Do Wincentego Jakubowskiego

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Antoni Edward Odyniec
Tytuł Do Wincentego Jakubowskiego
Pochodzenie Poezye
Data wydania 1874
Druk Drukarnia Gazety Lekarskiej
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron


DO WINCENTEGO J....



Takżeś się to w ochocie pracowania zaciął,
Że niepomny obietnic, ni szczerych przyjaciół,
W chmurach pyłu nad stosem fascykułów zgięty,
Na chwilkę wybiedz z miasta nie raczysz, Wincenty?
Czyż prawo kłamać uczy? — Rokiem może wprzódy
Zdolne zmniejszyć twą winę znalazłbym powody,
Kiedy jeszcze w motylich smakując niestatkach,
Ciągła nowość przy nowych więziła cię kwiatkach.
Dziś trudno wierzyć wieści, co mi o tém głosi.
Gdzież kwiat milszy od róży, dziewica od Zosi?
W blasku jéj spojrzeń skrzydło spłonęło motylka.
Nosił, bracie, wilk owce, ponieśli i wilka.
Lecz przebacz, żem zbyt w sobie zaufany wielce
Zapomniał, że grot czasem zwraca się na strzelce.
Zgoda raczéj, Wincenty! dajmy wzór dla świata,
Jak i w spółzawodniku można kochać brata.

Tak niegdyś przed wiekami, gdy do chlubnéj mety
Rycerze się dziarskiemi gonili dzianety,
Choć każdy chciwy sławy, skromnéj pełen trwogi,
Zdradą obok bieżącym nie krzyżował drogi,

I nieraz prześcigniony, godzien chwały w klęsce,
Z uśmiechem szczęśliwszego winszował zwycięzcę.
Im równie, bądźmy w walce i przyjaźni stali.
Ogień czyści nić złotą, lecz jéj nie przepali.

Gdy téj słodkiéj nadziei nie chcesz kłaść zaprzeczeń
Ziść skutek szczeréj prośby i danych przyrzeczeń,
A na chwilę prawniczéj zabywszy mozoły,
Przyjdź na wsi z przyjacielem spędzić dzień wesoły.

Nie łudź się jednak szumnéj nadzieją biesiady.
W co mój domek bogaty, tém ci będzie rady.
A choć pod wagą sréber stół się w nim nie zgina,
Choć w sklepach od Augustów nie starzeją wina:
Nie trwóż się, godny uczniu Epikura szkoły!
Znajdziesz nie twarde łoże, i nie nagie stoły.
I poeci nie samym wieszczym duchem żyją,
I nie zawsze kastalską tylko wodę piją . . .

Ale cyt! oto właśnie kiedy ten list piszę.
Śpiew północny koguta głuchą przerwał ciszę.
Przyjedź tylko, Wincenty! a zwinna i szparka
Źródło pieśni nadworna wnet mu przetnie Parka.
I w sadach już nieskąpém bogactwem jesieni,
Na wpół zgięta ku ziemi, jabłoń się czerwieni;
I na wysmukłéj gruszy, z pod zieleni wianka,
Hesperyjskim migoce blaskiem sapieżanka.
A jeśli ci i wodni smakują mieszkańce.
Są tu już zdawna w więzach wytuczone brańce,
I szczupak, mocarz stawu, co się braćmi pasie,

I złotouste karpie, i słodkie karasie,
Post pisces, vinum misces, jest starych przysłowie.
Przyjedź tylko, Wincenty! nie ręczę, lecz kto wie,
Gdy sobie nadpotrzebnych wydatków pozwolę,
Czy i szampan na wiwat nie strzeli na stole.

Lecz wiém, że mniéj dla ciała, więcéj chcesz dla duszy.
Mam dla niéj desser, który, jak me serce tuszy,
Najrychléj cię do skutku obietnic zaprosi.
Ten desser składać będą — nowiny o Zosi.
O wszystkich się z ust moich dowiesz najdowodniéj,
Trzecie słońce nie zgasło, jakem wrócił od niéj.
Spiesz więc, nim jeszcze żywo w myślach mych przytomne.
Jeśli nie — to o wszystkich dla ciebie zapomnę.
A nawet przed nią samą w końcu wyjdzie na to,
Żeś z wiernego czciciela, stał się apostatą.

1825.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Antoni Edward Odyniec.