Dwie racje

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Leo Belmont
Tytuł Dwie racje
Data wydania 1908
Wydawnictwo Tygodnik „Wolne Słowo”
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały dodatek
Pobierz jako: Pobierz Cały dodatek jako ePub Pobierz Cały dodatek jako PDF Pobierz Cały dodatek jako MOBI
Indeks stron
DWIE RACJE.

„Historja winna być mistrzynią życia“ —
Taki jest wielu ulubiony konik...
Więc wydobywszy z przeszłości ukrycia,
Tu pewien fakcik zacytuję z kronik;
Będzie wskazówką on antysemicie,
Jak swe idee trzeba wcielać w życie!..

Król Adrjan Rzymski w południowej dobie
Po rannych trudach używał wywczasu;
I z zamkowego poglądał tarasu,
Dumając sobie,
Jak dzielnie Daków zbił lud niespokojny,
Jak szczęśnie toczył z Sarmatami wojny,
Jak świetnie z Gallem legiony się starły,
Jak z granic państwa Alanów wyparły...
Jedna myśl tylko życie mu ohydzi:
Przeklęci żydzi!
Oni urągać śmią mocy Cezara,
Poglądać z gniewem, pogardą i żalem
I krzyczeć: „Wara!“
Kiedy na gruzach miasta Jeruzalem
Kolonja rzymska rozkwitać poczyna:
Aelia Capitolina...

Już orły Rzymskie zgniotły Barkoheba!
Oni ufają jeszcze w pułki z nieba!
I jeszcze srożą się w bezsilnym gniewie!
I jeszcze tleje powstania zarzewie!“

Wtem Cezar dostrzegł ze stopni tarasu
Jakiegoś człowieka,
Co z poblizkiego palmowego lasu
Szedł chyłkiem, cicho — a snadź szedł zdaleka,
Bo mu na szatach osiadła kurzawa;
Twarz śniada, oczy smętne, a postawa —
Korna i zgięta; po niepewnym chodzie

Znać, że w królewskim zabłądził ogrodzie
I szuka wyjścia...
Wtem rozgrzmiała cisza:
„Na Jowisza! —
Wrzasnął Adryjan: „To żyd! — Pójdź tu, żydzie!“
Tamten usłyszał — zbladł — powoli idzie,
A kiedy stanął przed groźnym Cezarem,
Schyla się całym ciała ciężarem...
„Ty śmiesz się kłaniać Nam? — Cezar zawoła —
„Cóż bezczelności takiej zrównać zdoła?!
„Ileż jest pychy w mniemanej pokorze!
„Czy żyd ma oczy? Światło widzieć może?!
„Kłaniasz się! — zatem ty widzisz Cezara!
„Tak wielkie bóstwo tobie widzieć wara!
„Ażeby skarać tak bezczelne oczy,
„Głowa twa, śmiałku, z karku się potoczy!..“
Rzekł, skinął ręką — biegnie straż zamkowa...
Pod mieczem spada krwawa żyda głowa!..


∗             ∗
Przeszło dni kilka... Na leśnej polance

Adrjan po łowach oddał się hulance...
Błyszczy na uczcie Cezara oblicze...
Potrawa szybko idzie po potrawie:
Przynosi służba języki słowicze,
Smaczne mureny i pieczone pawie,
Granatów Azyi owoc wyszukany
I Kartagińskie jabłka i banany;
Wszystko, co dziwi rzadkością niezmierną..
I złotą strugą leje się Falerno!..
Wesoło Cezar od stołu powstaje...
Wtem — ogień gniewu strzela mu z pod powiek...
Nie! Cezarowi chyba się wydaje!
Przed chwilą zblizka przeszedł jakiś człowiek,
Spojrzał, Cezara zoczył,
Szybko w gęstwinę uskoczył:
Odchodząc — przed stopiem tronu
Nie wybił zwykłego pokłonu!
Nie ujdzie kary niesłychana zbrodnia:
„Dogonić! zaraz wrócić tu przechodnia!“
Spełniono w moment ten rozkaz Cezara...
Idzie związana jakaś ludzka mara...
Starzec... Twarz śniada, w zmarszczki poorana...
Na ustach widać jakieś strachu drgania...
Drży... Trzęsą się kolana...
Stanął przed tronem... Znowu się nie kłania!
Żyd!.. Poznał Adrjan i woła:
„Kto uwierzyć zdoła
Takiej ohydzie?!
„Ty śmiesz się nie kłaniać! — ty — żydzie!
„Ty wiesz, że dzierżę moc nad całym światem,

„Widzisz światło, bijące od mojej korony;
„Przed moim Majestatem
„Wszystkie ludy się korzą i biją pokłony...
„I po świątyniach do mnie wznoszą modły!
„A nie widzi mnie jeden żyd podły!
„Ażeby skarać tak bezczelne oczy,
„Głowa twa, śmiałku, z karku się potoczy!“
Rzekł, skinął ręką — już miecze gotowe,
Już wzniósł się jeden, starzec karku nagnął,
Otworzył usta... coś powiedzieć pragnął...
Nie zdążył...
Scięto mu głowę...
Milczenie... Tylko coś naczelnik straży
Przygryza wargi, a w myślach coś waży..
Waha się... nie śmie przemówić odrazu...
Nareszcie rzecze: „O wielki Cezarze!
Wszakże ten człowiek teraz uległ karze
Za to, że twego usłuchał rozkazu!“
A Adrjan powie:
— „Milcz! jakoś pstro masz w głowie.
„Ty chciałbyś uczyć bogów,
„Jak mają niszczyć wrogów?!“
Zawstydził się strażnik, zrozumiał swój błąd...

A morał ztąd?
We wszystkiem słuchaj powag,
Przeczyć im jest bezwstydem...
Żyd zrobił tak, czy owak
Był winien, bo był — żydem!




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Leopold Blumental.