Dekabryści/Część pierwsza/Rozdział II

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Dmitrij Mereżkowski
Tytuł Dekabryści
Podtytuł powieść
Data wydania 1922
Wydawnictwo Krakowska Spółka Wydawnicza
Druk Drukarnia „Czasu“
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Barbara Beaupré
Tytuł orygin. 14 декабря
Źródło Skany na Commons
Inne Cała część pierwsza
Pobierz jako: Pobierz Cała część pierwsza jako ePub Pobierz Cała część pierwsza jako PDF Pobierz Cała część pierwsza jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ II.

Skoro dnia 27 listopada dowiedziano się w Petersburga o śmierci cesarza Aleksandra I, zaległa stolicę niezwykła cisza; wszystko umilkło i zamarło tając niejako dech w sobie. Teatry zamknięto, orkiestry przestały grywać przy zmianie warty. Panie włożyły żałobę, w cerkwiach odprawiano panichidy, trwożny i żałosny jęk dzwonów rozlegał się nad miastem od rana do wieczora.
Rosya złożyła przysięgę Konstantemu I, podpisywano ukazy jego imieniem, w mennicy tłoczono ruble z jego wizerunkiem, w cerkwiach odmawiano za niego modlitwy błagalne. Spodziewano się lada dzień jego przyjazdu, lecz on nie przybywał i po mieście zaczęły krążyć różne pogłoski; jedni twierdzili, że wyrzekł się tronu, inni, że go przyjął, prawdy jednak nikt nie znał. Dla uspokojenia umysłów rozpowszechniono wiadomość, że cesarzowa matka otrzymała od jego książęcej mości list, w którym zapowiadał swój przyjazd, to znów, że wielki książę Michał wyjechał już na jego spotkanie, lecz obie te pogłosaki były zmyślone. Kuryerzy latali z Petersburga do Warszawy, z Warszawy do Petersburga, bracia wymieniali z sobą wiele listów, lecz żadna decyzya nie zapadła.
— Czas by już zakończyć te uprzejmości — szemrali dygnitarze.
— Kiedyż wreszcie dowiemy się, kto jest naszym monarchą, niecierpliwiła się cesarzowa Marya Fiedorówna.
— Na tronie naszym króluje trumna, szeptali z ubolewaniem lojalni poddani.
Nazajutrz po przysiędze, w oknach magazynów na Newskim prospekcie, wystawiono portrety nowego cesarza. Ludzie kupili się przy tych wizerunkach. Na portretach cesarz był szpetny, a w naturze jeszcze bardziej. Nos zapadły jak u Pawła I., duże wyłupiaste niebieskie oczy, brwi prawie białe, nastrzępione kosmykami i takież prawie włosy w nasadzie nosa, w chwilach gniewu, jeżyły się szczeciniasto. Ręce długie po kolana jak u małpy, robiły wrażenie, że mógłby chodzić na czterech łapach... Wogóle podobnym był do olbrzymiej małpy, przypominającej człowieka. Przypominano sobie słowa o nim babki, cesarzowej Katarzyny, która skarżąc się na niego mówiła. »Na ulicy nawet zachowuje się tak nieprzyzwoicie, że czekam tylko kiedy go zbiją; nie rozumiem skąd wziął się w nim taki podły sankiulotyzm, poniżający go wobec wszystkich«.
Listy swoje do nauczyciela Francuza Laharpa podpisywał l’ âne Constantin. Nie był jednak wcale głupi, a tylko udawał wybornie durnia, aby go zostawiono w spokoju, i nie podsuwano mu korony. »Despotyczny wicher« — mówili o nim bliscy. Raz na rewii koń jego spłoszył się, wyjął wtedy szablę i tak go zaczął okładać, że zwierzę omal nie zdechło. Ten koń to będzie Rosya, mówiono potem, a on szalonym jeźdźcem.
Spodziewano się wszakże, że może odrzuci koronę z przyrodzonego do niej wstrętu.
— Zaduszą mnie jak zadusili ojca — powiadał. Znam ja was kanalie, znam! teraz krzyczycie hura, a gdy mnie powloką na miejsce stracenia, i krzykną czy zgoda? wrzeszczyć będziecie z wszystkich sił: zgoda!
Opowiadano, że gdy przeczytał manifest o swem wstąpieniu na tron, zrobiło mu się słabo i kazał sobie krew puścić.
— Poco oni werbują mnie na to carowanie, powtarzał; sami nawarzyli piwa, niech je chłepczą.
Skoro dowiedziano się o tem wszystkiem w Petersburgu, ludzie zaniepokoili s;ę.
— Nie wolno igrać z ustawowem następstwem tronu jak z prywatną własnością — mówili jedni.
— Dlaczego nie wolno? — odpowiadali drudzy. U nas w Rosyi wszystko można. Tchórze jesteśmy i niech nam tylko zagrożą hauptwachą, ukorzymy się.
— Komu też dostaną się barany? — zakładali się dowcipnisie.
— Jakie barany?
— A my; czyż nie gonią nas od jednej przysięgi do drugiej jak stado baranów.
Rozważano, kto będzie lepszy: Konstanty czy Mikołaj?
Cesarz Paweł I mianował pięciomiesięcznego chłopaczka, Mikołaja, szefem leibgwardyi konnego pułku i dał mu rangę jenerał lejtnanta. Malec bił w bębenek, zanim się chodzić nauczył i machał dziecinną szabelką, a gdy podrósł, wyskakiwał z łóżeczka w nocy, aby postać pod bronią w służbowej postawie; nie chciał nigdy słyszeć o innych zabawkach prócz żołnierzy.
Wychowawca wielkich książąt »diadia«, Lamsdorf, bił chłopców kolbą po głowie, że niemal odchodzili od przytomności. Niech go Bóg sądzi za to biedne wychowanie, jakie nam dał, mawiał potem sam car Mikołaj. Nie sposobił się nigdy do następstwa tronu i do lat dwudziestu nie miał żadnych służbowych zajęć; jedyną łączność jego ze światem stanowiły poczekalnie dworskie i biura sekretaryatu. »Wściekły jak Paweł a zawzięty jak Aleksander« mawiano o nim, prawda, że mądry, ale ten jego rozum budził gorsze jeszcze obawy; im mędrszy tem gorszy. Przyswoił sobie ostatecznie pruskie prawo wojskowe i wogóle był to Niemiec; przeczuwano, że za wstąpieniem jego na tron Niemcy zaleją Rosyę, która i tak już była przez nich zawojowana. Konstanty »zwierz« a Mikołaj »maszyna«. Kto lepszy, maszyna czy zwierz?



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Dmitrij Mereżkowski i tłumacza: Barbara Beaupré.