Kwiaty, wy najcudniejsze na ziemi istoty
Całowane od słońca, utkane z promieni
I z eteru, najmilsi druhowie miłości!
Wy, które-ście do wiosny tu przybyły w gości, —
Jeno dla tych kwitniecie, co zadowoleni,
Lecz obcy wam mdlejący z głodu i spiekotyspiekoty.
Do tych ślecie swe blaski i słodkie uśmiechy
Którym szczęście obficie roztacza swe dary;
Tych, co do-woli w niebios kąpią się błękicie,
Wy, kwiaty, upiększacie jeszcze i stroicie, —
Lecz obce-ście nieszczęsnvm, którzy bez uciechy
W pocie czoła życiowe dźwigają ciężary.
Tam, gdzie podłość ukrywa obłudnie swe plamy,
Podnosząc uczciwością ubarwione skrzydła, —
Klawisze opiewają waszą woń i blaski,
A sytych pań i panów sytych grzmią oklaski;
Tam pierś zdobicie dumnej z swej piękności damy,
I rozpusty wieńczycie szpetne malowidła.
Dlatego obojętnie patrzę, jak konacie...
Nie obchodzi mnie wichru pomruk śród gęstwiny;
Nie dla mnie-ście kwitnęły w uroczym ogródku,
Nie dla mnie-ście uśmiechy miały w moim smutku,
Obce-ście mi w dzisiejszej, jak i w dawnej szacie;
Więdnijcie, kwiaty! — nie mam dla was łzy jedynej.