Dwa odczyty Marji Skłodowskiej-Curie/całość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Maria Skłodowska-Curie
Tytuł Dwa odczyty Marji Skłodowskiej-Curie
Podtytuł Wygłoszone w Warszawie w dniach 5 i 6 czerwca 1925 r.
Data wydania 1926
Wydawnictwo Komitet Daru Narodowego dla Marji Skłodowskiej-Curie
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz anonimowy
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron

WYDAWNICTWO KOMITETU DARU NARODOWEGO
DLA MARJI SKŁODOWSKIEJ-CURIE.




DWA ODCZYTY
MARJI SKŁODOWSKIEJ-CURIE
WYGŁOSZONE W WARSZAWIE
w dniach 5 i 6 czerwca 1925 r.
WARSZAWA
KOMITET DARU NARODOWEGO DLA MARJI SKŁODOWSKIEJ-CURIE
1926.
Główne tory współczesnych badań nad promieniotwórczością.
Wykład wygłoszony przez Marję Skłodowską-Curie — Profesora Honorowego Uniwersytetu Warszawskiego — w wielkiej auli uniwersyteckiej dnia 5.VI 1925 r.

Celem tego odczytu jest przedstawić w streszczeniu obecny stan nauki o promieniotwórczości i zadania, nad któremi dziś pracują lub pracować pragną uczeni, którzy się tej gałęzi wiedzy poświęcają. Musimy odrazu wstąpić bez wahania w świat atomów i elektronów. Teorje molekularne i atomowe fizyki i chemji istniały oczywiście i przed odkryciem zjawisk radjoaktywnych, lecz odkrycie to przyczyniło się najwięcej do nadania teorjom tym charakteru realnego i odegrało również ważną rolę w utworzeniu pojęcia elektronu, który, jak wiadomo, jest maleńką cząsteczką o naboju ujemnym, wchodzącą w skład wszystkich atomów. Jeżeli więc pojęcie materji jest dziś nieodłączne od jej budowy cząsteczkowej, to dlatego, że nauka o promieniotwórczości stała się źródłem pierwszych konkretnych danych co do budowy atomów, i że metody jej pozwoliły po raz pierwszy obserwować indywidualnie niektóre atomy i przeprowadzić ich liczenie. Tak więc materja składa się z atomów, których połączenia tworzą molekuły, a których budowę wyobrażamy sobie według szematu Rutherforda i Bohra. Każdy atom stanowi niejako system planetarny, posiadający jądro o ładunku dodatnim i nadzwyczaj małych wymiarach, koncentrujące w sobie masę atomu a naokoło jądra krążą elektrony, których ilość jest taka, że ujemny ładunek ich równoważy ładunek jądra. Samo jądro nie jest jednolite, lecz, jak nas uczy teorja promieniotwórczości, najmniejsze jądra — wodoru i helu — wchodzą w skład wszystkich następnych, przy pomocy elektronów. Ładunek elektronu jest jedną z najważniejszych danych współczesnej fizyki i przedstawia najmniejszą niepodzielną jednostkę elektryczności. Ładunek jądra wynosi tyle jednostek dodatnich, ile atom ma zewnętrznych elektronów, a liczba ta daje jednocześnie numer miejsca zajmowanego przez odnośny atom w klasyfikacji pierwiastków chemicznych, czyli numer atomowy.
Ciała promieniotwórcze, których znamy blizko 40, należą do ogólnej klasyfikacji pierwiastków, lecz znajdują się przy końcu takowej, na miejscach od numeru 81 do 92 włącznie, z wyłączeniem numerów 85 i 87. Każdej z pozycji odpowiada kilka ciał promieniotwórczych o różnej masie, lecz o tych samych własnościach chemicznych; ciała takie nazywamy izotopami. Pod tym względem jednak, jak wiadomo z prac Astona, pierwiastki nie promieniotwórcze zachowują się podobnież, gdyż mamy dwa gatunki chloru, 4 gatunki cynku i t. d. Możemy mieć nawet na tem samem miejscu ciała promieniotwórcze obok zwykłych; tak np na 82-em miejscu znajduje się kilka typów ołowiu radjoaktywnego i kilka typów ołowiu nieaktywnego. Jaka jest różnica między ciałami zwykłemi i aktywnemi? Otóż polega ona na tem, że ciała aktywne ulegają przemianie atomowej z wydawaniem promieni, podczas gdy ciała zwykłe nie wykazują żadnej przemiany. Wszystkie przemiany atomowe, o ile dziś wiadomo, sprowadzają się do dwu typów. Przetwarzając się, atom wysyła ze swego jądra z wielką szybkością, albo cząsteczkę α — czyli jądro helu, albo cząsteczkę β — czyli elektron. W pierwszym wypadku ciężar atomowy zmniejsza się o 4, w drugim wypadku pozostaje prawie niezmienny, ze względu na niezmiernie drobną masę elektronu. Jednocześnie z wydaniem promienia α lub β, pozostałość rozbitego atomu ulega odskokowi, którego prawa znane nam są głównie z prac Wertensteina i jego współpracowników.
Przemiany radjoaktywne tworzą system, którego główne zarysy są znane. Uran i tor są pierwiastkami pierwotnymi, z których każdy daje szereg pochodnych, tworząc tak zwane rodziny, lub szeregi uranu i toru. Pomiędzy pochodnemi uranu znajdujemy—rad i polon, pierwsze z nowych ciał promieniotwórczych odkrytych za pomocą ich promieniowania. Istnieje również trzecia rodzina — aktynu, jest jednak prawie pewnem, że jest ona w związku genetycznym z uranem. Rodziny tu wzmiankowane przedstawione są, na odnośnych tablicach, na których można poznać, że niektóre atomy mają dwojaki sposób przetwarzania się, większość jednak przetwarza się jednolicie. Szybkość przetwarzania może być duża lub mała, charakteryzuje się przez perjod, czyli stały czas potrzebny na to, aby ilość substancji zmniejszyła się do połowy. Jak wiadomo, wynika stąd, że prawo zaniku jest wykładnicze, a wykładnik jest zasadniczą własnością pierwiastku promieniotwórczego. Dla różnych ciał, wykładniki te mają wartości różniące się w ogromnym zakresie. Tak np. czas zaniku do połowy wynosi—4,5 miljardów lat dla uranu, 1.600 lat dla radu, 140 dni dla polonu, 3,8 dni dla radonu czyli emanacji radu, kilka lub kilkanaście sekund dla pochodnych radonu, a nawet tylko miljonową część sekundy dla jednego z pierwiastków pochodnych.

