów muzycznych u Indyan jego nosi nazwisko. (Asiat. Besear. I, 268). Małpy które w Indyach przy Pagodach czyli Dawulas chowają i karmią, mają zawsze między sobą jedną starą i krzepką małpę jako dowódzcę swej kupy a tego i teraz, jeszcze nazywają Hanumat czyli Anumat.
H £. r a (str. 41, 57). Jedno z licznych nazwisk Przeistaczającego Dostwa Siwa.
Harita (str. /?) nazwijko jednegoz iczni ów Kanny.
H a 6 ty n a p u r a Stolica Państwa Dasz manty, później nazwana Dtlhy a od.jzaha J ehana zwano ją Szah-Jehan-Abad (str 62, 72). Heetopad str. 320.
Heetopades czyli Hi to p a d esa znaczy korzystną wiadomuśt albo pożyteczną naukę a ^awiera w sobie naukę obyczajową Indyar sposobem najdawniejszych apologów czyli bajek Poraź pierwszy je przetłumaczył w VI wieku Bnsertszumihr, Lekarz nadworny a poten Wezyr wielkiego króla Anuszirwan zSanskrytu na Pehiwi. Dru^i Kalifa z dynastyi Abbassydów kazał tę usiążkę na arabski język przełożyć, Sułtan Mahmud Ghazi przerobił ją wierszem, — potem ją zarab-¿kiego na perski przełożono a roku 1540 na turecki. TIumaczej« irancuzkie od roku 1709 było zrobionez perskiego; rozpoczęte roku 1724 przez Gallandaz tureckiego a które Cardom.e roku 177Ł także z jęiy-ka tureckiego tłumaczył. Tytuły które dano téj książed wróżnyci tłu-maczeniach ¿ą te: Kuliła Dumna (komipcya z KurtuL Dumnik w pospolitym indyjskim języku a Karaitaka Damanaita w Sanskrycie, F.pi-zody z Hitopadesy), Anuar Soheli, Ayar Danish, Conseils et Maiimei de Pilpay, Contes et Faułes Indiennes de Bidpay et de Lokman Lecz właściwym jej autore m by} Bramin Wisznu-Sarmaa który ją pi sał ola synów jeanego Badży (Raja) z Patny. Asiat. Pesear 1, 429
Hemakuta, Góry ra których mieszkpją Gandharwy: między mo rzem wschodmem i zachodniem się ciągnąc, tworzą tak zwfliij Złoij Pas (str. 142). Zapewne to ta azyatycka wielka wysokość z które wszystkie narody w krajach wschodnich swoje początki wywodzą.
Hi mała ja (str. 125) albo Malaja (str. 83), góry północne T^indyi. zapewne to pasmo stykające się z górami Hemakuty. Szczyty tychgói są zawsze śniegiem okryte.
Homa jest ofiara z Ghighu którą codziennie w pewne czasy dli ognia się sprawuje (str. 61). Asiat. Resear I, 127.
Jeleń (str. 150j. I w lndyach także znany jest obraz zięjącegc z pragnienia jelenia, ^ak w Palestynie Psalm XLII.
Indra. (syn Kasyapy i Aditi). Pospolite bóstwa, które wprawdzie do drugiego tylko rzędu należą, ale jak to zawsze z suborćynowanemi bywa, ludziom bardziej dokuczają, niż to jestestwo od którego odłączeni się czuja przepaścią niezmierną, wszelkie pojęcie przechodzącą. Indra właściwie zaaczy Króla i Grecy lu„ili swoich bożków tym tytu łem zaszczycać (tak n. p. znai-lujemy o Erosie Orph Hymn V o Apollinie, bymD XXXIII o Zeusie w Iliadzie XIII, 233 o Hadesie
Ilń-d. str. 61, 52). Indr„ Książę ciem jest Deisfców czyli Gieniaszów do-brych duchów, którzy mieszkają, w nadziemskim raju czyli w Okręgu Powietrznym (nazwanym Swerga, Sorgon, Dewelogon). Ztąd się i D: wespetir zowie Pan Powietrznego Okręgu (str. 137 161) i najznakomitszy dwunastu Aditiów. Strzał piorunu (Wadszra) jest jego własnością (str. 36 156) a sam zowie się piorunującym (str. 139 161). Inni jeszcze jego nazwisko Wasawa (str. 156), także Bóg stokrotnej oriarj (str. 138 156). Monarcha trzech, światów (str. 156). Wóz jego tal ekko tylko dotyka ziemi że tego uczuć riawet nie można (str. 142) Ob ma tysiąc oczów (Bhagyjt-Geeta str. 142). Między jego czciciela-mi zaślubienie małżeńsiue porządkiem Ghandnarwy jest we zwyczaju (st. 55). Jego małżonka jest Satszi syn jego Dżajanta mieszka na górze Meru, to jest na północy czyli pod sarną osią północną, o której to górze w Indyach rozumieją, że jest z litego złota i z szczerych drogich kamieni. Miasta lndry niebieskie nazywają się Amarawati pałac jego Waidżajama, ogród Kanaana (miejsce roskoszy) — sioń jego pierwszy Airawat a woźnica MaUali. Ma władzę nad wiatrami i deszczem a v ¿chijd pod jego szczególnym jest dozorem Asiat. Research I, 241.
Ingudi. (sti. 8j. Zapewne jest to roślina Sesim (sesamum orien-tale Linn). bo z niśj bywp najpośledniejszy olej? chłopi nim się mai ’ą i i-i połyskują. t
Jogi (str. 143). Pokutnicy indyjscy aż uadto znani zeby się tu sze-rzyi nad ich opisem. l>zielą się na pobożnych Jogi i światu odumar-* łych Saniassis. Jednak ta różn;ca mało jest znaczącą. Podług Bhagyat-Geeia str. 62 68 oczywista jest rzeczą, że na surowych pokutach szczególniejszych nie zakładają zasług i że one podobno swój początek mają z niektórych źle sobie tłumaczonych miejsc w księgach świętych, W tych zdaje się, że mo>va jest o duchownych tylko pokutach i umartwieniach zamiast których pokutujący machinalni, umartwienie swego ciała sami z woli swej sobie uroili. Jogi jak go tu poeta w Sakontali maluje, jest to non plus ultra — najwyższy stopień w odłączeniu od świata; obraz to zaiste piękny w całej swej olbrzymiej postaci. Obacz ’wyraz Chronologia.
Issa (Prolog). Issa jedno z nazwisk Boga Siwy czyli Siły przeistaczającej w indyjskiej Tryadzie czyli Troistości. Piękna pamiątka staro-indyjskiego wyobrażenia jest, w tych wierszach zachowana, dla trudniących się badaniem wyobrażeń religijnych i rozmaitego toku wyobrażeń u starożytnych narodów w Azyi, nieoszacowanpj też jest wartości. Pod. Isbą (Panującym) wystawiali sobie teay Indyanie odwieczne siły natury, przez które wszystko jest zachowuje się, niszczące się wynagradza albo odnawia winnej postaci, albo też przezeń w pewnym względzie wystawia]’ sobie Los, u atum. Bóstwo ludziom zjawia się w ośmiu postaciach, w wodzie, ogniu, ofierze, słońcu, księzycn, eterze czyli najgómiejsiem powietrzu, w ziemi i w powietrzu zwyczajnem. Myśl to bardzo naturaln« s zarazem i filozoficina, siłę pierwotną natury w żywiołach i tam gdzie najdzielniejsza się pokazuje to jest w owych v elkich ciałach świata przyznawać. Ale to daleko jest jeszcze godniej-szem naszej uwagi, że i n* ten krok się nuważono, przypuszczać w czystej ofierze (Ghigh) boską siłę a taką samą bóstwu ofiarować — subtelność, którą dopiero w parę tysięcy lat póz’niej na inny system zwrócono. Czyli zaś 1 swara i Issa (czyli Issi) jak William Jones mrie-ma, są temiz prawie semeni:’ słowami i wyobrażeniami z którycL egipskie bóstwa Oziris (Oeishiri) i Izydę utworzono, (Asiatic hesear. I, 253) o tem jeszcze na dalszy czas, zawiesićby nam trzeba nasze finame zdanie. Iswara jest takie n-zwiskicm Siwy.
Kalaneroi ego potomkowie — obacz: Demony.
Kalidas, (Przedmowa) Autor tego poematu, w pospolitej mowie Kaldoes. Jeden i najsławniejszych ludzi uczonych i mędrców przy dworze Króla Bikkiermadżil (czyli jak w Sanskrycie) WikramadiŁyi, którego epoka chronologiczna w roku 56 przed narodzeniem Chrystusa się zaczyna. Takich uczonych mężów Wikram-Aditya do siebie zgromadził dziewięciu a podług innych czternastu z różnych okolic swego państwa. Kalidas na żądanie jego zbierał w jedno pieśni pojedyncze Rkmiijanu, wielkiego poematu epiuznego wlndyi tak jakLikurg Rapsodye Homera.
Kama czyli Kamadewa, słowo w słowo: Bożek Pożądliwości — — jest Bugiem Miłości u Indyan: jeździ na papudze, ma pięć lub sześć strzał zaostrzonych wonnćm kwieciem, łuk z trzciny cukrowej z cięciwą z samj ch pszczół a czerwoną chorągiewkę na której rybka wyobrażona (str. 42 111). Należy do Gandharwów podług mitologii w Kaszmirze przyjęté, jest synem Kasyapy i Mai (Nieba i Złudzenia) myśl tak poetyczna ilu-ba że tylko miłość sama poddać ją musiała. Zowie się Smara, może świetny, (str. 112), Ananga — może Pyszny (Sketches sti. 165), Kandar-paketu i Makaraketn (Heetopades str. 43 129). Zowią go także z serca zrodzonym, niewidzialnymi żartldm bożkiem (str. 42, 50 i li6). Ketti czyli Tkliwość jest jego małżonsą, a Wausant, Wiosna, nieodstępnym przyjacielem a ten nieustannie napełnia świeżym kwieciem Amry jego sajdaczek (str. 116). Także i kwieciem ¡Nagakiesaru, Czam-py, Kitikum i Beli (Jones hyiun to Cama). Najulubieńszem jego siedliskiem jest okolica Agry a osobliwie równia Matry gazie i Kryszen z dziewięciu Gopiami (mleczarkami) po całych nocach tańcuje i śpie wa. Kary ogniem spionąl na popiół, Bożkowie zrosili go Nektarem a Bożek Miłości nowo-ożywiony powstał z tych popiołów (str. 4) 57).
Kamalata, obacz Lotos.
