Przejdź do zawartości

Dawne posiadłości polskie nad brzegami morza Czarnego

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
>>> Dane tekstu >>>
Autor Edward Nowakowski
Tytuł Dawne posiadłości polskie nad brzegami morza Czarnego
Pochodzenie „Ruch Literacki. Tygodnik poświęcony literaturze, sztukom pięknym, naukom i rzeczom społecznym” (Rok III tom. 2 nr 38. 1876)
Wydawca Gabrynowicz i Schmidt
Data wyd. 1876
Druk Drukarnia K. Pillera
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
Dawne posiadłości polskie
nad brzegami morza Czarnego.

Wiadomo, że granica dawnej Polski na wschód posuniętą była aż do rzeki Żyzdry, i obejmując połowę dzisiejszej gubernji kałuskiej, wygiętym łukiem dotykając Donu, ciągnęła się na południe do ujścia Dniepru, a ztamtąd przez całe nadbrzeże morza Czarnego, prawie do ujścia Dunaju — ad Dobrusenses usque campos (Sarn.) sięgała.
Pierwotne zdobycie tego wybrzeża nastąpiło przez Olgerda po otrzymanem przezeń nad Tatarami (r. 1351?) zwycięztwie u Sinych Wód, przy ujściu Dniepru[1]. Późniejsze zaś jego zwycięztwa (r. 1363 w Krymie, zdobycie i zburzonie Chersonu, koło Sewastopola), a w końcu Witolda 1396 roku, ostatecznie utrwaliły tu władzę polsko-litewską. Jakoż nawet przegrana nad Worskłą (1399 r.) snać nie zmieniła stanu rzeczy, kiedy w kilka lat potem będący w tych stronach Gilbert de Lanoua powiada, że w przejeździe swoim z Monkastru (Białogrodu) do Kaffy, widział jak nad dolnym Dniestrem wojewoda Podolski Hedihold w ciągu jednego miesiąca wystawił zameczek, do czego użył 12.000 ludzi i 4000 wozów, które był z sobą sprowadził.
Jakoż Witold zamierzył ustalić tu swoje panowanie, i w tym celu starał się zaludnić te strony. Zakładał osady, wsie, miasta, budował mosty, stawiał zamki obronne, domy strażnicze, komory celne (łaźnie), wielu miejscowościom nadawał swoje imię, a wreszcie na znak objęcia w posiadanie i morza, razu jednego w tym celu wjeżdżał doń na koniu przy ujściu Dniestru[2].
Osiedlone te wybrzeża przez Witolda w dalszym czasie coraz bardziej się zaludniały, zwłaszcza, że panowanie polskie nie ograniczało się na posiadaniu tego kraju, lecz przeważnym wpływem swoim sięgało w jedną stronę przez hołdowniczą Wołoszczyznę wzdłuż po nad Dunajem, a w drugą po za Don aż do Wołgi. Jeszcze bowiem Olgierd władzę swoją do ujścia Donu był rozszerzył (Narbut VI, 401), a Witold r. 1396 zmusił był Tochtamysza, że władzę jego nad sobą uznał, czemu i sam — zwycięzca nad Worskłą — Edyga, po zwycięztwach nad Wołgą Radziwiłła, który r. 1418 aż do samego był dotarł Seraju (12 mil od Astrachanu), r. 1419 uledz musiał, a co r. 1461, hedzyry 867, Hadży-Gierej, dyplomatem uroczystym pod złotą pieczęcią wydanym, jako dziedzic i Han Kipczaku potwierdził, zrzekając się przytem na rzecz Kazimierza władzy swej nad całą (sic) Rusią (Narb. VIII, 156.)
Przy takim składzie rzeczy, nadmorski ten kraj, obejmując obszar między Dnieprem a Dniestrem, bezpiecznie się zaludniał, i jak mówi Piasecki, zakwitł. Królowie nadawali tu zasłużonym obszerne dziedzictwa, stanowili starostwa (Narusz. Taurika), budowali zamki (ob. niżej), a pod ich osłoną mnożyły się osady, miasta; szlachta zakładała wioski, stawiła dworki, folwarki, chutory; budowano na Bohu i Dniestrze stałe mosty, urządzano celne komory, garnizon i straż pograniczna miały swoje domy (Czacki, Narb.). Zboże przez porty Kaczubejski, Oczakowski i Białogrodzki płynęło do Konstantynopola i Cypru, a może i dalej. Karawany z towarami swobodnie ciągnęły do Kaffy. Słowem, kraj ten nadmorski, stanowiąc dolną część Podola, został zaludniony i należycie urządzony.