Tak więc ciała promieniotwórcze, z punktu widzenia chemji, dają pierwszy przykład grupy pierwiastków, których atomy nie są niezmienne, lecz ulegają samoistnej przemianie według praw, które do dziś dnia okazały się niezależne od warunków zewnętrznych. Że przemiana ta jest niewątpliwą, wynika między innemi stąd, że produkty ostateczne tejże,—hel i ołów, mogą być otrzymane w ilościach dostępnych pomiarom, wychodząc ze starannie oczyszczonych soli radu. Wiadomo także, że gatunek ołowiu wytwarzany przez rad ma ciężar atomowy 206 — znacznie mniejszy niż ciężar zwykłego ołowiu 207,2, ale zupełnie odpowiedni hypotezie, że atom radu—o ciężarze 226—traci przez wysyłanie promieni α kolejno 5 cząsteczek helu, których całkowity ciężar jest 20. Zdolność samoistnego przetwarzania się, a zatem własność promieniotwórcza jest co do istoty swojej zagadką. Wiemy jednakowoż, że jest ona związana z budową jądra, podczas gdy własności chemiczne tychże pierwiastków zależą tylko od całkowitego ładunku jądra, tak jak dla zwykłych pierwiastków nieaktywnych. Jak wyżej mówiłam, obok nieaktywnych form ołowiu istnieję aktywne, i tak samo rzecz się ma z bizmutem i talem. Nietrwałość budowy jądra, która się objawia w promieniotwórczości, wydaje się związana z wielkim ciężarem atomowym, ponieważ grupa pierwiastków aktywnych znajduje się na końcu klasyfikacji ogólnej. Jednakże wysyłanie promieni β przez potas i rubid wydaje się dowodem, że przemiana atomowa może zachodzić także dla niektórych pomniejszych mas atomowych. Jak dotąd jednak nie widzimy żadnego związku między tymi alkalicznymi pierwiastkami, a szeregami uranu i toru, i dziś o nich powiedzieć można, że bardzo warto badać naturę ich aktywności; pracownie fizyko-chemiczne, gdzie nie ma ciał silnie radjoaktywnych nadają się najlepiej do tych badań, gdyż chodzi tu o promieniowanie nader słabe. Byłoby rzeczą ważną upewnić się, że w związkach potasu i rubidu można stwierdzić choćby bardzo powolne tworzenie się helu.
Jakże przedstawia się grupa ciężkich pierwiastków aktywnych i jakie są szanse powiększenia ich liczby, która dziś jest 38? Teoretycznie dalsze powiększenie jest do przewidzenia, ponieważ niema powodu, abyśmy już dziś poznali wszystkie izotopiczne pierwiastki należące do każdego z możliwych typów. Jednakowoż pewne ograniczenia wynikają ze ścisłego związku, który zachodzi między członkami szeregów. Soddy i Fajans wykazali, że przy wysyłaniu promieni α numer atomowy pierwiastku pochodnego jest o dwie jednostki mniejszy, niż numer pierwiastku pierwotnego, odpowiada przesunięciu o dwa miejsca w klasyfikacji. Podobnie przy wysyłaniu promieni β numer atomowy zwiększa się o jedną jednostkę, co odpowiada przesunięciu o jedno miejsce. Przesunięciom tym towarzyszą zmiany własności chemicznych, które dają nam cenne wskazówki w poszukiwaniu ciał jeszcze nieznanych. A zatem poszukiwanie to dziś może być robione metodycznie. Należy jednak zauważyć, że szeregi uranu i toru stanowią nieprzerwany łańcuch, co do którego wiadomo, że zwykle wszystkie lub prawie wszystkie atomy jednego gatunku przetwarzają się w atomy również jednego tylko gatunku. Można to stwierdzić – czy to przez liczenie wysyłanych promieni – czy to przez porównanie aktywności ciał promieniotwórczych zawartych w minerałach, gdzie są one w tak zwanej równowadze radioaktywnej. Ta równowaga wymaga, aby ilość przetwarzanych w tym samym czasie atomów była ta sama dla pierwiastku pierwotnego i dla jego bezpośrednich pochodnych. Weźmy przykład radu i polonu, z których każdy wydaje promienie α. Jeżeli przemiana radu prowadzi prawie wyłącznie do polonu, to całkowita jonizacja, którą można otrzymać z radu i z polonu zawartego np. w pechblendzie ma być w tym samym stosunku większa dla polonu, niż dla radu, w jakim liczba jonów utworzonych przez jeden promień α polonu, jest większa od ilości jonów utworzonych przez jeden promień radu. Ponieważ tak jest istotnie, można twierdzić, że bardzo niewiele atomów radu przetwarza się, nie prowadząc do polonu. Jednakowoż, wiadomo, że między radem i polonem istnieje tak zwane rozwidlenie; jeden z pochodnych radu, rad C przetwarza się przeważnie w rad C’ wydając promienie β, lecz mała proporcja atomów radu C przetwarza się w rad C’’, przy wydawaniu promieni α. Podobne rozwidlenia istnieją i w innych wypadkach i one to pozwalają przewidywać odkrycie nowych pierwiastków zapewne wytwarzanych w małej ilości. Szczególnie zwraca uwagę fakt, że nie mamy dotąd żadnego pierwiastku z numerem atomowym 85 lub 87, i że miejsca odnośne w klasyfikacji pozostają puste.
Jednem z najważniejszych zadań klasyfikacji jest genealogia rodziny aktynu. Jeżeli bowiem genealogia rodziny uranu i radu jest ustalona dzięki temu, że znamy ciężar atomowy radu, to nie mamy tej samej pewności co do rodziny aktynu, gdyż nie znamy żadnego z ciężarów atomowych. Określenie ich jest w zasadzie możliwe dla protaktynu i dla aktynu, które są długotrwałe; trudności przygotowania tych ciał w stanie czystym, jakkolwiek bardzo poważne, mogą być przezwyciężone przy odpowiednim wysiłku i koszcie. Pomiar ciężaru atomowego aktynonu (emanacji aktynu) przez prędkość effuzji mógłby doprowadzić do tego samego celu, lecz wydaje się bardzo trudny ze względu na prędki zanik tego gazu.
Badanie chemicznych własności ciał radjoaktywnych zostało znacznie uproszczone przez ich klasyfikację. Uczy nas ona bowiem, że należą one do 10 typów chemicznych, z których 5 są dobrze znane. Są to – uran, tor, tal, ołów i bizmut. Z pozostałych 5-u, rad jest również znany dość dokładnie, gdyż został otrzymany w stanie czystych soli i w stanie metalu, a ciężar atomowy jego jest dokładnie określony. Gazy radjoaktywne, czyli emanacje — zaliczone zostały do grupy gazów bez własności chemicznych. Pozostają zatem do dokładnego zbadania 3 nowe typy: polon, aktyn i protaktyn, z numerami atomowymi – 84, 89 i 91, a zatem pokrewne do telluru, do lantanu i do tantalu. Pokrewieństwo to nie jest absolutne, gdyż nie ma tu izotopji, tak że studja chemiczne i elektrochemiczne są bardzo wskazane. Tak np. polon, nad którym wiele pracowano u mnie w ostatnich latach, jest pod wielu względami więcej zbliżony do bizmutu niż do telluru. Aktyn nie daje prawie żadnego promieniowania, a pomiar jego przez promieniowanie pochodnych przedstawia liczne komplikacje; stąd najlepsza metoda polega w tym wypadku na studjum Mezotoru 2, który jest izotopem aktynu, a produkowany jest przez Mezotor 1, lecz potrzebny tu jest pośpiech, bo ciało to zanika do połowy w 6 godzin. Protaktyn otrzymuje się z najmniej rozpuszczalnych części pechblendy i, jak dotąd można sądzić, jest dość podobny do tantalu.
Jakkolwiek charakter chemiczny większości ciał radjoaktywnych jest znany, to jednak przygotowanie ich wymaga zwykle dodatkowych studjów, gdyż ciała, stanowiące tak drobną przymieszkę do ciał obcych, wykazują niejednokrotnie pod względem chemicznym zachowanie zależne od środowiska. Jestto więc rzecz ważna ustalić technikę ich wydobycia, a to tembardziej, że niejedne z nich mogą służyć nietylko do badań ich natury i promieni lecz także do zastosowań medycznych. Z tego powodu grupa chemiczna prac w mojem laboratorjum obejmuje nietylko studja nad nowymi typami, ale również techniki takie jak np. regularna preparacja uranu ϰ z roztworów uranu lub preparacja polonu i radu E z rostworów ołowiu radjoaktywnego otrzymanego w bardzo małej ilości, jako osad wynikający z rozpadu radonu w rurkach przygotowywanych dla użytku lekarskiego. Rurki te po zużyciu są drobno skruszone, a rad D oddziela się od szkła w kwaśnym rostworze, poczem zachowuje się ten rostwór w małych kwarcowych naczyniach; od czasu do czasu wydobywamy nagromadzony polon, osadzając go na srebrnej blaszce, obracającej się powoli w płynie.
W ścisłej łączności z grupą prac chemicznych znajduje się grupa mająca związek z mineralogią, geologią i meteorologią. Polega ona na studjach nad minerałami radjoaktywnymi i nad rozprzestrzenieniem materii radjoaktywnej na powierzchni ziemi, w gruncie, w wodach i w atmosferze. Analizy minerałów, połączone z oznaczeniem ciężaru atomowego składników, prowadzą do wniosków co do zależności genetycznej pierwiastków i co do wieku formacji geologicznych. Zaś studja nad zawartością materji radjoaktywnej na powierzchni ziemi prowadzą do wniosków wielkiej wagi dotyczących wytwarzania ciepła i elektryczności na ziemi i w słońcu, jakoteż wymiany tych czynników. Jeżeli jednak badania minerałów należą do laboratorjów radjoaktywnych, to badania radjoaktywności, rozpylonej na ziemi i w przestrzeni, należą raczej do laboratorjów meteorologicznych. Obliczono, że ciepło wytwarzane w ziemi przez rozkład ciał radjoaktywnych, mogłoby, sądząc z warunków na powierzchni, nietylko pokryć utratę ciepła ziemi przez promieniowanie w przestrzeń, lecz nawet przewyższyć tę utratę, spowodowując powolny wzrost temperatury. Do grupy badań geologicznych należy również analiza gazów, wydzielających się z ziemi, a mianowicie helu i związku jego z przemianami radjoaktywnemi.
Niemniej blisko grupy chemicznej stoi grupa prac fizjologicznych, która zaczyna się rozwijać na gruncie ściśle naukowym, nie ograniczając się do terapji o charakterze empirycznym. W ostatnich latach opracowano metody dokładnego pomiaru ciał radjoaktywnych wprowadzonych do organizmu i przebywających tam czas pewien. Analiza ta pozwala ustalić związek między zachowaniem się tych ciał i obserwowanymi skutkami. Tak np. polon osadza się na komórkach pewnych tkanek i wywołuje w nich określone zmiany. Tkanka nerki może dać na kliszy fotograficznej autoreprodukcję swojej struktury przez promieniowanie zaabsorbowanego polonu. Ciała radjoaktywne izotopowe z bizmutem lub ołowiem mogą służyć do określenia sposobu zachowania tych pierwiastków w organizmie. Takie badania chemiczno-fizjologiczne prowadzone są w Paryskim Instytucie Radowym w formie współpracownictwa między sekcją fizyko-chemiczną i sekcją biologiczno-lekarską.
Wypada nam obecnie zwrócić się do stanu studjów o charakterze więcej fizycznym. Polegają one oczywiście na badaniu promieni α, β i γ i mogą się dzielić na grupy. Pierwsza z nich obejmuje promienie α — same w sobie, druga — promienie β i γ, trzecią zaś wypada utworzyć dla bardzo już dziś rozległych prac nad promieniami atomowymi, otrzymanymi pod działaniem promieni α, głównie z wodoru.
Promienie α mogą być studjowane za pomocą jonizacji, którą wywołują w gazach i która pozwala przeprowadzić przez gaz prąd elektryczny, za pomocą działania na klisze fotograficzne i za pomocą metody scyntylacyjnej t. j. obserwacji pod mikroskopem świetlnych punkcików, z których każdy jest wywołany chwilowo przez promień α, uderzający ekran pokryty siarczkiem cynku. Metoda scyntylacyjna daje zatem możność liczenia promieni α. Metoda jonizacyjna daje zwykle obserwację globalną promieniowania; jednak może ona również być zastosowana w formie tak czułej, że przewodnictwo udzielone powietrzu przez jeden promień α da chwilowy prąd elektryczny, wystarczająco zamplifikowany, aby go można było obserwować za pomocą odchylenia elektrometru, lub za pomocą telefonu, a zatem liczyć promienie α i registrować to liczenie. Metoda fotograficzna powinnaby także w zasadzie módz służyć do indywidualnej obserwacji promieni, jednak do tej pory trudności napotkane w tym kierunku nie zostały przezwyciężone; służy ona zatem głównie do pomiaru odchylenia wiązki promieni przez pole magnetyczne lub elektryczne. Odchylenie to pozwala określić stosunek ładunku do masy, jakoteż szybkość promieni, tak samo jak w pracach Astona nad oznaczeniem masy atomów i cząsteczek o ładunku dodatnim.
Szczególnie interesującą formę zużytkowania jonizacji widzimy w znanej metodzie Wilsona, która polega na obserwacji promieni w atmosferze zawierającej parę wodną w stanie chwilowego przesycenia. Każdy promień produkuje w tem otoczeniu na drodze swojej jony, na których się skrapla para, tak że każdy jon otacza się kropelką wody. Przy silnem oświetleniu kropelki te mogą być fotografowane, wobec czego otrzymujemy fotografję przebiegu promienia, czyli niejako jego materjalizację.
Dla studjów nad promieniami β i γ możemy używać tych samych metod jak dla promieni α, z wyjątkiem metody scyntylacyjnej, która zawodzi dlatego zapewne, że energia indywidualna nie jest wystarczająca dla wywołania scyntylacji. Co do trzeciej grupy studjów nad promieniami atomowymi, to są one w tak małej liczbie, że można jedynie stosować tu metodę scyntylacyjną, a także metodę Wilsona. Rozpatrzmy kolejno najnowsze zdobycze w każdej z grup wzmiankowanych.
Wiadomo było już z dawniejszych badań, że promienie α są jądrami helu — He — o czem świadczą: odchylenie promieni tych w polu magnetycznem i elektrycznem, wytwarzanie helu przez ciała wydające te promienie, jakoteż pomiar ładunku znanej ilości promieni. Wiadomo było również, że poszczególne ciała radjoaktywne mogą wydawać każde — jedną tylko grupę promieni α których przebieg w powietrzu jest prostolinijny. Granica długości kilka centymetrów w powietrzu o gęstości normalnej jest charakterystyczną daną odnośnej substancji. Gdy takowa jest użyta w, tak cienkiej warstwie, że absorbcja jest prawie żadna, wszystkie promienie opuszczają tę warstwę z tą samą prędkością, która jest zatem również charakterystyczna dla rozpadu tego gatunku atomów.
Badania z lat ostatnich nad promieniami α polonu przez Irenę Curie za pomocą metody Wilsona dowiodły, że wahania długości są bardzo małe, w obrębie 2 do 3 % mniejwięcej. Badania Rutherforda i jego współpracowników wykazały, że każda cząsteczka α — w czasie swojej podróży — żyje nie ciągle jako jądro helu, ale może chwytać elektrony napotkanych atomów i być raz jonizowanym, albo nawet neutralnym atomem helu. Przebieg jest w prostej linji prawie do końca, lecz w samym końcu jednolitość ta jest zakłócona i każdy promień traci ostatecznie ładunek i szybkość w cokolwiek różnych warunkach. Kapica otrzymał nader interesujące fotografje tych zakończeń promieni w polu magnetycznem wielkiej siły (blisko milion gauszów), otrzymanem przez nową metodę, polegającą na nagłem wyładowaniu baterji akumulatorów. Energja promieni α — przy przebiegu przez gaz — rozprasza się przeważnie w tworzeniu wielkiej ilości jonów. Zdolność jonizacyjna jest charakteryzowana przez tak zwaną krzywą Bragga w stosunku do pozostającej drogi; przechodzi ona przez maximum kilku milimetrów przed zakończeniem tejże. Dokładne wyznaczenie krzywej Bragga w różnych gazach — jest jednym z warunków do postawienia teorji stopniowej absorbcji energji i do porównania licznych prób teorji takiej z doświadczeniem. W próżni promienie α nie tracą energji ani prędkości. W każdym gazie działanie hamujące jest proporcjonalne do gęstości, a gdy porównamy ze sobą różne ciała absorbujące – gazowe, ciekłe lub stałe, znajdujemy, że działanie hamujące jest mniej więcej proporcjonalne do kwadratowego korzenia ciężaru atomowego lub numeru atomowego. Ilość grup promieni α wydawanych przez różne ciała jest — dwadzieścia kilka, z których większość odpowiada przetworzeniu wszystkich, lub niemal wszystkich atomów danego gatunku, lecz niektóre odpowiadają przetworzeniu pewnej tylko proporcji, to jest rozwidleniu.
Tak więc normalny przebieg promieni α w gazach jest geometrycznie prosty prawie do końca. Fotografje za pomocą metody Wilsona pokazują jednak, że od czasu de czasu zachodzi katastrofa, która nagle zmienia kierunek drogi. Fakt ten ma doniosłe znaczenie dla teorji budowy atomów, gdyż on to jest podstawą teorji planetarnej atomu, którą wyżej przypomniałam, a która postawiona przez Rutherforda, rozwinięta została przez Bohra, Rutherford przypisał te nagłe zwroty bliskiemu zetknięciu cząsteczki α z jądrem atomu i pokazał, że obserwując za pomocą scyntylacji rozproszone przy przebyciu materji cząsteczki α można określić ładunek jądra, a zatem numer atomowy dla tej materji. Moseley dowiódł następnie, że numer ten jest również numerem miejsca zajmowanego przez odnośny pierwiastek w klasyfikacji. Wiadomo, że na zasadzie teorji izotopji numer ten określa własności chemiczne atomów, których ciężary atomowe mogą być różne; określa on również charakterystyczne grupy promieni natury elektromagnetycznej, które dana materja może wysyłać — a także wiele innych własności tej materji. Rozważając tę imponującą syntezę, wspomnijmy, że źródło jej jest w punkciku świetlnym zauważonym na ekranie siarczku cynku w takiem miejscu, w którem się go nie spodziewano.
Gdy mowa o promieniach α, nie zapominajmy, że liczenie ich daje nam możność określać czas zaniku ciał długotrwałych jak rad, gdyż każdy promień α odpowiada rozkładowi jednego atomu. Rezultaty w tym kierunku nie osiągnęły jeszcze takiej dokładności, jakiejby się można spodziewać, należy zatem czynić nowe wysiłki. Tak np. mamy obecnie w toku w laboratorjum mojem pomiar ładunku promieni α radu w celu kontroli szybkości zaniku. Miło mi zaznaczyć, że praca ta, wymagająca wielkiej staranności, powierzona jest młodemu polakowi, który, mam nadzieję, dokończy jej pomyślnie.
Przechodzimy obecnie do grupy prac nad promieniami β i γ. Rozważamy je w tej samej grupie, ponieważ mimo różnicy natury, promienie β i γ mają ścisłą łączność, tak samo jak promienie katodowe z promieniami Roentgena. W obu wypadkach mamy do czynienia z formami energji, które mogą się przetwarzać jedna w drugą. Promienie β (lub katodowe) są to elektrony o ładunku ujemnym; masa ich przy prędkości małej lub żadnej jest 1800 razy mniej więcej mniejsza, niż masa atomu wodoru. Lecz gdy szybkość staje się znaczną częścią szybkości światła, masa powiększa się razem z szybkością, i wyrazić ją można za pomocą formuły Lorentza i Einsteina:

