Dyskusja indeksu:Gerhart Hauptmann - A Pippa tańczy.djvu

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
HELLRIEGEL. No, widziałem prześliczne rzeczy! Coś tak, jak się to mówi, w rodzaju ściany z wizyj kobiecych, kłapiących rybnemi paszczami, coś co wywołuje cudny wstręt! cudownie groźne. Nie chciałbym tego tu w pokoju mieć! — Tak to się dzieje, jeśli kto z jasności w ciemność włazi. — W ANN. W końcu jeszcze nauczysz się tu zgrozy.
HELLRIEGEL. W każdym razie do przyjemności nie należy, być teraz na dworze. Widocznie mają panie bóle szyi — widać to po drgających, ciemno-fioletowych nabrzmiałych gardłach! — pocóżby więc były otulone grubemi chustkami szyjnemi, obramowanemi śliniastymi robakami! WANN. Słusznie, Michał, ty oglądasz się za pomocą!
HELLRIEGEL. Żeby tylko te żartobliwe aniołeczki nie przedostały się przez ścianę!
WANN. Michaś, czy nie mógłbyś jeszcze raz wyjść na pole i w ciemność tak głośno wołać, żeby On przyszedł?
HELLRIEGEL. Nie! Za dużo mi już tego, nie pójdę! WANN. Boisz się błysku, który ma zbawić? A wiec przygotowuj się w takim razie usłyszeć pochwałę Boga rykiem odrętwiającym wszystko, skoro inaczej nie można zapobiedz wtargnięciu trzody!
(Stary Hulin wydaje z siebie taki okropny okrzyk bólu> że Pippa i Hellriegel wybuchają jękiem współczucia i bezradnie opanowani, spieszą mu na pomoc.
WANN. Tylko bez zbytniego pospiechu! nic wam nie pomoże! — Tu niema łaski! Tu spoczywa tak długo trujący ząb i biało-rozżarzony wiatr, jak długo spoczywa! Tu tłoczą tyfonijskie moce przeraźbwy krzyk męk rozszalałego poznania bożego. Ślepo, bezhtośnie gnębią go one, z ryczącej, ze strachu oniemiałej duszy.
HELLRIEGI L. A nie możesz mu co pom dz, starj?
WANN. Nie mogę bez tego, którego ty zawołać nie możesz.
PIPPA (drżąc). Czemu to on tak na tortury wyciągni y? Bałam sie go i hiaeierpi dam go! ale czemu on z taką wściekłością i bezlitosną nienawiścią jest prześladowany?,., ja tego nie żądani!
HUHN. Co to? puśći e! puśćcie! puśćcie! nie wbijajcie mi kłów w ciało! puśćcie! puśćcie! ni? łamcie mi koś< i w ręcet nie rozdzierajcie m c ała! nie drzyjcu mię! nie rozdzierajcie mi duszy w kawały!
HELLRIEGEL. Do stu tysięcy pioruncw!, eś to ma być próba siły, ’ RŚli ten ryHodirwisty olbrzym myśli mi za nponować... to tak czy tak, nic mi nie imponuje! na; vyżej z przymusu! — Czy on niema zupełnie respektu przed swoją twórczością, albo czy on 11;zego nie umie? że wszystkie chwile krótko i głupio żabia? w dodatku z tą ciekawą mamą, kt<">ra ze wszystkiego jest mu prawdopodobnie iedyn, — m żartem’
WANN Najważniejszemby tu iwłaściwie Michał było, żeby jeden z nas poszedł i zobaczył, gdzie uest ten, którego tęskliw; oczekujemy. Bo twoja gadanina wreszcie mcirego nam nie przyniesie.
HELLRIEGEL. Wyjdź ty! ja tu zostanę.
WANN. Dobrze! — (Do Pippy) — Ale nie tańczcie prz* padkowo z nim!
HELLRIEGEL. O niebu! jeśli kto w takiem n.eznośnem położeniu na dowcip się jeszcze sili, to cóż można tu powiedzieć jeszcze, na to nieszczęście?!
WANN. Patrz komu wierzyć! — w każdym razie uważaj na dziecko!
(Oddala się przez sień).
PIPPA. Ach, Michaś, żebyśmy już stąd poszli!