Tak było do 1467 r., do śmierci Hadży-Giereja. Potem już wszystko całkiem się odmieniło. Tatarzy Perekopscy uwiedzeni przez Moskali, dopomogli im do zrzucenia jarzma Złotej Hordy, i zarazem stali się narzędziem nieprzyjaźnej ich polityki względem Polski. A przytem i sami niechętnie patrzali na zaludnienie tego kraju. Oni woleliby, żeby te strony stały pustkami dla dogodniejszych im po stepach kryjówek i łatwiejszych z nich wypadów. Wreszcie, gdy stały pustkami, mieli tu sobie dozwolone pastwiska, z czego korzystając, budowali szałasze, jurty, a wreszcie i domy mieszkalne, i tak mało po mało wsuwali się tutaj i sadowili się na dobre. Gdy zaś Polacy zaczęli tu osiadać i zaludniać te strony, już tego wszystkiego Tatarom nie dozwalali. A nadto przez osiedlenie nadmorza przerwany został Tatarom Perekopskim związek ich z Budiackiemi i Dobruckiemi hordami. Wszystko to było dla nich pobudką, że wytężyli wszystkie swe siły na zniszczenie polskich osad nad morzem. Gdy jednak zrazu nie tak to łatwo przychodziło, gdyż Polacy napady ich siłą odpierali i w dodatku jeszcze i całkiem z tych stron rugowali, a nadto i srogo im w ich własnych siedzibach wetowali, Tatarzy udawali się ze skargami do Turków. A Turcy biorąc za pretekst gwałt czyniony swoim Muzułmanom, ujmowali się za nimi. I oto ze sprawy tatarskiej wywiązała się sprawa turecka. I Polska nie tylko zmuszoną została usunąć się od morza, lecz gdy do tych spraw przywiązała się i kozacka, a z tej ostatniej wypłynęła i moskiewska, ujrzała się w ostateczności jeszcze i w głąb kraju daleko cofnąć swe granice.
Nie tak rychło wszakże do tego przyszło. Polacy cenili swoje nadmorskie posiadłości i obstawali przy nich do końca. I dopiero gdy musieli całe swe siły wyprowadzić przeciw moskiewskim i szwedzkim napaściom, i kozackim zdradom, kraju tego już bronić należycie nie mogli. O ile jednak i dopóki mogli, bronili się w ciągu lat wielu prowadząc nieustanne walki, przedłużając panowanie tu swoje jak można najdłużej.
I tak gdy Turcy r. 1474 po wzięciu Kaffy powracając do Konstantynopola, znienacka napadli i ubiegli Białogród (Akkerman, który aczkolwiek czasowo powierzony hołdowniczym Wołochom, zawsze atoli nie przestawał należeć do Polski), Polacy dopomogli Hospodarowi do odebrania go w roku następnym 1475 napowrót. A gdy go Turcy znowu r. 1485 wzięli i zaczęli w głąb kraju się posuwać, sam król do Kołomyj przybył, przyjął tam od Stefana Wołoskiego Hospodara przysięgę wierności, i posłał mu w pomoc z 3000cznym oddziałem Karnkowskiego. Turcy na tę wiadomość ustąpili i w ślad za tem zostali pobici, ale Białogród utrzymali, pomimo nawet następnej 1489 wyprawy Olbrachta i zwycięztw jego nad Tatarami. Toż samo i z Oczakowem. Gdy r. 1490 Tatarzy zburzyli Kaczubij (gdzie stał garnizon polski), a zająwszy Oczaków wzmocnili go, Polacy (Bohdan (?) starosta Czerkaski) korzystali z odejścia ich, r. 1493 pod Czernichów wpadli i Oczaków odebrali. Lecz gdy już niepodobna było w nim się utrzymać, gdyż Tatarzy całą okolicę aż do Bracławia i do Czerkas w pustynie byli obrócili, wziąwszy Oczaków, zburzyli go tylko. W r. 1516 pod dowództwem Przecława Lanckorońskiego z 1200 ludzi znowu chodzili i przy Witoldowem jeziorze (nieopodal ujścia Dniestru) pobili Tatarów. W r. 1523, gdy Turcy odbudowali Oczaków ponownie, wyprawili wielkie 80 tysięczne (80.000) wojsko, które