gdzie β znaczy stosunek szybkości elektronu do szybkości C światła, Mo — jest masa w spoczynku, a M — masa przy szybkości β. Szybkość światła stanowi zatem granicę, której nie może dosięgnąć elektron, gdyż masa jego musiałaby stać się nieskończenie wielką.
Jak wiadomo, formuła powyższa sprawdzona została przez doświadczenia nad odchyleniem promieni β radu i promieni katodowych w polu magnetycznem i elektrycznem.
Promienie γ — zarówno jak promienie Roentgena — są natury elektromagnetycznej i długość fali może być mierzona dla nich przez dyfrakcję na kryształach, o ile długość ta jest zawarta w odpowiednich granicach. Przenikliwość promieni Roentgena i promieni γ wobec materji wzrasta, gdy zmniejsza się długość fali. Istnieją promienie γ bardzo przenikliwe, a zatem o bardzo krótkiej fali, dla których siatki kryształów nie są dość drobne, tak że długość fali nie może być zmierzona. Jednakowoż zobaczymy, że rezultat ten może być osiągnięty na drodze pośredniej. Ciała radjoaktywne wysyłają wiele grup promieni β, które można scharakteryzować w pierwszem przybliżeniu przez współczynnik absorbcji, dla której można otrzymać prawa – w mniejszem lub większem przybliżeniu — wykładnicze, czyli, że stała proporcja promieni jest zatrzymana przez daną ilość absorbującej materji. Analiza taka nie jest jednak bardzo subtelna, bo mechanizm absorbcji nie jest bynajmniej prosty, a dany współczynnik absorbcji odpowiada grupie promieni, które nie mają bynajmniej tej samej szybkości. Dokładna analiza promieni β może być przeprowadzona w próżni przez odchylenie w polu magnetycznem, przyczem wiązka promieni o tym samym pierwotnie kierunku rozkłada się na tak zwane widmo magnetyczne za pomocą fotografji. Widmo takie dla danego ciała radjoaktywnego zawiera zwykle część ciągłą i pewną ilość mniej lub więcej ostrych linji. Każda linja odpowiada promieniom danej szybkości, a część ciągła promieniom szybkości zmiennej między pewnemi granicami. Nazwisko Jana Danysza przywiązane jest do pierwszych ważnych rezultatów otrzymanych z radem i jego pochodnemi. Rezultaty te są bardzo zawiłe, gdy je porównamy z tem co wiemy o promieniach α, gdzie jedna tylko linja stanowi widmo megnetyczne danego ciała. Jednakowoż za pomocą liczenia promieniami β można stwierdzić, że rozpad atomu odpowiada wysłaniu jednego tylko mniejwięcej promienia β. Do zrozumienia widma przyczyniły się badania nad promieniami β, otrzymanymi, jako promienie wtórne promieni Roentgena, dzięki przetworzeniu energji tychże w korpuskularną energię elektronów w napotkanej materji. Przeobrażenie energji odbywa się według prawa Einsteina jak następuje:

gdzie W znaczy — energję cynetyczną elektronu wypchniętego z materji przez promienie Roentgena o częstości v, h jest stała Plancka, a zatem hv jest quantum energji promieni Roentgena. Zaś hvi jest quantum energji potrzebne, aby oderwać elektron od atomu, do którego on należy. Równanie powyższe znaczy zatem, że różnica energji między quantum do rozporzędzenia — a quantum niezbędnem — objawia się jako energja cynetyczna elektronu. Taż sama energja pisze się podług formuły Lorentza jak następuje:

gdzie Mo, β i C — są litery, których znaczenie już było wyżej podane. Widmo magnetyczne promieni wtórnych daje nam wartość β a zatem W dla każdej linji. Jeżeli zatem znamy v, możemy obliczyć vi. Doświadczenia de Broglie i innych uczonych wykazały, że wartości otrzymane dla hvi są te same, jakie charakteryzują, podług teorji Bohra, pracę oderwania elektronu z orbit zwanych K, L, M, N etc. Odwrotnie, jeżeli przypuszczamy, że oderwany elektron pochodzi z orbity K, to znając dla danego atomu hνk, możemy określić hv, a zatem długość fali, lub częstość promieni pierwotnych. Jest we zwyczaju wyrażać również energję elektronów w funkcji potencjału ν potrzebnego dla udzielenia elektronowi tej energji — według równania W = eν, gdzie e — jest ładunek elektronu. Podobnież quantum energji elektromagnetycznej bywa mierzone przez równoważny potencjał według formuły hv = eν.
Badania widm magnetycznych promieni β przez Ellisa i L. Meitner wykazały, że linje tych widm tłómaczą się najczęściej jako należne do promieni β wtórnych, uformowanych przez elektrony wyrwane z orbit K, L etc. atomów radjoaktywnych przez promienie γ, pochodzące z jąder tychże atomów. Ztąd wynikła teorja — przyznająca jednemu gatunkowi atomów radjoaktywnych pewną ilość grup promieni γ, którym odpowiadają w jądrze tak zwane poziomy energji, analogiczne do poziomów energji dla elektronów zewnętrznych, które są właśnie hνK, hνL, etc. Teorja ta jest w pełnym rozwoju, ale wiele punktów jest jeszcze ciemnych; tak np. stosunek do widma promieni β, których wydawanie jest związane z przemianą radjoaktywną atomu — nie jest jeszcze dobrze znany; części ciągłe widma także nie są wyjaśnione. Według niektórych autorów mogłyby one pochodzić z dyfuzji promieni γ przez elektrony według hypotezy Comptona. Prace, które są w toku w mojem laboratorjum wykazały, że widma magnetyczne zawierają linje i grupy linji, odpowiadające ogromnym szybkościom i bardzo wysokim potencjałom (około 10 miljonów voltów). Określenie roli tych promieni β o wielkiej energji jest, mam nadzieję, kwestją bliskiej przyszłości. Są może między nimi i promienie β pierwotne; przypomnijmy bowiem, że potencjał równoważny energji promieni α jest kilka miljonów voltów, a można przypuszczać, że energja odpowiadająca rozkładowi atomów radjoaktywnych jest tego samego porządku dla obu kategoryj rozkładu.
Nowe pomiary absorbcji promieni β radu E w mojem laboratorjum okazały, że współczynnik absorbcji jest funkcją linearną numeru atomowego. Pomiary współczynnika absorbcji dla promieni Roentgena jednolitych o znanym potencjale byłyby bardzo pożądane w dziedzinie jaknajwyższych napięć, gdyż pomogłyby do identyfikacji promieni γ, których nie jesteśmy w możności otrzymać dowolnie w oddzielnych grupach. Obserwacje wykonane za pomocą metody Wilsona okazują jasno, zgodnie z dawnemi przypuszczeniami, że promienie β produkują o wiele mniej jonów niż promienie α, i że droga ich w powietrzu zbacza nieustannie od kierunku prostolinijnego; zapewne tylko bardzo szybkie promienie β mogą na pewnej części drogi kierunek pierwotny zachować. Co do promieni γ, to jest rzeczą niemal pewną, że dają się one poznać tylko za pośrednictwem wtórnych promieni β, które wywołują w napotkanej materji, same zaś przez się jonów nie tworzą. Niektóre z tych wtórnych elektronów noszą nazwę fotoelektrycznych, a mechanizm ich wydawania stosuje się do prawa Einsteina, powyżej wzmiankowanego; inne są o względnie małej szybkości i tłómaczone są przez mechanizm dyfuzji opisany przez Comptona, to jest, że quantum pierwotne, odbite niejako przez elektron, ulega zmniejszeniu, a część jego energji przechodzi na elektron, który niejako odskakuje pod uderzeniem. Stosunek fotoelektronów do elektronów odskoku nie jest jeszcze wyjaśniony.
Przejdźmy obecnie do 3-ej grupy badań, które zajmuje się promieniami atomowemi o ładunku dodatnim, wytwarzanymi w materji poddanej bombardowaniu przez promienie α. Promienie takie powstają łatwo w wodorze. Jeżeli cząsteczka α przebiega bardzo blisko jądra atomu wodoru, następuje tak zwane uderzenie wyjątkowe: cząsteczka jest odchylona ze swej drogi o pewien kąt, a napotkane jądro, oddzielając się od towarzyszącego mu elektronu, jest wprawione w ruch z dodatnim ładunkiem i tworzy promień, mogący przebyć w gazie pewną drogę – przy utworzeniu pewnej ilości jonów. Metoda scyntylacyjna pozwala obserwować te promienie wodoru, których przebieg może być dłuższy niż przebieg promieni α, które je wytworzyły. Metoda Wilsona zaś daje nam w tym wypadku obraz rozwidlenia, którego dwa ramiona stanowią drogi obu cząsteczek po uderzeniu i biorą początek tam, gdzie się kończy prostolinijna droga pierwotnego promienia. Promienie atomowe można otrzymać również w innych gazach, np. w helu, w tlenie, w azocie, w argonie. Gdy atom uderzony ma większą masę niż cząsteczka α czyli atom helu, to cząsteczka α może być zupełnie w tył odrzucona, ale przebieg atomów większej masy jest krótszy niż przebieg promieni wodoru.
Studjując te interesujące zjawiska, Rutherford zrobił odkrycie wielkiej wagi. Pokazał on, że w azocie bombardowanym przez promienie α większej szybkości (około 20000 km. na sekundę) tworzą się w bardzo małej ilości promienie wodoru o nienormalnie długim przebiegu. Promienie te nie tworzą się w tlenie. Rutherford przyszedł do przekonania, że promienie te są jądrami wodoru, oderwanemi od jąder azotu przez rozbicie tychże, że jest to zatem pierwszy przykład dowolnie wywołanej przemiany atomowej. Tak samo udało się rozbić w maleńkiej proporcji jądra wielu innych atomów o niewielkiej masie — jak bor lub glin, podczas gdy inne jądra okazały się dotąd oporne. Metody obserwacji wydoskonalają się stopniowo i opracowywane są w kilku laboratorjach. I u mnie są w toku prace, których obecnym celem jest technika rozróżniania między promieniami dezyntegracji, a ubocznemi zjawiskami, które obserwację utrudniają. Metoda Wilsona — stosowana automatycznie do otrzymania wielkiej ilości fotografji — okazała, że jądro azotu, rozbite przez uderzenie, może na miejscu utraconego jądra wodoru włączyć w siebie napotkaną cząsteczkę α, tworząc w ten sposób atom izotopowy tlenu, o ciężarze atomowym 17, który nie istnieje w naturze w ilości dostępnej dotychczasowej obserwacji.
Jeżeli rozbijać możemy niektóre małe atomy, to czemuż nie możemy rozbić atomów radjoaktywnych, które same w sobie nie są stałe? Na to pytanie trudno odpowiedzieć, gdyż mało jeszcze bardzo wiemy o budowie atomów, a nic zupełnie o przyczynach samoistnego rozpadu. Badania nad możnością wywarcia wpływu w tym kierunku były przez ostatnie lata prowadzone niemal nieustannie w mojem laboratorjum w tej formie, że ciała radjoaktywne były poddawane działaniu promieni — czy to własnych, czy to ciał pokrewnych. Jedna tylko z tych prac była ogłoszona; dotyczyła ona bardzo skoncentrowanej emanacji, która zanika tak samo jak mniej skoncentrowana z dokładnością przynajmniej 1:2000.
Z polonem bombardowanym przez promienie β i γ radu — otrzymałam różnice, które jednak w dalszych doświadczeniach nie dały się ustalić z zupełną pewnością. Inne ciała dały również rezultaty żadne, albo wątpliwe. Należy jednak pamiętać, że precyzja tu otrzymana, jakkolwiek wysoka, nie dałaby poznać efektów tak maleńkich, jak w doświadczeniach Rutherforda, a metoda w tychże stosowana mniej się nadaje do badania ciał aktywnych. Tak więc nie wiemy jeszcze, jaka jest istota radjoaktywności, należy jednak spodziewać się, że i w tym wypadku tajemnica natury odsłoni się z czasem przed cierpliwym wysiłkiem badacza.