HELLRIEGEL. 1 ja bym sobie tego życzył! Bogu dzięki, żeśmy przynajmniej na szczycie! Możemy jutro, z brzaskiem — jeśli chcesz na saneczkach; to wcale dobrze! — spuścić się po południowem zboczu. Potem już na zawsze wyniesiemy się z tej okolicy łyskających się kul i mruczących pawianów!
PIPPA. Ach, żeby on tylko nie zechciał znowu krzyczeć!
HELLRIEGEL. Pozwól mu krzyczeć! zawsze tu jest lepiej: cisza tam na polu krzyczy jeszcze straszliwiej.
HUHN (z trudem). Mordercy! mordercy!
PIPPA. Znowu przemówił! — — Myślę, że ten stary handlarz zabawek zrobił mu jakąś przykrość!
HELLRIEGEL. Chodź tu! przy ciśnij się mocno do mojego serca!
PIPPA. O, Michaś, ty taki spokojny, a ono tak dziko bije!
HELLRIEGEL. Jak twoje!
PIPPA. I jego! — słyszę także bicie i jego serca! — jak ono potężnie pracuje! — jak się straszliwie trudzi!
HELLRIEGEL. Tak? czy to rzeczywiście serce, co tak bije?
PIPPA. A cóżby innego? przysłuchaj się, cóżby to
„A Pippa tańeij“.
tak biło?! Nie wiem, tak mię coś boleśnie ciągle wstrząsa... rwie mię ustawicznie, aż w kończynach palców — przy kaźdorazowem uderzeniu, jakbym z nim razem czuła.
HELLRIEGEL. Popatrzno, kanibalska paka piersiowa! nie wygląda on tak, jak miech pokryty czerwonymi kudłami? i tak, jakby musiał ciągle coś, jak ogienek w kuźni rozdmuchiwać.
PIPPA. O, jak mu to biedne, złapane ptaszę ciągle, trwożliwie aż na żebra skacze! — Michaś, gdybym mu tak rękę moją położyła?
HELLRIEGEL. Za mojem pozwoleniem! nic nie może być na całym świec;e, coby miało tak cudowny skutek.
PIPPA (kładzie Huhnowi rękę na sercu). Nie wiedziałam zupełnie, że stary Huhn pod swojemi szmatami, biały jest, jak panienka!
HELLRIEGEL. Widzisz, działa! już jest spokojniejszy! — A teraz dajmy mu jeszcze trochę wina, żeby mógł potem błogo zasnąć.
(Idzie do stołu, aby nalać wina, Pippa pozostawia dłoń
na piersiach Huhna).
HUHN. Kto mi swoją rączkę na piersi kładzie? — Siedziałem sobie w środku — w ciemności — siedzieliśmy w ciemności! świat był zimny! nie było już dnia, i nie było już poranku! wtedy siedzieliśmy wokół zimnego pieca hutniczego! — i wtedy przyszli ludzie, ju, ju... wtedy zdaleka, przez śnieg przedarli się ludzie! przyszli więc bliżej, bo byli głodni: chcieli odrobinę światła na język! odrobinę ciepła w zamarznięte swoje kości wchłonąć chcieli.
— Tak więc jest! — i wtedy w nocy naokoło kuty leżeli! — słyszeliśmy ich kwilenie. I wtedy wstaliśmy i rozrzucili popielnik — i nagle wybłysnęła jeszcze jedna iskra... iskierka wybłysla z popiołu! — o Jees, cóżem miał począć z tą iskierką, która nagle z popiołu wybłysła? — czyż mam cię połknąć, iskierko?
— czy może cię pochwycic? czyż gonić cię może, iskierko? — albo też może mam tańczyć z tobą iskierko mała?
HELLRIEGEL. Powiedz, powiedz, nie sprzeciwiaj się mu! — Ty, powiedzno, jak to dalej idzie! — Masz tu, napij się przedtem odrobinę, stary Urianie! — Dzisiaj mnie, jutro tobie! trzymajmy razem, bo i ja w najtajniejszej serca głębi, także taki zaśnieżony, widmowy hutnik jestem.
HUHN (po napiciu się). Krew! czarna krew smakuje bardzo! ale to, co oczyszczacz robi, to robię i ja także! ja robię także szkiełeczka! o joj, czego ja już wszystkiego nie wydostałem z pieca! Perły! drogie kamienie! olbrzymie puhary! — za każdym razem coś nowego z dmuchawki! — Pozwól, zatańczę z tobą, mała iskierko! czekajno: zapalę w jednym piecu! o, jak żar z otworów bucha! nikt staremu Huhnowi nie dorówna! czy widzieliście kcgo ktoby tak w rozżarzonem powietrzu tańczył?
