Dyskusja indeksu:Andrzej Kijowski - Ethos społeczny literatury polskiej.djvu

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania


Czuli mianowicieniewystarcz&lność’1 literatury wobec ł ze^zywis fcosci... w/buch wojny przypadł’ na; słabej, fazę rozwoju literatury. ula znakomitej większości społeczeństwa literatura polska kończyła się na Żeromskim, Wyspiańskim.. i Kasprowiczu, a cała reszta była literaturą dla literatów. I pisarze o tym wiedzieli. Fiie.li na to dowody w małych nakładach swych Książek* w nikłym zainteresowaniu społecznym dla swej twórczości.
Niedzieli jeszcze, jedno: że w samym procesie twórczym, w formach literatury, w jężyku literackim nastąpiły zmiany, które im utrudniają kontakt ze społeczeństwem, Społeczeństwo domagało się, aby pisać „jak dawniej,“; ani powieściopisarze, ani poeci nie umieli już, nie mogli-, nie chcieli pisać „jak dawniej“. Zdarzają się takie zakłócenia w rytmie kultury; z zakłóceń takich powstają zjawiska dekadenckie. Takie zakłócenie powstało w dwudziestoleciu międzywojennym i pisarze wchodzący w nową rzeczywistość wojenną z dorobkiem i uformowaną już potencją twórczą wiedzieli, że nie sprostają temu, co się dzieje. Wiedzieli, że na opowiedzenie klęski wrześniowej, tragedii powstania, udręk obozu, więzienia i deportacji, romantyki partyzanckiej czy konspiracyjnej, trzeba by pióra Żeromskiego, Sienkiewicza, trzeba by potęgi twórczej Mickiewicza, słowackiego, Wyspiańskiego. A tymczasem fala tajemniczego dopływu zniosła — ich na mielizny, skąd już nie ma powrotu. To młodzież literacka zaczynająca w samym środku wojennej burzy umiała uderzyć w ton właściwy: to Ba czyński, Gajcy i Stroiński targnęli te struny romantyczne.
I poginęłi. Dojrzali pisarze po zakończeniu wojny zgłaszali się do wydawnictw z maszynopisami, które niewiele różniły się od ich przedwojennych poezji i powieści — K-to myślał, że wojna „coś“ z nimi zrobi, że go przemieni, wyniesie z mielizn na główny nurt wielkiej epiki czy wielkiej poezji — mylił się. Oczywiście, były wyjątki: Miłosz, Małkowska, Andrzejewski. Oczywiście, były wielkie, powojenne debiuty: Różewicz, Borowski, Zukrowski. , Ale święto nowych książek trwało bardzo krótko, w dwa lata po wojnie krytyka pytała o dalszy ciąg, nową lite r a t u r ę. Nad literaturą zawisła psychoza przełomu. Jak to: przeżyliśmy nowe, niewidziane dotąd rzeczy, mamy nową sytuację, nową rzec.zywistośéj jak możemy nie mieć zupełnie nowej literatury?
Więc kiedy pisarzom ofiarowano realizm socjalistyczny i ogłoszono przełom urzędowo, przyjęli dekret z zadowoleniem i jęli zachowywać się jak należy w takich chwilachr ogłaszali manifesty, teorie, wyznania i domagali się pobłażliwości dla pierwocin „nowej literatury”.
Literatura została więc wzięta na służbę w aurze literackiego przełomu, którego tło psychologiczne ’stanowiła po-wojenha rozpacz: literatura została wzięta na służbę z misją stworzenia nadziei na lepszą przyszłość. Wobec konfliktu prawdy urzędowej i prawdy empirycznej — literatura znalazła się po stronie tej pierwszej. Znalazła się po jej stronie z przekonaniem, że jest to prawda większa, bo filozoficzna, bo dialektycznie uzasadniona. Cała rzeczywistość jest w ruchu — mówi dialektyka — cała rzeczywistość zmierza do swego wypełnienia w przyszłości. Zmierza do wypełnienia poprzez stadia przejściowe. Wszelkie zło jest przejściowe, i cóż z tego, że się je stwierdzi naocznie? Jego istnienie potwierdza tylko generalne prawa rozwoju. Pewnie, że jest bieda w kraju, bo gdzież się miała podziać. Dialektycznie należy do przeszłości. Cała teraźniejszość jest już przeszłością, Już jej nie ma. Oczywiście, że jest terror, bo jakże inaczej nowa rzeczywistość ma przełamać się przez starą, — jeśli nie siłą? Oczywiście, że kłamiemy w konwencjonalnym sensie tego słowa, bo nie mówimy i nie piszemy, jak jest; to nie jest jednak zwyczajne, trywialne kłamstwo nasze, lecz wzniosie kłamstwo ideologii i sztuki.
Opcja-na rzecz, ruchu, rozwoju jest wrodzona wszelkiej ’twórczości» Artysta czuje instynktownie, niechęć do świata, który go otacza, do jego inercji, do — ależ tak: — do tego, co ies:t naprawdę. Świat taki jaki jest, cóż w tym ciekawego? Przeciw nowej rzeczywistości człowiek opiera się całą siłą społecznego instynktu, całą siłą narodowej i religijnej tradycji. I cóż stąd? To naturalne. Sztuka jest przeciw — temu, co naturalne, albowiem jej najwyższym pragnieniem jest stworzyć naturę nową. Staje więc po stronie ideologii, która wszystko zmienia: instynkty, tradycje, odruchy. Człowiek — cóż jest człowiek ze swą nędzą i ograniczeniem; jakie są jego możliwości — oto pytanie; pokazać go w trakcie ich realizacji, jak się przemienia w nadczło-wieka — oto zadanie. Cóż zdarzenie, fakt poszczególny. — liczą się — prawa, które z następstwa faktów można wyprowadzić, a z praw dalsze i najdalsze ich ciągi. 2. pogardą patrzył pisarz-ideolog na r.iiwny ch...ocrenl::Cw wierzących w to, że ich obrazki odpowiadają jakiejkolwiek rzeczywistości; z równą pogardą patrzył na „realistów“, którzy — jak np. ‘Józef ’Luśmierek — uparcie twierdzili, że rzeczywistość z ideologią nic iTVl nic wspólnego i 11pis?-rza--ideologa nie tył o to. od krycie: wiedział, że ideologia’ to rzeczywistość zastępcza, a słowo „prawdą” budziło na jego twarzy uśmiech politowania.
Literatura i prawda?
Każda wizja literacka jest zniekształceniem prawdy empirycznej. Pisarz widzi świat poprzez formę. Kzecz opowiedziana nie jest tą samą rzeczą, która się zdarzyła. Odtworzona w konwencji literackiej, w stylu indywidualnym, w języku, jest już rzeczą wyobrażoną. Wraz z formą opowiadania narzucamy odbiorcy intencję, jaka nami powoduje, Może chcemy go tylko zainteresować; może chcemy zwrócić uwagę na siebie.; może chcemy go przekonać do tego, do czego sami jesteśmy przekonani: może chcemy go do czegoś skłonić; pouczyć, wy~ chować, naprawić. Rzeczywistość przedstawiona jest podobna do cebuli: składają się na nią warstwy form, wśród których forma opowieści — czyli konwencja literacka — jest tylko jedną z wielu. Każda ż intencji — a jest ich wiele /osobista, społeczna, okolicznościowa/ — jest swoistą formą, w której obraz rzeczywistości załamuje się i zniekształca. Utwór literacki powstaje z pomieszania intencji, wśród których wszakże toruje śchie drogę jedna, najsilniejsza. Która to będzie? Estetyczna? Chęć zabłyśnięcia formą czystą, dobrą sztuką? Osobista? Chęć zdominowania odbiorcy i narzucenia mu swej osobowości? Chęć wypowiedzenia się, odsłonięcia? Niepohamowany rozwój pierwszej intencji prowadzi do este™ tyzmu, rozwój drugiej do egotyzmu i wszelkich form patologii. Te właśnie intencje wyroiły się obficie w literaturze dwudziestolecia, zwłaszcza w ostatnich jego latach; realizm socjalistyczny przydusił je i za obowiązującą obwołał intencję społeczna, wychowawczą — — w duchu dialektycznego rozwoju. Byliśmy dekadentami — powiedzieli sobie pisarze — — teraz przekraczamy Rubikon formy nowej i treści nowej. Socrealizmu nie zadekretowali urzędnicy, lecz krytycy, i stało się to nie w aurze administracyjnego przykręcania śruby, lecz w aurze wielkiego przełomu, wedle scenariusza znanego z his, torii literatury, z wałki klasyków z romantykami albo z walki Hsta-rycłr z „młodymi” po roku 1864, kiedy tworzył się pozytywizm i realizm. Kie było konfrontacji władzy z pisarzem, lecz pisarza z krytykiem lub pisarza przekonanego z pisarzem nie-przekonanym. Nie było też: konfliktu pisarza z władzą * później-gdy “ a stało się to bardzo rychło — „nowa literatura“ ujawniła sprzeczności swych, założeń: jak można było np. pogodzić jej ideologiczną; {fantastykę z wymogami „realizmu“? Gdy nowa literatur et okazała się doskonałym przedmiotem teorii, natomiast nie do zrealizowania w praktyce, i gdy wzgardzona rze czywistość wołała coraz głośniej do sumień,. konflikt,.jaki stad powstał, przeciwstawił pisarza krytykom. teoretykom, ewentualnie wydawcom, nie zaś władzy. Ta ostatnia, wzywana na arbitra, stawała z reguły po stronie pisarza., gromiąc krytykę za Vłakiernictwo“, „schematyzm“ czy jak się tam. nazywały te wszystkie, grzechy literackie w ówczesnym. żargonie W ten sposób spór o. literaturę został przeniesiony, z.płaszczyzny politycznej — na estetyczną; z istotnej na nieisetną.
