Dla polskich dzieci/Zaklęte dzwony/Legenda z dziejów polskich

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Władysław Bełza
Tytuł Zaklęte dzwony
Podtytuł Legenda z dziejów polskich
Pochodzenie Dla polskich dzieci
Data wydania 1912
Wydawnictwo „Kultura i Sztuka“
Druk Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
LEGENDA Z DZIEJÓW POLSKICH
I

Przed wiekami, przed dawnemi,
Po bałtyckich wód zwierciadło,
Na tej samej, polskiej ziemi,
Wielkie plemię się rozsiadło.

Był to naród nad narody!
Oh! jedyny dziś pod niebem...
Orał pługiem, sycił miody
I rad dzielił się swym chlebem.

Ziemię swoją macierzystą,
Ponad wszystko kochał w świecie:
Sercem czystem, duszą czystą,
Jak swą matkę kocha dziecię.

To też ziemia ta najświętsza,
Pełna była dlań ofiary:
Gdzie się wkopał do jej wnętrza,
Wszędzie skarbów miał bez miary...


Wszystko z Bożej wziął szczodroty
I na roli i pod rolą:
Miał żelazo na brzeszczoty
I chleb własną krasił solą.

A gdzie wysłał wzrok na zwiady,
Bóg go hojnem cieszył wianem:
Kwieciem śmiały mu się sady,
Łany zbożem, łąki sianem...

Zwierza w lasach miał niemało,
Wody rybne, ule rojne,
Samo życie mu się śmiało,
Pracowite i spokojne.



II

Jak nie kochać takiej ziemi,
Gdzie go w łasce swej Bóg chował?
I gdzie wspólnie z braćmi swemi,
Żył poczciwie i pracował?

Inne ludy, dziwna siła,
Wśród bezmiernych stron rozmiata,
Dlań kolebka i mogiła,
Granicami były świata.

Z sąsiadami żył on w zgodzie,
Chętny w radzie i w posłudze,

Równy możnym w swej zagrodzie,
Nie łakomił się na cudze.

Jak łza czysty i bez skazy,
Sercem prosty, szczery w słowie,
Mord, rabunek, — te wyrazy,
Obce były jego mowie.

Był on mężny, lecz nie męstwem,
Co to nie zna żadnej tamy;
Nie upajał się zwycięstwem,
Krwi nie pragnął dla krwi samej...

I gdy nieraz wróg zbłąkany,
Do drzwi jego zakołata:
Skoro przyjął go w swe ściany,
Już w nim widział tylko brata.



III

Niech gadają dawne dzieje,
Powieść ludu, pieśń natchniona,
Jaki duch z tej ziemi wieje
I czem niegdyś była ona?

Niech się ozwą świadki żywe,
Co na wielkość jej patrzyły:
Ludzie, czasy, dęby siwe
I kurhany i mogiły.


O! tak, — wielką była ona,
W majestacie swojej chwały!
Ach! i wtedy swe ramiona,
Roztaczała na świat cały!

Ludy, widząc ład odwieczny,
Z zaufaniem biegły do niej:
I trzech koron blask słoneczny,
Bił jej wówczas z jasnej skroni.

Stąd królewskie brano córy,
By zdobiły obce trony;
Tu wyzuty z swej purpury,
Król się chronił bez korony.

Tu o prawa, tu o berła
Wyciągano zewsząd dłonie...
O! bo Polska, jako perła,
Lśniła ludom w ich koronie!

Zdobna Bożym majestatem,
Spichlerz ludów i skarbnica:
Dziewięć wieków szła przed światem,
Jak u żniwa przodownica.

Pierś jej stała za przedmurze
I za ludzkość i świat cały...
Grom północy, wschodnie burze
Z rykiem u jej stóp konały.


A gdy w długim, ciężkim znoju,
Świat miłości stracił słowo:
W sercu Polski jak we zdroju,
Bóg odrodził je na nowo.



IV

O! miłości nasza święta,
Cenna perło w serca toni,
Któż bo łask twych nie pamięta,
Nie zna ciepła twojej dłoni?

Już u Gopła, pod Kruszwicą,
Mogły poznać cię narody,
Kiedy dziwną tajemnicą,
Rozmnożyłaś chleb i miody...

Gdy lud mnogi, stutysięczny,
Z gościnnością przodków starą,
Podejmował Piast ów wdzięczny,
Złocistego miodu czarą.

