Don Kiszot z la Manczy i jego przygody/XIV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor z Cervantesa streścił Zbigniew Kamiński
Tytuł Don Kiszot z la Manczy i jego przygody
Data wydania 1900
Wydawnictwo Wydawnictwo M. Arcta
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
XIV.
DULCYNEA Z TOBOZO.

Kilka tygodni przebył Don Kiszot w zupełnym spokoju. Otaczający wystrzegali się wszelkiego wspomnienia o przygodach rycerskich, żeby go na pokuszenie nie wwodzić. Zdawało się, że szaleństwa wywietrzały mu z głowy. Aż razu pewnego rozmowa z proboszczem o spodziewanej wojnie podnieciła w nim znowu chęć przygód.
Siostrzenica usiłowała go przekonać, że powinien pilnować gospodarstwa. On jej odpowiedział:
— Błędnym rycerzem chcę być, jako błędny rycerz żyć i jako błędny rycerz umierać. Nic mię od tego nie wstrzyma.
Zapał jego wzmógł się bardziej jeszcze, kiedy w podarku dostał jakiś stary szyszak. Do włóczęgi tęsknił także i Sanczo Pansa który nie mógł zapomnieć obiecanego mu gubernatorstwa. Obaj tedy uradzili nową wyprawę, którą Don Kiszot postanowił rozpocząć od wyszukania Dulcynei z Tobozo i oświadczenia jej swych uczuć.
Sanczo przyznał mu się, że list do Dulcynei zgubił. Opowiadając o tem, był przygotowany, że rycerz wielkim gniewem wybuchnie. Tymczasem stało się przeciwnie. Don Kiszot pochwalił swego giermka za prawdomówność i powiedział mu, że oba swoje pisma znalazł wówczas na miejscu po wyjeździe Sanczy z Czarnej Góry.
Tym razem, pomimo próśb i łez siostrzenicy, wstrzymującej go, Don Kiszot z giermkiem wyjechał z domu nocą i niezadługo przybył do Tobozo. Rycerz chciał zaraz odszukać pałac, w którym mieszka Dulcynea, Sanczo tłumaczył mu, że w Tobozo żadnego pałacu niema i tak, swarząc się, spędzili noc całą na wałęsaniu się.
Przed wschodem słońca odezwał się Sanczo.
— Pozwól mi, wielmożny panie, szukać samemu, a pan niech się dobrze ukryje, żeby pana nikt nie widział.
Trafiło to rycerzowi do przekonania. Wyjechali więc ze wsi; Don Kiszot ukrył się w krzakach i wkrótce zasnął. Sanczo Pansa odjechał na taką odległość, żeby go pan nie widział, położył się również wygodnie na murawie i odpoczywał aż do południa. Tu miał dosyć czasu do rozważenia, co począć w tym wypadku i jak ową Dulcyneę znaleźć.
— Nie głupim ja — myślał sobie — szukać jej w pałacach, których tu niema wcale. Mój pan ma ćwieczka w głowie, chociaż taki mądry i takie grube książki czytał. Nieraz w siebie wmawia to, czego niema, bierze barany za wojsko, wiatraki za wielkoludów. Cyrulik wpakował go do kojca i wmówił w niego zaczarowanie. I mnie teraz uda się moja sztuka z pewnością.
Tak uspokojony, leżał czas jakiś, aż spostrzegł zdaleka trzy wieśniaczki na mułach. Zerwał się, wskoczył na osła i popędził do swego pana, którego zastał już siedzącego na Rosynancie i złorzeczącego giermkowi za zbyt długie szukanie.
— Wielmożny rycerzu — tłómaczył się giermek — piękna Dulcynea, ślicznie wystrojona, konno zbliża się z dwiema towarzyszkami. Wszystkie trzy jadą na wspaniałych koniach, ale rumak panny Dulcynei jest najpiękniejszy.
— Jedźmy naprzeciw niej! — zawołał Don Kiszot i ubódł Rosynanta ostrogami.
Tylko co wydobyli się z gęstwiny leśnej na równą drogę, kiedy już ujrzeli wspomniane trzy dziewki. Don Kiszot wcale nie zwracał na nie uwagi, tylko spoglądał dalej ku Tobozo i zaczynał się niecierpliwić. Ale Sanczo przedstawił mu, że to właśnie są oczekiwane panny, na ognistych wierzchowcach jadące. Sam zlazł z osła, padł przed jedną z nich na kolana i przemówił w te słowa.
— Dostojna i szlachetna księżniczko, królowo piękności, racz powitać twego rycerza, który stoi oczarowany twoim widokiem. Ja jestem jego giermek, Sanczo Pansa, on zaś jest sławny na świat cały bohater, Don Kiszot z Manczy, rycerz o smutnej postaci.
Ukląkł i Don Kiszot obok swego giermka, lecz słów nie mógł znaleźć. Widział przed sobą brzydką dziewkę z szeroką gębą i płaską twarzą. To chyba musiały być czary!
Dziewczyny także spoglądały zdumione. Oprzytomniała najpierw mniemana Dulcynea i zawołała.
— Ustąpcie! Nie mamy czasu na błazeństwa!
— O najcudniejsza księżniczko z Tobozo — rzekł Sanczo Pansa — czy serca twego nie wzrusza widok cierpień twego rycerza?
— Głupcy! przepuśćcie nas! a do strojenia żartów szukajcie sobie kogo innego.
Don Kiszot był przekonany, że złośliwy czarownik przemienił tak haniebnie uroczą piękność i że nad jego głową zła jakaś gwiazda świeci. Stracił panowanie nad sobą, schwycił muła za uzdę i czule błagał o przyjazne spojrzenie.
— Z drogi, stary głupcze! — krzyknęła znów Dulcynea, rozgniewana natrętną zaczepką i popędziła dalej ze swemi towarzyszkami.

Bardzo zmartwiony tem nowem strapieniem, zesłanem przez złośliwego czarownika, Don Kiszot odjechał do znacznego miasta hiszpańskiego, Saragossy, wraz ze swoim giermkiem, pewny, że jego cierpliwość i waleczność wezmą nareszcie górę nad przewrotnością czarownika.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: Zbigniew Kamiński, Miguel de Cervantes y Saavedra.