Na tej samej, estetycznej płaszczyźnie została dokona-na „odwilż;; literale Bardzo prędko położono kres twórczości obrachunkowej, zmierzającej do opowiedzenia ideowej i moralnej,..politycznej i społecznej historii minionych lat, tzw. „okr*.; u — błędów i wypaczeń“ czy ’.‘kultu jednostki*. Położono kres,,f^wet obrachunkom ściśle.literackim, bo i one prowadziły za lale ko-: do podważenia całej teorii realizmu socjalistycznego i stwierdzenia; że w owym minionym okresie literatura została — włączona. bezpośrednio do apąratu própagandy i represji, że pisząc powieść o współzawodnictwie pracy, pisarz sam stawał, się naganiaczem do śrubowania norm, a pisząc o walce klasowej na wsi i o kolektywizacji, stawał się naganiaczem do kołchozów, a pisząc o knowaniach.imperialistycznych „ s-ąi3 kach podziemia, o zgniliźnie upadłych kl-ls, wsomagał określone działania policji politycznej i przyczyniał się do sterroryzowania społeczeństwa. najczęściej nieświadomie, oczywiście.
His dopuszczając dc politycznego rozrachunku z.„minionym 0K.resern.’:, władza stworzyła literaturze odwilż estetyczny. Powiedziano: piszcie j a.k chcecie. Nie co chcecie, czy co uważacie ze ważne, lecz j a k chcecie. A że wszystko to stało się — w hardzo krótkim czasie, że — odwilż i socrealizm robiło wciąż to samo pokolenie literackie, które przeżyło wojnęj wyłonił się z owej odwilży jakby dalszy ciąg literatury dwudziestolecia! Pojawiły się nowe utwory poetyckiej awangardy * nowe. powieści psychologiczne i egzystencjalistycz ne s pojawi ła się nowa groteska, nastąpiło odkrycie Witkacego, a Gombrcwd.cz wtedy święcił triumfy.. „Literatura polaka będzie — powiedział gorzko pewien krytyk w roku.1’ 38, gdy zaiel<:retowanp /tym razem ustąpi odpowiedniej władzy/ koniec ’ 1 ury ol r u hunko r; ale będzie, to I — ratura n i e i 3 n o t n a“. Ani dla świata* ani dla polskiego społeczeństwa, 3o pod pseudonimem literatury obrachunkowej.“ /każ da rzecz miała wtedy swój pseudonim/ kryła się literatura s w i a d c z ą c a, literatura wspomagająca społeczeństwo polskie w jego cichej, upartej walce o zachowanie tożsamości
I przyszły lata rzeczywiście przeraźliwie nieistotne, 1 auc:9 w których jeden tylko pisarz odniósł sukces prawdziwy: Paweł Jasienica, ogłaszając wówczas swój cykl dziejów Polski.
Vj roku 1964 nastąpiło szczególne zdarzenie: 34 pisa rzy, krytyków’ i humanistów wy stos o w a ł o list do premiera rządu PPL sygnalizujący zagrożenie kultury narodowej.
Dlaczego właśnie’książki. Pawła Jasienicy mi^ły wówczas autentyczny sukces i dlaczego list 34 był takim wydarzeniem? — jc były to pierwsze próby odbudowania więzi pomiędzy litera-turą a społeczeństwem’ ~ odbudowania naruszonego etnosu społecznego polskiej literatury.
Co to jest i:ethos, i?.Ładne słowo, kojarzy się z kamieniem. Obiecuje coś pewnego. A odnosi się zarazem do dziedziny tak niepewnej, jak zasady postępowania, jak stosunek człowieka do praw, które nie on ustanowił. To znaczy nie ten człowiek, który je stosuje albo łamie. Jakiś inny człowiek’ — nieznany, więc wieczny. Ethos — skała i żywioł, słup kamienny wbity w morze i odmierzający nie wiadomo co. „Ethos — pisze Jóżef Tischner — — jest częścią nas samych z../ /jest/ integralnym składnikiem naszego sumienia z../ naszym światłem wewnętrznym, które pozwala na odczytywanie istotnego sensu dziejącego się wokół nas dramatu, jest głosem, który dyktuje nam kierunek naszego zaangażowania w jego wielokierunkową akcję. Nie zawsze udaje się nam iść za jego wołaniem i zbudować świat wedle jego wymogów. Zawsze jednak z../ buduje nasze wnętrze...ri
Inaczej: to sposób postępowania w kwestiach wymagających etycznego wyboru. Stały sposób. Jeszcze inaczej: me toda osiągania etycznych celów. Etyczne cele są nam znane, wiedzę o nich odbieramy wraz z kulturą naszego wychowania,
Od kultury — — tzn. książek, legend, mitów, przysłów, idiomów, zwyczaj ów*, obrzędów, konwencji — wiemy, co jest doore, a co złe, a gdy nas’ to wszystko zawiodło, jeszcze pozostaje nam wiedza od wszystkich głębsza, wiedza zbiorowa gatunku ludzkiegof Bóg wie skąd idąca — nasze.sumienie. Więc wierny, ale nie znaczy to, że umiemy wybierać. Tej umiejętności musimy się dopiero nauczyć. Nie tak jak uczymy się abecadła, lecz tak jak uczymy się Współżycia z innymi ludźmi, jak uczymy się miłości i radości. Jak uczymy się naszych zamiłowań i talentów, żthos jest to zamiłowanie do etycznego życia, to etyczny talent.
Czy literatura ma swój „ethos”?
Nie jest osobą; czy nie-osoba /instytucja, zbiór, rze czy, ciąg zdarzeń/ może mieć. swój stały:!sposób postępowania1’, swą stałą’ ’metodę osiągania etycznych celów“, czy może mieć sumienie /mówimy o niej’ wszak, że ma „wrażliwe sumienie” albo że jej ’sumieniem był ten czy ów pisarz, np. Stefan Żeromski lub Maria Dąbrowska/? Czy to, co nie jest osobą, może miec /„światło wewnętrzne”, „talent do etycznego życia”, i czy na’tym, co z natury swej jest’.zmienne, skoro odbywa się w czasie historycznym., można polegać jak na epoce? Literatura zmienia się wraz z językiem, z konwencją kulturalną; zmienia się w zależności od techniki życia, produkcji, porozumiewania Się, informacji; zmienia się wraz z warunkami politycznymi i gospodarczymi życia; zmienia się wreszcie wraz z ludźmi, którzy ją tworzą, propagują i czytają. Ethos to osobowość etyczna; czy nie-osoba może mieć osobowość?
V/ jakim sensie można rnówić o jej jedności, skoro jest tak zmienna i skoro jest tylko zbiorem rzeczy? W jakim sensie, skoro nawet język jej zmienia się tak bardzo, że po paru wiekach staje się ledwo zrozumiały? ‘
Tischner powiada dalej, że „ethos społeczny” jest to „sposób przeżywania przez nas naszego życia społecznego z.., na wpół refleksyjny, na wpół instynktowny sposób reagowania na wydarzenia1 z../ również Sposób uczestniczenia w nich z../ Jest to wspólne myślenie o wartościach które stanowią życie danej wspólnoty...“ Czego dotyczy, do czego odnosi się owo myślenie? Wokół jakich wartości podstawowych krąży? Jakich pytań i jakich problemów nie jest w stanie się pozbyć?
Jak literatura polska zachowuje się wśród wartości narodowy, h, i czy jest to jakiś jeden, powtarzający się przez wfeki sposób zachowania, jakiś jeden, sposób etycznego bycia? Czy jest w niej — prócz podobieństw języka — coś, ‘co jej początek łączy ze stanem dzisiejszym, pomimo zmian w formach społecznego życia i literackiego wyrazu? Czy dzisiejszy poeta, powiesciopisarz, publicysta zachowuje się i postępuje /choćby bezwiednie/ tak samo lub podobnie jak w analogicznych sytuacjach społecznych /np, wobec klęsk ojczyzny, woDec — niesprawiedliwości, wobec kryzysu państwa/ zachowy —?ali się i postępowali Mikołaj Rej z Nagłów i c ałbo And rzej Frycz Modrzewski?