Kanna, święty Bramin u którego S»kontala jest na wychowaniu, mieszka na ustroniu w pustyni poa górami śnieżne-ni Północy (Hin.a-laja) zaszczycony poufałem z bogami obcowaniem. Zdaję się że Kali-das bardzo wielo zadał sobie pracj w malowaniu jego charakteru dla Teatru i dosyć szczęśliwie mu się udało. Przez całe trzy akty o nilu mówi, wznieca i natęża uwag ę na jego świętobliwość, pobożność, mądrość i bardzo ujmującą dobrotliwość a w czwartym pokazuje go tym oczekiwaniom zupełnie odpowiednim, które o nim wzbudził; w trzech następnych aktach nie wprowadza go prawda na scenę, ala też niecałkiem o nim zapomina. Wszyscy aazywają go ojcem, świętym mędrcem (str. 7, 9, 18, iI, 62, 76 79 i 80), a jego ojcowska tklinośl! ^tr. 75 SOJ poważny jego charakter (str. 76), jego entuzyazm (str. 77) i jego spokojność, stałość, znajomość siebie i świata (str. 81) usprawiedliwiają te nazwiska.
Kar ab ba (str. 38). Posłaniec ze stolicy.
Karbunkuł (sir. 31), Zapewne jesi przesadzonem takie jak tu opisanie dzielności promieni słonecznych.
Kaikandhu (str. 122). Owoc jakiś czerwony.
Łasy apa (XVII). William Jones opisał jego genealogiią, jak ją, znalazł wkięgach indyjskich. Brahms, stworzył Maij»czy (światło). Od tego łtaryezego pochodzi Kasyapa czyli Niezmiemy-Pizestwor światów albo może r, o co w mitologii greckiej z owi a Uranos Uiebo niezmierne kształtu niemające. Kasyapa rpłc dził z małżonki swój Aditi, Indrę i innych Adityów, których jest 12. Diti, miała być jego żoną a Maja (Złudenie) przez niego zostałi. matką Kamy. Dotąd wszystko jest allegoryą, ale ta tak jest przeplatana śladam ¡dziejów pierwotnych że nic nie podobna od niej odłączyć aby lite zdarzenie historyczne mogło być z niéj wyszczególnione. A to samo powiedzieć by można u wszystkich systematach mitologicznych, tak dawniejszych jak i późniejszych po całym świecie. Nawet to ścisłe zagmatwanie prawd naturalnych i historycznych z metafizycznemi i hyper-iizyczne-mi wymysłami i domysłami istotną jest zasadą każdej religii; bo prze: imaginacyą staje się interessowną dla, serca i rozumu: zamknąć jej tę drogę to morał rozumny znajdzie jeszcze przystęp do iudzi ale Duch reiigii wytłumionym zostanie. Uważając że Kasyapa jest szczepem początkowym pokolenia bramińskiego, że sam nazwany braminem pier, wotnym (str. 158), że do jego rodu należy Kanna Pustelnik (str. 15b) zdaje się że w téj mierze od tych powieści mitologicznych dzieje 181 * m pierwiastkowe Indyów są nieoddzieine. Assury, czyli złe duchy, przez czas niejaki królestwo Indry w cierniach niby trzymając uwięzione, znaczą może tylko jakie barbarzyńskie ludy Północy a Geniusze czyli dobre duchy za wsparciem ludzi do swego powrócone panowania może znowu, jak bardzo do prawdy podobna, także tylko są ludzie, którym wyższy stopień wydoskonalenia przymiotów umysłowych u jakiego ościennego ludu, pałającego chęcią nabywania umiejętności zjednał szacunek i pozyskał posiłki; — ale ta kultura przeciw przemocy dzikich i nieokrzesanych ludów zabezpieczyć ich nie mogła. Także rzecz godna uwagi, że ta mitologia ma wielkie podobieństwo do mitologii zupełnie od Indyan różniącego się ludu to jest Jawanów, w Sadjara Rajah Djawa, Towarzystwo nauk w Batawii (w swoich Terhandelingen I. Deel), niektórych nam jej ułamków dostarczyło. To mogłoby nas doprowadzić do wynalezienia początku téj analogii, przez ten przykład, żadnego dalej nie mający związku z Indyą. Atoli jednak jeszcze o takim wyłuszczającym rozbiorze zamyślać nie możemy, a poetyczną Indyan mitologią powinniśmy brać tymczasowo jak jest; niech się swoją wewnętrzną wartością na dalszy czas do głębszego roztrząsania usposobi.... Dla poetycznej wystawy nie bardzo jest korzystnem że Kanna, Sakontala i Duszmanta wszystkiemi wielkiemi rysami swych charakterów wprzód ozdobieni zostali niźli bogowie na tronie zasiadający się pokazują (str. 156), bo w taki sposób gust europejski zawszt jakiś nie smam wtem znajdzie. Dla Indyan ta scena ma przynajmnie. konwencyonalną zaletę. *’
Kausyka Król, zarazem jako mędrzec wsławiony (str. 19).
Ko kila (77, 100, 110 i 112). Ptak czarny w lndyach bardzo pospolity. Śpiewa w nocy, głos jego melodyjny, w śpiewaniu bardzt wiele robi odmian podobnież jak słowik ale daleko głośniej od niego śpiewa (Heetop str. 79, 306) — Co Duszmanta samiczkom tych ptaków wyrzuca, czyni je bardzo podobnemi do naszej kukułki nawet co do nazwiska.
Król — Dwór orjentalnego samowładzcy w tym poemacie dosy< stosownie wystawiony. Król albo Cesarz, jak go raz William Jones nazywa, obok siebie wszędzie znajduje podchlebców, jednak czasem odzywa się i moralista mówiący prawdę (str. 6, 27 i t. d.) Zwyczajne sposoby mówienia do króla:,,Jak król rozkazuje długiego życia! Zwy-cięztwo królowi“ (str. 7, 9. 93) są używane także w poezyi hebrajskiej i u innych ludów na Wschodzie. Życzenie Pustelników (str. 6 zastanawiające ma podobieństwo z wierszem 17 Psalmu XLV. ,,Równe twym ojcom niech będą Twe dzieci!
Po całej ziemi osadź je książęty! (Obacz Eichhorn: ąllgem. biblisch Biblioth. II. Band, 64). Z tóm
»szystl iem zaajt się że ^eta króla Duazmantę i dwór jego już co. kolwiek do obyczajów swego własnego wieku stosował i tak mówiąc modernizował go. jirowa (str. 91)} święta ta czyli poświęcana krowa, dostarcza mc ze mleka z którego robią masło ofiarne czyli Ghigh. t
Kryszou, Krysma, Tak często wspomina go się w tych otijaś-Haniach że trzeba dać o nim dokładniejszy wiauomość lubo w samej Sakont^li żadnej o nim nie masz wzmianki. Jego zjawienie o 200 la’ dawniejsze niżeli drugiego Buadhy, przypada zatem na 1200 lat przed nar Chrystusa. Jest to jedno z najsławniejszych wcieleń Wisznu (Awatar). Bodzicami jego byli Wasudewa i Dewaki. Z obawy przed tyranem Kansa, któremu prorokowano że od tego dziecięcia zwyciężonym zoptaaic, ukrywano go w Mathurze (albo Matra) równinie w okolicach Agry u poczciwego owczarza imieniem Ananda (szczęsny) któregc zacna zona Yasoda zawsze trudniła się swemi łąkami i mleczarnią (dairy). Miała w gospodarstwie wielu pastuszków (Gopa) i pięknych dziewcząt do nabiału (Gopi) z któremi Kryszna w dzieciństwie się za-bawii»ł. Dorosłszy, obrał sobie dziewięć z tych dziewcząt jako ulubienice z któremi w uciechach wiejskich, tańcując przy głosie fletów, wesoło przepędzał życia godziny. Królewny tak go kochały passyami jak i te dziewczęta a Kryszna do dziś dnia, kobiet indyjskich jest ulubio-nem bóstwem, Był bardzo piękny a przytem i waleczny, dziecięciem jeszcze będąc zabił groźnego węża Kaliją z wielu olbrzymami i poczwarami. Osobliwie terr słynie że zaszczycił obroną, w dziejach tn-ayan sławnego Króla Judisztir i drugie dzieci Pandu, przeciw potomkom Kuru a szczególniej ich tyrańskiemu Naczelnikowi Lraryodhan (A. E. 234) którzy je bardzo gnębili. Wojna z mmi prowadzona jest przedmiotem poematu Maha-Bharat, zakończywszy ją, Wiócił się do wiecznego mieszkania Wajkontha (wyższy raj Wisznu). Zasługuje na uwagę wystawienie Kryrzny, jedzącego na kunsztownie z 9 dziewcząt splątanych złożonyn stole, było to powodem że liczbę towarzyszek jego na & określono: bo z wiersza tego w sanskrycie gdzie o nich wzmianka liczbę niekoniecznie z pewnościę ieh wiedzieć można; — po niewaź słowo Nawa nietylko znaczy dziewięć ale i nowy albo.miody. Nazywa się Kesawa (pięknowłosy) Gowinda (owczarz), Krysz na (czarno-modry), Sonnerat także i Jones przypomnieli tu sobie Pasterzy Appollina, który pasał stads. Admetowi i Pytona zabii piękny, młody, waleczny Bóg Greków. Asiatie. Iiesear 1, 259, — 262.
Książe Wężowy czyli Żmijowy A n ant a. nieśmiertelna żmija na któréj Wisznu sypia a bardzo sławna w indyjskiej,, mitologii osobliwie w powieści o wojnie dobrych i złych duchów, o A.mriti (nieśmiertelnym) czyli Ambrozyi Indyan w Mitkabharat. Onajest podporą ziemi a znakiem Wisznu jako Zachowywaeza zobacz: Chronologia. “
Księżyca dzieci — patrz: Miesiąc.
Kszetra (str. Ił 97). to słowo różnie piszą Czetry, Klietri i Xatri znaczy pokolenie ikasta) WojowniKÓw, do którego się liczą królowie i książęta ze swojem potomstwem. To pokolenie jest drugie i nie może się z pierwszem (czyli pokoleuiein Braminów) przez zawarcie ślubnych związków łączyć.
Kum ar a (XIV) Bożek Wojny Indyan.
Kumbliylaka (str. 105). Dla lepszego zrozumienia tego, co tu 0 rybołówstwie mówią, wiedzieć trzeba ze rybaiy nie tylko są Sud ery (z ostatniego albo czwartego pokolenia; ale też między T!em najbardziej wzgardzoną składają klassę.
Kuru (XVI). Potomek Bhereta syna Duszmanty.
Kui uwaka. (str. 24, 55, 112). Krzak jakiś kwitnący, ’-bliżej nieznany.
Kusa (str. 19). Familia indyjskich książąt czyli Radżów.
Ii us s a, trawa do ofiary świętej (str. 8, 24 i 71), zawsze świeża być powinna (str. 41 76)., t
Kuwalaja (str. 125) Roślina do której kwiecia przji-ównywająsię brzuszee palców Sakontali; jest to Avali z Rheede, Ilort. Malab: 1 Convolvulus paniculatus Linn. „
Kwiat Nocy — patrz Lotos.
