Do ojczyzny (Naruszewicz, 1882)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania


Duma do słowika Do ojczyzny • Wybór poezyj • Liryków księga pierwsza • Adam Naruszewicz Piosnka pastusza
Duma do słowika Do ojczyzny
Wybór poezyj
Liryków księga pierwsza
Adam Naruszewicz
Piosnka pastusza

XXVI. Do ojczyzny.
(Z okazyi niesłychanego przypadku Jego Królewskiéj Mości).




....En, quo discordia cives
Perduxit miseros!..
Virgil.


Małoż na tylu klęskach, ojczyzno strapiona,
Które ci tysiąc sztychów topiąc wpośrzód łona
I ostatnich już prawie kresów stawiać blisko,
Podają na łup obcym i urągowisko?

Małeżeś, przez twych synów dumę i niezgody,
Dała zdumionéj na cię Europie dowody,
Żeśmy prawie pod słońcem jedynym przykładem,
Gdzie swoboda rozpustą, rząd stoi nieładem?

Trzeba-ż ci było jeszcze po tylu łez godnych
Szwankach, nowy cios odnieść od zdrajców wyrodnych
I dla sprośnych rozbójców gawiedzi wszetecznéj
Widziéć na całym kraju cechę hańby wiecznej?

Patrz, jaka się bezbożność w twéj stolicy dzieje!
Wstyd pisać, łzy mi broczą kartę, myśl truchleje!
Twój król, boski namieśnik, twój ociec życzliwy
Gdzież jest? który go porwał los nielitościwy?

Gdzie twój król? woła senat głowy pozbawiony,
Woła rycerstwo, woła kmiotek rozrzewniony,
Woła rodzeństwo, woła czeladka troskliwa,
Woła wszelka rozumna, wszelka dusza żywa.

Gdzie twój król? Taż-to jego czujna straż, niestety!
Świętokradzkie nakoło kordy i muszkiety!
Tenże-to tron? łożysko zwierząt, las ponury;
Ta szata napojona krwią, miasto purpury.

W téjże-to głowie, którą chciałeś miéć w koronie,
Godzien dłoni pohańskiéj miecz siepacki tonie?
Też-to ręce, skąd płynie strumień łask obfity,
Targa poczet, w swych zbrodniach i we mgle ukryty?

Jako gdy krwią złechcony niewinnego stada
Na żarłocznym się brzuchu wilk z ostępu skrada
I choć straż wierna czuwa i dozorcy zbrojni,
Umyka z pastwą w pysku do czarnéj rozbojni; —

Sroższy z kniei zbójeckich tłum ludzi od zwierza,
Porwał ci, błędna trzodko, czujnego pasterza,
Porwał wiernym wiernego sercom przyjaciela,
Poddanym króla razem i obywatela.

Co na to świat zdumiany rzeknie, gdy się dowie,
Że się w twym łonie krwawi lęgną Huronowie,
Że wskrzeszając odludnéj dziczy brzydkie sprawy,
Gwałcą wiary, rozumu najświętsze ustawy?

Broń twych swobód, broń przodków starożytnéj wiary!
Te są najgruntowniejsze narodu filary.
Lecz czy na tym się wolność i wiara zasadza,
Że swe króle zbestwiona tłuszcza z życia zgładza?

Z którego-to wyssany ten jad alkoranu,
By prawo wybranemu dni ukracać panu?
Czy wiara uczy zbrodni i pod swym płaszczykiem
Każe być pomazańców boskich rozbójnikiem?

Na toż stoją twe, Boże, najświętsze przybytki,
By w nich imienia twego wzywał zbójca brzydki,
I pieczęcią tajemnic szkarady cechował,
By ciebie w swych namiastkach samego mordował?

Nie lżyj, bluźnierska gębo, matki twéj, kościoła!
Na tysiącu w nim miejscach Bóg w swych pismach woła;
A jeśli go nie słuchasz przez moc zaślepienia,
Drżyj przynajmniéj, wyrodku, na głos przyrodzenia!

Gdzież widziany tak dziki lekarz, co złożone
Tysiącem srogich chorób i napół skażone
Chcąc aby członki pierwsze odzyskały zdrowie,
Duszy siedlisku, zgubny raz zadawa głowie?

Jaki sobie zysk uprządł stąd zapał szalony?
Czy szkaradą być mniemał kraj uszczęśliwiony?
Lub że ta krew nie miała nowych klęsk wynurzyć
I powszechnym pożarem świat cały zaburzyć?

Któżby się z was poważył, książęta Europy,
Na zbroczonym krwią przodka tronie stawić stopy,
Podobnych się przypadków nie bojąc, lub aby
Spólnikiem go nie mniemał przynajmniéj gmin słaby?

Nie sięga umysł ludzki, ani tam przenika,
Jaki nam los w swych tajniach potomność zamyka:
To wiem, zacny narodzie, żeś jeszcze nie liczył
Z twych królów, coćby lepiéj i sprzyjał i życzył.