Jest to pytanie o świadomość tożsamości; o świadomość indywidualną i świadomość zbiorową. Ta pierwsza jest niejasna: jest zawsze polem ścierania się sprzecznych tendencji. Raz w pisarzu zwycięża chęć kontynuacji, drugi raz chęć odnowy: raz kocha swych przodków, innym razem ich wszystkich nienawidzi. Ka^i go historia literatury uskrzydla, drugim razem ogranicza. Gdyoy me oył tak rozdarty pomiędzy sprzeczne uczucia i sąuy, gdyby świadomość jego nie była sceną nieustannego aramatu, gdyby z duchami przeszłości nie walczył jak Jakub z aniołem, gdyby mózg jego i dzieło nie nosiły obrażę, wyniesionych z tej walki, nie byłby wcale pisarzem. Constans jego świadomości — jego ethos — znajduje się poza nim, w historii literatury i w sposób jej nauczania. Ethos literatury to ethos szkoły. To ethos wszystkich szkół narodowego życia: nie tylko zakładów nauczania, lecz także domu, kościoła, wojska, krytyki i publicystyki, retoryki politycznej. Wszyscy poeci, powieściopisarze i dramatopisarze narodzili się z domowego czytania, z lekcji języka polskiego, ze sposobu cytowania literatury w publicznym życiu, z jej wychowawczego i propagandowego użytku, z odtwarzania jej wzorców.
Szkoła ma tu oczywiście pierwszeństwo. Gdyby zbadać zbieżność twórczości i nauczania na przestrzeni całych dzie-jów kultury polskiej — od początków nauczania literatury narodowej w kolegiach pijarskich; zastanowić się nad tym, jaki ideał literatury przyświecał reformie Konarskiego; jak nauczano literatury w liceum krzemienieckim i w szkołach wileńskich za kurateli Adama Czartoryskiego’; jak kształtowały się programy tajnego nauczania w Królestwie Polskim po utracie autonomii, a jak w szkołach i uniwersytetach galicyjskich po uzyskaniu przywilejów szkolnych, i jaki to miało wpływ na generację Młodej Polski; jak wyglądały programy szkolne w dwudziestoleciu, jakich autorów, jakie utwory, jakie epoki preferowano i jak interpretowano arcydzieła; jak wyglądały te programy w PRL przed rokiem 1956 i potem; jakie były w rożnych okresach, w różnych szkołach lektury obowiązkowe; gdyby pokazać okresy, w których literatura współczesna świadomie i wiernie kontynuowała program wychowania, czyli pisano tak jak jej nauczano /i tak było np. w okresie pozytywizmu/, i wskazać momenty zakłóceń, gdy mianowicie literatura zdecydowanie występowała przeciwko programom szkolnym, gdy je wyprzedzała, gdy stanowiła ich pośrednią krytykę, a tak było w okresie Młodej Polski czy, inaczej mówiąc, necrornantyzmu — gdyby więc prześledzić zbiegające się i rozbiegające drogi twórczości i nauczania, uzyskalibyśmy odpowiedź na pytanie o tę jedność, o tę osobowość etyczną, <
I doszlibyśmy do zjawiska zupełnie nowego: do powstania literatury anty-szkolnej, anty-wychowawczej, której najpełniej szy.nj, najbardziej prokowacyjnym wyrazem jest „Ferdydurke“ ’-ombrowięzą,., Ąle nie była pierwsza.. Zaczęło. się;to w. Polsce chyba’ od Przybyszewskiego;: ’laria Dąbrowska. w „Nocach i dniach1’ zapisała wstrząs?. jakim.dla ówczesnego pokolenia pensjonarek i.gimnazistów był-: zakazana lektura pisma kra kowskiego demona,, który im powiedziałze prawdziwa poezja rodzi się yioza’ rnur.ąmi tej narodowej instytucji wyrosłej na arobach aejas Kochanowskiego i Frycza Modrzewskiego — w inny ca rejestrach duchowychs w innej zupełnie komunikacji, w innym języku. Od Przybyszewskiego zaczynają się dzieje buntu przeciw literaturze pojmowanej jako część społecznej, wychowawczej budowy, bunt, na skutek którego powstały dwie literatury: szkolna i anty-szkolna, i dwie zwrócone przeciw sobie tradycje, Do pierwszej należą wszystkie’ zjawiska. (za-chowcwcżes do drugiej wszystkie prądy awangardowe. Do pierwszej h”’leży np. Ileria Dąbrowska czy Leon Kruczkowski, do drugiej np, Stanisław I snący’Witkiewicz i V-i toid Gombrowicz, Zjawisko dwóch literatur znane jest również z przeszłości: obok literatury kościelno-akaaemickiej istniała w średniowieczu literatur? płebejska, parodiująca, tę,... pierwszą, i wydawała tak i ę’ arcydzieła jak „Gargantua i Pantagruel“;.podobnie literatura dworska miała swe odbicie w krzywym zwierciadle 1.nedii i romansu awanturniczego. Zawsze też bywały w literaturze skandale„ które mi jały z czasem ’ i zawstydzały tylko tych, co je wywo^-w.-Ji werdyktami obyczajowej czy innej cenzury — tak było z Kwiatami zła“, z i;? anią Bcvary“. Teraz jednak — tzn. począwszy od Młodej Polski i ruchów awangardowych — porządek i proporcje zostały odwrócone: skandal jest warunkiem debiutu, wyzwanie rzucone tradycji warunkiem promocji do literatury pierwszej rangi, natomiast szkolna o.f lojalność stała, się profesją pisarzy drugorzędnych, wresz-, ci-: pisarzy specjalizujących się wyłącznie w ’ twórczości dla młodzieży. Literatura narodowa, jako instytucja., rozpadła się na dwie co najmniej instytucje, z których każda ma własny ’społeczny sposób bycia’”7, swoj własny 15społeczny ethos“.
Czym był socrealizm? Oficjalnie — próbą odbudowy utraconej jedności, W programach powoływano się na’ postępowe“, czyli wychowawcze, obywatelskie, realistyczne tradycje; potępi iono awangardę i wręcz, zakazano uprawianie jej poetyk; tworzono literaturę wokół państwa i szkoły, dla państwa i szKoiyr. literatura realizmu socjalistycznego znalazła wiele miejsce w nauczaniu szkolnym i programach lektur obowiązkowych. Ale przecież ta właśnie literatura wyrastała z naruszenia.podstawowych elementów jedności. Dzieliła całą tradycję i całe dzieje narodowe — ba, dzieje ludzkości — na właściwe i niewłaściwe, pogrążając olbrzymie ich obszary w niepamięci \ wywracała fundamentalne zasady współżycia społecznego — zasadę solidarności,, zasadę wierności, zasadę iionoi. u — a w ich miejsce wprowadzała system moralności relatywistycznej f której punktem odniesienia była abstrakcyjna zasada racji historycznej. Gardziła psychologią. Gardziła rzec żywi s..os ciq. I gardziła czytelnikiem: to on, nieuświadomiony co do wyższych celów literatury i polityki, winien był aorosrtąć do zrozumienia dialektycznej gry. To on powinien był nauczye się wzgardy cla „płaskiej,.empirycznej prawdy * — jak zwykli mawiać koryfeusze tej literatury. wywodzili się ze szkoły awangardy, z literatury anty-Szkolnej. Kie’z rodziny duchowej Żeromskiego i Dąbrowskiej, nawet nie z rodziny duchowej Kruczkowskiego. i Broniewskiego, lecz z rodziny duchowej Przybyszewskiego, Witkacego i Gombrowicza. Ich słownictwo programowe było ze szkolnego ducha, natomiast ethos ich był w istocie anty — szkolny. Toteż gdy rozsypał się stalinowski system, który tę literaturę zrodził i utrzymywał, z gruzów wyłoniły się wszystkie widma wszystkich awangard dwudziestego wieku. Czytajcie literaturę lat sześćdziesiątych — czy nie mogłaby, powstać trzydzieści lat wcześniej; gdyby nie było ani wojny, ani Stalina?
Każda’literatura jest wyjątkowa i zarazem podobna do innych, ’Wyjątkowa przez to, że powstaje w jedynym, niepowtarzalnym języku, W jedynym, niepowtarzalnym układzie warunków ’Społecznych; wyjątkowa przez to, że jest literaturą polską, czeską, czy swahiii.
Podobna do innych przez to, że jest literaturą, to znaczy zbiorem’drukowanych i nie drukowanych pism, a poriadto tematów, idei, prądów umysłowych podporządkowanych wspólnemu, powszechnemu przekonaniu, że słowo jest bytem realnym, że wypowiedziana rzecz istnieje, żyje, a niewypowiedziana nie istnieje, nie żyje, że więc wypowiadanie, porządkowanie i zapisywanie słów, a także uczenie się ich i powtarzanie, jest czynem rzeczywistym i równie odpowiedzialnym jak stawianie domów, fabrykacja broni, rodzenie dzieci. W odwiecznym sporze nominał izmu i realizmu o to, czym jest słowo ~ albo znakiem rzeczy, albo rzeczą samą — literatura jest po stro~ nie realizmu; jest zinstytucjonalizowaną, wypowiedzianą wiarą w to, że słowo jest źródłem wszelkich praw i wszelkich instytucji., ze jest sprawcą, przyczyną uporządkowanych, ludzkich dział?ń, że historia rozgrywa się pomiędzy czynem a słowem, że porządek ’werbalny jest w historii pierwotny, że „na początku było Słowo!’.