Oczaków zdobyło i zburzyło[3]. W r. 1528 pod dowództwem Przecława Lanckorońskiego, starosty Chmielnickiego, Daszkiewicza, starosty Czerkaskiego, a także starostów Winnickiego i Bracławskiego, trzy tu odnieśli zwycięztwa i wielkie łupy i kilka tysięcy bydła zagarnęli, ale już Oczakowa wziąć nie mogli, a 1529 r. w skutek obłudy Osłama zostali nawet pobici (Jazłowiecki, Sieniawski)[4]. Pomimo to Tatarzy w niepewności, czy w dalszym czasie potrafią Oczaków utrzymać, wydali go w ręce tureckie Solimanowi, a Zygmunt przez układ z nim 1532 r. (Narusz. Taur.) pozostawił takowy w tureckiem posiadaniu, warując atoli swe prawo do niego i obowiązując Turków, aby nie dopuszczali Tatarom czynić najścia na Polskę. Gdy jednak pomimo te zobowiązanie się Turcy nie przeszkadzali Tatarom do Polski wycieczek, i Tatarzy wbrew zawartym r. 1540 w Krakowie traktatom[5] w spustoszonych okolicach Oczakowa (należących do Polski) swobodnie poczęli jak na własnej ziemi gospodarować, i ztąd bezpiecznie zagony swe na wszystkie strony zapuszczać, Polacy zmuszeni zostali walki odnowić i nowe urządzać wyprawy. Jakoż zaraz w następnym roku po zawartym układzie (1541 r.) ów Pretwicz, co to 70 bitew z Tatarami stoczył (i o którym pozostało przysłowie: „Za p. Pretwicza, bezpieczna granica“), wyprawił się na Tatary i nad brzegami morza wielką im zadał klęskę. Zygmunt August jednak myślał, że to się da załatwić układami, upominał się więc u Porty, aby traktat z Solimanem przez jego ojca zawarty, dochowywała, i żeby Tatarzy Białogrodzcy stosownie do tego traktatu Dniestru nie przechodzili, i żeby ci co koło Oczakowa na gruntach Rzeczypospolitej bydło swe pasą, prawa przeto sobie nie przywłaszczali (Narusz. Taur. 259), ale za pastwiska właścicielom tych miejscowości, Polakom (wedle umowy Solimana z Zygmuntem I) płacili (Piasecki). Lecz gdy i te przedstawienia do niczego nie prowadziły, i Turcja, a nawet i Tatarzy, pomimo przyjacielskich oświadczeń zawsze swoje robili, zamierzał od razu rzecz skończyć przez urządzenie stanowczej na Krym wyprawy. W tym celu już się naradził był z księciem Wiśniowieckim, któremu powierzał tę wyprawę (1556). Pomimo to jednak wyprawa ta nie przyszła do skutku i zniecierpliwiony książę Wiśniowiecki poszedł Moskali do takowej namawiać. Wślad za tem Kommendoni (objeżdżając polskie dzierzawy i docierając do samych ich granic wschodnich), ułożył i podał Zygmuntowi Augustowi projekt urządzenia tego kraju i wystawienia obronnego miasta wraz z portem nad morzem, przy ujściu Dniestru, zwracając przytem uwagę, że tą drogą Polska (jak dawniej) mogłaby z wielką korzyścią swe zboże wysyłać do Wenecji, która mając 200.000 ludności, nie raz wielkiego w niem doświadcza niedostatku. Lecz i ten projekt, jakkolwiek rozważany na Sejmie, powszechnie się podobał i Sejm złożył był Kommendoniemu podziękowanie, nie został także urzeczywistniony, z powodu, że wyznaczeni (Mielecki, Jazłowiecki) do zbadania Dniestru, oświadczyli, że takowy tylko do Żwańca może być spławny, a dla dalszego oczyszczenia tej rzeki wielkich by potrzeba było nakładów.
R. 1569 Albrecht Łaski wojewoda, Sieradzki, jeszcze raz chodził pod Oczaków i odniosłszy nad Tatarami świetne zwycięztwo, wpędził ich był do morza. W czasie zaś bezkrólewia po śmierci Stefana Batorego, Kozacy niespodziewanie wpadłszy, zdobyli byli Oczaków i zburzyli go.