Organizacja i działalność Instytutu Radowego w Paryżu.
Wykład wygłoszony przez Marję Skłodowską-Curie w Instytucie Francuskim w Warszawie dnia 6.VI.1925 r.
(Tłómacz. z francuskiego).

Rząd francuski zrobił mi wielki zaszczyt, zapraszając mnie do wygłoszenia jednego z pierwszych wykładów w Instytucie francuskim, założonym w Warszawie, celem nawiązania nici umysłowego braterstwa między Francją a Polską.
Składam na ręce Pana Ambasadora Francji i Pana Dyrektora Instytutu Francuskiego najlepsze życzenia dla pomyślnego rozwoju tej cennej placówki naukowej.


W wykładzie tym pragnęłabym dać obraz rozległego pola działania w dziedzinie promieniotwórczości. Zadanie to nie jest łatwe. Jakkolwiek odkrycie tej nowej własności materji poprzedziło o dwa lata tylko odkrycie Radu, którego 25-lecie obchodziliśmy w Sorbonie, półtora roku temu, to jednak wyniki badań nad promieniotwórczością tak wrosły w budynek Wiedzy i tak go w wielu podstawowych punktach przetworzyły, że dziś już nie jest rzeczą możebną zgrupować ogółu rezultatów w odczycie. Jeżeli zatem postaram się dać obraz działalności jednej z placówek, w których te rezultaty są zdobywane, to może najlepiej w ten sposób dam poznać rozległość celów usilnej naszej pracy. Instytut Paryski składa się z dwu pracowni, do których przywiązane są nazwiska: Curie i Pasteur, a imię Piotra Curie nadane zostało ulicy, która prowadzi do Instytutu. Obie Pracownie mają między sobą związek organiczny, mimo że każda jest wyspecjalizowana. Laboratorjum Curie zajmuje się badaniem ciał promieniotwórczych z punktu widzenia fizykochemicznego. Laboratorjum Pasteura bada też same ciała z punktu widzenia biologji i zastosowań lekarskich. Tak więc każde z tych laboratorjów potrzebuje odpowiedniej organizacji, aby podołać swemu zadaniu. Organizacja ta nie jest jeszcze dziś wystarczająca, lecz przedstawia poważne braki, z których najbardziej czuć się dają: brak własnego szpitala przy laboratorjum Pasteura, brak pracowni fabrycznej przy laboratorjum Curie i brak miejsca dla całości Instytutu. Zajmuje on istotnie zaledwie parę tysięcy metrów kwadratowych na gruncie uniwersyteckim, gdzie doń przylegają Instytut Chemji Stosowanej i Laboratorjum Chemji Fizycznej, uniemożliwiając mu dalszy rozwój. A jednak rozwój ten jest tak konieczny, że wypadnie zapewne kiedyś, gdy znajdą się odpowiednie środki, przenieść całość Instytutu na jakiś obszerny grunt na pograniczu miasta. Tymczasem jednak zajmowany przez nas kątek jest środowiskiem pracy, służąc tak nauce, jak cierpiącej ludzkości.

Instytut Curie, oraz Instytut Chemji, część którego obecnie dołączono do Instytutu Curie.
Niektóre z najbardziej znanych Instytutów radowych powstały odrazu w charakterze lecznic, a to z powodu odkrycia leczniczych zastosowań radu. Historja Instytutu paryskiego jest inna. Samo odkrycie radu, które tu w paru słowach przypomnę, odbyło się w roku 1898 w szkole fizyki i chemji przemysłowej miasta Paryża, gdzie Piotr Curie był wówczas profesorem i gdzie z nim razem pracowałam. Szkoła ta przemysłowa, umieszczona prowizorycznie w starych budynkach, miała pracownie dla uczniów, lecz nie dla badań naukowych. Jednak mieściły się one tam w miarę możności, dzięki ogólnej dobrej woli. I my mieliśmy tam kącik do rozporządzenia. Było to w czasie, gdy Henryk Becquerel odkrył fakt wielkiej wagi dotyczący związków uranu. Pokazał on, że związki te wysyłają samoistnie promienie, które działają, na kliszę fotograficzną — podobnie jak światło, a przytem mogą rozpraszać ładunek elektryczny elektroskopu, nadając przewodnictwo otaczającemu go powietrzu. Badając szereg innych pod tym samym względem, znalazłam, że związki toru posiadają tę samą własność, i że jest ona w pewnych warunkach proporcjonalna do ilości uranu lub toru, które nazywać będziemy pierwiastkami aktywnymi. Jestto zatem własność atomowa uranu lub toru, a można ją mierzyć, obserwując szybkość, z jaką opada listek elektroskopu, gdy substancja, którą badamy, umieszczona jest w klatce
Pawilon Parteur’a dla badań biologicznych w Instytucie Curie.
elektroskopu w danej ilości i w odpowiednich warunkach. Wówczas to miałam sposobność zauważyć, że niektóre minerały zawierające uran — są mocniej aktywne, niż możnaby sądzić z proporcji uranu i wyciągnęłam stąd wniosek, że mogą one zawierac nieznaną dotąd lecz bardzo aktywną substancję, którą, wraz z Piotrem Curie, postanowiliśmy wydobyć za pomocą analizy chemicznej. W tym celu wypadło nam opracować nową metodę analizy przy pomocy pomiarów elektrometrycznych, a metoda wykazała wkrótce, że minerały uranu zawierają istotnie nowe pierwiastki o charakterze aktywnym. Pierwszy z nich otrzymał nazwę polonu, a drugim z rzędu był rad, którego rola w następstwie okazała się tak ważna, że symbolizuje on niejako dla ogółu własność promieniotwórczą. Otrzymanie radu w sumie czystym okazało się nader trudnem zadaniem, ponieważ ciało to znajduje się w rudach uranu w proporcji nie przewyższającej paręset miligramów na tonę; oddzielenie go wymaga zatem przeróbki wielkiej ilości materjału. Ta okoliczność, która oczywiście nie była nam znana przy początku naszej pracy sprawiła, że dopiero po kilku latach mozolnych trudów udało mi się otrzymać czysty rad i określić jego ciężar atomowy. Dla polonu zaś i dla wielu ciał radjoaktywnych, które inni uczeni wynaleźli później za pomocą tej samej metody, i do dziś dnia nie można było dojść do tak zupełnego rezultatu. Dla chemicznych prac naszych mieliśmy tylko opuszczoną szopę — bez odpowiedniej chemicznej instalacji; lecz w miarę postępu robót wypadło nam również przenieść część takowych do pożyczonego lokalu fabrycznego. Ponieważ jednak doświadczenia nad produktami otrzymanymi
Wnętrze szopy, w której dokonane zostało odkrycie Radu.

Marja i Piotr Curie w pracowni, w której dokonane zostało odkrycie Radu.
w tych pierwszych latach dały nadzieję zbawiennych zastosowań leczniczych, powstała we Francji, już w roku 1904, pierwsza fabryka radu, produkująca ciało to na sprzedaż, oczywiście po bardzo wysokiej cenie. Produkcja przemysłowa radu rozwinęła się następnie i w innych krajach, a dziś ma miejsce przeważnie w Belgji. Jednakże zaczęły powstawać w różnych krajach instytuty radowe lecznicze, a także pracownie dla badań naukowych nad radem i innemi ciałami o własnościach podobnych. Jeżeli z punktu widzenia lekarskiego rad okazał się zbawiennym, to z punktu widzenia naukowego, prace nad radem wywołały przewrót w wielu zasadniczych pojęciach wiedzy współczesnej. Tak więc odkrycie radu wywołało obszerny ruch naukowy, leczniczy i przemysłowy, otwierając nowe horyzonty i nowe pole działalności.
Różne trudności — natury przeważnie finansowej — sprawiły, — że, chociaż katedra dla wykładów promieniotwórczości została założona w Sorbonie już w roku 1904, — to jednak laboratorium zachowało przez szereg lat charakter prowizoryczny, a budowa obecnego Instytutu zaczęła się niemal o 10 lat później, na zasadzie ugody między Uniwersytetem i Instytutem Pasteura. Forma tej ugody jest taka, że Instytut Radowy posiada dwie wyżej wymienione sekcje: chemiczno-fizyczną i biologiczną, z których pierwsza zależy od Sorbony, a druga od Instytutu Pasteura. W roku 1918 ukończone zostały dwie pracownie dla każdej z tych sekcyj, lecz działalność ich uległa opóźnieniu przez wojnę i dopiero po ukończeniu tejże zaczęła się tam intensywna organizacja pracy. Okazało się prawie odrazu, że nowe warunki są dla tejże niewystarczające. Stąd powstał projekt utworzenia tak zwanej „Fundacji Curie“, która jest organizmem niezależnym, mającym prawa cywilne, a której celem jest zdobywać środki dla rozwoju Instytutu radowego. Fundacja ta istnieje już od lat kilku i otrzymała subwencje, które pozwoliły jej założyć przy sekcji biologicznej lecznicę dla chorych przychodnich. Laboratorjum Curie również uległo powiększeniu przez dobudowę, kosztem rządu, nowego lokalu, który jest obecnie na ukończeniu. Jednakowoż, jak mówiłam już wyżej, stan obecny jest jeszcze, pod niektóremi względami prowizoryczny, o czem się przekonamy, rozpatrując szczegółowo działalność Instytutu.
Ponieważ wydobycie i badanie własności ciał promieniotwórczych poprzedziło i musiało poprzedzić zastosowania lecznicze, a zatem i my zajmiemy się naprzód działalnością chemiczno-fizyczną, należącą do Laboratorjum Curie. Wypadnie nam rozróżnić w tej działalności następujące kategorje: organizację studjów, wydobywanie ciał radjoaktywnych, pomiary, badania własności chemicznych i badania własności fizycznych, a przeważnie — promieniowania.
Powiedzmy najpierw słów parę o kwestji studjów. Ponieważ praca laboratoryjna jest głównym celem naszej Instytucji, a zatem nie ma w niej wielu wykładów. Zajmując katedrę, która stworzona była w roku 1904 dla Piotra Curie, mam każdego roku szereg lekcyj, w liczbie mniej więcej 30, ażeby obznajmić studentów z zasadami nauki o radioaktywności, a także z potrzebnemi do zrozumienia jej wiadomościami z dziedziny jonów, elektronów i struktury atomów. Wykłady te trwają od listopada do marca, a odnoszą się do studentów, którzy znają cokolwiek wyższej matematyki, fizykę i chemię. W drugim semestrze, to jest od marca do czerwca, odbywają się roboty praktyczne w tej samej dziedzinie wiedzy. Studenci, którzy uczęszczają na wykłady i roboty praktyczne, a oprócz tego na wykłady chemji fizycznej i atomistyki, mogii w końcu roku szkolnego zdawać egzamin i otrzymać tak zwany certyfikat radioaktywności i chemji fizycznej, który może im służyć do otrzymania licencjatu. Instalacja robót praktycznych dotąd jest prowizoryczna i niedogodna, ale niebawem przeniesiona będzie do nowego budynku, gdzie znajdzie się w dobrych warunkach. Wykłady chemji fizycznej i atomistyki prowadzone są przez prof. J. Perrin w Sorbonie, a przez prof. nadzwyczajnego Debierne’a w Instytucie Radowym. W sekcji biologicznej Instytutu Radowego odbywa się przeważnie nauczanie kliniczne. Bywają tam jednak także serje wykładów o radiologji leczniczej i o curiaterapii. Prócz tego w amfiteatrze Laboratorjum Curie miewają miejsce odczyty w celu dokształcania studentów różnych kategoryj z niektórych szkół wyższych.
Przejdźmy teraz do działalności Instytutu po za obrębem nauczania.

