Dwa a dwa cztery czyli Piekarz i jego rodzina/XII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Kleofas Fakund Pasternak
Tytuł Dwa a dwa cztéry
czyli
Piekarz i jego rodzina
Wydawca A. Marcinowski
Data wydania 1837
Miejsce wyd. Wilno
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
XII.
DWIE GWIAZDY.
Swieci gwiazdka wschodnia!
Mickiewicz.
Józef Ignacy Kraszewski - Dwa a dwa cztery p165.png

Ryszard daleko rozumnieyszy, niż sądzono, bo ledwie ujrzał owe cudo wdzięków, tylko co opisane, drapnął w nogi, co miał siły. — Benigna z jedną ze swoich przyjaciółek pośpieszyła za nim na górę, a Lukrecya tak okropnie sposponowana siedziała z uczuciem godności na krześle, gorzko przygryzając usta. Towarzyszka panny Benigny, była bardzo przystojna panienka, którą ojciec, Pan Exaktor, zwał przez skrócenie z Malwiny — Malinką; a wszyscy chłopcy chętnie zgadzali się na ten tak stosowny przydomek. Spodziewam się, że czytelnik przystoyną twarzyczkę, ładne oczy, nosek i usta, sam sobie w myśli opisze, ja bowiem odmalować jej nie myślę; będąc mocno przekonany; iż łatwiey odkrywać wady, jak wdzięki przyzwoicie oddać i ocenić. Dwa te trzpioty wpadły do pokoju Ryszarda, który siedział u komina i spoglądał na niebo gwiazdami usiane. Skrzypnienie drzwi przerwało mu, świeżo usnutą nić myśli, spójrzał i zobaczył siostrę i Malwinę — Nie wiem co się w ówczas z nim działo, ale to tylko postrzeżono, że z gwiazdy ulubionej, na przybyłą piękność podniósł oczy.
Długo poglądał on, na nią; a — skromna panienka spuściła oczy, Benisia zaś zdawała się radośnie na to poglądać. Milczenie panowało ciągle, i siostra sparta o stół zarzucony książkami, patrzyła na obłąkanego brata. Wstał nareście zadumany Ryszard, postąpił ku Malwinie, wziął ją za rękę i ścisnął w milczeniu.
— Siostro! rzekł potém, patrz oto moja żona, inszey nad nią mieć niechcę. W jej oczach błyszczy ten sam promyk światła, co w tey gwiaździe, ją lepiejbym nawet kochał, niż moją gwiazdkę, i z nią razem, o jakże chętnie uleciałbym w przestrzenie światów. — Uśmiechnęła się Benisia, a Malinka przestraszona, chciała swą rękę z uściśnień jey brata wydobyć.
— Chcesz uciekać! ponuro wymówił Ryszard: tak prędko! tylko com się zobaczył, tylko com uczuł, że cię kocham, a tyś już unikać odemnie zaczęła! Jeśli jesteś moją gwiazdką, bądź jej podobna, ona nigdy nie ucieka odemnie — co wieczór mile mi się uśmiecha, a ty — Chciał daley mówić, ale już nikogo nie było.
— Benisiu! poczekaj, mówiła Malwina, poczekaj cóś ci powiem. —
— Cóż?
— Nic — nic niepowiem.
— Dziwna jesteś.
— Miałżeby Ryszard mię kochać?
— Rozumiem o co ci chodzi, Malinko; chodź zapytamy go. —
— Ja? zapytać! nigdy!
— Ja ci odpowiem za niego.
— Nie mów.
— Przecieżeś się pytała.
— Nudna jesteś — chodźmy.
— Chodźmy. I dwie przyjaciółki poszły bawić, od dawna poziewającą Lukrecyą Hałaburdziankę.


Józef Ignacy Kraszewski - Dwa a dwa cztery p170.png



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.