Laksza — podług wszelkiego podobieństwa pewno to będzie Henna Arabów w języku pospolitym Indyan Mindi nazwana (Lawsonia nermis Linn) Lub teżjest to sok czerwony z jakiegoś zwierzęcia (str. 74),
Lew-Człowiek (str. 140). Czwarte wcielenie (Awatar) Wisznu gdy ze słupa marmurowego wyskoczywszy bluźniącego rozszarpał Księcia:, (iAsiat. Kesear. I 235) W Sakontali przypisuje mu się takie przywrócenie Indry do swego królestwa, zkąd go złe duchy wypędziły.
Lilia Wodna — patrz Lotos.
List-Listek. (str. 129) Wiadomo że w Indych piszą na liściach palmowych: zowią je Giles.
Lotos, WIndyi są dwie odmiany kwiatów z gatunka Lilii Wodnej Wymphaea Lotus i INymphaea Nelumbo Linn. Tamta niegdyś wEgip-cie była poświęcona, ale z pewnej okoliczności sądząc zdaje się że druga tu w Indyaeh większą w mitologii gra rolę, bo się wspomina jśj łodyga grubo kosmata (str. 11, 56, 81) aNymph. Nelumbo w samej 13** rzeczy łodygę ma kosmatą i kolankowatą. Prócz tego kwiat ma okazalszy, jednak niośmiem w tej mierze decydować, nie mając dokładnego oświecenia w przedmiocie botaniki. Kwiat — lotosowy dla swej nadzwyczajnej piękności i wielkości, Indyan uwagę na siebie ściągnąć musiał. Kwiat lotosu szczyci się cieniowaniem różnych kolorów a osobliwie okazałą koroną, leniącej czerwoności (str. 14 6’). Duszmanta riu, wet kwiat ten równym znajduje do oka swej kochanki (str. 5 9). Zloty jego pyłek farbuje strumyki koło mieszkania Kasyapy (str. 144). W środku tego kwiatu chce Duszmanta kazać zemknąć pszczółkę (str. 12 6) — Jego mięki( niebieskie liście służy za wachlarz (str. 10 43) a Pryjamwada chce na nim miiosny liścik pisać ^°tr. 49) z jego łodyg nara-mienniczki pleciono (str. 4 8, 5 6), Bukiet z włókna tych łodyg spoczywa w zanadrzu Sakontali (str. 12 5^i podobno moczony w balsamie zUsyry). a Ptak Czakrawaka je skubie (str. 81/ Lotosu mtode wypustki przyrównywają się do ramionek pięknej kobietki (str. 5 7). I — z tego już powodu kwiat Lotosu u Indyan w wielkiej był — wartości, że cały kształt tej rośliny w sanem ziarnku nasionkowem jak najwyraźniej widać, Asiat. Eesear. 1, 2 6l) Na liściu lotosowym pływa Brahma nad przepaścią bezdenną (Asia: Resear. I, 243). W kwiatku lotosowym żegluje Lakszmi Bogi ni Obfitości, Córka Oceanu i Nocy (New. As. Miscell. N. 1 str. 5). Wisznu ma przezwisko z okiem lotosowóm (Asiat. Eesear. I, 2 3 2). To wszystko jest dostateczną pobudką dla Indyan, aby szanować tę roślinę a w tem Tybetanie-zgadzają się z mieszkańcami Nepalu. Człowiek z Nepalu wszedłszy raz do gabinetu Williama Jones i zobaczy wsz., tam kwiat lotosu, rzucił się przed nim z uszanowaniem na ziemię. As. Ees. 1, 243. Pedma, Kamala, Kamalata (str 57) Syrysza (str. 3, 5 6 i 125) i Ta mai a (str. 42) są jego nazwiskami. On kwiatem jest nocy, chłodzącym kwiatem, lękającym się świtu, bojącym się gwiazd; księżycowi tylko się otwiera, dla niego zapach wypuszcza a skłania się tknięty promieniami słońca (st. 6 7, 102 i 49).
M ad h a w a (XV). Poemat.
MadLawi roślina od Sakontali szczególniej ulubiona, kręto-zwijająca się, (a creeper) kwiat ma ognisto-czerwony; jest to pospolita w ludach Ipomoea Quamocht Lin Sakontalu tę roślinę na7y-wa swoją siostrą, ^tagnając się z Kanną poleca ią jego troskliwości a ściska ją z prawdziwem uczuciem (str. 13, 45 i 7 9)
Madhawya. Najosobliwszy charakter w całej tej sztuce; z pokolenia bramińskiego, z — Duszmanta wychowany, ale jak się zdaje daleko odeń starszy a monarchy poufały przyjaciel, zakrawający jednak przytem dużo na nadwornego trefuisia. Może że Iialidas chciał dać do zrozumienia że tylko błazen ma prawo królom prawdę mówić, może też to rzeczy w.’-ty charakter i Poeta wziął go, jak znalazł a to drugie mniemanie możnaby stwierdzić używaniem niegdyś nadwornych trefnisiów, których przez bardzo długie czasy przy Dworach chowano. Dobrzeby było, żeby i teraz jeszcze ten i ów monarcha takiego trefnisia sobie utrzymywał, gdyby mógł być tak szczęśliwym dostać podobnego jak był Madhawya, umiejącego dać Monarsze smakować w uprzejméj przyjaźni a w potrzebnym raz:e surową prawdą zganić jego zdrożno-ści., Widać też w tym dramacie, że przywiązanie, uprzejmość, ufność i miłość ze strony Duszmanty powinny być szukane, ponieważ on jest w potrzebie. Madhawya czuje aż nadto przykrość z takiego związku z Monarchą; nie jest też ani zupełnie kontent, ani szczery lubo Duszmanta nie jest zbytnie wymagającym i poznaje wady w przyjacielu swej młodości. Y7arte to uwagi co Madhawya mówi (str — 2 5). o jedzeniu zwierzyny, które zdaje się dowodzić że ten gatunek mięsiwa jeść braminom było zabronionem tudzież że^ Poeta, który bez wątp:enia przecie także do pokolenia Bramińskiego należał, przy każdej okazyi żartuje sobie z bojaźliwości Braminów wystawiając ją tak widocznie w osobie Madhawyi. (str 88, 90. 134 i 136).
Madhukarika (str. 110). Imię panienki na służbę Kamie poświeconój; jej imię znaczy: Samiczka Kokili.
Maliabli ara tTXvl). Wielkie poema o dziełach Bh.iraty.
Maliesa (str. 4) — Jedno z uazwisk Boga Siwy — patrz: Bratuna.
Malaj a — zobacz Himalaja.
Malati i Madbawa (XV). Indyjski poemat pod tym napisem.
M a 1 a t y (sir. 3 2). Jeden z najśliczniejszych kwiatków w In-dyach Nyctanthes 8ambac. Linn. użyty tu jako piękny obras pieczołowitej opieki osierociały ch.
M a Uun i rzeka płynąca z śnieżnych gór Himalai i=tr. 6 12 5). Kwiatek pewny dokładniej nam jeszcze nie znany.
M a 11 i k a (str. j. 0, 12, 6 6). Kwiatek pewny dokładniéj nam jeszcze nie znany.,
M a r y c z a (str. 143) jest od Maryczego pochodzący Kasyapa.
Ma ryczy (XVI). Światło p;erwotne od Brahmy stworzono, z którego zrodził się Kasyapa, sam często Maryczy nazywany. Takie zamiany imion w pismach indyjskich a nawet i greckich są bardzo zwyczajne.
Mat ¡iii (str. 13 7). Wódz wozu Indry.
Mędrzec, zwyczajny tytuł Kannie dawany od mówiących do niego (str. 7 G). Mędrcom nic nie jest ukryte (str. 84), bo poznawają wszystko mocą rozmyślania o Najwyższem Jestestwie (str. 159 lGl). Najehlubniejsze nazwisko co jeno może być dane Królowi (str. S’S), jest mędrca i Kausyka tak nazwany (str. 19). w Sanskrycie jednym wyrazem Radżarszy (od Radża Książę i Rys zy święty). Bhagvat.Geet. str. 144. f eg li a c z-h a n d a, mur otaczający pałac (str. 128 lbć) tak nazwany od obłoków co go okrywają, mówi Podkomorzy, nadto zapędzona orjentalna hypeprola czyli przesada w mówieniu.
M e n a k a, Nimfa z niższego Nieba czyli Swergi (str. 19), sku-ciła nabożnego króla że się w niej zakochał. Kiedy Bramini pochodzą od bogów wielkiem już musiało być przestępstwem że Kszetra wojownik boginkę matką zrobił, Menaka mieszka w pałacu Aditi (str. l6 0) do którego i swoją urażoną córkę uprowadza (str. 15 8). ’
M e 11 u. Indyanie mają starodawną księgę praw, pod tytułem Swajambhuwa Menu, dawniejszą jeszcze niż Bhagawat nad której wytłumaczeniem William Jones pracował. Nie Menu sam jej autorem“ tylko Brighu, Człowiek święty czyli Półbożek; ten ludziom objawił, co Menu jemu i innym świętym i patryar-chom był powiadał. Asiat. Resear. I, 2 3 8. Zresztę w mitologii indyjskiej nazwisko Menu bardzo sławne jak najściślej jest z ich mistyczną chronologią związane, gdyz Awatary czyli wcielenia tego bóstwa stosownie do czterech perjodów lakże się zmniejszają. Czworo tych wcieleń w pierwszym, troje w drugim, dwoje w trzecim, a jedno (które jest oczekiwane)-, w czwartym perjodz.-e przypadają,. Te cztery epoki, które względem liczby swych łat, geomg-tryczne w proporcyi 4, 3, 2, 1, zmniejszają się — zawierają w sobie niezmierną summę lat 4, 300000. Mnożąc tę liczbę prze2 72 wypada czas panowania Menu, a takich panowań l4 czynią tylko jeden dzień Brahmy. Ale od stworzenia świata 50 takieli dni Brahmy upłynęło. Toby zatem wynosiła: 217, 7 28 M Lnów lat. Podług Bhagvat-Geeta składa s:ę dzień Brahmy z 1000 rcwolucyi wszystkich Jugów czyli Epok to jest: z 4, 3 20 milionów lat a Noc Bralimy tyleż ma długości — wiec wieloczyn wypada różny. Łatwo postrzedz można że Indyjskich chronołogów liczby nic nie-kosztująj ale oraz i wyraźnie widać daremne usiłowania w porównywaniu czasu i wieczności albo chętkę podsunięcia sposobu naszego poznawania, który jest ścieśniony określeniem takiego Je* stescwa co jest zupełnie nieograniczonem i którego pojęcia żadną foimą nie moie być wiązane. To obrachowanic z innej jednak jeszcze jak tylko litologicznej uważać, trzeba strony. Zasady jego zapewne są astronomiczne a reszta jest igrzyskiem imaginacyi, której w Indyach subtelność właściwym zdaje się być charakterem, biódmy Menu prawodawca indyjski, jak Bramini twierdzą był Wajsawata Synem Słońca z przezwiskiem S a ty a wr a t a a za jego to ffczasów zdarzył się wielki potop. Pierwsza Purina nazwana Bag ha wat, zamyka w sobie obszerne ale bajkami-ozdobione opowiadanie tego zdarzenia. Ze badaczowi starożytności egzegetycznemu jak jest William Jones tutaj imie Nuh czyli Noe na myśl przyszło, łatwo bardzo wybaczyć można. Jeżeli prawda że potop był powszechny, łatwo być może, iż nazwisko uratowanego i w zachodniej Azyi razem i w południowej zostało jzachowane, Asiat. Kesear. 22 9 — 240.
