Diabeł o trzech złotych włosach
| <<< Dane tekstu >>> | |
| Autor | |
| Tytuł | Diabeł o trzech złotych włosach |
| Pochodzenie | Sześć łabędzi oraz inne bajki |
| Wydawca | Księgarnia Literacka |
| Data wyd. | [1930] |
| Druk | Drukarnia P. Brzeziński |
| Miejsce wyd. | Warszawa |
| Tłumacz | Franciszek Mirandola |
| Tytuł orygin. | Der Teufel mit den drei goldenen Haaren |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Cały zbiór |
| Indeks stron | |
Pewnej biednej kobiecinie urodził się synek, ponieważ zaś przyszedł na świat okryty skórą szczęścia, przeto prorokowano, że mając lat czternaście poślubi królewnę. Zdarzyło się, że do wsi przybył król, a nikt nie wiedział, iż jest królem, gdy zaś pytał o nowiny, powiedziano mu:
— W tych dniach przyszedł na świat chłopiec okryty skórą szczęścia. Co przedsięweźmie tak urodzony człowiek, powieść mu się musi. Wyprorokowano też, że doszedłszy 14 lat, poślubi królewnę. Król ten miał złe serce, rozgniewany tedy wróżbą, poszedł do rodziców chłopca. Udając życzliwość, powiedział:
— Jesteście biedacy, powierzcie mi swego syna, a ja go zaopatrzę we wszystko.
Wzbraniali się zrazu, ale gdy nieznajomy zaofiarował im dużą sumę, pomyśleli:
— To dziecko szczęścia. Wszystko musi mu wyjść na korzyść.
Przystali więc i oddali nieznajomemu dziecko.
Król włożył chłopca w pudło, odjechał, dotarłszy zaś do głębokiej wody, rzucił w nią pudło i powiedział do siebie:
— Uwolniłem mą córkę od niepożądanego zalotnika.
Ale pudło nie poszło na dno, płynęło jak łódź, nie wcisnęła się w nie kropla wody. Przepłynęło tak daleko, aż zatrzymało się na jazie młyńskim, o dwie mile od królewskiej stolicy. Młynarczyk, stojący tam, na szczęście przyciągnął je osęką, sądząc, że znajdzie wielki skarb, gdy jednak otworzył pudło, ujrzał ślicznego chłopca, rzeźkiego i wesołego wielce. Zaniósł go do młynarstwa, że zaś nie mieli dzieci, przeto uradowali się i rzekli:
— To dar od Boga!
Pielęgnowali i chowali znajdę, a chłopiec wzrastał w cnotach wszelakich.
Pewnego dnia król schronił się przed burzą do młyna i spytał młynarzy, czy ten dorosły już chłopiec jest ich synem.
— Nie — odpowiedzieli. — Jest to znajda, który przed laty czternastu przypłynął tu w pudle i został wyłowiony przez młynarczyka.
Król domyślił się odrazu, że to musi być owo dziecko szczęścia, przeto rzekł uprzejmie:
— Dobrzy ludzie, czy chłopiec ten nie mógłby zanieść mego listu do królowej. Dam mu w zapłacie dwa dukaty.
— Stanie się wedle rozkazu Waszej Królewskiej Mości, — odpowiedzieli i kazali się chłopcu sposobić do drogi.
Król napisał długi list, w którym rozkazał:
— Gdy tylko chłopiec odda ten list, należy go zaraz zabić i pochować, tak, by było po wszystkim, zanim wrócę.
Chłopiec ruszył z listem w drogę, ale zabłądził i znalazł, się wieczorem w gęstym lesie. Ujrzał w ciemności błyszczące światełko i dotarł niedługo do małego domku. Gdy wszedł, zastał przy kominku siedzącą samotnie starą kobietę. Zobaczywszy chłopca, przeraziła się i spytała:
— Skądże idziesz i dokąd zmierzasz?