HELLRIEGEL. Kogo masz na myśli?
HUHN. Kogo? Kogoby? to on jeszcze nie wie, że ta ta dziewczyna z pieca się zrodziła!
HELLRIEGEL (parskając śmiechem). Słuchajno, Pippa, ty z pieca powstałaś!
PIPPA. Ach, Michaś, płakać mi. się chce.
HUHN. Tańcz, tańcz! niech się choć trochę rozjaśni! krąż tu i tam, na zesłanie światła ludziom! zapalaj! trzeba nam iść do roboty!
HELLRIEGEL. Słuchaj! w takim razie i jabym rzeczywiście razem wziął się do pracy! Do dyabła! i żeby chociaż kawałek współtowarzysza...
HUHN. Staliśmy w naszym piecu hutniczym a wokoło, wskroś bezgwiezdnej nocy czołgał się strach! — (Charczy głośniej). — Myszy, psy, zwierzęta i ptaki wdzierały się w ogień, a ten stawał się mniejszy i mniejszy i już chciał zagasnąć! wpatrywaliśmy się ciągle i ciągle — o Jezu, strach! w ten ogień! — Nagle zapadło się! krzyknęliśmy wtedy! i znowu niebieskie światełko powstało! a potem zgasło! — Siedziałem sobie nad moim ogniem zimnym! niczego nie widziałem! grzebałem w popiele! I znowu iskra wyleciała, jedna, jedyna iskierka, przede mną. Chcemy więc znowu tańczyć mała iskierko?
PIPPA. (trwoźnie do Michała). Jesteś tu jeszcze, Michaś?
HELLRIEGEL No naturalnie! czy myślisz, że Michał jest gdzie może jakim łazęgą?! Ale ten stary, Bóg go wie, jest czemś więcej, jak wykolejonym hutnikiem! Popatrzno, jaki krwawy i pełen męki skurcz jest w rysach jego!
PIPPA. A jak serce się jego łamie, jak ono się tłucze!
HELLRIEGEL. Jak wieczny, kuźniczy taniec, kowalskiego młota.
PIPPA. A za każdem uderzeniem jego, coś tłucze i pali mi się w moich piersiach!
HELLRIEGEL. Mnie także! przelatuje mie coś z siłą
po kościach, drze mię, jakbym musiał współdziałać i współboleć!
PIPPA. Słuchaj, Michaś! zdaje się, że tak samo tłucze się coś głęboko pod nami i puka w podłogę.
HELL11IEG-EL. Głęboko pod nami, tak, te same straszne kuźnicze uderzenia!
HUHN. Czy mam z tobą tańczyć, mały duchu?
(Podziemny, podobny do burzy turkot).
PIPPA. Michaś, słyszałeś ten podziemny turkot?
HELLRIEGEL. Nie! chodź! najlepiej będzie jeśli odejmiesz rękę od jego piersi! Jeśli się wszystko chwieje, a ziemia drży, my zaś gdzieś w wszechświat, jak bezwolny meteor lecimy, to lepiej jest przecie, jeśli się w nierozłączny kłębek spoimy. — Ja tylko żartuję!
PIPPA. Ach, Michał, nie żartuj teraz!
HELLRIEGEL. Jutro będziemy oboje z tego kpili!
PIPPA. Wiesz, jest mi teraz tak, jakbym była ostatnią jeszcze iskierką zgubioną, błądzącą samotnie w nieskończonej przestrzeni!
HELLRIEGEL. Tańcząca gwiazdka na niebie, Pippa! czemużby nie!
PIPPA {szepcąc). Michaś, Michaś! tańcz ze mną! Michaś, trzymaj mię, ja nie chcę tańczyć! Michaś, Michaś! tańcz ze mną!
HELLRIEGEL. Dalibóg chcę to zrobić, wprzód jednak, żebyśmy się tylko z tej matni wydostali! — Pomyśl sobie coś wspaniałego! Niczem ta noc przej-> dzie, postanowię — czy masz już potem tylko po różach i dywanach stąpać Potem śmiać się będziemy, jeśli już na dole będziemy, w zameczku wodnym... zejdziemy tara, upewniam c ę.. a potem, położę cię na twoje łóżeczko jedwabne., a potem znosić ci ciągle będę suk. inki.. a potem okryję ciebh i raz jeszcze opowiem ci te straszne baieczki... a potem raz jeszcze na całe jię gardziołlco zaśmie, esz, tak słodko, że dźwięk lWój aż boleść mi spra w: A potem zaśniesz! a ja grać będę całą noc, cicho, cicho, na szklanej harfie..