Mcrkur y — obacz Buddha.
Miesiąc (str. ^1 42) promienie jego rosą chłodzącp. znajdujemy i u Wirgiliusza: roscida luna Georg III. Wcale nowy sposób (str — 58) rogi księżyca na nowiu użyć jako obraz; przypisuje mu się moc ochładzająca, albo (str. 42) przeciwnie ognie rosiste,, (str. 6 7) rozpala kwiecie a to więdnie kiedy ou zachodzi; skłania się w swe wieczorne łoże. Bieg jego po niebie pięknie opisany. Sakontala porównana do gwiazdy Kohini a Dusz-manta do Księżyca (str. lo’i), bo księżyc u Indyan jak i u nas jest rodzaju męskiego. Czandra i Soma są jego nazwijka indyjskie. Marsden Chronolog of the Hindoos str — 21.
Miesiąca Dzieci. Dzielnica Królów Indyi do której i Duszmanta należy.
Mi s r a. Trudno bardzo tę nazwę wytłumaczyć lubo i teraz jeszcze w Indyi zwyczajem jest pospolitym przydawać ją do nazwiska pojedynczych ludzi. Waczespeti i inni indyjscy autorowie a osobliwie najsławniejsi prawnicy (Punditi) i dwóch najbardziej wziętych ich poetów dramat) cznyeh tą się uazwą szczycili Bram in Mahesa zapewnił Jonesa — że jej derywacya może pochodzić ód początkowego szczepu który znaczy: mieszać. Ponieważ ci autorowie którym się dawać zwykła pisali Miscellanea, mieszanki albo mieszane o różnych przedmiotach nauk i teologii dyssertacye. Ale M i s r nazwisko którem od starodawnych czasów cały Wschód oznacza Egipt, podług świadectwa tegoż samego Bramina, ma także być nazwiskiem wzgórzystej ^okolicy na północ od Ajodhyi czyli Aud i ma się znajdować we wszystkich Sastrach i Puranach (Księgach świętych). Asiat. Resear. I, 269, 270. W Sakontali posłańcy Kanny: których z nią wyprawia, Sarngarawa i Saraduata nazwami są Misrami (str. 7 2).
Misrakiesy (str. 110). Nimfa dosyć nudną rolę grająca. Kalidas i tak już zawsze aż nadto jest obfity w te n a s t r o n i a ale ta tu scena wyczerpuje wszelka cierpliwość.
Mit i’ a w a s s u (str. 112) — Rządca jednéj prowim, yi.
Młodość (str. C znikomość uciech w młodocianym wieku, temiż prawie samemi Kalidasa słowy opisuje Teokryt XXVII, 8,
Nad powietrzne krainy, powietrze czyste gómiejsze czyli Aether u Greków po nad atmosferą (str. 1).
Nagakiesar (str. 3 7 l). Śliczny kwiat wiosenny, z którego zbierają pyłek wonny. Poświęcony jest Kamie. Może to Panda-nus odoratissima Linn.
Naramiennik, naraminniczek (str. 43, 47 i 5’6y.‘ Król ma naramiennik złoty, kochanka zaś jego tylko z łodyg lotosu. Ale nad czem właściwie tu się zastanawiać trzeba, jest widoczne z powodu zmartwienia z rozkochania spadnienie z ciała, które i w Teokrycie znajdujemy.,
N a r c d-N a r e d a (str. 13 7). Syn Bralimy, mądry Prawodawca, równie wielki na wojnie jak i w pokoju, wymowny posłaniec bogów, w muzyce niedorównanej doskonałości i wynalazca Winy instrumentu nakształc lutni, który już od samego powiewa wiatru, jak Arfa Ei la głos brzmiący wydawał. ’ Zatem to jestestwo mitologiczne bardzo podobne do Hermesa Greków (Asiat. Resear. I, 265). Dotychczas na ziemi pielgrzymie. (Bhagwat-Geeta str. 144) Imie jego złożone z Na r a nitka albo tez przepis, prawidło i D a, dawca więc: Prawo-dawca.
N atak (XV). Sztuki dramatyczne u Indyan.
Niewolnicz y-S y n (str. 2 5 30). Wyraz znaczący wzgardę, łatwy do zrozumienia, w takich krajach jak n. p. Indye, daleko więcej ma natężenia gdyż tam wartość człowieka mierzy się gatunkiem pokolenia rodowego. Jednak to nie przeszkadza aby niewolniczy synowie przy dworach Książąt Indyjskich osiągnąć nie mogli najwyższych dostojeństw i jirzędów, byleby byli utalentowani; a tymczasem szlachetnie urodzeni potomkowie Książąt, kiedy niedołężnośu Haremu ich cechuje, uszanowania i szacunku zjednać sobie nie mogą.
Nimfy, obecz Boginki.
Nogi głaskać (str. 54) Ta przysługa grzeczności w gorących krajach jest bardzo we zwyczaju aż do Otaheity. Przy-. jemne orzeźwiające uczucie wynikaiace z łagodnego ściskania i głaskania ciała jest przyczyną że i euitipejezykowie tam będący bardzo tę operacyę lubią. Jest to niby trochę zbyt zmysłowy sposób ma-gnetyzowania.
Obrządki. Żadna inna religia nie ma ich w takiej licznej rozmaitości jak Indyjska. Waitana (str. 4l) jest święcenie wody. Kobiety w ciąży zostające także do odprawienia pewnych obrządków są obowiązane (str. 12 9). Przy pochowaniu ciał zmarłych wiele rozmaitych jest obrządków, które po części są nieustannie trwające. Indyanie muszą duszom zmarłych przodków aż do trzeciego stopnia w górę rachując na każdym nowiu placek Pinda ofiarować a codziennie Tarpan (ułagodzeniejjczyli uśmierzenie) to jest libaeyą z wody dla nich uczynic — Dusze tyeh eo potomstwo zostawują zaraz idą do Pitrilogu, to jest w otchłań czyli na łono ojców i tam zostaną jeśli ofiary nie będą zaniechane; bo w przeciwnym razie grzęzną w Narak (Nareka Jiark) i przychodzą znowu na świat jako dusze nieczystych zwierząt, aż przez powtarzane takie odradzanie się z grzechów oczyszczone, usposobiły się do Mukti czyli Zbawienia wiecznego tc jest przyjęcia w istotę bóstwa w Brahmie. Bhagvat-Geeta str. ^3 9. Obrządki ofiarne pogrzebowe zoivią się Sraddha, a u wszystkich niemal narodów na całym świecie jest coś podobnego,
Ogień, w używaniu przy ofiarach indyjskich (str. 70). Obchodzenie koło Ognia ofiarnego (str. 7 6), bardzo jest teatralne a n? umysły indyjskich widzów dzblne musiało czynić wrażgnie A lubo ten lud nader chciwy zachowania obrządków, ani myśli nit miał, żeby to mogło być profanacyą, kiedy na teatrze religijnyeL obrządków sprawowanie, publicznie się reprezentuje. Duszmants w’ swym pałacu ma także własne ognisko dla Ognia święconego.
Opon a — obacz płaszcz.
Oszaddhy (str. 6 7). Pewne kwiatki otwiefijś/ce się przj świetle księżyca.
Pandit <(XIII). Biegli w nauce osobliwie prawnej Bramini szczycą się tem nazwiski;m.
Pan d u (XVI), pochodzi od Bliereta.
Panna (str. 16), w angielskiem jest Damsel.
Papugi (str. 8), karmią swe pisklęta w gmeździe wiezącem.
Parabritika (str. 110). Panna Kamie poświęcona.
P i rwa taj a n a (str. ll5 *34), jeden z Podkomorzycł
Duszmanty.
P a t a I i s (str. 3). Kwiat jakiś pachnący.
P a w‘ — spokojny mieszkaniec gaju, spoczywa w nocy na dachu chatek pustelniczych (str. 6 6)\ o pawicach czyni się wzmianka (str. 51 7 8) i niby zdaje się, tże“to należy do skromności płci żeńskiej u Indyan, że dziewczęta zawsze tylko o samych samiczkach młodych % ponrędzy zwierząt mówią.
P a w a n — obacz Hanumat.
P e d m a — zobacz Lotos.
Pierścień Przeznaczenia dany przez króla, zdaje się wchodzić jako istotna część intrygi (str. 22, 66, 9S, 105, 119 i 15 4). Rzeqz wiadoma że pierścionki w wschodnich krajach często używane są jako amulety czyli talizmany i znaczny wpływ mają w powiaściach orjentalnych, każdemu z nas podobno jeszcze parnię*’ tnych z Tysiąc Nocy i jedna.
Pieśń i Piosnka. Kilka lirycznych kawałków znajduje się w tym Dramacie; w Prologu, piosneczka Aktorki (str. 3) Pry-jamwady alluzya do Wanadosyni (str. 12), Duszmanty piosneczka z kopyta czyli extempore gdy Sakontala swój wiersz zrobiła (str. 49) i glos z Nieba do Kanny (str. 7l); Chór boginek leśnych (77)* Pochwały króla (str. 87) i piosenka królowej Hansamati (str. 89)-
Pinaka (str. 4) Łuk boga Mahesy, tak też Narajan czyli Miecz Wisznu w Mahabbarat ma nazwisko Czakrak (Bhagvat-Geeta str. 149) Nadawania nazwisk broni jest i u Arabów zwyczajem. Miecz Alego zwano Zulfekar, rycerze europejscy w wiekach średnich mieli tenże sam zwyczaj — znana jest Iiolanda Duryndana.
Pingalika, służebna Królowej ’Wasumati (128). To słowo znaczy kolor Lwa (Heetop. str.).
Pip pal a (str. 134), święte drzewo figowe, Pieus religiosa Linn. jego liście drżą jak u nas lii’cie osiki od najmniejszego powiewu. W języku Sanskryckim zowie się to drzewo.Asruaiiha.
