Do Dominika

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Aleksander Fredro
Tytuł Do Dominika
Pochodzenie Dzieła Aleksandra Fredry tom XII
Data wydania 1880
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Drukarz Wł. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

DO DOMINIKA.[1]



Nie przelewki to Panie Dominiku
Stojem obydwa na trzecim krzyżyku,

Czas przestać zamki budować na lodzie,
Czas o istotnéj pomyśléć swobodzie.
Pomyśléć łatwo i myśléć nie wadzi
Lecz gdzież jest droga, co do niéj prowadzi?
Ja powiem szczérze, że w szaréj godzinie,
Gdy z lulką w ręku siędę przy kominie
I moją przyszłość chcąc roztrząsnąć ściśle,
Tak mocno ważę, tak głęboko myślę,
Zadaję, zbijam, bronię zdania własne,
Aż się zapomnę i nareszcie zasnę....
A gdy żar pryśnie, lub kłoda się stoczy
I ja się zerwę przecierając oczy,
Znów daléj myślę i myślę i myślę
A gdy świat cały obiegnę, określę,
Czy z sobą w zgodzie, czy się z sobą kłócę
Zkąd wyruszyłem, tam na końcu wrócę,
To jest, że co złe, to trzeba odmienić,
Wierz mi, dalibóg trzeba nam się żenić.
Prawda to wielka wszystko ma dwie strony,
Bywa i kłopot obok lubéj żony;
Dziś sam co robię, to dla siebie robię,
Zdaję rachunek lecz samemu sobie
I acz w mych dziełach będzie błędów wiele,
To się tak wyśpię jak sobie pościelę;
Ale gdy żona, gdy dziatki obsiędą:
„Tato pieniędzy!“ przebąkiwać będą,
A Tato goły kręci się i wzdycha.....
Ach Dominiku! Fe! To źle u licha!
No, między nami, i to nie są plotki,
Że mamy wszyscy na czole łaskotki,
Gdzie czasem nie chcąc, gdy się człek podrapie,
Zkąd i jak nie wié za wyrostek złapie.

Boże mnie chowaj bym miał tym wyrazem
Ściągnąć uwagę nad jakim obrazem,
Bym na płeć piękną zwalał całą winę....
Jeślim to myślał, niechaj zaraz zginę;
Kto więcéj winien, Bóg to sądzić będzie,
Ale tymczasem rożki widać wszędzie;
Trudno świat jednak ze złego wyplenić,
A nam dalibóg potrzeba się żenić.
I jak miarkuję przyjemnie mi będzie,
Kiedy starego rodzina obsiędzie,
A ja na środku na lasce oparty,
Po raz zapewne już dwudziesty czwarty,
Ruszę pod Moskwę, na walną wyprawę,
Daléj pod Dreznem stoczę boje krwawe,
A gdy pod Lipskiem hukną działa nasze,
Razem i dzieci i żonę przestraszę.
Lecz żart na stronę, kiedy polot myśli
Obraz nam szczęścia czasami zakreśli,
I zdobi błahe lecz lube utwory,
W kwiatów marzenia najczystsze kolory,
Cóż ściąga światło, w całym blasku stawa,
Jeśli nie miłość i stała i prawa,
Miłość szlachetnéj przewodząca parze
Z łona Rodziców przed ślubne ołtarze.
Ach, być kochanym, wszyscy szczęściem głoszą,
Mém zdaniem kochać jest większą rozkoszą,
Los kilku istot zrobić swoim losem
Czuć i żyć tylko drogich dusz odgłosem,
Dla dobra innych cenić własne życie,
Dla nich poświęcać każde serca bicie,
Światem uczynić najmniéjszą zagrodę,
Tam mieć cel pracy i pracy nagrodę

A kończąc cicho wytknięte koleje,
Za grób swój jeszcze przeciągnąć nadzieje.
Oto jest szczęście, kto go umie cenić,
Wierz mi dalibóg trzeba nam się żenić.

r. 182*


Przypisy

  1. Dominik Netrebski, przyjaciel i sąsiad Alex. Fredry.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Aleksander Fredro.