Don Kiszot z la Manczy i jego przygody/XI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor z Cervantesa streścił Zbigniew Kamiński
Tytuł Don Kiszot z la Manczy i jego przygody
Data wydania 1900
Wydawnictwo Wydawnictwo M. Arcta
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
XI.
ZBRODNIARZE.

Pojechali dalej. Wtem Don Kiszot, zawsze żądny przygód rycerskich, zauważył na drodze dwunastu ludzi okutych w kajdany, których prowadzili dwaj uzbrojeni dozorcy. Wnet rycerz poczuł w sobie chętkę osobodzenia tych ludzi, bo przecie prowadzono ich pomimo ich woli. Spytał więc najpierw, za co mają być karani. Kilku z nich skorzystało z uprzejmego pozwolenia dozorców i opowiedzieli Don Kiszotowi swoje przestępstwa,
— Moi panowie — przemówił Don Kiszot — widzę, że nie bez waszej winy skazano was na karę. Ale bez wątpienia żałujecie za swoje złe postępki i nadal żyć będziecie cnotliwie. Dlatego też, panowie dozorcy, proszę was, rozkujcie tych ludzi i niech się to wszystko zgodnym sposobem zakończy. Mojem powołaniem, jako błędnego rycerza, jest nieść pomoc uciśnionym, a ci ludzie widocznie cierpią ucisk i nie mają ochoty iść tam, dokąd są prowadzeni.
Dozorcy odmówili temu żądaniu stanowczo.
Rozgniewany tem rycerz, natarł na nich, a zbrodniarze, korzystając z zamieszania, natychmiast zabrali się do zrzucania kajdan. Jakoż, zanim dozorcy dali sobie radę z Don Kiszotem, już kilku z nich było wolnych. Natychmiast rozbroili strażników i zmusili ich do ucieczki. Następnie zabrali się do Don Kiszota i jego giermka i ograbili ich do szczętu; nie pozostawili nawet miedniczki czyli mniemanego czarodziejskiego szyszaka, czem najdotkliwszą wyrządzili przykrość rycerzowi.
Ponieważ Don Kiszot nie dał się obrabować dobrowolnie, więc nie obeszło się i bez tęgich guzów.
— Niewdzięcznicy! — krzyknął Don Kiszot, kiedy już złoczyńcy byli daleko — Jakąż mam naukę, żeby się z prostakami nie zadawać!
Ze smutkiem rycerz z giermkiem powędrowali w poblizkie góry, gdzie też znaleźli piękne miejsce na nocleg. Już nie chcieli zejść na ziemię, lecz spali na swoich wierzchowcach, aby być gotowemi na wszelki wypadek.
Jakież było zdumienie i rozpacz Sancza, gdy obudziwszy się nazajutrz, zobaczył, że kulbaka, na której siedzi, jest wsparta na czterech drągach, tkwiących w ziemi, a osła pod nim niema!
Z początku nie wiedział, co to znaczy, ale w końcu domyślił się, że tej podstępnej kradzieży dopuścił się jeden z uwolnionych wczoraj przestępców.
— Uspokój się, Sanczo — mówił Don Kiszot — zamiast zginionego osła, dam ci trzy najlepsze moje oślątka. Napiszę ci upoważnienie, z mocy którego moja gospodyni i moja siostrzenica wydadzą ci te oślęta. Pojedziesz po nie rychło, tylko pierwej jeszcze musisz ze mną wejść na tę wysoką górę.
Wszedłszy tam, znaleźli jakąś pustelnię opuszczoną. Don Kiszot, zachwycony, przypomniał sobie zaraz niektóre kawałki ze swoich ksiąg rycerskich i postanowił prowadzić życie pustelnicze. Oddał się zupełnie marzeniom, sam przestał mówić i giermkowi mówić zabronił.
Gadatliwemu Sanczy wnet się to uprzykrzyło; prosił więc swojego pana o zwolnienie go z takiej milczącej służby.
— Odejdziesz, odejdziesz — odrzekł Don Kiszot — ale zanim do mego domu się udasz z upoważnieniem, które ci napiszę, musisz najpierw pojechać do Tobozo, do mojej pięknej Dulcynei. Powiesz jej, że chcę w tem miejscu największem bohaterstwem się wsławić, żeby za przykładem dawnych błędnych rycerzy przekonać ją, jak wielkie są moje uczucia dla niej. Napiszę ci list do pani mego serca, który ją również o tem przekona.
I zaczął wyrabiać takie rozmaite dziwactwa, że Sanczo przyszedł do przekonania, że jego panu do reszty w głowie się pomieszało. Don Kiszot chciał go jeszcze parę dni zatrzymać, żeby się lepiej napatrzył jego życia tutaj, ale Sanczo oświadczył, że widział już dosyć.
W końcu Don Kiszot napisał list do swej Dulcynei, oraz upoważnienie na troje ośląt, i Sanczo ze łzami w oczach pożegnał nareszcie swego pana.
Ponieważ i Rosynant przez ten czas miał być wolny od służby rycerskiej, więc Sanczo uzyskał pozwolenie, aby dla pośpiechu pojechać na koniu Don Kiszota.

— Jedź, jedź — powiedział Don Kiszot — i przywieź mi jak najprędzej odpis pięknej Dulcynei.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: Zbigniew Kamiński, Miguel de Cervantes y Saavedra.