Płaszcz. Widać tu prostotę obyczajów pustelniczych gdyż Sakontala ma tylko gruby płaszcz czyl; oponę z dzianego łyka albo jak się mówi na inDem miejscu z włókna plecionego — zatem musiał to być gatunek Maty. Te słowa wKureyuszu: corpora usque pedes car-baso velani I, Vllf, c 9 chciałbym rozumieć o takiej przygrubszej, odzieży, gdyż wierszopisowic używają Carbasus od żagli a w pewnym miejscu in Arrian Peripl Maris Erythr. wyraźnie dodano że ordynarne grube płótno z tegęf-robią.
Podkomorzy. Kilku ich w ten Dramat wchodzi (str, 29, Ul 13 i).
Podróż. Kanna nazywa zejście z tego świata Ostatnią Podróżą (str. g4). ’
Pory roku (str, 12 111) Indyanie mają właściwie sześć pór roku czyli Eitu, jako to: 1» Sisar pora rosy. 2° Himant pora zimna. ^ 3° Wassant,, kwiecia czyli Wioska. 4° Griszma upałów. 5° Warsa „ deszczów. 6° Sarat „ mgły.
Wassant pora roku łagodniejsza i, Iiassumakara czas kwitnienia nazwany, trwa od środki. Marca aż do połowy Maja.
Pi ak ryt. Dja lekt indyjskich kobiet
Promień Chwały (str. 71) tak i Pindar mówi: (Pythic IY).
Pryjamwada, jedna z towarzyszek Sakontal:. Dej, imie znaczy przyjemnie mówiąca (str, 12’. Pindar i Horacyusz mają dulce luąuens ale nie jako imiona tylko jako przymiotniki.
Pszczoła (str. 14 15. Poecie indyiskienm poddaje ona bardzo ładne myśli — Jest mu obrazem kochanka, ulatując od kwiatka do kwiatka (str. 97). A użycie które Poeta robi z pszczółki na początku zjawionej, ku końcowi Dramatu (str. 126 127), jest kawałkiem bardzo pięknym i kunsztownym. Chociaż napomknąć tu trzeba że te ostatnie miejsca w tłumaczeniu zapewne coś stracić musiały; z okoliczności że w języku Sanskryckim dla samców i samic wszystkich niemal zwierząt osobne są nazwiska, co u nas tylko u większych ‘zwierząt jest w z tłyczani a nawet i to dla chowanych w domu a choćby się tu było zamiast pszczoła — samiec mówiło, przecież by to czytających mogło uwieść w błędne mniemanie.
Ptak niebieski, zapewne to Czatak (str. 137 141).
Pukiel porwany (XV; Dramat Indyjski po angielsku The fei-zure of the Lock. Przychodzi tu na myśl poemat równego tytułu pisany przez anglika Pope. Jednak to słowo angielskie Lock może znaczyć i zamek u drzwi.
Pulóman. ICto on jest i kio jego córka znaleść nie mogę (str. 157).
Puru (XVI). Najsławniejszy z przodków króla Duszmanty, Pochodził, w piątym stopniu od Buddhy (patrz to słowo) Starszego. Jak trudną jest pracą chcieć historyczne wieści [ndyan podciągnąć pod obrachunek chronologiczny, widać już z tego co się powiedziało z okazyi Buddhy. Ich cykle — astronomiczne daleko zapewne późniejszego są wynalazku a rachowano po części od nich wstecz po części fałszywie; niektóre zdarzenia eO do czasu podług mniemania dowolnego oznaczono, gdzie zbywało na pamiątkach i innych dowodach. Tyle jest jednak pewnego, jeżeli drugi Buddha żył w roku 1014 przed Narodź J. Chr. jak widać z porównań Coupleta, de Guignesa Giorgi i Bailly i obrachunków zgadzających się z sobą podań chińskich ¡tybetańskich — i jeżeli zjawienie się Kryszny jest jeszcze o dwieście lat dawniejsze jak w Kaszmirze mniemają, że epoka Puruego ginie wnaj-ciemniejszych czasach dziejów po-potopowych.BoKryszna (czyli Wisznu w osmem swem przemienieniu) nadał jednemu z późnych już potomków Duszmanty to jest Ardżunowi, Indye prawem własności, po długich i krwawych wojnach które synowie K.uru i Pandu o to państwo byli wiedli. W Indyach mają dotąd egzystować wiadomości historyczne o późniejszych jeszcze z Persami wojnach. W ostatniej, króla Indyan w niewolę wzięto, zaprowadzono do Persyi i królom perskim obowiązany został do hołdu danniczego. Jeden z potomków jego, którego tęż wiadomości nazywają Phur, wzbraniał się płacić tę daninę i był powodem do wyprawy Alexandra W. do Indyi. W autorach Indyjskich liic tylko że się znajdować ma pamiątka o zwycięztwie Alexandra nad ich królom Phurem ale i dodawają jeszcze że rozruch w obozie zwycięzcę do opuszczenia Indyów przyniewolił. Sketches str. 78. Z czasem może więcéj w tych dziejach otrzymamy światła, bo zdanie Marsdena bardzo jest sprawiedliwe, ze w Indyach może się znajdują dokłaniejsi Annaliści i historycy jak ci są, o których dotąd mogliśmy się dowiedzieć ale że im zbywało na cudotworezości więc u narodu ak chciwego opowieści nadzwyczajnych jak są Indyanie, żadnej nie zyskali wziętości. Chronology of the Hindoos str. 2.
Radżajukta (str, 107). Dozorca policyi w Hastinapura. Tenopis obyczajów jest bardzo ciekawy zważając na czas w którym ten dramat pisano, nie mówiąc już o czasie, z którego wzięta jest ta scena.
Raitawaka (str. 29). Jeden z podkomorzych Duszmanty.
Rama (XII). Jedno z najważniejszych wcieleń Wisznu. Rlma urodził się w starodawnćm mieście Ajoddhyi, kwre podług przesady Braminom zwyczajnej ciągnęło się wzdłuz na dziesifc Jodżan to jest 40 mil angielskich albo 8 polskich. Podbił sobie wiele krajów, ujarzmił całe Jndye z\Lanką czyli wyspą Cejlon, za pęmocą wojska Satyrów czyli Pawianów (Patrz Hanumat) którzy przez morze między Indyą od samego końca tego półwyspu i między Cejlonem ze skał dla niego most zbudowali. Zwaliska jego jeszcze dotąd widać, zwane sąmo stem BŁmy, nie zaś Adama jak Rluhamedanie i Portugalczycy niedorzecznie nazwali. Te wojny opisał Walmik w swOun poemacie epicz-
Jjym Riimajanie. Nonni Diotiysiaca mają do tego poematu tak być ’ podobne że William Jones bardzo się nad tem zastanawiał i bardzo skłonny był do zdania że ten Dionysos tylko jest kopiją Ramy. Asi af Resear. 1. 257, 253.
Jiamajan (XII). Poema Walmika o wyprawie Ramy.
Ram.iloczan (XIII). Nazwisko Biamma
Retti (str. 48). Tkliwość1, małżonka Kamy —.zob acz Kamo.
R’h adakan t — Brahma uczony.
Roliini (str. 153),. nazwisko którejś gwiazdy.
Rohita (str. 107) pewna ryba.
Roku pory, patrz Pory. i! y s u n k i, zobacz czytać.
R i t u, patrz Pory roku.
Saczitirtha (str. 99, 121). Sadzawka w której Sakontala Pierścień upuściła, Tirtha zdaje się znaczyć sadzawka, Saczi żoną jest In-dry.
Sadzawka (str. 8, 80 i t. j.). Dla ochędóstwa i piawem przepisanych częstych umywań Indyanom potrzebne sadzawki, są u nicn święte. Przy nich zazwyczaj wystawiane są świątynie i miejsca spoczynkowe.
Sak et aka, nazwisko jakiegoś kupca (str. 129)
Sakontala. We wszystkich płci żeńskiej charakterach w tym Dramacie widać największa niewinność i prostotę a Sakontala najpryn-cypalniejsza z nich osoba staje się interesującą przez tęż prostotę i niby dziecięcą niewinność, przez pieszczotliwość jéj czucia entuzya-stycznego i (co sam Duszmanta w niej chwali) przez to że we wszyst-kiem co mówi lub czyni i najmniejszej nie ma poszlaki arrogancyi. Nadzwyczajne dotkliwość jej ciała przeciw upałom tamecznego klimatu wystawia ją w bardzo lubej słabości i w potrzebie oczekiwania wsparcia od cudzych względów. Grzeczny indyanin bardzo taki charakter szanuje a nawet ustawy Braminów wymagają jak ^najwię-kszy.ch względów słuszności na słabość i delikatność płci piękni (Code of Gentoo-Laws). Jej przywiązanie do roślin i zwierząt (str. 14 79), jej wiara w znak’ i wróżby (96, IGO), jej skłonność do gniewu, który zaraz mija (str. lii 100), me chcąc poniewol-nie okazują się jaj skłonności (str. 18), miłość jej nieutajona (str. 48, 54 i 57), jej skromność w cierpieniu i rezjgnacya przy pożegna-śniu (str. 73. 80, 83, 85), są to naturalne uczucia jej wrodzone i wła ciwe jéj duszy — nie masz w tem nic wyuczonego, przymuszonego, naśladowanego, ani wykwintności, ani przesady. To, co serce jej czuje okazuje eawsze bez wszelkiej arrogancyi i umyślnego ułożenia, tak jak okoliczności do tego dają jej powody.
Sakonta L a w any a m — podobieństwo tego słowa do imienia Sa-Tiontali pochopem jest jej synowi pytania się o nią (str. 150) Znajduje się w Heetopad. str 160, ze Sekandi zapewne Pawia str. 78, ii Lawanyawty, Pięknego znaczy. Zatem ten wyraz znaczyłby Paw piękny a używają go także jako nazwę Pawia z gliny ulepionego albo malowanego,
Sakrawatara, zapewne wioseczka, gdzie rybak mieszka (str. 99 106).
Samy, drzewo twarde (str. 10) zamyka w sobie ogień tajny (str. 71), zapewne dla tego tak opisane że’go używano do zapalania ognia ofiarnego i — że przez tarcie samo się rozpala.
Sandał patrz Zandał.
Sankara dziecię któregoś Pustelnika (str. 146).
Sank ha (XIV). Wierszopis Indyjski.
