Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Drzewo z ghetta
[180]DRZEWO Z GHETTA.
W New-Yorskim ciasnym ghetto,
Gdzie rwetes miejski wre,
Prastare stoi drzewo,
Zawodząc żale swe.
Zdumione wkrąg spoziera —
I dziwnie tęskno mu:
Samotne, samiuteńkie,
Nieszczęsne jestem tu.
[181]
Dym fabryk mam dokoła
I wrzask kupczących mas; —
O gdzieście, dawne ptaki,
I gdzie jest dawny las?
O gdzieście, wiatry świeże? —
Ja wasz pamiętam chór!
O gdzieście wy, lazury?
Gdzie nieba jaśń bez chmur?
O gdzieście wy, olbrzymy?
Już nie pędzicie wcwał
Na dzikich swych rumakach,
Od których las aż drżał!
Wspominam inne czasy,
I z piersi rwie się jęk:
Ach, dawnych zmilkł olbrzymów
Srebrnego śmiechu dźwięk!
Jak pięknie słonko lśniło,
Ptak pieśni nucił rad;
Pogodny i świetlany —
Ponętny był to świat!
Dziś widzę skrzętne mrówki,
Spieszące tu i tam;
Z przyrodą człek się rozstał,
Zamienił ją na kram.
Cóż pocznepocznę ja, sierota,
Na takim nędznym tle?
Zabraliście przyjaciół —
To weźcie też i mnie!
Zetnijcie mnie toporem
I rzućcie szybko w piec:
Ja nie chcę — jako pomnik —
Wolności grobu strzec.
|