Do Zenobjusza

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stefan Napierski
Tytuł Do Zenobjusza
Pochodzenie Ziemia, siostra daleka
Wydawca Wydawnictwo J. Mortkowicza
Data wydania 1936
Druk Drukarnia Naukowa Towarzystwa Wydawniczego w Warszawie
Miejsce wyd. Warszawa – Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tomik
Pobierz jako: Pobierz Cały tomik jako ePub Pobierz Cały tomik jako PDF Pobierz Cały tomik jako MOBI
Indeks stron
DO ZENOBJUSZA

O, szarlatanie wątły! bóstwo malowane
ceglastą plamą szminki, wiszący na blasku
palącym jupiterów, jak w szkliwie źrenicy;
blady wzrok się rozszerza, by ciebie uwięzić
wygiętego w torturze, z uśmieszkiem triumfu!
Na sznurze igrający, wdół zwieszony twarzą
uśpioną, jako róża kredowa w księżycu,
trwasz, o, smyczku cielesny na linie melodji.
Powieko, nie drgnij! szklane nieruchome oko,
nie budź się z zapatrzenia, gdzie pała udręka,
jak pod popiołem płomyk, żużel wypalony,
dno kruche, poprzez palce sypiąca się gruda:
nie budź jeńca! W pieczarze zawartej tęczówki
skoczek, który chyboce, jak podmuch na fali,
runie raptem z okrągłą w srebrnym krzyku wargą!
O, spadający! wznieś się, nim padniesz w niebiosa,
na stóp koniuszczki, wiolin nad skrajem nicości,
w ciżemkach, pokalanych blaskami areny,
w tumanie, który bielą wyżera ci oczy!
Posągu roztańczony, szczupłe dłonie płasko
złóż na sercu, bym dotknął twej piersi, jak liry,

i ze struny zamarłej dobył jęk harmonji.
Wtedy, lotny! ustawię hermę, dłutkiem bitą,
skronie wydrążę palcem, by wiatr ich nie muskał,
i na czoło nasunę złotą maskę szczelnie:
niechaj tłum cię pomija; zmartwychwstajesz, bóstwo.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stefan Marek Eiger.