— Idę z młyna do Jejmości Królowej Pani z listem, ale zbłądziłem w lesie i radbym tu zanocować.
— Biedny chłopcze! — odparła kobieta. — Zaszedłeś do domu rozbójników, którzy cię zabiją, gdy tylko wrócą.
— Niech przychodzi, kto chce! — rzekł chłopiec. — Nie boję się, jestem przy tym tak zmęczony, że dalej iść nie mogę! — To rzekłszy, legł na ławie i zasnął.
Niedługo potem wrócili rozbójnicy i spytali ze złością, co to za nieznajomy chłopiec śpi w ich domu.
— Ach! — odparła kobieta. — Jest to niewinne dziecko, zabłądził w lesie i przytuliłam go z miłosierdzia. Ma polecenie zanieść list królowej.
Rozbójnicy otwarli list i przeczytali, że chłopiec ma zostać zabity zaraz po odniesieniu listu. Nawet zatwardziałe serca zbójców doznały wzruszenia, dowódca podarł list i napisał inny, gdzie przykazał by chłopcu, gdy tylko przyjdzie, dano królewską córkę za żonę. Zostawili go potem spokojnie na ławie do rana, a gdy się obudził, dali mu list i wskazali dobrą drogę. Królowa przeczytała list króla i uczyniła wedle słów jego. Urządziła wspaniałe wesele i dziecko szczęścia poślubiło królewnę. Ponieważ chłopak był piękny i miły, żyli sobie oboje szczęśliwie.
Po pewnym czasie wrócił król na zamek i przekonał się, że proroctwo się spełniło, a dziecko szczęścia ma jego córkę.
— Jakże się to stało? — spytał. — Dałem w liście całkiem inny rozkaz.
Królowa podała mu na te słowa list i poprosiła, by go sam przeczytał. Gdy to uczynił, spostrzegł, że list jego został zmieniony na inny. Spytał tedy młodzieńca, co zrobił z powierzonym listem i czemu przyniósł inny.
— Nie wiem o niczym! — odparł. — Musiano mi go przemienić w nocy, gdym spał w lesie.
Wówczas rozgniewał się król i rzekł:
— Nie przyjdzie ci to tak łatwo! Kto chce mieć córkę moją, musi mi przynieść z piekła trzy złote włosy z głowy diabła. Jeśli dokażesz tego, to po powrocie zabierzesz sobie z powrotem królewnę.
W ten sposób chciał król pozbyć się raz na zawsze młodzieńca. Ale dziecko szczęścia odpowiedziało:
— Przyniosę złote włosy, gdyż nie boję się diabła.
Potem pożegnał się i ruszył na wędrówkę.
Niedługo zaszedł do wielkiego miasta, a gdy go stróż bramy pytał, jakie ma rzemiosło i co umie, chłopiec odpowiedział:
— Umiem i znam wszystko!
— Jeśli tak, — rzekł strażnik, — to uczyń nam przysługę i powiedz, czemu studnia na placu targowym, która dawniej tryskała winem, teraz wyschła i nie chce dawać wody!
— Dowiecie się tego! — oświadczył. — Musicie jeno zaczekać, aż wrócę!
Poszedł dalej i dotarł do innego miasta. Tutaj spytał go ponownie strażnik, jakie zna rzemiosło i co umie.
— Umiem i znam wszystko! — rzekł młodzieniec.
— W takim razie, — poprosił strażnik — uczyń nam przysługę i powiedz, czemu drzewo naszego miasta, rodzące dawnej złote owoce, teraz nie wydaje nawet liści.
— Dowiesz się tego, — oświadczył — musicie jeno zaczekać, aż wrócę!
Poszedł dalej i dotarł do wielkiej rzeki, przez którą musiał się przeprawić. Przewoźnik spytał go i tu, jakie zna rzemiosło i co umie.
— Umiem i znam wszystko! — odrzekł młodzieniec.