Z późniejszych zaś czasów pozostałe broszury świadczą, że myśl o odzyskaniu nadmorskich posiadłości nie opuszczała Polskę[6]. Projektów tych jednak niepodobna już było przyprowadzić do skutku, gdyż Polska, co dawniej na wszystkie strony wywierała była wpływ swój przeważny, w końcu stała się celem, do którego ze wszystkich stron wymierzone zostały pociski, i ztąd zmuszona ścieśniać swe granice coraz bardziej, skryć się wreszcie musiała w sercach wiernych swych synów.
Edward z Sulgostowa.






  1. W którym mianowicie roku zaszła bitwa przy Sinych Wodach, zdania historyków są najrozmaitsze. Wszyscy dawni kronikarzy: Długosz, Kromer, Stryjkowski, a w ślad za nimi i Lelewel kładą r. 1331. Narbut opierając się na kronice Bychowca, obstaje za 1351 r. Bartoszewicz w artykułach swoich (J. B. z Połubian) przyjmuje także 1351. Stadnicki (Synowie Gedymina) wprawdzie ten sam rok stawi, ale każe się domyślać 1363. Karamzin utrzymuje, że 1363 r. Szleczer tę bitwę przypisuje Witoldowi i przenosi ją nad Don. Tunman (Busching Erdbeschr IV, 387), zwycięztwo to przypisuje nieznanemu dowódzcy (wedle Narbuta jakiemuś Olgierdowi), wysłanemu przez Witolda r. 1396. Myśmy wprawdzie poszli za Bartoszewiczem, kładąc r. 1351, ale gdy Bartoszewicz bez żadnych dowodów podaje tę datę, jedynie ze względu na Narbuta i Bychowca, a wywody Narbuta nie zdają się być ścisłymi, a tem mniej Stadnickiego i Karamzina (którzy całkiem pomijają późniejsze w Krymie Olgierda zwycięztwa (1363), wypadałoby przeto trzymać się Lelewela, najznakomitszego badacza przeszłości, tem bardziej, że Długosz i Stryjkowski, mający w rękach swoich najdawniejsze Kroniki Ruskie, tenże sam rok (1331) podają.
  2. ...ibi muros quidam plumbo compactus, qui in mare medio milliari porrigitur. Dicuntque Vitoudum eousque in mare equo descendisse dominium sibi maris sarmatici vendicans. (Sarn. Desc. Pol. 1913).
  3. Briuchow, poseł moskiewski do Krymu w relacji swej powiada, że r. 1524 wielkie wojsko polskie w liczbie 80.000 napadło na Oczaków i zburzyło go. (Zapiski Odeskoho Obszcz. V, 236 seq.) Briuchow miał sam widzieć to wojsko.
  4. R. 1529 wybrał się Jazłowiecki z postanowieniem nieodstępowania, dopókiby nie zdobył Oczakowa. Miał do tego otuchę w kłótni Hana tatarskiego z bratem jego Osłamem, który przed kilku laty szukał był przytułku w Polsce, i miał sobie pozwolone od króla koczowanie na stepach Czerkaskich. Tymczasem na 3 dni przed przyjściem Jazłowieckiego pod mury Oczakowa, Osłam pogodził się z Hanem, i zajął ludźmi swymi ten zamek. Nadszedłszy Polacy postrzegli 300 Tatarów z końmi na pastwisku, uderzyli na nich, znieśli i konie sobie zabrali. Lecz gdy w tem nadbiegł wysłaniec z Oczakowa z oświadczeniem, że Oczaków jest w ręku Osłama, przyjaciela Polaków, i dla nich stoi otworem, Jazłowiecki kazał konie oddać. Następnie zaproszony przez Osłama do Oczakowa, udał się tam w gościnę. Tatarzy zaś korzystając z tego, uderzyli na Polaków, zostających bez dowódzcy, i znieśli ich. W czasie bitwy nadbiegł był sam Osłam, wstrzymywał Tatarów, ale nic nie wskórał, gdyż prawdopodobnie działał obłudnie. Przetrzymany tymczasem Jazłowiecki wrócił do kraju, wyrzucając sobie tę przegranę. (Moracz. IV, 85.
  5. Daniłowicz. Skarbiec Dyp. pod r. 1540.
  6. Wiele w owych czasach pisano i wydano osobnych broszur. W tej liczbie na szczególną zasługują uwagę ks. Piotra Grabowskiego, „Niższa Polska“ i Starowolskiego „Pobudka“. Biskup zaś Kijowski Wereszczyński kilka takich wydał i na Sejmie wnosił projekt obrony granic Rzeczypospolitej od Turków, Tatarów i Moskali.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Edward Nowakowski.