Demon Wody Ognistej/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Anonimowy
Tytuł Demon Wody Ognistej
Wydawca Wydawnictwo „Republika”, Sp. z o.o.
Data wydania 29.8.1938
Druk drukarnia własna, Łódź
Miejsce wyd. Łódź
Tłumacz Anonimowy
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


Przykra niespodzianka

W pół godziny później w pobliżu rozległy się zmieszane głosy i niebawem ukazało się kilkadziesiąt postaci. Na czele Indian kroczyli Benson, Jack Goryl i Żelazny Łuk. Wojownicy byli upojeni alkoholem i zwycięstwem nad białymi. Ich pióropusze i barwy wojenne widoczne były już z daleka wśród skał.
— Nie omyliłeś się Cody... — mruknął Jim Betts do ucha Królowi Granicy.
— Moglibyśmy natychmiast się z nimi załatwić — szepnął Nick Wharton, kładąc dłoń na głowni rewolweru, ale spojrzenie Buffalo Billa podziałało na niego uspakajająco.
Mały bandyta i jego olbrzymi towarzysz znaleźli się teraz tuż obok skrytki i zatrzymali się. Indianie otoczyli ich półkolem i z niecierpliwością oczekiwali whisky.
— Wydaje mi się, że będziemy się dziś śmiać — mruknął Dziki Bill.
Benson wiedział, czego potrzeba Indianom i zanim rozpoczął rozdzielanie wody ognistej, zwrócił się do Indian z przemówieniem. Wywiadowcy nie mogli dosłyszeć słów, ale, widzieli ożywioną gestykulację Bensona i słyszeli okrzyki aprobaty Czerwonoskórych.
Wreszcie Benson pochylił się nad ziemią i niebawem oczom zdumionych wojowników ukazały się butelki, równo ułożone w ukryciu. Bandyta z namaszczeniem ujął w obie dłonie jedną z nich i wyciągnął w stronę wodza.
Żelazny Łuk wyrwał prawie butelkę z rąk bandyty i przyłożył jej szyjkę do ust. Przechylił głowę do tyłu i zaczął pić wielkimi łykami.
— Uważajcie teraz... — szepnął Buffalo Bill.
Wódz plemienia Utah odrzucił nagle butelkę od siebie i począł pluć na ziemię i krztusić się, pełen wściekłości. Zamiast wymarzonego smaku upragnionej wody ognistej poczuł na języku jakiś płyn, nie posiadający w sobie zupełnie owego ognia, który tak przyjemnie rozpalał krew w żyłach wojowników.
Wojownicy, którzy zgromadzili się za wodzem, nie umieli sobie początkowo wytłumaczyć jego postępowania. Dopiero gdy kilku z nich skosztowało rzekomej whisky, rozległ się w tłumie Indian pomruk oburzenia i groźby.
— Ugh! — zawył ponuro jakiś wojownik. — Blade twarze okłamały nas.
Benson i Jack Goryl nie mogli się narazie zorientować w sytuacji. Postępowanie wodza i wojowników wydało im się zupełnie niezrozumiałe. Zanim zdobyli się na jakieś słowo lub ruch, dokoła nich wrzało jak w ulu.
W powietrzu rozległy się wrogie okrzyki i zaczęły błyskać ostrza noży i tomahawków. Zdawało się, że życie obu opryszków wisi na włosku. Benson i Jack stali jak wryci, spoglądając z przerażeniem i zdumieniem na swych dotychczasowych sprzymierzeńców.
— Zaczyna się na dobre — rzekł Dziki Bill. — Jak sądzisz, Buffalo, czy możemy już wmieszać się do ich porachunków?
Buffalo Bill przygotował już broń, gdy nagle na zakręcie drogi wśród skał ukazała się druga banda Utów.
— Nie poruszać się — rzekł spokojnie Buffalo Bill. — Nie możemy ich teraz atakować. To byłoby zupełne szaleństwo.
— Ręce mnie diabelnie świerzbią... — mruknął Bill Betts.
Ale Buffalo Bill był zdecydowany na czekanie. Wiedział, że Indian jest conajmniej pięćdziesiątka i nie chciał narażać życia swych towarzyszy w tak nierównej walce.
Tymczasem drugi oddział Indian porozumiał się szybko z pierwszym i przyłączył się do chóru groźnych wrzasków. Bandyci, otoczeni ze wszystkich stron wyjącymi w niebogłosy Czerwonoskórymi, trzęśli się ze strachu.
W pewnej chwili jednak, gdy wojownicy byli już gotowi rzucić się na Bensona i Jacka Goryla, Żelazny Łuk oprzytomniał nieco. Podniósł rękę do góry i przemówił krótko do swych wojowników, którzy uspokoili się natychmiast.
Kilkunastu Indian zaczęło uważnie oglądać ziemię w okolicy skrytki, jakby coś podejrzewając. Ich gniew nie wygasł, ale słowa wodza skierowały go w inną stronę. Żelazny Łuk zbyt dobrze znał Bensona, aby posądzić go o taką głupotę. Wódz zrozumiał, że jakaś tajemnicza ręka musiała zamienić whisky na wodę i postanowił zbadać ślady tajemniczego wroga.
Buffalo Bill zrozumiał, że jego plan nie udał się i natychmiast nakazał odwrót, gdyż obawiał się, że jego kryjówka zostanie odkryta. Ruszono natychmiast w drogę. Pochód zamykali Buffalo Bill i Hickock, którzy zacierali ślady za małym oddziałkiem.
Za sobą słyszeli wciąż jeszcze wrzaski Indian, którzy wcale się nie uspokoili.
— Mój plan udał się tylko częściowo — rzekł Cody. — Sądziłem, że bandyci wpadną natychmiast w nasze ręce. Nie udało nam się to, ale pokłóciliśmy tych łotrów z ich czerwonoskórymi sprzymierzeńcami. Jeśli Benson nie zdobędzie dla Indian wódki, będzie zgubiony.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: anonimowy.