Wielka w tobie leży cnota,
Co nas strzeże od pogromu;
Ty otwierasz chętnie wrota
I rozszerzasz ściany domu...

W tobie leży czar nielada
I zaklęty skarb miłości,

W tobie lud swe serce składa:
Polska nasza gościnności!



V

Niechaj mówią jezior tonie,
Głębie naszych wód bezdenne,
Co tam kryją w swojem łonie,
Jakie skarby drogocenne?

Gopło! otwórz swe przepaście,
Z których tyle podań trysło,
I o starym powiedz Piaście...
Mów o Wandzie, sina Wisło!

Pograniczny Dnieprze, Odro,
Rzeki, wody Polski całej,
Wyśpiewajcie piersią modrą,
Pieśń dziejowej naszej chwały!

Bo jak polskich dziejów fale,
Czystem biegły wciąż korytem,
Tak i w waszych wód krysztale,
Bóg je pierwszym odbił świtem.



VI

Jest jezioro jedno słynne,
Co pod Gnieznem lśni zamknięte,
Które dotąd usta gminne,
Od wiek wieków zowią „święte“.


W niem, jak z baśni dociec można,
Co w swój urok je spowiła:
Niegdyś Mieszka dłoń pobożna,
Bóstwa pogan tu topiła.[1]

I tu, podług wieści starej,
Co z ust do ust leci chyża:
Po raz pierwszy światło wiary,
Błysło Polsce z ramion krzyża.

Czemuż jednak wód tych tonie,
Lud omija w nocną ciszę?
Czemu rzadko na ich łonie,
Łódź rybacka się kołysze?

Bo lud wierzy w swej pokorze,
Że gdy wicher fale zwełnia,
Świat zaklęty w tem jeziorze,
Tajemnice swoje spełnia.

I choć wieków przeszło tyle
I burz tyle ponad falą:
Duchy w wodnej swej mogile,
Starym bogom wciąż się żalą.



VII

Gopło! źródło ty natchnienia,
Dumne dziejów tajemnicą:

Witaj! zdroju odrodzenia,
Narodowych cnót chrzcielnico!

Kiedy silniej pierś uderzy,
W takt dziejowym Polski godom,
Zawsze wzrok mój i myśl bieży,
Ku przejrzystym twoim wodom.

W nich przegląda przeszłość cała,
W nich mi błyska duch narodu:
Owa Piasta chatka biała,
Owe wonne plastry miodu...

I tej wieży szczyt ogromny,
Co się wśród otchłani sroży,
Jako świadek wiekopomny,
Gniewu ludu — pomsty Bożej.

W nich zaranie dziejów świeci,
Co się zmienia w świt wspaniały;
Tylko patrzę — rychło wzleci,
Pod obłoki orzeł biały?

Rychło Wojciech ów mąż Boży,
Chrztem zbawienia skroń mą zrosi?
Rychło wrota Piast otworzy
I do chaty mię zaprosi?


O! przestworzu wód szeroki!
O! jezioro ty natchnione!
Za te czary i uroki,
Bądź po stokroć pozdrowione!



VIII

W świętojańską noc czerwcową,
Obyczajem jest u gminu,
Że dziewczyna w Wisłę płowa,
Rzuca wieniec z rozmarynu;

A u brzegu chłopiec młody,
Kwiat rzucony chwyta w locie,
I oboje z biegu wody,
Wysnuwają guseł krocie.

Jakaż postać dziś tu kroczy,
Tak wspaniała a tak rzewna?
Jak sierota w łzach ma oczy,
A spogląda jak królewna?

Szata na niej złotolita
I korona zamiast wianka?
Cyt! czekajcie: pewnie spyta,
Wód Wiślanych o kochanka?

Lecz nie... słówka rzec nie raczy...
Zimna stoi jakby z głazu,

Ni nadziei, ni rozpaczy,
Nie ma w oczach jej wyrazu.

Potem zdejmie djadem z głowy
I zawiedzie głośne żale:
„Płyń mi, wianku mój cierniowy,
„Przez wiślane, srebrne fale...

„Na doliny i na góry
„Roznoś skargi moje łzawe,
„Mów, że polskiej ziemi córy,
„Śmierć przenoszą nad niesławę!...

„Niech się długo nie ucisza
„Głos, co smutne serce roni:
„Mów, że nigdy dłoń przybysza,
„Nie posiądzie Polki dłoni!