Gdybyśmy tego przekonania, tej wiary nie mieli, nasza działalność byłaby tylko fabrykacją ’ i — sprzedażą słów — ’ wszystko jedno w jakim języku: polskim, czeskim czy swahili Mając to przekonanie, tę wiarę, wchodzimy w uniwersalny porządek twórczości, aby spełnić jej cel nadrzędny, jakim jest stwarzanie w słowie światów idealnych..
Na ich ekran’, na. ich świetliste tło, rzucamy cienie naszych partykularnych przygód, losów i dramatów. Gdy powołujemy się na ethos literatury, chcemy znać jej zasadę stałą. I nie wystarczy nam powiedzieć, że tą jej stałą zasadą jest umiłowanie prawdy, czy wolności, czy godności człowieka. Każda z tych wartości podlega czasowej interpretacji i kto z niej — czyni sobie absolut, łatwo znaleźć się może w dialektycznej pułapce. Tći stała zasada jest zawsze wyżej, niż można sięgnąć i w niej wyraża się ethos, którego szukamy — nakaz sięgania po nieosiągalne.
Literatura polska narodziła się z misji — edukacyjnej i pozostaje w swej części edukacyjna po dziś dzień, troszcząc się wciąż o podnoszenie ogólnego poziomu świadomości i wykształcenia. Narodziła się jako część politycznej budowy i pi z ostała nią przez wszystkie wieki, umacniając ją, gdy była silna, podtrzymując, gdy chyliła się do upadku, pracując nad jej odtworzeniem, gdy upadła, i tak po dziś dzień,
W każdym momencie zachwiania równowagi lub bezpieczeństwa państwa, odradzają się najtrwalsze polskie style: styl poli tycznego pamfletu, reformatorskiego traktatu, prorockiej wizji — style ukształtowane w walce o egzekucję praw za’ ostatnich Jagiellonów, w walce o reformę państwa przed rozbiorami, w porozbiorowych dysputach nad przyczynami upadku królestwa i wyborem właściwych dróg do jego odbudowy, w dysputach polityczno-ideowych II Rzeczpospolitej. Od Andrzeja Frycza Modrzewskiego do Marii Dąbrowskiej, od kazań sejmowych księdza Piotra Skargi do publicystyki księdza Jana Piwowarczyka, od dydaktycznych poematów keja albo satyr biskupa Krasickiego do „Traktatu moralnego’5 i. i ł os za droga wydaje się prosta i — dziwnie krótka.
Trzecią: — obok edukacyjnej i ieformatórskiej — cechą polskiej literatury nabytą w chwili narodzili jest jej histc-ryczność. Narodziła się z przeżycia histerii; historią ’były pierwsze jej dzieła pisane z myślą oświecani-.’, i obok intencji opowiedzenia historii przyświecała im inna, śmielsza, już na poły poetycka intencja tworzenia historii z nicości. Nieznany cudziziemiec, który swe kroniki podpisywał jako Gall — Anonim, opisał tylko to,, co widział; polscy kronikarze Wincenty 4ad.łubek i. Jar). D.łuĄpśz. — foiss?er2vli dzieje Poi ski o parę tysięcy lat wstecz, ulegając pragnieniu, które nie było odtąd obce żadnemu pokoleniu Polaków, a w szczególności żadnemu pokoleniu polskich pisarzy: aby mianowicie
Polskę — ten niewyraźnie ukształtowany kraj o granicach przesuwanych wciąż ze wschodu na zachód lub z powrotem — lepiej ugruntować w historii; albowiem jedynym trwałym; kształtem Polski jest ten,, który otrzymała w historii i w słowie — reszta jest zmienna. Toteż pisanie historii nie. było tutaj nigdy i nie stało się po dziś dzień zwykłym opowiadaniem zdarzeń, lecz było i jest moralistyką historyczna i fantazją historyczna. Gd Długosza, Kromera i Stryjkowskiego niedaleko do Naruszewicza, Lelewela i tych historyków szkoły krakowskiej, lwowskiej i warszawskiej, którzy w XiIX wieku toczyli 0 interpretację dawnych zdarzeń spory tak namiętne, jakby chodziło w nich nie o dawny, lecz — o przyszły kształt państwa 1 władzę nad nim — bo też o to W nich na prawdę chodziło.
I niedaleko od nich do, Pawła Jasienicy, pod, którego piórem ożyła cała historia Polski jako otwarty problem, cz^m’ ten kraj ma być: lepiej czy gorzej urządzonym obszarem zamieszkałym przez etnicznychPolaków wędrujących tam i na powrót — czy też stałym ośrodkiem-promieniowania ideowego, moralnego i kulturalnego na cały obszar zamieszkały przez ludy nie mające, podobnie jak.Polacy, /wyraźnych’ granic osiedlenia i nie mające takiej jak oni’wyraźnie ukształtowanej politycznej i duchowej.historii... I od fantazji Wincentego Kadłubka, który na polski użytek przysposobił i w polskie odział kształty cudze, uniwersalne legendy, — ’tworząc tyra sposobem z niczego polską mitologię — grunt dla poezji, — materiał dla wychowania, łożysko dla uczuć — od owego uczonego biskupa krakowskiego o synkretycznej wyobraźni niedaleko co „Lró1 a Ducha5’ Słowackiego i do tego wiersza Czesława Miłosza: „Myszy zjadły Popiela. Koronę z diamentem Dostał później. I jemu’, odtąd zniknionemu,
Który miał w skarbcu trzy monety Gotów I laski branzU, jemu, który odszedł.idzie., n^e wiadomo, z dziećmi, ż kobietami Lądy i morza oddał Galileo,
Newton i Einstein. Aby długie wieki
La swoim tronie nożem wygładzał sulicę.“ “: ’ /„Król — Popiel“/
Była to literatura; nie. tylko społeczna, 1 bo któraż ’ Spo~ oTf^ieczna nie jest; w każdym razie ta „społeczność“ stanowi jej partykularny ethos; była to, i jest literatura p a ń s t w o w a 5 to znaczy przywiązana na śmierć i życie do zorganizowanego,, zinstytucjonaliz’>v;ąnc,.:, o. zwerbalizowanego bytu narodowego., i świadoma zarazem, iż państwo, które buduje i któremu służy, ’ me jest z tego świata; że jest ono mianowicie państwem moralnym, które wpada raz po raz za spr. v;ą złych duchów historii w ręce wrogów, warchołów lub oszustów, lecz jako idea trwa niezmiennie, i misja obowiązkiem, sztuka poety — pisarza — jest odczarować Polskę idealną, aby odzyskała swój kształt właściwy. Stosunek pisarzy polskich do narodowych wad i błędów państwa jest analogiczny do tego, jaki katolicy mają do Kościoła, którego historia polityczna i doktrynalna — pełna błędów i skandali — jest pozorna w świetle wiary; Kościół rzeczywisty, Kościół wiary nie ma historii, tylko tajemnicę wieczną i niezmienną. Tak i Polska w wizji swej literaturyr od początków swego istnie nia literatura polska tworzy naród i jego historyczne bytowanie w chmurach utopii — W terminach utopii humanistycznej kreślił jej kształt Frycz Modrzewski; w terminach utopii katolickiej — państwa chrześcijańskich rycerzy — tworzył ją Piotr Skarga. Upadła potem, i powstała w utopiach racjonalistycznych jej reformatorów z doby Sejmu Wielkiego, w romantycznych utopiach Hickiewicza, Słowackiego i Krasińskie go — anielska i ewangeliczna, w pozytywistycznych utopiach Prusa i Świętochowskiego, w socjalistyczno-spółdzielczych wizjach Żeromskiego, Dąbrowskiej — — Nigdy nie pisano tu ani prawdziwej historii, ani prawdziwej powieści /która jest przygodą serca/, tylko fantastyczne dzieje zbiorowości. Prze całe dzieje literatury rysuje się głębokie rozdarcie pomiędzy rzeczywistym obrazem kraju, narodu, państwa, a ich kształtem podobłocznym,. rozdarcie z katolickiego ducha na Państwo Boże i Państwo Szatana — na historię i tajemnicę, na byt i istotę. „Najczystszy z narodów ziemi gay osądza je światłe błyskawic,
Koziryślny a przebiegły w trudzie zwykłego dnia.
Bez litości dla wdów i sierot, bez litości dla stareć
Kradnący z przed ręki dziecka skórkę od chleba.
Zycie składa w ofierze aby ściągnąć gniew niebios na wrogów,
Płaczem sierot i kobiet wroga poraża.
Władzę oddaje ludziom o oczach handlarzy złotem,
Pozwala wznosić się ludziom o sumieniach zarządców burdelu.
