Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Do mej nędzy
[217]DO MEJ NĘDZY.
O, nędzo! Tyś mi siostrą drogą
I drużką mą od wczesnych lat
Prócz ciebie, nie mam tu nikogo —
Obcy mi ludzie, obcy świat.
Dokoła siebie czuję zdradę,
Lub serca zimne, jako głaz:
Jedynie twoje lica blade
Śmieją się do mnie w każdy czas.
Ojczulkiem byłaś mi i mamą —
Pamiętam od kolebki cię:
Twe oko mętne wciąż tak samo,
Kościsto-chude ręce dwie.
Do szkółki potem, jako dziecię,
Gwałtem zanosił mnie twój garb
W szczęśliwy wiosny czas — me kwiecie
MałowałMalował kir twych mrocznych farbfarb.
Byłaś mi także swatką chłubnąchlubną —
Formalną załatwiłaś cześć;
Byłaś rabinem, druchną ślubną
I tkliwie rzekłaś: „Boże szczęść!“
Gdzie tylko spojrzę — widzę ciebie,
Jesteś mi wierna dziś, jak wprzód:
I na nadziei mych pogrzebie
Szłaś przy mnie do ostatnich wrót
A gdy mą pierś targają bóle
I od rozpaczy pęka skroń, —
Jedynie ty mnie pieścisz czule,
Po przyjacielsku ściskasz dłoń.
[218]
O, czuję wciąż twój krok miarowy,
Twych siwych włosów widzę pleśń;
Czoło ci zdobi kwiat grobowy,
Na ustach masz cmentarną pieśń.
Gdy w bólu rzucę się na łoże,
Niepomny życia strat i zdrad, —
Wnet zjawiasz się i w nocnej porze
Tulisz mnie połą czarnych szat.
Więc przyjmij dank, kochana nędzo,
Najdroższa! Tyś z krwi mojej krew!
Zapanuj nad mych myśli przędzą —
Twoją ma lutnia i mój śpiew!...
|