Pracownia chemiczna w Instytucie Curie.
Wydobywamy ciała radioaktywne z minerałów uranu lub toru, przeważnie uranu. Ciał tych znamy dziś więcej niż 30, ale dwa tylko produkowane są w fabrykach; jednem z nich jest, jak wiadomo, rad, drugiem mezotor, otrzymywany jako produkt uboczny w fabrykach wyrabiających tor. Oprócz tych dwu ciał radioaktywnych jest wiele innych, jak polon, aktyn, protaktyn i t. d. Dlaczegóż wszystkie te ciała znajdują się w minerałach uranu lub toru? Otóż — wiadomo dziś, że są one wszystkie pochodnemi tych dwu pierwiastków, czyli że każdy atom uranu lub toru daje, przez kolejne przemiany, szereg pierwiastków pochodnych, tworzących jakby rodzinę. Przemiany, o których tu mówimy, są atomowe, a przez to są one w sprzeczności z teorją bezwzględnej stałości pierwiastków, która była dotąd jedną z fundamentalnych zasad chemji. Tak np. jeżeli mamy pewną ilość radu zamkniętą szczelnie w zalutowanej szklanej rurce, to po stu latach będzie w tej rurce brakowało około 40 miligramów radu, które zostały przetworzone w inny rodzaj materji, przeważnie w ołów; oprócz tego będą w tej samej rurce maleńkie ilości tych ciał aktywnych, które pochodzą od radu, np. polon. Sam zaś rad — jest pochodnym uranu i tworzy się ciągle w minerałach uranu, jednocześnie zaś zanika. Każde z ciał radioaktywnych zanika w ten sposób, że ilość jego zmniejsza się o połowę w określonym czasie. Czas ten jest bardzo długi dla uranu — wynosi kilka miljardów lat; dla radu jest znacznie krótszy, wynosi bowiem 1.600 lat, co jest wiele w stosunku do życia ludzkiego. Ale dla polonu czas ten jest tylko 140 dni, a dla niektórych ciał aktywnych może wynosić parę dni, parę godzin, parę minut, lub nawet część sekundy. Tak więc niektóre ciała aktywne żyją bardzo długo, gdy inne mają żywot mniej lub więcej krótki. Bezpośrednio z minerałów wydobywane są zwykle tylko ciała o życiu dłuższem — jak rad lub aktyn. Ciała krótko żyjące — są zwykle preparowane za pomocą najbliższych swoich długotrwałych przodków, czego wkrótce dam przykłady.
Ażeby poznać, czy minerał pewien zawiera ciała radioaktywne, możemy położyć kawałek jego na płytce fotograficznej osłoniętej przez czarny papier, zabezpieczający ją od światła. Po kilku godzinach, wywołując obraz, zobaczymy ciemne plamy, odpowiadające aktywnym częściom minerału. Jestto sposób bardzo prosty, który może być używany do prospekcji. Można również dojść do wniosku za pomocą elektroskopu. Jeżeli na płytce elektroskopu położymy aktywny minerał, szybkość ruchu listka przy wyładowaniu powie nam, czy minerał jest aktywny i pozwoli zmierzyć jego aktywność. Jestto właśnie ta metoda, która posłużyła do odkrycia radu. Z przyrządów elektrometrycznych, używanych w laboratorjum Curie, niektóre są więcej skomplikowane niż prosty elektroskop, lecz polegają zawsze na tej samej zasadzie. Minerały radjoaktywne tworzą piękną kolekcję w mojem laboratorjum, i wiele z nich posiada żywe zabarwienie, ale dla celów praktycznej eksploatacji przedstawiają one interes o tyle tylko, o ile można je posiadać w znacznej ilości.
Wspominałam już wyżej, jak mało jest radu w najbogatszych minerałach, a jednak między ciałami silnie radjoaktywnemi jest on względnie obfity. Jednak te nowe ciała są nam właśnie potrzebne, gdyż, w porównaniu z uranem i torem, przedstawiają one ogromną koncentrację energji promieniowania w stosunku do ilości materji. Przeróbka tysięcy kilogramów rudy musi być robiona w fabryce. Dopiero, gdy cenna materia aktywna jest już w stanie daleko posuniętego oczyszczenia i zawarta w kilkuset gramach, można ją dalej oczyszczać w laboratorjum Curie i, oddzielając od niej wszystko co nie ma wartości, sprowadzić ją do bardzo maleńkiej masy. Najczęściej nie możemy ważyć tych małych ilości, lecz mierzymy je elektrometrycznie. Zawarte są one podczas operacyj chemicznych w maleńkich naczyńkach z kwarcu, szkła lub porcelany, które szybko zabarwiają się pod działaniem promieni na kolor fioletowy lub brunatny.
Ponieważ laboratorjum Curie nie posiada własnej fabryki dla przeróbki większych ilości materjału, czynimy to w lokalu pożyczonym, tak jak w czasie pracy nad odkryciem radu. Zaś praca nad skoncentrowanymi preparatami odbywa się w specjalnym pawilonie; gdyby bowiem chemicy nasi robili ją w głównem laboratorjum, nie można by tam robić pomiarów z powodu zanieczyszczenia przez pył radjoaktywny. Radu oddawna już nie produkujemy, gdyż cena rudy i koszt fabrykacji są przy obecnej wartości radu dla nas niedostępne. Zajmujemy się raczej produkcją innych ciał aktywnych, które można otrzymać z odpadków fabrykacji radu, nie mających dziś jeszcze znacznej handlowej wartości.
Warto także poświęcić kilka słów pięknej preparacji, która odbywa się stale w laboratorjum Curie — a polega na przygotowaniu emanacji radu czyli radonu. Laboratorjum posiada parę gramów radu, którego część jest w stanie stałym — rozdzielona w rurkach szklanych, lub platynowych. Inna część jest przechowana w rostworze wodnym, z którego wciąż wydzielają się dość obficie gazy — wodór i tlen, wynikające z rozkładu wody pod wpływem promieni radowych. Gazy te są troskliwie zbierane, zawierają one bowiem w małej ilości gaz radjoaktywny, zwany radonem, który wynika z przemiany samoistnej radu. Atom radu, ulegając rozpadowi — wyrzuca z siebie mały atom gazu — zwanego helem, a pozostały — o wiele większy atom — stanowi właśnie — radon, ciało również gazowe. Tak więc, oczyszczając w odpowiedni sposób gazy wydzielające się z roztworu radu, możemy otrzymać — hel i radon. Jeżeli jednak hel jest gazem stałym, to radon ulega dalszej przemianie; pierwotny atom zmniejsza się, tworząc kolejno ciała zwane: Rad A, Rad B, Rad C etc. Okazało się, że te ciała pochodne, które oczywiście istnieją w każdym preparacie radu, są właśnie głównem źródłem promieni radowych. Jeżeli zatem wydzielimy radon, możemy
Aparat do czerpania Emanacji — czyli Radonu z roztworu soli Radu.
zeń otrzymać to pożądane promieniowanie. W laboratorjum Curie istnieje zatem regularna produkcja radonu dla celów naukowych i leczniczych. Gazy z rostworu radu są pobierane codzień; ulegają one starannemu oczyszczeniu, a stąd objętość ich redukuje się do mniej niż milimetra sześciennego. Wówczas wprowadza się je do bardzo cienkich rurek szklanych i zamyka się te rurki samoświecące pod działaniem promieni radonu i jego pochodnych. Większość rurek dostaje się do lecznicy fundacji Curie, a niektóre są zużytkowane w laboratorjum Curie dla prowadzonych tamże badań. Czas zaniku do połowy jest dla radonu blizko 4 dni, można zatem posługiwać się temi rurkami przez 8 do 10 dni a nawet dłużej.
Jakiż jest dalszy los tych rurek z radonem? Otóż, gdy ciało to zamiera, przetwarzając się stopniowo w rad A, rad B i t. d., czwarta z kolei przemiana daje, jak dziś wiadomo, ciało podobne z własności do ołowiu, zwane rad D; ten zaś rad D, osadzony na szkle rurki, przeobrażając się w dalszym ciągu daje — polon. Tak więc polon pochodzi w prostej linji od radu, za pośrednictwem pewnej ilości ogniw pośrednich, z których pierwszym jest radon. Fakt ten pozwala zużytkować dla produkcji polonu — rurki z wygasłym radonem, nie dające już tych promieni, które oddają największe usługi w medycynie, a pochodzą od bliższych pochodnych radonu, których zanik towarzyszy zanikowi radonu. Tak więc zbieramy te rurki, gdzie się nagromadził rad D — ciało długotrwałe — rozbijamy je na pył szklany, który pod działaniem kwasów oddaje przyległą doń materję radjoaktywną. Stąd otrzymujemy rostwory radu D — przechowywane w maleńkich naczyniach kwarcowych, a produkujące polon. Gdy ten się utworzył w wystarczającej ilości, zbieramy go na srebrnej blaszce zanurzonej w rostwór radu D, a, oddzieliwszy go w ten sposób, możemy go znowu rozpuścić i zużytkować do doświadczeń. Tak więc produkcja radonu i polonu jest już regularnie zorganizowana; obecnie zaś są w toku próby podobnej organizacji dla innych ciał, jak np. tak zwany uran X, który można regularnie czerpać z uranu, albo tor X, który można otrzymać z mezotoru za pośrednictwem radiotoru, i który był już produkowany, mniej lub więcej regularnie, w paru laboratorjach przemysłowych.
Ponieważ działalność nasza chemiczna jest nieodłączna od dobrej organizacji pomiarów elektrometrycznych — wypadło nam, z natury rzeczy, utworzyć centr pomiarów nie tylko dla naszych potrzeb, ale także dla publicznego użytku. Istotnie, jest to zadanie niemałej wagi. Radjoaktywne materje są często używane w tak małych ilościach, że niemożna ich ważyć, a nawet, gdy to jest możebne — dla radu, waga nie daje gwarancji czystości. To też ilość radu jest prawie wyłącznie określana przez pomiar promieniowania, tak dla sprzedaży jak dla kontroli w zastosowaniach leczniczych. W laboratorjum Curie istnieje Oddział Mierniczy, który podejmuje się takich oznaczeń. Otrzymuje on z zewnątrz preparaty radu, lub jego minerały, a także wody mineralne i określa dla tych materjałów ilość zawartego w nich radu. W wodach mineralnych, oprócz małych ilości radu, bywa także radon, który również ulega oznaczeniu. Można także mierzyć w ten sposób ilość mezotoru, radiotoru, polonu i wogóle wszystkich ciał aktywnych, które weszły lub zaczynają wchodzić w użytek. Podobne wydziały miernicze istnieją w Londynie, Brukseli, Berlinie, Wiedniu i Waszyngtonie. Oddają one wielkie usługi przemysłowi ciał radjoaktywnych, szczególnie zaś lekarzom, dla których jest to rzecz pierwszorzędnej wagi, znać dokładnie energię promieniowania preparatów, a to tembardziej, że chodzi tu o terapię, która może być niebezpieczna, jeżeli jest traktowana lekkomyślnie.