Najlepsi jego synowie pozostają nieznani,
Zjawiają się tylko raz jeden, aby umrzeć na barykadach Gorzkie łzy tego ludu przerywają w połowie pieśń,
A kiedy umilknie pieśń, mówi się głośno dowcipy.
VJ kątach izb cień przystaje i pokazuje na serce,
Za oknem wyje pies do niewidzialnej planety.
Naród wielki, naród riiezwalczony * naród ironiczny, Umie rozpoznać prawdę, — zachowując o tym milczenie. Koczuje na targowiskach, porozumiewa się żartem, Handluje starymi klamkami ukradzionymi w ruinach.
Naród w pomiętych czapkach, z całym dobytkiem na plecach,
Idzie szukając siedzib na zachód i na południe.
Nie ma ni miast, ni pomników, ni rzeźby ani malarstwa, Tylko z ust niesione słowo i wróżbę poetów.
Mężczyzna tego narodu, przystając nad syna kołyską Powtarza słg>wa nadziei t — zawsze, — dotychczas darćMnie /Czesław Miłosz, „Naród“/
W poczynaniach „opozycji literackiej“, której dzieje zaczynają się od „listu 34“ i które poprzez różne protesty i odpowiadające na nie represje doprowadziły do powstania literatury niezależnej, odbudowano sens haseł, zachowań, postaw i gestów zapomnianych dawno lub zafałszowanych. Odbudowano — w jakiejś mierze — prestiż społeczny literatury zachwiany przez pół wieku trwający rozbrat literatury ze społeczeństwem; odtworzono bodaj w części jej więź ze społeczeństwem i zarazem jej więź z wielką tradycją* Odbudowano ethos społeczny w deklaracjach i w gestach. Jaka twórczość, jaki styl stąd się zrodzi? Jaki ton moralny?
Żaden z ogłoszonych dotąd utworów powstałych na fali opozycji nie zapowiada odnowy literatury. Wszystkie wyrastają z klimatu groteski i czarnej literatury lat sześćdziesiątych. Inaczej być nie może * Ale dziś właśnie jest moment, kiedy trzeba zastanowić się, zasłuchać w literaturę jutra, która — jak myślę — będzie, musi być literaturą w pełni odbudowanego społecznego ethosu — nakazującego wciąż, nieodmiennie sięgać po nieosiągalne, wierzyć w nieprawdopodobne i z gruzów nadziei tworzyć nadzieje nowe.
Pierwszym artykułem, który w Polsce poczęto rac.jono-wać, nie był ani węgiel, ani cukier, lecz książki.=
W połowie lat siedemdziesiątych, a więc w miodowych latach „gierkowszczyzny“, przemysł poligraficzny i wydawniczy stanął w obliczu katastrofy na: skutek braku i zużycia maszyn drukarskich. Zabrakło podręczników szkolnych i uniwersyteckich, zabrakło klasyków. Zawarcie nowej umowy wydawniczej stało się przywilejem, któremu władze — osławiony Jerzy Łukaszewicz — nadały znamię-’-polityczneo Listy.proskrypcyjne, którymi hojnie szafowano ’i których układaniem’ zajmowały.się liczne sztaby, „wysokć kwalif ikowahych; spec jalistovf,.były po prostu formą oszczędzania’papieru
W tych warunkach pojawił się. oczywiście „drugi obieg”, tzn. literatura wydawana systemem domowy a i sprzedawana z ręki do — ręki, Czarny rynek jest..nieuchronnym’ następstwem systemu kartkowego. Zanim.doszło do kryzysu sierpniowego5 zanim całe społeczeństwo przestało-;wierzyć w ’-’państwo ludowe’’’ i w partię, jako siły zdobne do — administrowania krajem i organizowania jego gospodarki pisarze przestali wierzyć w PRL jako.mecenasa i dystrybutora. kultury. C-dy się:potem owa PRL pogrążyła coraz bardziej, w. chaos K gdy. stawały — kolejne przedsiębiorstwa przemysłowe — na — skutek braku surowców, energii i transportu, gdy coraz więcej. artykułów codziennego spożycia obejmował system r.acjonowania i — spekulacji, — gdy zamierały coraz bardziej, podstawowe funkcje państwaliteratury i jej.środowisko poczęły na przekór temu wszystkiemu’ odżywać. Zatarły się różnice między „piei ws, zym“ a ’ „drugim”’.obiegiem, nieoficjalna literatur. ęyrkąlowała — rasem z — cl i-c ja Iną--, a państwo znalazłszy się na skraju bankructwa, zdawało się zrzekać swych pretensji do kulturalnego — monopolu. Doszło do porozumień środowisk.;twórczych z „Solidarnością“ na rc-..-jych jej szczeblach, zarysowały, się perspektywy zyska-n-; — niej..nowego me.ce.n zasobnego w środkifinansowe, — zapewi ij 3..i. — — z. n t utentypząą.swobodę — myśli ’ i:t^6r c z oś ci —..e to było już dawać. Teraz, w ramach „normalizacji“, cayli powrotu do przedsierpniowego status quo, państwo próbuje odtworzyć swą rolę organizatora, mecenasa i dystrybutora kultury. Ta funkcja, która wydawała się drugorzędna w dniach kryzysu, okazała się pierwszorzędna w procesie tzw. „odroczenia narodowego“. Nie brakuje po temu ani kadr, ani środ — kow. Procent w budżecie przeznaczony na kulturę jest tak mały? że można go utrzymać lub zwiększyć, choćby gospodarka Fy-.L leciała naahl na łeb. Ci pisarze i artyści, którzy włączą się w „mięt“ ożywiany przez PZPR i.PRON, mogą być pewni, że: władze, nie zostwi ich bez nagrody? mają szanse stać się uprzywilejowaną kastą, spauperyzowanego społeczeństwa, jak byli nią za czasów, gdy kulturą zarządzali stalinowscy. oficerowie polityczni — Borejsza, Sokorski i Putrament. lv’ięc nie sił i środków brak, aby proces podporządkowania kultury powiódł się tak, jak powiódł.się niestety — trzydzieści lat temu.
Brak racji. Siłą i pieniędzmi można człowieka obezwładnić, ale na to, by twórczo pracował, trzeba mu jeszcze dać powód dodatkowy — bodaj złudny.
Tym powodem dodatkowym, który po wojnie skłonił całe społeczeństwo polskie nie tylko do uległości, lecz także do wytężonej, ofiarnej i’twórczej pracy, była odbudowa. Odbudowa kraju z wojennych zniszczeń, chęć nadrobienia wojen nego zastoju, wola życia wbrew zagładzie, która przeszł? przez kraj i świat. Teraz takiej racji dodatkowej nie ma.
Nie mają jej robotnicy, technicy i naukowcy, bo ruina, z której dźwigać muszą polską gospodarkę, nie została spowodowana przez wojnę, lecz przez ten sam aparat rządzący, który ich dziś do wysiłku wzywa, wydarłszy im z rąk autentyczną inicjatywę i pozbawiwszy spontanicznego entuzjazmu, z jakim po sierpniu 1280 do tej odbudowy przystąpili. To tak, jakby ktoś dziecku odebrał ulubioną zabawkę, uderzył je w twarz i płaczącemu dał zabawkę inną,, mówiąc: a teraz się baw. A nie chodzi tu przecież o zabawkę, lecz o rzecz w życiu człowieka najczcigodniejszą: o przedmiot pracy, przez który czło wiek określa swą wartość. Racja dodatkowa, która go z przedmiotem jego pracy łączy poza koniecznością, ekonomiczną lub poza poczuciem obowiązku czy strachu, ta racja, dodatkowa która sprawia, że człowiek oprócz tego, że pracować musi — pracować chce, ta racja dodatkowa to jego wolność. wie mają też owej racji — dodatkowej twórcy, bo proces odtwarzania kultury kierowanej centralnie przez administrację, nie jest odbudową, lecz burzeniem, niszczeniem-. Niszczeniem tych swobód, które wszystkie środowiska twórcze wywalczyły sobie poprzez ’.’odwilże“ i „odnowy“, zapewniając literaaturze polskiej, teatrowi polskiemu, filmowi polskiemu, malarstwu polskiemu, muzyce polskiej miejsce szczególne w życiu narodowym i w świecie — inne zgoła niż to, które jej wyznaczyła kiedyś stalinowska ideologia. Zamiast zgodnie z jej nałożeniem — być folklorem radzieckiej prowincji /’* narodowym w formie, — socjalistycznym w treści“/, stała się kultura polska wyrazem i świadectwem nieujarzmionych polskich aspiracji dOf bytu odrębnego.. Posierpniowe miesiące 138G/1S81 nie były w dziejach powojennej kultury polskiej nagłą eksplozją, lebz punktem dojścia — sukcesem, na który złożyło się tak wiele: opór bierny i czynny przeciw uniformizacji, obłudzie i zuchwalstwu, obrona, rzemiosła i iinponde*-rhbiliów, działania jawne i niejawne. A nade wszystko silna i nigdy nie zachwiana świadomość tradycji, poczucie Losoweji ciągłości, żywa wymowa historycznych analogii. Dla> każdej sytuacji, jaką stwarzała PRL, był wzór gotowy w całej historii porozbiorowej. Oto źródła sukcesu, którym było zachowanie kulturalnej ciągłości i tożsamości wbrew stalinowskiej i ne©stalinowskiej i ideologii, wydarcie apr:ra-towi partyjnemu i rządowemu sporego.zakresu swobód twórczych i ideowych, stworzenie’ — w otwartym konflikcie z władzami niezależnego obiegu publikacji, a na koniec, po sierpniowej rewolcie robotniczej zarysowanie pod osłoną; „Solidarności“ oryginalnego programu rozwoju kultury polskiej opartego na społecznym, niezależnym,, mecenacie. Program ten powstawał na zjazdach walnych ZŁF, SDP, SPATiF-u, i innych związków twórczych, w pr-c^h Komisji Porozumiewawczej Stowarzyszeń Twórczych i Naukowych, miał znaleźć ’swój najpełniejszy wyraz w uchwa-? łach i rezolucjach Kongresu Kultury Polskiej, którego obrady przerwało ogłoszenie stanu wojennego. Świadectwem twórczej myśli tego okresu są zresztą czasopisma literackie i w ogóle ówczesna prasa....
