Dźwięki minionych lat/Wiara, Nadzieja, Miłość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Gustaw Ehrenberg
Tytuł Wiara, Nadzieja, Miłość
Data wydania 1848
Wydawnictwo Imprimerie de Maistrasse et Compagnie
Miejsce wyd. Paryż
Indeks stron
WIARA, NADZIEJA, MIŁOŚĆ.




Nie dziwcie się, o bracia! że me młode pióro
Ciérpką i gorzką żółcią przesiąkło zawcześnie,
Że me wiérsze brzmią groźno, złowróżbo, ponuro,
I że na dziką nutę spiéwam moje pieśnie.
 
Bo w dniach naszych burzliwych, śród groźnéj zawiei,
Źle brzmi śpiéwka miłosna, głos lutni pieszczony;
Nam słodszy głos rozpaczy niżeli nadziei,
Milsze dzikie okrzyki niż rozkoszne tony.
 
Był czas, żem i ja wierzył w te uczucia święte,
Co nam ducha ku niebu porywają z ziemi,
I unoszą w krainy jakieś niepojęte,
I igrają z duchami lekkimi, nikłymi.
 
Wspomnienia mi szeptały jak głos z za mogiły,
Wszystkie widziadła życia mijały jak mara,

Na niebie mojéj duszy jasno mi świéciły
Trzy śliczne bóstwa: Miłość, Nadzieja i Wiara.
 
Miłość, najpowabniejsza z nieziemskich córek,
Jaśniała złotym blaskiem porannéj jutrzenki;
Zwodnica! strojna w gazę przezroczystych chmurek
Nęciła młode serce niebieskiemi wdzięki.
 
Znów Nadzieja, jak tęcza ślicznie malowana,
Złociła dnie żywota, poskramiała burze,
Karmiła moję duszę pociechą niebiana,
Stroiła me uczucia w wiecznie młode róże.
 
Wiara, gwiazda pastérska łagodna i cicha,
Strzegła mojego serca wśród walki żywiołów,
I gorycz z żywotnego wylawszy kielicha,
Prowadziła za rękę pomiędzy aniołów.
 
I takto żyłem w niebie. A wtém ziemska burza
Wstąpiła w moje serce: Nadzieja pobladła,
Miłość mi spowszedniała jak powiędła róża,
I Wiara nie pomogła, zasłona upadła!
 
Spojrzałem na świat okiem suchém, obojętném;
I nie długo poznałem, że wszystkie odmienne

Od tego, com przeczuwał uczuciem namiętném
I co mi malowały me marzenia senne.
 
Miłość?.. ta tylko żyje w marzeniach poetów,
I nie może się z naszą pobratać ziemskością;
Chyba że kilka westchnień i kilka sonetów
I kilka łez obłudnych chcesz nazwać miłością.
 
Uczucie w żadném sercu teraz się nie miesci,
I dzisiaj można śmiało przyrównać z Nadzieją
O zaklętéj księżniczce cudowne powieści,
Co niańki dzieciom prawią a ludzie się śmieją.
 
Wiara? już opuściła nasze pokolenie,
Bo wyżółkłe oblicza i miedziane czoła
Wolą podłe, nikczemne, przeczołgać istnienie,
Niż ożywić swą duszę uśmiechem anioła.
 
I ja w ten odmet świata wrzuciłem swą duszę,
Powitałem zniszczenie, burze i zawieje,
Odwagą’m się uzbroił na łzy i katusze,
A pożegnałem Wiarę, Miłość i Nadzieję.
 
O! nie, nie pożegnałem, wszystko we mnie tleje:
Miłuję straszną burzę, walkę i cierpienie;

W niezagasłéj rozpaczy pokładam nadzieję,
A gwiazdą mojéj wiary zagłada, zniszczenie!
 
A tak gdym odmęt świata suchém przejrzał okiem,
Kiedy nikczemność ludzi i życia poznałem,
Złotych urojeń szumnym wzgardziłem potokiem,
I z marzącego wieszcza cynikiem zostałem.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Gustaw Ehrenberg.