Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Do mojéj Mateczki
[405]
LXXV.
Do mojéj Mateczki.
Gdybym ja słońcem na niebie była,
Tobym, o Matko, w każdéj dnia porze,
Jasnym promieniem tobie świéciła:
Blaskiem, co nigdy zgasnąć nie może.
Gdybym ja była nocną gwiazdeczką,
Tobym nie chciała kryć się obłokiem,
Ale dla ciebie, droga Mateczko,
Mrugała z nieba świetlaném okiem.
Gdybym ja była ptaszkiem co śpiéwa,
Tobym ci słodkie niosła piosenki,
I przyfrunęła pod okno z drzewa,
By drobne ziarno dostać z twéj ręki.
Gdybym ja była choć polnym kwiatkiem,
Stokrotką, fiołkiem, różą, bławatkiem,
Tobym dla ciebie na bujnéj łące
Rozkwitła w wonie i w kras tysiące.
Ale nie jestem jasném słoneczkiem,
Ani téż gwiazdką nieba pieszczotką,
Ani powabnym w polu kwiateczkiem,
Ni ptaszkiem, który śpiéwa tak słodko.
[406]
Jestem twém dzieckiem — więc tylko mogę
Być dobrą, grzeczną, kochać cię szczerze,
Wejść torem zasług na cnoty drogę,
I nieść ci całe życie w ofierze.
|