Ale cnoty obecnéj takowa jest dola,
Że ją ludzka chce zawsze pognębić swawola,
I naówczas dopiéro poczyna żałować,
Gdy straty poniesionéj trudno powetować.

Chciwy zawsze odmiany człowiek, póki żywie,
Gani, co ma, rojąc coś w dalszéj perspektywie.
Wszytko nam przecie jedno opiewa kronika:
Nawę trzeba połatać, nie mieniać sternika.

Tegoć-to tylko jeszcze w niesłychanéj fali,
Gdyśmy się sami własną niechęcią zmieszali,
Czekał wróg nieżyczliwy do zguby ostatniéj,
Żeby tylko ster złamał złością ręki bratniéj.

Już dokazał po części, już, o, nocy sroga!
Powszechna ogarnęła całe miasto trwoga.
Niémasz cię, zorzo nasza, o, nasze kochanie!
Rzuciłeś twe sieroty w najburzliwszym stanie.

Przebóg! co mi za obraz przed oczyma stawa?
Już napół kark z Tenaru wzniosła jędza krwawa,
Jędza, co swe roztaczać nawykła sztandary,
Gdy królów na żałobne Kloto wkłada mary.

Już duma, zemsta, chciwość, bezkrólewiów dwory,
W sprośne smoczemi grzywy uplątane sfory
Na twe, nędzna ojczyzno, wylatują progi,
Siejąc mordy szalone, gwałty i pożogi.

Już jako w nieprzyjaznym, szturmem wziętym mieście,
Głos się męski ozywa i wrzaski niewieście,
Strach z rozpaczą się miesza, blask ogniów, szczęk broni,
Krzyk gminu, kołat wozów, tętent bystrych koni.

Czeladka ręce łamie, jęczą przyjaciele;
Sama się złość obawia okazać wesele;
Przędzie smutek, a radość ukrywa przeklętą.
Każdy woła: Ojca nam kochanego wzięto!

Nie dopuszczaj, o rządco wiecznego Syona!
By niewinność być miała kiedy potłumiona,
By sama dobroć, słodycz, sama szczerość twojéj
Nie doznała w tak ciężkim razie dzielnéj zbroi.

Wszak ty sam królów stawisz nad twojemi trzody,
Ty sam przez nich poddane sprawujesz narody,
Ich moc — twoja moc, panie; kto targa przysięgę
Im uczynioną, na twą targa się potęgę.

Słaby w ludziach ratunek: ty sam chyba z góry
Wejrzysz na troski nasze, o dawco natury!
Ty nam chyba przywrócisz mocą twórczéj ręki,
Wydzierając go z wściekłych lwów srogiéj paszczęki.

Twoja chyba moc boska cudownie dokaże,
Co królom licznych duchów przystawuje straże,
Co świat waży na palcach, morzom sypie szańce
I piastuje na łonie swoje pomazańce.

Wysłuchałeś próśb naszych, Boże sprawiedliwy!
Żyje nasz król, żyje pan, ociec dobrotliwy,
Żyje głowa narodu, żyje nasza rada.
Ciesz się, Polsko! niechaj się złość od żalu pada!

O! ktokolwiek kropelkę ludzkiéj krwi masz w sobie,
Pomóż mi radosnych łez lać w tak słodkiéj dobie,
Pomóż dziękować Twórcy, że moc jego dłoni
Wydźwignęła ojczyznę z ostatecznéj toni!

On go swemi w złéj chwili skrzydłami obronił
I od gradu knl zbójczych paiżą zasłonił,
On bezbożnych głów mózgi szalone pomieszał,
On drżące na powietrzu szable pozawieszał.

On ciemne roty wiewem ust swoich rozrzucił,
On serca głazem skrzepłe w giętki wosk obrócił,
On smoku paszczę zawarł wściekłych jadów pełną,
On wilka krwawożercę miękką pokrył wełną.

On pokazał, że kogo w swéj twierdzy posadzi,
Nic mu złośliwych ludzi rada nie zawadzi.
On trwaléj tym przypadkiem tron mu ugruntował,
I ratując go, królem powtórnie mianował.

Ojczyzno ukochana! jeśli pospolity
Te ci zawsze głos przyznał szlachetne zaszczyty:
Że każdy twój monarcha (tak-eś mu życzliwa)
Spokojnie na swych łonie poddanych spoczywa;

Łącz twą miłość, twój honor, twe dobro istotne
Z wolą tego, którego wyroki niewrotne
Przez ludzkie pierwéj serca, dziś przez własne usta
Wskazały Stanisława królem twym Augusta.

Kochaj go, broń życzliwie, wspieraj jego chęci:
Niech sromotny traf w wiecznéj zniknie niepamięci.
A ty pokaż Europie uprzejmym dowodem,
Że garść złoczyńców niéma nic z całym narodem.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Adam Naruszewicz.