„Nieś przestrogi groźnej słowa,
„Po przezroczu wód szerokiem:
„Córy polskie sam Bóg chowa —
„Przed łakomem wrogów okiem!“

I z tem, drżąca i spłoniona,
Niby rybka w tonie pluska;
Fala lekko potrącona,
Mieni się jak srebrna łuska.


Chwilę krótką, Wisły wody,
Drgały dreszczem w głębiach fali,
Lecz po chwili, bez przeszkody,
Znów jak przedtem biegły dalej...

O! wy fale Wisły płowe,
Wiecież coście pogrzebały?
Nie dziewicę, nie królowę,
Lecz narodu klejnot cały...

Płyńcież cicho nad ofiarą,
Jęcząc skargi żałosnemi,
I wciąż dzwońcie jej pieśń starą:
Wanda leży w naszej ziemi!“



IX

O! minionych lat postacie,
Piasta, Wandy wy rówieśni!
W legendowej swojej szacie,
Na zaklęcie wstańcie pieśni!

O! wy ziemi tej zaszczyty,
Wojownicy pełni sławy,
Wzruszcie zimne swe granity,
Ziemomysły, Przemysławy!

Niech ta przeszłość z pod mogiły,
Na zaklęcie pieśni wstanie!

Wskrześ ją słowem pełnem siły,
Stary wieszczu nasz, Bojanie![2]

Mów o owych dniach uroku,
Które żyją w podań echu:
O wawelskim powiedz smoku,
O Krakusie i o Lechu.

Zwróć się, zwróć w te czasy lepsze,
Gdy Bolesław, król nasz śmiały,
Dźwięczne surmy kładł po Dnieprze,
Aby sławą jego brzmiały!

Bo któż godniej z podań czary,
Niedosnutą baśń opowie,
Jeśli nie ty, wieszczu stary,
Coś przy dziejów stał budowie!



X

Jest gród w Polsce ponad grody,
Wyniesiony okazale:
Pod nim srebrne Wisły wody,
Cicho toczą swoje fale.

Gród ten dawny ma początek,
Bo przedświtu dziejów sięga;
Pełen wspomnień i pamiątek,
Jak pisana dziejów księga.


A legenda o nim taka,
Ku sędziwej jego chwale:
Że za króla jeszcze Kraka,
Na wawelskiej usiadł skale.

Gród to święty i dostojny:
Bo za dawnej w nim pamięci,
Żył Jan Kanty bogobojny
I mężowie żyli święci...

W cnotach rosły tutaj domy,
Cne Bonary, Odrowąże:[3]
To też łaski znak widomy,
Dzieje miasta z niebem wiąże.

I niedarmo serce wieszcze,
Zwraca się do tego grodu;
Bo przeczuwa, że w nim jeszcze,
Żyje czerstwy duch narodu.

Każdy głaz tu w prochu legły,
Ma osobne swoje dzieje...
Z każdej niemal tutaj cegły,
Duch przeszłości naszej wieje...

Wśród przeróżnych dziwów wielu,
Niemych świadków lepszej doby,
Jest tam zamek na Wawelu,
I królewskie są tam groby...


I świątynia jest wspaniała,
Równej niema ziemia lacka;
Z niej ku niebu, niby strzała,
Biegnie wieża Maryjacka.

A z pod wieży tej sklepienia,
Na dalekie sioła, wioski,
Hejnałowe biją pienia,
W cześć Maryi Częstochowskiej.

I jest Skałka — a z jej ściany,
W drzew ukryty zieloności,
Patrzy kościół murowany,[4]
Niby oko Opatrzności.

O! promienneż jest to oko,
Że aż przed niem gwiazdy bledną,
Które czuwa wciąż wysoko,
Nad ojczyzną naszą biedną...

Co jak gwiazdka utajona,
Całej Polski głąb przenika:
Wzrok pierwszego jej Patrona,
Stanisława męczennika.

O! Ty Bożych łask szafarzu!
Przy cudownym Twoim grobie —
Na ojczyzny dziś cmentarzu,
Stróżu Polski — pokłon Tobie!



XI

Oto wchodzę pod sklepienie,
Tej świątyni na Wawelu:
Pokój wam, o wielkie cienie,
Co tu spicie od lat wielu...

Pokłon wam i cześć niezłomna,
W tych dniach smutku i żałoby:
O katedro wiekopomna,
O królewskie nasze groby!