PIPPA. Michaś!
HELLRIEGEL. Co, Pippo.
PIPPA. Gdzie jesteś?
HELLRIEGEL. Tu przy Tobie! trzymam cię, eilnie vjie objąwszy!
HUHN. Czy chcemy znowu tańczyć, mały duchu? —
PIPPA. Michaś, trzymaj mię... nie puszczaj mię! On mią porywa!... porywa mię! — naczei bedę musiała tańczyć! — Inaczej umrę! puść mię!
HELLRIEGEL. Tak!? Teraz myślę, będzie najlepiej opamiętać się i w tych rzeczywiście po części niedorzecznych rzeczach, zachować swoją starą, dzielną, krew szwabską! — Jeśli kogoś po wszystkich członkach drze, to takiemu staremu żarłokowi, który do tego wartość przywiązuje, czemuż po wrotnego tańca nie zatańczyć? To nif może być złem, według mego zapatrywania. — Nie na darmo byli weseli bracia, kt rzy Szatanowi } iel ielny ogień pod ogon zgarnęli i zapala! r.m w ten sposób fajkę. Czemużby nie można mu do tańca zarać?! (Wyjmuje okarynę). Rumpumpum, rumpuinpum! — jaki to takt? — Tak, tak, przeze mnie idź do tańca, słodka P’ppo. Jeśli D1ę raz musi... nie
— 8e należy na tej ziemi przebierać w czasie i miejscu! (:Tryler i garna na okarynie). — Tańcz więc i wytańcz się! Najgorsze długo nie przyjdzie: wesołym być, ze smutkiem aż do śmierci!
(Pippa w takt tonów okaryny Michała, robi boleśne zgięcia taneczne, które mają w sobie coś konwulsyjnego. Stopniowo taniec staje się bardziej dziki, bakchiczny. Rytmiczne drgawki podrzują ciałem starego Huhna; przyczein zaciekle bije nogami w takt tańca Pippy. Równocześnie zdaje się, jakby go straszliwy mróz wstrząsał, jak tego, który z okropnego zimna w ciepłą izbę wszedł. Z głębi ziemi wydobywają się stłumione szmery: grzmoty, dźwięki tryangułu, cymbałów i uderzenia w bęben. W drzwiach od sieni ukazuje się wreszcie Wann).
HUHN. Ja robię także szkiełka! ja robię je.. (z osłupiałym, dzikim wzrokiem na Wanna) robię je i w kawałki znowu trzaskam! — chodź — ze mną — w ciemność — mała iskierko — (Rozgniata szklankę, którą jeszcze w rękach trzyma; skorupy dźwięczą).
(Pippę to wstrząsa i nagle ogarnia ją odrętwienie).
PIPPA. Michaś!
(Chwieje się, Wann chwyta ją ramiona. — Umarła).
WANN. Postawiłeś na swojem, stary Korybancie?!
HELLRIEGEL przerywa na. chwilę grę na okarynie)
Dobrze! wypocznij sobie chwileczkę, Pippo! HL~HN wlepia się kurczowo, z zwycięskim tryumfem, w oczy Wanna. Potem po ustach jego przebiega uciąiliwy ale potężny krzyk) — Jumalaii — (Nagle opada napourót i umiera).
HELLRIEGEL (właśnie chciał grać na nowo) Cóż to? prawda! słyszałem wczoraj także ten okrzyk! — Cóż ty na to, stary czarodzieju? Swoją drogą dobrze, żeś przyszedł! — w przeciwnym razie galopowalibyśmy dalej, niewiedzieć gdzie, w dal nieznaną przez noże i skorupy! Czy odnalazłeś go wreszcie?
WANN. Istotnie! “
HELLRIEGEL (tryler na okarynie). Gdzieś go wiec znalazł?
WANN. Za zwałem śnieżnym znalazłem go. Był zmęczony. Mówił, że dźwiga za wielki ciężar pracy. Musiałem go długo przekonywać. (Patrząc na Pippę) A teraz widzi mi się, że mię nie zrozumiał!
HELLRIEGEL (tryler na okarynie). A czy przynajmniej przyjdzie?