Oprócz pieniędzy i materiałów: władza gotowa będzie zapewne ofiarować twórcom ’swoiste „swobody“. Cenzura na pewnych punktach* np. na punkcie 2SI?.-R lub wojska, do obłędu1, wyczulona — w wielu innych jest vo wiele liberalniejsza od cenzury Gierkowskiej. Tamta np-. zabraniała pisać w prasie o brakach żywnościowych, zatrućiu środowiska, o katastrofie mieszkaniowej — i zdrowotnej.a obecna nie zabrania — ba! trudno się też dziwić, skoro1’król nie tylko sam przyznał, że jest nagi, lecz nawet publicznie się sfajdał, Nie ma też, jak dotychczas, list:proskrypcyjnych, czyli tzw. cenzury podmiotowej, i nawet pisarze z emigracji lub miejsc odosobnienia mogą znaleźć się w oficjalnym druku. Wychodzą — teraz książki od lat przetrzymywane w — wydawnictwach z powodów personalnych. Wreszcie — rzecz niesłychana’ w socjalistycznym. „obo-^ zie“ — cenzura pozostawia ślad. swych interwencji w postaci groteskowych zresztą odnośników ’ do odpowiednich paragrafów ustawy,
Więc władza, która w ramach „normalizacji“ lubi posłu riwać się sup er latywny r.i i ocenami swych własnych czynów, takimi jrk np. „najdonioślejsza w dziejach Polski reforma gospodarcza’ —, ’największe w historii parlamentaryzmu dzieło legislacyjne obecnego sejmu“, „hajliberalniej sza w Europie ustaw — ’ o związkach zawodowych1, może powiedzieć, że stworzyła twórcom swobody, o jakich marzyć nie śmieli.
Istotnie, jeżeli swobody owe polegają tylko na tym, że się-pisze jak się chce i o czym się chce-, to władze miałyby rację o tyle, że dały ze, swej strony wszystko, co dać mogą, rie zmieniając ustroju. Ale właśnie chodzi o to, że wolność twórcza polega na czym innym. Ma owej „racji dodatkowej“ r czyli na wewnętrznej zgodzie człowieka z jednym bo-daj jej celem — bliższym lub dalszym, jawnym lub ukrytym, bardzo głębokim, lub tylko powierzchownym. Ludzie muszą wiedzieć, że to, co. robią w. jakiejkolwiek dziedzinie, czemuś dobremu i trwałemu służy. Otóż teraz tego właśnie nie wiedzą. Nie wiedzą nade wszystko, czy tworząc jakiekolwiek pozytywne — ’wartości w tym kraju, umacniają jego byt niezależny czy jedynie władzę, która jego losem frymarczy, samej sobie tylko kupując trwałość. Twórcy nie wiedzą, czy okazując swoje talenty i możliwości, podnoszą wartość kultury narodowej czy też wartość ową oddają v; niuczciwy pacht. I nie wiedzą, co dla nich i dla ogółu — w tej chwili lepiej: pracować dla wspólnego dobra czy pogrążyć się w prywatnym życiu, skoro dobro wspólne jest w złych rękach. Więc aktor nadal zastanawia się, czy wystąpić, malarz — czy pokazać swe obrazy, a pisarz nie jest pewien, czy powinien pisać, wydawać, przemawiać, pokazywać twarz.
Przed twórcami stoi ten sam problem, co przed hodowcą cieląt; oddać je na zmarnowanie czy zarżnąć i zjeść samemu. Pisać, reżyserować, grać.po to, żeby władza psuła to po swojemu i chwaliła się przed światem dynamiką rozwoju, pluralizmem i tolerancją „kultury socjalistycznej“ — czy też swój talent spożytkować inaczej:, poza. strukturami scentralizowanej k u 1 tu ry u r zę d ow ewj. , ’ Czy to możliwe? Pewnie nie — na dłuższą metę. Ale to inna sprawa. t»a razie mamy do czynienia z tym „odruchem odmowy1’. Zarówno w hodowli., jak w twórczości kulturalnej.
ROZTERKI POLAKÓW<
Dzisiejsza Polska, jest krajem bez nadziei, i to ją rożni od Polski.sprzed lat trzech, pięciu, dwudziestu i trzydziestu, Przekonaniu, że system jest zły i że nie da się go naprawić, towarzyszy przekonanie, że nigdy — tzn. w wyo-brażalnej przyszłości — nie zostanie zmieniony. I to jest nowość. Nie polityczna, lecz psychologiczna, moralna.
Polska Rzeczpospolita Ludowa — czy, jak ją wpierw nazywano, „demokratyczna1 — była od początku podminowana prawie powszechnym poczuciem tymczasowości. Rządzące ekipy zapewniały, że ograniczenia wolności obywatelskich i trudności gospodarcze są przejściowe i wynikają z Mobiektywnych“ przyczyn. Ludność doświadczająca wciąż na własnej skórze obłędów systemu, żyła w oczekiwaniu, że ekonomia i życie społeczne, mające swą własną, organiczną dynamikę, zreformują się same, gdy znikną zewnętrzne przyczyny zakłócające ich rozwoje Gdy znikną skutki wojny, gdy ustanie zimna wojna, gdy rozwieją się obawy przed nową wojną. Do dziś słyszy się w kolejkach głosy starszych ludzi: jak to możliwe?...tyle lat po wojnie?...W powszechnym przekonaniu, system polityczno-gospodarczy panujący w Polsce był przedłużeniem wojennej tymczasowości, Wojennych trudności i wojennych nadziei.
W tej tymchasowości i w tej nadziei Polacy znajdowali racje życia, źródła optymizmu, rezerwy energii. Kiedyś myśleliśmy — ZSRR przestanie uważać się za oblężoną twierdzę. Kiedyś przestanie uważać swych satelitów za obronny szaniec. Kiedyś usunie z Polski i NRD swe kolonie wojskowe. Kiedyś przecież musi zająć się porządkowaniem swej gospodarki i wyrównaniem zapóźnień. Kiedyś prawa ekonomii, siły społeczne i duch kultury wezmą tu, w środkowej i wschodniej Europie, górę nad danymi strategii i regułami taktyki. Kiedyś utrzymanie władzy przestanie być dla komunistów absolutnym priorytetem, zechcą się nią podzielić, aby w niej uczestniczyć, i rozpadnie się system polityczny zapewniający zorganizowanej mniejszości bezwzględną władzę nad zdezorganizowaną większością. Nie było w historii powszechnej przykładu takiego obezwładnienia społeczeństw. Ten incydent nie może trwać wi ocznie.
Ale trwał niezmiennie i tylko kryzysy na szczytach cen x Prelekcja wygłoszona w lutym 1984 r. u Oiców Pallotynów w Paryżu. tralnej czy lokalnej hierarchii wstrząsały konstrukcją, która, choe z byle czego sklecona, wykazywała nieprawdopodobną wytrzymałObc na owe wstrząsy. Zawali się może przy następnym ~ myśleliśmy — i robiliśmy nadal swoje.
Jedną z właściwości tego systemu jest to, że wśród wielu wymuszeń pozostawia człowiekowi coś, co mu się wydaje jwgo wolnym wyborom. Obdarzony wolnością w jednej ograniczonej dziedzinie, człowiek ulegazlodzeniu, że innych wolności zrzekł śię dobrowolnie. I nie stawia oporu. W — praktyce politycznej polega to na ciągłym poszukiwaniu przez aparat władzy punktów stycznych z wrogą, niechętną czy tylko bierną większością.