Płonna lampka blask swój siny,
Po zakątkach drżąc zatacza,
I do ojców mych dziedziny,
Przyprowadza mię tułacza...

Jak tu cicho i jak błogo,
Pod mogiłą tą podziemną!
Prócz mnie — niema tu nikogo,
Tylko jeden Bóg nademną...

Tylko smutne te kolumny,
Jak cyprysów rząd na grobie...
Tylko te królewskie trumny,
Co zamknęły wszystko w sobie...



XII

Jakieś cienie tajemnicze,
Wysuwają się z ukrycia:
O! poznaję ich oblicze,
Jakbym widział je za życia!

Widzę was tu w tej świątnicy,
Zygmuntowie wielcy nasi!
Miecz połyska wam w prawicy,
Wawrzyn czoła wasze krasi...

Widzę was, o cne postacie!
Mądrość bije wam od czoła,
Słodycz dziecka w oczach macie,
A miecz w dłoni — archanioła!

Wasze prochy tu dostojne,
W tej świątnicy odpoczęły...
Widzę was o duchy zbrojne,
Batorego i Jagiełły...

Widzę wielkość mej Ojczyzny,
Co pod pieczą waszą rosła,
A dziś stoi wśród mielizny,
Jak samotna łódź bez wiosła...

Nad nią burza ryczy dzika,
Fala nawę w przepaść chłonie,

Znikąd gwiazdy ni sternika,
Coby wiodły ją przez tonie...

Czemuście mi poznać dali,
Wielkość dawną w tej zamroczy?
Wstyd mi czoło moje pali,
Nie śmiem stanąć wam przed oczy...

Cóż ja biedny, cóż wam rzeknę,
Gdy staniecie groźni, niemi?...
Chyba do was się ucieknę,
O! anioły naszej ziemi!

Chyba pójdę, skąd nad groby,
Krzyż promienny wiara dźwiga:
Tam mej troski i żałoby,
Ulituje się Jadwiga...

Pójdę bolem rozszalały,
Do stóp świętej tej postaci,
I zapytam drżący cały:
„Matko! — kto mi łzy zapłaci?“[5]



XIII

Dziejów naszych księgo złota,
Wielka w tobie moc zamkniona:
Na dnie twoim leży cnota,
Niby perła utajona!


Snopy blasków i promieni,
Rozsypujesz dziejom na tło,
Nie znasz mroków ani cieni,
Samo w sobie skupiasz światło.

Tyś jak jutrznia jest różowa,
Co wesela blaskiem płonie...
I nie darmo „Gwiazd Królowa“
W polskiej świeci nam koronie.

I niedarmo, Polsko miła,
Sztandar wiary niosłaś górą,
Boś ty jedna godną była,
Bożej Matki zwać się córą.

Już u dziejów swych kolebki,
Poszłaś w niebo orlim lotem!
Już żył w tobie ten duch krzepki,
Co jak olbrzym wyrósł potem...

Już twa słodycz i gościnność,
W siwym Piaście się skupiła;
Już ofiary cnej powinność,
Z Wandą w cichy grób zstąpiła.

Dotąd duch ten czuwa stary,
Na mogile twych pamiątek,
Duch miłości i ofiary,
Co dał dziejom twym początek!



XIV

Jest w Karpatach góra wielka,
Wyniesiona ponad inne,
Jak cudowna karmicielka,
Czarem poi serca gminne.

Szczyt jej wiecznie po za chmurą,
Ginie w rąbku śniegów białym,
Lud ją zowie „Babią górą“
Stąd, że matczy Tatrom całym.

Duch podania, co z niej wieje,
Włada w pełni wśród tej dziczy,
I na całe nasze dzieje,
Rzuca urok tajemniczy.

Nieraz, gdy noc padnie głucha,
A wiatr w zeschły liść szeleści,
Grono prządek trwożnie słucha,
Czarodziejskiej opowieści.

Na odźwierku blask łuczywa,
Fantastyczne rzuca cienie,
A staruszka, babka siwa,
Budzi dawnych lat wspomnienie.

I gdy rąbek ich odsłania,
To jak wróżka kiedy wieści:

Taka moc w niej przekonania,
Taka siła w jej powieści...

Coraz wolniej mkną wrzeciona,
Coraz ciszej w gwarnym chórze,
Dziatwa słucha rozmarzona,
Baśni o zaklętej górze.