Sans kry t. Grecy którzy z Alcsandrem do Indyi przyszli a za panowania Książąt Baktryańskich kraj ten wielki odwiedzali, żadnej nam niedochowali wiadomości o języlia jakim naówczas był indyjski. Mahometanie zastali i uważali że ten język ma swój kształt osobliwszy, którego najczystsza wymowa kwitnęła w okolicach Agry a szczególniej koło Matry, której okolice zwano poetycznemi. Ten djalekt zowie się Wraddża a pięć jego szóstych części przynajmniej zgadza się z Sanskrytem czyli językiem Ksiąg świętych. Od obydwóch tych języków Hindostański zupełnie się różni tak co do szczepu jako i odmiany słów i p„odług wszelkiego podobieństwa jest to dawniejszy i rodowity język Indyan a zwłaszcza w Indyi wyższej czyli górnej. Ludy zapewne, które te kraje podbiły, wprowadziły tam Sanskryt i Wrad-dżę jak wnosić można, ’z wyrazów do hindostański ego przymieszanych. Tyle przynajmniej pewna, że póki religia Brahmy była panującą w In-dyach, językiem Wed (czyli ksiąg świętych) w wielkiej części tego kraju mówiono. Ale pominąwszy to, że początek języka Sanskryckie-go jest nam jeszcze zupełnie niewiadomy, zastanowić się trzeba nad organizacyą tego języka gdyż ten podług zdania jednego z najuczeń-szych lingwistów tok ma doskonalszy od greckiego a większą słów obfitość niż łaciński (William Jones in Asiat. Resear. str. 422) Nawet od tychże obydwóch języków sanskryt ma daleko wyższą filozoficzną dokładność’ i wyborniejszą polerowność a znowu jednak z niem1 w szczepach (radix verborum) słów i ich grammatycznych formach tak się zgadza, że aż zadziwienie wzbudza. Taka zgodność nie może być dz;ełem trafunkowego przypadku. Każdy filolog zgłębiający te wspólną zgodność przekona się jak najoczywiściej że wszystkie te trzj języki ze wspólnego (może już więcej nieegzystującego) pochodzą źródła. Początki języków gotyckiego i celtyckiego, lubo ten drugi przez wcale różne wymawianie całą swą postać odmienił, tudzież x da-wno< — perskiego aż do tegoż źródła wyśledzićby się ddły. As. Kes. str. 423. Teraz znajduje się Sanskryt jeszcze tylko w książkach, w których ma owo wysokie grammatyczne wykształcenie zasługująca na nazwisko Sanskryt czyli doskonałe (od Sam albo jak w złożeniu wyrazów kładzie San zupełny a Skrita zrobiony, skończony). Charaktery któremi ten języfc jak i wszystkie indyjskie się pisze, zowie się Nagari (od miasta Nngar czyli Nagara a czasem dodaje się jeszcza do tege Dewa ponieważ samo bóstwo tych liter miało ludzi nauczyć i ich kunsztowny porządek przepisać jakich teraz jest w używaniu. Wyraźnie poznać w nich można podobieństwo i zgodność z pismem ku-ficznem i czworogrannem ehaldejskiem, którego Hebrajczylcowie używali a które wraz z feuickiem (matką abecadła Greków i Rzymian) i etopskiem, wszystkie z wspólnej pierwotnej formy się utworzyły. Najdawniejsze indyjskie litery znajdują się w jaskiniach przy Dżarasandha, ale napisy w Kanärah zdaje się że złożone są z Nagary i charakterów czyli liter etyopskich. Asi.<t. ilesear, I, str, 423.
Wszystkie te oznaki głosów w pierwszym swoim początku, podobno były tylko niezgrabnemi próbami wyrażenia rozmaitych brzmień tych narzędzi których potrzebujemy do wymawiania słów; przeciwnie zaś oznaki wyobrażeń czyli idei, które niegdyś u Egipcyan a teraz jeszcze w Chinach i Japonii są w używaniu, koniecznie mieć musiały całkiem inszy początek lubo dźwięki głosowe w grammatykach chińskiej i tybetańskiej bez-mała w tym samym następują po sobie porządku, który jak mniemanie niesie, bóstwo dla indyjskich przepisało. Dla badających duchem filozoficznym dzieje rodu ludzkiego, co w tych tu zgodnosWaehz najgłębszego źródła — starożytności pochodzących, ile to nie znajdować sie może rzeczy nader ważnych i zwracających a zarazem zaostrzających uwagę? Asiat. Piesea. I, 424.
Saraduata — obacz Misra.
S aras w a ty-S e r e s wa t y. Jedna to z tych trzech rzek, które pod Prajagą albo przy Tryweni trzy warkocze) się łączą. Drugie dwie są Gangä (Ganges, i Jamuna czyli Jumna. Bzeki indyjskie po więk. szej części są rodzaju żeńskiego i są boginiami. Tylko rzeka Brahmaputra (syn Brahmy) należy do rodzaju męskiego. Saraswati wspomina się tu (str. 132), jako rzeka a zaraz pospolite ludu mniemanie, ze ginie pod ziemią, aby jak dalsza tej wieści osnowa niesie: z kochanką swoją Gangą pod Hugli, gdzie iusze jeszcze jest Tryweni znowu się złączyć. Jako boginią Nauk i Kunsztów wspomina ją Ka-lidas [bardzo stosownie w dziele z wydziału sztuk wyzwolonych {str. 162).
Sarmiszta (str. 75). Zapewne żona któregoś indyjskiego Księcia.
Sarna, sarniątko (str. 79 99). Te uczucia pełne tkliwości są nader lube.
Sarngarawa (str. 97 101). Jeden Misra którego Kanna z swą. wychowanicą posyła do Króla. Szorstki i popedliwy Saraduata uśmierza kilka razy to co on w gniewie mówi.
Septaperna (str. 16). Liście pewnego drzewa na posciolkę do siedzenia.
Sereswati, obacz Saraswati.
Serwademana (str. 145 160). synDuszmanty i Sakontali (Lwów uskromiciel) w następnych czasach nazwany Bharat czyli Bhereta, ja-ko wsławiony monarcha lndyan od niego zwanych Bheretkhant. Zuchwalstwo tego chłopięcia jest tu dobrze odmalowane.
Se sam — zapewne to Ingudi (str. 53) patrz to słowo.
Słoń — od myśliwców z siedliska swego wystraszony, z wściekłością wszystko około siebie pustoszy (str. 23,. Stada słomów z pomiędzy siebie jednego mają dowódzcę (str. 86). Czy to już za czasów Dusz-inanty miano słoniów od parady dla Panujących, na to trzebaby dogodniejszych świadectw jakto jest na str. 109. Indyanie mówią o słoniu że jest jurny i rozpustny: Asiat. Besear. I, 131. New Asiat. Mi-Ecellany Nr. I, str. 62.
SlońcaDzieci — patrz Dzieci.
Słońce. Myśl ta bardzo jest naturalna że lud nieoświecony wszystko ożywiające słońce jako~.iestestwo, boskie szanuje po długim do-dopiero przeciągu czasu i po żebraniu licznych z sobą zgadzających się dostrzeżeń nad fenomenami najznakomitszemi i ich częstym powrotem, nawykł człowiek to zaniedbywać o czem sądził że już zna doskonale na tem i stworzył sobie niewidzialnych metafizycznych bogów. Jest wielkie podobieństwo że wjndyach trzy siły boskiej tro-istości tojest stwarzająca utrzymująca i niszcząca (Brahma, Wisznu, Siwa) pierwiastkowo byłby tylko ciepło, światło i płomień, które na słońcu tem dziwowisku natury dostrzeżono. Gdy z czasem rozum ludzki więcej nabrał oświecenia, że twór od twórcy, skutek od przyczyny a osobliwie cielesne od duchownego rozeznać umiał, owe trzy siły rzeczywiście obrócono na własności bóstwa, a1 e ta zawiązka do religii ludu-zbyt już była zakorzenioną Bożków dotąd czczonych nie można było w niepamięć puścić i nie było innego sposobu, jak starać się aby ich jako można z nowyrr systemem metafizycznym połączyć. Dla imagi nacyi wszystkio tn drogi stały otworem i ta także nrzyczyna że często jedną kontentować się niechciano. Słońce nie tylko jest jedną z owych ośmiu postaci w których Siwa czy Issa się objawia (str. 1), ale mu się i osobno cześć wyrządza jako Adityi czyli niebieskiemu gieniuszowi i właściwie ma nazwisko Suryam. Sitrya jedzie na wozie do którego 7 zielonych rumaków zaprzągnięto. Arutk go powozi (str. 67 138) tysiąc Geniuszów mujtowarzyszy, oddających mu pokłon i śpiewających pochwały. Często mu się podobało spuścić się na ziemię gdzie i spłodził plemię bohaterskie Suryawanga. Ma wiele nazw, sk osobliwie oznaczających jego siły w każdym miesiącu Aditya-mi zwane, te tym idą porządkiem Warnnea, Surya, Wedang, Bhanu, Indra, Eawi, Gabasti, Yama, Swarna-reta, Diwakar, Mitra i Wisznu (tu znaczy przenikający) Bhahwat-geeta str. Hi Asiat. Resear. 1, 262
Sm ara — patrz Kama.
Śnieżne-góry — patrz Himalaja.
Somarata. Kapelan Duszmanty czyli Kapłan nadworny.
Somatirtha (str. 7) dokąd Kanna’pielgrzymuje; składa się to z Soma (miesiąc) i Tirtha (może sadzawka).
Sr ażnik. Stróż (po angielsku Wardonr)* Właściwego znaczenia tych’ urzędników pałacowych wynaleść nie można.
S ii c z a k a. Pulicyant.
Sumeru. — albo Meru, bajeczna rgóra na której bogowie i geniusze mieszkają; Indyanie mówią że jest w północnej stronie i pod osią bieguna ziemi, ma być z litego złota i klejnotów.
Su“dar (XIV). Wierszopis.
Suwrita (str. 146). Piastunka Serwademany.
Swerga. Raj dolny, niższe ifiebo czyli iirmament, siedlisko geniuszów.
Świat — podług nauki Indyan jak i wielu innych ludów, jest miejscem doświadczenia.
Syamaka (str. 80) jakieś ziarnka.
Syn (ar. 83) jest największem szczęściem urodzić »yna w krajach wschodnich i niewiast zaszczytem.
Syn Niewolni cz y — obacz niewolniczy Syn.
Syn Pana (str, 5 7 15 3) co ten wyraz znaczy, sam Dusz-manta objaśnia, że go tylKo żona mówiąc-o swyn-mężu używa.
Syn Księżyc a — patrz Dzi ci Księżyca lub miesiąca.
Syn Słońc a — patrz Dieci słońca.
S y r y s z a — patrz Lotos.
Szybkość (str. 5). Grecy nawet nie mają tak pięknego ńlozoficznego obrazu szybkości jak ją tu Duszmanta maluje.
S z y w a albo Si w a — obacz Issa. Ma modrą szyję (str. 16 2 J od strasznej trucizny, którą poiknął z rozsazu Brahmy, aby świat nie zniszczyła. Bhagyat.Geeta str. 14 9. Ztąd, zowie się Nilkant — Modroszyi.
S za k al (str. 3 0 10 8). Pies dziki żarłoczny, kupami nocą na zdobycz wychodzący strasznie wyje.