— Tedy uczyń mi przysługę i powiedz, czemu muszę ciągle pływać tam i z powrotem, a nikt mnie nigdy nie zastąpi.
— Dowiesz tego tego! — rzekł. — Musisz jeno zaczekać aż wrócę!
Przeprawiwszy się przez wodę, trafił do bramy piekieł. Było tam czarno i pełno sadzy, a diabeł właśnie wyszedł z domu. Młodzieniec zastał jeno babkę jego, siedzącą w wielkim fotelu z poręczami.
— Czegóż chcesz? — spytała i nie miała przy tym wcale tak bardzo złej miny.
— Chciałbym dostać trzy złote włosy z głowy diabła! — odparł. — Inaczej będę musiał oddać moją żonę.
— To rzecz nielada! — powiedziała. — Gdy diabeł wróci, będzie z tobą źle, ale żal mi cię, więc spróbuję pewnego sposobu.
To rzekłszy, przemieniła go w mrówkę i poleciła:
— Wleź we fałdy mojej spódnicy, tam będziesz bezpieczny.
— Dobrze! — powiedział. — Ale chciał bym wiedzieć jeszcze trzy rzeczy. Czemu studnia tryskająca dawniej winem, wyschła i nawet wody nie daje? czemu drzewo, rodzące dawniej złote owoce, nie wydaje teraz nawet liści? i czemu przewoźnik musi ciągle płynąć tam i z powrotem, i nikt go nie zastąpi?
— Trudne to pytania, — odparła. — Ale siedź tu cicho i słuchaj, co będzie mówił diabeł, podczas gdy mu wyrwę trzy złote włosy.
Za nadejściem wieczora wrócił diabeł do domu. Zaledwo wszedł, poczuł, że powietrze nieczyste.
— Czuję tutaj ludzkie mięso! — powiedział. — Coś tu nie wszystko w porządku!
Zaglądał we wszystkie kąty, ale nie mógł niczego znaleźć. Babka zburczała go i zawołała:
— Dopiero pozamiatałam, ty zaś wszystko przewracasz do góry nogami! Ciągle ci swędzi w nosie ludzkie mięso! Ot, lepiej siądź do wieczerzy i basta!
Gdy zjadł i wypił, uczuł zmęczenie, a babka położyła jego głowę na swych kolanach i powiedziała, że chce go trochę poiskać.
Za chwilę zasnął i zaczął głośno chrapać. Wtedy chwyciła babka jeden złoty włos, wyrwała go i położyła obok siebie.
— Au! — krzyknął diabeł. — Cóż to robisz ze mną?
— Zasnęłam i miałam tak przykry sen, żem cię porwała za włosy, — odparła.
— Cóż to za sen? — spytał diabeł.
— Śniłam o studni na placu targowym, która dawniej tryskała winem, a teraz nie daje nawet wody. Jakaż może być przyczyna?
— Hm... gdyby wiedzieli! — powiedział. — Na dnie siedzi pod kamieniem ropucha, gdyby ją zabito, wino zaczęłoby tryskać na nowo.
Babka zaczęła go dalej iskać aż zasnął, chrapiąc tak, że brzęczały szyby. Wówczas wyrwała mu drugi włos.
— Hu! Cóż wyrabiasz? — wrzasnął ze złością.
— Przebacz! — poprosiła. — Uczyniłam to przez sen.
— Cóż ci się znowu śniło?
— Śniło mi się, że w pewnym państwie rośnie drzewo, które dawniej rodziło złote owoce, a teraz nawet liści nie ma. Cóż jest przyczyną?
— Hej... żeby to ludzie wiedzieli! Mysz gryzie korzeń, gdyby ją zabito, dawałoby znowu złote owoce, ale jeśli mysz będzie gryzła dłużej, to całe drzewo uschnie ze szczętem. Ale daj mi spokój ze swymi snami, bo jeśli mnie raz jeszcze zbudzisz, dostaniesz policzek.