Prace natury fizycznej w laboratorjum Curie mają zwykle na celu badanie promieni ciał radjoaktywnych. Promienie te są trzech gatunków — oznaczonych przez litery α, β i γ, a towarzyszą one zawsze przemianie czyli eksplozji atomów. Atom może przetworzyć się z oderwaniem atomu helu, który wypchnięty z wielką szybkością i naładowany dodatnio — stanowi promień α. W innych wypadkach nie odrywa się od atomu żadna znaczniejsza masa, lecz tylko tak zwany — elektron, czyli cząsteczka o ładunku ujemnym mająca masę blisko 1.800 razy mniejszą niż atom wodoru; wyrzucona również z ogromną szybkością, stanowi ona promień β. — Zaś promienie γ są tego samego gatunku, co światło, lub promienie Roentgena i towarzyszą zwykle w przemianie atomowej promieniom β. Zdolność przenikania materji jest najmniejsza dla promieni α, większa dla promieni β a jeszcze większa dla promieni γ.
Promienie α mają w powietrzu przebieg kilku centymetrów, a można mieć ich obraz fotograficzny za pomocą metody Wilsona. Polega ona na tem, że powietrze zawiera parę wodną, w której chwilowo wywołujemy przesycenie; promienie, które napotykają tę parę przesyconą, wytwarzają po drodze maleńkie kropelki wodne, które można silnie oświetlić i fotografować, tak że przebieg cząsteczki α jest w ten sposób zmaterjalizowany. Jest on prawie zupełnie prosty, a promienie fotografowane w odpowiednich warunkach mają wszystkie tę samą długość, bo prędkość początkowa wszystkich cząsteczek jest jednakowa. Promienie β można fotografować w ten sam sposób, ale z mniejszą łatwością, gdyż tworzą one daleko mniej kropelek na swej drodze. Promienie γ same przez się nie dają takich takich fotografji, lecz tylko za pośrednictwem promieni β, tak zwanych wtórnych, które wywołują przy przejściu przez materję własność promieni, która sprawia, że nadaje ona powietrzu i innym gazom pewne przewodnictwo elektryczne, sprawiające wyładowanie elektroskopu. Nazywa się to jonizacją i polega na rozszczepieniu napotkanych molekuł gazu na dwa jony — o ładunkach przeciwnych. Te jony przeprowadzają prąd elektryczny, a także na nich to osadzają się kropelki przesyconej pary wodnej. Promień α tworzy wiele więcej jonów na swej drodze, niż promień β.
Zjawisko jonizacji może być wykonane w formie tak czułej, że pozwala nam poznać przebieg przez gaz — jednego tylko promienia. Zaś jeden wysłany promień, czyli jedna oderwana od atomu cząsteczka, znaczy przemianę czyli eksplozję jednego atomu, tak że jesteśmy w możności liczyć eksplodujące po kolei atomy. Aby tego dokonać, można zrobić następujące doświadczenie. W metalowem małem pudełku osadzona jest igła izolowana elektrycznie od pudełka przez podtrzymujący ją korek. Ostrze igły — wpuszczone wewnątrz pudełka — odległe jest o kilka milimetrów od niewielkiego okrągłego otworu w przeciwległej i prostopadłej do igły ściance. Między pudełkiem a igłą istnieje napięcie elektryczne, niezupełnie wystarczające do wywołania aigrette; jeżeli jednak promień α lub β napotka gaz między ostrzem i ścianką, wywołujący jony, to otrzymamy aigrette, a prąd w ten sposób chwilowo przesłany, jest w odpowiednich warunkach dość znaczny, aby go można wykazać czułym przyrządem mierniczym, albo — po amplifikacji — usłyszeć w telefonie. Tak więc zjawiska promieniotwórczości pozwoliły nam po raz pierwszy kontrolować ruch oddzielnych atomów i poznawać chwilę ich eksplozji. Licząc eksplodujące atomy radu, możemy stąd wyprowadzić szybkość zaniku do połowy tego ciała, która wynosi blisko 1.600 lat.
W pracach nad promieniami α i β należy często posługiwać się elektromagnesami, ponieważ promienie te odchylone są ze swej drogi w polu magnetycznem. Można je również odchylać przez działanie sił elektrycznych. Odchylenia takie, mierzone drogą fotograficzną, nie w powietrzu, które hamuje promienie, ale w próżni, pozwalają obliczyć masę cząsteczek i prędkość. One to pozwoliły nam poznać naturę promieni α i β, a prowadzimy je w dalszym ciągu aby rozróżnić grupy różnych prędkości i dokładniej je zbadać. Grupy promieni β są w ścisłym związku z grupami promieni γ, a prawo, dane tu przez Einsteina, pozwala związek ten wyzyskać dla określenia długości fali promieni γ. Ładunek promieni α i β może być zmierzony elektrometrycznie.
Promienie α, β i 𝜐 oprócz działania jonizacyjnego i fotograficznego, wywołują także efekty świetlne, gdy napotykają ekrany pokryte ciałami zdolnemi do fosforescencji. Światło to można obserwować wystawiając na działanie promieni platynocjanek baru, lub siarczek cynku. Ten ostatni daje pod działaniem promieni piękne zjawisko scyntylacji. Polega ono na tem, że na ekranie pojawiają się świetlne punkciki, bardzo krótkotrwałe, a widzialne za pomocą lupy. Każdy punkcik wynika z uderzenia ekranu przez jeden promień α, tak że mamy tu drugą metodę liczenia promieni.
Metoda scyntylacyjna pozwoliła zaobserwować fakt bardzo ważny. Rutherford, wystawiając różne materje na działanie promieni α, przekonał się, że niektóre atomy mogą być rozbite przez uderzenie tych promieni. Tak np. atom azotu — bombardowany przez promienie α — bywa rozbity przy wyjątkowo gwałtownem starciu, co się objawia oderwaniem atomu wodoru, obdarzonego tak wielką szybkością, że może wywołać scyntylację. Zdarza się to niezmiernie rzadko, ale jednak jest to pierwszy przykład rozbicia atomów przez działanie wewnętrzne. Bo chociaż rozbijają się one samoistnie w przemianach radjoaktywnych, to jednak przemiany te są niezależne od warunków zewnętrznych, i nie udało się dotąd zmienić ich biegu w żadnym wypadku.
Promienie α, β i γ przenoszą ze sobą pewną energję, największą dla promieni α, a stąd podnoszą temperaturę ciał, w których są absorbowane. Wywołują one również liczne działania chemiczne i barwiące, związane z tworzeniem jonów w materji.
Wreszcie wywołują one ważne efekty biologiczne, które są podstawą nowej terapji, zwanej Curieterapią. Działanie to może być podniecające, gdy dozy są odpowiednie. Sprawdzono np. że może ono mieć dobry wpływ na wzrost roślin, a może i zwierząt. W silnych dozach działanie na komórki jest niszczące; ponieważ jednak nie wszystkie komórki są jednakowo wrażliwe, wynika stąd możność zniszczenia niektórych z nich, nie uszkadzając innych, co może mieć zbawienne skutki.
Terapia w zasadzie ma tu dwie drogi działania. Jedna polega na tem, że rad lub mezotor, zawarty w rurkach, działa z zewnątrz na chore tkanki. Metoda ta, gdzie użyte są tylko promienie γ, jest już najdalej opracowana i najlepiej znana. Ona to jest używana dotąd wyłącznie w Fundacji Curie, przez Dyrektora laboratorjum Pasteura d-ra Régaud. Oddaje ona, jak wiadomo, wielkie usługi w leczeniu raka. Druga metoda polega na wprowadzeniu ciał radjoaktywnych wewnątrz organizmu przez injekcje, inhalacje lub połknięcie. W tym wypadku działają również promienie α i β, a zatem energja zużyta może być większa. Działanie niektórych wód mineralnych bywa przypisywane tej formie interwencji ciał radjoaktywnych w nich zawartych. Metoda ta wewnętrzna bywa stosowana do leczenia artretyzmu i wielu innych chorób, ale ma jeszcze charakter bardzo empiryczny.
W laboratorjum Pasteura prowadzone są przedwstępne badania nad zachowaniem się substancji radjoaktywnych w organizmie. Szereg prac nad polonem pokazał, w jaki sposób ciało to koncentruje się na niektórych organach, jak np. nerki. Nerka, która zaabsorbowała polon w swojej zwierzchniej warstwie, odpowiednio spreparowana i położona na płycie fotograficznej, daje obraz dokładny rozmieszczenia polonu i szczegółów struktury.
Środki bezpieczeństwa. Ekrany ołowiane i przewietrzanie. Analiza krwi.
W pierwotnej formie swojej sekcja biologiczna Instytutu Radowego w Paryżu była stworzona tylko do badań naukowych — bez praktycznego zastosowania. Jednakże już podczas wojny, gdy sekcja ta nie była jeszcze otwarta, rozpoczęłam w laboratorjum Curie produkcję rurek z radonem dla szpitali. Gdy dr. Régaud objął kierunek sekcji biologicznej po ukończeniu wojny, potrzeba zorganizowania curieterapji była bardzo nagląca. Wypadło zatem utworzyć prowizoryczną organizację, na rzecz której dr. Roux — Dyrektor Instytutu Pasteura — oddzielił kilkanaście łóżek w szpitalu, należącym do tegoż Instytutu. Później nieco, dr. Régaud otrzymał używalność części kliniki, położonej w innej stronie miasta. Lecznica dla chorych przychodnich została zbudowana niedawno na gruncie przyległym do laboratorjum Pasteura, za pośrednictwem Fundacji Curie. Tak więc sekcja biologiczna rozwija działalność swoją w trudnych warunkach, gdyż dyrektor i pomocnicy jego pracują w kilku instytucjach, dość od siebie odległych. Dalszy rozwój Instytutu jest zatem ściśle związany z koniecznością posiadania własnego szpitala i powiększeniem środków materjalnych. Co do ciał radjoaktywnych to Instytut jest dość dobrze uposażony w rad, ale nie posiada jeszcze do regularnego użytku innych ciał radjoaktywnych, których zdobycie jest jednym z naszych celów.
Dzięki energji i wysokim zaletom dr. Régaud, sekcja biologiczna rozwinęła się szybko pod jego kierunkiem i zyskała w ciągu lat kilku powszechne uznanie tak we Francji, jak zagranicą. W granicach, określonych przez szczupłe warunki pracy, daje ona przykład terapji na wysokim poziomie, kontrolowanej nieustannie przez poważną pracę naukową. Nie mając kompetencji lekarskiej, nie będę tu mówiła o rezultatach tej terapji, lecz tylko o jej organizacji.
Praca kliniczna prowadzona jest przez dr. Régaud, przy pomocy kilku lekarzy, którzy są stałymi asystentami. Oprócz tego fundacja Curie przyjmuje przyjezdnych lekarzy na sześciomiesięczny pobyt — za zobowiązaniem całodziennej pracy. W ten sposób mogą oni wykształcić się gruntownie w trudnej technice Curieterapji i oddawać następnie prawdziwe usługi. Miejsca tych czasowych asystentów są tak poszukiwane, że należy starać się o przyjęcie na kilka miesięcy naprzód.
Leczenie dla przychodnich jest zorganizowane podług najnowszych wymagań i posiada kilka aparatów Roentgena, tak że do curieterepji może być dołączona i roentgenterapja. Wszystkie obserwacje są najściślej kontrolowane i dla każdego wypadku zbierane są dokumenty w formie fotografji i dokładnych analiz biologicznych i histologicznych. Laboratorjum Pasteura wykonywa te analizy i przeprowadza potrzebne doświadczenia. Pracują tam młodzi uczeni, którzy korzystają ze stypendjów przyznanych fundacji Curie przez jednego z ofiarodawców.

