Troszeczkę mniej, troszeczkę więcej...
Czemu tak gnasz, do stu tysięcy! Ty łowco nikłych cieni?!
Czy płód podłości twej i siły
Wraz z tobą pójdzie do mogiły, Lub śmierć na życie zmieni?
Mąż czarny ostrzem lśniącej kosy
Najlepsze wytnie kwiaty, kłosy Na życia twego błoni;
Nie weźmie darów — jest bez skazy,
Wykona czasu wnet rozkazy, I nikt cię nie obroni.
Niech tylko śmierć się z tobą zmaga —
Wnet pierzchnie moc twa i odwaga...
Ach, jaka straszna zdrada!
Patrz, usta toną w zimnej pianie:
Zawiłe życia tak zadanie Śmierć rozwiązuje blada.
O pomoc wołasz? Bądź spokojny,
Nie ujdziesz cało już z tej wojny — Napróżno się zapędzasz!
I cóż zdobyłeś, królu dumny?
Włożono cię do ciemnej trumny, Umarłeś tak jak nędzarz!
Troszeczkę mniej, troszeczkę więcej...
Dość już pogoni tej zwierzęcej! — Za każdym, nakształt cienia,
W ślad stąpa szczwany łowca stary
I ciska wszystkie życia dary Na fale zapomnienia.