Przejdź do zawartości

Dla dorosłych i zdrowych

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Gabriela Zapolska
Tytuł Dla dorosłych i zdrowych
Pochodzenie W zamyśleniu
Wydawca „Lektor“ Instytut Literacki Sp. z o.o.
Data wyd. 1923
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały zbiór
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


DLA DOROSŁYCH I ZDROWYCH.



 Przez okno, razem z iście jesienną pogodą — z liśćmi żółkniejącemi, które wicher od lasów niesie — wpada ku mnie ucieszna wieść.
 Podobno „u Lwowi“ — jest heca o „Metresę“...
 O niegraną jeszcze nigdy sztukę, którą ośmieliłam się napisać i miałam nieszczęście mówić o niej tu i ówdzie. Nazwałam ją „Metresą“... I ten tytuł wydał mi się niezmiernie prostym i naturalnym i ani na chwilę mi nie pozostało w umyśle, że gdzieś zrodzi się grzeszna myśl i że ktoś uczuje się zmysłowo podrażnionym już tem samem słowem.
 Ale — powinnam była pamiętać, że są niestety ludzie chorzy, którym np. widok damskiego bucika wystarcza, aby popadli w miłosne ekstazy i czuli się „podrażnieni“... Co jednak komiczne w tej sprawie, to jest to, że zastanawiają się na razie „tysiącem młodzieży szkolnej“ — która jakoby ma się pytać swych rodziców, co znaczy słowo „Metresa“...
 I tu zachodzi nieporozumienie wieczyste u nas i w naszem społeczeństwie. Oto dzieciom pozwala się ciągle i zawsze wtrącać noski do wszystkiego. Wskutek tego wszystkie przejawy naszego życia muszą się ściągać i normować do umysłów, nie rozwiniętych jeszcze, nie pełnych życiowo. I tak — pisarzom narzuca się formę pisania dla dzieci — a gdy ktoś wykroczy poza nią, gdy ktoś chce pisać o życiu pełnem, nieskonstruowanem pod względem namiętności, albo tych objawów, które zawierąjązawierają w sobie Cud najwyższy, bo cud tworzenia życia przez życie samo, nazywa się tego pisarza „pornograficznym“, szkaluje się go i obraża całą jego twórczość, ciskając nań błotem, odmawiając mu szerokiego światopoglądu i zrozumienia tego, co się szlachetnością w dziedzinie twórczości nazywa.
 A wszystko dlatego...
 Bo — tysiące dziatwy szkolnej...

............................................

 Ja nie pretenduję bynajmniej do laurów pisarki dla dzieci. Ja cenię bardzo i podziwiam poprostu genialną giętkość, z jaką ci, którzy piszą dla „dziatwy“, umieją przystosować się do nie rozwiniętych jeszcze, a tak cudnie wrażliwych dziecinnych umysłów, ale dla mnie to jest niemożliwe i nie mam w tym kierunku zdolności. Piszę więc dla dorosłych.
 I dla zdrowych.
 To jest dla tych, którzy nie mają zboczeń seksualnych, lub którym zbyt rozbawione życie nie rozklekotało tak wrażliwości zmysłowej, iż w buciku kobiecym widzą świat lubieżności, a w tytule sztuki marzą się im pornografje niebywałe i sadyczne.
 Piszę dla ludzi normalnych, a przedewszystkiem mających tak zdrowo ugruntowane pojęcie życiowe, iż żaden zbiór sylab, brzmiących tak lub tak, nie wyprowadzi ich na szalone pola przypuszczań i domyślników. Piszę od lat tylu zawsze w jednym i tym samym kierunku, pomimo, iż niema chyba pisarza na świecie, na którego by nie rzucano się z taką zajadłością, jak na mnie. Walczyłam i walczę zawsze z fałszywą moralnością, z obłudą zgniłą i szkodliwą... I powtarzam: pisząc „Przedpiekle“ i „Córkę Tuśki“ — nie pisałam dla dzieci, ale piszę o dzieciach dla starszych...
 I mam tę dumę i ambicję, że jestem czytaną, odczutą i zrozumianą.

............................................

 Widziałam raz chłopczyka, który namawiał drugiego, aby z nim poszedł do stodoły — bo ma do czytania „coś nieprzyzwoitego“. Byłam bardzo ciekawa, co to być mogło. Sądziłam — Boccacio, Mendez.Mendez, Kochanowski, Przybyszewski, Armand Silvestre, Brantome, Zapolska — słowem ktoś z tego grona pornografów, potępionych przez ogół. I oto, co widzę?... Moja dziatwa czyta pilnie „Żywoty Świętych“ Skargi...
 Rodzice naturalnie bardzo się cieszą, że tak pobożną lekturą są dzieci ich zajęte. Ci rodzice, którzy widzą tylko — tytuł.
 Ci, którzy w kłopocie czuliby się, zapytani; co znaczy — metresa.
 A gdy na afiszu jest naprzykład taki tytuł, jak Syn marnotrawny albo Niby małżeństwo...
 Czy te tysiące dziatwy szkolnej nie zapytają — „co to?“...
 Albo na wystawie księgarskiej tytuły książek, nietylko beletrystycznych, ale medycznych, często zupełnie jasnych, nie potrzebujących komentarzy — albo w dziennikach sprawozdania z procesów zbrodni seksualnych, ogłoszenia — czy wszystko to powinno także być wyrzucone z życia ludzkiego, bo są przecież „dzieci“?...