Marja Skłodowska-Curie wraz z preparatorem — córką swą – Ireną Curie przy pracy.
Fundacja Curie, mimo że tak niedawno istnieje, zaczęła już wywierać szeroki wpływ, dzięki Dyrektorowi i wyszkolonym uczniom. We Francji Rząd zakupił niedawno kilka gramów radu — dla dotacji ognisk dla zwalczania raka, które zakładane są w większych miastach, stosownie do wskazówek, wynikających z działalności paryskiego Instytutu. Instytut niedawno założony w Montréau, w Kanadzie, zwrócił się do fundacji Curie z życzeniem aby mu przyznano charakter filji tejże fundacji. Zapewne i inne filje z czasem przyłączą się do kanadyjskiej, w miarę jak rozszerza się okręg działalności głównego ogniska.
Laboratorjum Curie ma sobie również za obowiązek szerzyć na zewnątrz życzliwą działalność. Liczba pracowników wynosi tam około 30, z których 5 osób personelu, a około 25 uczniów, tak francuzów jak, cudzoziemców. Wielu jest stypendystami, a między tymi mogą być i cudzoziemcy, gdyż Laboratorjum posiada dotację Carnegie — Curie, która pozwala dawać stypendja pracownikom wszelkich narodowości. Miło mi jest mieć nie raz między nimi polaków. Pracownicy spędzają zwykle w laboratorjum rok lub więcej, i stosownie do długości pobytu, wykańczają bądź dłuższe badania dla otrzymania doktoratu, bądź krótsze prace dla otrzymania dyplomu nauk wyższych, albo dla ogłoszenia w pismach naukowych — bez celów egzaminowych. Liczba prac ogłoszonych w zeszłym roku szkolnym była około 30, a w tym roku zapewne będzie ich więcej, między któremi 5 rozpraw doktorskich. Oprócz pracowników — laboratorjum przyjmuje w miarę możności osoby, które pragną przebyć w niem czas krótki dla zapoznania się z techniką. Są to asystenci uniwersytetów zagranicznych, stypendyści, wysyłani z misją przez Rządy, profesorowie i uczeni podróżujący dla celów naukowych, inżynierowie potrzebujący informacyj dla prac chemicznych, geologicznych, meteorologicznych etc. które mają liczne punkty zetknięcia z radjoaktywnemi ciałami. Przychodzi także do laboratorium wiele osób dla zwiedzenia, lub dla porady w sprawach technicznych. Wszyscy otrzymują życzliwe przyjęcie, i w miarę możności pomoc i zachętę. Tak więc Laboratorium ma licznych przyjaciół. Atmosfera pracy jest w niem miła i pogodna; wzajemna pomoc i usłużność są regułą. Od czasu do czasu miewamy przyjacielskie zebrania o charakterze pogadanek naukowych, albo też dla uczczenia rozprawy doktorskiej jednego z uczniów.
Pracownicy lat dawnych mile wspominają czas swego pobytu w naszem kółku, i chętnie powracają nas odwiedzić — czy to dla odświeżenia swych wiadomości — czy to dla zasięgnięcia rady lub pomocy. Niejeden mówi i myśli szczerze, że liczy do najpiękniejszych lat życia — czas spędzony w Instytucie naszym, gdzie przecież miejsce jest tak ściśle wymierzone, że o własnym pokoju do pracy zwykle nie może być mowy.
Zdaje mi się, że mam prawo powiedzieć na zakończenie, że Instytut Radowy w Paryżu, który dla mnie jest jakby żywą istotą — jakkolwiek daleki od doskonałości, — jednak — całkowicie oddany służbie publicznej — wiernie służy ideałom Wiedzy i międzynarodowego porozumienia w sferze, gdzie bodźcem działania jest miłość Nauki i dobro Ludzkości.


DRUK. OLESIŃSKI, MERKEL i S-KA CHŁODNA 37


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Maria Skłodowska-Curie i tłumacza: anonimowy.