Demon Wody Ognistej/7

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Anonimowy
Tytuł Demon Wody Ognistej
Wydawca Wydawnictwo „Republika”, Sp. z o.o.
Data wydania 29.8.1938
Druk drukarnia własna, Łódź
Miejsce wyd. Łódź
Tłumacz Anonimowy
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


We wiosce plemienia Utah

Tim Benson i Jack Goryl znaleźli się po pewnym czasie w dużej odległości od wywiadowców i Benson skierował się w stronę ukrycia, gdzie znajdował się jego zapas whisky. Znajdowała się tam większa ilość szczelnie zakorkowanych butelek alkoholu w najgorszym gatunku, którym złoczyńcy w rodzaju Bensona zatruwali ludność indyjską.
Jack Goryl wydał na widok wódki pomruk zadowolenia i odkorkował szybko jedną z butelek, aby „oblać“ spotkanie z Bensonem. Gdy pociągnęli kilka tęgich łyków z butelki, zabrano się do pracy. Bandyci wydobyli część butelek z skrytki, a resztę zakopali napowrót, zasypując starannie ślady.
Wydobyte butelki zostały odkorkowane i Jack Goryl rozpuścił w nich swe pastylki, uśmiechając się z zadowoleniem. Potworny olbrzym wietrzył dobry interes.
Benson był jednak zatroskany. Wiedział on, że aby zgnębić Buffalo Billa musiał wytężyć wszystkie swe siły. Liczył na pomoc ze strony Indian, których zamierzał zamroczyć alkoholem i zatrutymi pigułkami, ale wiedział również, że Cody nie ulęknie się Utów. Bandyta rozumiał, że bez użycia podstępu nie będzie mógł pokonać Króla Granicy.
Jack Goryl był zbyt mało inteligentny, aby zastanawiać się nad czymkolwiek. Alkohol uderzył mu do głowy i małpolud pragnął natychmiast ruszyć przeciwko Cody'emu i jego towarzyszom. Ufał swej straszliwej sile i był pewny, że potrafi zdruzgotać każdego przeciwnika.
— Słuchaj Benson!... — rzekł w pewnej chwili ochrypłym głosem. — A może by tak uderzyć na tych przeklętych wywiadowców...
— Nie gadaj głupstw, — rzekł oschle bandyta. — Idziemy do Indian.
Jack Goryl mruknął coś niewyraźnie pod nosem, ale nie próbował nalegać. Wiedział, że jego towarzysz jest przebieglejszy od niego. Po długim marszu obaj bandyci dotarli do wioski Utów. Wojownicy wyszli z wigwamów na ich spotkanie i nie wydawali się bynajmniej zachwyceni tą wizytą. Ale Benson stał na wysokości zadania.
— Powiedźcie Żelaznemu Łukowi że Mały Orzeł pragnie go ujrzeć i ofiarować mu, oraz jego wojownikom, podarunki, które przyniósł ze sobą jego sługa!...
W chwilę potem wódz Utów Żelazny Łuk stał przed swym dawnym sprzymierzeńcem. I on nie był zachwycony wizytą nieproszonych gości.

— Mały Orzeł powinien wiedzieć, że jego miejsce nie jest we wiosce plemienia Utah, — rzekł nie- chętnie. — Żelazny Łuk jest jego przyjacielem, ale musi przede wszystkim myśleć o swoim plemieniu. Zawsze, gdy Mały Orzeł kryje się w wigwamach Utów, zjawia się tu natychmiast Wielki Biały Wódz i niepokoi mnie i moich wojowników. Biały szeryf z osady groził już nam przybyciem białych żołnierzy.

— Nic nie rozumiem co ten drab gada... — mruknął Jack Goryl. — Minę ma nieszczególną...
Ale Benson był zupełnie pewny siebie. Uśmiechnął się triumfująco i wydobył z torby Jacka butelkę whisky.
— Mały Orzeł pomyślał o swoich przyjaciołach, — rzekł uprzejmie. — Przyniosłem wam, o czerwonoskórzy bracia, nieco wody ognistej, którą tak lubicie.
Usposobienie wodza i wojowników zmieniło się w mgnieniu oka. Wszyscy stłoczyli się natychmiast dokoła białych. Wojownicy wydawali okrzyki zadowolenia, a oczy ich świeciły się z radości. Benson zaczął rozdzielać wódkę. Pierwszy napił się wódz, a za nim wojownicy według wieku i godności.
Gdy wszystkie butelki były próżne, Benson podniósł rękę. Wojownicy uciszyli się, a bandyta rzekł uroczyście:
— Niech moi bracia nie niepokoją się. Mój sługa przyniesie więcej wody ognistej i wszyscy wojownicy napiją się dowoli...
Indianie uspokoili się, a wśród tłumu rozległ się pomruk zadowolenia. Tymczasem whisky z rozpuszczonymi w niej zatrutymi pastylkami zaczęła działać na Indian. Widać było, że wojownicy są podnieceni. Benson uśmiechnął się z zadowoleniem, gdyż widział, że jego piekielny plan ma szansę powodzenia.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: anonimowy.