............................................

 Więc my — ludzie dorośli — mamy już nie żyć, nie istnieć, dlatego, że dzieci są także na świecie? Co to może obchodzić kogoś, będącego w pełni rozwoju umysłu, że ktoś rozpuścił tak swoje dzieci, iż wdzierają się wszędzie poza nakreślone im kadry. Młodzież ma swoje przedstawienia i na te uczęszcza.
 O te przedstawienia upominałam się zawsze bardzo i sztuki moje takie, jak „Tamten“, „Sybir“, „Dąbrowa górnicza“ chyba mogły śmiało zająć miejsce w repertuarzu przedstawień dla młodzieży.
 Lecz w imieniu moich kolegów-pisarzy i swojem mam prawo upomnieć się chyba, aby nie czyniono z nas gwałtem pisarzy dla dzieci i dorastającej młodzieży, skoro do tego nie mamy inklinacji. Trzeba pamiętać, że wiek dojrzewania trwa lat kilkanaście a wiek dojrzały trwa lat kilkadziesiąt. Muszą więc być pisarze, malarze, rzeźbiarze, i wogóle musi być norma życiowa przystosowana do tych lat kilkudziesięciu.
 Zagranicą teatry są wypełnione np. mężatkami, a panny chodzą na specjalne dla nich przedstawienia. Nikt się tam nie gorszy, bo ci, na których „działa“ byle co podniecająco, albo się leczą, albo idą na balet, albo zezują na pocztówki, zalegające sklepy z przyborami szkolnemi. Można więc pisać bez obawy i bez obłudnego skrępowania. Tam ogół czytający potrafi wybornie odróżnić pornografję od jasnego i zdrowego piśmiennictwa.
 Nikt nie zarzuci np. takiemu Mirbeau, że jest pornografem, choć jego „Memoires d’une femme de chambre“ u nas wliczonoby do ostatniego steku pornografji światowej. Tam o Mirbeau mówi się z wielkim szacunkiem i traktuje się go, jak wielkiego i poważnego pisarza. Ale tam dzieci rozwijają się normalnie, są dziećmi, potem dorastającą młodzieżą, t. j. tym jasnym, czystym promieniem życiowem, tem kwieciem, rozjaśniającem wiosennie łąkę egzystencji ludzkiej — a nie czemś butnie uzurpującem sobie prawa teroryzowania ludzi dorosłych, będących już w pełni rozwoju umysłowego.

............................................

 A dalej słowo „metresa“ jest u nas zupełnie błędnie zrozumiane. Pochodzi ono od słowa francuskiego maitresse, co znaczy pani, władczyni. U nas jest to równoznaczne ze słowem obelżywem kobiety sprzedajnej. We Francji maitresse ma godność kochanki, kobiety kochającej i kochanej. Metresą Vailiante’a, tego zgilotynowanego anarchisty, który pozostanie zawsze jedną z najpromienniejszych postaci XIX stulecia, była ta brzydka, głucha nędzarka, Eliza, która tak tragicznie czepiała się krat pałacu Elizejskiego, wołając z tą bezdenną, wzruszającą kamienie rozpaczą:
 — Grâce! grâce!...
 I cała prasa z wielką czcią i szacunkiem pisała o tej kobiecie — a pisała przecież zawsze... La maitresse de Vaillant...
 Żona może być metresą męża. Może być jego panią, władczynią — kochanką... Może być — metresą.
 W chorobliwych wyobrażeniach przy słowie metresa snują się barwne jedwabie, pojazdy, konie, pałace i blask brylantów..
 A w rzeczywistości mogą być łachmany, głód, chłód.
 I tylko — serce.
 Ta wielka w życiu rzecz...

............................................

 Mój tytuł „Metresa“ byłby niewłaściwy w bibljotece Teatrów dla dorastającej młodzieży — niewłaściwy na afiszu, gdy ma być dane przedstawienie dla młodzieży szkolnej, lub dla panienek.
 Ale najzupełniej odpowiedni, skoro idzie o przedstawienie sztuki, którą mają wysłuchać ludzie zdrowi fizycznie i moralnie, t. j. ci, których bucik kobiecy — jest tylko bucikiem.
 To jest — ludzie dorośli — i zdrowi...






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Gabriela Zapolska.