Różne to były punkty” styczne“: odbudowa — kraju ze zniszczeń wojennych, pacyfizm, anty-germanizm, resentymenty w stosunku do Zachodu, a także w stosunku do rządów sanacyj-nych. Bezpartyjny inżynier, któremu powierzono uruchomienie produkcji, znosił absurdy centralnego planowania, zwodził partyjnych ignorantów i głosował na Front Jedności Narodu, mając poczucie, że tylko część swej wolności poświęca w imię tej, jaką mu daje praca. Byłem kiedyś, we wczesnych latach pięćdziesiątych, świadkiem ’ zebrania produkcyjnego w jednej z kopalń krakowskiego zagłębia węglowego. Wzburzeni górnicy skarżyli się na złą organizację pracy, na skutek której nie wykonują norm i tracą premie. Dyskusję przeciął delegat partii jednym pytaniem: Chcecie powrotu sanacji? Zaskoczeni górnicy umilkli, któryś mruknął: Miech ją szlag trafi, inni przytaknęli i w milczeniu wysłuchali delegata partii, który im dialektycznie wytłumaczył dlaczego na pokładach brakuje wózków...Możność wypisania się na temat minionej wojny, zwłaszcza okrucieństw hitlerowskich, dała wielu pisarzom złudzenie wolności twórczej, usypiając ich zmysł rzeczywistości. Jakież to dawne urazy, jakie resentymenty skłaniały znanych z działalności i nieprzekupności działaczy ludowych i socjalistycznych do podporządkowania się rządzącej partii.* Jakież to operacje psychiczne przechodzili oskarżeni w procesach, którzy przyznawali się do niepopełnionych win i br — li ra siebie doraźne zadania propagandowe, wygłaszając pełne wigoru mowy przeciw sobie samym? Każda akceptacja wydzielonej wolności stwarzała wzór postępowania dla innych. Podbój narodu dokonywał się w głębi sumień. Każdy otrzymywał szczególną ofertę częściowej wolności i własnymi środkami niszczył resztę, z której rezygnował. Leninowska partia postępuje jak władca z jakiejś okrutnej baśni, który oznajmiłby swemu ludowi: każdemu z was pozwalam zachować dowolną rękę, dowolną nogę i dowolne oko. Reszty pozbądźcie się sami. A do więzień wtrącę tylko tych, którzy zechcą zachować wszystko.
Argumentację“ komunistyczną’ wspomagało też w latach pięćdziesiątych przekonanie ó dekadencji ‘Zachodu, wreszcie sprzyjał jej brak wszelkiej kontrofensywy ideologicznej. Znikąd nie było odpowiedzi na ideologię marksistowską. Kościół odpowiedział;na nią ostrzęzenianii’; moralnymi i klątwą rzucona na komunistów oraz ich współpracowników. Podawał środki obrony, nie proponował natomiast alternatywy rozwojowej. Marksizm-1 oninizm był ’jedyna ideologią — ruchu i‘rozwoju, opór przeciw niemu tworzył się w sferze ‘wartości historycznych, łodzieź. która z natury jest ’ po stronie ruchu i rozwoju, była’po stronie nrarksizmu-leninizmu. Traciła wiarę w wartości historyczne. Odwracała się od przeszłości ojców.
Poszukiwanie punktów stycznych ze strony władzy komunistycznej spotkało się z kryzysem wartości w najbardziej dynamicznej warstwie społecznej, wśród młodzieży i wśród intelektualistów.
Nowy ustrój i nowa sytuacja geopolityczna Polski budziły.zresztą niemałe nadzieje. Największą nadzieją była budowa ’oanstwa jedno-naródowego na obszarach o wiele większych od rzeczywistej Polski etnicznej. Powstały tu warunki życia dla 40 i więcej milionów Polaków. Z myślą o przyszłości warto było“ wiele poświęcić. Nad długotrwałymi skutkami operacji repatriacyjnej mało kto się wtedy zastanawiał. Dzia łał też na wyobraźnię program uprzemysłowienia kraju /któż umiał przewidzieć, ruinę środowiska?/, upowszechnienie kultury /któż się spodziewał, że po trzydziestu latach zabraknie papieru na podręczniki szkolne?/, a nawet — pomimo nieufności do.73:.R — obraz Polski osadzonej w zwartym systemie sąsiedzkich sojuszów /któż. mógł przewidzieć, że po latach łatwiej będzie z Polski wydostać się ’do — Fraru;i czy do Stanów Zjednoczonych niż na Węgry. ’r-fł%£> do Czechojłowacji?z Polska.„demokratyczna” czy „ludowa” na Uizo wyglądała’ dobrze, bardzo dobrze i naród jako całość mógł w jej granicach, statystykach, ustawach i planach znaleźć rekompensatę ’za stracone swoDody. Warto — myśleliśmy — przeczekać powojenne i porewolucyjne konwulsje PRL. „Poczekaj, aż dojdziemy do Atlantyku — tłumaczył mi w 1S50 roku pisarz-kc nunista, który potem zęby zjadł na użeraniu się ze wszystkimi kolejnymi ekipami. — Wtedy los socjalizmu będzie decydował się w Pary-żu, a nie w loskwie. 1 znów będziemy Europejczykami”...
’Demokratyczna” i „Ludowa” Polska była państwem nadziei. ostatnią nadzieją była budowa „drugiej Polski“* czyli gierkowkięj plan intensywnego rozwoju opartego na zachodnich kredytach i zachodniej technologii. Znalazł ten program wielu entuzjastów, zwłaszcza wśród inteligencji technicznej, uierek zdawał się wycnodzić z błędnego koła pozornych re~ torm; zachodni kapitał i’ zachodnia technologia miały wymusić wzrost produkcji i spowodować automatycznie wzrost stopy życiowej. Program, ten odpowiadał oczekiwaniom społeczeństwa zniecierpliwionego defiacyjną polityką Gomułki. Była to ostatnia propozycj rncż! iwa’. Ostatnie:, bo wraz z nią komuniści pozbywali się swej legitymacji historycznej, jaką jest ideologia.
Przyznając, że droga rozwoju, jaką głosili, nie jest „jedynie słuszne”, ~ le, owszem, prowadzi do zapóżnień, z których wyprowadzić kraj może tylko pomoc z drugiej stroay ideologicznego frontu, przyznawali również, że ich władz — nie jest koniecznością historyczną wynikającą z naukowych praw, lecz incydentem,.który musi mieć swój kres.
Ilekroć dotychczas załamywała się linia polityczna partii, stalinowska czy gomułkowska, wystarczała zmiana ekipy i retoryki, aby uratować zasady. Ekipa Gierka-Jaroszewicza wyrzekła się zasad. Do kraju nieprawdziwych planów, sfał szowanych rezultatów, dowolnych cen wypuściła prawdziwe pieniądze, które ujawniły fikcje, a zarazem spowodowały jakieś łańcuchowe, nieznane jeszcze dobrze reakcje korupcyjne. Do fikcji gospodarczej Gierek dodał polityczną: tolerując pra wie otwartą opozycję, stworzył pozór reformy systemowej — na użytek kredytodawców. Chciał zjeść omlet, nie rozbijając jajek. Leninowska logika nakazywałaby Gierka i wszystkich jego następców oskarżyć o — prawicowy oportunizm i zaprowadzić w Polsce twarde rządy ortodoksji. Ale — jak się zdaje — nie ma kto tego ’zrobić. Zbyt bezwzględne są zresztą realia ekonomiczne. Propagadną ani terrorem nie da się popędzić produK cji. Więc wojsko zostało jako jedyny czynnik porządku, a groźba inwazji z zewnątrz jedynym argumentem propagandy. Po raz pierwszy władzo komunistyczna w Polsce posłużyła się argumentacją negatywną, i — trzeba koniecznie dodać — prawdziwą. Bo to prawda, że reżim wojskowy w Polsce jest ostatnią formacją, która chroni kraj przed jawną okupacją.. I dlatego właśnie ten reżim, który ma wszystkie cechy tymczasowoś ci /i nawet tego nie kryje/, jest zarazem tym, który pozbawił kraj nadziei na zmiany systemowe i który nas uczy żyć bez nadziei.
Jatk bez niej żyć?
Tego właśnie nie wiemy i dlatego zapewne stert psychicz ny społeczeństwa określić można jako — zbiorową’ depresję. Wyraża się to w. powszechnej niechęci do i pracy, w rozrastaniu się marginesu społecznego i szerzeniu się plag społecznych, zwłaszcza alkoholizmu i przestępczości. — Wyraża się to w osłabieniu działalności twórczej i naukowej, w zaniku życ-ia kulturalnego, w braku zainteresowania wszelką informacją. Wyraża się to wreszcie w poszukiwaniu negatywnych. alternatyw: w dzikiej reprywatyzacji gospodarki /np. w chaotycznym budownictwie/, we wzroście emigracji i upowszechnianiu się zamiarów emigracyjnych. Zjawiskiem patologicznym — mimo bohaterstwa uczestników — jest konspiracja polityczna i’ kulturalna. Jak gdyby nie było za nami 30 z górą czy już prawie ’ 40 lat życia w tym systemie, jak gdybyśmy się nie nauczyli współpracować z nim, ulegać mu, zdradzać go i oszukiwać, jak gdybyśmy nie przywykli jeszcze do tej myśli, że w sprawie naszego ustroju nie wybuchnie wojna — ani że nas nie wybawi od niego powstanie, jak gdyby nie było tego wszystkiego za nami, nasze rozterki są prawie takie, jakie były w 1945 roku: współpracować czy bojkotować, zostać na.emigracji czy wracać do kraju5 wyjść czy nie wyjść z podziemia, i co robić w podziemiu — uczyć czy zbroić?
