Zjawiłem się, jak w marcu ptak skrzydlaty,
By wieścić wam maj nowy, nowe słońce
I życia skrę w zmartwiałe wetchnąć kwiaty,
Obudzić z snu obszary ziemi śpiące.
Lecz ziemski grunt zamarzły był, zdrętwiały:
Bezkresna błoń — wychudła i jałowa: —
I pieśni me samotnie tutaj brzmiały,
W niczyją pierś ich nie przenikły słowa.
O, świecie zły! dać chciałem bujny plon ci: —
Tyś ze mnie drwił, sypałeś sól na rany:
„Czego on chce, czemu nam spokój mąci?
To warjat jest, przez djabła opętany!
Jak może kwiat na glebie wzrość wyschn ętejwyschniętej?
Jak może pieśń wydzwonić gwara dzika?
Jak może głaz zaświecić, jak djamenty?
To mrzonkarz jest, rozsądek mu zanika!“
Ale mój śpiew rozbrzmiewał coraz śmielej,
A śmiech przez łzy drgał głośniej i potężniej, —
Potwarcy już wysłuchać mnie musieli,
Przestali drwić szydercy niedołężni.
Obfity plon wydały — „martwe łany“,
Odgłosem z nieb zabrzmiała — „dzika gwara“,
Przydrożny „głaz“ — roztoczył blask świetlany,
Wcielona w byt została — płonna „mara“„mara“.
Bo nie zły duch oskrzydlił moje pienia —
Przez lutnię mą mówiła prawda krwawa:
Wszechmocny Bóg użyczył mi natchnienia,
A z piersi mej wybuchnął śpiew, jak lawalawa.
Oniemiał wnet potwarca i szyderca —
Nad pieśnią mą niejeden łkał boleśnie:
Bom ludzki ból wysnuwał z głębi serca,
Kochałem świat, dla niego-m tworzył pieśniepieśnie.
Pragnieniom mym już uczyniłem zadość:
Dziś miljon serc uderza razem ze mną,
Siałem śród łkań — dziś za to zbieram radość,
Bom znalazł znicz, co noc oświetla ciemną!