[11] Zaczyna się księga „Dekameron“, w której zawiera się sto nowel, opowiedzianych przez siedem białogłów i trzech młodzieńców.
WSTĘP
Ludzka to rzecz współczucie dla nieszczęśliwych; jeśli jest ono każdemu właściwe, to tembardziej winno być znane człekowi, co sam litości potrzebując, od drugich jej doznawał. Należę do liczby tych, którzy w potrzebie przyjaźni się nurzają i uczucie to wielce sobie cenią. Od najwcześniejszych lat mojej młodości, szlachetną i wzniosłą miłością jestem ożywiony. Zważywszy na moją niską kondycję, nieprzystoi mi, być może, nawet o mych afektach opowiadać, aliści za pewne to kładę, że każdy skromny człek, do którego ta opowieść dotrze, pochwali mnie i rozgrzeszy. Wiele srogiego bólu miłość ta mi sprawiła; przyczyną jego było jednakoż nie okrucieństwo miłowanej damy, lecz zbytni ogień mojej duszy, trawionej rozwiązłym appetitem. Żądze te nie pozwalały mi się kontentować tem, co posiadałem i przyczyniały mi więcej boleści, niżby należało. Wpośród tych wielkich cierpień, biesiady z jednym z moich przyjaciół i pociechy, od niego doznawane, były dla mnie wsporem, bez którego bólu megobym przeżyć nie mógł. Jednakoż według niezmiennego prawa, ustanowionego Tym, Kto sam jest nieskończony, każda ziemska sprawa koniec swój mieć musi; tak się też stało z moją, nazbyt płomienną namiętnością, której ani zdrowy rozsądek ani myśl o czekających na mnie niebezpieczeństwach i sromie, przełamać i zwyciężyć nie mogły; dopiero wszechmocna siła czasu powoli ją przytłumiała, tak iż dzisiaj ostało po niej jeno uczucie ukontentowania, znane każdemu, komu obcy jest azard puszczania się na burzliwe namiętności odmęty. Ciężko mi było na duszy, aliści ból minął i ostały mi się tylko mile wspomnienia.
[12] Boleść sczezła, lecz do grobowej deski trwać będzie pamięć o dobrodziejstwach, okazanych mi przez tych, co dla litości, odczuwanej dla mnie, mojem cierpieniem cierpieli. Niema, według mego zdania, szlachetniejszego uczucia, niźli uczucie wdzięczności. Zasługuje ono na najwyższą pochwałę, przeciwnie wcale do odwrotnego uczucia, godnego jeno wzgardy. Wdzięcznością powodowany, chciałbym w miarę sił moich wzamian za to, co otrzymałem, teraz, gdy już swobodny jestem, pewne ulżenie sprawić, jeśli już nie tym, co mi dobrodziejstw okazywali i którzy, być może, usług mych nie potrzebują, to przynajmniej tym, co się w tem nurzają. A chocia moja pomoc i wspór niewielkiemi by się okazały, wszakoż, zgodnie z swem mniemaniem, winienem je nieść tam, gdzie się na nie czeka i gdzie przez to lepiej ocenione będą i większą korzyść przyniosą. Któż zaprzeczyć może, że z taką pociechą obracać się należy do pięknych dam, którym bardziej, niżli mężczyznom, jest ona potrzebna? Jeno one, strachając się i wstydząc, w swej delikatnej piersi płomienie miłosne skrywają. O ile ów skryty płomień silniejszy jest od jawnego, wiedzą o tem ludzie, co go doznali. Posłuszne woli i rozkazaniu ojców, matek, braci i mężów, całe dnie w zamknionych komnatach na próżnowaniu trawią. Chcąc, czy nie chcąc, o wielu rzeczach myśleć muszą, a przecie myśli te nie zawsze wesołemi się okazać mogą. Niejednokrotnie próżne pragnienia do ciężkiej melankolji damy te przywodzą; jeśli się jej miłą rozmową nie rozproszy, w ciężkie strapienie może się łatwie przemienić.
Nie trudno się przekonać, że u mężczyzn, którzy miłują, to się nie zdarza; gdy ich bowiem melankolja i przykre myśli ogarną, dość mają na to środków, aby się rozweselić. Mogą pójść gdzie chcą, usłyszyć i obaczyć to, na co chęć mają, polować, ryby łowić, jeździć konno, grze lub handlowi się oddawać. Każde z tych zajęć może umysł zająć i choćby na czas pewien smutne myśli rozproszyć; później przyjdzie pociecha i boleść sczeźnie.
Los niesprawiedliwie postąpił, skąpiąc podpory tam, gdzie sił jest niedostatek, tak jak to widzimy na przykładzie słabych niewiast. Chcąc tedy choćby w części ten błąd fortuny naprawić i pomoc tym damom, które miłość poznały, okazać (dla pozostałych wystarczą igły, wrzeciona i krosna), zamyślam powtórzyć sto nowel, bajek i historyj, jak je pospolicie nazywają, opowiedzianych w ciągu dziesięciu dni przez siedem dam i trzech młodzieńców, gdy we Florencji mór się srożył; przypomnę takoż kilka pieśni, śpiewanych dla rozrywki przez te białogłowy.
W nowelach mych zawierają się różne ucieszne i smutne przypadki [13]miłosne a takoż zdarzenia przeszłych i dzisiejszych czasów. Damy, które je czytać będą, ukontentowanie odniosą i otrzymają dobrą radę, czego unikać należy i za czem iść trzeba. Mniemam, że jedno i drugie nudy im nie przyczyni, przeciwnie odegna ją całkiem. Jeżeli tak się stanie (co oby Bóg sprawić raczył), to niechaj czytelniczki moje złożą dank Amorowi, który mnie z pęt swoich oswobodził i dał możność podjęcia trudu, co jeno powszechną radość ma na celu.