Sznurek Kapłański czyli święty, S e n n a r a — robiony z pewnego gatunku bawełny.(Nerma); składa się z pewnéj liczby nitek wyznaczonej długości. Bramini w swoim mają najwięcej nitek; Kszetry czyli Wojownicy mniej a Wisye czyli Kupcy najmniej. Suderom wcale niewolno używać sznurków. Wisi od lewego ramienia i opasuje lędźwie do koła. Sketches str. 283.
T a m a 1 a (str. 4 2?, zobacz Lotos.
T amaryndy (str. 32). Kwaskowate strącze znane jako lekarstwo.
Teatru Dyrektor. Tak podobno trzeba tłumaczyć angielski wyraz Manager, jednak w Indy ¿eh jego stosunki do teatru są nam nie wiadome.
Ter mi ty (str. 143) Szczególny gatunek owadów; najwięcej pobratymstwa ma z mrówkami a w gorących krajach wielkie, czasem wyższe od człowieka gmachy z gliny wystawia. W tych lepiankach żyją społecznie, tam jaja niosą i młode wychowują. W krajach gorących to robactwo nader wielkiem jest uciemiężeniem. Tu przylepiły nawet swój budynek do pokutnika niewzruszenie stojącego jak gdyby do pnia.
Trysanku. Książę Indyjski o którym się wspomina (str. 3 9).
Tuberoza, w angielskiem tłumaczeniu (st. 6 7) źle położono tuberozę zamiast kwiatu nocy czyli logosu.
Uczeń. Swiętobliwość do której Bramini dążyć powinni stopniowo tylko nabywaną być może. Starsi i św.atlejsi Bramini są wzorem dla młodszych jako nauczyciele i mistrze żądają od nich posłuszeństwa. Dopiero kiedy Bramin nabędzie tego stopnia doskonałości, który G n a n czyli mądrość inspirowana się zowie i który znajomości o naturze bćsiwa wymaga, w tedy daje mu się zaszczytne miano P a n d i t. Bhagvat Geeta str. 140-
U r. w a s i (XIV). Dramat Kalidasa w 5-ciu aktach.
U syra (str. 41 5 6). Korzeń wonny, baltam w sobie zawierający.
U s z a (XV). Uprowwdzenie czyli porwanie Uszy Dramat Indyjski.
U gniotek (str. 7 l), patrz Czar y.
W ac hla r z (str. 43 5 5) z liści lotosowych, w pustelniach tylko używany, bo osoby bogate miały wachlarze z piór pawich albo z ogonów napuszystych wolu Linn Bos grunniens. i Heetop i str. 9 7.
W a i t a n a (str. 4l), patrz Obrządki.
Wali (str. 148), Olbrzym, Wiszuu go zabił.
W a Im i k czyli W! ni i k i, najdawniejszy wierszopis In-dyan, autor epicznego poematu Rgmajan (XII).
Wanadosini (str 12), znaczy rozkosz Gaju — Znana osobliwość imaginacyi u narodów wschodnio-krajowych, aby tworzyć liczne nazwiska dodatkowe. Arabowie naprzykład mają sto rozmaitych nazw miecza. Lecz i nazwisko dodatkowe R ó ż y w A.na kreonta, Od. 52 o podobnym świadczą toku imaginacyi.
W a s a w s, (str. 15 6). Syn Kasyapy i Aditi.
W a s u mati (str. 12 8), jedna z żon króla Duszraanty.
Wata (str. 80) Drzewo figowe indyjskie; gałęzie jego w ziemię nagięte łatwo się skorzen:ają i wypuszczają latorośle, Ficus in-dica Lin!
W ąż — patrz Żmija.
W e d a (str. 1 7, 90, 132 i 167). Iis’ęgi to są święte Indyan w Bengalu nazwano Bed au Talingów i Tamulów czyli M alabarów zowią się W e d a m albo W o d a n g. W ogólności pamięta» należy że w pospolitym dyalekcie B zamiast W się mówi a ostatnie A opuszczone bywa, które to A w Sanskry-cie zakończeniem jest wielkiej liczby syllab i słów. Wedaskłada się z czterech książek, które sam bóg objawił i wto wierzą bez wszelkiego wyjątku. Nazywają się jednem słowem R i g y a dż us a m a t-h ar w a albo każda z osobna Rig Yadżusz, Saman i Atliarwan. Sonnerat twierdził że te księgi zaginęły ale przez staranne śledzenia Anglików inaczej się pokazało a^egzysteneya tych książek jest już teraz niezaprzeczoną osobliwie gdy zasłużony w indyjskiej literaturze Pułkownik Pol: er zupełny ich egzemplarz w XI yoluminach nabyć miał sposobnosć, który ja sam widziałem w“ Muzeum Brylańskiem w Londynie 1 7 9 0 r., gdzie go chowają. W y p, s a Wedę na cztery podzielił księgi. Trzy pierwsze systematycznym sposobem, objaśniają naukę o powinnościach ludzi czwarta w sobie zawiera prawa boskie i z daleko póżaiejszego jest czasu jak widać z samego djalektil w którym pisana, gdyż go łatwo zrozamieć można, trzy zaś pierwsze księgi od kilku tylko Bra-
Bjinów wytłumaczone być mogą. Niezgodność którą dotąd dostrzeżono między wiadomościami Hollwellao księgach świętych w In-dyi i doniesieniami o tem innych wędrowników teraz się coraz bardzie wyjaśnia przez ściślejsze i poufalsze z Braminami obcowanie i przez rozpoczęte Wilkinsa Halheda i Joae-ra dokładanie się do nauki sanskrytu. W samej istocie jest prawdą, że Indyanie sześć zbi orów Iisig świętych mają, które pospolicie razem S a s t r a czyli z i. s t r a zowią.
P i e rw s z y z tych zbiorów zamyka w sobie cztery księgi Wedy.
D rugi zowie się O p a w e d a, składający się także ze czte-Tech ksiąg traktujących o chirurgii, medycynie, muzyce, sztuce tańczenia, sztuce wojennej, o architekturze i z innych mecnaricynych sztukach.
T r z e c i zbiór S a s t r u, nazwany A n g a albo Wedan-g a zawiera w sobie grammatykę, rytuał, nabożeństwa, astronomiją i wykład trudniejszych do zrozumienia słów.
C z w a r’t y, składa się zUśmnastu Puran czyli Powieści mitologicznych.
Piąty zowie się D h e r m a albo M e n u-S m riti (przy~ pomnienie Menu) a wośmnastu księgach obejmuje naukę oPrawach.
SzóstyDersana zwany, ksładający się z iTyaya i M i-m a n s y zamyka w sobie całkowity Z b i o r-F ilozofii sześciu szkół indyjskich. Trzy te ostatnie zbiory wspólnem nazwiskiem oznaczają U p a n g a’^Pod-Anga) liczą się tylko jako cztery Sastry, Bharata i Kamajan dwa wielkie epiczne poemata do czwartego rachują zbioru. Pisma objaśniające te księgi czyli ich kommen-tarze są niezliczone i znaczaąby z nich zrobić można Biblioiekę gdyż całe pole nauk obgjmują.
Sudery czyli czwarty Wydział Pokoleń u Indyan, któremu nie wolno czytać Sastry ani nawet słuchać gdy co z niego czytają, mają mnóstwo innych ksiąg świeckieh czerpanych z Sastru, które wiele w sobie mają piękności. William Jones także twierdzi że lekarze indyjscy (czy z tego to pokolenia?) często daleko ną uczeńsi niż Bramini a nie będąc dumnemi do najzacniejszych i najcnotliwszych ludzi w tym narodzie należą. Sudery uczą się medycyny z ksiąg nazwanych: W a i d y a; Morału zRadżanity (nauka książąt) i z Nitisastru. Poemata Sahitia i Ka w’y a czytają oni zamiast Puran i t. d. Chcąc sobie utworzyć wyobrażenie o ob-szerności li+eratury indyjskiej, trzeba uważać że księgi Wedy „więcej jak tysiąc rozdziałów zawierają: Purany więcej niż 50 0000 strof czyli zwrotek albo stanzów a Mitha-Bharat czyli Btórata sam więcej niż sto tj sięcy ich liczy i tak wszystko w proporcyi. Te źródła otwierają teraz Anglicy dla zatrudnień w przyszłym wieku; jak niegdyś Hollendrzy do arabskiej a Francuzi do chińskiej literatury przystęp utorowali.
W tych pierwiastkowyah dziełach Narodów uważając w czem ludzie zgodnie z sobą myśleli i pisali poznajemy że rozum wszędzie działa analogicznie, podług jednostajnych, prawideł, ale oraz i domyślać sie możemy że podlag wszelkiego do prawdy podobieństwa wyobrażenia i mniemania jednego ludu do drugiego przeniesione zostały. Takie domysły iedynie usilnem do tych nauk przykładaniem się mogą nabyć wyższej pewności zaletę a takowe roztrząsania dla badających kulturę ludzkiego rodu bardzo są ważne. Co tt w krótkości zebrano wyczerpałem z różnych dyssertacyi Williama Jones, obacz. Asiat. Resear — I, str. 340 355 i znowu 415 431,
W et as, Wćtasas. Kręto snujące się krzaki, które roz-krzewiają na altanki albo też tałe gaiki z nich lormuja (str. 2 7, Cl i 93).
W i kramaditya albo Yikramdd itya, złożone z „Wi-kraina, Zwycięztwo 1 A d i t i a bożek znaczy zatem K*iużęęia Zwy-cięzkipgo czyli boskiego zwycięzcę. Jeden z najslawniejszycł królów indyjskich żył koło 100 lat przed narodź. Jez. Clir Jegt dziedziczne królestwo zwało się Malwa a miasto w niem stołeczne U d ż e i n (Ougein). Wiódł wojnę z S a k ą królem Del li y^-fktórego może był lennikiem hołdowniczym a zwyciężywszy goi zabiwszy panował nad najpiękniejszemi i najrozleglejsze-tni krajami w Indyach. Rzecz nie pewna, ’ jak długo jeszcze po tem panował ale historya św.adczy*’ że zginął w bitwie w któ-rśj król z południowych prowincyi Dekanu zwycięzcą został — Minjć tak nieszczęsnege zakończenia, żyje pamiątka jego między Indyany: jego awantury są. bardzo u mch wzięte a co najważniejsza epoka chronologiczna dotąd jeszcze używana ma od ńiego nazwiskc a wiedzieói-nie można czyli, zaczyna się od jjgo na tron wstąpienia czyli od jego śmierci. Jej początek przypada prawie na 5 6 roi przed narodź. Pańksiem.
Wikramaditya czyli Bikkiermadżyt, lubił dwór bardzo świetny i okazały; wszystkich uczonych i sławnych ludzi do siebie zgromadził. Jego 9 klejnotów czyli dziewięciu uczonych mężów są znane, między któremi Kalidas autor Sakontali był najznakomitszym Marsden Cnronolog. str — ll.
W ina (str. 8 8). Lutnia Naredy-obacz: Nared.