WANN. Nie widziałeś go? tuż przedemną przecież weszedł!
HELLRIEGEL. Wprawdzie niczego nie widziałem, ale czułem coś, w tej chwili właśnie, kiedy stary ten głupi, nieznany okrzyk wydał, coś, co jeszcze teraz w kościach mi chrzuści.
WANN. Czy słyszysz na dworze, tłukące się jeszcze echo?
HELLRIEGEL. (zbliża się z ciekawością do Huhna). Słusznie! to stare kopyto końskie już nie tupie. Musze się przyznać, że spadł mi kamień z serca, że przecież w końcu ten stary hipopotam najzupełniej jest bezpiecznym. — Powiedz, ty prawdopodobnie stos pacierzowy mu przetrąciłeś? Wprawdzie nie było to może i koniecznem, chociaż to w możliwy sposób nas uratowało.
WANN. Tak, Michał, jeśli jesteś uratowanym, to można to było ciężej w inny sposób uskutecznić.
HELLRIEGEL. Bogu dzięki, tak, czuję, wyłabudaliśmy się. Przeto nie chcę już dalej udawać świętoszka, ponieważ stary — dawno już przecie wyszedł z młodzieńczych wybryków! — ponieważ stary, w swoich popędach jest inny i co ja posiadam, on posiadać nie może. Każdy dla siebie a Bóg dla wszystkich! cóż mię to zresztą obchodzi — Pippa! Co to ma znaczyć, że ty dwa światełka masz na prawem i lewem ramieniu?
WANN (Pippę trzymając w ramionach). Ecce deus, fortior me, qui venies dominabitur mihi!
HELLRIEGEL. Ja tego nie rozumie!
(Z gfową spuszczoną na dół stoi kilka sekund patrząc na zwisającą w ramionach Wanna, Pippę)
Ach, teraz znowu tak coś drze mię w piersiach! teraz znowu, wstrząsa mię znowu tak coś niecierpliwie! tak słodko boleśnie, jak gdybym musiał na tem miejscu być i miliony zarazem lat stąd dalej — A wokoło mnie wszystko różowo-czerwone! — (Gra, przerywa sobie i mo’wi). Tańcz, dziecię! Radość! Ciesz się, bo z pomocą wiecznego światła w moich piersiach, znaleźliśmy drogę w tym nocnym labiryncie; — i jeśli jużeś się wyskakała i upewniłaś się w swojem szczęściu, to wyruszajmy stąd natychmiast — (Do Wanna) — za twojem pozwoleniem ponad śnieg jasny, jak ekstrapocztą, w otchłań wiosenną, tam na dole.
WANN. Tuk. Jeśli widzisz tę wiosenną otchłań, dzielny Michale: pewnie!
HELLRIEGEL (z ruchami ślepego, który tylko w głąb patrzy, przy ciemnym oknie). Ho, widzę ją dobrze, tę otchłań wiosenną! przecież nie jestem ślepy!
dziecko by ją zobaczyło! Z twojej chaty, ty odwieczny oberżysto, widać przecie, kraj cały., przeszło pięćdziesiąt mil daleko! Przecież nie siedzę absolutnie już jak duch jaki, wewnątrz flaszki i nie leżę zakorkowany na dnie morza. To tylko raz tak było — daj nam więc jeszcze klucz złoty i pozwoi odjechać!
WANN“. Jeśli zima nagle zabłyśnie, można łatwo oślepnąć!
HELLRIEGEL. Albo dostaje się wszystko widzący wzrok — trudnoby uwierzyć, w śnie będąc: tak tajemniczo nęci mię biały, w świetle poranku błyszczący czar gór i drażniąca woń półwysep, zarośli i ogrodów, tam, w głębi, a co ty mówisz! jest się jak na innej gwieździe!
WANN. Tak się to dzieje, jeśli góry skąpane są
w grze ognia eliaszowego, wielkiego Pana.
HELLRIEGEL. Pippa!
WANN. Ona jest właśnie znowu daleko od nas na swojej własnej wędrówce! A on. ten stary, bezradny olbrzym znowu za nią! (Układa Pippę na ławce. Potem woła): Jonatan! — Znowu niewidzialna dłoń która przez mury i dachy sięga, moje plany pokrzyżowała, na łup sobie. — Jonatan! — On już zimny! żarzący się krater wygasł. Na co poluje strzelec? chyba nie na zwierzę, które zabił! Na co? któż mi na to dać może odpowiedź?