XV

Wieki płyną — jak w tej stronie,
Nie za ludzkiej już pamięci,
W tajemniczem góry łonie,
Wojownicy spią zaklęci...[6]

Skąd tu przyszli, kiedy, poco?
Próżno pytać wieści głuchej,
Dość, że nieraz ciemną nocą,
Długim sznurem mkną tu duchy...

Nieraz słychać tu chrzęst broni
I stłumiony gwar człowieczy,
Brzęk ostrogi, rżenie koni
I ostrzenie stalnych mieczy,

A gdy burza pomknie dzika,
Poprzez nagie Tatr ogromy,
Góra z grzmotem się odmyka
I duch staje w niej widomy.


Stoi, patrzy w dal głęboką
I poświstu wichrów słucha,
Nieruchome jego oko,
Zdradza ognie jego ducha.

Szyszak mu na skroni błyska,
Pierś rozsadza pancerz twardy,
Głownię miecza w dłoni ściska,
Stoi, patrzy rycerz hardy.

Cisza wkoło... żadne zgoła
Nie wstrząsają ziemi dreszcze...
„Czy już pora?“ rycerz woła —
A głos z góry grzmi: „Nie jeszcze!“

I znów grom po gromie spada,
Jak w dzień sądu ostateczny,
Góra z jękiem się zapada
I duch wraca na sen wieczny.

Lecz niedługo już snu tego,
Stara babka dziatwie wróży:
Za chwilami chwile biegą,
Słońce wstaje znów po burzy...

Wkrótce wzejdzie dzień słoneczny,
Dzień zbawienia, dzień otuchy,
Co z pościeli zbudzi wiecznej,
Pod tą górą spiące duchy.


Wstaną one, miecz przypaszą,
Na cisawe konie wsiędą,
I za świętą sprawę naszą,
Z zaborcami walczyć będą.

Bo nie żadna siła ludzi,
Przyjdzie w pomoc Polsce świętej:
Tylko ten ją duch obudzi,
Co w tej ziemi spi zaklęty!



XVI

Duchu Polski wiecznie żywy!
Mimo ciosy co dnia krwawsze,
Mimo wroga ręki mściwej,
Nieśmiertelny, żyjesz zawsze!

W tobie wiara i otucha,
W tobie port nasz i zbawienie;
Tyś Bożego cząstką ducha,
Więc i wieczne twe istnienie!

W tobie tkwi to wieszcze słowo,
Co pomimo zniszczeń dzieła,
Grzmi nad płytą pogrobową:
„Jeszcze Polska nie zginęła!“


Dla polskich dzieci page0167.jpg



Przypisy

  1. O jeziorze świętem w Wielkopolsce, po dziś dzień przechowuje się tradycya, że w niem odbył się chrzest Polski.
  2. Bojan — podług podania — najstarszy wieszcz słowiański.
  3. Zamożna rodzina Bonarów, osiadła od XIII w. w Krakowie, słusznie chlubić się może szeregiem dobrze zasłużonych niebu i ojczyźnie synów. Z tejto rodziny wyszedł Izajasz, zakonnik reguły Augustyanów, policzony w poczet błogosławionych; Jan, żupnik krakowski i doradca króla Zygmunta I,cieszący się pełnem jego zaufaniem; Seweryn, orędownik i mecenas piśmiennictwa ojczystego i w. i. Rodzina ta wygasła przy końcu XVI wieku. — Odrowąże słynęli z cnót i świątobliwości. Sławny Iwo Odrowąż, biskup krakowski i kanclerz Leszka Białego, czczony jako święty, fundował Kościół N. M. Panny w Krakowie; — z rodziny tej wyszli: św. Jacek, św. Czesław i śta Bronisława.
  4. Mowa tu o Skałce pod Krakowem, na której wznosi się kościółek św. Stanisława, pierwszego męczennika Polski, który, jak wiadomo, padł z ręki Bolesława Śmiałego.
  5. Nic tak nie maluje tkliwego serca Jadwigi jak owo historyczne wstawienie się tej dostojnej pani za uciśnionymi przez dworzan królewskich kmiotkami gnieźnieńskimi. — W dziejach całego świata nie znam piękniejszego nad powyższe wyrażenia.
  6. O zaklętych rycerzach w Karpatach, słyszałem na miejscu legendę z ust górali.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Bełza.