W isznii albo vV i s łi u u, zobacz Brahma.
W od na lilia, patrz Lotos. , r o ź nica, W ó d z wozu, Stangret, patrz Arun i Aiatali.
W rata t i (str. 2 3). Roślina z kręto snującemi się badelami.
Wróżba — Strzyka Duszmancie w prawem ramieniu (str. 9 144) dwa razy wprzód, niż Sakontalę zobaczy. Sakontali drży prawe oko, wpierw nim stanąć ma przed królem który jej się zapiera. Usiłowanie aby wytłumaczyć takie przypadkowe poruszenia znajdujemy i u innych narodów. Zawsze atoli świadczy to o zręczności ćwiczeniem nabytej-, uważania czucia i zupełnego pos.adaniu wyobrażenia o najmniejszych we własnym ciele odmianach. Wniosek tak“ zasadza się na tym sposobie myślenia, że wszystkie poruszenia w naszdm ciele nie z wyraźnej naszej woli pochodzące związek mieć muszą z jakąś wyższą siłą. Gdzie niewiedziano oczywistej przyczyny pewnych działań, wystawiono sobie zaraz jakieś wpływy nadprzyrodzone boskie.
W riddhasiłkalya (str. 144). Ktoś do którego Matali w Gaju Kasyapy mówi.
W y a ś a (XII). Albo właściwie Kr yg zn a-D w a p a j e n W y a s s a, autor Bhararatu, zebrał Wedy w 3 lub 4 księgi, prócz tego pisał rozmaite Purany (niektórzy twierdzą że wszystkie) i inne traktaty i wykłady Sastru. Asia. Res. 1, 3 42 3 51.
Wyd erb b a, mistyczny sposób złaczenia miedzy poezya i poetą (XY). ’
Wydział pokoleń (Kasta). Wiadomo że Indyanie na 4 główne dzielą się pokolenia 1, Bramini od Brahma bóstwo znaczy boskie) 2, Kszetra Książęta i wszyscy wojownicy (Kszetra znaczy ziemianina) 3, W i s y a, kupcy, rolnicy, rzemieślnicy, pasterze. 4, Sudera. Parobki Prócz tych znąjdu je sięjęszczo wzgardzony ich społeczeństwa wyrzut, z którym żaden z tych 4 pokoleń się nie wdaje Czandala. Ci zrobić muszą każdą nieczystą robotę a nawet nie mogą być Jogami czyli po-bożoemi pokutnikami. Sketches str. 121. ifa brzegach Malabaru zowią go P a r y a a powiększej części są to wygnańcy ze 4 pokoleń. Tylko Braminom wolno czytać Wedę: Kszetra może słuchać czytaną, drugie zaś dwa wydziały, tylko niektóre Sastry czyli wykłady Weijy czytać mogą. Czandalom nie wolno postać w żadnym kościele ani stać się uczestnikami nabożeństwa. Żaden indyanin nawet nie dotknie się owocu z ogrodu Czandali. Względem po-mięszania pokoleń ustanowiono że Bramin może pojąć żonę z swego własnego jako i z drugiego oraz trzeciego pokolenia, Kszetra zaś żaden z Bramina z córką ożenić się nie może.
Y ama (str. 10Sj. Jeden z synów siońca etyli Waj wasala nazwany także Dhermaradża król sprawiedliwości; Pitripeti książę Patryarehów i S.addha Dewa bóg obrządków pogrzebowych. On Jjést sędzią dusz: które się zaraz po swém od ciała odłączeniu do miasta i mieszkania Yamy, Yamiapur udawają dla usłyszenia jego sprawiedliwego wyroku, aby albo wnijść do pierwszego Nieba Swergi albo zostać pogrążonemi w religiją wężów czyli Narak, alboteż w miarę przestępstw swoich na ziemi w jakie zwierzę, roślinę albo wcale w jaki Kamień zostać uwięzione. Zowią go też Kala, to jest czas. Nhktórzy rozumieją że on i Menu jedną jest osobą — obae.z ten wyraz Asiat. Res. I, 2 3 9.
Y aj aty. Książę indyjski (str. 75).
Z a nd a ł czyli Sandał (str. 15 2). drzewo wonne (Santalum album Linn), dosyć znane a dla swej woni od Madagaskaru aż do Olaheity w wielkim szacunku będące Indyanie ile razy się myją w rzece Ganga, znaczą sob:e pierś i ramię farbą z białego. Zandału, którą woda rozrabia a potem na ciele przysycha. Iieetop, str. 3 3 2.
Ziemia (str, 36) jest ciemną niedojrzaną granicą morza, tea wyraz (str. 51) morzem otoczona ziemia podobny do wyrazów Pindara Olimp. VIII 24. Jsthm. I, 10 i Pytli. I; 84. Nazywa się też (str. 8 i) płodna, jak i w greckich wierszopisach a jej płody klejnotem świetnym i kosztownym (str.!36). Iw Indyaeh jest boginią (str 10 4), jaki w Homerze lub Orfeuszu, akontala życzj sobie aby’wjéj szczodre zapadła się łono. I w Ileetopadesie W a-s u d li a czlyi Z;emia nazwana jest boginią. Iieetop. str. 4J, nawet godną wiecznej adoracyi z przezwiskiem Su r ab hi to jest Krowa obfitości. Tamże str’ 110.
Z ł o t y P a s — obacz Heuiakuta.
Żmija czyli W aż. We wszystkich wschodnich krajach zgodną jest myśl i upowszechniony zwyczaj uważać żmije i węże dla tego że są jadowite jako złe, nieczyste I obrzydliwe a przez — łatwą bardzo przenośnią (Metaforę) za złe duchy poczytać (str. 14 7).
Znak (str. 14). Wszystkie nadzwyczajne przypadła (jak już pod wyrazem Wróżba mówiono), rozumowi póki jest w swoim niby dzieciństwie czyli pierwszém rozwijaniu zdają się mieć szcze* gólue jakieś znaczenie. Tu roślina przed czasem kwitnąca znaczy męża. Tu także nadmienić wypada że znaki fizyonomiczne w In-dych już wtedy powszechne jako ogólne prawidła i zasady były znane jak widać z tego co mówi Pryjamwada o postaci manty, którego jeszcze nie zna (str. 17), z proroctwa, które Soma-Tata wspomina (str. 10 3) o synu Duszmanty a sam Duszmanta poznaje znaki panowania ( 144 na ręku nieznanego mu jeszcze syna swojego. U nas bawią się chiromaneyą cygany. Pewny Proffessor Grelłman starał sie dowieść iż ci cyganie z Indyi pochodzą.


KILKA PRZYPISÓW WYJĘTYCH Z RAYNALA IIISTORYI FILOZOFICZNEJ OSAD EUROPEJSKICH W OBYDWÓCH IXDYACH.
S ANSKRYT.
Język obfity i bardzo zwięzły, jego grammatyka choć dość zawita (complique) jednak regularna. Alfabet ma 50 charakterów. Formy przypadkowania których jest 17, posiadają prócz zwyczajnej jeszcze i liczbę podwojną. (Dual jak u Greków). Zgłoski są krótkie krótsze i najkrótsze — także długie dłuższe i najdłuższe, ostre (aigues), ostrzejsze i najostrzejsze: także przyćmione (graves) w tych trzech stopniach. Jestto język muzykalnie kreskowany; ostatnia zgłoska słowa Ce’déreo wymawia się z przeciągiem blisko minutę trwającym. WPoe-zyi wszystkie gatunki wierszo w, w rymotwórstwie wszystkie gatunki miar (pedes) i trudności innych języków znajduje się, niewyjmując z tego rymu.
LITEEY.
Litery któremi są pieane dawne napisy zdaj^się być utworzone z liier chaldejskich czworogrannych, któremi pisano Księgi hebrajskie. Litery indyjskie, arabskie i fenickie z których przerobiono greckie i rzymskie zdają sie z jednego pochodzić źródła, a chociaż język chiński zdaje się być raczej odbi ciem wyobrażeń (idei) nie słów, jednak brzmienia czyli głosy’ w grammatykacn chińskich tym samym porządkiem są uszykowane, jakim się znajdują w języku tybetańskim i indostań-skim. *
CHRONOLOGJA.
Kapłani Buddhy stal! się dla Tybetu i Chin prawdziwą Epoką w której w tych krajach ten Bóg się objawił, bądźto rzeczywiście czyli też nadzmysłowym sposobem. Epokę tę w rękopismach zachowaną missyonarze i literaci chrześciań-scy porównywali z erą naszą.
Couplet de Guignes Giorgi et Bailli różnią się trochę mię. dzy sobą w zdaniach swoich w tej mierze jednak Couplet zdaje się być najdokładniejszy. Atoli biorąc średnią liczbę tych czterech dat można położyć objawienie sięj Buddhy albo dziewiąte wielkie wcielenie się Wisznu na 1014 lat przed Naród. Chrystusa albo na 2799 lal przed rokiem 1768. Teraz Kaszemir chełpi się jego przybyciem do swego kraju utrzymując że się pokazał na ziemi koło 200 lat po Iirysz-nie, Apollime Indyjskim, był bardzo czynnym uczestnikiem w wojnie Mahabharat.
Etymologista mógłby łatwo wpaść na domysł że Ateńczy-kowie swoją poetyczną historyą o wygnaniu Pandyoną i przywróceniu Egei upiękniali azyatycką wieścią o Pandusie i Ju-dysthyrze; to pewna ze Pandumandas nazywano przez Greków krajem Pandyona.
Również ciekawą Epokę oznaczyć można kładąc czas kiedy Kryszua żył na 3000 lat przed nami a jako trzy pierwsze Awatary czyli Zstąpienia Wibruj odnoszą się do czasu powszechnego potopu a czwarty i piąty do czasów ukarania i upokorzenia bezbożności i pychy; — możemy więc przypuścić teraz, że drugi albo srebrny wiek Indyan późniejszym jest od zmieszania Babylońskiego; tym sposobem tylko jeden dziesiątek tysięcy lat zostaje nam oponą ciemności zasłonięty który lo przeciąg czasu użyto na usadowienie się ludów, na utwo rżenie państw i ustanowienie towarzystwa cywilnego. Bogi, których wcielenie w tym pośrednim czasie nastąpiło mają obadwa imie Rama — różnią się tylko przezwiskami. Z tych jedek bardzo podobny do Bachusa Jndyjan, którego dzieła wojenne są przedmiotem wielu poematów heroicznych, bywa wyobrażany jako potomek Swergi albo Słońca, małżonka Sity i Syna Księżnej Iiauselii. Osobliwą jest rzeczą że Peruwianie, swoim inkasom podobny początek przypisują jak największe uroczystość nazwali R a m si to a, zkądby wnosić można że ludy Ameryki Południowej wyszły z tego plemienia, które w najodleglejsze strony Azyi obrządki i bajeczną historyą o Ramie rozniosło.