*
HELLRIEGEL (przy czarnem oknie). Pippa popatrz110 na dół, cyple pokryte są złotemi kopułami.... i widzisz: tam jest m>sz wodny pałac — i złote schody, które na górę prowadzą!
WANN. To ciesz się. Ciesz z tego, co widzisz i z tego, Michał co przed tobą jest zakryte!
HELLRIEGEL. Morze! — o, jeszcze jedno, wyotchłania się u góry: górne morze dolnemu oddaje miliony drżących gwiazdeczek! o Pippa... patrz, jeszcze się trzecie niebo rozwiera! nieskończone łyakanie i zanurzanie się światła w światło! a my płyniemy z oceanu na ocean, na naszym szumiącym złotym galarze?
WANN. To w takim razie nie potrzebujesz już pewnie mojego okręcika! — Otwórz okiennice, Jonatan!
(Jonatan, który zaglądał, otwiera drzwi: słaby pierwszy
brzask wpada do sieni)
HELLRIEGEL. Pippa!
WANN. Tu jest, obejmijcie się! (Przystąpił do Michała, który stoi z wyrazem ślepego zapatrzenia., czyni tak jakby, Pippa obok niego stała, kładąc rękę jego w jej dłoń) Tak! Zaślubiam was! zaślubiam ciebie i cieniem! ten, który jest z cieniem zaślubiony, zaślubia ciebie z nim!
HELLRIEGEL. Nic złego, Pippo, ty jesteś cieniem!
WANN. Idź, idź z nim w cały świat... do waszego pałacu wodnego, chciałem powiedzieć! — pocóż masz tu klucz! Wstępu nie może ci już więcej ten okrutnik wzbraniać! a na dworze czekają już sanki z dwoma przygiętymi rogami...
HELLRIEGEL (z wielkiemi łzami na twarzy): A tam będę musiał wodę w kule wytaczać!
WANN. Zrobisz to już twojemi oczami! — Tak! teraz idź! a nie zapominaj swojej okaryny!
HELLRIEGEL. O jue! mojej małej, słodki* zaufanej żonki nie zapomną:
W ANN. Bo może w końcu przyjść do tego„ że będziesz zmuszonym gdziekolwiek pod drzw imi grać ludł.iom śpiewać. Ale przez to nie trać fantazyi. Najpierw masz kluczyk do pałacu, a jeśli zciemmeje ta pochodnia, którą ma nieść Pippa przed tobą; przyidziesz najpewniej tam, gdzia spokć j i szcześc i cię czekają. Soiewaj i graj tylko dzielnie! tylko me wątjin.
HELLRIEGEL. Juchhe! śpiewam pieśń ślepców!
WANN Jak ’ i to rozum;i?
IrlELLRIEGEL. Pieśń śpiewam o ślepych ludziach, którzy wielkich wielkich, złotych schodów ni^ widzą’
WANN. I tak coraz wyżej pniesz fci 3 tą Scala d’Oro. tą Scala de Gigami!
HELLRIEGEL. I pieśń śpiewam o gołębiach!
WANN. Które me słyszą płynięcia strumienia wszech- świata!
HELLRIEGEL. Tak!
WANN. Tylko rób to! ale, Michał, jeśli ich to nie wzruszy i jeśli ci ostremi. się wan grozić będą bib obrzucą kamieniami, co także często się zdarza, wtedy odpowiedz im, jak bogatym jesteś.. księciem w podróży, ze swoją ksi;żniczką! Odpowiedz im o twoim wodnym pałacu i błagaj ich, aby wam, na miłość Boga, kamień wskaźniczy dalej na drodze położyli!
HELLRIEGEL (chichocząc). A Pippa ma tańczyć!
WANN. A Pippa tańczy!
(Zupełnie już jasno. Wann daje ślepemu i bezradnemu Michałowi kij w rękę, nasadza mu kapelusz i prowadzi macającego, ale cicho i szczęśliwie uśmiechającego się do drzwi. Michał przykłada okarynę do ust i gra rozdzierająco-smutno! W sieni ubiera Jonatan ślepego, Wann wraca napowrót. Wsłuchuje się w coraz dalej milknącą melodyę okaryny, bierze ze stołu małą gondolę, ogląda ją i mówi z boleśną rezygnacyą w głosie):
Mknij, mknij, ty mały cud-okreciku!