J~k gdybyśmy zaczynali od początku. Jak. gdyby uwarunkowania naszej egzystencji znów uległy gruntownej zmianie.
Czy uległy? Nie, oczywiście nie. Ani równowaga sił w świecie, ani wynikający z niej podział na strefy wpływów nie zmieniły się na jotę. Można — nawet mówić o zmianach na naszą niekorzyść, bo Związek Radziecki z mocarstwa europejskiego, jakim stał się po II wojnie światowej, w wyniku dalszej ekspansji stał się mocarstwem światowym, przy czym Europa Środkowa, a w tej strefie Polska, stanowią nadal jego podstawę operacyjną. Toteż mobilizacja olbrzymi ego potencjału radzieckiego w obronie porządku poli tycznego w Polsce nie były czczą’ demonstracją ani r, — owa Mieczysława żakowskiego wypowiedziane w TV podczas strajków sierpniowych: nikogo nie straszę, sam się boję... nie były chwytem propagandowym.
Obiektywne warunki powinny nas skłonić do powrotu do status ouo ante beli©, bo wszystko jest tak, jak było ante beli o. Powinniśmy, otarłszy łzy i zagoiwszy rany, przyuczyć na nowo siebie samych i nasze potomstwo do maskowania uczuć, spekulowania prawdą, wybierania między rozmaitymi rodzajami zła, radowania, się wolnością wyboru w zakresie podyktowanych’ przez przemoc. Powinniśmy nadal praktykować sztukę sarno — amputacji i wpraWiać się w jakiejś nowej nowo — mowie i w niej znaleźć perwersyjną radość twórczą. Jak dawniej. Ale tego właśnie nie możemy. Dlaczego?
Bo tak jarv reżimowi popsuł się mechanizm propagandy, a jego przedstawiciele coraz częściej mówią rzeczy, których n„jwic nie powinni, tak nam popsuł się mechanizm samo-zniewo — lenia i nie potraiirr.y już w głębi naszych sumień wykonać ope racji zadanych nam z góry. I to jest jedyna zmiana, która nastąpiła w Polsce — zwanej PRL — w ciągu ostatnich pięciu lat. Jest to zmiana wewnątrz systemu i zmiana wewnątrz nas. zmianę —.wewnątrz systemu spowodował Gierek, gdy jego mechanizm ideologiczny wymienił na ekonomiczny; zmianę wewnątrz nas spowodowali Papież i;:Soiidarność!i.
Papież nie zadekretował nam wolności ani też nie zmobilizował na naszą obronę wojsk niebieskich. Był pierwszym, był jedynym Polakiem obdarowanym pełnią wolności, całą wolnością. Otrzymał wolność fizyczną jako zwierzchnik Kościoła-Powszechnego i wolność duchową jako namiestnik Chrystusa.
I tę wolność ku nam obrócił, tę wolność nam okazał, tą wolnością nas olśnił, ujawniając całą nędzę wolności pozornej. Były to tylko słowa, ale mające moc ewangelicznego “effetaS” lub „we2 swoje łoże i chodź” lub „nie umarł brat twój, ale śpi“., *
To ruch „Solidarność“ był czymś więcej niż słowem — próbą sięgnięcia po całą wolność, wywalczenia jej siłą biernego oporu i zorganizowanej woli. Można dziś aż do wysuszenia gardła dyskutować o błędach „Solidarności“, powtarzać w rozmaitych wariantach znany zarzut, że ’mogąc zyskać ’trochę, straciła wszystko“, można ubolewać nad bezrozumnym rozbudzaniem w masach nadziei politycznych i gospodarczych, na których spełnienie żądnych szans nie było, ale z drugiej strony trzeba pamiętać, że była to dopiero eksplozja. Eksplo zja emocjonalna, która nastąpiła w warstwach najmniej zdolnych do politycznego rozumowania i Wyłaniania grup kierowniczych; eksplozja patriotyzmu 1 resentymentów, gniewu i zapału, której siłę mógł mądry rząd obrócić na dobro kraju i wesprzeć się na niej w kryzysowej sytuacji. W 1980 roku powstała, w Polsce historyczna szansa stworzenia konstruktywnej większości. Została zaprzepaszczona, ponieważ leninowska partia ma w każdej swojej komórce zakodowany nakaz niszczenia i dezorganizowania większości.
Znam też argument strony przeciwnej, że ta większosć, gdyby jej pozwolić z o., gani z owa ć się na dobre, nie dałaby się sprowadzić na grunt politycznego realizmu...Jako masa pewnie nie, ale’pod przewodnictwem partii politycznej, która powinna była się z hie-j wyłonić jako uczestnik nowej koalicji rządowej? Mad tym jednak również można dyskutować bez końca, podobnie jak nad“ prawdopodobnymi, skutkami — Zwycięstwa PSL w wyborach 1047 roku...Jedn-o jest pewne: “Solidarność“ była dopiero pierwszym poruszeniem się bezwładnej masy, jej pierwszym krokiem politycznym, Solidarność“; była naprawdę dzieckiem ze swego zjazdowego plakatu. T to, co zostało po niej, jest bezcenne; jak y/spomnienie z dzieciństwa: smak ca ł e j’wolności. Dlatego, że ten.smak pamiętamy, nie możemy już, nie potrafimy uprawiać sztuki, której wyuczeniu się poświęciliśmy wiele wysiłków i której znajomość była nawet przedmiotem naszej skrytej a.nieczystej dumy...
V — tej ’.chwili w głębi tej sali lub spod sufitu, powinien odezwać się szyderczy, skrzekLiwy głos: możecie...potra ficie... jeszcze trochę...
Jeżeli się nie. odezwał, to dlatego, że jest to poświęcona sala. Ale i tak go słyszymyr bo mamy za sobą odpowiednią edukację w szkole dialektyki.
Pewnie, będziemy nadal żyć w kraju cenzury, nomenklatury, selekcji negatywnej, obserwowani, śledzeni ’ i klasyfikowani wedle najnowszych metod naukowych* Pewnie, będziemy oceniać rzeczywistość coraz realniej i z coraz większą zdolnością dc układów i kompromisów. Chodzi o to, aby nasza nowa jakość duchowa stała się częścią tej — rzeczywistości. Ta nowa jakość duchowa jest umiejętnością; chodzi o to, abyśmy ją stosowali. Ta nowa jakość nie — polega na sięganiu po całą wolność, lecz nr, tym, aby nigdy wzamian za jej okruch reszty nie oddawać. Lepiej całej się wyrzec. Rozmawiać z Jwładzą tak jak Chrystus z. Piłatem, a nie jak Piotr ze służącą, do wtóru koguciego piania.
Ten głos spod sufitu może mówić dalej: jest was 36 milionów, w większości biednych i bezbronnych ludzi, zależnych od: władzy w każdej dziedzinie, od niej otrzymujących pracęmieszkania, żywność, lekarstwa, nawet miejsca w żłobkach dla dzieci...35‘ milionów ludzi pozbawionych organizacji, środków wyrazu i praw ku obronie. 36-miłionowa, bezkształtna większość rządzona przez 2 miliony ludzi, zorganizowanych na kształt wojska. Cóż rnożna powiedzieć c postawach, zachowaniach* cóż można powiedzieć o. tym, jaki kształt przybierze lotny piasek..
Tu liczą się — świadectwa. 0 nich myślę, gdy mówię o nowej jakości duchowej. Jak wtedy, w roku Jałty i Poczdamu liczył się każdy akt samo-okaleczenia z wolności, jak wtedy decyzja każdego polityka, pisarza, uczonego mnożyła się natychmiast przez tysiące i tworzyła nową jakość moralną, z której lepiono pott*ustrój P;.L, t k, — kt.ipżękij — duchowaj niepodległości liczy się dzisiaj. Liczy się świadectwo więźniów sumienia” odmawiających wolności wzamian za opuszczenie kraju, liczy się świadectwo intelektualistów głoszących jawnie swoje poglądy i ponoszących za to pełne ryzyko, liczy się świadectwo robotników odmawiających wstępowania do niechcianych związków nawet za cenę materialnych wyrzeczeń, liczy się świadectwo kapłanów, którzy Ewangelię tłumaczą na realia dzisiejszej Polski.
Prawdziwa polska rozterka nie polega nr. wyborze pomiędzy emigracją a pozostaniem w kraju, pomiędzy ukryciem się w podziemiu a jawnością, pomiędzy pracą w jawnych strukturach państwa a ich bojkotem, lecz pomiędzy utrzymaniem przy życiu w sobie pełnego, wyzwolonego wewnętrznie człowieka a ponownym jego zabiciem.
SPIS THE SCI
’stęp.................*.......................w I. thos.społeczny; literatury, polskiej —........................ — 2,. , iteratura’ 1 —. hodowla....,.............16 ozterki Polaków............................ t.................20.