Babka uspokoiła go, zaczęła na nowo iskać, aż zasnął, potem zaś wyrwała mu trzeci włos. Diabeł podskoczył, zaczął wrzeszczeć i zabierał się do bicia. Ale powoli zdołała go przekonać, mówiąc:
— Któż winien, że mam złe sny?
— Cóż ci się znowu śniło? — spytał zaciekawiony.
— Śniłam o przewoźniku, który się użalał, że musi ciągle jeździć tam i z powrotem po rzece, a nikt go nie zastąpi. Cóż może być przyczyną tej sprawy?
— Osioł skończony! — odparł diabeł. — Gdy ktoś zażąda, by go przewiózł, powinien dać mu w rękę drąg, tak by sam przebył prom, a on został wolny.
Babka miała już trzy złote włosy i odpowiedzi na trzy pytania, przeto zostawiła w spokoju diabła, który też spał do świtu.
Gdy wyszedł z domu, babka wyjęła mrówkę z fałdy spódnicy, przywróciła dziecku szczęścia ludzką postać i rzekła:
— Mam tu trzy złote włosy. To zaś, co diabeł mówił, słyszałeś pewnie.
— Tak, słyszałem — odparł — i nie zapomnę!
— Skończona tedy twoja bieda, idźże swoją drogą.
Podziękował gorąco staruszce za pomoc w potrzebie, wyszedł z jaskini i ruszył wesoło, rad, że mu się tak poszczęściło. Doszedłszy do przewoźnika wspomniał, że ma mu dać odpowiedź.
— Przewieź mnie wprzód, — powiedział, — potem powiem ci, jak się możesz uwolnić.
Gdy stanęli przy drugim brzegu, udzielił mu odpowiedzi diabła.
— Jeśli ktoś zażąda znów przewiezienia, to daj mu w rękę drąg od promu!
Poszedł dalej i stanął pod miastem, w którym rosło nieurodzajne drzewo, a strażnik poprosił o odpowiedź.
Młodzieniec powiedział mu, co usłyszał od diabła:
— Zabijcie mysz, gryzącą korzeń, a zacznie znowu rodzić złote jabłka!
Strażnik podziękował i dał mu dwa złotem obładowane osły, które szły teraz za nim. Dotarł nareszcie do miasta z wyschniętą studnią i podał strażnikowi odpowiedź diabła:
— Na dnie siedzi pod kamieniem ropucha, zabijcie ją, a wino popłynie obficie!
Strażnik podziękował i dał mu również dwa złotem obładowane osły.
Wreszcie doszło dziecko szczęścia do domu, do żony swojej, która uradowała się wielce jego widokiem i powodzeniem. Król dostał trzy złote włosy diabelskie, a gdy ujrzał ponadto cztery obładowane złotem osły, ucieszył się wielce i powiedział:
— Dotrzymałeś wszystkich warunków, możesz sobie wziąć z powrotem swą żonę. Ale powiedz mi, drogi zięciu, skąd masz tyle złota? To są skarby niezmierne.
— Przejeżdżałem przez rzekę, — od parł młodzieniec — i nabrałem, ile wlazło, leży go tam tyle, co piasku na brzegu.
— Czy mogę i ja wziąć sobie trochę? — spytał król chciwie.
— Ile się wam jeno spodoba, panie ojcze! — powiedział młodzieniec. — Jest tam przewoźnik, kaźcie się jeno przewieść na drugi brzeg, a możecie napełnić worki.
Chciwy król wybrał się czym prędzej w drogę, a doszedłszy do rzeki, skinął na przewoźnika, który też rad dopłynął i zaprosił go, by wsiadł. Gdy stanęli u przeciwległego brzegu, wetknął mu drąg promu do ręki, sam zaś zeskoczył i uciekł. Król zaś musiał odtąd przewozić ustawicznie ludzi dla odpokutowania swych grzechów.
— Czy jeszcze pracuje dziś?
— Naturalnie! Przecież nikt nie weźmie od niego drąga!